Dodaj do ulubionych

Historia wyjątkowego kota

02.08.07, 18:42
Witajcie po długiej przerwiesmile. Długo mnie tu nie było (długi i daleki wyjazd-
i ciężka praca). Wszystkie "kocie mamy i ciotki" pozdrawiam- i odnawiam stare
kontakty- ze względu na kocie potrzebysmile.

Oto krótka opowieść dla prawdziwych kociarzy- nie nadaje się dla "ludzi
okaleczonych psychicznie"- czyli takich, którzy nie rozumieją, jak magicznym
stworzeniem jest zwykły kotsmile.

Jak zwykle w czas urlopów- na moim podwórku pojawił się kot. Strasznie
zabiedzony, chudy szkieletorek, powłóczący tylnią łapką biedak. Wet
obejrzawszy zwierzę powiedział wprost- że wygląda jak ofiara ludzkiego
okrucieństwa.

Nie wdając się w drastyczne szczegóły diagnostyczne (naprawdę, nie chcę
epatować okrucieństwem ludzkim...)- udostępniłam kotu piwniczkę, wyleczyłam,
karmię i poznaję. Zadałam sobie trudu, by odszukać właścicielkę kota- okazała
się być jedną z moich niezaprzyjaźnionych, byłych sąsiadek. To elegancka Pani
w średnim wieku, która wyprowadziła się z centrum Łodzi do pięknego domu pod
miastem. Gdy poinformowałam ją radośnie, że jej kot znajduje się na podwórku
pod moją opieką (miałam nadzieję, że się kobieta ucieszy)- usłyszałam, że taki
zwykły bury kot nie pasuje do jej nowego domu. Że teraz ma rasowego
syberyjskiego (maluszek z papierami)- a jak chcę sobie jej byłego kota wziąć-
to jej to nie obchodzi- bo jej ten kot już nie interesuje. Wtedy właśnie
dowiedziałam się jak to "zwróciła dzikiemu zwierzęciu wolność w łagiewnickim
lesie". Kota wywiozła do lasu, wykopała go tam (stan tylnych łap opowiedział
tu wiele)z luksusowego lexusa (bo "przecież będzie mu tam lepiej- da sobie
świetnie radę na wolności i na pewno będzie szczęśliwszy"). Nie to jest
jednak sednem sprawy. Otóż- ów biedak- sobie tylko znanym sposobem- przywlókł
się na swoje podwórko z tego lasu. Szedł chyba wiele dni- nieznaną drogą. Mimo
wyrzucenia kopem z samochodu swojej ukochanej pani wrócił do niej- bo myślał,
że ona na niego czeka...

Najpierw czekał na nią. Codziennie. Mnie traktował jako substytut. Pokazywał
gdzie mieszka i nie rozumiał, dlaczego nie chcę go tam po prostu wpuścić. Ale
gadał do mnie, tulił się i żalił. Potem zwątpił, zobojętniał, spał na maskach
aut. Wreszcie zaczął integrować się z innymi kotami przychodzącymi na podwórko
do mojej "mikrostołówki kociej". Próbował dołączyć do szarej kotki
bengalskiej, która tutaj rezyduje...Dogaduje się z innymi kotami świetnie-
zaczepia ludzi, gada, przymila się... Taki to kot.

Zawsze mądrze i długo patrzy mi w oczy- jakby rozumiał wszystko. Niestety- nie
mogę wziąć go do domu- z wielu względów. Ale wiem, że zasługuje na wspaniały
dom. Mogą być w nim inne koty- nawet pies (z moim psem zakumplował się od
razu). Koniecznie musi być w nim przede wszystkim mądry i empatyczny człowiek.

Kot był bardzo zabiedzony. Teraz jest już wyleczony- nie utyka (nóżka
wyleczona), jest w pełni sprawny neurologicznie i wpyla jak najęty- mam więc
nadzieję, że niebawem przestanie wyglądać jak szkieletorek (było strasznie
nędzne ciałko- a na kościach można było koncert grać jak na cymbałach).Tylko
futerko- nędzne, jakby kota nikt nie karmił bardzo dawno- teraz już
wypiękniało i troszkę maskuje zapadnięte boczki...
Teraz jest już lepiej- mam nadzieję, że wkrótce będzie z Burego wielki
przystojniak. Całymi dniami przebywa na mojej posesji, zna się na
zegarku(zawsze wie, która godzina i o których godzinach jest miseczka, a o
których głaski).

Kot jest dorosły, na pewno skończył rok, półtora. Strasznie miły. Całkowicie
udomowiony. Korzysta z kuwetki, jest zdrowy na ciele- a czy rana w serduszku
złamanym przez człowieka się zagoi- zapewne tak, jeśli jakiś prawdziwy
człowiek go pokocha. Rasa europejska- kot stanowczo nie dla snoba- bo prócz
mądrych oczu, wybitnego charakteru, wielkiej mądrości i przymilności nie
wyróżnia się jakoś szczególnie. Bestia nakolankowa, barankująca, gadająca i
przymilna. Ja uważam, że jest cudny.

Może jakiś mądry i obdarzony wrażliwością nowy człowiek zechce go przygarnąć?
Tę kwintesencję kociej godności, mądrości i pięknego charakteru. Bury zasłużył
na lepszy los w nowym domu.

Jeśli ktoś chciałby dać Buremu szansę- proszę o kontakt mailem na adres salome
[USUN TO] @o2.pl - proszę z adresu usunąć spacje i część [USUN TO] przed
skorzystaniem. Można też pisać w tej sprawie w tym wątku- na forum- w razie
potrzeby skontaktuję się natychmiast z osobą zainteresowaną.

