Dodaj do ulubionych

No to posłuchajcie tego..

11.12.06, 14:27
U ciotki mojego męża kotka ponoć zaatakowała swoją panią, kotka syjamka lat
bardzo dużo (nie wiem ile dokładnie coś około 13-15) ponoć rzuciła się na
dziewczynę z pazurami do tego stopnia że jej chłopak musiał zarzucić na kota
koc i go w ten sposób obezwładnić, co i przez koc było ponoc bardzo trudne,
kotka została niestety w efekcie zajścia uśpiona jako groźna dla otoczenia.
Piszę "ponoć" bo ja tego nie widziałam tylko zostało mi to przekazane przez
siostrę zaatakowanej. Nie wiem czy zrobiono coś co sprowokowało kotkę do
ataku, pojęcia nie mam, natomiast ja teraz jestem bez przerwy "szantażowana"
jako posiadaczka kota i małego dziecka że kot mi się "zbiesi" i zaatakuje
Małego.
Moje pytanie czy znacie tego typu historie? czy słyszałyście o podobnym
przypadku? bo mi się wierzyć nie chce i jestem obstawiałabym że kotke musieli
mocno sprowokować albo może chcieli się jej pozbyć , bo nie wierzę w to że
kotka tyle lat mogła nagle, no co? obłędu dostać? co myślicie? pozdrawiam,
Magda
Obserwuj wątek
    • marta.kunc Re: No to posłuchajcie tego.. 11.12.06, 14:33
      kota mogla miec problemy psychiczne np.to sie moze pojawic z nagla. podobnie
      jak z nagla problemy/choroby psychiczne moga dopasc ludzi.
      masz taka sama szanse na to , ze ci sie'zbiesi' kot jak na to, ze twoje dziecko
      stanie sie psychopatycznym nastolatkiem tnacym nozem kolegow.

      wieszzz.... you never knowsmile
    • kirke18 Re: No to posłuchajcie tego.. 11.12.06, 14:34
      Nigdy nie słyszałam o prwdopodobnym takim przypadku, a i w ten jakos nie
      wierzę. Moja poprzednia kota też potrafiła rzucić sie z pazurami np. na mojego
      męża, ale nienawidziła go za zajęcie "jej" miejsca w moim sercu (a to nie
      prawda była , bo serce mam duże, ze starcza miejsca i dla kota, i dla chłopa
      i...)i w łóżku. Nigdy nie zaakceptowała zmiany męża, czuła, że straciła
      miejsce "nomber-one", więc była zła i miała napady, ale to o czym piszesz jakoś
      się nie mieści w mojej głowie.
      • wiesia.and.company Re: No to posłuchajcie tego.. 11.12.06, 14:39
        Coś jest nie tak... To był taki jednorazowy atak i od razu taki smutny finał?
        Koty syjamy są bardzo zazdrosne, ale coś musiało się na taki atak złożyć.
        Niestety, tu wszystko jest gdybaniem... Rzecz ostateteczna i nieodwracalna już
        się stała.
        Ale nie można sądzić, że wszystkie koty mają takie reakcje i bardzo słusznie
        napisała marta.kunc. Też się pod tym podpisuję - dobrze powiedziane.
        Wiesia + 8
    • agniea JA WIDZIAŁAM 11.12.06, 15:02
      ja nie słyszałam,ale widziałam taką akcję.Kocur miał kilka lat, wyjątkowo
      złośliwy,bezczelny typ.Nienawidził wszystkich poza swoją panią - moją koleżanką
      z uczelni. Raz - pamiętam jak dziś - poszłyśmy wszystkie trzy uczyć się do Olki.
      (pani kocura) Zaraz po wejściu Karolina usiadła na kanapie , ja z Olką w
      fotelach. Minęło 5 minut i nagle z drugiego końca pokoju wystartował czarny
      odrzutowiec o masie 7-10 kilo i dziabnął łapskiem Karolinę 5 milimetrów pod
      okiem.I zaczął charczeć i syczeć.Biedna dziewczyna mało nie dostała zawału.

      Od tamtej pory już nie poszłyśmy do domu Olkiwink
    • capuccino_days Re: No to posłuchajcie tego.. 11.12.06, 15:03
      kotka mojej koleżanki rzuciła się na nią z zębami i pazurami, dosyć poważnie
      pocharatała jej tył głowy i plecy - skończyło się w szpitalu
      jednak, nikt nie twierdził, że to kot się "zbiesił"
      kotka była po przejściach - koleżanka ją dostała, ponieważ poprzedniej
      właścicielce się wnuk urodził (wiadomo, podgryzanie grdyki, te klimaty)
      kotka zawsze była potem nieśmiała i wystraszona
      kilka tygodni wcześniej wyprowadził się jeden z domowników, a właścicielka kota
      pojechała na weekend i była zbyt zmęczona, żeby z kotem się wybawić
      a kot chodził podbuzowany...
      weterynarz powiedział, że problemem było też to, że kotka nie była sterylizowana
    • magme Re: No to posłuchajcie tego.. 11.12.06, 15:19
      no to ja tego nikomu nie powtórzę, dopiero by mi gadała cała rodzinka kochana,
      zwłaszcza teściowa co się martwi o wnusia,że się sierści naje itd, to teraz by
      mi żyć nie dała...wink
      ale na serio dzięki za odpowiedzi, mam nadzieję że moje kocisko nigdy nie
      dostanie takiego szału, wydaje się zrównoważone (na ile oczywiście kot może być
      zrównoważony wink)).
    • jul-kot Re: nigdy, a właściwie tylko raz ... 11.12.06, 15:39
      Witam,
      Mamy dużo kotów, często są zestresowane i atakują czasem siebie nawzajem,
      zwłaszcza duże kocury. W czasie bójki krzyknę lub wkładam rekę pomiędzy nie i
      wszystko się kończy. Nigdy nie zaatakowały nikogo z domowników, przed dziećmi
      czasem uciekają. O kolana są zazdrosne, ale raczej smutne, kiedy zajęte, nigdy
      agresywne.
      Zdarzył mi się jeden przypadek agresji. Oddaliśmy pięknego, łagodnego, dużego
      kocura do zdawałoby się "dobrego" domu. Po chyba dwóch miesiącach musiałem go
      odebrać, bo rzucał się na ludzi i gryzł. I rzeczywiście, kiedy go tam ładowałem
      do transporterka, warczał. U nas warczał na ludzi i innne koty, prawie wył.
      Rzucił się na żonę i ugryzł ją w ramię, mnie się bał, ale kiedy odwróciłem
      głowę, wbił mi pazury w udo. Nie wiem, co mu tam robili, żeby go tak rozjuszyć.
      Po około dwumiesięcznej resocjalizacji w moim pokoju znowu stał się miłym i
      łagodnym kotem. Oddaliśmy go do ludzi, którzy potrafili uszanować jego
      niezależność.
      Słyszałem natomiast o niekastrowanych kocurach, które były zazdrosne o kotkę i
      potrafiły podrapać kogoś, kto ich wybranki dotykał. Ale to już zupełnie inna
      historia.

      Na skomentowanie zamordowania tamtej kotki w zemście, bo tak to chyba trzeba
      nazwać, brak mi słów. Nie usypia się nawet agresywnych psów, tylko tresuje.
      Kiedyś pewna forumowiczka opisywała, jak jej tatuś walczył z jej kotem, który
      się na niego rzucił. Tatuś wygrał, kot nie przeżył.
      Nie chcę myśleć, co było lub będzie, kiedy właścicielka tego kotka będzie
      niegrzeczna...
      Albo chłopak i dziewczyna z obecnego wątku pokłócą się ze sobą.
      Pozdrawiam, Juliusz.
      • magme Re: nigdy, a właściwie tylko raz ... 11.12.06, 15:55
        ona już nie ma kota a ja mam nadzieję że moje ukochane zwierzę nigdy nie zrobi
        nic "głupiego" bo będę sama przeciw wszystkim, już nieraz słyszałam że "jeśli
        on coś zrobi Krzysiowi to.." (Krzyś to mój synek 4 mies) i tylko definicja się
        zmienia - definicja tego "coś", na razie walczę o to żeby to "coś" to nie było
        drapnięcie czy ugryzienie, każdy kot czasem ugryzie czy drapnie przecież ale i
        tak się nasłucham od teściowej i innych.. I tak jest nieźle bo jak byłam w
        końcówce ciązy to wszyscy mnie naciskali żeby Hasza oddać, wszyscy, łącznie z
        mężem i moją mamą po której się tego nie spodziewałam, ale cóż. Wywalczyłam
        swoje Haszysz został i jakoś nikt od tego nie umarł, dlatego tego co tu
        napisano o przypadkach kociej agresji nie powiem w domu bo zostanę zaszczuta
        razem z Haszem, ale dziękuję za wypowiedzi. Pozdrawiam, Magda
        • jul-kot Re: nigdy, a właściwie tylko raz ... 11.12.06, 16:10
          Witaj Magdo,
          Kot dobrze traktowany nigdy nie będzie agresywny. Biorę do domu nawet dzikie
          koty z ulicy. A małego dziecka i tak nigdy nie powinno się zostawiać bez
          opieki. Po kilku latach, kiedy będzie na tyle mądre, że zrozumie, wytłumaczysz
          mu, że kot to nie zabawka.
          Pogłaszcz Hasza ode mnie,
          Pozdrawiam, Juliusz.
            • magme Re: nigdy, a właściwie tylko raz ... 11.12.06, 19:18
              To nie ja mam takie nastawienie, dla mnie było niezrozumiałe to co zrobiono z
              kotką, ale ja ponoć nie widziałam co on zrobił tej dziewczynie , więc mam się
              nie wypowiadać czy należało go uśpić czy nie, dla mnie takie jednorazowe
              zachowanie na pewno nie jest powodem do usypiania..
              ---
              Haszysze 4(Krzyś, Mama, Tata i Haszysz Właściwy)..
    • agniea a jakby tak wydrapał oko????????? to co??? 11.12.06, 19:57
      a jakby tak wydrapał oko?to też byś nie oddała?

      Tak pytam z ciekawości, bo ja kocham zwierzęta, i myślę że wiele dla nich w
      życiu zrobiłam( i jeszcze zrobię), łącznie z wolontariatem przez cały ogólniak
      w schronisku i kilkoma końmi uratowanymi spod noża.

      I tak od kilku tygodni, szwendając się po różnych kocich forach, zauważyłam że
      panuje ogólna obsesja zatrzymania kota za wszelką cenę, nawet za cenę trwałej
      utraty zdrowia.Jakieś 2 tygodnie temu (jak wiecie) zostałam postawiona przed
      momentem dużej próby, zaraziłam się grzybicą od kota, miałam 50% ciała we
      wstrętnych podskórnych glizdach,krew ciekła mi z nosa codziennie rano , a
      cudowny lekarz-dermatolog, który w końcu mnie wyleczył, wyznał że w życiu nie
      widział tak rozprzestrzenionej i w takim tempie rozprzestrzeniającej się tinea
      corporis.

      I wtedy myślałam,wtedy wiele razy przeszło mi przez głowę oddanie kota, to co
      inni mi radzili. Dzięki forumowiczkom wytrwałam.Kot został i jest też zdrowy.
      Ale mam wrażenie, że coś tu nie gra. Mam wrażenia że na różnych kocich forach
      odbija się szerokim echem miłość do kota-zwierzęcia jako do istoty czującej i
      wyjątkowej i zarazem pogarda, lekceważący stosunek dla istnienia
      ludzkiego.Przejawia się to w sformułowaniach typu 'a jak to by ciebie uśpili?',
      albo ' a jakby tak z tobą zrobili to co z kotem' etcetera.
      Mam wrażenie, że coś tu nie gra.

      Jeśli ktoś żyje jak my, za granicą,z doktoranckich stypendiów jako jedynego
      utrzymania, w mieszkaniu o 50 metrach kwadratowych z dwoma kotami
      przygarniętymi z ulicy lub w podobnych warunkach, (bo wiemy przecież doskonale,
      że codzienna egzystencja polskiego społeczeństwa toczy się w większości w
      szarych domostwach i bezosobowych blokowiskach) i jeśli jeden z tych kotów
      zwyczajnie zeświruje jak zdarza się i ludziom, i zwierzętom, jeśli zaatakuje na
      serio, nie mówię o zwykłych drapnięciach czy ugryzieniach, ale o uszkodzeniach
      trwałych twarzy,oczu,wrażliwych części ciała - to należy go zwyczajnie uśpić.
      No chyba że ktoś ma sumienie oddać go do schroniska żeby rozszarpał inne koty
      albo opiekujące się nim osoby.

      I chociaż wiem że za chwilę zadziobią mnie kruki i wrony i pewnie już więcej
      nie będę mogła pokazać się na forum - to tak właśnie myślę. Szokuje mnie
      fanatyczne stawianie ponad dobro dzieci i innych bliskich osób - dobra
      zwierzęcia. Nawet najkochańszego, najczulszego,najbardziej inteligentnego i
      zdolnego do odczuć metafizycznych, ale zawsze - tylko zwierzęcia.

      Może się mylę, ale takie mam wrażenie. Czyhającym szydercom i obelżywym
      komentarzom z góry dziękuję.

      Pozdrawiam wszystkich tych, którzy traktują koty jako swoje "dzieci", a nie jak
      dzieci.

      • annb Re: a jakby tak wydrapał oko????????? to co??? 11.12.06, 20:08
        agniea moze nie tyle pogarda dla ludzkiego zycia/zdrowia co raczej
        ODPOWIEDZIALNOSC ZA KOTA KTÓREGO SIĘ przygarnęło/wybrało
        czyli
        to ja-człowiek sprowadziłam go na tę ziemię.
        i jestem za niego odpowiedzialna.
        kot sam siebie do lekarza nie zaprowadzi
        ja jestem za niego odpowiedzialna
        jesli to guz-ze specjalistą zastanowię się co dalej
        jesli to psyche-tez trzeba kombinowac
        kot sobie nie wy_google w grupach wsparcia i podparcia .My tak.

        Kot sam sobie nie pomoze-ja czlowiek obdarzony rozumem robię to za niego
        to nie pogarda dla ludzkiego zycia i zdrowia ale to ze ja mam rozum a
        on instynkt.
        dla mnie to proste


      • biljana Re: a jakby tak wydrapał oko????????? to co??? 11.12.06, 20:13
        to chyba nie do konca tak. moim zdaniem koty nie atakuja ani zlosliwie, ani bez
        ostrzezenia. zawszse daja znaki. moze malo widoczne i subtelne, ale jesli ktos
        zna wlasnego kota, to wie kiedy jest wkurzony, lub przestraszony.
        a jesli kot jest chory, to sie go leczy. uspienie jest ostatecznoscia, jesli
        wszystko zawiedzie.
        a mam wrazenie, ze w opisanym wyzej przypadku wyrok zostal wydany bez procesu.
        Sąd kapturowy i tyle. I to budzi moj sprzeciw.
      • magme Re: a jakby tak wydrapał oko????????? to co??? 11.12.06, 20:18
        rozumiem Twój punkt widzenia, tylko mnie moje zwierzę nic nie zrobiło a jest z
        góry przekreślane bo inny kot coś zrobił, wiadomo że gdybym miała wybierać
        dziecko czy kot to nie ma w ogóle dylematu -mój syn jest najważniejszy, ale na
        razie nie ma potrzeby i powodu żebym musiała się kota pozbywać a niestety wiele
        osób z mojego otoczenia najchętniej podpięło by mu wszystkie grzechy innych
        kotów i wykopało na bruk...
        • agniea meritum 11.12.06, 21:47
          Problem nie leży w "traktowaniu kota jak rzeczy" - czyli sprowadzaniu kota do
          roli przedmiotowej. Chyba ci, którzy to piszą myślą o znęcaniu się nad
          zwierzętami - w tym przypadku - kotami. Osobiście, nie znam wielu świrów,
          którzy znęcaliby się nad kotami - generalnie społeczeństwo na to nie zezwala,
          nie mówiąc o konwencjach praw zwierząt. A tych, których znam - wolałabym
          osobiście, żeby ich dobre mamusie oddały ich do stosownego zakładu, gdzie
          miejmy nadzieję ktoś wyspecjalizowany im pomoże, a nie żeby pozwalały im hasać
          i doskonalić nazistowsko-psychopatyczne talenta.

