Dodaj do ulubionych

Dwa Koty Dzikie...

21.02.07, 15:00
Na początek fotki:
fotoforum.gazeta.pl/3,0,509223,2,5.html
fotoforum.gazeta.pl/3,0,509219,2,1.html
fotoforum.gazeta.pl/3,0,509222,2,4.html
fotoforum.gazeta.pl/3,0,509220,2,2.html
fotoforum.gazeta.pl/3,0,509221,2,3.html
Są u mnie od niedzieli, dzisiaj chyba mogę napisać, że będzie dobrze...Mam
nadzieję.
Tradycyjnie uprasza się o trzymanie kciuków i ciepłe myśli dla Kociejstwa.smile))
Obserwuj wątek
      • misia007 Re: Dwa Koty Dzikie... 21.02.07, 15:33
        Na dzikie to mi one nie wygladaja, choć dziko patrza.Skąd masz takie maluchy w
        srodku zimy?I sprecyzuj za co trzymać, bo nie wiem czy chore były, czy za
        domek?Pixie trochę szerzej na ten temat, jesli mozna prosic.
        • pixie65 Re: Dwa Koty Dzikie... 21.02.07, 16:29
          W ostatnią sobotę koleżanka mi doniosła, że niedaleko, w okolicach sąsiedniego
          budynku pośród kotów dokarmianych przez dwie Panie są dwa maluchy. Oba chore, w
          tym jeden bardziej.Po rozmowie z Panią dokarmiającą, która kociakami zająć się
          nie może, okazało się, że one nie bardzo mają się gdzie podziać, a w nocy bywa
          zimno. No to wzięłam. Niedzielę spędziłam (tradycyjnie) na przetykaniu nosków,
          czyszczeniu oczu, uszu i futer w ogóle (ale capiło...)i również tradycyjnym
          śpiewaniu piosenek, co w moim wykonaniu wyzwala ukryte w kociejach siły życiowe
          i mobilizuje do ucieczki.Sprawdzone kilkakrotnie. Nic nie pisałam, bo miałam
          poważne watpliwości co będzie dalej: Scurek przypominał "muzułmanina" z
          opowiadań Borowskiego...Musiałam go karmić, ale widać uznał, że z dwojaga złego
          woli sam jeść, niż być upokarzany jak jakiś koci osesek. Bo Dwupak ma około
          pięciu-sześciu miesięcy (dzisiaj znalazłam ząb, czy mam zachować jak łuskę z
          karpia?).Dzisiaj wieczorem idziemy do weta i będziemy delikatnie odrobaczać,
          zwłaszcza Dziewczynka ma olbrzymi brzuszek...Ten brzuszek niepokoi mnie
          najbardziej...i malutka mętna plamka na oczku...Kciuki proszę trzymać, żeby to
          nie było TO. Scurek ma się zdecydowanie lepiej, chociaż z wyglądu bardziej
          przypomina Osła ze "Schreka" niż kotka: taki sam grubaśny brzuszek i rachityczne
          "kopytka". Paszczę ma absolutnie urokliwą i kolor - na górze taki myszowaty od
          dołu kremowy!I te skośne oczy...Dziewczynka utyka na tylną łapkę, zobaczymy co
          powie wet...No jeszcze wszystko przed nimi i przede mną. Wcześniej wet zdrenował
          łapę Pączka i moją kieszeń, a teraz te dwa Dzikusy. Bo to Dzikusy są, tylko tak
          niewinnie wyglądają na fotkach...smile)) Ale ja nad nimi popracuję....
        • misia007 Re: Dwa Koty Dzikie... 21.02.07, 17:09
          Pixie taka dobra dusza z Ciebie, ze az wyrazic trudno.Jęśli pomocy potrzebować
          będziesz na wetów, daj znać koniecznie.z serca pomogę.No i trzymam, szczególnie
          za dziewczynke, bo jak mniemam Scurek juz na prosta wyszedł.Ząb jak amulet
          zachowaj.Pozdrawiam serdecznie i głaski dla Pączka.
      • barba50 Pixie.. 21.02.07, 17:30
        czy ja Ci już mówiłam, że bardzo Cię lubię???
        Daj znać po wizycie jaka sytuacja - na pewno razem damy radę, pomożemy!
        A kciuki mocno trzymamysmile))

        PS. Dobrze, że po powrocie z zakupów przeczytałam o tych maluchach, bo
        podjeżdżając pod bibliotekę widziałam na jezdni przejechanego małego kociego
        buraska i tak mi się smutno zrobiłosad((
        • pixie65 Dzięki.. 21.02.07, 17:44
          Dzięki za życzliwość i ciepłe słowa smile))Odezwę się wkrótce, ale zapomniałam
          dodać, że jeden z Dzikich Kotów zaczął...ze mną sypiać...
          Mruczysław na emigracji wewnętrznej, Dzidzia jakoś się trzyma...wink
            • wiesia.and.company Re: Pixie65, jesteś bardzo dobrą duszą.... 21.02.07, 21:22
              te małe przy Tobie rozkwitną, mają najlepszą opiekunkę jaką mogłyby od losu
              dostać. Pewnie już wiedzą, jakie szczęście je spotkało skoro już podsypiają z Tobą.
              Moja Wikcia w tej chwili mi z kolan spogląda i pilnuje, żebym za słodko do
              Ciebie nie mówił i nie prawiła komplementów, bo to Wikcia ma wyłączność,
              zazdrośnica moja.
              Trzymać kciuki będę za zdrowie małych, całkiem domowe są, pozy udrapowane jak do
              pocztówek. Te brzuszki to zmartwienie, fakt. Nie pozwól tylko wetowi na podanie
              Wetminth (tej pasty na odrobaczenie), bo to jest jedzone bez wstrętu, ale
              nieskuteczne i trzeba potem znowu wprowadzać truciznę (wątroba!) w postaci
              innego leku zabijającego glisty. A te glisty to mają jak nic, nawet w kale nie
              widać, tylko czasem kaszelek lub odksztuszanie, a to draństwo wędruje po
              jelitach, w przełyku, perforuje płuca.
              No, będzie dobrze, bo te maluchy to przecież nie kocie oseski.
              Buziaczki dla maluchów, buziaczki dla rezydentów - oj mają teraz stres - i
              serdeczne pozdrowienia dla Ciebie, masz wielkie serce i też stres. Ale będzie za
              chwilę coraz lepiej, sama wiesz.
              Całuski. Wiesia + Wikcia, Kubuś, Misia, Lusia, Grosia, Fryga, Filipek i Miluś
              • pixie65 Po wizycie... 22.02.07, 09:13
                Spędziłam wczoraj u wetka prawie dwie godziny. Koty Dzikie dostały kuj i
                Wiochna została wstępnie odrobaczona.Wiesiu, sama prosiłam o łagodny środek
                (dostała Drontala Juniora,czyli Pyrantelum), bo Wiochna jest chyba bardzo mocna
                zarobaczona i obie z wetką obawiałyśmy się wstrząsu. Dlatego chciałam
                Pyrantelum, bo on nie zabija tylko paraliżuje i pasożyty są wydalane, a nie
                rozkładają się wenątrz kota.Na właściwe odrobaczenie przyjdzie pora jak już
                Kociejstwo pewniej stanie na łapy.A siedziałam w gabinecie tak długo bo
                montujemy poniekąd prywatną akcję sterylizowania bezdomniaków.Weci ze swojej
                strony obniżą cenę zabiegu, ale musimy zorganizować klatkę-łapkę i przydałaby
                się też taka wystawowa, do przetrzymania po zabiegu. Ale być może o tym napiszę
                w innym wątku,jak coś wymyślę.
                Koty Dzikie pozdrawiają forumowiczów "Kociego zakątka" i pięknie dziękują za
                trzymanie kciuków. Wczoraj wieczorem, w ramach odreagowywania po wizycie u weta
                odbył się pokaz kocich zapasów, a następnie w odwecie została zamordowana moja
                poduszka....A przecież ona niczemu nie była winna...wink))
                • misia007 Re: Po wizycie... 22.02.07, 12:47
                  Bardzo sie cieszę, ze te brzuszki to tylko od robaków i tak jak Wiesia uwazam,
                  ze lepiej trafic nie mogły i wyjścia innego nie maja tylko tyc i rosnąć.Głaski
                  dla maluchów i niezmiennie delikatnie łapke Pączka ściskam.Donos Pixie co tam u was.
                  • pixie65 Droga Misiu...;-))) 22.02.07, 12:52
                    Łapkę Pączunia usiłowałam wczoraj uścisnąć od Ciebie,a niejako "przy okazji"
                    wyjąć mu szwy...Ale niestety,Pączuś się zorientował, że cos kombinuję i
                    kategorycznie odmówił współpracy...Dzisiaj będę szybsza wink
                • maja1101 Re: Po wizycie... 22.02.07, 13:05
                  I ja cieszę sie że wszystko (no, prawie)ok. Jak już pisalam wczoraj - będzie
                  dobrze smile
                  A poduszka...no cóż, może koty musiały odreagować a może miały co do jej winy w
                  calym zmieszaniu (to kuj!)inne pojęcie niż Ty smile
                  Poduszka poświęciła życie dla SPRAWY!
                  Pozdrawiam
                  • 1966f Re: Po wizycie... 22.02.07, 16:09
                    Fajnie że dwa kolejne biedactwa znalazły dom.Dokarmiam takie 2 dzikusy u siebie
                    na podwórku i troche mnie zmartwiłaś tymi brzuszkami,bo mam wrażenie że te moje
                    też jakby dostały brzuszków.Szkoda że jak szukałam dla nich domów to nie
                    spotkałam kogoś takiego jak Ty albo Misie albo Wiesie albo.....
                    • pixie65 Domki.... 22.02.07, 17:43
                      Domki dopiero będą szukane. Ja ich nie zatrzymam. Wzięłam je do siebie, żeby
                      wyleczyć, właśnie z takiego miejsca gdzie są dokarmiane. Gdybym chciała każdego
                      zatrzymać to lekko licząc od ubiegłego roku tylko miałabym koło piętnastki...smile)
                      Ja jestem taką "szpitalną izbą przyjęć", prawdziwe domki dopiero są poszukiwane.
                      • pixie65 Odnośnie wątku "zdradzonych"... 23.02.07, 13:30
                        Powoli wyłazi szydło z worka...Kociejstwo powoli staje na łapy, a nawet
                        powiedziałabym nabiera sił do zwalania się z łap nawzajem smile)) Uprawiają
                        harce, galopady i zapasy a ja się mogę tylko przyglądać...ze mną bawić się nie
                        chcą sad(( Traktują mnie jak klasyczny, dwunożny otwieracz do puszek. Buu....
                        • misia007 Re: Odnośnie wątku "zdradzonych"... 23.02.07, 13:47
                          A Ty Pixie naiwnie liczyłas na wdzięćzność? Wiadomo, koty to dranie i jak tylko
                          na nogi stana uważąja, ze wszystko im sie nalezy.A my jeszcze z radościa je w
                          tym przekonaniu utwierdzamy.Pewna jestem jednak,że za umiejetność otwierania
                          puszek wysoko Cie cenią.Głaski dla Pączka.
                          • pixie65 Specjalnie dla Cioci Misi...:-) 23.02.07, 18:10
                            Z serdecznym podziękowaniem za głaski - nowe fotki Wujka Pączka w wątku Kotów
                            Dzikich...
                            fotoforum.gazeta.pl/3,0,512563,2,1.html
                            fotoforum.gazeta.pl/3,0,512564,2,2.html
                            fotoforum.gazeta.pl/3,0,512565,2,3.html
                            • misia007 Re: Specjalnie dla Cioci Misi...:-) 23.02.07, 18:46
                              Dzieki , dzieki bardzo to miłe z twojej strony.Pączus wygląda uroczo i ja sie
                              nie zgadzam, na te gadanie o rozumku, bo przecież widac w jego oczach, głebie,
                              przenikliwość, inteligencje.tak sobie myslę, czy on celowo nie utrzymuje Ciebie
                              w tym mniemaniu, bo tak mu wygodnie.łapkę delikatnie ściskam.
                                    • asica74 Re: A może... 23.02.07, 22:40
                                      kurcze, ja bym go chciala, ale za daleko jestem... no i jest kilka powodow, dla
                                      ktorych jestem tylko "tymczasem"... (od jutra beda u mnie 3 koty)
                                      • misia007 Re: A może... 24.02.07, 09:17
                                        Asica a wiec jednak zdecydowałas sie udzielic schronienia nastepnym biedakom.Czy
                                        ta trójka to też rodzeństwo?Napiszesz o nich mam nadzieje?Gratulacje i wyrazy
                                        uznania, dzielna jestes bardzo.
