Dodaj do ulubionych

Moja pierwsza wizyta w przytulisku

14.04.09, 08:51
Chciałam się z wami podzielić moimi wrażeniami z tej wizyty bo wiem że tu
znajdę zrozumienie a w pracy znacząco popukaliby się co poniektórzy w
głowę.Otóż jakoś to wyszło spontanicznie w rozmowie z koleżanką o której wam
wiele razy wspominałam.Tak się złozyło że miałam dzień wolny i zamiast łazić
bez celu po mieszkaniu albo siedzieć przy komputerze postanowiłam że pojadę z
nią i pomogę w miarę swoich możliwości.Pani Wanda która zajmuje się tymi
wszystkimi porzuconymi i pokrzywdzonymi przez los zwierzaczkami przywitała nas
serdecznie.Na miejscu okazało się ze przyjechało nas trochę więcej niż się
spodziewałam.No ale cóż była to akurat sobota,w dzień powszedni brakuje
niestety pomocnych rąk sad
Pieski które biegały luzem przybiegły do nas i ... poryczałam się w tym
momencie bo tak nas gorąco przywitały,łasiły się,lizały po rękach,były tak
przyjacielsko nastawione do człowieka jak gdyby nigdy od niego nie zaznały
krzywdy.
Prace zostały rozdzielone.My zajęłysmy się kociarnią w której przebywa między
innymi część kotów z eksmisji (był nie dawno wątek na ten temat).Nie powiem
żeby były w szczytowej formie.Wszystkie wymagają leczenia.Co odważniejsze
podchodziły do nas prosząc się o mizianko,włączały traktorki i nie dawały nam
nic zrobić wokół siebie,tak jakby brakło im czułości.A my tuliłysmy je z
całych sił jakbysmy chciały w kilka minut zrekompensować to co zgotowała im
opiekunka.Jej chora miłość była na tyle ślepa że nie widziała do jakiego stanu
doprowadziła swoich podopiecznych.
Stali rezydenci przytuliska też nie szczędzili nam kocich uczuć.Nie zapomnę
ich wzroku gdy weszłam do pomieszczenia w którym przebywają.Wszystkie kocie
oczy były wpatrzone we mnie,kotusie siedziały w bezruchu przechylając
śmiesznie łepetynki,a ich wzrok mówił : no i jaka decyzja,weźmiesz nas stąd ?
A ja drugi raz się poryczałam,bo co ja mogę dla nich zrobić,tylko
posprzątać,nakarmić,poprzytulać.To wszystko jest chwilą a one potrzebują
miłości w każdej godzinie,w każdej sekundzie.
Wróciłam do domu szczęśliwa że mogłam na coś się przydać ale także z poczuciem
winy,wstydu za tych którzy traktują zwierzęta przedmiotowo.W jednym momencie
wszystko przestało mieć dla mnie znaczenie,miałam przed sobą cały czas obraz
tych biednych stworzeń które za tak niewiele odwdzięczają się swoją
miłością,ufnością i oddaniem.
W przytulisku byłam jeszcze kilka razy w dzień powszedni.Pani Wanda ma tam
sporo pracy,mogłyśmy chociaż trochę ją odciążyć,dziewczyny z forum miau też
się angażują.wszystkim leży na sercu dobro tych istotek.Jest to kropla w
morzu potrzeb ale mam nadzieję że znajdzie się więcej osób o wielkim sercu
które poświęcą swój cenny czas lub przygarną do siebie.
To tyle ode mnie.
Mogę jedynie dodać że póki nie pojechałam i nie zobaczyłam żyłam w błogiej
nieświadomości,teraz jestem świadoma tragedii jakie wokół nas się rozgrywają i
chylę czoło przed wszystkimi wolontariuszami,ludźmi dobrej woli.Wykonują
piękną pracę nie oczekując nic w zamian.
Pozdrawiam wszystkich
Małgosia

--
Głupi powie zanim pomyśli,mądry pomyśli zanim powie.
Obserwuj wątek
    • wladziac Re: Moja pierwsza wizyta w przytulisku 14.04.09, 10:28
      stąd moje krzyki o nie rozmnażanie kotów domowych dla ładnego
      futerka,dlatego prosiłam Barbę żeby pisała jak najwięcej o kotach
      schroniskowych żeby chociaż część osób uświadomiła sobie jakie są
      konsekwencje chorej miłości do kotów bo taka niestety
      istnieje,pozdrawiam
    • gacusia1 Re: Moja pierwsza wizyta w przytulisku 14.04.09, 15:57
      Wiesz co? Milo jest czytac takie historie,nawet jesli sa o
      krzywdzie. Moje pierwsze spotkanie ze schroniskiem wygladalo tak-
      Przyjechalismy z rodzinka(ja,maz,13-tka i 3-latek).Przywiezlismy
      karme dla kotow.Pani w "okienku" nawet nie podziekowala.Maz zapytal
      czy potrzebuja,odpowiedziala,ze tak i tyle. Kotow bylo chyba ze 20
      albo wiecej. Miauczaly niektore przerazliwie. Wygladaly ladnie ale
      smutno. W klatkach czysto. Nikt sie nimi nie zajmowal.Panie
      chichotaly i popijaly kawke/herbatke. Akurat przywiezli kocie takie
      moze 3-4 tyg. Zapytalam czy moge wziac na rece-NIE!!!Bo nie jest
      sprawdzone. Po czym wszystkie zabawialy sie nim przekazujac z rak do
      rak. Poryczalam sie bo poczulam sie bezsilna. Maz zapytal czy
      prowadza fostering(domy tymczasowe). Odpowiedziala nadasana pani,ze
      owszem i koniec. No to maz zapytal czy maja jakis formularz do
      wypelnienia.Spojrzala z wyrzutem i dala...Szok normalnie. Zlozylam
      formularz i czekalam 2 tyg i nic. W koncu dzwonie do nich i pytam co
      i jak z moim podaniem? A tam pani raczyla mnie poinformowac o tym,ze
      sie nie kwalifikuje na foster home,bo koty nie maja aktualnych
      szczepien. Gdybym nie zadzwonila,nie dowiedzialabym sie nigdy o co
      chodzi. Co za burdel! Odnioslam wrazenie,ze oni sa zli,jesli chce
      sie pomoc. Tak nieuprzejmy personel,ze mi sie odechcialo
      wszystkiego. Zaczelam starania gdzie indziej. Teraz zbieram kase na
      szczepienia dla moich kotow. Tam,gdzie sie staram obecnie,pani byla
      niesamowicie mila.Zupelnie inna rozmowa.Faktycznie poczulam,ze oni
      tym zwierzetom pomagaja...i chca pomocy wolontariuszy.
      --
      Josh Demolka
      https://www.suwaczek.pl/cache/e37b4b59de.png
      https://www.suwaczek.pl/cache/2299524407.png
        • salimis Re: Moja pierwsza wizyta w przytulisku 14.04.09, 20:24
          To wszystko jest jakieś chore,wydawałoby się że dla schroniska rzeczą nadrzędną
          jest aby wydać podopiecznych jak najszybciej w dobre ręce.Ja się zatem pytam co
          taki personel w ogóle robi,bo serca i podejścia do zwierząt na pewno mu
          brakuje.Żal aż tych zwierząt które tam przebywają.
          Pani Wanda z przytuliska jest całym sercem oddana w tym co robi.Gdy jechałam tam
          pierwszy raz,wraz z nami jechała pani która chciała przygarnąć psiaka.Myślała ze
          będzie to takie proste,spojrzy wybierze i już.No i spojrzała i dłuuugo dłuuugo
          tak patrzyła bo nie wiedziała którego wybrać.Żal było wszystkich.W końcu
          zdecydowała się i wzięła piękną czarną sunię,co ja gadam tam wszystkie psy są
          piękne,chociaż niekiedy mają smutne oczy.
          --
          Głupi powie zanim pomyśli,mądry pomyśli zanim powie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka