diabollo
20.12.11, 07:33
Łaciak: Jaki jest ten polski Oburzony?
z Jackiem Żakowskim rozmawia Dominik Łaciak
Gdy ludzie młodzi się buntują, to wybierają z tego, czego się nauczyli. Od mediów dowiadują się, że egoizm jest dobry, a historia batalistyczno-narodowa. Skąd mają wiedzieć o solidarności społecznej? - Dominik Łaciak w rozmowie z Jackiem Żakowskim na portalu Oświęcim online.
Piotr Ikonowicz napisał, że 11 listopada to był marsz polskich Oburzonych, tylko ubranych w szatę narodową. To możliwe?
To oczywiście możliwe. Dobrym określeniem jest, że ubrani, bo przecież nie przebrani. Problem polega na tym, że część osób, które mają słuszne powody, żeby się oburzać, ma fałszywą wizję wroga. A co za tym idzie - fałszywą diagnozę rozwiązania swoich problemów.
Warto zwrócić uwagę, że w trakcie zaborów ruch narodowy był sensowny, a gdy odzyskaliśmy niepodległość, stał się ruchem antypaństwowym, bo siła II RP brała się z jej multikulturowego charakteru. Gdyby to było państwo tylko Polaków, to byłoby tylko jednym z małych państewek w środkowej Europie. Naszą siłą byli Ukraińcy, Żydzi, Niemcy, Litwini i kraj byłby sporo silniejszy, gdyby polska polityka w tym zakresie była mądrzejsza.
Dzisiaj symbolicznego Żyda zastąpił symboliczny homoseksualista.
Oni są mianowani mniejszością stanowiącą jakieś zagrożenie, bo umówmy się, homoseksualiści żadnego zagrożenia dla państwa nie tworzą.
To jest chyba wojna ideologiczna o polski obyczaj?
Chodzi o święty ład katolicki, dla którego bez porównania większym zagrożeniem jest np. niewierność małżeńska. Dlaczego skini nie kamieniują niewiernych żon? A przecież zdrady są powszechne, to jest zjawisko, które istniało zawsze i będzie istnieć zawsze. Problem jest wtedy, gdy ktoś sądzi, że państwo powinno się zajmować moralnością katolicką.
Wracając do źle skonstruowanego wroga. Kim on współcześnie jest?
Spójrzmy na to przez pryzmat polskiej transformacji. Projekt społeczny III Rzeczpospolitej był projektem wykluczającym. Zaczęło się od bezrefleksyjnego wyrzucenia poza nawias chłopów i pracowników PGR-u. Potem projekt ten pozbawił całe starsze pokolenie oszczędności.
Moja mama, rocznik ’32, miała mundurek, spakowane kredki, ale do szkoły nie poszła, bo wybuchła wojna. Potem okupacja. Powstanie warszawskie, obóz pracy. Po wojnie jej dom był zrujnowany. Nie jej miasto.
Później stalinizm, który zabrał rodzinie wszystko, czego się dorobiła. Mama nie mogła się dostać na studia, bo miała pochodzenie burżuazyjne, udało jej się dopiero za trzecim albo czwartym razem. W rezultacie miała już wtedy dziecko. Potem lata nędzy PRL-owskiej. Oddechem był Gierek, ale później bach, stan wojenny. Była nauczycielem akademickim, zarabiała bardzo niewiele. Przeszła na emeryturę i znowu bach, Balcerowicz. Emerytura kompletnie nic nie warta, a wszystkie oszczędności zżerała inflacja.
Być może plan Balcerowicza był historyczną koniecznością, ale później, gdy zaczęło nam się powodzić trochę lepiej, to nikt nie pomyślał, że trzeba jakoś dowartościować przegranych. To wszystko jest zbudowane na przekonaniu, że egoizm społeczny jest dobry. I ofiarą tego egoizmu jest pokolenie wchodzące dzisiaj na rynek pracy. Mamy w nosie, jak sobie poradzicie. Ulgi na przejazdy studentów? Zabierzemy wam, a potem przed wyborami przywrócimy. Studiujecie? Płaćcie czesne. Bezrobotny? Twój problem. Poziom zasiłku mamy proporcjonalnie najniższy w Europie. Żadnej solidarności międzygrupowej. To jest ten wróg, który nam dzisiaj zagraża. Sami sobie zagrażamy.
No więc dlaczego protest przybrał charakter narodowy?
Przez system edukacyjny. Religia jest jedynym przedmiotem faktycznie, konsekwentnie uczącym wizji społecznej. Nie ma filozofii, myśli społecznej. Jedyna krzewiona wizja państwa, to wizja mocno zhierarchizowana, autorytarna, czyli katolicka. Oczywiście to nie jest wina katolicyzmu, bo trudno oczekiwać od papieża, że jutro powie, że świat ma wyglądać inaczej. Ale państwo to nie katolicyzm!
No więc gdy młodzi się buntują, to wybierają z tego, czego się nauczyli. Od mediów dowiadują się, że egoizm jest dobry, a historia batalistyczno-narodowa. A gdzie mają się dowiedzieć o solidarności społecznej? To nie jest wymysł Sławka Sierakowskiego ani Jacka Kuronia. Dzięki temu wszystkim byłoby nam lepiej, a gospodarka by się rozwijała.
Jak wygląda polska szkoła, to wiemy. Ale dlaczego telewizja krzewi religię neoliberalizmu?
Telewizja publiczna była jedyną poważną instytucją państwa w sferze symbolicznej, która została przeniesiona do nowej rzeczywistości bez zmian. Proszę sobie wyobrazić, że telewizja ma oficerów frontu ideologicznego PRL. Przychodzi nowy system i ich świat wywraca się do góry nogami. Jedyne, co mogą zrobić, to dostosować się do nowej rzeczywistości, więc od razu zapisują się do Leszka Balcerowicza, który cieszy się autorytetem.
Dobrze, ale jeśli przyjąć, że telewizja produkuje postawy polityczne, to przecież widzowie telewizji publicznej chętniej głosują na opcje ludowo-konserwatywne, które jednak oferują jakiś projekt wspólnotowy, jak socjalne przecież PiS. Pytanie brzmi: dlaczego media prywatne mają taką właśnie linię ideologiczną?
Pamiętajmy, że klasa polityczna, która przeprowadzała reformy, była w zdecydowanej większości ciemna jak tabaka w rogu. To byli szlachetni ludzie. Humaniści i nonkonformiści, ale o funkcjonowaniu państwa demokratycznego mieli pojęcie zerowe, o gospodarce bardzo mgliste. Tadeusz Mazowiecki, nawet jeśli pozostawał pod wpływem modelu niemieckiego, to nie wiedział, jak go zrobić w Polsce. Filozofia Balcerowicza była łatwą do zrozumienia przeciwwagą. Wcześniej dobre było wszystko to, co państwowe, a teraz co prywatne. To w tak przygotowanej rzeczywistości wyrośli młodzi dziennikarze, którzy zasilili prywatne media.
Oczywiście problemem było też to, że w PRL nie było demokratycznej, rynkowej lewicy.
CDN...