                                        • asica74 Re: A może... 24.02.07, 12:12
                                          Wiecej sie dowiem dzis po 16 tej, bo kotki maja wtedy przyjechac. Jedyne co
                                          wiem, to fakt, ze rodzina ktora sie nimi zajmowala zostala wyeksmitowana sad i
                                          koty zostaly bez dachu nad glowa. I musze w tym miejscu powiedziec, ze uczucia
                                          mam co najmniej mieszane, bo choc nie mam zadnych wiadomosci, co sie stalo z
                                          wyeksmitowana rodzina, ale mam przeczucie, ze bedzie im o wiele trudniej znalesc
                                          dom, niz kociuchom...
                                          • misia007 Re: A może... 24.02.07, 12:19
                                            Oj chyba nie.Jęśli tak się zajmują zwierzakami ,jak dobrze pamietam jesteś w
                                            Londynie, to ludzmi chyba tez.Nawet u nas w okresie zimy są wstrzymane eksmisje
                                            na bruk.
                                            • asica74 Re: A może... 24.02.07, 12:53
                                              Hm... tez tak myslalam, ale niedawno 2 oddzielne rzeczy zmienily moje zdanie:
                                              jedna z nich byl dokument o wyeksmitowanych rodzinach, a drugi raport
                                              opublikowany chyba w Guardianie. Wierz mi Misiu, wlos mi sie zjezyl... Czesto
                                              eksmisje sa skutkiem opieszalosci administracyjnej (gdy zasilki rodzinne sie
                                              spozniaja, a data platnosci za rent uplywa), badz innych czynnikow (np choroba,
                                              etc) a wtedy... niby sa przyznane na ten cel specjalne dotacje, by rodziny mogly
                                              mieszkac w hotelu, etc, ale tak jest tylko na papierze. Najgorsza rzecza w tym
                                              wszytskim, jest alienacja dzieci ze szkol, bo raczej sie nie zdarza by zostaly w
                                              rejonie swojej szkoly po przesiedleniu, nie moga zostac ponownie zarejstrowane w
                                              nowej, bo sa tam tylko tymczasowo... wiec opuszczaja szkole na pare miesiecy,
                                              tygodni... No i niby wiem, ze to sa dwie rozne rzeczy: prawa rodziny i prawa
                                              zwierzat, ale... chyba jednak bardziej szkoda mi ludzisad
                                              • misia007 Re: A może... 24.02.07, 13:04
                                                Az trudno uwierzyc,że w takim dobrze zorganizowanym państwie,dzieci wypadają z
                                                obowiazku szkolnego.Trudno mi powiedzięć kogo mi bardziej zal,ale chyba
                                                bezbronnych czyli dzieci i zwierzaków, bo one są zalezne od ludzi i same sie nie
                                                obronią.
                                                • asica74 Re: A może... 24.02.07, 13:12
                                                  Misiu, w tym dobrze zorganizowanym panstwie jest jeszcze wiecej absurdow i
                                                  niedorzecznosci. Prosze nie ulegaj zludzeniu, ze tu jest piuknie i bez
                                                  problemowo (tak uwaza na przyklad moja mama i w zaden sposob nie moge jej
                                                  przekonac, ze jest inaczej).

                                                  Przyznaje, ze zawsze sklanialam sie ku mysleniu, iz bezdomnosc jest w jakims
                                                  stopniu wynikiem wyboru jednostki (w sensie: len>nie chce pracowac>bez pracy
                                                  etc... a w eksteremalnych wypadkach wynikiem choroby psychicznej) , ale jak sie
                                                  okazuje, wcale nie. W owym raporcie byly przyklady osob, ktore pracowaly, dbaly
                                                  o rodzine, a zostaly wyrzucone ze wzgledu na niewyplacalnosc, a z kolei nowy
                                                  lokal im nie przyslugiwal, bo za duzo zarabialy!!!
                                                  • misia007 Re: A może... 24.02.07, 13:28
                                                    No coz to raczej przykre, bo jak w takim bogatym państwie jest tyle
                                                    niesprawiedliwośći, to co u nas mozna oczekiwac.Nic nie poradzimy, świata nie
                                                    zbawimy a co do kotów, to one też pomocy potrzebuja a to możesz zrobic.Myslę, ze
                                                    dla ich włąscicieli swiadomość, ze ich zwierzaki maja dom zastepczy jest dużą ulgą.
                                                  • pixie65 Kciuki bardzo prosimy... 27.02.07, 11:00
                                                    Myszkinowi gorzej...pół nocy go głaskałam i przemawiałam czule, ale dopiero nad
                                                    ranem i po przepłukaniu noska zjadł odrobinke serka...A wczoraj byliśmy na
                                                    wizycie kontrolnej i Myszkin został odrobaczony...I po powrocie do domu zupełnie
                                                    stracił humor sad(( Obawiam się, że antybiotyk mógł byc za krótko - z noska
                                                    okropnie mu "capi" i do tego to odrobaczanie...Rano było lepiej, pochrupał
                                                    suchego, ale on w ogóle jest jakiś taki...Bardzo prosimy o kciuki...W dodatku
                                                    Pysia ma wrzód na rogówce i zrosty rogówki z tęczówką. Najpierw Pączuś, teraz te
                                                    Bidusie...Jak ja nie lubie takich serii...
                                                  • barba50 Trzymam kciuki 27.02.07, 11:58
                                                    za Myszkina /może to tylko reakcja na odrobaczenie?/, za Pysię /niech oczko
                                                    zdrowieje/ i za Pączusia /niech ma się zdrowo/
                                                    Kociaki! zdrowia życzy
                                                    Baśka z trzema ogonami /w tym ogonem Pepka do którego co jakiś czas wraca
                                                    choroba, po kolejnej kuracji antybiotykowej odpuszcza/
                                                  • pixie65 Re: Trzymam kciuki 27.02.07, 12:14
                                                    A do tego wszystkiego jeszcze: Dochodzący Pasek - z łapą prawdopodobnie to samo
                                                    co u Pączka, ale jemu nie pomogę...dostaje antybiotyk, Dochodzący Morus -
                                                    zauważyłam, że kieł wystaje mu tak "na wprost" zpaszczy, pewnie wyłamany, ucho
                                                    podarte...Tylko Balkonowe Dziewczynki kwitną smile)) Filipkowej trzeba będzie
                                                    niedługo poszerzyć wejście do budy...Niech już przyjdzie wiosna...
                                                  • misia007 Re: Trzymam kciuki 27.02.07, 15:05
                                                    ja też trzymam za chore maluchy i za całe twoje kociejstwo, ktorego "być' zalęży
                                                    od ciebi.To wielka odpowiedzialnośc i kupa roboty i dlatego Pixie jesli
                                                    potrzebujesz pomocy krzycz.Pomozemy.
                                                  • pixie65 Re: Dziękuję Misiu.. 28.02.07, 22:03
                                                    Pysia bryka jak szalona, tylko oczko jeszcze biedne (wrzód),
                                                    Myszkin...słabiutko...troszkę je, dopajam, dokarmiam, wczoraj była
                                                    lewatywa...Padam na twarz, bo sypiam z przerwami: a to nosek przepłukać, a to
                                                    nakarmić, a to napoić. Powolutku idzie. Dzisiaj rano przed wyjściem do pracy
                                                    udało mi się go "rozmruczeć"...Potrzebujemy kciuków w dalszym ciągu...
                                                  • pixie65 Chorujemy dalej... 01.03.07, 12:17
                                                    Z Burasiowym oczkiem nie jest źle,jest wprawdzie wrzód i zrosty,ale sąszanse,
                                                    że wszystko ładnie się zagoi. Burasia normalnie widzi, może w tej chwili ten
                                                    wrzód jej w jakiś sposób przeszkadza, ale po wyleczeniu nie powinno byc
                                                    problemów. Natomiast Myszkin ma KK bardzo mocno powikłany bakteryjnie i teraz z
                                                    tymi powikłaniami właśnie walczymy...W dalszym ciągu utrzymuje się temperatura
                                                    (ok. 40,2 C), ale to lepiej, niż gdyby była zbyt niska. Być może dzisiaj wetka
                                                    zmieni antybiotyk na mocniejszy.
                                                  • misia007 Re: Chorujemy dalej... 01.03.07, 12:37
                                                    Biedny Myszkin, trzymam mocno ale czasem to sie slimaczy.U Czarka antybiotyki
                                                    nie pomagały i wloklo sie to okolo 3 miesięcy.Podejrzewam, ze moglo mu to
                                                    oslabic serce, bo przy wiekszym wysilku szybko sie męczy.Na szczęście jest kotem
                                                    spokojnym i raczej sie oszczędza.Oby Myszkinowi, antybiotyk pomógl.Pozdrawiam
                                                  • kirke18 Re: pixie 01.03.07, 12:13
                                                    I ja, choć bezkotna, dołączam do trzymania kciuków... Pomału mój ból
                                                    się "otorbia", a duszyczka mojej Katiuszki szuka nowego kocika na ziemii,
                                                    abyśmy znowu mogli mieć kota sad. Mąż tylko SIB ew. MCO... ale może, może kocia
                                                    mama (kandydatka) jest lub wkrótce będzie w ciąży... głupio bywać mi w tym
                                                    zakątku bez kota sad((, pozdrawiam
                                                  • pixie65 Kirke... 01.03.07, 12:33
                                                    Nie wiem czy głupio, ale na pewno przykro...Ale bywaj...Przyjdzie pora,
                                                    będziesz bywać "w towarzystwie". Pozdrawiam cieplutko.
                                                  • pixie65 Myszkin... 04.03.07, 11:50
                                                    jest dalej "kiepski"...Wczoraj po solidnym oklepaniu zaczęło mu w płucach grać i
                                                    buczeć, wcześniej nie było tego słychać. Sprawiał wrażenie, że takie oklepywanie
                                                    i dość mocne "czochranie" przynosi mu ulgę, rozmruczał się na całego...a
                                                    potem...Potem dostał dziwnego ataku: łapy po wyjściu z kuwety odmóiły mu
                                                    posłuszeństwa, a całego kota zaczęło "wykręcać"...Pomyślałam sobie, że on się
                                                    dusi...Koleżanka pobiegła po samochód a ja próbowałam "coś" zrobić, zaczęłam nim
                                                    potrząsać trzymając głową w dół, oklepywać a potem potraktowałam go jak
                                                    akordeon...O wizycie w lecznicy pisać nie będę, bo trafiłam na innego lekarza
                                                    niż poprzednio, ale...Nic mu nie zrobiono. Nic. Myślałam, że będzie jakiś tlen,
                                                    zastrzyk z "dopalaczem" czy jakiś rozkurczowy, no nie wiem....Szkoda gadać...
                                                  • pixie65 Re: Myszkin... 05.03.07, 13:42
                                                    Kirke...spokojnie, bo ja sama cały czas w strachu...mało śpię, mało jem...To mój
                                                    pierwszy taki "trudny przypadek"...Pysia kwitnie, bryka i...właśnie dostała
                                                    ruję...smile)) Myszkin wczoraj troszkę zjadł, byliśmy na zastrzykach i lewatywie,
                                                    z opisu wetka powiedziała, że to było...omdlenie...Dzisiaj do weta pojechała
                                                    moja koleżanka, mają mu zbadać krew, jutro może na prześwietlenie. Cały czas ma
                                                    "założoną" prawą stronę, lewa strona - oskrzela i płuca- prawie dobre. Biedniusi
                                                    jest, bo ma chore zatoki i możliwe, że głowa go też boli, a poza tym to już
                                                    drugi tydzień kłucia i przeróżnych "zabiegów"...KCIUKI!!! proooooooszę....
                                                  • pixie65 Re: Myszkin... 07.03.07, 12:11
                                                    Najprawdopodobniej właśnie ma robione rtg. Pojechała z nim moja koleżanka, bo
                                                    ja w pracy...Wczorajsza morfologia wyszła tak sobie, ale bez
                                                    tragedii,oczywiście anemia...Dzisiaj dowiemy się co kot ma w środku i robimy
                                                    biochemię (jak się uda) albo przynajmniej mocznik. Myszkin zaczął troszkę jeść,
                                                    jest bardziej "kontaktowy", wczoraj zainteresował się Pysią i piłeczką i nawet
                                                    ze dwa razy pacnął ją łapką (piłeczkę, nie Pysię...). Ale żeby nie było całkiem
                                                    miło - zrobił mu się pod skórą taki..."bąbel" - tochę powietrza, trochę
                                                    płynu...Wersja optymistyczna zakłada, że to efekt po zastrzyku. Wersji
                                                    pesymistycznej nie przyjmuję do wiadomości (tak jak "diagnozy" weta z opisanej
                                                    akcji sobotniej, że to FIP...)
                                                  • pixie65 Jeden Kot Nie Całkiem Dziki 12.03.07, 12:42
                                                    Pysia wczoraj pojechała do Nowego Domku smile)) Ma do dyspozycji 10 razy większą
                                                    przestrzeń życiową, a do kompanii...4 dzieciaczków, w tym jedno całkiem
                                                    nieduże.I jakoś Nowa Duża ZUPEŁNIE nie boi się, że Pysia kły zatopi w szyi
                                                    niemowlaka, albo oddech mu wyssie...W dodatku Pysia na jesieni będzie miała
                                                    Kolegę - labradorka. Noooooooo....Dziwni Ludzie, nie? smile))
                                                    Myszkin za to zjadł dzisiaj na śniadanie przepisowa porcję (nawet nie porcyjkę)
                                                    mięska. Wczoraj zjadł prawie taką samą kolację i w ogóle jak go czeszę i
                                                    głaszczę to jakby juz ciut mniej "wyboisty" jest. A jakie donośne mruczando z
                                                    niego się wydobywa. Po południu wizyta kontrolna u wetki i mam nadzieję - teraz
                                                    będzie coraz lepiej...
                                                  • pixie65 Dla Misi o Pączku...:-))) 12.03.07, 13:27
                                                    To jeszcze Ci powiem, Misiu, że chyba Twoje ciepłe myśli działają na Pączka
                                                    resocjalizująco smile) Wczoraj wieczorem, kiedy zaserwowałam kolację, pokroiłam
                                                    mięsko nie całkiem drobno (dla Pączka właśnie), nie licząc, że Myszkin będzie
                                                    jadł. A on podzszedł do talerzyka i zaczął papusiać.Wtedy Pączek...odsunął się
                                                    i położył obok i patrzył jak Mały morduje się z mięskiem...Kiedy Myszkin je,
                                                    trwa to dosyć długo, Pączek cierpliwie czekał, a w nagrodę dostał dodatkową
                                                    porcję. No i duuuuuuuuużo głasków, oczywiście.
                                                  • ewung Re: Dla Misi o Pączku...:-))) 12.03.07, 13:32
                                                    Pixie to co napisałaś o Paczku i Myszkinie - to takie piękne. Ta Pączkowa
                                                    cierpliwość. Fajnie że Myszkin coraz lepiej i gratuluję domku dla koteczki.
                                                    A tak na marginesie kupiłam sobie jakiś czas temu sliczny kubeczek z kotkiem
                                                    podpisanym wdzięcznym imieniem Pixie smile
                                                  • misia007 Re: Dla Misi o Pączku...:-))) 12.03.07, 14:02
                                                    Pixie, wielka mi przyjemnośc sprawiłas relacja o poczynaniach
                                                    Pączka.Potwierdzilo to moja wiare w wyjatkowośc tego kocura.jakos tak od
                                                    pierwszego wejrzenia zapadł mi w serce i milo wiedzieć, ze jest taki szlachetny
                                                    i opiekunczy.Buziaczki dla Pączka.
                                                  • pixie65 Bo wiecie... 12.03.07, 14:14
                                                    Im dłużej przyglądam się kocim zachowaniom,relacjom w tym większy zachwyt
                                                    wpadam i czasem aż mi się nie chce "wracać do rzeczywistości"...tej ludzkiej.
                                                    Gdzieś tutaj na forum krtoś zacytował wypowiedź pani Avy Sawaszkiewicz - wetki
                                                    ze Zwierzaków, o "pglądach" kotów na kastrację, a raczej o przenoszeniu
                                                    ludzkich stereotypów, "lęków" na zwierzęta. Im tak naprawdę nie przeszkadza,
                                                    że "kolega" nie ma łapy, oka, pomponów itp...Nie mają uprzedzeń. Czasem tylko
                                                    hormony biorą górę, ale wcale nie zawsze...
                                                  • pixie65 Kciuki... 16.03.07, 13:35
                                                    To moja kolejna już prośba o kciuki i ciepłe myśli...Wygląda na to, że niewiele
                                                    więcej można zrobić dla Myszkina sad(( Mieliśmy już Biedronkowy CUD, a cuda nie
                                                    chodzą parami, ale...Myszkin bardzo chory, więcej piszę na miau, bo już trochę
                                                    sił mi brakuje...
                                                    forum.miau.pl/viewtopic.php?t=56349&postdays=0&postorder=asc&start=90
                                                  • pixie65 Re: Kciuki... 18.03.07, 16:49
                                                    Misiu, Myszkin słabnie. Dzisiaj byliśmy u wetki, zważyła go: 1,5 kg
                                                    Kota...Schudł. Karmię go prawie jak kociaka, co 4 godziny, trochę pije wodę i
                                                    leży...Spadła mu też temperatura, zawijam go w kocyk, ale on z niego wyłazi.
                                                    Masuję, szczotkuję, glaszczę. Mruczy, ale bardzo jest słabiutki. Ma takie
                                                    momenty, kiedy jakby lepiej kontaktuje, patrzy za zabawką, nawet próbuje pacnąć
                                                    łapką, ale kiedy przed chwilą go karmiłam to jakby nie miał siły jeść...Ma
                                                    jakieś szmery w serduszku...no, kiepsko...sad((
                                                  • pixie65 Re: Myszkinku trzymaj się... 21.03.07, 22:21
                                                    Boję się pisać o zdrowiu Myszkina...Kruchutkie jest. Wczoraj temperatura spadła
                                                    poniżej 37 stopni...Dzisiaj było 37,3. Wczoraj w nocy miał kolejny atak drgawek.
                                                    Dzisiaj wygląda na bardziej przytomnego. Mam nadzieję, że to nie tylko moje
                                                    pobożne życzenie...Codziennie jest nawadniany, dostaje zastrzyki,dzisiaj była
                                                    kolejna lewatywa - biedniutki jest okropnie. I w sumie grzeczny i
                                                    cierpliwy...tylko wczoraj pzry zakładaniu wenflonu użarł wetkę tak, że dzisiaj
                                                    nie mogła ruszyć palcem wskazującym...sad(( trafił ją w jakieś ścięgno, albo
                                                    nerw...A wenflon nie założony...Ta wetka świetna, nikomu innemu nie pozwolę
                                                    mordować Myszkina, a ona ma rękę nieczynną...Porobiło się sad((
                                                  • trawa11 Re: Myszkinku trzymaj się... 21.03.07, 22:34
                                                    Chore koty sa takie dzielne,takie cierpliwe.Zupelnie inaczej ma sie to do ludzi
                                                    (na ten temat duzo bym mogla powiedziec) Ale niestety te biedne kociaki nie
                                                    potrafia nam nic powiedziec ,mozna tylko z ich oczek wyczytac jak bardzo
                                                    cierpia.czy Myszkin ma to samo co Albis?Dlaczego akurat los sie na nich uwzial?
                                                    Bardzo mocno trzymam kciuki ,by Myszkin wygral te walke z ta okropna
                                                    choroba.Trzeba mic nadzieje...No i zeby wetce szzybko paluszek sie zagoil,zeby
                                                    mogla ten wenflon zalozyc.Ale to byla najnormalniejsza reakcja kota na bol.Bo
                                                    niestety zalozenie wenflonu to jednak straszny bol,szczegolnie ,jezeli juz
                                                    wczesniej ta zylka byla kluta.Nie wiem ,jak sie zaklada kotom wenflony ,ale u
                                                    ludzi czesto tez to bywa trudne.
                                                    Wymiziaj prosze Myszkina bardzo mocno ode mnie.
                                                    Pozdrawiam
      • misia007 Re: Dwa Koty Dzikie... 22.03.07, 11:48
        Ja to juz sie pytac boje, tak dlugo Myszkin balansuje na pograniczu ale jakos
        mimo wszystko wierze, ze wysilki Pixie i wola zycia kociny wygrają.Trzymam
        kciuki mocno i glaski dla biedaka przesylam.
        • pixie65 Re: Dwa Koty Dzikie... 22.03.07, 21:50
          misia007 napisała:

          > Ja to juz sie pytac boje, tak dlugo Myszkin balansuje na pograniczu ale jakos
          > mimo wszystko wierze, ze wysilki Pixie i wola zycia kociny wygrają.Trzymam
          > kciuki mocno i glaski dla biedaka przesylam.

          Chyba nie damy rady...Wygląda na to, że Myszkin odchodzi...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka