Smutna historia bez happy endu :(

27.02.09, 12:29
Zawsze, gdy na swojej drodze z pracy do domu widzę ogłoszenia "Zaginął kot",
dzwonię do właścicieli i pytam o różne rzeczy, które mogłyby pomóc znaleźć kota.

W ciągu ostatniego miesiąca taka sytuacja miała miejsce 2 razy.
Jeden kotek ciągle jest poszukiwany, ogłoszenia z tym drugim zniknęły.
Niestety to ja przyniosłam właścicielom złe wieści.

Cała sytuacja miała miejsce wczoraj i jeszcze nie zdobyłam się na to, żeby
opowiedzieć ją choćby mojemu mężczyznowi.

Ogłoszenia o tej kotce wisiały koło przystanku autobusowego koło mojej pracy.
Odkąd je wywieszono, zamiast iść prosto na przystanek, przełaziłam przez
osiedlowe chaszcze, śmietniki i zaglądałam do piwnic.

Wracając wczoraj z pracy znalazłam tą kotkę. Już nieżywą. Miała spalone do
mięsa futro na pleckach i połamane łapki. Leżała na parkingu, uflogana w błocie.

I tylko ten niewinny pyszczek...

Jestem prawie pewna, że ktoś się nad nią znęcał.
I przysięgam, jakbym spotkała tych skurwieli, to bym im nogi z dupy
własnoręcznie powyrywała.

Tam wczoraj, ogarnął mnie taki ból, złość, niemoc i żal, poryczałam się, jakby
to był mój własny kot.

Tragedia...
    • annb Re: Smutna historia bez happy endu :( 27.02.09, 12:38
      jak ona musiala cierpiec
      sad((((
    • foamclene Re: Smutna historia bez happy endu :( 27.02.09, 12:49
      wtakich przypadkach wyznaje zasade oko za oko
      trudno samemu wymierzyc sprawiedliwosc,
      ale szczerze wierze, ze zycie sie z bydlakami rozprawi wczeniej czy
      pozniej

      • sherman-doberman Re: Smutna historia bez happy endu :( 27.02.09, 14:30
        teoretycznie nalezaloby zglosic na policje, bo to jest w swietle prawa
        przestepstwo. Policja pewnie i tak nic nie zrobi. ale trzeba
        rozglosic. -e w okolicy jaczs zwyrodnialcz torturuja koty. Powiesic
        ogoszenie albo zrobic zdjecie tej nieszczesnej niezywej koce i z
        komentarzem wyslac na Alert, podajc adres, gdzie kotka zostala
        znalezina. Przynajmniej wlasciciele kotow w okolicy beda uprzedzeni i
        moze popilnuja kotow lepiej
    • jarka63 Re: Smutna historia bez happy endu :( 27.02.09, 12:51
      Nie mogę czytać takich wieści, bo zaraz płaczę.
      • basset2 Re: Smutna historia bez happy endu :( 27.02.09, 13:10
        strasznie to smutne...

        nie znam przyczyny zaginięcia kotki ale niestety jeśli była
        wychodząca to opiekunowie przyczynili do jej losu...
        ps
        wczoraj jadąc samochodem dosłownie przed kołami samochodu przebiegł
        kot...w obróżce
        w tym samym czasie z mną inny samochód rozpoczął wyprzedzanie nie
        wiem skąd przytomność umysłu ale dałam kierunek do skrętu w
        lewo...nie wyprzedził...kotu sie udało...farciarz co?smile
        • wladziac Re: Smutna historia bez happy endu :( 27.02.09, 13:27
          strasznie smutne i nie wiem dlaczego tak jest że dranie pozostają
          bezkarni
        • lu221 Re: Smutna historia bez happy endu :( 27.02.09, 13:38
          Obie te kotki, ta, której jeszcze szukamy i ta, która już nie żyje, były kotkami
          niewychodzącymi. Obie uciekły przez uchylone okno w dniu przerpowadzki.
          Właściciele nie dopilnowali, fakt, ale rozpaczliwie szukali.

          Mam tylko nadzieję, że ta druga kotka, ta, która wciąż się nie znalazła,
          dostanie w końcu cynk od innych kotów, że raz dziennie dostarczam karmę pod
          wskazanym adresem.
    • lu221 Re: Smutna historia bez happy endu :( 27.02.09, 13:42
      Powiem Wam, że strasznie to przeżywam.
      Widziałam już poturbowane koty, naprawdę w złym stanie.
      W ogóle dużo złego już widziałam.

      Ale czegoś takiego jeszcze nie.

      @ foamclene
      oko za oko - mam nadzieję, że dostaną za swoje. Niestety rzeczywistość bywa
      inna. Tacy ludzie żyją sobie fajnie i będąc skurczybykami, jakoś unikają złych
      wydarzeń. Może to naprawdę jest ta, że złego licho nie tknie?
      • r.kruger Re: Smutna historia bez happy endu :( 27.02.09, 14:20
        wiem jak się szuka swojego zwierzaka, trzy razy miałam akcję szukania własnego
        psa, ginął mojemu ojcu - nie wiedziałam nawet kiedy i gdzie
        ale ja i on mieliśmy szczęście

        Koledze jakiś kotek wchodził na silnik samochodu i tam sypiał, ponieważ wiedział
        o tym najpierw wyganiał lokatora. Jego żona nie wiedziała...kot z poważnymi
        obrażeniami trafił do lecznicy. Miał połamane trzy łapy, ogon, obitą szczękę,
        naderwane ucho...
        Teraz nazywa się Torino wink
    • aniesa Re: Smutna historia bez happy endu :( 27.02.09, 14:23
      o Jezu....
      poryczalam sie....
      nienawidze takich gnid! i zycze im wszystkiego co najgorsze,
      wszystkiego
    • kotbert Re: Smutna historia bez happy endu :( 27.02.09, 14:48
      Wybaczcie przekleństwa i agresję, ale tym śmieciom, którzy skrzywdzili kota
      zrobiłabym kurwa dokładnie to samo. W takich chwilach aż się chce wierzyć w piekło.
      • kromisia Re: Smutna historia bez happy endu :( 27.02.09, 15:00
        Lu, tak mi przykro, ze cos takiego zobaczylas... niestety takim
        sku******** zazwyczaj uchodzi na sucho. Ludzie sa podli. W takich
        sytuacjach ja tez powyrywalabym nogi z d*** Rece opadaja sad
      • mrumru81 Re: Smutna historia bez happy endu :( 27.02.09, 15:06
        W nie można wypuszczać kota. Pełno jest ludzkich bestii na każdym
        kroku i polu. Powtarzam to moim, życie to nie zabawka
        • kotbert Re: Smutna historia bez happy endu :( 27.02.09, 15:28
          To samo mówię moim. I pilnuję bardzo bardzo, żeby nie miały możliwości przy
          jakiejkolwiek okazji wyrwać się na zewnątrz. Lepiej mieć paranoję na tym
          punkcie, niż narazić którekolwiek z naszych futrzastych szczęść na jakiekolwiek
          przykrości.
        • scrivo Re: Smutna historia bez happy endu :( 27.02.09, 15:32
          Wiecie, ja miałam dziś w drodze do domu widok martwego gołębia. wieeem, to tylko ptak-srak ale... leżał położony jakąś litościwa ręką na schodku, z łebkiem wykrzywionym jakby spał, zmarznięty kawałek ptasiego nieszcześcia. Tyle w przyrodzie zwierząt umiera każdego dnia i takie są jej prawa. Ale gdy przykłada do tego rękę człowiek, to otwiera mi się w głowie taki wielki znak zapytania: DLACZEGO????? Co ma z dręczenia kota facet spod "budki z piwem", chłopak sąsiadow, młodzieniec jeszcze bezwąsy, może i panna jakaś...mniejsza o płeć, raczej chodzi o dom, z jakiego ta "bestia" się wzięła. Co takiego wynoszą ze swoich rodzin ci dręczyciele, a moze czego nie wynoszą? co chcą sobie powetować, jak we własnych oczach podnieśc swoją wartośc, jakiej dostarczyc przyjemnosci?
          Jestem pewna, iż ogólny poziom kultury, wiedzy i poczucia odpowiedzialnosci narodu przekłada się na jego stosunek do zwierząt. Nie jesteśmy, my, Polacy, litościwi i miłosierni dla siebie nawazajem, czyż nie? Jakze zatem mamy czuć wspólnie z braćmi mniejszymi? Jeśli karmicielki kotów i przygarniaczki futrzanego nieszczęścia spotykają się z wrogością, ostracyzmem społecznym? Jeśli sprzątający psie kupy są wyśmiewani przez sąsiadów i przechodniów? Jeśli hodowla koni na rzeź w skandalicznych warunkach jest polską normą a wrecz obyczajem uwarunkowanym historycznie?
          BYwam w Szwecji. Poza wieloma innymi aspekatami, zachywca mnie ich stosunek do domowych pupili. Opieka oraz odpowiedzialność za kocio-psie bezpieczeństwo jest częścią ogólnej kultury tego narodu.
          Ech... nie mogę już, ostatnio tak strasznie mi wstyd za rodaków...niczego nikomu nie ujmując, takze za tych po uniwersytetach, z dyplomami i tytułami, którzy zachowują się jak ten przsyłowiowy "spod budki".sad
    • gacusia1 Straszne ...i dlatego 27.02.09, 17:24
      jestem przeciwna wychodzeniu kotow. Mozecie przekonywac jakkolwiek
      ale ja swoje wiem i takie historie tylkoutrzymuja mnie w slusznym
      przekonaniu,ze jak sie ma kota to trzeba go trzymac w ciepelku
      domowym,chocby nie wiadomo jak skamlal pod balkonem. Gdy nasz kot
      umiera,bo chory czy stary to po prostu taka kolej rzeczy i nie ma to
      to wplywu.Gdy jhednak my wypuszczamy kota-sami narazamy go na
      smierc.Nie znislabym chocby wyrzutow sumienia. Straszne...
      • salimis Re: Straszne ...i dlatego 27.02.09, 18:00
        To jest największy błąd ludzi kochających koty.Wypuszczają je żeby nie
        ograniczać im wolności a nie pomyślą o tym że taki kot jest przyjażnie
        nastawiony do ludzi i do każdego podejdzie.Co innego kot dziki który jest bardzo
        ostrożny i jeśli już to da się jedynie pogłaskać karmicielom.Ale to także z
        pewną dozą nieufności.
        • verdana Re: Straszne ...i dlatego 27.02.09, 18:08
          Bez przesady. Sukinsynów należąłoby zatłuc, ale co do wychodzacych
          kotów...
          Przybłąkał się do mnie kiedyś kot, kot-wędrownik. Chadzał po
          okolicznych podwórkach. miał miski co najmniej na dwóch klatkach
          schodowych i pewnego zimowego dnia zadecydował, ze zamieszka u nas.
          Ale zatrzymac się w domu nie dał, mimo naszych chęci. Wył godzinami
          pod drzwiami, nie chciał jeść, był okropnie nieszczęśliwy.
          Zaczęlismy go wypuszczać. Przezył u nas szczęśliwie 12 lat. Potem ,
          niestety, ku rozpaczy wszystkich zaginął.
          Był bardzo szczęśliwym kotem. Lepszy szczęśliwy krótko zyjacy kot,
          niż nieszczęśliwy więzień. A czasem tak bywa z doroslymi,
          przygarnietymi kotami - nie ma trzeciego wyjścia. Co innego
          koty "stacjonarne", albo wzięte mlode - te rzeczywiscie raczej nie
          powinny wychodzić.
          • bietkadd Re: Straszne ...i dlatego 27.02.09, 18:25
            ja też nie wypuszczam...
            ale to przerażające i takich s... też nogi bym powyrywała !!!
            • foamclene Re: Straszne ...i dlatego 27.02.09, 19:17
              ja mam kocura z ciagotami
              ale wyprowadzam go na szelkach

              z drugiej strony co to za swiat, zeby zywe istoty musialy sie
              obawiac okrutnikow?
              skad sie bioraCi ludzie z jakiego domu tzreba pochdzic zeby nie miec
              litosci nad zwirzakiem, kto wydaje na swiat takich ludzi? kto ich
              wychowuje? kto toleruje to naganne zachowanie?

          • esimona Re: Straszne ...i dlatego 27.02.09, 18:35
            Nie wiem skąd u ludzi tyle okrucieństwa w stosunku do zwierząt.
            Moja przygarnięta kotka- prawdopodobnie wyrzucona w czasie wakacji -
            panicznie boi się opuszczania domu. Balustrada na balkonie stanowi
            dla niej magiczną granicę. Na wsi kotka wychodzi w szelkach i na
            długim kablu i pod stałym nadzorem. Wszyscy uważają to za moje
            dziwactwo, ale ja panicznie się boję o kota, bo nie jest
            samodzielny i jego reakcje trudno przewidzieć.
            Niestety ludzie są straszni.
          • marta.kunc Re: Straszne ...i dlatego 01.03.09, 10:53
            Verdana,
            skala glupoty bijaca z twojego posta jest porazajaca.
            Bez pozdrowien
    • foamclene pocieszam sie 27.02.09, 19:10
      tak mysle o tym i mysle
      i pocieszma sie ze takich bydlakow jest niewielu na siwecie
      ludzi, ktorzy zywemy ziwrzakowi zrobiliby cos takiego

      myslesobie ze moze kicia zostala potracona przez samochod (polamane
      lapki) i odeszla z powodu uderzenia
      a dzieciaki znalazly ja juz niezywa i wtedy eksperymenyowaly
      9podpalajc futerko tak jak robia z martwymi szurami wyciagnietymi z
      piwnic)

      mam nadzie ze tak wlasnie bylo i kicia nie cierpiala
      • paulina.galli Re: pocieszam sie 02.03.09, 20:00
        Po pierwsze, mała uwaga - sorry, mozemy miec inne zdanie w róznych sprawach ale
        nawet jesli nie zgadzamy sie ze opinia innych - to pisząc to z czym sie nie
        zgadzamy - mozemy ujac pewne sprawy inaczej i nie obrażać innej osoby. Też
        kochajacej koty ....

        Moze jestem głupia i naiwna sadząc ze na forum można nawet kompletnie inny punkt
        widzenia przedstawić w sposób nie obrazajacy rozmówcy - ale sobie jeszcze przez
        chwile na taka głupote i naiwnośc pozwolę.smile

        Co do wychodzacych kotów - sama miałam takiego którego nie udało sie utrzymac w
        domu. Łacznie z tym ze Felek odmawiał przyjmowania jedzenia, jesli staralismy
        się go zatrzymac . Nie jadł, nie pił, wył pod drzwiami non stop. Kot był
        nieszczęsliwy , zdenerwowany.
        Najdłuzej trzymałam go 5 dni - karmiac na sile ze strzykawki. (kot po karmieniu
        potrafił wypluc/zwymiotowac to co mu sie wepcheło i wraca na stanowisko pod
        drzwiami wyjac,. Np. bez przerwy przez kilka godzin. Nie spał, płakał, gubił ze
        stresu sierść. Wyllizał sobie na boku siersc z nerwów praktycznie do zywego mięsa.

        I co byscie a moim meijscu zrobili? sad
        Wypuszczałam go więc z całkowita swiadomościa konekwencji co sie moze wydarzyć
        (Feluś w zeszłym roku zdechł majac nowotwór , przez ponad 10 lat był kotem
        wychodzacym i ...szczęśliwym)

        Wybór - szczesliwy wychodzacy kot który jest narazony na to co dzieje sie na
        zewnatrz czy domowy w 100% bezpieczny ale teskniacy za wolnoscia i
        nieszczesliwy - zostawiam włascielowi kota.
        Ja sama nigdy pietnować takich osób nie będę.
        Ani oceniac ich wyborów.
        Moje nowe koty - nie wychodza ale miałam na to wpływ i nie wiedza co traca. I
        bardzo się staram zeby nie wiedziały - bo jestem jak nabardziej za opcja zeby
        kotów nie wypuszczac (o ile kot nie wie jak smakuje wolnosc i pozwoli nam na cos
        takiego)

        Co co koteczki opisywanej w pierwszym poscie - nie wiem co napisać. sad
        Mam cicha nadzieje ze to wynik jednak nieszczesliwego wypadku - np oparzenia
        odświeżo zaparkowanego podwozia samochodu, potracenia przez samochód etc.
        Kotce to zycia nie zwróci ani nie zmniejszy cierpień jakie przeżyła
        przedsmiercią - ale mimo wszystko mam nadzieje ze to nie "człowiek" okazał sie
        takim skurwysynem ....
        Jesli jednak to "człowiek" zrobił - to tez nie mam słów co ja bym była w stanie
        zrobic z tym "człowiekiem" uncertain
        • marta.kunc Re: pocieszam sie 02.03.09, 20:29
          paulina,
          przepraszam ale jak ktos na 'jednym oddechu' pisze o lepszym zywocie
          krotkim ale wychodzacym a potem o tym jak to stary kilkuletni kot
          zaginal. i w ogole zabawa sie kreci to mnie trzesie.
          nietrudno sie domyslic co sie stalo ze starym, wychodzacym kotem.
          i wiem ,ze ciezko jest czasem pracowac nad wyciem i innymi faktorami
          udomawiania.
          ale ton tamtego posta mnie tak wk...
          zwlaszcza z uwagi na moje doswiadczenie z lecznicy i prywatnej
          opieki nad znajdami.
          mysie pysie, robaczki bezrozumne... kochany kilkunastoletni kot
          zaginal.
          i w ogole przesadzacie tu kocie wariatki.
          paulinka bardzo cie przepraszam jako moderatorke ale to jest jeden z
          tematow przy ktorym siada mi opanowanie i tolerancja .
          • paulina.galli Re: pocieszam sie 06.03.09, 23:21
            marto smile - ja cie bardzo lubie i szanuje smile
            I mam ogromny podziw dla rzeczy które robisz.
            I oczywiscie rozumiem ze osoby dzialajace w roznych organizacjach, pracujace w klinikach i ogolnie bardziej w temacie - sa duzo bardziej wyczulone i maja mniejsza cierpliwosc i "nie cackaja sie"
            ja to wszystko wiem...
            Tak samo jak wiem ze to ze nie znam nawet połowy tego co sie dzieje pozwala mi sie nie denerwowac i zyc w jako takiej błogiej nieswiadomości.

            Tyle tylko ze z jednej strony ja to wiem (i mam podobne zdanie do wielu spraw) a z drugiej - bardzo nie chce zeby nasze forum zamienilo sie w jakies pole kłótni, niesnasek etc. (bron boze nie chce kóleczka wzajemnej adoracji smile)

            Po prostu prosze - pomózcie nam troszeczke smile
    • ashton Re: Smutna historia bez happy endu :( 04.03.09, 09:33
      W niedzielę spotkałam w parku takiego biedaka. Leżał na ścieżce obok ławki.
      Duży, czarny, kudłaty - jak Zawada. Tyle że nie miał szczęścia. Otwarte oczy, a
      w nich przerażenie. Potwornie zmasakrowane ciało. Uciekłam z płaczem...
      poniewczasie myślę że powinnam go zabrać stamtąd, jakoś pochować (ale jak?)
      • macarthur Re: Smutna historia bez happy endu :( 04.03.09, 10:41
        muszę wziąć Paulinę w obronę sam mam takiego kota ( wykastrowanego)
        że jak poczuje zew wolnośći to takie koncerty przy drzwiach urządza
        że po prostu nie ma siły żeby go powstrzymać przed wyjściem, może i
        mógłbym go nie wypuścić ale powstaje ryzyko że kot wpadnie w
        depresję i jakąś chorobę, jak wyjdzie to ryzykuje że go przejedzie
        samochód jakby nie patrzeć niektóre koty to są po prostu trudne koty
        • marta.kunc Re: Smutna historia bez happy endu :( 04.03.09, 15:10
          ja nie do pauliny posta sie przyczepilam smile
          koty bywaja bardzo trudne - wiem to doskonale.
          • wladziac Re: Smutna historia bez happy endu :( 04.03.09, 19:28
            historia z wczoraj z częściowym happy endem:późnym wieczorem
            usłyszałam trąbienie samochodów dość intensywne więc otworzyłam okno
            żeby zobaczyć co się dzieje,oczywiście-kot jak osioł uparcie stoi na
            środku ulicy za nim trzy samochody,trąbią żeby się usunął a on nic i
            trwa to dobrą chwilę,nie wiem co robić biec na ulicę czy mam
            wrzeszczeć przez okno żeby zaczekali bo zejdę ale kto mnie
            usłyszy,odległość spora,na szczęście pasażerka pierwszego samochodu
            wysiadła i wtedy kociej zwiał do tej części ulicy gdzie jest
            niedokończony parking,nieoświetlone i dość bezpieczne nocą miejsce
            dla kota,nie wiem co to za kot i skąd się tam znalazł widziałam go
            pierwszy raz,bardzo mnie zdziwiło zachowanie tego kota bo jednak
            dzikusy nie stają na środku ulicy ale starają się przebiec jak
            najszybciej i ukryć,jeżeli uciekł komuś z domu to klapa wystraszony
            nie wiadomo co zrobi,szukałam go wczoraj wieczorem i dzisiaj
            rano,chodziłam z jedzeniem i kiciałam ale na razie się nie udało
Pełna wersja