Fotka Burego jest chwilowo tu (wieczorem wstawię ją na zaprzyjaźniony serwer w
dużym powiększeniu- a potem dołożę następne zdjęcia kota):

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=664&w=66900488
Serdeczności
Monika
Obserwuj wątek
      • m_orsetti Re: Historia wyjątkowego kota 02.08.07, 21:00
        Szczerze mówiąc- nie mogłam wydusić słowa po spotkaniu z byłą właścicielką
        Burego. Nie wiedziałam, że inteligentny człowiek (bezsprzecznie pani jest wysoko
        wykształcona), który ma potrzebę szlachetnego towarzystwa zwierzęcia może być
        takim wypierdkiem (sorry).
        Najgorsze, że ta bidna kocina do niej wracała. Potłuczona, kopnięta
        boleśnie(łapy- zwłaszcza ta uszkodzona pewnie ciężko się napracowały), nasada
        ogona też była uszkodzona... a kocio wracał do tej pani. Jak sobie o tym
        pomyślę, to mi się chce szukać siekiery....

        Trzymaj kciuki. Buremu teraz potrzebny naprawdę wyjątkowy człowiek. On za "swoim
        ludziem" tęskni.

        Serdecznie
        Monika
        • kirke18 Re: Historia wyjątkowego kota 03.08.07, 08:10
          nie no co za babsztyl, oby umierała w samotności w długich, świadomych
          mękach... ja będę kiedyś miała dom, wtedy będę miała sześć kotów, jednego już
          mam, drugiego w piwnicy, a reszta z pewnością się znajdzie, jeszce tylko...
          parę lat, albo lotto
            • m_orsetti Re: Historia wyjątkowego kota 03.08.07, 19:02
              Bardzom Ci wdzięczna. A Bury na pewno bardziej niż jawink.

              Jeśli kota trzeba będzie gdziesik dowieźć- żaden problem- do 100km mogę dowieźć
              osobiście- a jeśli trzeba będzie dalej- znajdziemy i na to sposóbsmile.

              To naprawdę fajny kot. Taki magiczny. No i taki mądry... naprawdę- powalił mnie
              tym powrotem.

              Że też przywlókł się tutaj- a w linii prostej to odległość parunastu kilometrów.
              Skąd on wiedział jak iść? I jakim cudem zdołał z tą niesprawną łapą,
              potłuczeniem, wygłodzeniem? Przecież kot z domu musiał w tym lesie głodować
              (spędził tam jakiś czas- potem szedł...)- zresztą- to było widać gołym okiem-
              dawno nie widziałam takiego biedaka.

              Serdeczności wielkie- będę wdzięczna za każdą pomoc dla tego mądrego kocura.
              Monika
        • m_orsetti Re: Historia wyjątkowego kota 03.08.07, 13:48
          Ten kot jest najszlachetniejszej rasy- to prawdziwy książę krwismile- serce i rozum
          najwyższej próby. Tylko ludziom trochę brakuje tej dobrej krwi.

          Ale - takich ludzi ktoś też kiedyś wykopie. Oliwa jest sprawiedliwa i zawsze na
          wierzch wypływawink.

          Monika
        • hesperidae Re: Historia wyjątkowego kota 05.08.07, 18:53
          wiesz to nie chodzi o to, jak są zapisane u weta wink jeśli są uznane jako rasa
          europejska, to muszą mieć wydany rodowód.
          europejski kot krótkowłosy to rasa, nie mająca wiele wspólnego z większością
          naszych podwórkowych burków smile co oczywiście niczego im nie ujmuje.
          • po.prostu.ona Re: Historia wyjątkowego kota 03.08.07, 17:16
            Ależ ten kot jest cudny! A baba - brak słów. Psychopatka, nie powinna mieć
            żadnych zwierząt. Właściwie należałoby zawiadomić prokuraturę, w końcu mamy
            ustawę o ochronie zwierząt, za porzucenie grożą kary. Dopóki takie babsztyle
            będą bezkarne, dopóty takie historie będą się powtarzać sad
            A kota bardzo żal. Ja przygarnęłam z podwórka takiego dorosłego chudziaka,
            właśnie siedzi mi na kolanach (już nie chudziak) tuli się i mruczy, co chwila
            daje całusy...
            Oby i ten śliczny buranio znalazł prawdziwie kochające kolana smile
              • trzydziestoletnia Re: Historia wyjątkowego kota 04.08.07, 15:51
                beata_wroc napisała:

                > niestety nic nie można zrobić babie takiej.

                A ja w swoim okrucienstwie sobie mysle, ze takiej babie mozna by dac konkretnie informacje co zrobila - tj. w jakim stanie (ze szczegolami, jakich tutaj nam oszczedzono) byl kot i jak czekal. To by zaburzylo tą sielską wizję "podarowania wolności", jaką wymyslila sobie w swym malym mozdzku.
                • m_orsetti Re: Historia wyjątkowego kota 04.08.07, 18:04
                  Ona to wie- powiedziałam jej. Poza tym- jak sądzę- ona się walnie do tego stanu
                  przyczyniła. To nie jest człowiek wrażliwy. Myślisz, że gdyby był wrażliwy-
                  wywaliłby kota za to że jest bury?

                  Myślę, że nic nie można jej zrobić. Chociaż- najchętniej- takie osoby bym
                  obciążała wielkimi karami finansowymi na cele charytatywne (panią stać na
                  lexusa- ale na żarcie dla kota np. jak widać- nie było stać- bo bida była
                  zagłodzona po prostu).

                  Staram się więc działać konstruktywnie- czyli- zajmuję się tym, co mogę
                  naprawić, lub w czym mogę pomóc. Kotem. Bo on jest lepszą częścią tej smutnej
                  historii. W ten sposób mogę coś robić, co zwiększy poziom dobra- bo jak patrzę
                  wokół- to widzę piekło zwierzęce, które zgotowali ci najmądrzejsi i najbardziej
                  rozwinięci- ludzie.

