Dodaj do ulubionych

niespodziewane dokocenie -3majcie kciuki

26.08.07, 16:20
Parę miesięcy temu 'napaliłam' się na kotka jednej z forumowiczek, jednak
napotkawszy zdecydowany opór ojca musiałam z niego zrezygnować.
No i dziś los jednak zesłał mi małą kotkę, która jak na razie nie spotkała się
z negatywną reakcją w/w (choć może jak wróci ze spaceru to zacznie mi truć nad
głową). Więc tu pierwsza prośba o 3manie kciuków, żeby jednak się z tym pogodził.
Akcja ratunkowa przebiegła sprawnie, kotka nakarmiona i napojona śpi od kilku
godzin. Jutro jedziemy do weta.
Koteczka jest bardzo odważna, od razu zaczęła się bawić i zwiedzać całe
mieszkanie, jednak musieliśmy ją odizolować w jednym pokoju ze względu na
drugą kotkę.
I tego się najbardziej boję - liczę na wasze kciuki po raz drugismile Moja kotka
jest już u nas 3 lata i jest pewnie z 4 razy większa od małej, ale się boi,
panicznie!!! Ona jest bardzo strachliwa - nie daje się pogłaskać moim
rodzicom (mimo, że mieszkamy wszyscy razem od początku i rodzice nigdy
przenigdy nie zrobili jej najmniejszej krzywdy), na najmniejszy podejrzany
szelest na klatce chowa się do wersalki. Generalnie jest bardzo bardzo
płochliwa i nerwowa. No i teraz mała baraszkuje po pokoju jakby nigdy nic albo
śpi z brzuchem wywalonym do góry (starsza swój brzuszek w czasie spania
wystawiła dopiero po kilku miesiącach), a starsza siedzi w wersalce, jak
wychyli łepek to na krótkich nóżkach przebiega do kącika. O jedzeniu, piciu
czy korzystaniu z kuwety nie ma mowy.
Boję się, żeby się nie rozchorowała z nerwów - na samym początku jej się to
zdarzyło. Więc tu prośba o trzymanie kciuków po raz trzeci smile
Obserwuj wątek
        • mist3 Re: niespodziewane dokocenie -3majcie kciuki 26.08.07, 20:16
          wieści z frontu - tata na razie nie jest przeciw, ale zobaczymy co dalej.
          Misia (tak ma na imię młoda) absolutnie niczego się nie boi, wszędzie wchodzi,
          szaleje, do wszystkich się przytula.
          Natomiast Kicia (ta starsza) to obraz nędzy i rozpaczy. Serce mi się kraje jak
          na to patrzę. Chodzi na krótkich nóżkach, nie je, nie siusia, stara się znaleźć
          miejsce, gdzie mały potwór jej nie znajdzie - a niestety małe są na to szanse.
          Naprawdę się o nią boję, żeby się nie rozchorowała ze stresu sadsad
            • mist3 przeżylismy pierwszą noc 27.08.07, 10:36
              Po pierwszej nocy mój ojciec zaczyna przebąkiwać, żeby jednak małej znaleźć nowy
              dom sadsadsad No ale na razie jeszcze odpieram te argumenty, zobaczymy jak długo.
              Mała jest naprawdę zadomowiona - niczego się nie boi, wszędzie wlezie, nawet
              tam, gdzie duża nadal boi się wejść (po 3 latach!!!).
              Pięknie je i korzysta z kuwetki, super się bawi, a jak się zmęczy - zasypia w
              tym miejscu, w którym poczuła chęć na drzemkę.
              Noc praktycznie nieprzespana.

              Kicia duża zjadła potajemnie 2 malutkie kawałki mięska, nie pije, nie sika i nie
              robi kupki - co mnie bardzo martwi sadsad
              Całą noc spędziła za łóżkiem, jak tylko pościel została schowana i wersalka
              złożona - weszła do wersalki.
              Miały moment konfrontacji i wtedy mała zaczęła warczeć, syczeć i gotować się do
              ataku, a duża zaczęła się cofać, miauczeć żałośnie (jak na wizycie u weta) -
              ewidentnie jest przestraszona.
