diabollo
18.11.11, 23:44
Wiśniewska: Światy równoległe
Agnieszka Wiśniewska
Na Kolorowej Niepodległej bawiliśmy się i rozmawialiśmy o tolerancji, o różnorodności, o przyszłości Polski, śpiewaliśmy, tańczyliśmy… Trzy razy przeszło mi przez myśl, że coś jest nie tak.
Raz, gdy zadzwonili dziennikarze TV i prosto z wiecu odpowiadałam na pytanie: „Gdzie jest teraz wasz Marsz?”. Marsz? Jaki Marsz? Przecież Kolorowa Niepodległa stoi w miejscu albo siedzi w protestacyjnym sittingu, ale na pewno nigdzie nie idzie. Pięć godzin w jednym miejscu i media się nie zorientowały?
Drugi raz, gdy dziennikarz zapytał: „Dokąd dobiegła nasza blokada?”. Dobiegła? Nigdzie nie biegliśmy. Zaczęłam myśleć, że gdzieś jest jakiś inny świat, dla którego jestem uczestniczką marszu albo biegającym blokersem.
Trzeci raz - po zakończeniu wiecu. Zgromadzenie publiczne, jakim była Kolorowa Niepodległa, zostało rozwiązane ok. 17. Mały chłopiec podziękował mi za piłkę plażową, którą dostał. Wcześniej policja poradziła nam, żeby rozchodząc się, zdjąć z ubrań znaczki z logo imprezy, kolorowe chustki itp. Dla bezpieczeństwa. Posłuchałam, ale zaczęłam myśleć, że poza granicami Kolorowej jest świat, w którym nie jesteś bezpieczny, jeśli idziesz z kolorowym znaczkiem w klapie kurtki.
W około 20 organizatorów zabraliśmy się jeszcze do sprzątania z ulicy balonów, karnawałowych trąbek, kubeczków, w których rozdawaliśmy herbatę. Ruszyliśmy Marszałkowską i wtedy nas zaatakowali. Wyskoczyła kilkunastoosobowa grupa mężczyzn, z wyglądu kiboli. Byłam przerażona. Koleżanka biegła na obcasach i ciężko jej było uciekać. Zwolniłam, by być bliżej. Rozbiegliśmy się po bramach i restauracjach.
Zrozumiałam, że o ile w jednym z równoległych światów, jaki tworzą media i politycy, jestem uczestniczką Marszu, który nie istnieje, i zadymiarką, o tyle w drugim - tym realnym - staję się dziewczyną, która musi kryć się po bramach przed kibolami, narodowcami, osobami nieakceptującymi jej poglądów czy sposobu życia.
Zaangażowałam się w organizację Kolorowej Niepodległej, bo nie chcę żyć w takim kraju. W którym X o innym niż biały kolorze skóry jest atakowany, w którym Y mówiący w innym języku czuje się niepewnie, w którym mój przyjaciel W idąc za rękę ze swym chłopakiem Z są narażeni na obelgi lub pobicie. Za każdym razem chętnie podałabym, kogo mam na myśli, ale nie zrobię tego. Bo się o nich boję. Bo W poprosił, żebym nigdy nie podawała jego nazwiska, bo i on się boi.
W piątek zostaliśmy zaatakowani na ulicy, w sobotę zostałam zbluzgana, w niedzielę wyzwana przez taksówkarza (wracam teraz taxi nocą do domu; długo to nie potrwa, bo mnie na to nie stać), we wtorek zaatakowana została świetlica Krytyki Politycznej w Trójmieście
Tymczasem w oczach mediów i polityków zostałam bandytką. Cały weekend tłumaczyłam się rozmaitym telewizjom z tego, że policja wyprowadziła z Centrum Kultury Nowy Wspaniały Świat, które współtworzę, grupę obcokrajowców. Czy jakby wyprowadziła Polaków, też bym się musiała tłumaczyć? Tłumaczę się z tego, że znaleziono przy nich gaz pieprzowy i że zostawili taki gaz w naszym NWS. Media i politycy sugerują chyba, że to ja ten gaz dystrybuuję, a może nawet produkujemy go po nocach. Nie produkujemy, nie dystrybuujemy.
Pytają też, czy w centrum, gdzie organizujemy 400 wydarzeń kulturalnych rocznie, składujemy broń. I czy odbywają się tu jakieś imprezy. Nie składujemy i odbywają się - tłumaczę pewna, że kawałek o działalności kulturalnej wytną z materiału. Zachodzę w głowę, czemu ktoś zadaje mi takie pytania.
Może świat, w którym mowa o wyimaginowanych zadymach jest ciekawszy niż zadymy realne? Może świat, którym rządzą spiskowe teorie, a w lewicowym centrum kultury ukrywa się broń, jest ciekawszy niż świat, w którym codziennie dochodzi do aktów przemocy? Może lęk przed Niemcami jest bardziej medialny niż mój lęk, że mnie skopią w ciemnej uliczce?
Świat, w którym słychać „Polska cała tylko biała”, nie przebija się do programów informacyjnych, nie widzą go politycy. Żyją w nim ludzie wystraszeni, dyskryminowani, poniżani przez brunatną przemoc. Ja żyję w tym świecie. Ja chcę go zmienić.
Równoległy świat doniesień medialnych, w którym płonące w ciemności samochody ilustrują każdą informację - czy to o zatrzymaniu ludzi (Niemców) w samo południe, czy to o nas odczytujących oświadczenie o pokojowym wiecu - to także świat agresji, ale agresji telegenicznej, fotogenicznej, od święta. Bitka na meczu, podpalanie samochodu, kop w policyjną tarczę. Agresja, która co dzień dotyka ludzi takich jak ja, jest nudna i banalna. Ale to właśnie jej boimy się, na co dzień, my wszyscy, którzy nie mieścimy się w kraju marzeń Marszu Niepodległości, który skandował: „Wielka Polska katolicka”, „Polska cała tylko biała”.
www.krytykapolityczna.pl/KrytykaPolitycznawmediach/WisniewskaSwiatyrownolegle/menuid-1.html