                  Szacunek
                  Monika
                    • pixie65 Re: Historia wyjątkowego kota 05.08.07, 17:54
                      Moniko - być może znasz tę stronę:
                      www.adopcje.org/
                      Może mogłabyś tam zarejestrować się (nie wiem jak teraz wygląda sprawa
                      weryfikacji ...) i umieścić tam ogłoszenie. Gdyby potrzebne były rekomendacje, a
                      ja mogłabym ich udzielić (mam tam konto) - służę uprzejmie.
                      Próbowałabym też na Allegro - dużo osób tam zagląda, no i na miau (w adopcjach i
                      na Kociarni).
                      • m_orsetti Re: Historia wyjątkowego kota 06.08.07, 11:11
                        Czyham na fajne światło- chciałabym zrobić kotu jakieś lepsze zdjęcia. Jak tylko
                        uda mi się kilka ujęć- założę wątki gdzie trzeba.

                        To kot dla kociego konesera. Bo tylko taki Ktoś będzie potrafił docenić mądrość
                        tego kota. Szczerze mówiąc- on codziennie mnie zadziwia. Czasem mam wrażenie że
                        to ludzka dusza w kocim futrze. W wolnej chwilce opowiem więcej- bo gdy go
                        obserwuję, mam wrażenie obcowania z czymś absolutnie niezwykłym...

                        Monika

                          • m_orsetti Re: Historia wyjątkowego kota 06.08.07, 22:01
                            Bo to jest niesamowicie mądre zwierzę.

                            Opiekowałam się już paroma biedakami w życiu- ale tak mądrej bestii jeszcze nie
                            spotkałam. Wierz mi- jest zadziwiający. Nie umiem tego opowiedzieć, ale
                            zachowuje się jak inkarnacja człowieka...

                            Ale to zwykły burasek. Jednak- niezwykły ze względu na cechy inne, niż tylko
                            umaszczenie. Patrzy jak inkarnacja człowieka. Mam dreszcze obcując z tym kotem...

                            Oczywiście- czeka na swojego człowieka.

                            Dodałam zdjęcie na którym widać jak jeszcze jest chudy. A karmię go już dwa
                            miesiące...- łatwo można sobie wyobrazić, jak wyglądał, jak wrócił z lasu...

                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=664&w=66900488&a=67095174
                            Monika

        • m_orsetti Re: foty kota z dzis 07.08.07, 15:49
          Marto- w UK chyba kwarantanna obowiązuje- prawda? Bo inaczej jestem gotowa
          wsadzić komuś kota do bagażu- bo u Ciebie miałby boskie życie...

          Tylko ta kwarantanna...sad

          Trzymaj kciuki. Kot jest naprawdę czarodziejski. Może znajdzie kogoś dla siebie-
          wierzę w to gdzieś w głębi serca.

          Najcieplej
          Monika
          • marta.kunc Re: foty kota z dzis 07.08.07, 16:14
            kwarantanna, czipy - sripy...
            ehh... pryszczyca atakuje wiez pewnie znowu defra szalec bedzie.

            ja sie bardzo zakochalam w tym kocie twoim.
            trzymam kciuki i ryczec mi sie chce ze go nie moge wziac.
            • m_orsetti Re: foty kota z dzis 07.08.07, 16:28
              Tak myślałam. Szkoda, że jesteś daleko- bo w Burym właśnie trzeba się zakochać.
              I warto.

              Padłam dziś ze zdziwienia... Ja mam ogromnego psa- moskiewskiego stróżującego.
              Olbrzymia sunia (ok.70kg)- chyba dla takiego kocieja to jest godzilla prawdziwa.
              Dziś pies wyszedł na podwórko bez obroży (krótkie siku w upał)- więc uważałam z
              kontaktem z kotem, żeby się nie przestraszył, czy nie zestresował, jak moja
              psina będzie go chciała powąchać... A ten wariat krzyczał, syczał, ale biegł do
              mnie. Dał się obwąchać trącającym nosem wielkim jak cały kot- syczał, fuczał (
              moja suka waży sobie lekce takie kocie dźwięki i robi zawsze swoje) ale chęć
              głasków zwyciężyła...

              Więc- był nieludzki obrazek. Drący się pod psim nosem , głaskany ludzką ręką
              kocio i merdająca do niego, oblizująca go godzillasmile.

              W każdym razie- nie tylko mądry- ale i odważny jest strasznie. I z jakichś
              potworów... Rycerz- nie?smile

              Fajny kot. Też go kocham. I musi się znaleźć ktoś, kto będzie potrafił docenić
              wyjątkowe walory natury Burego. Wtedy zakocha się w nim może- jak my, Martosmile

              Na to liczę.
              Monika
              • m_orsetti Re: foty kota z dzis 07.08.07, 16:31
                m_orsetti napisała:


                > W każdym razie- nie tylko mądry- ale i odważny jest strasznie. I z jakichś
                > potworów... Rycerz- nie?smile

                Miało być, że "z jakichś tam potworów nic sobie nie robismile"- coś mi się
                wykasowało i wyszło, że z Burego potwór- a z niego miód samwink.

