kot pod łózkiem - co robić?

22.08.09, 15:19
Moi drodzy, od 20 godzin w naszym domu jest nowy kot. Przyjechał wczoraj i był nastawiony raczej pozytywnie, zwiedzał dom, upominał się o głaskanie, siusiał do kuwety. Nowy kot ma 5 miesiecy i mieszkał do tej pory z innymi kotami, "stary" kot zabrany z kociego otoczenia jak miał 4 miesiące, mieszka z naimi od kwietnia. Po pojawieniu się nowego zwierza nasz kot syczał, warczał, puszył się i wygladał na bardziej wystraszonego od nowego domownika. Siedziałam z nimi do późna a widząc, że nie zapowiadaja się krwawe bitwy połozyłam się spać. Koty na przemian łaziły po nas w nocy. Bladym śiwtem nowy kot wszedł pod łóżko i nie chce wyjść. Siedzi tam do teraz, bez jedzenia i picia. Próba wyciągnięcia skończyła się nurem powrotnym. Pod tym łóżkiem daje się głaskać, bawi się piórkiem ale nie wyściubiając nosa. Co ja mam zrobić? Podać mu pod to łóżko miskę z jedzeniem i wodą? Wyciągać na siłę? Ratunku bom wielce zestresowana.
    • verdana Re: kot pod łózkiem - co robić? 22.08.09, 16:15
      Spokojnie czekać. Wylezie.
    • kena1 Re: kot pod łózkiem - co robić? 22.08.09, 16:16
      Nie wyciągaj na siłę, bo bardziej go zestresujesz. Postaw miski z piciem i
      jedzeniem pod łóżkiem, no i gdzieś w pobliżu łóżka kuwetę, żeby nie miał daleko.
      Daj mu czas - sam wyjdzie smile
      • gacusia1 A wlasnie,ze nie pod lozkiem te miski 22.08.09, 16:38
        Postaw je tak,zeby widzial i czul zapach jedzenia ale nie pod
        lozkiem. Wtedy wyjdzie. Najlepiej kota "starego" odseparuj na kilka
        godzin,zeby sie "mlody" zaklimatyzowal na dobre.
    • ona-50 Re: kot pod łózkiem - co robić? 22.08.09, 17:02
      U mnie jedna kota siedziała pod łóżkiem tydzień. Druga równo dwa
      tygodniewink Nie dawały się głaskać, nie pozwalały na siebie nawet
      spojrzećwink Na jedzenie, picie i kuwetkowanie wychodziły tylko późną
      nocą, jak już wszyscy głęboko spali. Znajomi nie wierzyli że w ogóle
      te koty istniejąwink Ja już sama zwątpiłam że kiedykolwiek je
      zobacze, o pogłaskaniu nie wspominjącwink
      Wyjdą i Twoje. Cierpliwości tylko trzeba.
      Pozdrawiam
    • alicez Re: kot pod łózkiem - co robić? 22.08.09, 18:13
      Młody dostał jeść pod łózkiem, ładnie się umył, dostał porcje pieszczot i siedzi dalej. Fundin młodego nie zaczepia i nie szuka jesli ten nie pojawi się w polu widzenia. Pół dnia przespał w innym pomieszczeniu a teraz czasem zagląda na zwiady i wychodzi. Szkoda mi tego bidaka podłóżkowego smile
      • mist3 Re: kot pod łózkiem - co robić? 22.08.09, 20:11
        moja kotka, jak przyszła do mnie parę miesięcy 90% czasu spędzała
        praktycznie za łóżkiem, a i teraz jest to jej ulubiona kryjówka (np.
        przed 5 razy mniejszym kotkiem, który przybył do domu niedawno) -
        twój kiciuś to i tak chojrak, że da się choć troszkę popieścić.
        Szkoda ci go na pewno, ale zapewniam, że cierpliwością wiele możesz
        zyskać, a wyciąganiem kotka na siłę - tylko przedłużyć jego stres.
        Pogadaj do niego od czasu do czasu, daj mu jedzenie i picie blisko
        oraz kuwetkę, od czasu do czasu pomachaj jakąś zabawką i na pewno
        będzie dobrze
        • alicez Re: kot pod łózkiem - co robić? 22.08.09, 20:35
          mist3 napisała:


          > Szkoda ci go na pewno, ale zapewniam, że cierpliwością wiele możesz
          > zyskać, a wyciąganiem kotka na siłę - tylko przedłużyć jego stres.
          > Pogadaj do niego od czasu do czasu, daj mu jedzenie i picie blisko
          > oraz kuwetkę, od czasu do czasu pomachaj jakąś zabawką i na pewno
          > będzie dobrze

