diabollo
16.11.11, 08:08
11 listopada nawiązano do faszyzmu
Z Andrzejem Friszke rozmawia Cezary Michalski
Cezary Michalski: Głównymi organizatorami tegorocznego Marszu Niepodległości były Młodzież Wszechpolska i ONR wsparte przez inne organizacje prawicowe, a także przez wielu znanych prawicowych publicystów i polityków. Jedną z najważniejszych imprez organizowanych corocznie przez Wszechpolakow i ONR-owców jest „marsz szlakiem wyprawy myślenickiej Adama Doboszyńskiego”, mający upamiętniać wydarzenie z 1936 roku, które na portalu Młodzieży Wszechpolskiej zostało nazwane „akcją w obronie polskiego rzemiosła”. Czym była ta akcja, którą organizatorzy warszawskiego Marszu Niepodległości tak regularnie upamiętniają?
prof_FriszkeProf. Andrzej Friszke: Adam Doboszyński był bardzo radykalnym działaczem Stronnictwa Narodowego, tak radykalnym, że nawet władze SN nie akceptowały często jego działań. W momencie przeprowadzania akcji na Myślenice Doboszyński funkcjonował co prawda jako ideolog, autor książki „Gospodarka narodowa”, zarazem wybijający się działacz lokalny Stronnictwa Narodowego, ale „marsz na Myślenice” odbył się bez akceptacji kierownictwa, także regionalnego, tej partii. Krótko mówiąc, wybór Adama Doboszyńskiego na patrona oznacza wybór człowieka i metod, które nawet jak na międzywojenny ruch narodowy były skrajne.
Co się dokładnie wówczas w Myślenicach wydarzyło?
Adam Doboszyński zorganizował grupę kilkudziesięciu bojówkarzy, którzy już wcześniej uczestniczyli np. w akcjach pikietowanie sklepów żydowskich. Ta grupa, licząca kilkudziesięciu ludzi, w nocy z 22 na 23 czerwca 1936 wkroczyła do miasteczka Myślenice, uderzyła na posterunek policji, pobito policjanta, bo był tylko jeden, zabrano karabiny z posterunku, wybrano się do starosty powiatu, którego chciano pobić i upokorzyć, ale nie potrafili go znaleźć. Równocześnie inna część bojówkarzy rozbijała żydowskie sklepy, biła znajdujących się tam ludzi, zabierała towar, który następnie złożyli na stos na rynku i podpalili. Próbowali też podpalić synagogę.
Kiedy już porozbijali żydowskie sklepy, pobili i publicznie upokorzyli ich właścicieli, wówczas wycofali się z Myślenic, dokąd jechał już oddział policji. Z pewnym opóźnieniem, bo bojówka Doboszyńskiego wcześniej poprzecinała linie telefoniczne. Część tych ludzi policja później wyłapała, Doboszyńskiemu wytoczono proces, który w różnych instancjach ciągnął się do 1938 roku. Został skazany na 3, 5 roku więzienia, ale decyzją ministra sprawiedliwości otrzymał urlop i był na wolności, kiedy zaczęła się wojna.
Czy można nazwać atak Doboszyńskiego na Myślenice „akcją w obronie polskiego rzemiosła”?
Użycie takiego określenia w stosunku do aktu przemocy skierowanego zarówno przeciwko Żydom, jak też przeciwko ówczesnemu polskiemu państwu, na pewno jest kłamstwem historycznym. No chyba, że się samemu uważa, iż największym wrogiem polskiego rzemiosła, Polaków w ogóle, są Żydzi. Tak jak to uważali przedwojenni narodowi radykałowie. Bo oni istotnie głosili tezę, że jak się Żydów z Polski wygoni i ich warsztaty pracy, sklepy, własność… trafią w polskie ręce, to się w ten sposób rozwiąże problem biedy Polaków. To był w każdym razie jeden z pomysłów bardzo charakterystycznych dla całej fali antysemityzmu lat 30., formułowany zupełnie oficjalnie przez skrajne skrzydło ruchu narodowego, zarówno przez Doboszyńskiego, jak też równolegle przez ONR.
Nazywanie przez Wszechpolaków i ONR-owców pogromu w Myślenicach „akcją w obronie polskiego rzemiosła”, urządzanie w rocznicę tego wydarzenia „rajdów” kończących się przemarszem przez myślenicki rynek ludzi w mundurach ONR-Falangi, za co działacze ONR-u byli nawet skazywani, wygląda trochę tak, jakby w Niemczech palenie książek autorów żydowskich czy „liberalnych” na rynku w Norymberdze próbowano upamiętniać jako „akcję w obronie niemieckiej kultury”.
Uczestnicy ataku na Myślenice, podobnie zresztą jak działający równolegle do nich działacze Obozu Radykalno-Narodowego, byli zafascynowani rozmaitymi ruchami faszystowskimi w ówczesnej Europie. Akurat nie nazistami, bo polscy narodowcy byli antyniemieccy, ale faszystami włoskimi, rumuńskimi, francuskimi, hiszpańskimi - i to nie generałem Franco, ale bardziej radykalnymi od niego falangistami. Jest mitem, że w Polsce nie było organizacji o charakterze faszystowskim czy faszyzującym, że nie było sympatii faszystowskich. Oczywiście były. A rajd Doboszyńskiego na Myślenice był jednym z najbardziej spektakularnych aktów przemocy skierowanej przeciwko Żydom. To była próba pokazania w praktyce tego, co było przedstawiane przez skrajne skrzydło ruchu narodowego jako projekt pozbawienia Żydów praw obywatelskich, własności, a w konsekwencji zmuszenia ich do emigracji.
Czy to, że Żydów było w II RP kilka milionów, w dodatku część zasymilowanych, nie hamowało jakoś polskich narodowców w ich przekonaniu, że można w ten sposób „problem żydowski rozwiązać”?
Dla radykalnych narodowców, takich jak Doboszyński czy ONR, był to dodatkowy dowód na to, że problem jest poważny i należy go „rozwiązać” zdecydowanie. Ale atak na Myślenice miał też pokazać słabość władzy państwowej, a co się z tym wiąże, udowodnić, że jest możliwe obalenie tej władzy i zastąpienie jej silną władzą „narodową”, która wszystkie problemy, łącznie z „problemem żydowskim” umiałaby rozwiązać skuteczniej niż Sanacja.
Właśnie poprzez pozbawienie Żydów praw, pozbawienie ich własności i zmuszenie do emigracji. To miał być krok w stronę stworzenia państwa jednolitego narodowo, wyznaniowo, w którym zostaną zlikwidowane mniejszości, partie, różne organizacje związkowe, i które będzie kierowane centralnie. Natomiast przed dojściem do władzy, radykalny ruch narodowy zajmował się organizowaniem aktów przemocy przeciwko Żydom, ich organizacjom, ich własności. Napadano też na Polaków żydowskiego pochodzenia, albo broniących Żydów.
Ta przemoc pojawiała się także w porachunkach wewnątrz ruchu narodowego. Przyszłemu wybitnemu emigracyjnemu publicyście prawicowemu Wojciechowi Wasiutyńskiemu rozbili czaszkę koledzy z innej frakcji ONR.
Owszem, to była bardzo specyficzna forma kultury politycznej odrzucająca demoliberalne zasady, wolne wybory, wolną grę sił politycznych, swobodną dyskusję polityczną. Większość tych form wyrażania różnic poglądów czy interesów miała zastąpić przemoc. Także w sporach wewnętrznych. Oni wielbili siłę, uważali, że tylko siła jest witalna, tylko ona sprawdza się w historii, w stosunkach między narodami. Uważali, że bić się jest lepiej niż dyskutować.