weekenda
26.10.07, 22:42
Od niedawna mieszkam na nowym, zamkniętym osiedlu. Juz jakiś czas
temu zawarłam bliską znajomość z dumną czarną dachóweczką, którą
często spotykam samotnie spacerującą po dziedzińcu. Juz mnie
polubiła, zawsze ją głaszczę na powitanie i lubi ze mną rozmawiać.
Wracam dzisiaj po pracy, widzę siedzi na ławce. No to mówię: hej
śliczna dzień dobry! Szybciutko podbiegła do mnie, otarła się i z
małknięciem poszła w stronę swojej klatki schodowej. Po drodze
odwróciła sie i patrzy na mnie. No to idę. Dochodząc do drzwi
klatki, zaczęła głośno miałczeć. I słyszę z kanciapy ochrony: "o!
Czarna wraca. Pójdziesz?". Coraz bardziej zdziwiona patrzę co się
wyrabia... Ochroniarz wyszedł, Czarna się ucieszyła, ten otworzył
drzwi, Czarna podbiegła do windy. Ochoniarz ściągnął windę, drzwi
się otworzyły, Czarna weszła, ochroniarz wcisnął odpowiednie piętro
i jak drzwi sie zamykały to jeszcze widziałam jak Czarna sobie
usiadła.
Jej slużba mieszkaniowa, codziennie wpuszcza ją do windy i Czarna
zjeżdża na dół będąc obsługiwaną przez jej służbę parterową...
Powrót do domu widziałam na własne oczy...
jak ja kocham kocie!