          Gdyby ktoś mnie dziś widział to by sie pewnie uśmiał po pachy. Pół dnia przeleżałam koło łóżka gadając do kota smile ale chyba zadziałalo. Fundina odizolowałam i młody odważył się wyściubić nos. 15 minut trwało doprowadzanie kota do kuwety z pomocą piórek i udało się - pęcherz pusty. Jutro chyba spróbuje miski wystawić "na widok" i zobaczę efekty.
          • smolimo Re: kot pod łózkiem - co robić? 22.08.09, 23:47
            Alicez z tego co piszesz to sytuacja nie jest zła, ja przez 3
            miesiące spędzałam dni na leżeniu w połowie pod łóżkiem i mówieniu
            do kota. Mój kot przeżył dwie przeprowadzki i za drugim razem to już
            była tragedia. Nazywam go kotem specjalnej troski, to jest kot,
            który boi się własnego ogonka, trudno jest się nim opiekować,
            musiałam do niego podporządkować moje życie. Kot po przeprowadzce
            spędził pod łóżkiem 3 miesiące, były momenty, że traciłam nadzieje,
            że jeszcze wyjdzie. To wszystko strach przed zmianami i nowym
            miejscem. Mimo przygotowań, kropli Bacha, obstawienia nowego pokoju
            starymi rzeczami, zapachami, kot nie mógł się pogodzić ze zmianą. W
            pierwszą noc sądziłam, że wyjdzie, tak jak przy pierwszej
            przeprowadzce i skorzysta z kuwety, niestety kot nasikał na dywan
            pod siebie. Od drugiego dnia kuweta stała koło łóżka i z kocy został
            zrobiony tunel, aby kot mógł skorzystać inaczej nie wychylił nosa
            spod łóżka, tam jadł i pił. I tak 3 miesiące spałam z kuwetą koło
            łóżka, a część dni spędzałam na leżeniu wsunięta częściowo pod
            łóżko, mówiłam, głaskałam i czasem już mi się płakać chciało.
            Tymczasem drugi kot zdążył już poznać całe nowe miejsce i poczuć się
            jak u siebie. Kot wyszedł, ale do tej pory nie czuje się w pełni u
            siebie. Na żadnym forum, ani wśród znanych kociarzy nie spotkałam
            się z takim przypadkiem kota, niektórzy nie chcieli mi wierzyć, że
            to trwało tak długo. Mój kotek został znaleziony na ulicy w wieku
            ok. 3-4 miesięcy, był zaniedbany, obawiam się, że mógł być męczony
            przez ludzi. To był parking, północ, usłyszłam miauczenie,
            podejrzewam, że ktoś jeździł nocą po parkingach na osiedlach i
            podrzucał koty, dowiedziałam się bowiem o kilku takich podrzudkach w
            okolicy. Obecnie boi się wszystkich oprócz 2 ludzi, z czego
            najbardziej akceptuje mnie, gdyż spędzam z nim najwięcej czasu.
            Najgorsze jest to, że nie mogę tego kota z nikim zostawić, nie mogę
            go oddać na przechowanie, ani prosić by ktoś go doglądał, każda
            zmiana to dla niego tragedia życiowa, którą długo odchorowuje. On
            się boi każdej zmiany, wystarczy, że postawi się nowy mebel w
            pokoju, zmieni układ, on to już wie i już się boi wejść do takiego
            pokoju. Można by jeszcze długo pisać o jego dziwnych skłonnościach,
            ulubionych rzeczach itp. Ten kotek wymaga niesamowitej cierpliwości
            i troski. Miał ktoś podobnego kotka?
            • verdana Re: kot pod łózkiem - co robić? 23.08.09, 10:57
              He, he.
              Jak przynioslam do domu 7 -tygodniowego kotka, to moje dwie mopsice
              przez pare dni nie chcialy wyleźć spod krzesła.
              • mist3 Re: kot pod łózkiem - co robić? 23.08.09, 20:17
                smolimo - znam ten ból, bo mam podobną Kicię - choć obecnie (po
                niespodziewanym dokoceniu) i tak nieco się ośmieliła (a może to
                zasługa Feliway'a)
                Moja kotka po przyjściu do mojego domu prawie pół roku spędziła w
                jednym pokoju, a prawie miesiąc za łóżkiem - jest to zresztą jej
                kryjówka, do której biegnie kilka razy na dzień (hałas na klatce
                schodowej, dzwonek do drzwi, hałas za oknem).
                Teraz doszła kotka - i Kicia nadal bardzo się boi wszystkiego a
                dodatkowo malucha. Jednak jest postęp - zaczyna trochę małą gonić
                (wcześniej tylko mała ją goniła) - ale i tak jest odganiana od miski
                i trzeba jej pilnować przy kuwecie.
                Ale tak jak piszę - jest postęp, bo przy wcześniejszej próbie
                dokocenia kotka przestawała jeść, pić i załatwiać potrzeby
                fizjologiczne. Teraz jak już piszę po miesiącu się ośmieliła, ale
                zaraz czeka nas przeprowadzka i bardzo bardzo się boję co to będzie.
                Dodam jeszcze że na razie mieszkam z rodzicami (Kicia też mieszka z
                nimi od początku) - i ona nie da się im pogłaskać, nawet dotknać,
                przy najmniejszej próbie ucieka do swojej kryjówki.
                Tak więc jest to również kotka jednego właściciela i ja też jej
                podporządkowałam swoje życie - ale jak się mówi A, to potem trzeba
                też powiedzieć B.
Pełna wersja