minerwamcg
20.08.08, 18:28
Byliśmy na długi weekend u teściów. Jak wiecie, mają na letnisku
własne dwa koty, Hermiaunę i Felusia, oraz dwa nasze, czyli
Huncwoty. Razem cztery... Jakby tego było mało, do kocińca
przyłaczył się samorzutnie kot sąsiadów, wiekowy pręgus imieniem
Koleś. Sąsiedzi jak to czasem na wsi bywa, żywiną przejmują się o
tyle o ile. Z krową do weta by poszli, z kotem gorzej - więc
teściowa Kolesia odchuchała, odrobaczyła, odświerzbiła, i zrobił
się, proszę ja kogo, nie ten sam kot!
Zadomowił się w kuchni, zadsiadł najlepsze krzesło - teść je obiad
cupiąc na taboreciku, byle nie ruszać kota

Koleś na domowe koty
syczy i prycha - jest w tym towarzystwie jedynym "kompletnym"
kocurem i nie pozwoli, żeby mu jakieś obezjajce rządziły, choćby i
na własnym podwórku

Dopiero teraz widać, jak niezbędne było
wysterylizowanie Hermiauny...
W każdym razie w domu i ogrodzie psoci pięć kotów i pies, w porywach
dwa. Już od jakiegoś czasu do domu Warszawianki (tak miejscowi
nazywają moją teściową) ściąga wszelkie kotopsiejstwo z okolicy.
Żeby odpocząć, odżywić się, spędzić czas w miłej amosferze
Sanatorium pod Ogonkiem, jak pragnę podskoczyć...