      • mist3 Re: niespodziewane dokocenie -3majcie kciuki 27.08.07, 17:03
        problem w tym, że układ mieszkania nie pozwala na zamknięcie żadnego z
        pomieszczeń. chyba żeby małego zamknąć w łazience (bo okazało się dziś że to
        kocurek), ale tego nie zrobię. Inne drzwi są przesuwane i kotek dziś w nocy
        udowodnił, że daje sobie z nimi radę. Kuwety mają 2 i kocurek korzysta ze swojej
        (bo Kicia nie korzysta z żadnej...), ale jedzenia nie da się przed nim
        odizolować, ponieważ on wejdzie wszędzie wink
        Kotek został odpchlony i odrobaczony, ale chyba jednak trzeba mu będzie poszukać
        nowego domku. Kicia dostała gorączki i jest odwodniona - dostała kroplówkę -
        wetka mówi, że ze stresu sadsad Na nieszczęście znajoma, która mi pomagała (a
        raczej, której ja pomagałam) w ratowaniu kocich bid jest obecnie na wakacjach, a
        sprawa może okazać się na cito sadsad Kotek jest słodki, no ale jednak rezydentka
        jest ważniejsza.
        3majcie kciuki coraz mocniej, żeby albo kotki się dotarły (i moja Kicia nie
        wykorkowała przy tym sad ) albo żeby znalazł się domek.
        Jakbyś alokazja12 chciała kotka, to jestem w stanie go zawieźć nawet na koniec
        świata, choć wiem, że chociażby na tym forum jest wiele kotów w jeszcze gorszej
        sytuacji sadsad
        Cholera jasna - a tak chciałabym mieć przynajmniej 2 koty.
        • mist3 Re: niespodziewane dokocenie -3majcie kciuki 27.08.07, 20:29
          Pani wet powiedziała, że lepiej dać krople uspokajające kocurkowi, ale to może
          nie wystarczyć.
          Oszczędziłam wam skandalicznego wystąpienia kotka u weterynarza. Musiałam
          jeździć na 2 razy do weta - raz z jedną, raz z drugą.
          po prostu horror jak na razie.

          aha - wpadłam na pomysł i włożyłam kotce do kryjówki kuwetkę. przynajmniej
          zrobiła siusiu i kupkę, ale z jedzeniem i piciem nadal krucho sad
          trzymajcie kciuki nadal smile i dziękuję za dotychczasowe wsparcie kiss
              • mist3 Re: niespodziewane dokocenie -3majcie kciuki 28.08.07, 11:42
                No właśnie - mam nadzieję, że to jakoś przetrzymamy. Choć tata ma coraz głupsze
                pomysły (nie będę nawet pisać, żeby was nie denerwować) - 3majcie więc kciuki za
                to, żebym nie powiedziała mu czegoś w nerwach i w efekcie nie wylądowała pod
                mostem z 2. kotami.
                Dziś jeden pan z kociej fundacji polecił mi zaaplikować walerianę obu kotom.
                Myślicie że to dobry pomysł?
                Kotka wczoraj zjadła odrobinkę, dziś nic - no ale może w nocy coś zje.
                Porusza się na krótkich nóżkach od jednej kryjówki do drugiej, więc nawet nie ma
                mowy o socjalizowaniu kotów, bo po prostu nie mają ze sobą kontaktu.
                Wczoraj wieczorem zrobiłyśmy z siostrą mały eksperyment - siostra 3mała kocurka
                i pokazała go kotce, ja głaskałam kotkę (trzymanie jej w takim stanie naraziłoby
                mnie na rany cięte) - obydwa zaczęły syczeć i maluch jakby się przestraszył.
                Więc teraz mam 2 wystraszone koty - ale to mnie trochę cieszy, że maluch sam z
                siebie przynajmniej nie pakuje jej się do kryjówek i może jednak nie dostanie
                tego rozstroju nerwowego...
                Trzymajcie kciuki dalej, proszę kiss
                  • misia007 Re: niespodziewane dokocenie -3majcie kciuki 28.08.07, 11:53
                    Mist waleriana dobry pomysl, Suminska zalecala ale tylko kropelke zeby ci domu
                    nie rozniosły.A wiesz tak sobie mysle,ze mały tez zestresowany i taka
                    bunczucznościa chce to pokryc.Tacie waleriany tez możesz podać w
                    herbatce.trzymaj sie,gorzej byc nie moze, tylko lepiej
                      • mist3 Re: niespodziewane dokocenie -3majcie kciuki 28.08.07, 14:58
                        powiem wam, że ja też jestem bliska załamania nerwowego - najwyżej będziemy się
                        leczyć obydwie.
                        Okazało się, że kocurek, który zje wszystko (przeciwnie do mojej rozpieszczonej
                        pannicy), niestety nie lubi waleriany.
                        Natomiast kicia od rana siedzi w wersalce, w związku z czym nie ma jej jak tej
                        waleriany podać.
                        Płakać mi się chce, atmosfera w domu nieciekawa.
                        Tylko maluch zachowuje szampański humor - zje i wypije wszystko (oprócz
                        waleriany...), zabawi się byle czym, wlezie wszędzie. No i jest cudowny pod tym
                        względem - załatwia się cały czas do kuwety, która stoi w kuchni (Kicia musi
                        mieć kuwetę w pokoju, a obecnie - wstawianą do kryjówki). Dobrze, że chociaż on
                        się dobrze bawi - o szczęśliwe lata szczenięce...
                      • nastja Re: niespodziewane dokocenie -3majcie kciuki 28.08.07, 15:05
                        i jak tam? po waleriance już?
                        A tak na poważnie - musisz przede wszstkim pokazać kici, że nie jest
                        zagrożona, że to ona jest rezydentką i przywódcą - dopieszczaj jak
                        możesz, kontakty kici z maluchem ogranicz do minimum jeśli nie da
                        się odizolować. mów do niej, jeśli nie da się głaskać... a jeśli
                        misiek to taki diabeł wcielony jak mój janosik - a wszystko na to
                        wskazuje - to w końcu powinien kupić serce swojej starszej
                        koleżanki. U mnie dokacanie na dobrą sprawę trwało rok, do
                        pierwszego dłuższego wyjazdu, kiedy kicie zostały same z dochodząca
                        sąsiadką na cztery dni, po przyjeździe zauważyliśmy że się ze soba
                        baaardzo zżyły.
                        Trzymam kciukii czekam na wieści
                        pozdrawiam
                        justa
                        • mist3 Re: niespodziewane dokocenie -3majcie kciuki 28.08.07, 15:24
                          zamówiłam te feromony, bo co innego mi pozostaje smile zrobię wszystko, żeby kotek
                          jednak u nas został.
                          Kicię głaskam na ile się da, bo w nocy leży za moim łóżkiem - wersalka jest
                          rozłożona więc w niej się siedzieć nie da. W związku z tym wczoraj do 12tej
                          leżałam z ręką wyciągniętą i ją głaskałam, gadam też do niej siedzącej w łóżku.
                          Mam dla małego ewentualny domek - na wsi u wujka. Z tym, że tam już jest jeden
                          kocur na razie niekastrowany (wujek się nie zgadza, muszę więc opracować plan
                          jak go potajemnie wykraść), poza tym tam na takie luksusy jak spanie na łóżku
                          czy zabawy z właścicielem nie ma co liczyć. Z drugiej strony dziś kotek spędził
                          pewien czas miaucząc przy moskitierze na balkonie - no ale u nas w okolicy
                          wypuszczanie kota (i to tak beztroskiego jak on) jest równoznaczne z jego
                          śmiercią, więc na pewno możliwość wychodzenia na zewnątrz w spokojnej okolicy
                          byłaby dla niego jakimś plusem. No ale jak trzeba będzie to pójdzie tam, chyba
                          że znajdę dla niego coś lepszego.
                          Dziś koty były same przez jakiś czas, ale jak na razie nie pomogło.
                          Będę na pewno zdawać relacje, bo mam przynajmniej miejsce, gdzie się mogę wygadać.
                              • juven74 Re: niespodziewane dokocenie -3majcie kciuki 28.08.07, 20:14
                                Ciężka sprawa. W zasadzie nie wiadomo już co doradzić.
                                U nas każdy kontakt Starych Rezydentów z Nową Hołotą kończył się mizianiem
                                staruszków i podawaniem im smacznych kąsków. Wszystko po to aby kontakt z nowym
                                kotem dobrze im się kojarzył. No nie jest cudownie ale się tolerują.Ale na
                                początku to była masakra - Rysiek po 7 latach bycia jedynakiem przypłacił
                                pierwszy kontakt z Maksem nagłą sraczką.
                                Mam nadzieję, że będzie dobrze. Najgorzej jest przy pierwszym dokacaniu, potem
                                jakoś już leci...
                                Pozdrawiam i trzymam kciuki
                                • mist3 bez happy endu :( 29.08.07, 13:50
                                  Niestety kotka trzeba było oddać. Duża dostała takiej nerwicy że nie załatwiała
                                  się, nie jadła i nie piła 2 dni. Lekarka stwierdziła, że to niestety może się
                                  dla niej skończyć tragicznie sad
                                  Kotek wyjechał więc do nowego domku na wsi. Byłam tam z nim parę godzin - od
                                  razu się zadomowił, z rezydentem obwąchali się i każdy poszedł w swoją stronę.
                                  Ma tam duży ogród, z dala od ulicy, dużo pól i przestrzeni.
                                  Strasznie mi przykro i tak sad Płaczę i tęsknię za nim już w tym momencie. Tam
                                  będzie miał dobrze bo i tak wczoraj wyrywał się ku wolności. Mamy moskitiery ale
                                  drzwi balkonowe można przy dość dużym wysiłku sobie uchylić - i on to właśnie
                                  zrobił i wyszedł sobie na balkon - mieszkamy na parterze, zresztą i tak go
                                  wzięłam zaraz. No ale było przez chwilę ciężko.
                                  Dziś pobrykał sobie na świeżym powietrzu, ale duży minus jest taki, że mój wujek
                                  lubi koty ale nie należy do osób, które wpuszczają zwierzę do łóżka czy je
                                  pieści i głaska. W związku z tym na głaski może liczyć tylko od nas, jak go
                                  odwiedzimy.
                                  Wiem już że z moją kicią nie ma co liczyć na dokocenie - chyba, że jeszcze
                                  większą łajzą niż ona (ale takiej chyba nie znajdziemy). Ona co prawda zjadła i
                                  wypiła coś w czasie naszej nieobecności, ale nadal się nie załatwia.
                                  Ale ten maluszek taki słodki, naprawdę żałuję sadsadsad
                                  • wrexham Re: bez happy endu :( 29.08.07, 14:44
                                    przepraszam, ze z innej beczki, ale tym razem ja pospiesze z rada, zeby
                                    dopilnowac kastracji kocia; na wsi pewnie fajniej mu bedzie bez jajek;
                                    i nie martw sie, bedzie dobrze;
                                    pozdrawiam wrex.
                                    • mist3 Re: bez happy endu :( 29.08.07, 15:08
                                      Wiem, wiem kastracja jest koniecznością.
                                      Cały czas myślę, że można jeszcze było poczekać, że może on przyzwyczaiłby się
                                      do zamknięcia a ona do niego.
                                      I cały czas mam przed oczami jego słodkie zielone oczka i to jak się przytulał
                                      jak już mieliśmy odjeżdżać. Wiem, że mogę tam w każdej chwili pojechać, ale sama
                                      nie wiem co lepsze - czy odwiedzać go często czy też lepiej pozwolić mu zapomnieć.
                                      Nie zrozumcie mnie źle - nie chodzi mi o współczucie tylko po prostu muszę się
                                      gdzieś wygadać. Bloga nie prowadzę, a moi rodzice i znajomi uważają mnie za
                                      kocią wariatkę i moje żale są im niepotrzebne.
                                      Dzięki za słowa otuchy i proszę - 3majcie kciuki za to maleństwo, żeby nie
                                      wyruszyło w dalszą podróż w nieznane tylko żeby zadomowiło się tam, gdzie jest.
                                      • wrexham Re: bez happy endu :( 30.08.07, 10:46
                                        kciuki to macie oboje zagwarantowane bez proszenia, bez dwoch zdan smile
                                        a co do tesknoty, to nie wiem, moze nie doceniam kotow, ale nie sadze, zeby
                                        tesknil bardziej niz ty do niego smile
                                        lata sobie po ogrodku i czuje sie swietnie; mysle, ze mozesz go odwiedzac czesto
                                        bez szkody dla jego pozniejszego samopoczucia;
                                        trzymaj sie i wyglaszcz kicie ode mnie - mam nadzieje, ze z nia wszytko juz w
                                        porzadku?
                                        wrex.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka