diabollo
21.11.11, 20:14
Krzyż - siła nad prawem
rozmawiała Ewa Siedlecka
Krzyż nie powinien być powodem do kolejnej wojny politycznej tu, w Sejmie, czy poza nim - powiedział premier w exposé. - Nie może być tak, by realizacja wolności jednego odbierała wolność innemu - mówi prof. Ewa Łętowska, była rzecznik praw obywatelskich.
rozmowa z prof. Ewą Łętowską*
Ewa Siedlecka: Ruch Palikota złożył wniosek o zdjęcie krzyża wiszącego w sali obrad plenarnych. Używa dwóch argumentów. Powołuje się na konstytucyjny zapis, że władze publiczne powinny być bezstronne ''w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych'', i na to, że krzyż został powieszony cichcem, bez żadnej podstawy prawnej i bez debaty.
Prof. Ewa Łętowska: Rzeczywiście, cieniem kładzie się na ten spór tryb, w jakim krzyż został umieszczony w Sejmie - siłą. Jestem zwolenniczką myślenia według starej, rzymskiej zasady, że ''prawo nie wynika ze złego''. Czyli bezprawnym czynem nie można wywołać ważnych skutków prawnych. Bo jeśli coś miało u swoich źródeł zło, to skutki nie mogą być dobre. I nie są - co widać po sporze.
Szczególnie że dotyczy to parlamentu, gdzie nie siła, tylko prawo powinno mieć głos. Tymczasem władza publiczna mówi: - Nie ma sprawy, jak powieszono, to jest. Komu to przeszkadza?
Przeszkadza, i to nie tylko Palikotowi. Jak mamy wierzyć, że pod krzyżem prawo stanowi się bezstronnie? Np. w bezstronność rozpatrywania projektów dotyczących zapłodnienia in vitro pod krzyżem?
- Oczywiście, że nie mamy podstaw, by w tę bezstronność wierzyć. Zresztą posłowie na ten krzyż się podczas debat powołują. Wołają: ''Jak wam nie wstyd stanowić takie bezbożne prawo pod krzyżem!''. Krzyż nie jest tam tylko dekoracją. Jest też deklaracją wierności wskazaniom religii.
Niektórzy twierdzą, że prawo do wieszania krzyży w miejscach sprawowania władzy, także w Sejmie, wynika właśnie z zasady bezstronności władz publicznych. Takie rozumienie art. 25 konstytucji usłyszeliśmy np. podczas rozprawy przed Trybunałem Konstytucyjnym w sprawie stopni z religii wliczanych do średniej na świadectwie. Ten fragment art. 25 brzmi: ''Władze publiczne zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym''. I twierdzi się, że skoro ''zapewniają swobodę wyrażania przekonań religijnych w życiu publicznym'', to powinny też zapewnić swobodę wieszania krzyży w gmachach publicznych.
- Nie może być tak, by realizacja wolności jednego odbierała wolność innemu. Narzucanie innym swojej woli metodą liberum veto, a w tym wypadku ''bo ja tak chcę realizować swoją wolność'', jest niedopuszczalną metodą wykładni konstytucji.
Jeśli ktoś chce krzyżem nawracać, bo powinność szerzenia wiary nakłada na niego jego religia, to trzeba jasno powiedzieć, że prawa do nawracania konstytucja nie gwarantuje.
Zasadę bezstronności władz publicznych trzeba stosować w zgodzie z zasadą proporcjonalności, czyli że obowiązkiem władzy publicznej jest zachowywanie stanu równowagi. Tę zasadę trzeba widzieć w świetle ustępu pierwszego art. 25, który mówi, że ''Kościoły i inne związki wyznaniowe są równouprawnione''. Tu chodzi o jednakowe traktowanie wyznawców różnych religii.
Nie są równouprawnione - nawet prawnie. Np. w rozporządzeniu do ustawy oświatowej jest napisane: ''w pomieszczeniach lekcyjnych może wisieć krzyż''. Nie ''symbol religijny'', ale właśnie ''krzyż''. Na ten przepis powołują się dyrektorzy szkół, jeśli ktoś z uczniów czy rodziców zakwestionuje krzyż w klasie. To jest też argument przeciwko powieszeniu innego symbolu.
- Taki przepis prawa jest sprzeczny z konstytucją. Obecność w klasach akurat krzyża wynika z tego, że katolicy, czy szerzej - chrześcijanie, w Polsce dominują. Ale niedopuszczalne jest sankcjonowanie tego prawem.
A co z praktyką?
- Jest pytanie, czy zgodne z zasadą równości jest, by katolicy ze swojej liczebnie uprzywilejowanej pozycji ciągnęli praktyczne profity? Czy też raczej z zasad bezstronności władzy i równouprawnienia wyznań wynika, że władza powinna dążyć do wyrównania sytuacji? Moim zdaniem powinnością władzy jest to drugie.
Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 2009 r. w sprawie konstytucyjności wliczania stopnia z religii do średniej stwierdził coś przeciwnego: że państwo nie ma obowiązku wyrównywania nierówności, która wynika ze stanu faktycznego, czyli z dominacji wyznawców jednej religii.
- Ja złożyłam do tego wyroku zdanie odrębne. Zacytowałam wtedy Ewangelię św. Łukasza: ''Każdemu, kto ma, będzie dodane. A temu, kto nie ma, i to, co ma, zabiorą''. Uważam, że według tej zasady władzy postępować nie wolno.
Jeśli jest nierówność faktyczna, która wpływa na realizację konstytucyjnych praw i wolności, to obowiązkiem władz publicznych jest nie tylko jej nie wzmacniać, ale wręcz wyrównywać. Dlatego jak najbardziej dopuszczalna była np. tzw. ustawa kwotowa polepszająca sytuację kobiet w wyborach parlamentarnych.
Kluczowe jest pytanie, jak tę równość osiągnąć? Można na dwa sposoby. Albo równania w górę - niech wszyscy mają tak, jak najsilniejszy. Lub równania w dół.
W przypadku krzyża w Sejmie czy w urzędach wybór jest taki: niech wiszą wszystkie symbole albo niech nie wisi żaden. Wtedy - tu ks. Boniecki ma rację - obie sytuacje są dopuszczalne: gdy krzyż wisi lub nie wisi. W tym pierwszym przypadku znów jest problem nierówności, bo inne religie nie mają jednego, czytelnego, powszechnie rozpoznawalnego symbolu, jakim dla chrześcijaństwa jest krzyż. Porównywalnym symbolem nie jest dla muzułmanów półksiężyc, oficjalnym symbolem judaizmu nie jest ani gwiazda Dawida, ani menora, ani Tora. Buddyjski kwiat lotosu też nie jest symbolem religii. No, ale wyobraźmy sobie, że jednak na tej ścianie w Sejmie każde wyznanie powiesi sobie coś, co potraktuje jako swój symbol.
CDN...