estorilla
18.06.08, 21:02
na podworku hotelu w ktorym pracuje zyla sobie spokojnie podkarmiana
przez wszystkich gosci kocia mama z 2 mlodych. ochrzcilam ich
wszystkich-mama jest duuuuuuuuuuza wiec zostala gruba berta, corcia
uwielbia poledwice wiec jest poldzia a synek na czesc pewnego kota
zostal LuckiemII. i tak sobie do dzis zyli wesolo. do dzis...
lucek ii uwielbial siedziec na kole firmowego auta. jeden z
pracownikow ruszyl i nie zauwazyl malucha. zmiazdzylo mu kark... na
moich oczach. stalam jak wbita w ziemie i widzialam jak to male
cialko targane jest konwulsjami miota sie po ziemi...

cierpial
tak w moim mniemamniu w nieskonczonosc, a pewnie to bylo mgnienie
oka

i po LuckuII




ryczalam jak bobr w lazience a wszyscy
patrzyli na mnie jak na debilke... ale wy wiecie co czulam


nie mam swojego kotka, a LucII to byl moj ulubieniec. czesto jak
siedzialam na nocce to przylazil mi pod szybe, opieral ie lapkami i
tak sobie razem siedzielismy. jeszcze pil mleczko od mamy...



