Krytyka rozumu medialnego

16.11.11, 17:58
Bielik-Robson: Krytyka rozumu medialnego
Agata Bielik-Robson

Kiedy w piątek późnym popołudniem udawaliśmy się do domu po Niepodległej Kolorowej w poczuciu całkiem nieźle spełnionego obywatelskiego obowiązku i pewności, że tym razem strona przeciwna skompromitowała się ostatecznie – tylko niektórzy z nas, ci najbardziej cyniczni i ponuro doświadczeni, przeczuwali, że pewność ta wkrótce okaże się złudna. Co dziwniejsze, nie stało się to wcale za sprawą mediów, które otwarcie deklarują się jako prawicowe: co najmniej kilka z niemal na gorąco umieszczonych tam sprawozdań z Marszu Niepodległości – Piotra Zaremby, Tomasza Terlikowskiego, Dawida Wildsteina, Filipa Memchesa – jawnie krytykowało przemoc, jakiej dopuścili się jego uczestnicy i żałowało, że do tego doszło. Szczególnie godny uwagi jest tekst Piotra Zaremby, wiszący na portalu Wpolityce.pl, w którym ten były NZS-owiec i dzielny antykomunista lat 80. (piszę to zupełnie bez ironii) zarzuca wprost organizatorom marszu – Rafałowi Ziemkiewiczowi, Janowi Pospieszalskiemu i Pawłowi Kukizowi – że wdali się w sojusz z radykalną nacjonalistyczną prawicą: sojusz, który przekreśla linię obrony, jaką część inteligencji prawicowej stosowała przez całe lata 90., protestując przeciw wrzucaniu wszystkich przeciwników ustaleń okrągłostołowych do jednego „faszystowskiego” worka. Tym razem jednak uczestnicy Marszu Niepodległości sami się do tego worka zapakowali, co u takich weteranów „wojen na górze”, jak Zaremba, który mimo wszystkich swoich wątpliwości tam poszedł, nie mogło nie wywołać uczucia niesmaku i dezorientacji.

O ile jednak media prawicowe wywołały coś w rodzaju dyskusji wewnętrznej (gdzie w replice na „inteligenckie” wahania Zaremby, Terlikowskiego, Memchesa i młodego Wildsteina ukazał się gromki i jedynie słuszny manifest Ziemkiewicza, zapowiadający, że w przyszłym roku 11 listopada będzie znów świętowany pod banerami ONR-u, a także rozliczne bluzgi internautów, każących iść się p….ć „inteligencikom”) – o tyle tak zwane media mainstreamowe zawiodły na całej linii. Sposób, w jaki TVN24 zrelacjonowało przebieg piątkowych wydarzeń, zakrawa na medialny przekręt wszechczasów. W rezultacie bowiem stosunkowo niewielki incydent na Nowym Świecie, kiedy to grupa niemieckich anarchistów, która nawiedziła Polskę jako przystanek w globalnej krucjacie walki z faszyzmem, wdała się w szamotaninę z policjantami (przy czym krążą bardzo różne wersje tego, kto kogo sprowokował pierwszy), przykrył w całości wielogodzinne walki uliczne, w którym brali udział jak najbardziej rodzimi uczestnicy Marszu Niepodległości.

W jeszcze dalszym rezultacie najbardziej winną wszelkiego zła, jakie 11.11 się wydarzyło, okazała się redakcja Krytyki Politycznej, której wmawia się, że nie dość że zaprosiła obcych zadymiarzy do naszego domu, Polski, to jeszcze wyposażyła ich w pałki i kastety, a na koniec udzieliła schronienia w swoim lokalu. Jednym słowem: zdrada narodowa na miarę Konrada Mazowieckiego, który na głowę niewinnym Słowianom sprowadził Krzyżaków. I kiedy wczoraj, w poniedziałek, wchodziłam do Nowego Wspaniałego Światu, by napić się kawy z moją studentką, jakiś całkiem miły z wyglądu, elegancki pan, akurat przechodzący obok, nagle zatrzymał się i zaczął wyzywać mnie od k…w, które wspierają te lewackie k…wy, zdrajców narodu polskiego. Odpowiedziałam mu spokojnie, że sam jest k…wą, i nie czekając na replikę, która właśnie zbierała mu się w poczerwieniałym wolu, weszłam do kawiarni.

Kawiarni, która jest kawiarnią – a nie jakimś tajnym punktem zlotów globalnych organizacji anarchistycznych, bez względu na to, jakby to przedstawiały media, świadomie bądź nie prowokując agresję z pozoru miłych, zwykłych, dobrych polskich obywateli, którzy – jak słyszymy – z dziećmi, wózeczkami i całymi rodzinami udali się na Marsz Niepodległości, by godnie i w spokoju świętować polski patriotyzm.

Manipulacja medialna, która odbyła się w TVN i której kozłem ofiarnym okazuje się teraz Krytyka Polityczna, miała trzy fazy. W piątkowy wieczór przeważały jeszcze fakty, czyli obrazy: TVN napawało się bez końca męczeństwem własnego wozu transmisyjnego, który padł z ręki zdecydowanie polskojęzycznych oprawców, czego nikt jeszcze nie zamierzał ukrywać. W komentarzach już wprawdzie zaczęła kiełkować słynna „teza o symetrii“, dominująca w drugiej fazie, zgodnie z którą agresja prawicowych bojówkarzy była odpowiedzią na atak niemieckich anarchistów.
Co z tego, że ruchawka na Nowym Świecie miała miejsce w południe i policja zgarnęła większość jej uczestników, a zamieszki na Placu Konstytucji wybuchły o godzinie 15. Ta sekwencja czasowa jakoś nikomu nie przeszkodziła podtrzymywać tezy, że – sami państwo rozumiecie, wobec tej prowokacji, co tu się dziwić, trzeba zrozumieć, że słusznie oburzona patriotyczna młodzież miała prawo się awanturować (cytuję Artura Zawiszę w dyskusji z, dzielnym jak zawsze, rozbrajająco niezdolnym do cynizmu, Michałem Sutowskim). W końcu nasi to nasi; wobec najazdu obcych sił trzeba umacniać się w plemiennej solidarności.

W ten totemiczny ton uderzył również Jarosław Kaczyński, który, nieświadomie dla siebie chyba parafrazując Jana Marię Rokitę i jego słynne „Niemcy mnie biją!”, podrzucił mediom linię linczu w najlepszym girardowskim stylu: za zamieszki w Warszawie odpowiadać będą ci, którzy sprowadzili obcych, by zepsuć i zakłócić polskie święto! Lansowana przez Zbigniewa Ziobro teza, że ogniskiem anarchii, subwersji i przemocy są z definicji tylko środowiska „radykalnych lewaków”, a nie bogobojne i praworządne (oczywiście, też z definicji) tłumy obywateli zgromadzone na Marszu Niepodległości, którym agresja przydarzyć się może tylko akcydentalnie i tylko jako sprawiedliwa odpowiedź na prowokację – teza ta, już wyraźnie „asymetryczna”, zawisła w medialnym powietrzu i pozostała tam, niczym nieskontrowana.

I to ona w końcu okazała się zwycięska, ponieważ doskonale pasuje do logiki linczu, jakiej nauczył nas René Girard w swoich studiach nad społecznymi rytuałami oczyszczania i poszukiwania kozła ofiarnego. Polska plemienna wspólnota po raz kolejny oczyściła się z wszelkiego zła, wyrzucając je na zewnątrz: na obcych, czyli Niemców, i ich „kosmopolitycznych sprzymierzeńców”, czyli równie obcą lewicową młodzież z KP. To oni zostali teraz wyasygnowani do roli ofiarniczej, co media prawicowe, przy akceptacji mediów mainstreamu, natychmiast podchwyciły, od razu – i z ulgą – zapominając o swoich niedawnych wahaniach. Ostatni tekst Piotra Zaremby na portalu „Rzeczpospolitej” pt. Wymarzeni wrogowie lewicy nie zawiera śladu tak jeszcze niedawnych wątpliwości i ochoczo rozwija Ziobrową tezę o asymetrii, w myśl której źródłem politycznej przemocy jest KP. Żądając delegalizacji Krytyki Politycznej, media prawicowe powracają tym samym do swego ulubionego układu domyślnego, którym jest wieczny girardowski rytuał: co złego to nie my, zło zawsze leży na zewnątrz. To, że prawica w końcu dojdzie do takiego wniosku i wykorzysta go instrumentalnie po to, by pozbyć się ze sfery publicznej znienawidzonego wroga, czyli KP – to jakoś, niestety, nie dziwi. Ale że dołożyły się do tego także media mainstreamowe, które sama ta prawica uważa za lewackie, zdradzieckie i antypolskie – to rzecz zdumiewająca.

www.krytykapolityczna.pl/AgataBielik-Robson/Bielik-RobsonKrytykarozumumedialnego/menuid-192.html
    • maria421 Re: Krytyka rozumu medialnego 16.11.11, 19:07
      A nie lepiej zamiast robic z siebie ofiary medialnej nagonki pojsc w slady tych prawicowych publicystow ktorzy jawnie krytykowali przemoc w ramach czy na obrzezach Marszu Niepodleglosci?

      Nie, tego lewactwo nie potrafi. Lewactwo dalej nie pisnie ani slowa na temat tego kto niemieckich bojowkarzy zaprosil i dlaczego oni akurat w Nowym Wspanialym Swiecie sie przed policja schronili zostawiajac tam palki, noze i kastety. Lewactwo dalej bedzie produkowalo rzeki slow bo lewactwo jest z wlasnej definicji dobre, sluszne i tolerancyjne i ma prawo do szerzenia tolerancji nawet palami niemieckich bojowkarzy.
Pełna wersja