Pamietacie historie Milusia rudy kot uratowany od

09.01.09, 11:23
ćpunów , wypadł z okna, niestety własnie teraz umiera!!!!!!, poszedł
do weta na eutanazje..
W sumie to miał i szczęście i nieszczęcie..
OKazało sie , ze ma fipa, choroba u kotów nieuleczalna jak wam
wiadomo.
Przezył cudowne dwa lata, sterylke , poznał i bawił się z Tiną
trikolorką, mieszkał w ciepłym i kochającym domu ten rudy na zdjeciu
na zenfolio na moich rękach to Miluś!!
spij w spokoju .............tak mi go szkodabuuuuuuuuuuuuu
    • babka71 Re: Pamietacie historie Milusia rudy kot uratowan 09.01.09, 11:33
      wojtekp.zenfolio.com/..other cats
      • babka71 Re: Pamietacie historie Milusia rudy kot uratowan 09.01.09, 11:34
        wojtekp.zenfolio.com/
        • anmanika Re: Pamietacie historie Milusia rudy kot uratowan 09.01.09, 11:40
          O mało się nie rozpłakalam. Zobaczyłam rudą mordusię mojego Ś.p Bonzusia który
          odszedł za Tęczowy most w wieku 4 lat na ostre zapalenie trzustki.
        • kotapsota Re: Pamietacie historie Milusia rudy kot uratowan 09.01.09, 11:48
          Milusiu, niech Ci będzie dobrze za Tęczowym Mostem...
          • babka71 Re: nie ma czasu na płacz ., co robicie jak trzeba 09.01.09, 12:41
            kota spalić ,żeby nie ryczeć...........
            jak to sie odbywa w klinice?
            90 zł za co?, co oni potem robią z kotami???
            • annb Re: nie ma czasu na płacz ., co robicie jak trzeb 09.01.09, 12:43
              palą z odpadami sanitarnymi
              tutaj juz byl taki watek co dalej
              ja dalej kupilam saperke
              wzielam dzien wolnego
              i pojechalam do lasu
              z szacunku dla malego cialka
              ktore przegralo z FIPem
              • paulina.galli Re: nie ma czasu na płacz ., co robicie jak trzeb 09.01.09, 12:52
                Bardzo mi przykro z powodu kota :9

                Co do jego dalszych losów to ja jak usypiałam Felusia - mialam do wyboru:
                -zabranie go i zakopanie gdzies na swojej działce (nie mam takiej wiec opcja odpada)
                - kremacja (koszt 80 zł) - nie wiem jak i co nie chcialam tego wiedziec , bo i
                po co? pani Wet nawet powiedziala mi zebym wyszla z gabinetu zanim wsadzi zwłoki
                do worka (bo to najgorszy ponoć moment dla własciciela - lepiej pamietac kotka a
                nie worek ze zwłokami)
                - cmentarz dla zwierzat (koszt dosyc duzy bo chyba ok 200-250 zł)

                Zdecydowałam sie na kremacje, bo uznałam ze wystarcza mi zdjecia i wspomnienia o
                kocie nie musze miec "ołtarzyka" czy jego grobowca (a i finanse tez spore -
                wolalam dac te pieniadze na pomoc zywym zwierzetom)
                Nie mysle o tym jak go skremowano, gdzie i z czym . Nie chce
                jpamietam mojego kiciusia jako zywego, wspaniałego i madrego kocurka.
                Byłam z nim do konca ale to tez wygladalo tak jakby zasnął.
                Po uśpieniu i pozegnaniu sie z kotkiem najlepiej wyjsc i nie patrzec co z robia
                ze zwłokami dalej. To moze byc duza trauma i niepotrzebna - wystarczy ta jaka
                sie ma po uspieniu zwierzaka sad
                • paulina.galli Re: nie ma czasu na płacz ., co robicie jak trzeb 09.01.09, 12:54
                  ps. gdybym miala działke to bym zakopała w ziemi - ale nie mam , nie chcialam
                  gdzies na obrzeżach lasu czy parku osiedlowym - bo nie chcialam zeby potem go
                  jakies zwierzeta rozkopały czy jacyś ludzie znalezli (pomijajac juz to ze chyba
                  taki pochówek jest nielegalny )
                  • mary4 Re: nie ma czasu na płacz ., co robicie jak trzeb 09.01.09, 15:03
                    Przykro mi bardzo...
                    płacze i tak......
                    trzymaj się
                    jestem z Tobą

                    Ja jak odszedł w pryw. biurze mojego meza pierwszy kotek (nie
                    chciałam go zostawic samego w mieszkaniu)
                    to tak rozpaczałam ze mój tata przyjechał go zabrać do ogródka,
                    byłam z mezem w takim stanie ze nie mogłam patrzeć... rozmawialiśmy
                    o naszym ulubionym miejscu w lesie ale wiem ze to by nas rozbijało
                    każdego dnia spaceru, męża wybłagałam aby nie zostawiałgo samego...
                    i to był mój bład... poprostu mąz jest słabszy odemnie i rozpacza
                    prawie do dziś... nie wolno mi Kacpina wspomianać bo lecą mu łzy...
                    mi też troche.. kolejne 2 maluchy ciężko chore uśpiłam u weta kiedy
                    płakały z bólu... kosztowało to za kazdego 60zł ze spaleniem, nie
                    chciałam ołtarzyka bo jeszcze mocniej bym cierpiała, natomiast kiedy
                    odchodził mój najwspanialszy pies po 14latach, po dzielnej i dlugiej
                    walce z chorobą to uśpiłam go i dałam spalić, nie chciałam prosić
                    rodziców o miejsce w ogródku... było to 30listopada 2008r. pózno w
                    nocy... nie bo i tak każdego dnia za nim płacze dla mnie to jest
                    strata niewyobrażalna....jeszcze się ucze świata bez niego..
                    wiecie... moze to głupie ale dziś wiem ze te moje kochane koty
                    pomogły mi podzielić ból i przygotować sie do odejscia psa... i
                    byłam w bardzo złej kondycji... ten pies był ... oh bardzo bardzo
                    dużo dla mnie znaczył...
                    kosztowało 100zł w uspienie i spalenie...
                    znowu płacze...
Pełna wersja