lotak1
24.07.11, 13:16
Anders Behring Breivik wymyka się wszelkim łatwym klasyfikacjom, do jakich przyzwyczajały nas przez dziesiątki lat światowe media. Być może to rzeczywiście zwykły świr, ale jedno wydaje się pewne, a mianowicie, że ten człowiek, nawet jako świr, jest także, niestety, straszliwym „produktem“ naszych porąbanych czasów.
Od lat nic się nie dzieje w sprawie ostatecznego i pokojowego rozwiązania konfliktu bliskowschodniego, islam, zwłaszcza ten najbardziej radykalny, nieustannie powiększa strefę swych wpływów, podczas gdy naiwna i nieskuteczna polityka multi-kulti przyjmuje karykaturalne wprost rozmiary. Postępująca laicyzacja, wyrzekanie się własnych chrześcijańskich korzeni nabierają tempa, a towarzysząca im coraz bardziej absurdalna tzw. „poprawność polityczna“, zamiast kulturowej integracji, generuje coraz szerszy, niestety często ekstremalnie wypaczony sprzeciw, wewnątrz pogubionych w tym wszystkim społeczeństw.
Psychika człowieka nie znosi próżni, jeśli pozbawi się ją jasnych, motywowanych Ewangelią przykazań i wzorców postępowania, zacznie dryfować w kierunku autodestrukcyjnej „materialistycznej duchowości“ lub, jak w przypadku tego mordercy, w kierunku radykalnych, pozbawionych wszelkich skrupułów, irracjoinalnych morderczych „aktów sprzeciwu“.
Wydaje mi się, że problem nie polega na tym, aby jak najsurowiej karać tego typu ekstremistów, bo to – obok zupełnie nieewangelicznej satysfakcji – w niczym nie poprawi sytuacji. Wiadomo przecież, że nawet prespektywa kary śmierci w znikomym tylko stopniu spełnia swoją, często zupełnie przecenianą, odstraszającą rolę.
Oczywiście wymiar sprawiedliwości nie może też stać się farsą, ale akurat radykalizm wyroków, czy wręcz konsekwentne pozbawianie takich ludzi życia, na pewno nie odstraszy potencjalnych naśladowców. Chyba jednak nie tędy droga. Moim zdaniem ważne byłoby, aby kraje tzw. cywilizacji zachodniej, których państwowość i praworządność ma chrześcijańskie korzenie, zrozumiały wreszcie, że dalsze wyzbywanie się własnych wartości w imię tworzenia jakichś uniwersalnych wielokulturowych społeczeństw, prowadzi niechybnie do ideologicznego chaosu i powszechnej międzykulturowej wrogości. Przecież pokojowo współżyć z sąsiadami można również w sytuacji obyczajowo-kulturowej inności, czyli trawjąc konsekwentnie przy własnych wartościach.
Jan Paweł II mówił o potrzebie nowej ewangelizacji Europy, o powrocie do jej korzeni, o budowaniu mniędzynarodowych relacji w oparciu o własną wielowiekową, chrześcijańskią tradycję i chyba tego właśnie potrzeba nam obecnie najpilniej. Skandynawia zapomniała o tym wyszystkim najwcześniej i najradykalniej, a przerażający czyn Andersa Behring Breivika jest tylko tej amnezji tragicznym rezultatem.