v2t
09.11.08, 01:07
Ano właśnie...
Maciej przechodzi/przeszedł mocznicę. Jakimś cudem na razie jest wyraźna
poprawa morfologii, ale... Kot ma poważne problemy z jedzeniem. Nie dość, że
jest ogólnie słaby (mocno schudł przez dwa tygodnie i teraz muszę go odpaść),
to jeszcze podejrzewamy z lekarzem wylew (paraliż?). Kot z każdą chwilą jest
jakby coraz żywszy. Potrafi po kilku kółkach wokół własnej osi dojść sam do
miski. Widzę, że chce jeść i ma apetyt, ale trudno jest mu połykać jedzenie.
Ogólnie rzecz ujmując samodzielne jedzenie u Maćka polega na dwóch - trzech
"lizach" mokrej karmy i na tym koniec. Szybko się męczy/zniechęca(?) - sama
nie wiem, jak to nazwać. Kota trza karmić - ale jak? Karmienie mokrą karmą
(sucha na razie chyba nie wchodzi w grę, bo kot posiada aż dwa ząbki)
sprowadza się do podtykania pod pyszczek palca utytłanego w tejże i czekania
na okazję umieszczenia zawartości w środku. Tylko, że cwana gapa często
oszukuje (albo i nie) i jedzenie przechowuje w pyszczku, po czym po paru
chwilach wypluwa.
Macie jakieś pomysły, jak pomóc kotu jeść? Rozwadniać mokrą karmę i podawać
strzykawką? A może robić papkę z suchej zmieszanej z wodą? Tylko czy to nie
zubożeje karmy? Maciek może jeść tylko i wyłącznie karmę dla nerkowców. Smaki
cudem dopasowałam już do jego gustu i wiem, co mu raczej pasuje. Tylko jak ta
karma ma trafić do jego żołądka?
Pomóżcie, bo mi kot z głodu padnie a nie przez niedziałające nerki...