Dodaj do ulubionych

[PRV] Dziś rozpoczynam tydzień RETRO...

05.05.03, 12:10
... w życiu prywatnym. Ciekawe, czy jak katar potrwa siedem dni...
Aha, na co się teraz chodzi "do kina"?
Obserwuj wątek
    • aard No to byłem... 06.05.03, 09:34
      ... na "Jak stracić chłopaka w 10 dni" :-p
      A w sumie, to nawet fajny film :-) chociaż dowcipy z :-)=
      No, ale pora na kontynuację tygodnia retro. Dziś wykonam pewien telefon...
      No to Pa!(trycja)
      • dziad_borowy Wrzucone, bo... 06.05.03, 10:11
        ...moze sie przydac:-)
        Patrycja - Osoba kochajaca rodzine, dom i dzieci. Wiele czasu poswieca sprawom
        spolecznym i patriotycznym. W postepowaniu osoba subtelna, ale zasadna i
        konserwatywna. W przypadku roznicy zdan, potrafi zdecydowanie bronić swojej
        racji. Upor taki może przynosic im czasowe niepowodzenia i klopoty towarzyskie.
        Sa to osoby lojalne wobec przelozonych, choc cenia samodzielnosc. Sa kształceni
        i dobrze sytuowani, dlatego staja się niezalezni. W przypadku gdy poswieca się
        spiewaniu, odniosa powazny sukces.
        Imieniny 28.VIII
        dzierżbór dżdżownice i natki rzeżuchy!!!
          • dziad_borowy Nie przeginam, Aardzie, alez skad... 06.05.03, 12:03
            Ja sie tam na obcych slowach nie znam:-) Przeciez wrzucilem to ot tak, na
            przyszlosc, moze akurat sie przyda. Czy to Tobie, czy Szprocie Zalozycielce,
            czy innym AYEA:-) Aha, mature mozna pisac jeszcze tylko 2 godziny. To wazne dla
            tego watku. Aha number two, dobrze, ze Aardy na pokladach juz sa:-)
            dzierżbór dżdżownice i retronatki rzeżuchy!!!
              • dziad_borowy Na wszelki wypadek 06.05.03, 14:09
                Tez na wszelki wypadek, gdyby ktos zupelnie przypadkiem poczul potrzebe
                dowiedziec sie co znaczy imie:
                Hanna - Osoba niezwykle oddana wspolmalzonkowi, dzieciom i całemu domowi. Nie
                przecenia towarzystwa, lecz takze nie stroni od znajomosci. Wrazliwa na uroki
                krajobrazu i piekna wnetrz domowych. Lubi spokoj, zgode i harmonie we wlasnym
                srodowisku. Jest bardzo umuzykalniona. Potrafi postepować jak dyplomata, choc
                zdarza się, ze swoim naiwnym zachowaniem wszystko burzy. Posiada umiejetnosci
                nasladowcze.
                Imieniny - 5.I i 29.I
                ps. Gdyby ktos, zupelnie przypadkiem zorientowal sie, ze brak mu
                charakterystyki jakiegos imienia to bardzo prosze te potrzebe przelac na ten
                watek:-))))
                dzierżbór dżdżownice i retronatki rzeżuchy!!!
                • hanya Przelewam więc na wątek RETRO... 26.05.03, 17:57
                  Moją potrzebę, ale jeszcze małe sP.roS.towanie:
                  Hanna - może obchodzić imieniny również 26.VII, przynajmniej ja tak świętuję :)

                  A teraz do rzeczy, gdyż właśnie się zorientowałam, że brakuje mi
                  charakterystyki pewnych imion:
                  Andrzej,Jacek,Michał,Maciej,Łukasz,Marcin,Waldemar,Zbigniew,Paweł,Piotr,Cezary,
                  i jeszcze z imion włoskich: Antonio oraz Franco.

                  z górki dziękuję, pozdrawiam, hanya



                  • dziad_borowy Retronać pietruszki w sosie... 02.06.03, 13:09
                    Powiem tak Hanyu. To, ze obchodzisz imieniny 26.VII to oczywiscie blad:-)
                    Powinnas to szybciutko naprawic i powiadomic wszystkich zainteresowanych, ze w
                    tym roku impra jestc przelozona ne termin niewiadomo jaki. Czyli reasumujac
                    Hanna nie może obchodzić imienin 26.VII!!!!
                    A co do potrzebnych Ci danych to pozwol, ze spelnie te prosbe w terminie
                    pozniejszym, bo i tak wiadomo, ze co sie odwlecze to nie uciecze.
                    Dzierżbór Waldemarrrrrrrrrrrr!!!
                    • hanya O imieniny już się kłócic nie będę :-) 02.06.03, 14:58
                      ale i tak ich nie zmienię. Bo Hanna 26.VII bardzo mi pasuje, dzien po świętuje
                      moja Siostra i tak sie przyjęło i tak zostanie :)
                      A co do Waldemara, Drogi Dziadzie to Ci powiem, ale tylko między nami, że to
                      jedna z moich większych, niespełnionych miłości ;-)
                      pozdrawiam, hanya
                • wiedzmun Re: Na wszelki wypadek 16.03.04, 11:07
                  ano, ano tak sie zlozylo, ze wlasnie calkiem przypadkowym przypadkiem (od
                  przypadku wzietym) zdalem sobie sprawe nad ranem, ze charakterystyki imion Ela
                  i Irenka niezmiernie do zycia potrzebuje, pomozecie?
                  • dziad_borowy Irela - to ładne imie 16.03.04, 11:40
                    Każda Elżbieta jest kobietą dystyngowaną, o dużej kulturze osobistej. Lubi być
                    otaczana przez mężczyzn, którym imponuje swoją tajemniczością, dyplomatycznym
                    trybem życia. Dużo chodzi do teatru i na koncerty muzyki poważnej. Nie ujawnia
                    nikomu swych osobistych spraw. W stosunku do obranej ideii jest lojalna,
                    subordynowana w stosunku do kierownika. Choć bardzo lubi wolność myśli, to
                    jednak daje się ponosić ideom głoszonym przez przystojnych mężczyzn. Kocha
                    naturę, uwielbia piękne krajobrazy, ceni architekturę starych miast. Trudny typ
                    we współżyciu.
                    Irena zaś jest kobietą pogodną, gospodarną, lubiącą rodzinę, szanującą dom.
                    Wśród członków rodziny jest szanowaną osobą, cenioną za swój otwarty na
                    wszystko umysł, szeroką filatropię, doradztwo innym osobom. Posiada szczytne
                    idee, jest religijna, bierze na siebie odpowiedzialność za rodzinę i dom.
                    Nieraz buja w obłokach, marząc o nadzwyczajnych podróżach, dużym majątku,
                    wysokich zaszczytach i wielkiej władzy. Osoba godna szacunku
                    Wybierajcie, przebierajcie Wiedzmunie.
                    Dzierżbór doda Ci wiosny!!!
                    • wiedzmun Wybor latwy wcale 16.03.04, 12:06
                      ale sposob jakis zlesc sie musi, przeciez to tylko zagadka logiczna :)
                      i tak myslal, myslal, myslal...
                      a co wymyslil mozecie sie dowiedziec juz w nastepnym odcinku telenoweli, ktory
                      juz tuz po weekendzie :)
                      • wiedzmun Re: rezerwat utopia przedstawia: 16.03.04, 22:16
                        neochuan napisał:

                        > Każda Elżbieta > (...)subordynowana w stosunku do kierownika. (...)
                        > eh, ...
                        i co ja na to mam powiedziec? Kiero nie bede Cie szantarzowal, ale do kogo mam
                        nr telefonu to juz ty dobrze wieszz :)
                        Co do Eli (teraz zaspokajam ciekawosc aarda) jest to urocza osobka, ktora mam
                        nadzieje blizej poznac :). czy sie uda? zobaczymy w nastepnym odcinku (zdaje
                        sie, ze liczac od poczatku srodka osmej serii to jakis bedzie 432,3)
                        • neochuan Re: rezerwat utopia przedstawia: 19.03.04, 13:36
                          wiedzmun napisał:

                          > i co ja na to mam powiedziec? Kiero nie bede Cie szantarzowal, ale do kogo
                          mam
                          > nr telefonu to juz ty dobrze wieszz :)
                          > Co do Eli (teraz zaspokajam ciekawosc aarda) jest to urocza osobka, ktora mam
                          > nadzieje blizej poznac :). czy sie uda?
                          >
                          >uda, uda 4 uda;-P
                          a trantoriusa pies ma sąsiada wielkości cielaka!
      • zamek Mój też już się odbył... 02.06.03, 13:17
        ...tylko że był trochę przydługi: SMS od D2., przypadkowe
        spotkanie w windzie z E., telefon do M., spotkanie na
        uczelni z A., spotkanie poza uczelnią z J., Gadu-gadu z
        D1.... Bosze, to aż tyle ich jest?!
    • aard A wczoraj miałem jeden z dziwniejszych dni retro.. 13.06.03, 11:28
      ... w zyciu. Poważnie, byłem szoku bliski.
      A było tak:
      Poszedłem ja sobie spokojnie i zgodnie z odwlekaną od kilku tygodni umową z
      Hanią na Matrixa Reloaded i po filmie (NB nie takim wcale złym!) na tramwaj ją
      odprowadziwszy uderzyłem jeszcze na miasto, bo wcześnie było.
      Piotrkowską idąc spotkałem... tak oczywiście, Justynę. Pogadalismy chwil kilka
      i rozeszliśmy w przeciwnych kierunkach, jak to się stało od pewnego czasu normą.
      Myślałbyk to, że to już dość wrażeń retro jak na jeden dzień, ale nie miało się
      na tym skończyć. Wchodzę do Wall Street a tam tylko dwie osoby: pewien dość
      odległy kumpel i... Patrycja. Też moja była. No żeż ty! Nie miałem nic przeciw
      temu spotkaniu, w końcu po rozstaniu zostalismy przyjaciółmi, ale żeby tak
      jednego dnia, a właściwie w odstępie kilkunastu minut spotkać trzy swoje byłe,
      z czego dwie przypadkowo?
      Czy to jakiś znak? Ktoś to umie zinterpretować? Nie jestem przesądny, ale
      wczoraj zacząłem się zastanawiać, czy czasem nie żyję w jakiejś byłej utopii...
    • hanya Nie wiem, czy mogę 17.06.03, 22:19
      bo to wątek prywatny, ale co tam
      na dodatek zablokowali mi telefon zaufania, do du..
      a chciałam się tylko pożalić, że zaczynam jutro tydzień retro z moim byłym
      szefem ;)
      tzn. tak, tydzień chyba potrwa z godzinkę (musze wydębić pewne dane ;) ale już
      mną trzęsie
      hanya
          • hanya uffff już po :) 18.06.03, 15:39
            było, minęło
            po raz kolejny mój były (szef) zauważył (niesłusznie zresztą wg mnie), że
            ubieram się na sportowo, tak jakbym nosiła inne ciuchy, podczas gdy jeszcze tam
            pracowałam ;)
            poza tym, standardowe pytanie, "co tam w świecie?", jakby on był z innego
            no i po ptakach
            a poza tym był bardzo zajęty, bo się uczył na test z angielskiego
            usiadłam sobie więc na mym byłym krzesełku i co chciałam wyszukałam
            dobra, może ja się go czepiam, ale nie lubię gościa i mam nadzieję już nie
            polubić
            więcej byłych nie mam, więc żadnych retro-niespodzianek już nie przewiduję
            hanya, tu i teraz

    • aard Pamiętacie balon? Z WNa? 24.06.03, 13:23
      Dzisiaj też nim jestem. I choć nie mam pewności, czy to, co piszę pasuje już do
      wątku retro, to jednak coraz bardziej skłaniam się ku myśli, że tak.
      Dzierzbór rretrocesjonarriusze kontrraktów rreasekurracyjnych!
    • aard Tydzień RETRO continued :-/ 02.07.03, 12:40
      Wczoraj Szprotka (która pozdrawia las i Was i będzie tu dziś) zwróciła mi w
      rozmowie na pasażu Schillera uwagę, że skoro jednego dnia spotykam moją
      pierwszą byłą, rozmawiam przez telefon z moją trzecią byłą i współlokatorkę
      mojej przedostatniej byłej, to znaczy, że tydzień RETRO trwa i ma się dobrze.
      Może już by się skończył...?
    • aard Nie chcę kusić losu, ale wygląda NATO... 23.07.03, 09:08
      ... że tydzień retro, który potrwał 2,5 miesiąca powoli dobiega końca. Co
      prawda w sobotę spotkałem przypadkowo pannę H., ale za to poznałem też zupełnie
      nową pannę M. :-)))

      No i ten Kaukaz - w końcu ZDECYDOWANIE jeszcze mnie tem nie było :-DDD
    • aard RETRO sux 29.08.03, 09:35
      To chyba dobrze, że wątek znalazł się tak nisko :-)
      Nie podbijajmy go. Cieszmi się nowymi dzierżborami zycia naszego.

      Dzierżbórr nowości i przyszłość nieznana!!
    • zamek [PRV] Dziś kończę czas RETRO... 01.09.03, 03:58
      czyli Zamek musi poblogować. Czasami każdy musi. Wybaczcie.
      2200 km za kółkiem w trzy dni - dawka terapeutycznie optymalna. Wprawdzie
      przegadane z towarzystwem, ale i tak wiele spraw zdążyło się poukładać, ustawić,
      uporządkować. Gdy już dziś o północy definitywnie wyciągnąłem kluczyki ze
      stacyjki, wszystko znalazło swoje miejsce, stało się proste.
      Ileż było w te wakacje ślubów... na jedne się nie wybrałem z premedytacją, o
      innych dowiedziałem się poniewczasie. Byłem tylko u M., bo się przyjaźnimy - ale
      i tak z nutką żalu, że to nie mój ślub. Ech, egoizmie - tak samo kazałeś mi
      unieść pod sufit z wrażenia brwi (te dwa wersy sprzedam jakiemuś tekściarzowi,
      hihi!), gdy dowiedziałem się, że i D. już zaobrączkowana. Ileż było cierpienia i
      żalu ongiś, które tak podsycały nadzieję - pychę - że ona nigdy już nie zaufa
      innemu facetowi. Jeszcze w międzyczasie rozmowa z J., która wisiała dłuższy czas
      w powietrzu, a której pointy byłem pewien od... jak dawna? może roku? Jakaż
      satysfakcja - potwierdzić swoje obawy, że ona niczego ode mnie jako od faceta
      nie oczekuje. Można się żachnąć, że zawsze lepsza pewność od przypuszczeń, ale
      poniekąd na nic mi ta refleksja. I wczoraj... jeszcze zanim J., zanim nawet D.
      była V. daleko stąd, w Pradze. Dawna już historia uczucia, którego nie
      doceniłem, zapatrzony we własną egzystencjalną pustotę i wyimaginowane
      nieszczęścia. Ha, nie zmieniła się wcale - ta sama cudna mieszanka nieśmiałości
      i iskierek w oczach... słodycz wcielona. Dwa lata po ślubie. Wracałem na
      Hradczany odebrać moich znajomych (kolejna niespełniona miłość z obecnym
      życiowym mężczyzną - a jakże! a może to masochizm?), po raz kolejny
      uświadamiając sobie coś tak oczywistego, że aż dziw, iż dopiero teraz to zauważyłem.
      Żyłem na wstecznym biegu. Miałem wrażenie, że świat zatrzymuje się w tym
      miejscu, w którym wysiadłem z danej sytuacji; że gdy powrócę, wszystko ruszy
      wraz ze mną. Ja, wielki zawiadowca, wzbudzałem do ruchu pociągi cudzych istnień,
      ale tylko we własnej naiwności, a w sumie jedynie wyobraźni. Naprawdę tam, gdzie
      kiedyś opuściłem pociąg, dziś już nieraz nie było nawet torów. Pasłem się
      onegdajszymi szczęściami, łudząc się, iż mogą trwać. A kimże ja byłem dla nich,
      dla świata, że miałbym czelność liczyć, iż wszystko na mnie poczeka??? Gdzież
      jest prawo do tak nikczemnej uzurpacji?
      Gdzieś tliło się to we mnie. Te wieczory z porankami, kradzione całusy -
      przecież wiedziałem, że to li tylko poryw chwili, piękny, lecz ulotny. Ale
      zawsze wkradała się myśl o kontynuacji, że może to jednak ja, o mnie chodzi, że
      przebiję status quo i wejdę na jego miejsce. Taak, niczym motylek przewracający
      nieraz całkiem już wrosłe drzewo. Na miłość boską, czy można sobie roić coś tak
      naiwnego?
      Może nawet to nie ta podróż sprawiła. Może tylko jeden widok... deszcz ze
      śniegiem, ziąb przenikliwy i wiatr na tarasie widokowym na Zugspitze i choć to
      tylko o krok, to widzę przez tuman niczym w wielkiej oddali prawdziwy
      wierzchołek, na który mimo fatalnej pogody ktoś się wspina. Oto i wszedł tam...
      a ja nie mam rękawiczek i nie chcę się odmrozić na klamrach. Nie wejdę i tylko
      popatrzę. "Ktoś znowu robi coś za ciebie..." dźwięczy stara piosenka, kontekst
      niby nie całkiem ten, ale pasuje jak ulał.
      I dlatego już czas wejść samemu. Włożyć rękawice, wziąć chłodną stal w garść i
      wspiąć się niezależnie od warunków. Zrozumieć, że nie biegło się do przodu.
      Wyłączyć wsteczny, wrzucić jedynkę i dalej, do przodu.
      Dokąd to będzie? Nie wiem: może tam, gdzie szukałem, ale inaczej. Może dokądś
      indziej. Ale musi być przede mną i ja muszę tam pobiec. Koniecznie i już, teraz.
      Może wyjdę i nie wrócę. Może gdzieś jeszcze przemknę siłą rozpędu, po czym
      rozwieję się w dym. Błagam, nie miejcie mi tego za złe. Jesteście mi wyjątkowo
      drodzy... ale czasem trzeba biec, gonić, gnać naprzód. Nikt nie poczeka, ani na
      mnie, ani na każdego z nas. Nie wierzcie w to, nie łudźcie się.
      Jeszcze jedno. Nawet w godzinę straty czy oczyszczenia mogą Was opleść czyjeś
      ramiona... w niewymuszonym geście, którego źródłem jest przyjaźń i zaufanie.
      Dopiero, gdy odrzuci się subiektywny, fałszywy obraz czyichś uczuć wobec siebie,
      można tego doznać, przeżyć to i odwzajemnić. Mnie to się dziś zdarzyło dwa razy.
      Bez tego nie byłoby nic, a wszystko zostałoby tak pogmatwane i nieprawdziwe, jak
      dotąd.
      A teraz muszę biec. Pozdrawiam Was i obejmuję gorąco. Bo ja muszę Ją znaleźć, a
      Ona musi mieć pewność, że to właśnie mnie szukała i już nigdy więcej szukać nie
      musi.
      Uda nam się. Zobaczycie.
      Was Zamek :)
      • zamek [PRV] Mija rok bez godziny... 01.09.04, 02:56
        ...siedzę w tym samym miejscu, przed tym samym ekranem, czytam to co powyżej
        napisane niby skreślone ledwie wczoraj. I nadziwić się nie mogę, jakże
        bezpośrednio doświadczam względności czasu. Po tylu przemianach stać przed
        kolejnym nowym początkiem, jak gdyby zawracając bieg czasu, niwelując
        wydarzenia, czego wszakże uczynić niepodobna.
        Bilans: nie znalazłem Jej, bo gdy byłem pewien, że znalazłem, Ona nie była
        pewna, że więcej szukać nie będzie. Więcej: stała się pewną, że szukanie jest
        celem. Nieuzgadnialna rozbieżność stanowisk. Czy mogę mieć żal? Obiektywnie -
        nie. W imię moich priorytetów - tylko o to, że doraźność okazała się
        wartościowsza. I choć coraz łatwiej doświadczać mi chwili jako chwili, a nie
        cząstki wieczności, mój sens doznania pełni jako stanu związanego z pewnością i
        niezachwianiem pozostał nienaruszony. I coraz mocniej się upewniam, że potrzeba
        naprawdę wiele czasu, aby o tej pełni być przeświadczonym; moje błędne
        przeczucia teraz odpokutowuję drogą przez bezmiar cierpliwości. Może dojdę,
        może nie; jednak już wiem, że gdy natknę się niczym parę dni temu nad Hańczą na
        płot z kolczastego drutu, przesadzę go bez wahania. W imię choćby tej chwili.
        Czasami jest tak, że motylek siada na spróchniałym drzewie, które właśnie łamie
        się pod własnym ciężarem. On jest pewnym, że je obalił, trwa w tej wierze, mało
        tego - na jej podstawie roi sobie, jakimż jest siłaczem. Tymczasem z pniaka
        buja nowy pęd i okrywa się kwieciem. Drzewo przetrwało, motylek - nie. Byle
        podmuch, fałszywy wiatr potrafi go cisnąć o ziemię.
        Świat postrzega się przez pryzmat samego siebie. Świat chce się dostrzegać
        takim, jaką się ma ochotę i chce się być tak postrzeganym przez świat, jakim
        się samemu siebie widzi. A tymczasem świat nie jest nam łaskawy i choćby w
        osobie drugiego człowieka daje nam iście nierozwiązywalną łamigłówkę
        znalezienia dwóch spojrzeń tak równoległych, aby zetknęły się ze sobą. Można ją
        próbować rozwikłać i spędzić na tym czas do końca świata - bądź końca siebie.
        Ale można przyjąć, że takich dwóch spojrzeń nie ma i że każdy będzie mnie - i
        siebie, i świat - widział pod własnym kątem.
        Zapewne dąży się do tego, aby być szczęśliwym i odwzajemniać to. Zapewne jest
        się szczęśliwym, gdy świat, który postrzegamy, funkcjonuje po naszej myśli. I
        zapewne najtrudniejszym jest takie poszerzenie własnego widzenia świata, aby
        szczęście nie było ograniczone tylko do patrzenia na świat pod jednym kątem.
        Gdy parę dni temu, setki mil stąd, spoglądałem z Cytryny na rozległe wzgórza,
        które moja babcia przebiegała jako mała dziewczynka, może ciągnąc za warkocz
        swą bliźniaczą siostrę, nagle moje szczeście spojrzało na mnie inaczej, niż
        zawsze dotąd. Oto stało się to, co jeszcze niedawno miałem za niemożliwe -
        byłem w domu, pierwszy raz. Byłem tam, skąd jestem. Doświadczałem tego całym
        sobą, mocniej niż czegokolwiek. Ani łez, ani śmiechu, ani zapartego tchu w
        piersiach - tylko bezsłowna radość, szczęście bez żadnego wyrazu ani
        substytutu, będące samym sobą.
        Czy wyszedłem z kręgu poszukiwania własnego szczęścia w kimś? Czas pokaże, ale
        chciałbym wierzyć, że tak jest. Tak samo, że któregoś dnia uczynię Ją
        szczęśliwą - i nie na chwilę. Jedno i drugie jest ważne.
        Uda się nam. Uda się mi. Zobaczycie.
        Wasz Zamek. :)