Dodaj do ulubionych

Wyrzuciłam kota z domu :(

09.07.09, 22:46
Nie dawałam już rady - obsikiwała i niszczyła wszystko, nie nadążałam ze sprzątaniem, praniem i wyrównywaniem strat. Jest na podwórzu, jutro mąż wywiezie ją do kociarni koło swego zakładu pracy. Mam nadzieję, że przeżyje.
Obserwuj wątek
      • paulina.galli Re: Wyrzuciłam kota z domu :( 10.07.09, 12:16
        Mam nadzieję ze jesteś albo trollem albo po prostu idiotka której się nudzi iwymyśla takie posty.
        Jeśli nie - to mam ogromną prośbę - idź sobie babo z tego forum, bo mi się niedobrze robi jak cie czytam.
        Zrozumienia z naszej strony raczej tu nie znajdziesz.
    • paulina.galli Re: Wyrzuciłam kota z domu :( 09.07.09, 22:59
      annb - widzisz... , biedulka nie mogła jej przetrzymać jeszcze jedna noc
      ... skoro maja zamiar wywieść rano do jakieś kociarni "koło zakładu pracy"
      tyle dni sie "męczyła" i tych paru godzin do rana kot nie może być w domu ...
      ciekawe...
      Śmierdzi mi to trollowaniem na kilometr, ale niech barba zadecyduje smile
          • paulina.galli Re: Wyrzuciłam kota z domu :( 09.07.09, 23:19
            Oby.naprawde mam nadzieje ze to durny i mało śmieszny wygłup .
            i ze nie jest to prawdziwa historia.

            A prywatnie - za dużo w zyciu widziałam biednych porzuconych i skrzywdzonych kotów zeby mnie takie coś bawiło.
            Na takie "dowcipy" poczucia humoru nie mam i mieć nie będę. angry
            Na - o zgrozo- prawdziwa sytuację - nie jestem aż tak tolerancyjna żeby przejść do porządku dziennego. angryangryangry
          • echtom Re: Wyrzuciłam kota z domu :( 10.07.09, 00:03
            Sorry, pomyliłam fora. "Dorobek" mam na forum Zwierzęta. Po prostu usuńcie ten wątek. Przepraszam, że Was zdenerwowałam.
            PS. Na "koci zakątek" zostałam przyjęta 2 lata temu, ale tuż po tym miałam długą przerwę w korzystaniu z forum i nigdy tu nie pisałam.
              • echtom Kot jest już w domu 10.07.09, 08:23
                po południu zastanowimy się wspólnie, co zrobić, żeby uwzględnić
                prawo do życia wszystkich domowników. Założyłam ten wątek w
                desperacji, licząc na to, że ktoś podzieli się ze mną doświadczeniem
                albo coś doradzi, ale stać Was tylko na bluzgi. Życzę Wam, abyście
                nigdy nie stanęły w obliczu tragicznego wyboru, a mimo to potrafiły
                wykrzesać z siebie trochę empatii dla innych, którzy mieli mniej
                szczęścia.

                > Tu sie koty ratuje od takich jak ty!

                Gacusiu - tu masz link, jeśli Cię to interesuje:
                forum.gazeta.pl/forum/w,$f,$t,$a,$seot.html?f=128&w=51023555&a=51054570
                • the_dzidka Re: Kot jest już w domu 10.07.09, 08:27
                  Nie prosiłas o radę, tylko poinformowałaś o wyrzuceniu kota z domu.
                  Więc się nie dziw, że dostałaś opierdol jak stąd do Ameryki. Nie
                  kręć.
                  Mam nadzieję, że rzeczywiście poszłaś po rozum do głowy i
                  zastanowicie się poważnie, jakie są inne rozwiązania. Myślałas o
                  zabraniu kota do weterynarza? Żaden kot nie leje gdzie popadnie tak
                  sam z siebie, najczęściej jest jakaś przyczyna. Być może zdrowotna.
                  • echtom Re: Kot jest już w domu 10.07.09, 08:53
                    > Żaden kot nie leje gdzie popadnie tak
                    > sam z siebie, najczęściej jest jakaś przyczyna

                    Konflikt z tym młodszym kocurem bez łapy. Kolejny tragiczny wybór -
                    on panicznie boi się wyjść z domu, ona kilka lat swojego życia
                    spędziła na wsi jako kot swobodnie biegający, więc uznaliśmy, że
                    lepiej da sobie radę.
            • mysiulek08 Re: Wyrzuciłam kota z domu :( 10.07.09, 00:45
              A jakie znaczenie ma pomylka forum, skoro i tak z premedytacja skazujesz na smierc zwierzaka, ktory przez iles lat ci ufal?

              Chore dziecko tez odstawisz do "dzieciarni" z mysla, ze moze przezyje, a jak nie to mala strata?

              echhh, ludzie, ludzie
    • macarthur Re: Wyrzuciłam kota z domu :( 10.07.09, 05:04
      1.jakoś wcześniej nie pisałaś nic o problemach z kotem, więc nie
      wiemy czy robiłaś jakieś starania aby sobie z tym poradzić
      2.czy próbowałaś kotu znaleźć inny dom lub oddać do schroniska lub
      innego ośrodka dla zwierząt ?
      3.faktycznie ten twój "wyczyn" nawet pasuje do motta które ci
      przyświeca w sygnaturce
      • echtom Re: Paulina 10.07.09, 09:47
        Nawet nie przeczytałaś moich ostatnich postów, a potwierdzasz, że
        Wasze forum to kółko wzajemnej adoracji zaślepionych, oderwanych od
        rzeczywistości fanatyczek.
          • biljana Re: Biljano 10.07.09, 11:00
            echtom napisała:

            > Dzięki za jedyny głos rozsądku w tym sabacie czarownic, ale już
            > wiem, że tutaj żadnej rady nie dostanę.

            po pierwsze daruj sobie argumenty ad personam, bo to nie to miejsce nie ten
            czas, po drugie o żadne rady nie prosiłaś.
            Z mojej strony EOT
        • barba50 Dopiero teraz zobaczyłam wątek 10.07.09, 10:28
          Odszukałam wpis w wątku "Skąd są wasze koty i

          echtom napisala (27.10.06)
          Ja mam same europejskie znajdy - wszystkie nieplanowane, bo kiedyś wolałam psy.
          Pufcia przyszła sama na szkolne boisko - miała 3 miesiące i jej mamę przejechał
          samochód. Wzięła ją siostrzenica palacza i zaniosła do kotłowni, a on przyniósł
          do nas, bo pomyślał, że dzieci będą chciały małego kotka. Rok później córka z
          koleżanką znalazły chorego kociaka wyrzuconego z samochodu. Zamierzałam go
          wyleczyć i wydać, ale gdy po miesiącu znalazł się poważny kandydat na
          właściciela, byłyśmy tak do Kamci przywiązane, że jest u nas do dziś. To miało
          być już pełne zakocenie i taki stan trwał przez sześć lat. Niestety, rok temu
          kolega męża przyniósł do nas dwumiesięcznego kocurka z przetrąconą łapą - nie
          udało się wydać Łapka w dobre ręce i został u nas. Mam nadzieję, że nic takiego
          mi się już nie przytrafi, bo trzy koty w mieszkaniu, nawet sporym, to jednak za
          dużo i one same nie czują się z tym komfortowo.


          Coś się musiało stać złego z czym Echtom nie potrafiła sobie poradzić. Domyślam
          się, że z jakiegoś powodu zaczęły psuć się relacje między kotami i jeden z nich
          zareagował tak jak napisała w pierwszym poście. Oczywiście Echtom powinna
          wcześniej zacząć szukać pomocy w rozwiązaniu problemu, a nie w desperacji
          zakładać wątek o tak drastycznym tytule.
          Czy coś jeszcze można zrobić? Pewnie tak. Tyle że wymagałoby to dużego
          zaangażowania (badania krwi i moczu - podstawa!, może feliway? może izolowanie
          kotów na jakiś czas - nie wiem, tak głośno myślę)
          • barba50 Re: Dopiero teraz zobaczyłam wątek 10.07.09, 10:37
            Hola, hola!!!
            tutaj piszeszDzięki za jedyny głos rozsądku w tym sabacie czarownic, ale już wiem, że tutaj żadnej rady nie dostanę.

            Tak ma wyglądać prośba o radę???
            echtom napisała:Wyrzuciłam kota z domusad
            Nie dawałam już rady - obsikiwała i niszczyła wszystko, nie nadążałam ze sprzątaniem, praniem i wyrównywaniem strat. Jest na podwórzu, jutro mąż wywiezie ją do kociarni koło swego zakładu pracy. Mam nadzieję, że przeżyje.


            Tyś nie prosiła! Tyś nas po prostu poinformowała o tym jak rozwiązałaś swój problem .
          • echtom Re: Dopiero teraz zobaczyłam wątek 10.07.09, 10:42
            > Coś się musiało stać złego z czym Echtom nie potrafiła sobie
            poradzić.

            Jednak źle oceniłam forum - są tutaj mądrzy, wrażliwi ludzie. Zrobię
            badania w najbliższych dniach. Feliwaya próbowałam - nie zadziałał.
            Staramy się izolować koty, ale jest to trudne przy naszym układzie
            mieszkania. Nie chciałabym też, żeby sikająca kotka była na całą
            dobę zamykana w łazience, by uniknąć dewastacji mieszkania oraz
            rzeczy naszych i gości.
            • paulina.galli Re: Dopiero teraz zobaczyłam wątek 10.07.09, 12:00
              To może się zdecyduj - czy to forum to dla ciebie zaślepione kółko wzajemnej adoracji czy też wrażliwi i dobrzy ludzie.

              Bo na razie jak chorągiewka na wietrze się zachowujesz
              A Twoje działania (wyrzucenie kota w nocy z domu!!!) , zmienne nastroje, agresja i obrażanie , tudzież dziwne pretensje że twój "desperacki" post zdenerwował ludzi zamiast wywołać reakcję współczucia i przybiegnięcia z chusteczką do otarcia łez i pocieszenia ciebie (skąd taki pomysł ci się uroił w głowie?) - zaczynają mnie zastanawiać kto ma problemy natury psychologicznej - kot czy właściciel.

              I jeszcze jedno - proszę nie obrażać forumowiczów.
              Zapewniam cię że osobiście nie pozwolę ci na dalsze obrażanie Biljany - która jest od dawna na tym forum, pomogła w jego uratowaniu , a poza tym - co najważniejsze - pomaga zwierzetom (nie wywala ich na bruk njak smieci- tylko przygarnia pod swój dach )i ma na swoim koncie uratowanie paru kocich istnień, tudzież pomoc paru forumowiczom.

              Jeszcze raz ja obrazisz i naprawdę wyprosimy cię z naszego towarzystwa (trudno, jestem skłonna to zrobić nawet za cenę nazwania mnie "kółkiem wzajemnej adoracji" i "zaslepionym sabatem czarownic" smile).
              Na szczęście forum prywatne daje taką możliwość - staramy się nigdy z tego nie korzystać bo ani ja ani barba nie czujemy się "właścicielkami" forum - ale są pewne granice których tolerowac nie bedziemy (bo min. dlatego forum ma administratora) - i tą granicą jest min. obrażanie innych forumowiczów Kociego Zakątka
        • biljana Re: Biljano 10.07.09, 10:58
          the_dzidka napisała:

          > Echtom nieco się zmitygowała (patrz srodek wątku), może jednak warto
          > coś jej doradzić?

          masz dobre serce dzidkosmile ale ja uważam, że ten cały wątek to jeden wielki
          trollizm od początku do końca. Zwroty akcji i łzawe zakończenia (w
          przygotowaniu) też. Oczywiście to jest moje zdanie, którego nie muszą podzielać
          moderatorki.
        • kirke18 Re: Wyrzuciłam kota z domu :( 10.07.09, 11:33
          Jest na podwórzu, jutro mąż wywiezie ją do kociarni koło swego
          zakładu pracy. Mam nadzieję, że przeżyje.

          Co Wy, dziewczyny, sie denerwujecie, czy mąż przeżyje?
          Nie powinien przeżyć, jeśli jest normalnym człowiekiem, wyrzucenia
          domownika, z którym mieszka od 3 lat, do kociarni, gdzie los jest
          zawsze tragiczny.
          Nie lubię czytać takich wątków (chodzi o autorów), bo zawsze podnosi
          mi się ciśnienie i mam ochotę bluznąć, ubić, i q.mać, źle życzę
          założycielom takich debilnych wątków.
          A poza tym tytuł zawiera błąd: Wyrzuciłam kota z domu sad
          Powinno być smile)))
          A do autorki wątku: vide mój podpis- tak wyglądają koty, których się
          pozbyto, zamiast diagnozować,leczyć i być z nimi w zdrowiu i
          chorobie do końca swoich dni.
          Idź się produkować na e-mame, (brak)seks(u) w małżeństwie itp, czy
          gdzie tam, gdzie i tak pełno twoich postów.
          • echtom Re: Wyrzuciłam kota z domu :( 10.07.09, 11:50
            > do kociarni, gdzie los jest
            > zawsze tragiczny.

            Może użyłam złego słowa - nie chodzi mi o schronisko. Koło zakładu
            pracy męża mieszka stadko zadbanych i dokarmianych kotów. Bierzemy
            pod uwagę to rozwiązanie tylko dlatego, że kotka ma doświadczenie w
            życiu poza domem, a tam jest bezpieczna okolica.
          • paulina.galli Re: Wyrzuciłam kota z domu :( 10.07.09, 12:07
            CytatJest na podwórzu, jutro mąż wywiezie ją do kociarni koło swego zakładu pracy. Mam nadzieję, że przeżyje.
            Co Wy, dziewczyny, sie denerwujecie, czy mąż przeżyje?


            Kirke - dzięki, jedyna rzecz jaka mnie w tym watku rozbawiła smile

            Do autorki watku - naprawdę uważasz ze jedynym wyjsciem z sytuacji jest schronisko/ kociarnia?
            A jesli tak - to jak wytłumaczysz wyrzucenie domowego kota na noc na ulicę? Nie mógł do rana przeczekać?
            Tak się zachowuje dorosły , myślący człowiek, opiekun ODPOWIEDZIALNY za swoje zwierze???
            Jest to poza moim ogranianiem rzeczywistosci i tyle.
            Łzawe zastanawianie się "myslicie że przeżyje do rana???" mnie nie wzruszają a tylko wzbudzają odruch wymiotny.
    • balbina_alexandra Re: Wyrzuciłam kota z domu :( 10.07.09, 11:50
      O rany, nie mogę wprost uwierzyć, że mogłaś tak zrobić? Postąpiłaś
      głupio i niegodziwie, przykro mi ale nie znajdziesz u mnie
      zrozumienia - jak dziecko zaczęłoby Ci siusiać w domu to
      wyrzuciłabyś je z domu zamiast pojechać do lekarza? Przecież domowa
      kota nie przeżyje na dworzu... jeśli sika, jest chora, może to
      nerki, musisz ją gruntownie przebadać; może siusianie jest
      spowodowane jakimś stresem i musisz ją poobserwować, poczytać
      wypowiedzi behawiorystów...

      Gee, w głowie mi się nie mieści takie okrucieństwo, skazywać
      domownika na śmierć...
      • echtom Re: Wyrzuciłam kota z domu :( 10.07.09, 11:59
        Ja Tobie lepiej życzyłam w Twoim wątku - i nadal życzę. Cztery lata
        temu byłam w takiej sytuacji, jak Ty dzisiaj - chciałam ratować
        małego, w dodatku okaleczonego kotka i nie przeczuwałam, że skończy
        się to tak tragicznie. Nie życzę Ci, żebyś kiedykolwiek tak
        cierpiała, zmuszona wybierać między zwierzętami, które kochasz, i
        jeszcze musiała wysłuchać tylu okrutnych słów od pozbawionych
        wyobraźni ludzi.
        • paulina.galli Re: Wyrzuciłam kota z domu :( 10.07.09, 12:12
          Cytattylu okrutnych słów od pozbawionych
          > wyobraźni ludzi.

          Tak, ty zdecydowanie wykazałaś się wiekszą wyobraźnią - by nie rzec - "fantazją" w wywaleniu domowego kota na bruk.
          Cytatżebyś kiedykolwiek tak cierpiała ...
          Tak, z pewnościa bardzo cierpisz, dużo bardziej niz twój wywalony jak niepotrzebna rzecz - kot. Bardzo bardzo ci "współczuję". Biedactwo normalnie...

          Zeby było jasne - czasami faktycznie pewne rzeczy nas przerastają. Czasami chęć pomocy nie wystarczy by udzwignąć jej ciężar - zwł. w wypadku "trudnych" przypadków.
          Ale nikt nigdy nie przekona mnie - że wyjściem z sytuacji jest wyrzucenie kota z domu....
            • basset2 echtom... 10.07.09, 12:36
              skup się!
              chcemy Ci pomóc
              i ile tej pomocy potrzebujesz

              nie odpowiedziałaś:

              to weterynarz po uprzednich badaniach moczu i krwi
              zdiagnozował problemy urologiczne natury psychicznej?

              czy kotka była kiedykolwiek badana?

              problem pojawił się po przybyciu kocurka?

              czy kotka jest kastratem?

              nie oczekuj aprobaty Kociego Zakątka Twojego postępowania
              bo jest to działanie okrutne po najnizszej linii oporu

              żeby móc pomóc trzeba chcieć



              • echtom Re: echtom... 10.07.09, 12:52
                Nie miała takich badań - weterynarz zalecił Feliway podczas wizyty,
                przy której mnie nie było - sądzę, że na podstawie wywiadu. Tak,
                wiem, trzeba zrobić.
                Problem pojawił się po przybyciu kocurka - trudno mi odtworzyć
                początek, ale chyba wtedy, gdy kocurek zaczął dorastać.
                Kotka jest kastratem.
                • basset2 Re: echtom... 10.07.09, 14:01
                  echtom napisała:

                  > Nie miała takich badań - weterynarz zalecił Feliway podczas
                  wizyty,
                  > przy której mnie nie było - sądzę, że na podstawie wywiadu.

                  weterynarz
                  robi w pierwszej kolejności badanie palpacyjne,wywiad z opiekunem, w
                  tym przypadku(objaw urologiczny) zleca badanie przynajmniej moczu
                  (+krew)

                  weterynaż
                  traktuje swój zawód ekonomicznie i od razu sprzedaje feliway-a
                  podstawą są badania, kot b.często unika kuwety gdy go boli i taką
                  wiedzę ma weterynarz a nie weterynaż

                  > Tak, wiem, trzeba zrobić.
                  > Problem pojawił się po przybyciu kocurka - trudno mi odtworzyć
                  > początek, ale chyba wtedy, gdy kocurek zaczął dorastać.

                  koniecznie, prawdopobnie okaże się że kotka jest chora
                  a okres dojrzewania kocurka był zbiegiem okoliczności

                  bądź mądrzejsza o ta wiedzę:
                  web.archive.org/web/20060930081113/www.vetserwis.pl/kot_mocz.html
                  by móc pomóc swojej kotce



            • paulina.galli Re: Wyrzuciłam kota z domu :( 10.07.09, 13:08
              CytatI co wtedy robisz?


              Szukam pomocy - w róznej formie (pomoc w uzyskaniu opieki wet, wsparcia, zdarzyło się raz że i finansowego) i u róznych osób/organizacji , na forach/ portalach poswieconych np. kotom , wsród znajomych etc.
              W skrajnym wypadku - szukałabym kotu nowego domu u kogoś kto by z takim przypadkiem sobie poradził

              NA PEWNO NIE WYRZUCAM KOTA NA ULICĘ!
              I nie produkuje po tym postów o tym jak bardzo po wywaleniu kota - "cierpię" !
        • balbina_alexandra Re: Wyrzuciłam kota z domu :( 10.07.09, 12:17
          Alez bylam i bywam w takiej sytuacji! moj starszy kocurek czasem ma
          okresy kiedy załatwia się poza kuwetą, i robi to wyłącznie
          demonstracyjnie, w okresach stresu się to wzmaga, choć to kastrat,
          ma silną potrzebę demonstracji - czuję że teraz po pojawieniu się
          małego problem się nasili... tez mam dość mycia odkażania podłóg,
          mój piękny dębowy parkiet w paru miejscach jest już do wymiany, ale
          przecież nigdy z tego powodu nie wyrzuciłabym Reksia... on jest dla
          mnie jak dziecko. Dlaczego nie spróbujesz rozwiązać jakoś tego
          problemu z pomocą lekarza, forumowiczów - dużo tu ludzi ma
          doświadczenia behawiorystami, sporo osób miało problemy z
          załatwianiem się poza kuwetą o podłożu psychologicznym i mogą
          podzielić się doświadczeniem. Mnie samej dużo pomogło czytanie
          wypowiedzi innych kociarzy, pomogło mi to zrozumieć zachowanie
          mojego Reksia...
          Wyrzucenie kota to dla mnie niewyobrażalne, sorry, są inne
          rozwiązania, jeśli nie chcesz się zajmować swoim to poszukaj mu choć
          nowego domu z ogrodem. A może uśpij, jeśli pozwoli Ci sumienie, w
          sumie wyrzucenie domowego kota to pewna śmierć, wcześniej czy
          później.
      • r.kruger Re: Wyrzuciłam kota z domu :( 10.07.09, 13:48
        Jako czarownica bez miotły w dodatku zaślepiona (sama nie wiem czym) stwierdzam
        że...wali prowokacją na milę, chcęć zwrócenia na siebie uwagi w taki sposób
        wywołuje we mnie mdłości.
        Rozwiązania problemu nie zaczyna się od końca.
        • ashton Re: Wyrzuciłam kota z domu :( 10.07.09, 13:56
          Mam miotłę na głowie i czarnego kota. I jestem brzydka jak wiedźma, że o
          wredocie nie wspomnę. A może damy podtytuł forum "sabat czarownic"?
          Teraz chcesz kota badać? A sprawdziłaś czy ona w ogóle jeszcze jest na tym
          podwórzu?
            • kirke18 Re: Wyrzuciłam kota z domu :( 10.07.09, 14:30

              Re: Kot jest już w domu
              echtom 10.07.09, 08:53


              Paulinko, przeoczyłaś tytuł odpowiedzi.wink

              A propos, też miałam kotkę Marcelinę, która nie zaakceptowała mojego
              nowego mężczyzny- lała nam do butów, na pozostawione ciuchy itd.,
              drapała podłogi, ściany, meble. Kompletnie zasikiwała nam łóżko-
              dwie kołdry poszły, pomimo, że pilnowaliśmy, aby jej do sypialni nie
              wpuszczać. Gryzła mojego chłopa w d.pę, drapała do krwi itd. Była
              fizycznie zdrowa. Nawet nie pomyślałam, żeby ją komuś oddać, o
              innych (głupszych) rozwiązaniach nawet nie miałam przebłysku (ach!
              ze świetnie radzące sobie na podwórku koty, dokarmiane, sypiające w
              domkach, wysterylizowane- no, q.wa jakoś ich nie widziałam). Dożyła
              w naszym domu do chwili śmierci z powodu odnowionego nowotwora i
              przerzutów.
              Nie, no nie mogę nic więcej napisać, bo mnie admin wyprosi za %$#%^&
              Prośba: napisz w końcu co porządnego zrobiłaś dla tej kotki?
              No, tylko nie zakup Feliwaya! Bo to już było.
                  • madziulec 4 lata temu.... 10.07.09, 19:51
                    Z mojego domu dosc gwaltownie znikl jeden czlowiek.

                    Kota zaczela sikac.
                    Byla wielak moja depresja, do tego zmeczenie, nie wspominajac o tym, ze dzien w
                    dzien musialam prac kanape i czestolozko,a czasem obie rzeczy.

                    Smierdzialo.

                    Dlaczego nei wpadlam na to, by zamykac drzwi do sypialni?
                    Dlaczego eni wpadlam na to, by na kanape klasc gumowane przescieradlo???

                    Do dzis nei wiem...

                    Zmeczona nocami pralam, rano wysychalo, bo bylo cieplo, po czym kot znow szczal.
                    Wiecorem wszystko sie powtarzalo, a ja placzac ledwo zywa zaciagalam czesc
                    kanapy do lazienki i znow pralam...

                    Nie wpadlam nigdy na pomysl, by kota oddac.
                    Po mniej wiecej miesiacu uspokoila sie i przestala za tamtym czlowiekiem
                    tesknic. Nie byl wart jej uczucia
    • annb biedna 10.07.09, 14:59
      skrzywdzona echtom
      Otoz wyobraz sobie ze mialam te nieprzyjemnosc wracac do zalanego
      mieszkania
      i rece mi opadaly
      i siadlam i zaczelam szukac przyczyn
      google/miau/vetopedia
      Teraz kot jest regularnie badany(mocz plus krew)
      przetestowalismy feliwaya a teraz kot jest na kroplach bacha
      i wiesz co?
      alleluja
      przestal lac
      sika jesli juz to do kontenera (oprocz kuwety)
      no niesamowite

      Wiec proponuje Ci zmienic weterynarza bo twoj widac ma w doopie co
      sie z kotem stanie i szukac przyczyn
      Koty nie są złośliwymi istotami-w odroznieniu od ludzi


      • macarthur Re: biedna 10.07.09, 16:36
        przeczytałem 2 razy cały wątek i sądzę że zbyt wiele słów krytyki
        tutaj padło,widać że dziewczyna nie jest pozbawiona serca a po
        prostu nie radzi sobie z kotem ( którego notabene przygarnęła z
        ulicy - jest to istotny fakt który przemawia na jej korzyść i
        zapewne każda ława przysięgłych uwzględniłaby go przed wydaniem
        wyroku - bo
        1. nabycie kota nie było rzeczą planowaną
        2.wszystkie koty w jej domu są w pewnym sensie dziełem przypadku,
        mimo to miały opiekę i schronienie
        3.koty nie byłe wzięte dla kaprysu i z tego powodu wyrzucone

        Poza tym jej działanie nie było jakoś skrajnie bezmyślne jakby to
        sugerował niefortunny tytuł wątku który wygląda drastycznie i
        bezmyślnie,
        i rzeczywiście pierwsza reakcja jest taka jak napisała Paulina
        " powoduje odruch wymiotny"
        bo
        kot co prawda został wyrzucony ale w miejscu gdzie jak się autorce
        (słusznie bądź nie) wydaje kot ma szansę przeżycia, trzeba też
        uwzględnić porę roku, koty przy takiej pogodzie na wolności
        spokojnie sobie w mieście radzą
        poza tym jest to miejsce skąd kota można z powrotem zabrać
        nie został wywieziony z premedytacją do lasu i pozostawiony w pudle,
        skąd nie ma powrotu,
        poza tym jeśli się wczytać wiele rzeczy przemawia na korzyść
        oskarżonej
        ja chciałbym się zabawić w adwokata i uwzględniając okoliczności
        poprosić "ławę przysięgłych" o możliwie łagodny wymiar kary
        może o wpłacenie 200 zł na konto azylu w Konstancinie i nie robienia
        nic więcej a kotami bez porozumienia z Kocim Zakątkiem
        • echtom Do Macarthur 18.07.09, 13:26
          > ja chciałbym się zabawić w adwokata i uwzględniając okoliczności
          > poprosić "ławę przysięgłych" o możliwie łagodny wymiar kary
          > może o wpłacenie 200 zł na konto azylu w Konstancinie i nie robienia
          > nic więcej a kotami bez porozumienia z Kocim Zakątkiem

          Jestem ogromnie wdzięczna adwokatowi, że wziął moją sprawę, i nie żąda wygórowanego honorarium smile Ponieważ ława przysięgłych jeszcze nie odpowiedziała, chciałabym jako klientka trochę ponegocjować wymiar kary:
          1. Czy dałoby się ją nieco przesunąć, bo w ostatnim tygodniu wydałam porównywalną kwotę na badanie i leczenie kotki,
          2. Czy mogę zamiast na azyl w Konstancinie dać pieniądze lub ich ekwiwalent w naturze (karma) dla miejscowego azylu w Gdańsku-Kokoszkach, dorzucając do tego wolontariat mojej najmłodszej córki, względnie zaadoptować wirtualnie kota z lubelskiej fundacji z wątku obecnego na forum?
          W kwestii ostatniej, tzn. robienia czegoś z kotami, podporządkuję się oczywiście zaleceniom ekspertów z Kociego Zakątka.
          Pozdrawiam
          Ewa
          • macarthur Re: Do Macarthur 18.07.09, 19:23
            wykładnia prawa według mojej wiedzy jest taka że po
            rozpatrzeniu "skargi kasacyjnej" sąd może uchylić wydany wyrok w
            części lub całości
            natomiast prywatnie uważam że poniesione koszty w związku ze sprawą
            jak również sytuację personalną oskarżonego należy uwzględnić w
            zasądzonej karze i w tej sytuacji odstąpić od egzekwowania dalszej
            części kary
      • kotapsota Re: biedna 10.07.09, 16:50
        Mam nadzieję,że autorka wątku miała bardzo zły dzień, nagromadziło się dużo frustracji, nerwów itd. I wybuchła tym postem będąc w rozpaczy, gniewie, ..... Przecież my, kobiety często tak emocjonalnie reagujemy-taka nasza natura.
        Miałam taki sam problem 2 lata temu, ale szukałam przyczyny i teraz wiem, że była to reakcja na przygarnięcie trzeciego kotka ze schroniska. Siusianie (i nie tylko)było wszędzie. Jak tylko się budziłam, to szukałam miejsca, gdzie będę musiała sprzątać (dywan,łózko, podłoga-tylko nie kuweta), w nocy śniły mi się wieeeelkieee kocie kupencje...Weterynarz w ogóle nie okazał zainteresowania problemem. Tu na forum znalazłam rozwiązanie-stres, reakcja na trzeciego kotka. Trzeci kotek znalazł więc nowy domek i sytuacja się poprawiła. W tym roku przygarnęłam maluszka znalezionego na ulicy-i z nów to samo. Nowy domek się znalazł.
        I byc może byłby taki dzień, że już bym nie wytrzymała chwilowo (bo nałozyłyby sie kłopoty różne-w pracy, w domu itd...) i "odreagowałabym" napisaniem takiego postu tylko po to, aby ktoś pomógł, zwrócił uwagę, coś doradził....
        I mam nadzieje,że to tak było i dziewczyna tak naprawdę nie chce kotka oddać, tylko już nie wie, co robić z tym wszystkim...
        Pozdrawiam i życzę spokojnego rozważenia problemów
        Joanna
        • echtom Re: biedna 10.07.09, 17:41
          > Mam nadzieję,że autorka wątku miała bardzo zły dzień, nagromadziło się dużo frustracji, nerwów itd. I wybuchła tym postem będąc w rozpaczy, gniewie

          Dokładnie tak było - skumulowany stres i przemęczenie. Mam w domu pod opieką 7 osób na 2,3 i 4 łapach i nie zawsze udaje mi się pogodzić ich potrzeby i oczekiwania. Do tego przy takim zagęszczeniu dochodzą konflikty na różnych liniach, z którymi i tak wszyscy przychodzą do mnie plus nawał terminowych prac zleconych, z którymi ledwo się wyrabiam. Od połowy lipca powinno być trochę spokojniej.

          > Pozdrawiam i życzę spokojnego rozważenia problemów

          Kotka na razie odsypia nocną przygodę pod moim biurkiem, z weterynarzem umówiłam się na jutro rano, żeby dzisiaj dodatkowo jej nie stresować. Zacznę od badań - jeśli się okaże, że jest zdrowa, i przyczyną jej zachowania jest jednak kocur, będę miała jeszcze większy problem, ale jakieś rozwiązanie (nie drastyczne) musi się znaleźć.

          Też pozdrawiam smile
          • annb Re: biedna 10.07.09, 19:06
            No nareszcie jakiej konstruktywne podejscie do problemu.
            Nie jestem zwolennikiem trzymania kotow na sile w domach
            serio serio
            Nie uważam że dwór/pole to samo zło(przy założeniu regularnej
            opieki i odleglosci znacznej od glownych drog plus obowiazkowa
            kastracja).
            Ale jesli przyczyna tkwi w problemach nerkowych to wyrzucenie na
            wolnosc jest lekko niefajne
            .

            • wladziac Re: biedna 10.07.09, 19:25
              domowych problemów i frustracji nie wylewa się na niczemu niewinne
              zwierzę,jeżeli to stres z powodu innego kota to bardzo mocny i wtedy
              poszukaj kocurkowi innego domu a w między czasie spróbuj dopieszczać
              koteczkę i daj jej odczuć że jest dla Ciebie najważniejsza,głaskanie
              czy jakieś smakołyki poprostu to co sprawia jej największą
              przyjemność a nie ma tego na codzień,szkoda że koty nie potrafią
              mówić tylko muszą swoje problemy oznajmiać w taki sposób a nie każdy
              człowiek potrafi je odczytać
                  • echtom Re: biedna 10.07.09, 21:11
                    Trochę później i początkowo były sporadyczne. Nasiliły się w ostatnim czasie. Nie wiem, czy może na to wpływać wiek kotki (11 lat). Przestudiowałam podrzucony mi w wątku link i pomyślałam o cukrzycy (wielomocz), ale teraz wczytałam się w inne objawy i mi nie pasują.
                    • wladziac Re: biedna 10.07.09, 21:36
                      co do diagnozy zdrowotnej to najlepiej jednak zrobić badania krwi i
                      moczu szczególnie i na początek,a powiedz mi czy kocurek np mógł
                      przestraszyć kotkę załatwiającą się w kuwecie i jak wygląda stosunek
                      kocura do kotki zaczepia ją?mam zbieraninę różnych kotów i różnie
                      między nimi bywa może coś mi się nasunie na myśl i da porównać
                      sytuacyjnie
                      • echtom Re: biedna 10.07.09, 21:45
                        Tak, gdy kocurek podrósł, zaczął ją zaczepiać. Ona bardzo tego nie lubiła, teraz profilaktycznie warczy na niego, gdy zbliża się na odległość 2-3 metrów, choć zaczepia ją znacznie rzadziej. Myślałam nawet, że ona nie chce załatwiać się do kuwety, bo tam zostaje jego zapach. Mam 3 kuwety w domu, ale koty nie zawsze korzystają z tej samej.
                        • wladziac Re: biedna 10.07.09, 22:22
                          mam zwariowanego kocura co mnie nie przeszkadza ale swoim wścibstwem
                          i chęciami do zabaw powiązanych z podgryzaniem straszy swoim
                          zachowaniem koteczki a szczególnie jedną,kiedy słyszy że ona jest w
                          kuwecie i drapie przed załatwieniem sie to zaraz tam biegnie i
                          biedna ucieka z kuwety i musi np sikać w jakimś kątku żeby ją nie
                          dopadł,jak jestem w domu to oczywiście natychmiast reaguję i gonie
                          kocura ,moje kotki są bardzo wrażliwe i takie powiedziałabym
                          delikatne w zachowaniu ,nigdy się ze sobą nie biją i unikają
                          wszelkich zaczepek,są dość strachliwe a kocur jest bezstresowy i
                          wszelkie moje przeganiania traktuje jak zabawę, coś mi to wygląda u
                          Ciebie podobnie że kotka z jakiejś przyczyny ma uraz do kocura i ich
                          relacje się pogorszyły,może dałoby się to sprawdzić poprzez jakąś
                          izolację ich od siebie i obserwację zachowania kotki bez towarzystwa
                          • echtom Re: biedna 10.07.09, 22:46
                            > może dałoby się to sprawdzić poprzez jakąś
                            > izolację ich od siebie i

                            Właśnie staram się teraz bardziej je od siebie izolować, chociaż to trudne, bo w
                            mieszkaniu jest dużo ludzi, ciągle ktoś chodzi i otwiera drzwi, a kot tylko
                            czatuje na taką okazję. Widzę, że kotka po nocnej wycieczce jakaś osowiała i
                            dużo śpi, co upewnia mnie, że przeniesienie jej w planowane miejsce nie jest
                            najlepszym pomysłem. Pewnie u nas zostanie, będę tylko musiała lepiej jej
                            pilnować i ograniczyć dostęp do miejsc, w których wyrządza największe szkody.
                            • wladziac Re: biedna 10.07.09, 22:56
                              odnoszę wrażenie że z wiekiem kotki są bardziej podatne na stres i
                              jeżeli u Ciebie dodatkowo jest więcej ludzi,mało spokojnego miejsca
                              to może ją wszystko bardziej drażnić,otwórz jej jakąś szafkę połóż
                              coś ulubionego do spania,może się jej spodoba
          • r.kruger mam hipotezę 11.07.09, 11:04
            kotka sterylizowana ? tak chyba wyczytałam
            i wiek się zrobił raczej słuszny...
            Otóż moja 14letnia suczka zaczęła posikiwać w domu, najpierw po kilka kropel,
            sporadycznie pod siebie...coraz częściej i bardziej irytująco.
            Poszłam do weterynarza - pani doktor wyjaśniła nam że ponieważ sucz po wycięciu
            macicy etc. to ilość hormonów spadła, wiek dołożył swoje i zwieracze źle
            działają! Mocz był zdrowy - z zwieracze luźne.
            Dostaliśmy krople i kilka czopków dla suczki. Kłopot szybko się skończył.
            Może i twoja kotka z racji wieku zapadła na coś podobnego? przecież i ludzkim
            samicom się zdarza na starość.
              • echtom PS 11.07.09, 11:16
                Uświadomiłam sobie wczoraj, że mam problem z postrzeganiem swojej kotki jako "seniorki". Na oko nieźle wygląda, ma ładne futerko, jest sprawna, biega, skacze i jakoś trudno mi skojarzyć, że ma już 11 lat. Cóż, trzeba będzie przestawić myślenie.
            • echtom Re: Wyrzuciłam kota z domu :( 11.07.09, 20:44
              W poniedziałek będę miała wyniki badania krwi - może w międzyczasie uda mi się to drugie złapać wink Kota już doszła do siebie po tamtej nocce, ale chyba jeszcze mi nie wybaczyła dzisiejszej akcji u weterynarza.
              • macarthur Re: Wyrzuciłam kota z domu :( 11.07.09, 21:01

                Cytat
                "Ludzkim samicom"....a ja bylam pewna,ze one nazywa sie KOBIETAMI
                i powiem Ci,ze MEZCZYZNOMna starosc tez sie czesto
                zdarza sikac i nie tylko,pod siebie.


                sądzę że biologia kotów i ludzi ma wiele wspólnego, jeśli chodzi o
                ludzi jest wiele wątków na ten temat na forum zdrowie i myślę że nie
                ma sensu robić temu konkurencji
                gacusiu uważam że r.kruger użyła w żartobliwej formie ogólnej nazwy
                gatunku ludzkiego i nie ma w tym nic niestosownego
        • wladziac Re: Wyrzuciłam kota z domu :( 11.07.09, 11:29
          nie tak całkiem spekulacją bo jeżeli kotka jest chora [co mam
          nadzieję szybko się wyjaśni] to tymbardziej potrzebuje spokoju i
          może się tak złożyć że jej zachowanie jest świadectwem na dwa
          czynniki które jej dokuczają :choroba i stres a to już trochę za
          dużo szczególnie dla kotki w jej wieku
                • zwiatrem Re: Echtom 15.07.09, 11:03
                  albo niewysikana kote zaniesc za ulice na pobranie moczu, i wyniki szybko i bez
                  wydatku na zwirek i bez szukania kto i gdzie zwirek taki ma
                  • echtom Re: Echtom 15.07.09, 11:32
                    Ba, ale jak poznać, że niewysikana? Pół dnia jestem w pracy, w domu
                    kilka kotów i kuwet, więc trudno się połapać, który gdzie nasikał.
                    Musiałabym zamknąć kota z kuwetą w klatce na cały dzień wink
                    • zwiatrem Re: Echtom 15.07.09, 12:21
                      zrozumialam ze do pustej kuwety nie sikala, wiec stad moja ocena ze jest
                      napelniona i kuwete ma na wlasnosc;

                      ale czekaj, jak kuweta wspolna to jak jej mocz odseparujesz w zwirku do
                      "lapania" moczu?
                    • salimis Re: Echtom 15.07.09, 12:24
                      echtom dobry weterynarz wyciśnie z kota mocz.Miałam okazję być przy czymś
                      takim.Oczywiscie kotu się to nie podobało ale cel został osiągnięty.Świeżutkie
                      siuśki szły od razu do badania.
                      Fakt faktem ze były potrzebne trzy osoby,jedna trzymała kota,wetka miętoliła
                      pęcherz,zaś trzecia osoba podstawiała od razu pojemniczek aby nie uronić ani kropli.
                    • basset2 Re: Echtom 15.07.09, 12:50
                      skoro weta masz blisko, to kotkę "pod pachę" i wet
                      sprawdzi palpacyjnie czy pęcherz jest pełny
                      jak pełny to niech "wyciśnie"
                      jeśli nie, "poluj" na jej pełny pęcherz
                      a nerki jej macał czy nie są powiekszone? nie ma torbieli?
                      z badania krwi wyszło że jest stan zapalny czyli objaw
                      procesu chorobowego u zwierzaka, ale nadal przyczyna nie jest znana
                      równie dobrze 11 letnia kotka może mieć chore nerki
                      kryształki w moczu, struwity itp itd

                      W końcu na pewno uda Ci się "upolować" za nim zdąży opróżnić pęcherz

                      powodzenia
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka