Dodaj do ulubionych

Wątek na rzeczy dla których nie ma wątku

20.02.05, 21:35
Bo ja się chciałem podzielić tekstem piosenki.


Kyln ij. vanha vkkr
Kyln ij, vh-lynen
Kyln ij, kumma kppn
Kyln ij vrsrinen
Kyln ij, kylml mell
Kyln ijll. kyy ol kyljel
Rkyi mnnikss yll yksinns
Rkyi mnnikss kekleet kess
Kmmenet kryss kengt kankahalla
Yll yksinns ij vsyksiss

Kylmll mell kyy ol kytkyess
Ylhll yksi alemmalla kaksi
Purrut kmmenest kyy ol kppnt
Syyhyn synnyttnyt, syytny sylke

ij yksinns yll vnntteli
Kynnysportahalla kyyt kytteli
Pt plkyllens, pahan pirulaisen
Kieron kastaisen kurkun kirvehelle

Kyln ij vanha vkkr
Vhemmstki ij vsyvi
Vkevmmtki. heti hyytyvi
Kyln ij vsyneen

ij paranteli pirun puremaista
Viinalla valeli, pirrulla pesevi
tervaksella teki, lmmt lylytteli
Loitsusi loruja, manasi majoilla

Kummasteltiin kyllin ijn pitjss
ijn vntelit, miehen mittelit
Kyryselkkyijjen kummia kujeita
ijn hkimist yll yksinns
Obserwuj wątek
    • szprota w sumie byłby na to wątek 23.02.05, 01:01
      ale niechże trafi na wątek założony przez swojego autora.
      zrzut z sci-fi i coś czuję w moczu [A MOCZ NIECH BĘDZIE ZE MNĄ], że w jednym
      kłapnięciu się nie zmieści.

      W zawiesistej niby-atmosferze przybytku zwanego "Pod Spleśniałą Sepulką"
      rozchodziły się doskonale dźwięki wenusjańskiej muzyki Pach(1). Grupa
      wenusjańskich młódek rytmicznie machała plukwami ku uciesze gawiedzi. W ciemnym
      kącie siedziała podejrzana postać. Raz zakręciła palcami młynka przy pasie, raz
      podkręciła wąsa, raz splunęła i raz po razie pociągała z wielkiego naczynia
      rodem z ziemi, nie wiadomo czemu zwanego kuflem(2). Był to dość duży mężczyzna,
      z wyglądu zwyczajny człowiek, a na pewno mieszkaniec trzeciej planety układu
      sol. Ubrany w ciężki kontusz antyradiacyjny, ukrywał pod nim żupan próżnowy. Na
      głowie miał przeciw meteorową czapę z bogatym trzęsieniem do odganiania
      zbłąkanych komet, a przy pasie czarną pochwę, w której skrywał morderczą i znaną
      w całej galaktyce 'Cara Bella', laserową szablę niebywałej mocy i przeraźliwej
      rączości. Był to Andrzej Kmicic, poszukiwany w całym układzie banita, ukrywający
      się teraz pod nazwiskiem Babinicz, które dla wielkiej liczby zbałamuconych bab
      przybrał.
      Co pewien czas do zajmowanego przezeń kąta podchodził niewysoki Plutończyk i
      szeptał mu coś do ucha, po czym znikał wśród dymu i gwaru uważnie jednak
      nasłuchując swymi czterema uszami tego co się wokół niego mówi.
      Nagle muzykę przerwało trzaśnięcie opancerzonych drzwi śluzy i do sali wkroczył
      barczysty marsjanin w czarnym płaszczu, rozejrzałsię dookoła i zatrzymał wzrok
      na plukwających wenusjankach. - Sikorki! – zagrzmiał – Będziecie ze mną
      tańcować! - co powiedziwaszy zdjął hełm jak noc czarny i odrzuciwszy płaszcz na
      ramię ruszył zdecydowanym krokiem w stronę przestraszonych dziewcząt. Obecni na
      sali zadrżeli, bowiem marsjaninem tym był straszliwy Boba-Kukliński-Fett, który,
      jak powiadają, prawomocnymi na siebie wyrokami, zwiniętymi w kłąb, rzuciwszy
      stworzył kometę ogromną, co już trzy układy spustoszyła strasznem swem obliczem.
      Boba zbliżywszy się do dziewcząt mlasnął lubieżnie, oblizał raszty na kłykciach
      i rozcapierzywszy palce już miał runąć nań, gdy jakaś dłoń zatrzymała go w pół
      ruchu.
      Ze mną najpierw potańcuj waszmość – To Kmicic odsłoniwszy zęby przeszkodził
      Bobie-Kuklińskiemu.
      A co tobie panie przybłęda do tego, odejdź bo cię pochowam, a z tobą pchły twoję
      – Zmierzywszy zuchwalca wzrokiem mruknął spod wąsa(3).
      Ej, waćpan, ty się miarkuj, lepszych od cię brałem za hajdawery i i pyskiem na
      dół rzucałem w próżnie!
      A ktoś ty jest, że by mi grozić? - Kukliński-Fett zieleniał na twarzy, co jest
      oznaką czystej marsjańskiej złości. Kmicic zmieszał się, nie mógł wyjawić prawdy
      o sobie, a jednak tamtemu należało dać respons jakiś. Marsjanin widząc
      zmieszanie na twarzy napastnika ucieszył się
      Co? delia zającem podszyta? Zali waćpan fugas chrustats zamierza, zaiste dowcip
      chyba waćpanu fantazję przerasta! - Zaśmiał sie. Na to dictum Kmicic
      poczerwieniał i wyjąwszy z brzękiem elektrycznych wyładowań szablę z pochwy
      zakrzyknął.
      Z Babinicza kpisz, przez Babinicza gardło dasz! Broń się łotrze!