                Monika
                • marta.kunc Re: foty kota z dzis 07.08.07, 16:44
                  na pewno ktos sie znajdzie. musi.
                  przeciez nie moze byc tak, ze ja jestem jedyna fanatyczka buraskowsmile

                  tez bardzo zaluje ze go nie moge wziac.
                  a nawet nie tyle ze nie moge. na przeszkodzie stoi glupia
                  biurokracjasad
    • mierzejka nie mogę zapomnieć tego kota... 08.08.07, 22:54
      nie daje mi spokoju ten wątek, ciągle tu zaglądam. A mąż na pytanie
      czy weźmiemy 3 kota, powiedział...- zgoda. Bury jest jasniejsza
      kopią- jak z xero, naszego Dyzia, ma ten sam sliniak pod szyją, te
      same łapki, te same kreski, tylko jakby koloru troche zabrakło.
      Mam kilka waznych pytań zanim podejmiemy decyzje:
      - jak widzisz szanse na dogadanie sie Burego z 2 innymi kotami,
      ktore są od 2 lat u nas (ze schroniska)? mają po ok 4-5 lat, kot
      Dyzio kastrat, koci imprezowicz poranny i Łapka( bo ma jedną łapę
      krótszą) trikolorka po sterylce, nieco strachliwa ale bardzo
      opiekuńcza wobec Dyzia i naszego dziecka
      - czy Bury bedzie umiał dogadać się naszym małym dzieckiem 8 mies,
      tzn czy np wrzaski i krzyki dziecka nie wyzwolą z nim złych
      instynktów...
      - mieszkamy w mieszkaniu na ostatnim pietrze (Warszawa), koty sa
      niewychodzące, balkon zabezpieczony, ale niedostępny dla kotów, czy
      Bury to zaakceptuje?
      - czy jest kastrowany? jakie zabiegi weterynaryjne trzeba przy nim
      wykonac przed przyłączenim do nowego stada? odrobaczanie, jakies
      kwarantanny, szczepienia? ile to moze kosztowac?
      - jakie potrzeby co do miziania ma Bury? musze szczerze przyznac, ze
      za naszą dwójka nie ganiamy, zeby je głaskac, jak sa pod reka lub
      same przyjda to sa głaskane, ale nie to zeby ich szukac do
      głaskania. Czasem koty wolą się potłuc lub dla odmiany wylizac i
      człowiek im nieporzebny. Czy w taki układ na trzeciego kota wszedłby
      Bury?
      jak to wszystko widzisz...
      • m_orsetti Re: nie mogę zapomnieć tego kota... 08.08.07, 23:36
        Mierzejko kochanasmile

        To cudowny kot- zakochasz się.

        Odnośnie Twoich pytań.

        Od długiego już czasu obserwuję koty i trochę im pomagam - szukam domków- jeśli
        któryś pragnie domku- a tych, które trzymają się z dala od ludzi nie oswajam-
        tylko pomagam z daleka. Odróżniam koty, które chcą do ludzi- i takie, które wolą
        wolność. Wierz mi- Bury pragnie domu i człowieka. Nie będzie tęsknił za
        wolnością- sama byś to zobaczyła- jak płacze, gdy go nie zabieram do domu w
        nocy- jak staje na łapkach z drugiej strony piwnicznych drzwi- serce mi się
        kraje...Bez problemu noszę go na rękach- układa się i wtula (niestety płacę za
        to ogromną cenę, bo mam bardzo agresywną alegrgię na koty).

        Niedawno wracałam w nocy ze spaceru z psem- zobaczyłam, jak Bury gania się z
        bengalką (zabawa). Zakiciałam- z samego środka zabawy ruszył do mnie (aż się
        wystraszyłam, bo nawet nie spojrzał, czy nie jedzie auto)- mizianie jest o wiele
        lepsze niż zabawa z innym kociejkiem. Czasem, jak przynoszę mu jedzonko- i nie
        mam czasu wygłaskać- płacze głośno tym swoim podchrypniętym głosikiem, żebym
        wracała- i nie ma zmiłuj- bo przestaje jeść, gdy przestaję głaskać. Barankuje,
        jak zapominam, co mam robić- i wcale nie to jedzonko jest główną atrakcją- tylko
        moja ręka.

        Taki wywalony kot nie pragnie wolności.

        Bengalka- do której na podwórku przypączkował- to kotka zdystansowana w stosunku
        do ludzi i innych kotów. Podchodzi do mnie bardzo blisko - mogę ją dotykać, ale
        na razie jeszcze nie załapała, że to największa atrakcja. Jest nieatrakcyjna
        seksualnie- bo dostaje cały czas środki antykoncepcyjne. A jednak- Bury łaził za
        nią, płakał, przekonywał- teraz ona fuczy na niego- ale pozwala mu leżeć
        blisko... i mieszkać na naszej posesji- chociaż to ona przyszła tu pierwsza.

        Bury jest bardzo spragniony towarzystwa- tak ludzkiego- jak- jeśli ludzkiego
        brak- kociego. Fajny, towarzyski to kot. Nawet mojego psa na podwórku akceptuje.
        Boi się, wyje i syczy, ale gdy głaskam- nawet daje mu się obwąchać. Ponad
        wszystko chce domu.

        Stan kota jeśli chodzi o zdrowie... Dalej jest bardzo chudy. Jak przyszedł z
        lasu miał infekcję gardełka- już na doleczaniu- i utykał- nóżka była naruszona i
        nasada ogona (wet stwierdził, że ktoś go kopnął- jakoś dziwnie nie mam
        wątpliwości kto). Nasada ogona i łapka była spuchnięta- ale na szczęście nie
        złamana. Teraz już nie ma śladu po urazie- wskakuje nawet na dach nad
        śmietnikiem- gdzie bardzo malowniczo się prezentuje. Całymi dniami przebywa na
        podwórku- jak jest słonko- wygrzewa się na autach- widać, że dogrzewa infekcję-
        bo czasem głosik ma jeszcze podchrypnięty. Ale to detal- doleczę to.

        Kot nie jest wykastrowany- jego bogata pani widocznie była za biedna na zabieg,
        a ja jeszcze nie zdecydowałam się na interwencję chirurgiczną- chciałam, żeby
        najpierw doszedł do siebie. No i- bez perspektywy na domek- choćby tymczasowy-
        nie bardzo miałam techniczną możliwość kota przetrzymać po zabiegu. Ale- mogę
        sfinansować kastrację w każdej chwili- jako wyprawkę dla kota- więc to żaden
        problem. Prawdziwy problem jest w tym, żeby kot po zabiegu zbudził się w swoim
        domku.

