wrexham
11.05.08, 18:49
nie bylam pewna czy o tym pisac, ale wspieralyscie mnie, kiedy rysio
zachorowal, a potem kiedy umieral, powinnam chyba zatem teraz podzielic sie z
wami ta nowina;
11. lutego obudzil mnie telefon i okazalo sie, ze juz nie mam kota; to bylo
jak wpasc w otchlan; pomysly, zeby cofnac czas i zrobic cos inaczej, zeby
rysia uratowac, wydawaly sie mniej absurdalne od tej wiadomosci;
do konca jeszcze z tego nie wyszlam; 3 miesiace to za malo, zeby pogodzic sie
z taka strata; niektorzy nie godza sie nigdy;
budzac sie w nocy i schodzac z lozka widzialam rysia lezacego w nogach i
staralam sie go nie wystraszyc; kazde stukniecie bylo rysiem zeskakujacym z
naroznika w kuchni, kazdy miziajacy nos wlosek - sierscia rysia;
jednak wczoraj polozylam sie spac i wstalam 11. maja z kotem na parapecie;
chcialam wam tylko napisac, ze to naprawde wspaniale uczucie, nie musiec juz
mijac wzrokiem w sklepie polki z kocimi pasztecikami;
znowu mam kupe burej siersci na ubraniach i w talerzu, na chodniku w
przedpokoju zwirek, a jak cos wypadnie mi z kosza na bielizne to wpada znowu
prosto do kociej kuwety;
pozwolcie, ze przedstawie wam murke;
ma 3 latka i przyjechala do mnie wczoraj poznym wieczorem z tychow;
mam nadzieje, ze zostanie z nami na dlugo;