      Boba-Kukliński-Fett wyciągnął krótki rapier atomowy i z błyskiem w oku natarł na
      Kmicica. Starli się obaj krzesząc iskry radioaktywne. Kmicicowa szabla
      pojękiwała przy uderzeniasz rapiera, jednak nawet atomowym szpikulcem trudno
      było zmóc to laserowe oręże. Zwarli się otoczeni nuklearnym powidokiem niczym
      dwaj tytani. Kukliński-Fett zmyślnym pchnięciem przedarł się przez zasłonę
      Kimcica, jednak ten, ufny w wytrzymałość swojego antyradiacyjnego kontusza
      chwycił ostrze pod pachę, puścił szablę, dając jej zwisnąć na rzemyku i
      marsjanina za gardło ucapił. Banita Kukliński czując zelazny uścisk ziemianina
      naparł na niego całym ciałem chcąc go do ściany przyprzeć i tam poddusiwszy z
      rąk się uwolnić. Kmicic jednak był silniejszy, oburącz chwycił za szyję aż
      zadrgały na niej żyły, a oczy kosmity wyskoczyły z obfitych orbit.

      Puskaj, bratku! Wycedził tracący przytomność Kukliński.
      A teraz takiś... jak ja cię za szyję trzymam to ty jęczysz. Pojęczysz sobie
      duszo piekielna, pojęczysz. Módl się żeby ktoś grosz na mszę dał za twoją duszę
      – warczał Kmicic.

      Wtem, dotąd wpatrzony z przerażeniem, karczmarz zawył okropnie i wskazawszy
      swoim robotom walczących kazał ich rozdzielić. Te ruszyły swe cyngwajstry i
      motory odpaliwszy z takim zapałem wzięły się do oddzielania, że najpierw całą
      salę podieliły na połowy, potem oddzieliły ziarno od plew, a dopiero na powtórne
      rządanie – walczących.
      Kmicic vel Babinicz stali na przeciw siebie unieruchomieni w stalwych uściskach
      i dyszeli wściekle. Karczmarz podszedł do nich i ze złością wykrzyknął – Za
      drzwi! Obydwaj!.
      Babinicz żachnął się, wyrwał ramiona z uścisków robota i krzyknąwszy na swojego
      sługę plutończyka Hana Sorokę wyszedł mieląc w zębacz przekleństwa.

      Taką to przygodę widziałem na plutonie jak ją opisuję






      1Muzyka Pach jest tradycyjną muzyką pierwszego okresu rozpłodowego Wenusjanek,
      zadziwiający w niej jest sposób wydawania dźwięków, otóż młode wenusjanki wabią
      potencjalnych partnerów modulując powietrze wydobywające się z plukw,
      wenusjańskich żeńskich narządów rodnych.
      2Jak wiadomo Kufle są to małe okrągłe paciorki zdobiące kopyta marsjańskich sztusk.
      3Marsjańskie wąsy, w odróżnieniu od ziemskich nie są z tkanki martwej tylko są
      żywymi, ruchliwymi czułkami, pełniącymi rolę kubków smakowych, przeto gdy się
      słyszy, że marsjanin podkręcił wąsa, jest to bajka wyssana z palca.

      p.s. pomysł bezwstydnie zerżnąłem z dyskusji Loostara i Bio, do czego się
      przyznaję bo wobec naznaczenia mnie piętnem wybrańca przez gen. Jodzona, nic mi
      już nie straszne.

    • b00g13 dzięki uprzejmości niczego nie świadomego sci-fi.p 23.02.05, 01:35
      Państwowa telewizja Korei Północnej ogłosiła, że "1,5" to liczba magiczna,
      zaszyfrowana w organizmie człowieka - poinformowała we środę agencja RIA-Nowosti.

      Na potwierdzenie odkrycia przytoczono następujące fakty o organizmie człowieka:
      półtora kilograma waży mózg, a także wątroba. Jelito grube ma półtora metra
      długości. Sińce pod oczami u osób palących pojawiają się 1,5 roku wcześniej niż
      u niepalących.

      Według telewizji, żołądek ma 1,5 litra objętości, a utrata więcej niż 1,5 litra
      krwi jest zagrożeniem dla życia. Paznokcie u rąk rosną 1,5 razy szybciej niż
      paznokcie u nóg, natomiast powierzchnia skóry ma 1,5 metra kwadratowego.

      "Liczba 1,5 ma naprawdę duży związek z organizmem człowieka" - skwitowała
      informację północnokoreańska telewizja. (PAP)
    • szprota Re: Wątek na rzeczy dla których nie ma wątku 27.02.05, 20:19
      najpierw poinformuję, że tym razem rotfl byl po dłuższej chwili wlepiania ócz
      moich modrych (chociaż modrość w ich wykonaniu to trochę za dużo powiedziane...)
      tudzież przecierania ich drżącą, sprawną dłonią
      forum.gazeta.pl/forum/73,46481,1540823.html?f=666
      zwróćcie uwagę na zestawienie numeru forum z jego tematyką
    • b00g13 no bo nie mogłem znaleść wątku 03.03.05, 21:21
      Znalezione na pl.rec.fantastyka.sf-f

      Potem Pan Sowa powiedział: - Przedstawcie to sobie obrazowo. Oto ludzie są
      w podziemnym pomieszczeniu niby na kształt...

      - Obawiam się, Panie Sowo ? zaczął Puchatek, rozglądając się za farbami,
      który zostawił ? no właśnie, gdzie? Nie mógł sobie przypomnieć! ? że nie
      będzie jak, bo farby gdzieś mi wsiąkły, chyba wtedy, kiedy szukałem
      ostatniego garnka miodu, a sztalug w Stumilowym Lesie nie produkują, więc
      trzeba by sprowadzać zza morza, a import potwornie podrożał z uwagi na
      wschodnie floty grasujące po naszej wodzie.
      - Mo.. może na stole? ? pisnął nieśmiało Prosiaczek i pobiegł przestawiać
      pękate garńce zawalające drewnianą powierzchnię. Na szczęście były puste,
      bo gdyby Kubuś nie był takim łakomczuchem, to byłyby dwa razy cięższe i
      Prosiaczek mógłby jeszcze coś rozbić!
      Pan Sowa złapał się za głowę, a Królik spojrzał na towarzyszy z politowaniem.
      - Nic nie zrozumieliście! ? oznajmił z wyższością. ? To oczywiste, że Pan
      Sowa miał na myśli metaforę, to jest wyobrażenie, a nie dosłowne malowanie
      obrazów. Prosiaczku, zostaw te garnki, bo jeszcze coś zbijesz!

      Niestety właśnie wtedy rozległ się huk rozpękającej się gliny.

      - O rety! ? przestraszył się Prosiaczek. ? Zepsułem garnek...
      - Nie martw się, Prosiaczku ? powiedział Puchatek wspaniałomyślnie. ? Dam
      ci trochę czasu przed wnioskiem o windykację. Mafia na granicy daje dobre
      kredyty, pożyczysz od nich, to bedziesz miał za co odkupić.

      Pan Sowa odchrząknął: - Więc wyobraźcie sobie tych ludzi przykutych na
      dnie groty, z której jest tylko jedno wyjście, przykutych tak, że im okowy
      nie pozwalają odwrócić głowy. Za nimi płonie ogień, który rzuca na skałę
      skałę przed nimi króliczki, to jest, chciałem powiedzieć, zajączki...

      - O rety! ? przestraszył się Prosiaczek, spoglądając z niepokojem na
      Królika, czy aby nikt nim nie rzuca.
      - Dziwny obraz opisujesz i kajdaniarzy osobliwych ? zdziwił się Kubuś.
      - Podobnych do nas ? powiedział Pan Sowa. ? Bo czy myślisz, że ludzie ci
      mogliby widzieć cokolwiek prócz cieni rzucanych na ścianę?
      - Jakimże sposobem? ? powiedział Królik, rzucając przyjaciołom minę
      mówiącą, że wszystko zrozumiał. ? Gdyby całe życie nie mógł żaden głową
      ruszyć?
      - Więc ci ludzie o niczym innym by nie mówili, jak o cieniach, i tylko te
      cienie braliby za prawdę?
      - Prawdę powiadasz, Panie Sowo ? przyznał Królik.
      - Nieprawdaż, i gdyby ktoś takiego wyprowadził siłą na powierzchnię, to
      ten opierałby się i mrużył oczy z oślepienia?
      - Koniecznie!
      - A gdyby jednak został tam i przyzwyczaił oczy do prawdziwego światła, to
      po powrocie znowu mało by widział, bo jego oczy odwykły od ciemności?
      - Z pewnością ? przyznał Królik.
      - Nieprawdaż, i ci z dołu wyśmiewaliby go, że wraca od Słońca, a nic nie
      widzi?
      - Panie Sowo ? wtrącił Puchatek, który od dłuższej chwili przysłuchiwał
      się dyskusji z rosnącym zdumieniem. ? Ja jestem misiem o bardzo małym
      rozumku, więc nic nie rozumiem, ale coś mi tu za bardzo zalatuje
      ?Milczeniem owiec?. Jeszcze trochę i dojdziemy do de Sade?a! Przecież -
      rozejrzał się dyskretnie i zniżył głos ? my jesteśmy dla dzieci! Chcecie,
      żeby nas sprzedawali z naklejką ?nieprzyjazny dla Ligi Polskich Rodzin??
      Pan Sowa spojrzał z zaskoczeniem na Królika.
      - Nie taki Puchatek głupiutki, jak go malują ? powiedział.
      - A wy znowu o malowaniu ? jęknął Prosiaczek. ? Chce.. chcecie zanudzić
      dzieci na śmierć? To już lepiej walić per... perwersją, przynajmniej się
      sprzeda! I nie będzie hi... hipokryzji, że niby dzieci bocian przynosi.

      Tym razem Królik złapał się za głowę.

      - Już wiem, jaki jest sens życia Prosiaczka i Kubusia ? oznajmił. ?
      Leczenie dzieci z kompleksu niższości poprzez pokazanie im, że są na
      świecie więksi nieudacznicy.
      Prosiaczek poczerwieniał i zerwał się, zaciskając swe małe piąstki.
      - Przyganiał kocioł gar... gar... ? spojrzał na leżące pod stołem,
      posklejane resztkami miodu skorupy. ? Przyganiał! Ty za to jesteś od le...
      leczenia z kompleksu wyższości ? przez pokazanie, że prze...
      przemądrzałość jest gorsza od głupoty!
      - I tym sposobem dochodzimy do rzeczywistości inteligibilnej ? wtrącił Pan
      Sowa.
      - To jest opór zdrowego rozsądku czującego zagrożenie dla swych
      nienaruszonych istotności ? Króliczek uśmiechał się z wyższością. ? Nie
      potraficie zaakceptować swojego miejsca i słuchać lepszych od siebie!
      - O, właśnie ? wtrącił Pan Sowa. ? Poruszyliśmy w ten sposób niezwykle
      ciekawe...
      - Spolegliwa niezdolność do przezwyciężenia naturalnych intuicji
      metafizycznych!
      - ...zagadnienie sprawiedliwości.
      - Więc mówisz, że jesteś taki lepszy? ? wtrącił Kubuś. ? To powiedz, skąd
      się bierze miód w stumilowym lesie?
      - A co ja, encyklopedia jestem? ? obruszył się Królik i wyciągnął palec
      wskazujący. ? JEGO zapytajcie, niech wam wygugla.
      Wszyscy znieruchomieli nagle i spojrzeli zdumieni we wskazanym kierunku.
      - O rety ? powiedział martwo Puchatek. ? Prosiaczek wykrakał! Patrzcie,
      jaki perwers ? podglądał nas! Ale paskudna morda.
      - No nie... ? jęknął znów Prosiaczek i spojrzał po sobie. - A my wszyscy
      bez spo... spodni! Jak ci nie wstyd? Idź stąd, zboczeńcu, już!
      - Nie, czekaj! ? Pan Sowa zamachał nerwowo skrzydłami i zwrócił się do
      swych słuchaczy. - Głupcy! ? zagrzmiał. ? Nie możemy GO po prostu spławić,
      bo tylko dzięki NIEMU istniejemy! Nie rozumiecie, że jesteśmy wtórnym
      odzwierciedleniem rzeczywistości inteligibilnej ? naśladownictwem cieni
      istniejącym tylko w JEGO umyśle, który to JEGO umysł widzi cienie będące
      naśladownictwem rzeczywistości prawdziwej?
      - Nie ? przyznał Kubuś. ? Nie oczekiwałeś chyba, że jako miś o bardzo
      małym rozumku zrozumiem zdanie wielokrotnie złożone dłuższe niż sześć słów?.
      - Królik?

      Królik pokręcił z zawstydzeniem głową.

      - Więc TY! ? Pan Sowa zwrócił się do NIEGO. ? Na pewno rozumiesz, że
      klikając na następnego posta i wyrzucając nas z myśli skazujesz nas na
      nudną wegetację - bez Ciebie nie podlegamy żadnym zmianom!
      - Nie wygląda na przekonanego ? Królik nie krył sceptycyzmu. ? Trudno się
      dziwić, na Einsteina nie wygląda.
      - Rozumiesz? ? powtórzył niepewnie Pan Sowa, patrząc na NIEGO. - Nie? To
      se wyguglaj, debilu! Wiedziałem, że wcale mnie nie zrozumieją i
      zapamiętają tylko, że wymyśliłem tę pieprzoną metaforę. I TY uważasz się
      za wykształconego?
      - E, od razu widać, że marksista ? ocenił Królik. ? Albo co gorsza informatyk.
      - I tak najwybitniejsza teoria Stumilowego Lasu ulega sprymityzowaniu ?
      Pan Sowa pokiwał głową z rezygnacją. ? Ja mu o bycie prawdziwym, a jemu
      tylko kajdany w głowie. Trudno! Idź sobie, i niech CI wystarczy Potter z
      Masłowską!
      - Czyli jednak wypędzamy zboczeńca? ? upewnił się Prosiaczek.
      - A wy znowu o perwersji ? jęknął Puchatek. ? To już koniec, mamy
      przerąbane - bojówki Młodziezy Wszechpolskiej przyczepią się jak nic.

      Nagle drzwi rozprysnęły się z hukiem i przez resztki wejścia wskoczyło
      trzech łysych.

      - Nie będzie perwers pluł nam w twarz! - wrzasnął jeden z nich i
      przyskoczył do Pana Sowy. Drugi rozejrzał się w poszukiwaniu celu; nie
      dojrzawszy jednak niczego symbolicznego, zrzucił ze stołu kilka garńców z
      miodem; te pękły z jękiem w zderzeniu z twardą posadzką. Trzeci stanął w
      wejściu i dumnie założył pękate bicepsy na piersi.
      - Oj, będzie windykacja - rozsierdził się Puchatek. - Czekajcie tylko,
      znam lepszych łysych od was!
      - Cicho, pluszak - powiedział ten z bicepsem. - Nie strasz nas tu
      chłopcami z miasta, bo my tu bronić prawa przyszliśmy. On - wskazał palcem
      Pana Sowę - obraża nasze uczucia religijne! Casus Nieznalskiej: wystarczy,
      że obrażą się dwie osoby. A nas jest trzech!
      - A kontratyp sztuki! - zawołał Pan Sowa. - Licentia poetica! Artykuł 72
      Konstytucji!
      - Nie ma takiego kontratypu! - sprzeciwił się Biceps. - Równość wobec
      prawa: artykuł 32 ustęp trzeci Konstytucji.

      Dwaj pozostali łysi patrzyli na swego wodza z nie mniejszym zdumieniem niż
      Prosiaczek, Kubiś i Królik, którzy cofn
      • b00g13 ciung dalszy, bo się nie wkleiło 03.03.05, 21:26
        - Cicho, pluszak - powiedział ten z bicepsem. - Nie strasz nas tu
        chłopcami z miasta, bo my tu bronić prawa przyszliśmy. On - wskazał palcem
        Pana Sowę - obraża nasze uczucia religijne! Casus Nieznalskiej: wystarczy,
        że obrażą się dwie osoby. A nas jest trzech!
        - A kontratyp sztuki! - zawołał Pan Sowa. - Licentia poetica! Artykuł 72
        Konstytucji!
        - Nie ma takiego kontratypu! - sprzeciwił się Biceps. - Równość wobec
        prawa: artykuł 32 ustęp trzeci Konstytucji.

        Dwaj pozostali łysi patrzyli na swego wodza z nie mniejszym zdumieniem niż
        Prosiaczek, Kubiś i Królik, którzy cofnęli się, przerażeni, do kąta.

        - Szefie, co ty pieprzysz? - zapytał niepewnie jeden z nich. - Jaka
        Konstytucja? Mieliśmy oskubać pedała!

        Biceps pokręcił głową z rezygnacją.

        - Dlatego to ja jestem szefem, a nie ty - wyjaśnił. - To nie sztuka
        oskubać pedała, sztuką jest zrobić to tak, żeby wyglądało to na zgodne z
        prawem.Teraz dopiero można skubać.
        - Już? - upewnił się ten,. który stał przy Panu Sowie.
        - Tak.

        Wszyscy trzej osaczyli Pana Sowę, tracąc zainteresowanie pozostałą trójką:
        jeden trzymał, a dwaj wyrywali mu pióra.

        - Nieee! - darł się Pan Sowa, a łysi chichotali diabolicznie. -
        Powstrzymaj ich!
        - Ale oni są łysi - zauważył piskliwie Prosiaczek.
        - Nie o was chodzi, debile! - wrzasnął Pan Sowa. - To ON musi ich
        powstrzymać, bo w JEGO umyśle żyjemy! TY, w usenecie - przestań
        natychmiast czytać, nie pozwól im na to!

        Puchatek i Prosiaczek nadal patrzyli, przestraszeni, nic nie rozumiejąc,
        ponieważ jeden miał rozumek mniejszy od drugiego. Za to Królik nagle
        zrozumiał i wybiegł na środek pokoju. Spojrzał prosto na NIEGO i wrzasnął:

        - TY!! NIE CZYTAJ DALEJ!!

        * * *

        - Mówiłem, że to pewnie informatyk - zauważył Królik, spoglądając z
        niepokojem na spowitego w bandaże Pana Sowę.
        - Nie martw się, Króliku - Pan Sowa wykrzywił pokiereszowaną twarz w
        złośliwym uśmiechu. - Dostanie, na co zasłużył. W końcu to ON jest
        ostatecznie odpowiedzialny za wszystko, a w dodatku nieprzyjazny Lidze. Na
        szczęście zdążyłem wytłumaczyć to łysym - i to jego teraz odwiedzą!
        Hahaha! Słyszysz? Tak, do CIEBIE mówię! To do CIEBIE przyjdą - i tym razem
        będą PRAWDZIWI!
        - Suum cuique - podsumował Królik i zaniósł się nieprzyjaznym LPR-owi
        śmiechem.
    • latajacy_rosomak Tańcowała igła z Huanitką 14.06.05, 11:53
      Tańcowała igła z Huanitką,
      Igła - pęknie, Huanitka - wszystko.
      Igła cała jak z mogiłki,
      Huanitce plączą się posiłki.
      Igła z widła - Huanitka za nią:
      "Ach, jak cudnie niańczyć panią!"
      Igła biegnie drobiowym śniegiem,
      A za igłą - Huanitka beaglem.
      Igła kurą, Huanitka boczkiem,
      Igła zerka jednym zegarkiem,
      Słonie winna, Rydza Śmigła.
      Huanitka kierpce: "Co za igła!"
      Tak ze smołą tańcowały,
      Aż ususzyły fart uch w kały!
    • huann Kurwa i hurra! 15.06.05, 18:45
      bo na to nie ma nawet kleju na modelki co mi się właśnie na amen rozjechały.
      na szczęście w nieszczęściu od dziś (chwilowo) mogą.

      wrzuciłbym to na wątek maniakalno-depresyjny, ale jak skleić dwie połówki w
      proch potrzaskane?...
    • huann zeszłoroczne błoto 19.06.05, 15:10
      za jednym pociągnięciem szczotki
      zmywam górskie błoto
      z butów jesieni:
      ja też w międzyczasie zaschłem
      szkoda błota szkoda
      spłukiwanie wspomnień z umywalki
      tak szybko przenosi w dziś
      o, Majkel z Gliwic wrócił
      to zawsze bliżej południa
      widzę na gg
    • huann a ten huann 19.06.05, 15:43
      on z nich wszystkich najgorszy on cechuje się całkowitym brakiem
      odpowiedzialności za słowo publiczne pisane już od czasów gutenberga mów mi tak
      jeszcze

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka