the_dzidka
29.05.08, 21:57
Mój Lucek ma sto rozmaitych zdrobnień pochodzących od jego imienia.
Ale słowem-kluczem jest "Cicik". Kiedy cicho wołam: "Cicik!",
koniecznie z akcentem na "k" (a tak, da się!), kotąg przylatuje od
razu, bo wie, że mam dla niego coś interesującego. Na przykład
świeżo napełnioną miseczkę

I stąd się wzięło, że w momentach największego, najkochańszego
rozczulenia mówię do niego zawsze tak:
- Ciciczek, malutki, kochany mój...
A on wtedy czule mruczy

))
A jak to jest u Was? Nie wstydźcie się ujawnić