diabollo
23.11.11, 07:43
Bóg, Ojczyzna, Własność, Zakaz Pedałowania
Kinga Dunin
Nie tak dawno zdarzyło mi się rozmawiać w TV z jakimś księdzem. Albo zakonnikiem, bo był w białej sukience. Zanim zdążyłam otworzyć usta, powiedział mi, że jestem ideologiczna. Na to mu mówię, że nie ma nic bardziej ideologicznego niż religia. Ksiądz się zaburzył i odparł, że naukowo jest udowodnione, że religia nie jest ideologią. Aha. Nie jest, to nie. Ja dla odmiany w wolnej chwili mogłabym udowodnić, że wszystkie poglądy są ideologiczne. I co w tym takiego strasznego?
Za dawnych czasów istniała jedna słuszna ideologia mar-len oraz niesłuszne poglądy, które do niej nie dorastały. Dzisiaj działa to inaczej. My zawsze mamy poglądy, a oni nieodmiennie ideologię. Ideologia stała się przezwiskiem, obelgą, którą traktujemy tych, którzy myślą inaczej. Albo usiłują mieć coś w rodzaju spójnego światopoglądu, zamiast doraźnego zdania na każdą okazję. Albo tych, którzy chcą, żeby świat wyglądał nieco inaczej, niż wygląda. To słowo prztyczek, który dostaje się w nos, zamiast uczciwego: „nie zgadzam się”. Rzecz w tym, że po „nie zgadzam” należałoby dodać jeszcze dlaczego. Największy kłopot z tym pytaniem mają prawie-koledzy z podobnej szufladki, towarzysko zbliżeni i na oko o poglądach zbliżonych. Musieliby się nieźle obnażyć, żeby przyznać, czemu właściwie irytuje ich lewicowość lub feminizm. Oczywiście dlatego, że są ideologiczne, ale poza tym? Tysiąc razy zadawałam w takiej sytuacji pytanie: a konkretnie, co ci się nie podoba. Nigdy nie uzyskałam sensownej odpowiedzi. Nie twierdzę, że takie odpowiedzi nie istnieją, ale ci, którzy zaczynają od „oj, bo to takie ideologiczne”, zazwyczaj jej nie znają. Bo też często nie mają powodów znać, myśląc podobnie. Podobnie, ale nieideologicznie. A to nieideologicznie w ich wypadku oznacza przede wszystkim lęk przed wyraźnym opowiedzeniem się, zaangażowanie, byciem skojarzonym z jakąś stroną czy grupą. Takie czasy, każdy musi być nieprzysiadalnym indywidualistą i jednocześnie nie wypaść z mainstreamu.
Czasem jednak jakieś odpowiedzi padają i zazwyczaj są jedynie wulgaryzacją czy daleko idącym uproszczeniem poglądów, pod którymi mogłabym się podpisać. I naprawdę rzadko można kogoś namówić, żeby zapoznał się z tym, z czym się nie zgadza. Tu jako wyjątek wspomnę (pozdrawiam!) Tomka Piątka, którego poznałam, bo lata temu podszedł do mnie, kiedy podpisywałam swoją książkę. Książkę kupił, co było miłe, ale zaraz zaczął narzekać na jej fem-idelo. Dałam mu swój numer telefonu i powiedziałam: zadzwoń, jak przeczytasz. Mówiąc szczerze, nie liczyłam na to, ale zadzwonił z wielkim „eureka!”. „Już rozumiem. Feminizm to jest zwykła ludzka przyzwoitość.” I już nie było gadki o ideologii. No i bardzo dobra definicja.
Kiedy mówimy „ideologia”, robimy coś jeszcze, zrównujemy ze sobą wszystkie ideologie. Nasze poglądy reprezentują może chwiejną, ale prawdę, natomiast wszystkie ideologie są z natury swojej fałszywe. Jednak upierałabym się, że niektóre są bardziej fałszywe i nie przechodzą testu związku rzeczywistością w większym stopniu niż inne.
Po drugie, ideologie podobno prowadzą do przemocy. Jeśli ktoś spróbuje z tą tezą się spierać, to dostanie piąchą w jedno ucho Hitlerem, a w drugie Stalinem. Ja w tej sprawie mam zdanie konserwatywne i socjobiologiczne - człowiek z natury jest skłonny do przemocy. Można jej się spodziewać po chrześcijanach mówiących o miłości bliźniego, po aideologicznych dyktaturach, po rodzicach, którzy są więksi od dzieci, więc im mogą przylać. Po prawicy i po lewicy. Każda ideologia może się przydać do uzasadnienia przemocy, niektóre jednak mogą przydać się bardziej. I te przemoc wzmacniają, powiem więcej – produkują ją. Ideologia spod znaku „Bóg, Ojczyzna, Własność, Zakaz pedałowania” przyciąga i produkuje przemoc. I wiadomo, do czego piję – tak, uważam, że ideologiczne zaplecze „Kolorowej Niepodległej” nie wzmacnia i nie produkuje. Naprawdę nie przypadkiem dziarscy chłopcy, którym w głowie tylko zadyma, wybrali Marsz Niepodległości. Skoro chodziło im tylko o jedno, powinno być im wszystko jedno. Jagiellonia z Kolorową, Legia z Niepodległą i już jest niezła ustawka.
A wracając do prawie-kolegów od „oj, jacy jesteście ideologiczni”, to uważam, że bojąc się naszej ideologii, w istocie wspierają drugą stronę. (Wiem, brzmi to tanio i dialektycznie, ale tak jest, bo w ten sposób delegitymizuje się wartości, którym chce służyć lewica.) Bawią się w budowanie symetrii, świętoszkowate ostrzeżenia przed przemocą, namawianie nas, żebyśmy usiedli i dali się zmasakrować. Ale sami nie przyjdą i zmasakrować się nie dadzą, bo to byłoby zbyt ideologiczne. Nie cool i nie trendy.
Po drugiej stronie nie ma takich oporów. Bo „Bóg, Ojczyzna, Własność, Zakaz pedałowania” to nie ideologia, tylko jedyne wartości, które bezkarnie można w Polsce kultywować.
www.krytykapolityczna.pl/Dunin/BogOjczyznaWlasnoscZakazPedalowania/menuid-68.html