        Kot jest kompletnie nieagresywny, korzysta z kuwetki w piwnicy, nie śmierdzi
        "kocurem"- i będzie Ci wdzięczny za zamknięcie i niewypuszczanie gowink. Wiesz,
        takie koty, które już raz były wywalone nie tęsknią za wolnością. Zresztą
        pomyśl- on nigdzie nie chodzi. Cały dzień spędza na mojej posesji w towarzystwie
        nieatrakcyjnej seksualnie kocicy, która czasem tu jest, a czasem nie. Gdy tylko
        wyjdę do niego- ładuje się na rączki, na kolanka... Czeka cały dzień na głaski.

        Więc- trzeba kota odjajczyć i zaszczepić (bo nie wierzę babuie, że robiła przy
        kocie cokolwiek)- ale to dopiero po doleczeniu, odkarmieniu i gdy już
        przyzwyczai się do nowego domku. Wet stwierdził, że Bury może iść do domu z
        innymi kotami- że im nie zagraża.

        Nie wiem jak z dziećmi- ale to miły, cierpliwy kot. Nie reaguje na rumory
        podwórkowe, nie jest strachliwy. Myślę, że przystanie chętnie do stada i
        zasymiluje się świetnie. Nie ma żadnych cech kociego indywidualisty. Na pewno
        będzie nachalny w sprawie pieszczot. Strasznie walczy o uwagę, nawet jak dziś
        robiłam zdjęcia bengalskiej walił mnie główką z pytającą miną "dlaczego mnie nie
        wolisz"?

        Przed przekazaniem kota dostaniesz opis jego stanu z książeczką zdrowia i
        zaleceniami weta. Będzie odrobaczony, odkarmiony i podleczony w całej
        rozciągłości (już niewiele mu brak).

        To cudny kot. I absolutnie we wszystkim Ci pomogę- jeśli się zdecydujesz. Bo
        takiego kota powinien wziąć ktoś, kto doceni jego wielką mądrość- wierz mi- jest
        wyjątkowa.

        Jeśli chodzi o futerko... Gdy przyszedł z lasu było straszne i niegodne kota.
        Nie kryło zapadniętych boków i wystających kości bioderkowych. Miejscami miał
        łysinki. Teraz się już poprawiło- co widać na zdjęciach. Ale - za kilka
        miesięcy- zobaczysz- jaki to będzie cudny kot. Nie zrażaj się, że teraz jest
        taki mizerny i wypłowiały. Będzie śliczny.

        Jeśli podasz numer telefonu- zadzwonię do Ciebie- będziesz mogła o wszystko
        wypytać (mail podałam w pierwszym poście).

        Szacunek wielki
        Monika
    • m_orsetti Mierzejka jest urocza 09.08.07, 11:11
      Wczoraj rozmawiałam z Mierzejką na GG- jest przeuroczą, pełną życia Osobą- jeśli
      by się zdecydowała przygarnąć Burego- byłby w szczęśliwym domu u Ludzi wielkiego
      serca.

      Mierzejka potrzebuje czasu na decyzję- jeśli tylko się zdecyduje zorganizujemy
      tu wszystko tak, żeby było dobrze- i dla Burego- i dla Ludzi wielkiego serca,
      których poruszyła historia Burego.

      Trzymajcie kciuki, żeby Mierzejka podjęła decyzję na TAK.

      Monika

    • m_orsetti Nowe wieści 10.08.07, 18:28
      W Łodzi burze i deszcze. Jeden z sąsiadów rżnie głupa i zamyka okienko
      piwniczki. No i Bury nie ma możliwości się chronić w piwnicy. Ale to twardziel.
      Siedzi pod autami- jeśli nie może się schować. Jak wychodzę i go szukam- od razu
      informuje mnie gdzie siedzi. Po czym wyłazi mokre futro i popłakuje... Nastrój
      dobry wraca na widok pysznej miseczki (dogadzam mu jak tylko mogę).

      Podczas ostatnich burz zalało nam piwnicę- ludzie się boją, że to się powtórzy-
      pewno dlatego przymykają okienka. Nie sądzę, żeby to była akcja skierowana
      przeciw kotu, który przecież chwycił za serce większość lokatorów...

      Futro jest dzielne. Mokre, ale twarde. Wyłazi mimo że pada.

      Boi się podniesionej ręki- to nowa obserwacja. Pewnie dostał już od człowieka
      nie raz. Nie lubi drapania pod włos- wtedy "paca na miękko" (wie, że trzeba
      schować pazurki, jak się mówi człowiekowi- "tak nie lubię"). Jeszcze nie dał się
      pogłaskać po brzuszku- chociaż już się wykłada.

      Przegania z podwórka kota, który przychodzi co noc. Okazało się, że to kot
      sąsiada z parteru- z przeciwka. "Gościu" wypuszcza kota w nocy na spacerki w
      centrum Łodzi. Szczerze mówiąc- jeży mi się włos- bo niejednego trupka już z
      naszej ulicy zbierałam.

      Ludzie są dziwni...

      Cały czas czekamy na dobry domek...

      Monika
    • m_orsetti Niestety- Mierzejka się nie zdecydowała przygarnąć 11.08.07, 00:36
      Niestety- Mierzejka się nie zdecydowała przygarnąć Burego.

      Trudno- na pewno miała istotne powody (nie znam ich, ale ufam, że poważne). To
      urocza Osoba (wnioskuję z miłej rozmowy telefonicznej) i bardzo żałuję, że Bury
      nie znajdzie się w Jej przemiłym towarzystwie. To byłby dla niego na pewno
      najszczęśliwszy dom.

      Bury szuka domu- i jest kompletnie NIEZAREZERWOWANY.

      Jeśli ktoś ma wielkie serce dla burego, dorosłego kota którego szanse na adopcję
      są naprawdę niewielkie- będziemy oboje wdzięczni za dom...

      Monika
    • m_orsetti Prośba serdeczna 11.08.07, 01:18
      Ponieważ nikt poza Mierzejką się Burym nie zainteresował (a Mierzejka jednak go
      nie weźmie)- proszę, rozpuśćcie wieści wśród znajomych i krewnych- może ktoś
      poczuje jakiś związek z tym cudnym Kotem...

      Będę bardzo zobowiązana.

      Monika
      • nioma Re: Następne fotki miaukota 11.08.07, 22:14
        namawiam moja mame
        mieszka w hamburgu, przyjezdza 23go do warszawy, bedzie 2 tygodnie
        marzy o kocie, jeszcze nie jest na 100% przekonana,ale staram sie ja
        przekonac.
        niezdecydowanie wynika stad, ze kilka lat temu zmarla ukochana
        psinka mojej mamy (wykupiona od wlascicieli sadystow) i mama bardzo
        ciezko to odchorowala.
        nie moge nic obiecac ale jesli do 23go nie znajdzie sie nikt dla
        Buraska to istnieje szansa, ze jak mama zobaczy zdjecia to sie od
        razu zakocha.
        mam prosbe: czy bylabys tak mila sie dowiedziala czy w ciagu dwoch
        tygodni mozna wykonac wszystkie niezbedne szczepienia i kastracje?
        i zabrac kota za granice samolotem?
        w Polsce jest duzo taniej przeprowadzic taki zabieg.
        pozdrawiam i sciskam Burego
          • nioma Re: Oczywiście 12.08.07, 12:41
            wcale nie jestem
            ale historia burego uejela mnie za serce
            rozsylam wiadomosci po wszystkich znajomych i po forach
            mam nadzieje ze znajdzie dom
            natomiast caly czas bede przekonywac moja mame
            jesli sie zgodzi to od razu dam znac
            ja sama chetnie bym go wziela ale mam kocice - niesterylizowana
            pozdrawiam cieplo i uscicki dla Burego

            PS moze w fundacji Emir jakby co - mogliby go przyjac lub zamiescic
            info ze jest taki kotek?
    • m_orsetti Bury ma szansę na dom 12.08.07, 13:27
      Trzymajcie kciuki- bo i Osoba i konfiguracja się zgadzasmile

      Aż się boję coś napisać- tym razem napiszę o szczegółach dopiero po przekazaniu
      Buraska.

      Sprawa wygląda poważnie- a Osoba niezwykłasmile- jak na Burego przystało.

      Proszę o kciuki, modlitwy i wszystkie tym podobne sprawysmile

      Monika
    • szuwary4 Re: Historia wyjątkowego kota 12.08.07, 18:18
      Jest jeszcze jedna sprawa, ktora koniecznie trzeba, a wkazdym razie
      wskazane byłoby załatwić. Otóż właściciel psa, kota czy
      jakiegokolwiek zwierzęcia wyrzucając go choćby z tak "szlachetnych"
      pobudek jak chęć "zwrócenia mu wolności" - w świetle obowiazującej
      ustawy o ochronie zwierząt - popełnia przestępstwo, a jako takie
      podlega ono ściganiu i powinno być zgłoszone prokuraturze. Jeśli nie
      chcesz zrobić tego osobiście, to może to zrobić organizacja mająca w
      statucie obowiazek dbania o dobrostan zwierzat, tylko trzeba jej
      sprawę zgłosić. Oni będa wiedzieli co i jak. Najlepiej chyba do
      najblizszego oddziału Vivy. Niech toto co wyrzuciło kota wie, że
      nie ujdzie mu to tak zupełnie bezkarnie, bo jak toto w d..ę nie
      dostanie choć jednego klapsa, to nigdy nie zajarzy , ze zwierzęta to
      nie zabawki i gotowe będzie postępować tak całe zycie. Pozdrawiam
      • m_orsetti Re: Historia wyjątkowego kota 12.08.07, 19:29
        Powiedziałam tej pani, że to, co robi jest przestępstwem. Na co ona powiedziała,
        że to właściwie nigdy nie był jej kot.

        Nie jestem w stanie nikomu udowodnić, że to jego zwierzę.
        Tutaj tkwi problem.

        Niestety.

        Monika
          • m_orsetti Re: Historia wyjątkowego kota 12.08.07, 19:47
            Misiu- ja też tak sądzę.

            Przeżyłam sporą frustrację bezsilności po spotkaniu z "panią". Nie mogę tego w
            sobie pielęgnować, bo będę latać po prokuraturach (na moim podwórku co chwilę
            znajduję zwierzęta, które zostały skrzywdzone)- zamiast skupić się na ofiarach
            okrucieństwa człowieka. Moja (teraz mieszka z moją Mamą) kotka np. (także bura
            znajdka z podwórka) była wieszana i przypalana papierosem- zgłaszałam sprawę w
            prokuraturze- ale została umorzona.

            A w tym wypadku cieszę się, że kot jakoś się zbiera i że chyba los niesie mu
            szansę na normalne życie i dobry los.

            Osoba, która się Burym interesuje jest zdecydowana (przemiła, sympatyczna i
            znająca kocią naturę)- mam nadzieję, że decyzji już nie zmieni- a kot wyląduje
            wreszcie we właściwych rękach.

            To jest cudowny kot- i da swojemu człowiekowi wielką radość. Wiem, że odpłaci za
            troskę. Bo to naprawdę mądre zwierzę.

            Trzymajcie wszystkie kciuki. Bardzo proszę.

            Monika
              • nioma Re: Historia wyjątkowego kota 12.08.07, 21:33
                Onformuj nas na biezaco
                Wierze, ze ta historia bedzie miala swoj szczesliwy koniec, bo kazdy
                Kot zasluguje na to zeby miec swoj szczesliwy dom z czlowiekiem
                ktory go pokocha calym sercem
                Plakac sie chce kiedy sie slyszy o tym calym okrucienstwie i
                bezmyslnosci czlowieka, cieszy ze sa ludzie ktorzy pomagaja, martwi
                ze jest ich mniej ale trzeba wierzyc ze bedzie wiecej.
                Klade sie spac z zacisnietymi kciukami smile
    • m_orsetti Najnowsze newsy:) 13.08.07, 17:47
      Bury jest zupełnie wyleczony. Dostał dziś szczepionkę, został odrobaczony
      wewnętrznie i zewnętrznie- i jest niezwykle dzielnym kotem. Do weta się
      wdzięczył- jak poprzednio. Dał sobie dziś dokładnie obejrzeć ząbki (kot jest
      młody- ma nie mniej niż 9 miesięcy i nie więcej niż 1,5roku- raczej mniej niż
      więcej- czyli zgadzałoby się, że jego "pani" musiała go mieć gdy był maluszkiem
      i podrostkiem)- a po powrocie zarządził ogólną zabawę na podwórku. My z
      przyjaciółką goniłyśmy kotu kota- a on się chował- i zza winkla
      przebiegał/atakował z wygiętym w haczyk ogonem. Po czym- nawrót- wyglądanie zza
      rogu-czy wiemy co mamy robić)- pokazywanie brzuszka i włażenie na rączki. I tak
      w kółko.

      Uroczy kot.

      Pan Doktor założył już kotu pełną książeczkę zdrowia, opisał stan zwierzaczka
      (bardzo dobrysmile. Kastracja wskazana po dwóch tygodniach od dziś.

      Teraz Bury czeka już tylko na swój domek.

      Monika
    • m_orsetti Fotki z domu tymczasowego- czyli mojego:) 14.08.07, 23:32
      Mam Burego w domu od 5 godzin. Jutro odbiera go jego Nowa Pani- jeśli wszystko
      ułoży się po naszej myśli. Kot jest bardzo odważny, strasznie przytulasty- nie
      schodzi z kolan. Coś niezwykłego.

      Już zwiedził mieszkanie, postraszył psa, zjadł 4 miseczki, a aktualnie wpycha mi
      się między klawiaturę, a mój brzuch.

      Załączyłam fotki tutaj

      forum.miau.pl/viewtopic.php?p=2407084#2407084

      - ku pokrzepieniu sercasmile

      Monika
    • m_orsetti Bury pojechał do domku 15.08.07, 21:35
      Kotka przygarnęła szalenie sympatyczna Osoba- bardzo przyjazna (polubiłam ją od
      pierwszego kontaktu- a potem było tylko lepiej), o wielkiej wiedzy o kocich- i
      doskonałym podejściu...

      Właścicielka kotki, którą przygarnęła kilka lat temu jako miesięcznego,
      zagłodzonego berbecia. Kotka dołączyła do starszego od niej kota- rezydenta,
      którego bardzo pokochała (wcześniej przygarnięty znajdek). Stanowili dobrany,
      bardzo kochający się duecik, który rozpadł się rok temu- bo kocurek umarł na
      ciężką chorobę nerek. Koteczka została więc damą w żałobie- straciła humor,
      spędza czas w szafie, tylko raz na jakiś czas wychodzi na krótkie głaski- i to
      wszystko. Bury dostał więc wielkie zadanie zaprzyjaźnienia się z koteczką,
      rehabilitacji psychicznej damy (bo Bury to przecież mądry i wesoły kot)- i
      dopieszczania Mieszkańców domu- spragnionych bliskiego kontaktu z kociejstwem.

      Miejmy nadzieję, że sprosta wyzwaniom- trzymajcie kciuki za tego cudownego kota-
      właśnie jest w podróży- i podobno zachowuje się w pociągu nienaganniesmile

      Monika
      • m_orsetti Re: Bury pojechał do domku 15.08.07, 22:21
        Zapomniałam dodać- Burego przygarnęła Asia o nicku "kolczatka"- z naszego
        forumsmile. Obiecała jutro złożyć sprawozdanie (przed chwilą rozmawiałyśmy przez
        telefon).

        Aktualnie Bury od razu po przyjeździe rozpoczął zwiedzanie domu Nowej Pańci. Nie
        schował się- zjadł, przytula się i nie zwraca uwagi na umiarkowany burkot kotki
        rezydentki, która na razie obserwuje nowego przybysza z rezerwą. Nie było
        żadnego spięcia między kotami- a Bury nie peszy się niczym i jest grzeczniutki.

        Trzymajcie kciuki.

        Monika
              • kolczatka Re: Bury pojechał do domku 16.08.07, 19:56
                Dzięki wielkie za serdeczne życzenia.
                Historia Burego zrobiła na mnie wielkie wrażenie, a ponieważ już od jakiegoś
                czasu nosiłam się z zamiarem dokocenia mojej Koci Malwinki, decyzja była szybka.
                Bury szybko uspokoił się w tranporterku i przez całą drogę siedział grzeczniutko
                i cicho. Po przybyciu do domu, ku memu zdumieniu, zamiast zaszyć się w ciemnym
                kącie, ruszył na zwiedzanie nowego terytorium. No i tu nastąpiło pierwsze
                spotkanie z Malwinką, która siedząc pod stołem zaczęła syczeć, gulgotać i
                wydawać różne dziwne dźwięki, jakie tylko oburzone koty potrafią wydawać, po
                czym czmychnęła do swojej ulubionej szafy. Późnym wieczorem, gdy Malwinka
                usiłowała spać jak zwykle ze swoją drugą panią, do pokoju wpadł Bury i
                zaanektował wszystkie kocie zabawki. Oburzona Malwinka znowu wycofała się do
                szafy. Trochę mnie to martwi, gdyż tylko po wyraźnych namowach i olbrzymiej
                porcji pieszczot Malwinka daje się namówić na jedzenie. Jestem jednak dobrej
                myśli. Z drugiej jednak strony Wasze cenne rady jak ułatwić zwierzakom wspólne
                porozumienie, będzie bardzo mile widziane, bo nie ma to jak rady domowych
                praktyków behawiorystów.
                • nioma Re: Bury pojechał do domku 16.08.07, 21:48
                  kiedys kiedys jak juz w domu byla moja kocica boska, znalazlam dwa
                  male porzucone koteczki
                  przytelepalam kociny do domu
                  moja oburzyla sie strasznie i nawet probowala je atakowac, po kilku
                  dniach jeden koteczek znalazl dom a drugim moja kotka zaczela sie
                  powoli opiekowac - buziaki, lizanie, mizianie
                  teraz sa najlepszymi przyjaciolkami - mala koteczka (teraz juz nie
                  taka mala) jest nasza sasiadka i regularnie przychodziw odwiedziny

                  z kolei przyjaciolka miala kocice i wskutek moich namowien zgodzila
                  sie przyjac psa ze schroniska
                  obraza byla straszliwa
                  pies byl traktowany przez kocice jak wrog, bylo prychanie, walenie
                  po nosie, niewpuszczanie do kuchni
                  minelo po ok 2 tygodniach, teraz sie uwielbiaja, razem spia, bawia
                  sie itd.

                  mysle ze kazdy potrzebuje czasu
                  Twoja kocica tak samo, a z dnia na dzien bedzie lepiej i przyjazniej

                  niesamowicie sie ciesze ze ta historia tak pozytywnie sie toczy smile)
                  bardzo serdecznie cie pozdrawiam
                • biljana Re: Bury pojechał do domku 16.08.07, 22:36
                  kolczatko bedzie dobrze.
                  mowie ci to ja - Ofiara Najstraszniejszego Dokocenia Jakie Istniejesmile
                  Jak dokociłam sie Majka - Gucio tak szlał, ze w koncu zachorowal z tego calego
                  stresu. ale wszystko bylo minęlo i teraz - mimo, ze nie sa w stosunku do siebie
                  jakos szczegolnie wylewne- mysle, ze ciezko im by bylo bez siebie. Jak jedno
                  idzie do weterynarza, to drugie umiera z niepokoju. Jak jedno jest chore, to
                  drugie tez nie je. Piora sie niemilosiernie poza tym, ale krew sie nie lejesmile
                  Jedyna rzecz jaka robie w przykladnej zgodzie i zgranym zespole - jest polowanie
                  na muchysmile
                  Daj im czas.
                  • misia007 Re: Bury pojechał do domku 17.08.07, 15:41
                    W przeciwieństwie do Bijany mam dobre doswiadczenia w dokacaniu.Ostatnie bylo
                    najtrudniesze.Spora juz, anorektyczna kotka bojaca sie kotow naprzeciw mojej
                    zgranej trójki.I prosze po tygodniu zachowywali sie jak rodzina.Będzie dobrze,
                    tylko spokojnie, koty sie dogadają.
    • m_orsetti Życie w nowym domku- foty 21.08.07, 20:45
      bizu4u.pl/koty/bury/bandziorek1.jpg
      bizu4u.pl/koty/bury/bandziorek2.jpg
      bizu4u.pl/koty/bury/bandziorek3.jpg
      bizu4u.pl/koty/bury/bandziorek4.jpg
      bizu4u.pl/koty/bury/bandziorek5.jpg
      bizu4u.pl/koty/bury/bandziorek6.jpg
      Tak to się kot zaaklimatyzowałsmile- a Asia mówi, że nie da się nie kochać.

      A tutaj Malwinka- na której samotną planetę przyleciał ten bury ufoludek:

      bizu4u.pl/koty/bury/malwinka.jpg
      Powoli koty się zapoznają- ale mam nadzieję, że proces "zapoznawczy" przedstawi
      tu Asia- główny reżysersmile.

      Pozdrawiam
      Monika
          • m_orsetti Bardzo się cieszę 22.08.07, 12:38
            Rozmawiam z Asią codziennie przez telefon- i na bieżąco mam relacjęsmile. Liczę, że
            może napisze coś tutajsmile

            Jestem bardzo szczęśliwa, że Kot trafił do tak pięknego Człowieka- i nie mam
            żadnej wątpliwości, że wreszcie będzie szczęśliwym kotem- a jego przywiązanie
            będzie należycie wynagradzane.

            Monika
            • kolczatka Re: Bardzo się cieszę 24.08.07, 20:42
              Kot odsypia wrażenia w postaci kastracji, więc ja mam kilka chwil by wreszcie
              zdać spokojnie relację z ostatnich wydarzeń.
              Na początku w domu oczywiście było fuczenie, syczenie, wzajemne wyzywanie i cały
              repertuar oburzonych kocich protestów.
              Stopniowo jednak dystans się skracał i na obecnym etapie razem jemy śniadanie,
              znaczy ja, Malwinka i Bandzior. Tolerują też swoją obecność w tym samym pokoju.
              Dopiero teraz jednak wychodzą w Bandziorze traumy. Zaczął mnie gryźć przy
              zdejmowaniu z kolan, a za skarcenie za takie zachowanie, podskoczył z podłogi na
              łapkach jak na sprężynie i mnie dziabnął ponownie.
              Mimo takich nieporozumień kocio-ludzkich, to kot przeważnie przychodzi w nocy
              się przytulić i zawsze jest czujny, czeka aż się obudzę. Fajne kocisko.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka