claire_de_lune
29.12.06, 11:20
Dzis rano, w Grojcu, podpisywalam akt notarialny. Po notarialnym korytarzu
blakal sie przepiekny kotek, tak na oko 5 tygodniowy, szary (ciemno i jasno)
z piwnymi oczami.
Potem przysli jacys ludzie, wzieli go.... Zapomnialam o nim.
Po podpisaniu aktu wyszlam przed biuro, nagle straszny pisk. Kocie
wtarabanilo mi sie pod nogi. Okazalo sie, ze tamci go wcale nie wzieli, tylko
na chwile, w celu podgrzania malego, wrzucili do srodka budynku, na korytarz.
A potem z powrotem wyniesli na ulice. W poblizu nie ma zadnej piwnicy, to
nowoczesny budynek. Moim zdaniem kociak zostal wyrzucony lub sie zagubil.....
No i co mialam zrobic? Nikt sie nim nie interesowal.
.....wzielam malego (chyba mala, co potwierdzaja moje, co prawda
niedoswiadczone, ogledziny ). Nazwijmy ja Szarotka.
Szarotka jest grzeczna i slodka. Cala droge przespala na moich kolanach
mruczac. Potem zaczela lizac moje rece (kot, ktory lize, a nie gryzie!).
Przez cala droge zastanawialismy sie z narzeczonym co zrobic. I wpadlismy na
szatanski pomysl. Otoz moja przyjaciolka nie umie podjac decyzji co do
posiadania kota. Dzis zamierzam postawic ja przed faktem dokonanym. Po prostu
dostanie taki prezent od losu. Oczywiscie z zastrzezeniem, ze jesli przez
tydzien/dwa nie oswoi sie z Szarotka i decyzja - kote zabieramy z powrotem i
dalej bedziemy myslec.
Co ja narobilam...