pixie65
23.05.07, 10:04
Grzywka to taki całkiem Dziki-Dziki kot.Od czasu do czasu pojawiał się na
moim balkonie w celu skorzystania z miski

)). Dostęp do niej miał o tyle
utudniony, że "swojego" terenu (i miski) zajadle broni Pączuś (pozdrowienia
dla Misi007...). We wtorek późnym wieczorem usłyszałam
charakterystyczne "kwiczenie" Pączusia. Wyjrzałam na balkon-
Grzywka...Siedział na taborecie w kącie balkonu i o dziwo - nie uciekł na mój
widok. Za to ja na jego widok o mało nie zemdlałam...Widywałam już koty w
różnym stanie, ale z czymś takim jeszcze się nie spotkałam: otwarta, bezzębna
paszcza z której ciurkiem leci ślina, poraniony w kocich bitwach kark,
pyszczek, świerzbowiec "wystający" z uszu...Obraz nędzy i rozpaczy. I
przerażone oczy wpatrujące się we mnie czujnie.Chciało mi się płakać, bo
pomyślałam, że jeśli nawet JAKIMŚ CUDEM uda mi się go złapać, to chyba tylko
po to żeby wet skrócił mu cierpienie.Kiedy wycofałam się z balkonu, żeby
przygotować mu trochę mięska z antybiotykiem, Grzywka "przesiadł" się z
taboretu - niewidocznego przez drzwi balkonowe- na kocią budę, w której
mieszkają Dziewczynki. Buda stoi na wprost drzwi, pomyślałam, że on chce,
żebym go widziała,że chce żeby mu pomóc.Akcja trwała jakieś 20 minut-łącznie
z uproszeniem weta o pozostanie na dyżurze (była godzina 21...), łapanką i
dowozem Kocieja do kliniki...Dziki-Dziki kot bez większych problemów pozwolił
się obejrzeć (ani jednego zęba w paszczy), zmierzyć temperaturę, podać
kroplówkę i zrobić zastrzyki...Wczoraj miał zrobione rtg i został
wykastrowany, na pytanie czy przeżyje wet stwierdził, że tak, o ile nie
będzie patrzył w lustro...

))
Chciałam się z Wami podzielić tą historią bo dla mnie to przeżycie bez
mała "metafizyczne" - wszystko potoczyło się jak w układance i tak po prostu
jakby Grzywka wiedział, gdzie trzeba przyjść i dlaczego. Zastanawiam się,
który z Sierściuchów rozpowszechnia moje dane osobowe i JAK one to robią...:-
))