wrexham
03.03.09, 13:36
bylismy wczoraj z murka na zastrzyku u nowego lekarza (po przeprowadzce na
wies postanowilismy zaufac miejscowym lekarzom i nie tachac malej do wawy na
kazdy zastrzyk); pani doktor, mila osoba, rozmawiala z nami o roznych rzeczach
(m.in. o nadwadze murki...) i w pewnym momencie zobaczylam przez okno kicie
siedzaca na zewnetrznym parapecie (domek, parter); zapytalam o nia i
uslyszelismy z tz-em jej historie; kici zmarl opiekun mieszkajacy w domu obok,
wiec wiedziona instynktem przeniosla sie na posesje lekarki; lekarka miala juz
woje dwa koty wiec wysterylizowala ja i znalazla nowy dom oddalony o 48km, do
ktorego zwierze przewiozla osobiscie samochodem; przykazala nowemu opiekunowi
nie wypuszczac kota z domu przez pierwsze 4 tygodnie; po tym czasie kot
wyszedl pierwszy raz na dwor i ruszyl prosto przed siebie nie ogladajac sie na
swojego czlowieka, ktory bardzo dobrze go traktowal; mezczyzna zadzwonil po 2
dniach do wetki i placzac w sluchawke wyznal, ze kot zaginal; ciezko sie bylo
z tym pogodzic, ale nie bylo wyjscia; uznano, ze stalo sie cos zlego i kot
prawdopodobnie nie zyje;
pewnej nocy obudzilo lekarke wycie po drzwiami; zrobila szybka inwentaryzacje
swoich kotow - byly w domu; kiedy wyszla na zewnatrz sprawdzic co tak placze
okazalo sie, ze kicia wrocila... chuda jak nieszczescie, biedna i smiertelnie
zmeczona;
pokonanie 48 kilometrow zajelo jej dwa tygodnie, ale wrocila do domu; nie dala
sie psom, zlym ludziom i samochodom;
widzialam te bohaterke na wlasne oczy; mala, drobniutka, bura, pregowana
koteczka jakich setki w calym kraju; na pierwszy rzut oka nic nadzwyczajnego,
a taka przeciez wyjatkowa; sluchalam jej historii z otwarta ze zdumienia i
podziwu geba; pomyslalam, ze i was zainteresuje;