          Człowiek jest odpowiedzialny za zwierzę, ponieważ posiada więcej potencjału,
          władzy, możliwości niż ono. I niech go ręka Boska broni, żeby je skrzywdził.

          I właśnie dlatego ludzkość podpisuje konwencje, powstają fundacje, organizacje,
          schroniska i lecznicze dla zwierząt, a my gościmy je w naszych domach
          zapewniając wszelkie wygody i miłość."Człowiek jest odpowiedzialny za to co
          oswoił" - pisał Saint-Exupery.

          Ale człowiek jest również, a właściwie przede wszystkim odpowiedzialny za
          drugiego człowieka,mniejszego i słabszego, który mu ufa i zawierza wszystko.
          I właśnie dlatego nigdy nikt nie powinien mieć wątpliwości, że życie ludzkie
          jest wartością najwyższą.

          P.S. Widziałam wiele cierpiących zwierząt, i uwierzcie, że drżało mi z bólu
          serce. Jednak widok jednej, tylko jednej okaleczonej i cierpiącej OSOBY, budzi
          we mnie emocje nieporównywalne.

          I jeszcze jedno: wszelkie insynuacje co do tego, że kot nie jest winny zostały
          już zaksięgowane, i nie o tym się traktuje. Mowa o eliminacji zagrożenia, dla
          dobra wszystkich. I powtarzam - mowa o kotach chorych psychicznie, tych
          agresywnych, rzucających się bez powodu (no chyba że nieświadome zajęcie jego
          fotela jest powodem) do twarzy ludzi.

          Nie bądźmy wybiórczy, chcemy kontroli psów-morderców, ale kotom-okaleczycielom
          pozwolimy wolno egzystować w przestrzeniach naszych M-2,M-3,M-4?

          Ten wątek oczywiście nie dotyka osób, które maja duże domy i ogrody, ich koty
          mogą pozwolić sobie na luksus spokoju i wyszumienia za jednym razem.

          I ostatnia rzecz: pewnie, że każdy kto adoptuje kota musi się nim zając 'na
          dobre i na złe', ale chyba nie na 'absolutnie beznadziejne'?
          • biljana Re: meritum 11.12.06, 21:54
            agniea napisała:

            >
            > P.S. Widziałam wiele cierpiących zwierząt, i uwierzcie, że drżało mi z bólu
            > serce. Jednak widok jednej, tylko jednej okaleczonej i cierpiącej OSOBY,
            budzi we mnie emocje nieporównywalne.

            moj kot tez jest osobą. kocią osobąsmile))

            kotom-okaleczycielom pozwolimy wolno egzystować w przestrzeniach naszych M-
            2,M-3,M-4?

            tak. pozwalam egzystowac ze mna kotom-okaleczycielomsmile)

            > I ostatnia rzecz: pewnie, że każdy kto adoptuje kota musi się nim zając 'na
            > dobre i na złe', ale chyba nie na 'absolutnie beznadziejne'?

            musi. zwlaszcza na sytuacje beznadziejnesmile
            >
            >

            pozdrawiam cieplosmile mrauuuuu smile
            • aga-kocio Re: meritum 11.12.06, 22:53
              Kochani, koty to nie są pitbulle. Nie słyszałam ostatnimi czasy aby kogoś
              zagryzły, a pieseczki i owszem (pieseczki też kocham, ale nie wszystkich ich
              właścicieli)
              Kot zaatakowal mnie raz w życiu - ale to była moja wina- miałam 10 lat i
              uparłam się, że bedzie grzecznie chodził na smyczy. Nie sądze jednak by można
              było obwiniać kota - raczej dorosłych których straaasznie bawiło że tak
              śmiesznie syczał. Tak więc zamiast zastanawiac się czy kot może pożrec dziecko
              lepiej jest je nauczyć jak zrobić, żeby kot nie musiał się bronić.
            • agniea moja skromna konkluzja 11.12.06, 23:06
              Witam ponownie,
              szczerze mówiąc generalnie nie mam zapędów mentorskich i dziś już wyraziłam
              wszystko co chciałam,każdy może to poddać odrębnej, osobistej refleksji.

              moje przywiązanie do zwierząt i zaangażowanie w ich sprawy ewidentnie przejawia
              się w inny sposób,niż pewnych osób tutaj:

              misia007:
              jak będziesz miała chwilę to wpadnij do schroniska i zapytaj ilu jest kotów
              rezydentów NIEPRZEZNACZONYCH do życia poza terenem schroniska i dlaczego, potem
              zajrzyj na izbę przyjęć (jeśli mieszkasz w dużym mieście) i zapytaj pierwszej
              lepszej pielęgniarki ile w ostatnim miesiącu było przyjęc osób pokaleczonych
              przez psy lub koty
              i przede wszystkim, wyjrzyj chociaż raz za okno i spróbuj podwórkowym bandom
              kotów podać żarcie z ręki, a zobaczysz jaki będzie efekt

              biljana: ty żartujesz,a tu o poważnych sprawachsmile) pewnie że każdy nasz kociak
              jest traktowany osobowo, ale słusznie zauważasz, to "kocia osoba", a to co
              innego niż "osoba-osoba"smile

              aga-kocio:
              jeśli miałaś 10 lat i kot Cię poważnie zaatakował, to nie było wina ani Twoja,
              ani kota, ale osób które powinny dopilnować żeby 10-latka nie zmuszała
              zwierzaka do spacerków

              I na koniec... Przy całej miłości do zwierząt,mam wrażenie że osoby, które
              uważają koty za swoje dzieci lub te, które śmierć kota opłakują tak jak śmierć
              rodziców, mają poważny emocjonalny problem i generalnie nie są zdolne do
              zaangażowanie się w konkretne ruchy mające na celu prawdziwą obronę praw
              zwierząt,bo do teo trzeba najpierw wyjść z domu ... no właśnie, a jak tu wyjść
              z dziećmi przystawionymi do piersi?

              Pzdr wszystkich, którzy się ze mną nie zgadzają,to czyni świat ciekawszym i
              oczywiście przesyłam głaski dla wszystkich czworonożnych ode mnie i okupujących
              moje poduszki Heidegger'a i Neronasmile)
              • annb nie demonizujmy 12.12.06, 08:50
                agniea czytajac ciebie, odnosze wrazenie
                ze my niepokaleczeni mamy po prostu szczescie i ze jest to tylko i wylacznie
                kwestia czasu
                wychowałam się z kotami i psami
                szram ani sladow nie mam
                widac mialam szczescie
                i jeszcze-po co podawac podworkowym kotom jedzenei z reki?
                jakas odmiana masochizmu?bo nie rozumiem.
                i jeszcze raz
                to czlowiek udomowil kota i rozwiozl po calym swiecie
                nie kot wybral to zycie
                ale nei chce mi sie powtarzac wiec patrz moj wpis wyzej
                i zeby nie bylo
                mamy z mezem dwa koty
                po jednym na glowe-jak juz beda nam te gardla przegryzac-zeby bylo po rowno wink
                • bellisea Re: nie demonizujmy 12.12.06, 15:46
                  annb napisała:


                  > mamy z mezem dwa koty
                  > po jednym na glowe-jak juz beda nam te gardla przegryzac-zeby bylo po rowno wink



                  ......annb, ty to masz dziewczyno poczucie humoru. Niezle sie usmialam.
            • annb no wiesz misiu 12.12.06, 08:37
              w poszukiwaczach grala-monty pytona
              byla jaskinia z kwriozerczym krolikiem
              wszyscy go lekcewazyli-ze to taki maly puchaty krolik
              wink
              pewnie są i takie koty
              kto je tam wie wink
      • bellisea Re: a jakby tak wydrapał oko????????? to co??? 12.12.06, 15:39
        Tu nie chodzi o slepa milosc do zwierzecia i stawiania go ponad czlowiekiem,
        tylko o odpowiedzialnosc za wlasnego kota/psa itd.

        Istnieja sytuacje kiedy zwierza trzeba uspic, bo jest smiertelnie chory lub
        cierpi na powazne zaburzenia psychiczne. Leczenie zas tylko przedluza agonie.

        Ale bardzo czesto ludzie nadaja kotu etykietke "agresywny", aby pozbyc sie go z
        domu. Z przyczyn banalnych: urlop, wyjazd za granice, niechec do ponoszenia
        kosztow utrzymania, odechcialo sie futrzaka itp...itd....
    • jul-kot i moja ... 12.12.06, 00:46
      Witam,
      Nie spodziewałem się, że ta dyskusja rozwinie się w taki sposób. Nie wybrażałem
      sobie, że ktoś może uważać kota za takie zagrożenie i stawiać na równi,
      powiedzmy, z psem. Kot jest zwierzęciem małym i tak naprawdę bezbronnym wobec
      psa czy człowieka. Nie atakuje bez powodu, jak to się czasem zdarza psom (
      owszem, u psa powód zawsze jest, np. taki, że ktoś na niego spojrzał albo obok
      niego przebiegł ), kot, zwłaszcza dziki, boi się ludzi. Ucieka, broni się
      wtedy, kiedy nie ma drogi ucieczki. Jeśli domowy kot rzuca się na człowieka, to
      moim zdaniem zawsze winien jest człowiek. Albo niewłaściwym traktowaniem
      doprowadził go do takiego stanu psychicznego, jak w przykładzie, który podałem,
      albo zrobił coś, co kot potraktował jako zagrożenie lub atak. Jeśli małe
      dziecko wbija kotu palec w oko, mój kot podwija ogon i ucieka. Czuje się
      zaatakowany i skrzywdzony, ale nie atakuje, bo nie był wychowany w agresji.
      Później widząc to dziecko boi się go i ucieka, ale nie atakuje. Kotka
      znajomych, która była wychowywana tak, że jeśli drapnęła Pana Domu w zabawie w
      stopę pod stołem, była pod tym stołem skopana, reaguje inaczej. Kiedy zbliżałem
      do niej twarz, tak jak na powitanie do moich kotów, rzucała się na twarz z
      pazurami. Czy to jej wina, że bała się zbyt bliskiego kontaktu z człowiekiem?
      Zajmuję się również kotami bezdomnymi i byłem przez nie gryziony i drapany,
      również poważnie, myślę że bardziej, niż ktokolwiek z Was. Przy łapaniu kotów
      chorych, w czasie wizyt z nimi u weterynarza, w czasie ich leczenia u mnie. Nie
      uważam, żeby to była ich wina. Ciężko chora kotka, którą musiałem złapać w ręce
      w piwnicy, bo inaczej uciekłaby i nie przeżyła, pogryzła mnie poważnie w ręce,
      ropiały, chorowałem na chorobę kociego pazura, która może dawać poważne
      komplikacje. Teraz tę kotkę mam w domu, tuli się do rąk, nie jest agresywna.
      Nie traktuję moich kotów tak jak moje dzieci. To nie są ludzie. Ale większość z
      nich traktuje nas jak swoich rodziców. Obserwuję, jak u nowo przybyłych do nas
      kotów stopniowo zanika strach i agresja. Jestem pewien, że żaden z nich nie
      zaatakuje człowieka, nie skrzywdzi dziecka, nawet jeśli ono zrobi mu krzywdę.
      Na taką pewność trzeba sobie zapracować. Czego i Wam życzę.
      Pozdrawiam, Juliusz.

      p.s.
      Ktoś, kto boi się zwierząt, co więcej, nie potrafi z nimi postępować, nie
      powinien brać ich do domu i żyć w ciągłym strachu. Dotyczy to nie tylko kotów,
      ale zwierząt w ogóle. Jest tyle pluszowych zabawek. Po co?
      Pozdrawiam.
      • agniea uprzejma prosba o rade 12.12.06, 01:22
        Widzisz,jest tyle pluszowych zabawek,ale kotow jest jeszce wiecej... Twoje
        heroiczne czyny widocznie nie wystarczaja, skoro jeszcze tyle kotow
        zamarzajacych w zime na ulicach.

        Ja nie chcialam miec kotow.To byl kiepski moment w moim zyciu zeby zdecydowac
        sie na zwierzeta. Ale to kot przyszedl pod drzwi i zostal.

        I potem kolejny.I wlasnie dlatego wybralam koty a nie pluszaki.Bo nikt inny ich
        nie chcial, a ja nie chcialam zeby zdechly z zimna i glodu, albo chorob w
        schronisku. Zrobilam zle? Teraz maja dom, sa otoczone troskliwa
        opieka,miloscia,bezpieczenstwem i jestem pewna ze wszystkie ich kaprysy i
        zachcianki sa spelniane i maja o wiele wiecej niz przecietne domowe koty.

        Ale zaleta i jednoczesna wada wielu kotow jest to ze sa nieprzewidywalne. Moze
        jestem mloda, glupia i naiwna, ale wole nie ufac kotom do konca i ograniczac ich
        wolnosc dla ich i naszego bezpieczenstwa.

        To, co tybetanski medrcze, mowisz zeby wystawic koty na ulice czy zawiezc do
        syfiastego genuenskiego schroniska a sobie kupic dwa pluszaki?
        • jul-kot Re: uprzejma prosba o rade 12.12.06, 04:15
          Witaj Agniea,
          Jeszcze nie śpisz? To o pluszakach nie było do Ciebie. Prosiłem Cię przecież w
          Twoim wątku, żebyś swoich kotów nie wyrzucała. Nie doradzam nikomu wystawiania
          kotów na ulicę. Piszę, żeby ktoś, kto nie jest gotowy do ponoszenia
          konsekwencji takiej decyzji, kotów po prostu nie brał. Najwięcej właśnie takich
          kotów ląduje na ulicy albo w schroniskach.
          Albo są mordowane.
          Ja też nie chciałem mieć kotów. Moje pierwsze koty przyniósł mój syn z wyprawy
          na ryby czternaście lat temu. Ktoś wrzucił je do stawu w celu utopienia, były
          ślepe i z pępowinami. To te koty jako pierwsze uważały nas za swoich rodziców.
          Nie jestem żadnym mędrcem, a już na pewno nie tybetańskim. Bo mędrcy dbają
          przede wszystkim o własne interesy, a różne dobre rady mają dla innych. Gdybym
          był tylko nawet bardzo przeciętnym mędrcem, nie brałbym sobie na głowę
          następnych kotów, nie wiem, ile ich już było...
          Moje czyny nie wystarczają. Teraz będą umierać z głodu i z zimna koty
          wywiezione w lecie na działki w okolicach Warszawy i tam rozmnożone. Nie będzie
          ich miał kto karmić. Koty dorosłe, kilkumiesięczne maluchy, wszystkich do domu
          nie wezmę.

          Gdybym był mądry, nie siedziałbym tu o tej porze i nie klepałbym w klawiaturę
          dla złapania oddechu po kolejnej kroplówce kolejnego umierającego kota,
          przeznaczonego już w lecznicy do uśpienia. Ten kot będzie żył, tak jak i inne,
          które były tu przed nim. Nie napiszę Ci, ilu kotom już uratowałem życie, bo nie
          liczyłem, zresztą i tak byś mi nie uwierzyła. I po co to wszystko ...
          Nikt ze znajomych nie uważa mnie za mędrca, raczej pukają się w głowę.
          Pozdrawiam, Juliusz.

          • magme Re: uprzejma prosba o rade 12.12.06, 09:04
            Juliuszu- podziwiam co robisz, zwłaszcza że pewnie parę osób dookoła uważa Cię
            za świra, ja mam tylko Haszysza i tez czasem poniektórzy tak o mnie mówią,
            chciałam kiedys przygarnąć jeszcze jedną znajdę kocią ze śmietnika -ktoś
            wyrzucił maleństwo do kubła z przykryciem, nie mogła wyjść ,ja usłyszałam juz
            cienkie i bardzo cichutkie piski przy wyrzucaniu śmieci, zabrałam do domu,
            wykąpałam , Haszysz obwąchał, i chciałam żeby została ale nie mieszkam sama ,
            mój mąż zdecydowanie się sprzeciwił, więc co miałam zrobić, z powodu kota
            kłócić się? doprowadzić do jakiejś kryzysowej sytuacji w naszym małżeństwie?
            Zabrałam kotkę do pracy, pomieszkała z nami w laboratorium przez 2 tyg (to były
            najprzyjemniejsze dyżury jakie pamiętam) i w końcu znalazła dom. Jej się udało.
            A ja co jakiś czas kłócę się z mężem, gdy Haszysz gdzieś siknie, coś podrapie
            np, świeżó pomalowane drzwi, czy akurat narobi "na śmierdząco" w momencie
            przyjścia gości itd. Ale Haszysz był ze mną zanim wyszłam za mąż i zanim
            poznałam męża, więc jest .I Mam wrażenie, że choć mój mąż jest dobrym
            człowiekiem to po prostu nie potrafi się pogodzić z tym że kot ma w swojej
            naturze drapanie, podgryzanie, że nie da się wytresować go jak psa, że nie
            rozumie pewnych rzeczy, dlaczego akurat czegoś mu nie wolno... Pozdrawiam, Magda
        • capuccino_days Re: uprzejma prosba o rade 12.12.06, 08:53
          Agniea, muszę stwierdzić, że się z Tobą zgadzam, chcemy wierzyć, że zwierzak,
          który jest dobrze traktowany będzie nas dobrze traktował, tak jak w to, że jak
          dziecko jest kochane, to wyrośnie na dobrego człowieka
          jednak dopuszczam do siebie możliwość istnienia zwierząt po przejściach lub z
          zaburzeniami psychicznymi, dla których może być za późno na oswajanie
          lub taka sytuacja - dziewczyna, o której pisałam wyżej, oddała kota, który się
          na nią rzucił jak spała, ponieważ się bała zostać z nim sama w mieszkaniu -
          oddała w dobre, znane kotu, ręce, ale jednak
          co do porówniania pies-kot, jeśli chodzi o atakowanie - mam 3 kilowego kota i
          50-cio kilowego psa, sposób w jaki reagują na próby tresowania sprawia, że
          tylko co do psa mam pewność, że nigdy mi się nie "odwinie" (zakładamy, że nie
          zamierzam wkładać żadnemu palców do oczu)
          może warto zastanowić się nad jakąś możliwością pośrednią między traktowanie
          zwierzaka jak własnego dziecka, a kupnem pluszaka
        • marta.kunc Re: uprzejma prosba o rade 12.12.06, 10:52
          pierwszy i ostatni raz wypowiem sie w takim tonie na tym forum.


          agniea napisała:

          > Widzisz,jest tyle pluszowych zabawek,ale kotow jest jeszce wiecej... Twoje
          > heroiczne czyny widocznie nie wystarczaja, skoro jeszcze tyle kotow
          > zamarzajacych w zime na ulicach.

          modle sie by takich juliuszow bylo wiecej. nie kazdy bowiem kot przygarniety na
          dobre i na zle ale nie na beznadziejnie ma szczescie trafic na juliusza a nie
          dokonac zywota w schronie, w smietniku, pod krzakiem. niskie loty agnea,
          obrzydliwa ironia. ponizej wszelkiej krytyki.


          >
          > Ja nie chcialam miec kotow.To byl kiepski moment w moim zyciu zeby zdecydowac
          > sie na zwierzeta. Ale to kot przyszedl pod drzwi i zostal.
          >
          > I potem kolejny.I wlasnie dlatego wybralam koty a nie pluszaki.Bo nikt inny
          ich
          > nie chcial, a ja nie chcialam zeby zdechly z zimna i glodu, albo chorob w
          > schronisku. Zrobilam zle? Teraz maja dom, sa otoczone troskliwa
          > opieka,miloscia,bezpieczenstwem i jestem pewna ze wszystkie ich kaprysy i
          > zachcianki sa spelniane i maja o wiele wiecej niz przecietne domowe koty.
          >
          > Ale zaleta i jednoczesna wada wielu kotow jest to ze sa nieprzewidywalne. Moze
          > jestem mloda, glupia i naiwna, ale wole nie ufac kotom do konca i ograniczac
          ic
          > h
          > wolnosc dla ich i naszego bezpieczenstwa.



          wiesz jakis czas pracowalam w lecznicy weterynaryjnej. najpaskudniejsza rana
          zadana czlowiekowi przez zwierze bylo pogryzienie przez swinke morska.
          widzialas kiedys jak sie komus z dloni LEJE ropa??? ja widzialam.
          widzialam rowniez ludzi z b. agresywnymi zwierzetami ktorzy probowali
          homeopatii, lekow psychotropowych by zwierze ktore pokochali i za ktore WZIELI
          ODPOWIEDZIALNOSC zylo normalnie. widzialam zwierzeta ktorym nie dalo sie pomoc.
          agresja i zmiany neurologiczne byly nieodwracalne.99% tych zwierzat to psy.
          widzialam rowniez weta ze zmianami grzybiczymi na glowie. ot zapomnial sie po
          badaniu zmian okularowych u krowy i dodrapal sie po glowie. nikt nie jest
          doskonaly.wet krowy nie uspil ani nie oddal.
          to tak a propos twoich dylematow z innego watku. jestes w moich oczach
          usprawiedliwiona jesli kot przycisnal cie do poduszki grozac wylupaniem oka i
          podowczas ocieral sie swym zagrzybionym cialem o ciebie. jestes
          usprawiedliwiona w moich oczach jesli ty unikalas jakiejkolwiek stcznosci z
          zarazonym kotem a on podstepem lub szantazem wymuszal ten kontakt na tobie.
          w przeciwnym razie - jako istota myslaca - jako OSOBA - powinnas przewidziec
          konsekwencje braku wystarczajacej higieny itd.
          >
          > To, co tybetanski medrcze, mowisz zeby wystawic koty na ulice czy zawiezc do
          > syfiastego genuenskiego schroniska a sobie kupic dwa pluszaki?

          jeszcze raz agnea: takie slowa skierowane do juliusza to dno.


          sama napisalas agnea, ze kotow nie chcialas. moze tu jest pies pogrzebany???
          ja i moj pan bardzo koty kochamy. kiedy znalezlismy coffee nie przewidzielismy,
          ze nam zarzyga cale mieszkanie robakami, ze przez pierwszy miesiac bedzie miala
          permanentna biegunke, ze pierwszy raz da sie wziac na rece niemal po roku, ze
          wydamy u weta rownowartos luksusowych wakacji by doprowadzic ja do stanu
          uzywalnosci. taki lajf. my bardzo kochamy koty.

          kiedy bralismy tigera nie przypuszczalismy, ze trafi nam sie kocur alfa ktory
          niezadowolenie okazuje w sposob zdecydowany a niekiedy bolesny.

          kiedy ostatnio dawalam coffee tabletke nie przewidzialam ze skonczy sie to dla
          mnie tygodniowa kuracja antybiotykowa.

          nigdy, NIGDY nie pomyslalam, ze moze by tak oddac lub uspic. bo jak napisala
          annb ja - OSOBA - mam rozum. moje kocziki maja instynkt. jesli sa agresywne,
          atakuja mnie to najprawdopodobniej sie boja - na 99.99% to JA zrobilam cos
          zle.
          • biljana Re: uprzejma prosba o rade 12.12.06, 11:18
            Marta.kunc, podpisuję się w pełni pod Twoją wypowiedzia.

            Moje wypowiedzi uznane za żart byly jak najbardziej serio. Tylko podane w
            lekkiej formie, bo nie lubie sie klocic.

            Co do atakow personalnych na Juliusza, nie mam słów. Dno. Nie wiem kto lub co
            agniea upowaznia Cie do takiego traktowania takiej osoby jak Jul-kot.
            • misia007 Re: uprzejma prosba o rade 12.12.06, 12:01
              Agniea jesli nie potrafisz zrozumiec,kim jest Jul kot to jestes po prostu głupia.
              Moje koty pochodza z własnie takiej bandy podwórkowej, ktorej wg Ciebie nie znam.
              Zapewniam Cie, ze nie tylko czuje sie bezpieczna w ich towarzystwie ale oboje z
              męzem odczuwamy szalona przyjemność przebywania z nimi.Wracając do meritum, to
              powiem Ci, że zaden zwierzak nie zrani cie tak jak drugi czlowiek.
              • agniea do jul-kota i innych 12.12.06, 12:34
                Po pierwsze jul-kot, wybacz mi niewłaściwy to, może było już późno, ale radę z
                pluszakami wzięłam do siebie, więc próbowałam odbić piłeczkę sarkazmem. Mam
                nadzieję że się nie gniewasz, bo szanuję w pełni to czym się zajmujesz i musisz
                być bardzo dobrą osobą. A co najważniejsze - nie traktujesz kotów i własnych
                dzieci w ten sam sposób - to co zostało zarzucone przeze mnie innym forumowicz
                (k)om.

                Po drugie, jestem zadowolona z rezultatów dyskusji, śledząc Wasze wątki i foto
                chiałam zobaczyć bardziej z bliska jakimi jesteście osobami, oddalić
                anonimowość i to mi się udałosmile

                Cieszę się, że są tu osoby, które nie są fanatyczne, które potrafią kochać z
                rozsądkiem swoich podopiecznych. Innym, tym, którzy uważają się za kocich
                ekspertów (prawdopodobnie słusznie) lub kochają zwierzęta, bo boją się ludzi
                (zawsze mogą zranić bardziej) - kłaniam się. Myślę, że czas i doświadczenie
                indywidualne pokaże,kto miał rację - ci, ufający bezgranicznie czy ci,ufający z
                rozsądkiem. Nie mam tendencji ekshibicjonistycznych, więc już więcej nie będę
                mogła rozpisywać się na temat rzeczy, które widziała, słyszałam, czytałam, bo
                przecież i tak ...... trzymajcie się,bez urazy, bo nie było moją intencją
                nikogo dotknąć, chciałam tylko otworzyć dyskusję na delikatny temat, ale tu
                zbyt dużo radykałówsmile))

                Pzdr
                • misia007 Re: do jul-kota i innych 12.12.06, 12:55
                  Rozumiem, ze poddałas nas eksperymentowi w celu lepszego poznania.Brawo to sie
                  chyba jeszcze zadnemu psychologowi nie udało.Błyskawiczna ocena forumowiczów,
                  klasyfikacja,podzial na grupy, no i jeszcze uswiadomienie nam, ze z powodu
                  radykalizmu nie doroslismy do dyskusji na tak "delikatny"temat.I to wszystko na
                  podstawie kilkunastu wypowiedzi.Przykro mi ale to naiwne i jednak głupie.
                  • agniea do misi007 12.12.06, 13:13
                    Chętnie pogawędziłabym jeszcze z Tobą,ale niestety nie mam tyle wolnego czasu
                    co, prawdopodobnie niepracująca(?) kobieta, która pisze, że swoje dzieci i
                    swoje koty traktuje tak samo, tłumacząc, że wszystkie wychowała od małego.

                    I nie pisz "nas" misiu007, bo to przede wszystkim Ciebie miałam na myśli pisząc
                    o przesadzie w traktowaniu kotów.

                    I zakończę kolejnym, oczywiście bezpostawnym - jak tu zaraz zakrzykną Twoje
                    psiapsiółeczki z forum - atakiem. Poczytaj trochę dziewczyno i znajdź inne
                    wyrażenia niż "głupi","głupia" czy "głupie", nagminnie przez Ciebe używane.
                    Czyżby z braku znajomości innych?

                    Zmiana sygnaturki specjalnie dla Ciebie, bo jak widzę jesteś jedyną, która
                    odrzuca wyciągniętą do zgody ludzką rękę( czyt: mój poprzedni post)

                    Oczekuję na gradobicie, nie zawiedźcie mnie!!!
                    • misia007 Re: do misi007 12.12.06, 13:26
                      Lo matko i juz wszystko o mnie wiesz.Napisalam nas bo nie moge byc jednoczesnie
                      zaliczana do fanatykow i "kochajacych z rozsadkiem", do ufających bezgranicznie
                      i ufających z ograniczeniem, tak ,ze chyba pisalas jeszcze o kims.MOze o sobie?
                      Co do tego okreslenia co Ci sie tak nie podoba, to widzisz zawsze staram się w
                      czlowieku znależć cos pozytywnego i dlatego wolę mysleć, ze twoje wywody
                      wynikaja własnie z tego powodu a nie jakiś brakow emocjonalnych.Co do czasu to
                      własnie gotuję obiadek, więc tez jestem troche zajeta .
                • marta.kunc Re: do jul-kota i innych 12.12.06, 13:07
                  sliczne podsumowaniesmile doprawdy przedniesmile
                  masz racje, tu nie masz co zaczynac dyskusji na delikatne tematy.
                  za duzo tu radykalow. oszolomow nawet. zamiast dac se spokoj to sie jakimis
                  adopcjami kalek zajmuja.zamiast uspic trudnego kota to dopisuja jakies
                  kretynskie teorie o odpowiedzialnosci. narazaja swoje dzieci na krwiozercze
                  ataki i zamiast wychowywac bezstresowo ucza, ze zwierze nie jest rzecza i tez
                  ma prawo byc chore, smutne i zle.
                  tchorzy tez ci tu dostatek. tchorzy wymyslajacych bzdury, ze trudniej leczyc
                  serce potrzaskane niz ropien od ugryzienia na ten przyklad.
                  i jeszcze kolekcja niedorozwojow emocjonalnych co po siersciuchach oczy se
                  wyplakuja gdy gdzies tam w swiecie ludzie gina.
                  beznadziejne miejsce all in all.
                  • kejt35 Re: do jul-kota i innych 12.12.06, 13:24
                    No widzisz, Misiu - niepracująca i nieczytająca dziewczyno, zostałaś przejrzana
                    na wylotsmile))
                    Pozdrawiam, psiapsiółeczka Kasia, Radykał i osoba z poważnymi problemami
                    emocjonalnymi.
                    • monika605 Re: do jul-kota i innych 12.12.06, 13:54
                      Cóż, trudno mi sie zgodzić z Tobą agniea i siebie chyba też muszę zaliczyć do
                      tego miłego grona popaprańców. Szanuję Twoje zdanie, nie zgadzam się z nim, ale
                      może lepiej odpuśćmy sobie pyskówki.Wydaje mi się, że niektóre osoby próbowały
                      wyjasnić Ci, że nie potrafią wyznaczyć granic w jakich traktowanie bliskiej
                      istoty jest jeszcze normalne w zależności od gatunku z którego pochodzi. To
                      jest bezwarunkowe, emocjonalne , odruchowe i bezgraniczne. Robi się to, co może
                      pomóc rozwiązać problem, a nie usunąć "problem".
                      • annb czy ja tez 12.12.06, 14:00
                        zostałam zaliczona do grona popaprancow?
                        zsuncie dupcie dziewczyny
                        się rozsiądę
                        takie towarzystwo mile ze az normalnie....dobrze mi tutaj
                        i bezpiecznie smile
                      • ewung Re: do jul-kota i innych 12.12.06, 14:09
                        monika605 napisała:
                        > Robi się to, co może pomóc rozwiązać problem, a nie usunąć "problem".

                        Moniko tym jednym zdaniem oddałaś istotę rzeczy którą ja próbowałam kilka razy
                        jakos ując i ciągle rezygnowałam z napisania posta.
                        a tak poza tym to chyba też się kwalifikuję do tej wesołej gromadki smile
                        --
                        Moje koty1
                        Moje koty2
                        efkaDESIGN
                        • magme Re: do jul-kota i innych 12.12.06, 14:13
                          sznyty na rękach mam, na grdyce sie jeszcze nie dorobiłam, jeśli chodzi o nazwy
                          to mój mąż na pewno by Wam przyklasnął zwłaszcza tej " kocie oszołomy
                          totalne "... wesołej gromadce pozdrowienia!
                          • katikot Re: do jul-kota i innych 13.12.06, 20:09
                            Ja też chcę do KOT-a!!!Chyba z jedną sznytą na brzuchu i jedną na plecach się załapię? Jakby to było za mało, to mogę opowiedzieć jak moja kota dziecięciem będąc wskoczyła mi w nocy na twarzwinkale grdykę mam jeszcze całąwink
            • magme Re: uprzejma prosba o rade 12.12.06, 13:55
              Zakładając wątek nie chciałam żeby był on podstawą do kłotni i ataków
              personalnych , przykro mi, że tak się stało. Moje pytanie o podobne do
              opisanego przypadki stało się sceną jakiejs zupełnie niemiłej wymiany zdań, i
              złośliwości... to przykre..
              Natomiast dziękuję wszystkim osobom które merytorycznie się wypowiedziały na
              temat, i Julkotowi- Juliuszowi za wsparcie. Pozdrawiam, Magda.
              • kirke18 Re: uprzejma prosba o rade 12.12.06, 14:23
                magme! Nigdy nie wiesz co wyrośnie z dziecka ... czy wątku wink, ale sądzę, że
                może i dobrze sie stało, ze ujrzeliśmy co niektórych w innym swietle.
                Pozdrawiam i życzę Ci wiary w Twojego kota oraz pociechy z pociechy smile.
                KOT-nięta w głowę wink
        • babka71 Re: agniea Czy Ty kochasz swoje koty? 13.12.06, 12:33
          Mam kota w domu od 9 lat mam dziecko .., żaden kot/kotka (przy okazji było
          parę piwnicznych na przechowanie)i żaden nikomu oka nie wydrapał nie zagryzł
          itp..
          Mam takie wrażenie, że szukasz problemu tam gdzie go nie ma..!!
          Szukasz potwierdzenia na wyrzucenie swojego/ich kotów
          Czy tak dla "jaj" zakładasz wątki z nudów???
          Od dawna masz dostęp do netu??
          p.s I jak tam z Twoim zdrowiem OK??
    • mama007 Re: No to posłuchajcie tego.. 12.12.06, 20:54
      nie rpzeczytalam calego watku i nie mam zamiaru, odeszla mi ochota po kilku
      wypowiedziach....

      od siebie tlyko tyle :
      - kot rzucil sie na mnie i podrapal mnie ze do tej pory mam pamiatke od lokcia
      do nadgarstka raz - z mojej debilnie glupiej winy smile ,
      - koty choruja tak samo jak i ludzie na choroby psychiczne; zacofanie w
      reagowaniu widac jak przed stuleciami..... kiedys palono na stosie, autyzm
      traktowano jak opetanie, to dlaczego teraz kotom nie dowalic tak samo? ,
      - wiekszosc problemow z kotami 'na tle nerwowym' jest jak z dziecmi - winne sa
      nie 'dzieci', a 'rodzice' - ogladac Super Nianie radze big_grin (zart orkors),
      - dziecka i kotow nie traktuje tak samo, bynajmniej - koty jedza na podlodze,
      corce podaje na stol big_grin jak jedno drugie podrapie to ich sprawa - koty krzywdy
      nie dadza sobie zrobic, a Mloda wie ze jak przegina, to koty sie obronia.
      reaguje tlyko jak widze realne zagrozenie ktorejs ze stron.... (czyli nieczesto)

      dobranoc
      • aga-kocio Re: No to posłuchajcie tego.. 12.12.06, 22:09
        To było dobre:
        "dziecka i kotow nie traktuje tak samo, bynajmniej - koty jedza na podlodze,
        corce podaje na stol"
        Powiem mężowi (który nota bene również jada na stole) że to przejaw tego, że
        lubię go bardziej od mojego kochanego kocikasmile
    • aleksandra63 Re: No to posłuchajcie tego.. 13.12.06, 15:47
      Pobieżnie (praca!) przegladnęłam wątek. Momentami było bardzo rozrywkowo, a mi
      wcale nie jest wesoło. WŁAŚNIE JESTEM W TRAKCIE PODEJMOWANIA DECYZJI O UŚPIENIU
      KOTKI. I wiecie jak się czuję? Jak świnia po pierwszym szlagu.

      Kochana i kochająca nas domowa kotka. U nas w domu przez całe swoje (4,5
      letnie) życie. Niestety rok temu miała atak podobny do tego opisanego w
      pierwszym poście. To nie jest taki sobie zwykły napad. "Zwykłe" napady to jej
      się często zdarzały, ale przyjmowaliśmy kotkę z całym dobrodziejstwem jej
      charakteru. To nigdy nie był tzw. nakolankowy kot, ale kotka z charrrrakterem.
      Trudno, taka jej uroda (całego miotu zresztą). W ciagu minionego roku
      zachowanie jednak się jej zmieniło - stało się ogromnie płochliwa. Uciekała na
      widok syna, albo mój. I to uciekała "z furkotem" (nie wiem jak to opisać -
      panika,zjeżony ogon i dziwny dźwiek). Wpadała w panikę bo coś spadło, np.
      gazeta albo zeszyt (żeby nie było - nie było wycelowane w nią tylko przez
      przypadek spadło ze stołu albo etażerki). Bardzo podejrzliwie obwachiwała
      niektóre miejsca. W ogóle czasami zachowywała się bardzo dziwnie.

      Wczoraj nie stąd ni z owąd przerwała drzemkę gdy mąz stanął w drzwiach i
      przybrała pozę jak do walki kocurów (jestem taka madra bo ostanio czytałam
      książkę "Dlaczego mruczy kot" - jest tam opisana walka kotów). Przyczajona do
      ziemi, głowa podniesiona - zawodzenie, podniesiony tłów, spuszony ogon. I
      atakowała. Atakowała po to żeby zrobić krzywdę. Została zabrana do schroniska
      co jest rozwiązaniem fatalnym, bo ona jest tam przerazona, nie je, nie pije.
      Kotka nnie wie co się stało i co się z nią dzieje. NIESTETY, MY RÓWNIEŻ NIE
      WIEMY CO SIĘ DZIEJE!!! Wiemy, że to nie była złośliwość kota. Przypuszczamy, że
      to jednak geny (znamy losy reszty miotu).
      Sytuacja jest bez wyjścia. Naszym zdaniem atak się powtórzy i może powtarzać
      coraz cześciej. Nie można bać się domowego zwierzaka - słodkiego i rozkosznego,
      ale nieobliczalnego. Co bedzie jeśli coś takiego się zdarzy gdy bedzie w domu
      sama z synem? Lepiej nie myśleć.

      Nawet nie mogę nikogo prosić, żeby ją zabrał bo nie jestem pewna jej reakcji.

      P.S. Do autorki watku: nie martw się. Marta.kunc ma rację, że
      prawdopodobienstwo posiadania akurat takiego kota jest takie samo jak to, że
      własne dziecko bedzie psychopatą. Niby mozliwe, ale...
      • jul-kot Re: poczekaj ... 13.12.06, 16:14
        Witaj,
        Jeśli chcesz, możemy jeszcze o Twojej kotce porozmawiać. Może jej strach i
        agresja wynika z choroby. Może czuje się zagrożona i bezbronna i swoim atakiem
        uprzedza jakieś wyimaginowane zagrożenie? Może napisz:
        Czy kotka jest zdrowa i kiedy ostatnio była u weterynarza?
        Czy była u lekarza po tamtym pierwszym wypadku?
        Jeśli była, co powiedział?
        Czy dostawała jakieś leki, są leki uspokajające, a może to inna choroba?
        A po ostatnim wypadku?
        Jakiej rasy jest kotka?
        Ile lat ma Twój syn?
        Jeśli chcesz, napisz skąd jesteś i co to za schronisko.
        I może nie usypiaj jej tak od razu ...
        Pozdrawiam, Juliusz.

        • aleksandra63 Re: poczekaj ... 13.12.06, 17:27
          Z kotką jest trochę dziwnie. Przez trzy pierwsze lata życia jeszcze bywała u
          weta (chociaz bez entuzjazmu). W ostatnim czasie było to juz niemożliwe jak
          również jakiekolwiek leczenie. Nie sądzę jednak, żeby była chora. Po
          zeszłorocznym wypadku została gruntownie przebadana. Była zdrowa. W ciągu
          ostatniego roku nie wykazywała jakichkolwiek objawów choroby (fizycznej) Kotka
          jest wysterylizowana, mieszaniec zwykły (chociaż piękny).

          Nie chcę jej usypiać, ale obecna sytuacja to męczenie kota. Bardzo bym chciała,
          żeby zdarzył cud i nie doszło do sytuacji ostatecznej, ale jestem realistką...
          • jul-kot Re: poczekaj ... 13.12.06, 20:36
            Witaj Aleksandro,
            Nie wiem, czy nie jest już za późno, i czy potrzebne Ci jest jeszcze to, co
            napiszę.
            Bo Ty jesteś szybka. Wczoraj był wypadek, dzisiaj już kotka w schronisku.
            A może tam zadecydowano już za Ciebie? Albo Ty sama, już.
            Ale zaryzykuję, to tylko parę zdań.
            Według mnie Twoja kotka po prostu się boi, sama o tym piszesz. Ucieka,
            zaskoczona usiłuje się >bronić<.
            Podejrzewam, że kotka boi się Twojego syna i ten stres się nasila. Nie piszesz,
            w jakim syn jest wieku, ale z kontekstu wynika, że najprawdopodobiej ma kilka
            lat, bliżej dziesięciu. Nie piszesz, jakie są ich wzajemne stosunki, ale
            piszesz, że się go boi. I dziecko nie musi jej robić nic złego, są takie koty,
            które panicznie boją się dzieci. Może pamiętają jakiś incydent z dzieciństwa,
            przypadkowe nadepnięcie, uderzenie spadającym przedmiotem.
            Prawdopodobnie Twoja kotka uspokoiłaby się, gdyby ją na jakiś czas odizolować.
            Przeczytaj co wcześniej napisałem o kocie odebranym z adopcji. Tam też było
            dziecko, kilkunastoletnia dziewczynka. Podejrzewam, że chciała traktować
            dużego, niezależnego kocura jak lalkę ... Tamten kot nie miał ataków, on rzucał
            się bez ostrzeżenia na wszystko, co żyło.
            Ja takiego kota biorę na pewien czas do klatki wystawowej do oddzielnego
            pokoju, w którym bywam tylko ja. Kot za kratami czuje się bezpieczny, wie, że
            ta krata ogranicza go, ale i chroni. Po jakimś czasie, często po wielu dniach,
            otwieram klatkę, wypuszczam i przebywa tam ze mną. Ja go karmię, ale
            najczęściej pracuję i udaję, że nie zwracam na niego uwagi. To trwa długo, w
            przypadku tamtego kota ponad dwa miesiące.
            Twoja kotka po takiej kuracji powinna być oddana do domu, w którym nie ma
            dzieci.
            Nie potrzeba cudu. To trudne, ale od Ciebie zależy, czy zdecydujesz się na to,
            czy nie.
            Pozdrawiam, Juliusz.
            • mama007 jul-kot 13.12.06, 21:08
              jul-kot napisał:


              > najczęściej pracuję i udaję, że nie zwracam na niego uwagi. To trwa długo, w
              > przypadku tamtego kota ponad dwa miesiące.
              > Twoja kotka po takiej kuracji powinna być oddana do domu, w którym nie ma
              > dzieci.
              > Nie potrzeba cudu. To trudne, ale od Ciebie zależy, czy zdecydujesz się na to,
              > czy nie.
              > Pozdrawiam, Juliusz.

              tak sobie wlasnie pomyslalam, ze gdybym chciala moja Kote na sile pacyfikowac
              zaraz po przybyciu do mnie to pewnie tez zaczelaby sie na wszystko rzucac...
              minelo kilka dlugich tygodni zanim zaczela wychodzic w dzien - w ogole, nie
              przychodzic do nas, tlyko wychodzic z katow, z szafy, z ukrycia... nastepne
              kilka MIESIECY zanim podchodzila do mnie. do tej pory (jest u mnie ok 2 lata)
              zdarza sie, ze nie da sie poglaskac, ze ucieka - jej prawo.
              kot to kwintesencja niezaleznosci... i przede wszystkim to trzeba mu zapewnic
              pozdrawiam
              a.
              • pixie65 Re: jul-kot 14.12.06, 09:03
                Chciałabym jeszcze dodać dwa słowa. Całkiem niedawno miałam podobny przypadek:
                kotka koleżanki zaczęła atakować drugą kotkę, stała się agresywna w stosunku do
                ludzi,chowała się po kątach, wyglądało to strasznie. Każda próba zbliżenia się
                do niej powodowała atak histerii z potwornym krzykiem. Kotka domowa,
                niewychodząca, zżyta wcześniej z dzieckiem stała się "nagle" nieobliczalna. Nie
                miała żadnych objawów chorobowych (w sensie fizycznym). Zawiozłam ją do weta,
                nie do schroniska...Po wykonaniu badań okazało się, że kicia ma bardzo poważne
                problemy z nerkami, dziwaczne objawy neurologiczne wetka kładzie na karb
                zatrucia organizmu mocznikiem, do tego ból fizyczny spowodowany chorobą...Po
                dwóch tygodniach intensywnego leczenia kotka przestała być agresywna, chociaż
                całkowicie zdrowa już nigdy nie będzie. Brak objawów choroby "na oko" nie jest
                miarodajny, koty są stoikami i bardzo często dopiero w zaawansowanej fazie
                choroby można zauważyć jakieś bardziej konkretne objawy choroby fizycznej. Może
                warto byłoby zrobić jej badania krwi, a dopiero potem podjąć decyzję...
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka