kotapsota
22.06.08, 08:42
Mieszkam z dwoma kotami-są to Misia i Misiek [brak pokrewieństwa,
ale mniej więcej w tym samym wieku-2,5roku, wykastrowane].
Umówiłyśmy się z moją siostrą, że przywiezie swojego małego kocurka
Felka wyratowanego od śmierci w piwnicy w bloku [nie ma roku,
niekastrowany] i zobaczymy, jak koty zareagują na siebie.
Kiedyś była u mnie przez rok trzyletnia Kicia i dokocenie było
bardzo trudne.
Felek przyjechał, najpierw bał się wyjść z transporterka, ale
powoli, powoli zaczął zwiedzać kąty. Misia na razie była gdzieś na
dworze, a Misiek spał na górze, nieświadom-co się wyprawia na dole.
Wreszcie się zobaczyły-Felek od razu wskoczył na ladę wystraszony, a
Misiek zatrzymał się patrząc nieruchomo na niego. No i się zaczęło…
Stanęły naprzeciwko siebie ogonami nastroszonymi i grubymi i takich
dźwięków, jak zaczęły wydawać, to nie słyszałam nigdy. Felek prężył
się i „robił miny”, wydawał dźwięki, Misiek schował się pod kominek
skulony i zaczął też płakać wyższym głosem. Prawdę mówiąc-to było
okropne. Felek potem zaznaczył swoją obecność lejąc na szafę. Misiek
zwiał na balkon. Po pewnym czasie pojawiła się Misia. Zobaczyła
nowego kota i czmychnęła pod moje łóżko, Felek za nią, a my z
siostrą za nimi. Szwagier został na dole, bo miał już chyba dosyć.
Misia siedziała pod łóżkiem, Felek krążył dokoła niej i wydawał te
swoje dźwięki i starał się przybliżyć do kotki. Ale ona nie dała
sobie w kaszę dmuchać-waliła łapką z pazurkami. Jak tylko Felek był
bliżej, złapałam go i wsadziłyśmy do transporterka. Walił okropnie
po ściankach, raz zwiał, był bardzo pobudzony. Zwiał, zobaczył
siebie w lustrze i od razu się naprężył, ogon puszysty…
Został ponownie złapany i wsadzony do transporterka.
Misiek bidulek wystraszony.. Misia tez niespokojna. I wizyta się
skończyła.
Moje koty jeszcze ostrożnie szukały, wąchały kąty, Aż wreszcie
spokojnie pospały się na balkonie. Ja z nerwów zeżarłam kilo
cukierków. Ale teraz już wiemy, że nie da rady , aby odwiedzać się
nawzajem.
Leżąc już i głaszcząc Misia, doszłam do wniosku, że właściciel i
koty tworzą taką „symbiozę”, rozumieją się prawie bez słowa i
pojawienie się Nowego Kota zaburza ten spokój-nawet jeżeli
rezydencja nie jest tak zżyta ze sobą. I chyba na tym polega ta
kocia miłość, z której nie zdajemy sobie czasem sprawy. One czują
się bezpiecznie z nami, wiedzą, jak nas rozśmieszyć, jak wkurzyc[?],
pocieszyć… Czasem myślę, jak to jest, gdy ktoś z Was ma np. cztery
czy siedem Kotów-jak to wtedy wygląda-jak dochodzą do Was. Widocznie
moje puchatki już takie są-nie chcą nikogo Nowego.
Pozdrawiam
Miśki i ja