moyra_p
15.03.08, 22:21
Witajcie Drogie Kociary i Kociarze, nie wiem czy mnie jeszcze
pamiętacie bo niestety mam stały niedoczas i jeśli Was poczytuję to
już bankowo nie mam jak napisać. Dziś skardłam trochę czasu bo chcę
koniecznie o czymś Wam powiedzieć.
Otóż mój Czarek i moja Tosia zajadają od "zawsze" RC dla
kastrowanych a oprócz tego dostawali po łyżeczce od herbaty animondę
w tackach 2x dzienie. Pewnego dnia oboje zbojkotowali animondę i
domagając się innej mokrej karmy zaczęli dostawać (niemieckiego)
felixa z tacki. Wiem, że to byle co ale co miałam robić...nie jedli
tego przecież dużó...zaledwie dziennie po 2 łyżeczki od herbaty.
Niby nie miało to wówczas ze sobą związku ale jak się potem okazało
związek był ogromny: otóż po kilka razy dziennie iskali sobie łapki,
jakg by gryząc uciekające pchły...a raz po brzuszki, raz na boczku,
raz pod bródką.... Permanentnie podawałam im Pro Meris na pchły ,
uskarżając się ze nawet ten lek nie działa, i jednocześnie zachodząc
w głowę skąd u domowców pchły oraz jak ja to widzę, że ja ich nie
widzę a one rzekomo są.
Nagle Czarek zaczął w zastraszającym tempie łysieć na uszku, a
ponieważ jego uszyska są czekoladowe więc "gołe" plamy od razu dały
się zauważyć.
Zaniepokoiło mnie to ale postanowiłam obserwować. W trakcie moich
obserwacji nagle Czarek pewnego dnia odówił Felixa, zjadał go od
czasu do czasu , tzn jakieś 2-3 łyżeczki od herbaty tygodniowo.
W tym samym czasie Tosia przeszła pomyślnie zabieg kastracji i po
zabiegu jak to często się zdarza dostała wilczego apetytu, zajadała
wszystko i w każdych ilościach.
Jej mądra pańcia( czyli ja) serwowała jej oprócz mięska, Rc tegoż
właśnie felixa w nieograniczonych ilościach, tzn. chciała to miała.
Po kilku tygodniach takiej "diety" koteczka nagle wyłysiała
plackowato na główce, zaczęła iskać non stop łapeczki, gryźć rzekome
pchły ( akurat te objawy były bez ran w miejscach wyłysień).
Szkoda, że tak późno ale wreszcie zakumałam, że to potworna alergia
na felixa ( i nie wiadomo czy na niego jako takiego czy raczej na
zawartą w nim chemię).
Jednym ruchem odstawiłam kotom wszelakiego rodzaju mokre jedzenie,
karmią się tylko Rc oraz gotowanym indykiem( bo hypoalergiczny) i
gotowaną wołowiną.
U Czarka uszko pięknie już lśni i porasta czekoladowymi włoskami a
biedna Tosia jeszcze jak z dziurą w głowie...ale po tygodniu bez
puszek nie iska sobie już łapek.
A w między czasie dowiedziałam sie, że znajomy wet ratował 2 koty po
felixie ( tutaj akurat ostra niestrawnośc i wyniszczające biegunki).
Wniosek mam taki...te cholerne puszki, tacki i saszetki trują...tyle
że podawane w bardzo małych ilościach dają mylące i zbijające z
tropu objawy. Trochę zwiększona podaż dopiero pokazuje jak bardzo są
one zabójcze!
Piszę ku przetrodze by bacznie obserwować futrzaki....niezależnie co
jedzą czy felixa czy animondę czy jeszcze inne "g"