dzidzia_bojowa
08.02.12, 20:39
Marudność zanikła w społeczeństwie. Czuję się jak ostatni marudny Mohikanin. Zresztą nie to nie. Sama sobie tu popiszę, ponarzekam, pokrytykuję. Przynajmniej nikt mi nie będzie wytykał, że znowu o swoich "wdziękach" piszę.
A piszę! Bo właśnie te najbardziej wystające nieco sobie potłukłam dziś jeżdżąc na nartach. Żadna ze mnie Lindsey Vonn, więc bez super techniki acz wdzięcznie ze dwa razy zaryłam w śniegu co teraz boleśnie odczuwam tu i ówdzie. Lecz warunki na stokach idealne! Pogoda była świetna, nie za zimno, nie padało, śnieg ubity, w dużych ilościach. Tłoku nie było bo to środek tygodnia. Wróciłam prawie szczęśliwa gdyby nie siniaki.
No a teraz w nocny dyżur odwalam ziewając tak przeraźliwie, ze mi chyba się zaraz gęba rozedrze. Zaraz kawy się napiję i aby do rana. Mam nadzieję, że będzie spokój.