Medytacje

21.03.13, 12:17
W czasie konklawe słyszałem, że kardynałowie przed rozpoczęciem odbywali medytacje.

Tak samo, czytam ostatnio trochę o życiu zakonnym i znalazłem informację, że w planie dnia o danej godzinie mnisi medytują.

Wiecie może, co to znaczy konkretnie w kontekście katolickim? Pytam poważnie.

BTW. Czy ktoś może mi wytłumaczyć dokładnie, na czym polega odmawianie różańca?
    • stephen_s O, i jeszcze jedno 21.03.13, 12:18
      Wiecie może, na czym polega dokładnie leżenie krzyżem?
    • maria421 Re: Medytacje 21.03.13, 13:05
      Stefan, pogugluj sobie troche

      rozaniec.web-portals.pl/
      Nie wierze tez ze nie wiesz ze lezenie krzyzem to lezenie na brzuchu z rozlozonymi ramionami.

      • zbyfauch Re: Medytacje 21.03.13, 13:08
        Mnie się bardzo podoba Krucjata Różańcowa.
        • a000000 Re: Medytacje 21.03.13, 13:41
          medytacje to są rozmyślania (w ciszy) o religijnych aspektach wiary, taka chwila skupienia.
          • stephen_s Re: Medytacje 21.03.13, 14:54
            Pozornie głupie pytanie: co jest do rozmyślania w aspektach wiary? Chyba wszystko jest jasne?
            • a000000 Re: Medytacje 21.03.13, 15:10
              stephen_s napisał:

              > Pozornie głupie pytanie: co jest do rozmyślania w aspektach wiary? Chyba wszyst
              > ko jest jasne?

              widać nie każdemu, skoro zadajesz pytania.... a kardynałowie medytują w oczekiwaniu na "głos" Ducha Świętego co do wyboru...
      • stephen_s Re: Medytacje 21.03.13, 14:53
        > Nie wierze tez ze nie wiesz ze lezenie krzyzem to lezenie na brzuchu z rozlozon
        > ymi ramionami.

        To wiem, ale chodzi mi o to, czy coś się w ramach tego leżenia jeszcze robi i jaki jest tego cel?
        • a000000 Re: Medytacje 21.03.13, 15:13
          stephen_s napisał:

          > To wiem, ale chodzi mi o to, czy coś się w ramach tego leżenia jeszcze robi i j
          > aki jest tego cel?

          leżący krzyżem modli się do Boga, swoimi słowami. A gdy nie potrafi to gotową modlitwą okolicznościową. Sądzę, że Bóg się nie obrazi gdy taki trochę pomilczy...

          Stefciu, to nie jest tak, że każdy kontakt z Bogiem jest ustandaryzowany i oprocedurowany. To są bardzo indywidualne sprawy.

          • stephen_s Re: Medytacje 21.03.13, 15:26
            To mi wyjaśnij jeszcze, jak się medytuje przy różańcu. Rozumiem, że chodzi o rozważanie wydarzeń (tajemnice bolesne, radosne itd.), ale co tam rozważać? I jak można rozważać, jak się człowiek jednocześnie musi modlić?
            • a000000 Re: Medytacje 21.03.13, 15:37
              stephen_s napisał:

              > To mi wyjaśnij jeszcze, jak się medytuje przy różańcu.

              robisz przerwy dla rozmyślania.
              nie każdy ma podzielną uwagę i nie potrafi jednocześnie.
              Mówienie słów różańca to jest taka mantra - powtarzasz ciągle te same wersy. Przy wprawie - da się z tym pogodzić i rozmyślanie.
              • stephen_s Re: Medytacje 21.03.13, 17:15
                Hm. Wciąż nie rozumiem tylko, o czym można tu rozmyślać...
                • a000000 Re: Medytacje 21.03.13, 17:31
                  stephen_s napisał:

                  > Hm. Wciąż nie rozumiem tylko, o czym można tu rozmyślać...

                  na przykład o tym co ewangelia mówi na temat wydarzeń danej tajemnicy, co to znaczy dla świata, dla mnie... jakie wnioski trzeba wyciągnąć z pewnych słów, pouczeń...
                  • stephen_s Re: Medytacje 21.03.13, 19:34
                    OK, no to jeszcze głupsze pytanie: różaniec się odmawia wielokrotnie? No to... po iluś razach wszystko ma się chyba już przemyślane. Co wtedy?
                    • maria421 Re: Medytacje 21.03.13, 19:42
                      Stefan, moja Mama ktora odmawiala czesto rozaniec ( robila to zawsze sama), mowila ze ja to bardzo wycisza i uspokaja. Nie przypuszczam zeby akurat wtedy snula rozne rozwazania, to ja po prostu wprawialo w stan jakiego ona potrzebowala.
                      Chyba to jest zamierzonym efektem medytacji?
                      • ja.nusz Re: Medytacje 21.03.13, 19:59
                        Pamiętam z PRL-u bacię Teodozję, która prowadziła melinę i załatwiała milcząco tranzakcję sprzedaży flaszki nie przerywając odmawiania różańca - była medytująco-wyciszona.:)
                        • rek888 Re: Medytacje 21.03.13, 21:37
                          Pamiętam z PRL-u bacię Teodozję, która prowadziła melinę i załatwiała milcząco
                          > tranzakcję sprzedaży flaszki nie przerywając odmawiania różańca

                          Przeczytaj to uwaznie...Przypieprzyles sie do mojej interpunkcji itp. A coz Ty za banialuki wypisujesz ? np milczaco nie przerywajac odmawiania.....
                          W potocznej mowie w czasach melin ,nazywalo sie to " miala meline " a prowadzila tramwaj itd itp.
                        • maria421 Re: Medytacje 22.03.13, 08:41
                          ja.nusz napisał:

                          > Pamiętam z PRL-u bacię Teodozję, która prowadziła melinę i załatwiała milcząco
                          > tranzakcję sprzedaży flaszki nie przerywając odmawiania różańca - była medytują
                          > co-wyciszona.:)

                          Janusz, wreszcie wiem, co Cie uksztaltowalo - te wizyty w peerelowskich melinach.....
                          Czym skorupka za mlodu nasiaknie, tym na starosc na forach traci....
                          • ja.nusz Re:Medytacje 22.03.13, 08:52
                            maria421 napisała:

                            > Janusz, wreszcie wiem, co Cie uksztaltowalo - te wizyty w peerelowskich melinac
                            > h.....
                            > Czym skorupka za mlodu nasiaknie, tym na starosc na forach traci....

                            Nie obrażaj ś.p. Teodozji, ona prowadziła coś w rodzaju sklepu nocnego i jednocześnie modliła się za każdego ze swoich klientów. Która sklepowa robi to dzisiaj?
                            I właśnie nie rozumiem, dlaczego tego typu placówki handlu nieuspołecznionego nazywano melinami - melina to był raczej lokal libacyjny.
                    • a000000 Re: Medytacje 21.03.13, 20:02
                      stephen_s napisał:

                      > OK, no to jeszcze głupsze pytanie:

                      hehehe.... no to odpowiedź też głupia... zaczyna się przemyśliwać od nowa...

                      Stefciu... życia nie wystarczy na przemyślenie wszystkich religijnych aspektów...
                      Na przykład: powiedz mi na ile sposobów możesz sobie wyobrażać Zmartwychwstanie? ile przy tym pytań Cię dopada? (tak tak, często i heretyckich!)...
                      No i zwracam Ci uwagę, że rozmyśla niewielu... większość medytuje powtarzając mantrę... czasem odlatują w niebyt myślenia... i w ten sposób osiągają spokój wewnętrzny...
                      To są bardzo indywidualne sprawy.
                      Do odmawiania różańca trzeba wewnętrznie dojrzeć... więc nie zaczynaj, bo nie chodzi o bezmyślne klepanie pacierzy.
                    • kqsh Re: Medytacje 21.03.13, 20:54
                      stephen_s napisał:

                      > OK, no to jeszcze głupsze pytanie: różaniec się odmawia wielokrotnie? No to...
                      > po iluś razach wszystko ma się chyba już przemyślane. Co wtedy?

                      Wyobraź sobie, że poznałeś dziewczynę, która Cię urzekła, w której się bez pamięci zakochałeś. Czy w czasie trwania tego stanu zakochania znudzi Ci się myślenie o niej? Przypominanie sobie jak wygląda, jak się porusza, w jaki sposób i co mówi? Rozmyślanie o tym, co ostatnio powiedziała, jak się zachowała w takiej czy innej sytuacji, rozpamiętywanie jej zdania na różne tematy? I czy jest w ogóle możliwy taki stan, w którym już „wszystko“ o niej przemyślałeś i nie masz nic więcej do rozpamiętywania?

                      Albo wczuj się w rolę żołnierza na froncie lub może mniej tragicznie - w rolę ojca rodziny wyjeżdżającego na długi kontrakt zagraniczny, który zostawił w ojczyźnie najbliższe ukochane osoby, a więc żonę, dzieci, które kocha, za którymi strasznie tęskni... Jak myślisz, co on robi w chwilach wolnych? Ile razy wyciąga tą samą fotografię, którą zna przecież dokładnie z wszystkimi szczegółami na pamięc i wpatruje się w nią zupełnie urzeczony, jakby oglądał ją po raz pierwszy? Ile razy wyciągnie po raz tysięczny i przeczyta ten sam stary list z przed miesięcy, którego treść mógłby przecież wyrecytować z pamięci? Czy jest możliwe, że mu się to kiedyś „znudzi“? Że jego wewnętrzne „powroty“ do ukochanych osób, przypominanie sobie ich zachowań, wyobrażanie sobie ich w różnych sytuacjach i o różnych porach dnia, odgadywanie co mogliby właśnie robić, jak teraz wyglądają, o czym myślą, kiedyś się „wyczerpie“ i już nie będzie miał o czym „rozmyślać“?

                      Przytoczyłem te przykłady po to, aby uzmysłowić Ci, że jako ateista prawdopodobnie nie jesteś w stanie wyobrazić sobie, że podobne „zauroczenie“ można odczuwać w stosunku do Boga, do Jego Syna, Jego Matki, do treści Pisma św. itd. Podejrzewam, że Tobie, jako stojącemu „z boku“ i nie zaangażowanemu w te realne i szczere, niezwykle intymne i głębokie relacje, medytacje chrześcijańskie i modlitwy w rodzaju różańca, drogi krzyżowej czy ciągłego odmawiania tych samych modlitw i psalmów, wydają się jakąś niezbyt mądrą formą podlizywania się Bogu, albo też wypełniania wobec Niego jakichś „obowiązków“, jako jakaś forma koniecznego okazywania Bogu szacunku, zaskarbiania sobie Jego życzliwości, czy wymuszania na Nim spełnienia bardzo konkretnych próśb itd. Oczywiście także i takie postawy są możliwe, podobnie jak możliwe jest „chodzenie“ z dziewczyną z wyrachowania, dla seksu, której się wcale nie kocha czy telefonowanie do żony z łóżka, w którym właśnie zdradza się ją z inną kobietą. Ale wtedy, podobnie jak w przypadku „odklepywania“ modlitw z obowiazku czy z wyrachowania, takie niby to „chodzenie“, czy najmilszy nawet telefon do żony trącą fałszem, a już na pewno nie mają specjalnego sensu.

                      Ani odmawianie różańca, ani medytacje nie są dla katolików obowiązkowe; modlić można się w różnoraki sposób, ale ci co odkryli moc tych praktyk oraz niezwykłe przeżycia im towarzyszące, prawdopodobnie nie będą nawet w stanie zrozumieć Twoich pytań, nie mówiąc już o formułowaniu sensownych odpowiedzi. Na początku trzeba nauczyć się szczerze i głęboko pokochać Boga, reszta „wyjaśni się“ sama...

                      • rek888 Re: Medytacje 21.03.13, 21:14
                        Albo wczuj się w rolę żołnierza na froncie lub może mniej tragicznie - w rolę ojca rodziny wyjeżdżającego na długi kontrakt zagraniczny, który zostawił w ojczyźnie najbliższe ukochane osoby, a więc żonę, dzieci, które kocha, za którymi strasznie tęskni... Jak myślisz, co on robi w chwilach wolnych? Ile razy wyciąga tą samą fotografię, którą zna przecież dokładnie z wszystkimi szczegółami na pamięc i wpatruje się w nią zupełnie urzeczony, jakby oglądał ją po raz pierwszy? Ile razy wyciągnie po raz tysięczny i przeczyta ten sam stary list z przed miesięcy, którego treść mógłby przecież wyrecytować z pamięci?

                        I juz nie wytrzymalem,lzy poplynely ciurkiem z oczu mych a gardlo zacisnelo sie tamujac krotki dech ,przechodzacy w jek.

                        jaki frajer jestem ! Ile stracilem nie zagladajac na Forum,Te forum ! Amen.


                        • a000000 Re: Medytacje 21.03.13, 21:48
                          rek888 napisał:


                          > jaki frajer jestem ! Ile stracilem nie zagladajac na Forum,Te forum

                          przez grzeczność nie zaprzeczę,... frajer z waćpana. Ale nie z powodu niezaglądania bynajmniej, tylko z powodu potraktowania bardzo pięknego postu kolegi... Waćpana zazdrość zżera, że sam tak pisać nie potrafisz?

                          na TO forum, szanowny kolego! skoro już zwracasz na formę uwagę (komuś).

                          • fan.club "Ile razy wyciągnie po raz tysięczny..." 22.03.13, 07:40
                            No sama poezja!
                            Policzył już ktoś kiedyś ilu wiernych podziękowało kościelnej firmie właśnie z powodu infantylnej poezji niektórych proboszczów?

                            • kqsh Re: "Ile razy wyciągnie po raz tysięczny..." 22.03.13, 08:13
                              fan.club napisał:

                              > No sama poezja!

                              Nie, to tylko błąd stylistyczny, polegający na źle umiejsowionym spójniku „i“. Miałem zamiar napisać: „Ile razy wyciągnie i po raz tysięczny przeczyta ten sam stary list z przed miesięcy“. Wyciąganie (w domyśle z zanadrza) starych listów nie jest bowiem jednoznaczne z ich ponownym przeczytaniem, bo można je np. tylko przełożyć z kieszeni do szuflady. ;) Niezbyt szczęśliwe określenie „po raz tysięczny“ mogłem też zastąpić bardziej pasującym słówkiem „ponownie“, zamiast na siłę starać się podkreślić „częstość“ lektury. Zdanie brzmiałoby wtedy „Ile razy wyciągnie i ponownie przeczyta ten sam stary list z przed miesięcy“.

                              No cóż, poetą rzeczywiście nie jestem, raz wysłanego tekstu poprawić nie można, a jak zapewne wiesz z autopsji, różnego rodzaju pomyłki popełniamy tutaj wszyscy, no, może poza Kochanicą ;).


                              • fan.club Taki błąd to w zasadzie błahostka. 22.03.13, 08:49
                                Mnie chodziło raczej o to, że ten tekst jest bardzo górnolotny. Skoro mówimy generalnie o wierze, to - w moim odczuciu - im prościej mówimy, tym wiarygodniej.
                      • a000000 Re: Medytacje 21.03.13, 21:44
                        kqsh napisał:

                        > Wyobraź sobie,

                        pięknie to opisałeś... dokładnie tak to jest.
                        • zawszekacperek Re: Medytacje 21.03.13, 22:00
                          Kochana Azerko,

                          a czy jest jakaś granica pomiędzy medytowaniem a spekulowaniem?

                          Kacperek
                          • a000000 Re: Medytacje 22.03.13, 09:36
                            zawszekacperek napisał:

                            > a czy jest jakaś granica pomiędzy medytowaniem a spekulowaniem?

                            jest.

                            medytacja wycisza
                            spekulacja wkurza hehehe

                            no i spekulacja nie dotyczy religii, tylko pozostałych dziedzin życia.
                        • zawszekacperek Re: Medytacje 21.03.13, 22:41
                          Koledze Stefanowi zapodałaś poniższy tekst:
                          medytacje to są rozmyślania (w ciszy) o religijnych aspektach wiary, taka chwila skupienia.
                          W związku z tym chciałbym poznać Twoje zdanie w takiej kwestii:
                          Otóż jakiś czas temu rozmyślałem (w ciszy) i doszedłem do wniosku, że Pan Bóg przestał lubić Żydów. Na czym opieram swój wniosek. W początkowej fazie swoich relacji z Narodem Wybranym Bóg kontaktował się z nim osobiście (Abraham, Mojżesz). Potem posłał Syna, następnie Ducha Św. I ich misja spaliła na panewce. Żydzi (en gros), nawet ci pobożni i uczeni w Piśmie, nie zastosowali się do zaleceń Jahwe ogłaszanych im przez Syna. No i co? Pat od 2 tyś. lat. Zero kontaktów. Zero proroków. Myślę, że Żydzi nie są już w oczach Jahwe Narodem Wybranym i są z to surowo karani. Zawiedli swojego Boga.
                          No i jak Azerko? Dobrze Kacperek wymedytował czy może jest tylko wrednym antysemitą?

                          A może to nie była medytacja, tylko spekulacja.

                          Kacperek
                          • a000000 Re: Medytacje 22.03.13, 09:59
                            zawszekacperek napisał:


                            > Koledze Stefanowi zapodałaś poniższy tekst:

                            rozmyślania nad HISTORIĄ Izraela to nie są medytacje religijne bynajmniej.
                            ale dobrze wykumałeś. Żydzi wielokroć Przymierze łamali... ostatecznie, gdy odrzucili objawionego im Mesjasza... wówczas poszli swoją drogą. Bóg dając nam Zbawiciela niejako zawarł nowe Przymierze z ludzkością. Odtąd wszyscy który uwierzyli są nowym Ludem Bożym.

                            Czy klęski które Żydów spotkały można uważać za karę boską? Nie sądzę. Żydzi mają wolną wolę i mogą wybierać. Jednakże ich historia pokazuje, że kto zrywa przymierze z Bogiem ten dobrze na tym nie wychodzi.


                            • maria421 Re: Medytacje 22.03.13, 10:10
                              a000000 napisała:

                              > Żydzi wielokroć Przymierze łamali... ostatecznie, gdy odr
                              > zucili objawionego im Mesjasza... wówczas poszli swoją drogą. Bóg dając nam Zba
                              > wiciela niejako zawarł nowe Przymierze z ludzkością. Odtąd wszyscy który uwierz
                              > yli są nowym Ludem Bożym.
                              >
                              > Czy klęski które Żydów spotkały można uważać za karę boską? Nie sądzę. Żydzi ma
                              > ją wolną wolę i mogą wybierać. Jednakże ich historia pokazuje, że kto zrywa prz
                              > ymierze z Bogiem ten dobrze na tym nie wychodzi.
                              >

                              Azerko, rok temu w Izraelu zastanawialam sie jak by wygladala dzisiaj Jerozolima gdyby wszyscy Zydzi przyjeli Jezusa jako oczekiwanego Mesjasza.
                              To, ze nie wszyscy go przyjeli, to ze do dzisiaj niektorzy zyja zgodnia z nakazami Starego Testamentu to tez najwyrazniej wola Boga.
                              • a000000 Re: Medytacje 22.03.13, 11:25
                                maria421 napisała:

                                > To, ze nie wszyscy go przyjeli, to ze do dzisiaj niektorzy zyja zgodnia z nakaz
                                > ami Starego Testamentu to tez najwyrazniej wola Boga.

                                myślę, że nie. Nie zapominaj o wolnej woli wyboru danej Człowiekowi, a także o działaniu szatana.

                                Dzisiejszy Izrael to dziwne państwo. Większość obywateli to .... ateiści. Istnieje niewielka grupa ortodoksów, którzy są hołubieni z powodu ich zasług położonych na niwie przetrwania Israela przez wieki rozproszenia, jednakowoż z którymi Izrael ma kłopot... żyją na koszt podatnika, cały czas mają wszystko wszystkim za złe, a szczególnie to, że Izrael nie jest państwem ortodoksyjnym. Chcą teokracji. MAŁO!!! istnieje tam grupa ludzi, która twierdzi, że dzisiejszy Izrael jest nielegalny i powołuje się na proroctwa które mówią, że bez Świątyni nie ma Izraela. Zaś inne proroctwa mówią, że gdy stanie Trzecia Świątyni - będzie koniec świata, ten prawdziwy, nie metaforyczny.
                                Poza tym - państwo świeckie - nie posiada możliwości zawierania ślubów cywilnych. Są wyłącznie śluby religijne... a kto się wzdraga - ten jedzie na Maltę - tam jest specjalny urząd do spraw cywilnych ślubów Izraelskich, honorowanych w Izraelu.
                                Obywatele ateiści - obchodzą święta religijne, dla... TRADYCJI!!! Bo przechowanie tej TRADYCJI w narodzie, nie dopuściło do zaniku narodu gdy był rozproszony....

                                > To, ze nie wszyscy go przyjeli, to ze do dzisiaj niektorzy zyja zgodnia z nakaz
                                > ami Starego Testamentu to tez najwyrazniej wola Boga.

                                dzisiejsi ortodoksi żyją zgodnie z nakazami TALMUDU. To jest inny judaizm niż za czasów Jezusa. Do śmierci Jezusa istniał judaizm biblijny - tą drogą poszli chrześcijanie. Żydzi zaś poszli drogą talmudyczną. Istnieje domniemanie, że dzisiejsi żydzi mesjanistyczni (pozostałość biblijnych, którzy uznali Jezusa ) to gałąź powstała na kanwie uczniów Jezusowych pozostałych w Jerozolimie pod przywództwem Jakuba, "brata" Jezusowego. A który ze św Pawłem, twórcą znanego nam chrześcijaństwa jakoś nie miał po drodze.

                                • maria421 Re: Medytacje 22.03.13, 12:54
                                  Azerko, skad masz wiadomosc ze wiekszosc obywateli Izraela to ateisci???

                                  Angielska Wikipedia podaje :

                                  "As of 2009, 8% of Israeli Jews defined themselves as Haredim; an additional 12% as "religious"; 13% as "religious-traditionalists" ; 25% as "non-religious-traditionalists" (not strictly adhering to Jewish law or halakha); and 42% as "secular" (Hebrew: חִלּוֹנִי, Hiloni).[6] As of 1999, 65% of Israeli Jews believe in God,[7] and 85% participate in a Passover seder.[7] However, other sources indicate that between 15% and 37% of Israelis identify themselves as either atheists or agnostics."

                                  8% ultra ortodoksow
                                  12% religinych
                                  13% religijnych tradycjonalistow
                                  25% niereligijnych tradycjonalistow
                                  42% swieckich
                                  65% wierzy w Boga
                                  miedzy 15 a 37% definiuje sie jako agnostycy lub ateisci.

                                  Gdyby klopotem Izraela byli ortodoksi, to mozna by powiedziec, ze Izrael nie ma klopotow :)
                                  • a000000 Re: Medytacje 22.03.13, 13:29
                                    maria421 napisała:

                                    > Azerko, skad masz wiadomosc ze wiekszosc obywateli Izraela to ateisci???

                                    wikipedia podaje rok 2009.

                                    25% niereligijnych tradycjonalistów oraz 42% świeckich daje w sumie 67% ludzi którzy żyją z dala od religii. Tradycję utrzymują ze względów że tak powiem, nacjonalistycznych. To wiem od ludzi, którzy są żydami mieszkającymi w Izraelu, a którzy o sobie mówią, że są ateistami.
                                    Zastanawia mnie ten procent wierzących w Boga...

                                    I powiem Ci, że po stokroć wolę niewierzącego żyda, niż takiego fanatycznego ortodoksę.
                                    Z niewierzącym nawiążesz przyjazny kontakt , jest taki jak my. Z ortodoksą porozumienia nie nawiążesz. Próbowałam. Jestem gojką, poganką z którą kontakt daje żydowi nieczystość...
                                    Głową muru nie przebijesz.

                                    > Gdyby klopotem Izraela byli ortodoksi, to mozna by powiedziec, ze Izrael nie ma
                                    > klopotow

                                    nie mówiłam, że to jest jedyny kłopot. Ale fanatyczne podejście tych ortodoksów do wymogów nałożonych przez Talmud na Żydów jest problemem i dla władz i dla większości mieszkańców.
                                    Ci fanatycy w rożny sposób okazują dezaprobatę wobec zachodniego stylu życia....plują na chrześcijan w ich religijnych strojach, wygrażają żydom jeżdżącym samochodem w szabas... i co takiemu zrobisz? Nie pracują tylko studiują Torę, dzieci mają mnóstwo - wszystko na koszt podatnika. Do wojska oczywiście nie idą!!! Prawa świeckiego nie uznają.

                                    Jeśli w danym kraju jest grupa wyraźnie odcinająca się od całości - jest to problem.

                                    • rek888 Re: Medytacje 22.03.13, 13:34
                                      Papież określił priorytety swojego pontyfikatu. "Dialog z innymi religiami i niewierzącymi

                                      Nihil novi - wy juz dawno sie tym pasjonujecie !
                                    • maria421 Re: Medytacje 22.03.13, 13:44
                                      a000000 napisała:

                                      > 25% niereligijnych tradycjonalistów oraz 42% świeckich daje w sumie 67% ludzi
                                      > którzy żyją z dala od religii.

                                      Azerko, ale oni sami siebie nie uznaja za ateistow, wiec nie rob tego Ty za nich.

                                      > Tradycję utrzymują ze względów że tak powiem, na
                                      > cjonalistycznych. To wiem od ludzi, którzy są żydami mieszkającymi w Izraelu, a
                                      > którzy o sobie mówią, że są ateistami.
                                      > Zastanawia mnie ten procent wierzących w Boga...

                                      Wiadomosci od paru znajomych to jednak troche za malo.

                                      > I powiem Ci, że po stokroć wolę niewierzącego żyda, niż takiego fanatycznego or
                                      > todoksę.
                                      > Z niewierzącym nawiążesz przyjazny kontakt , jest taki jak my. Z ortodoksą poro
                                      > zumienia nie nawiążesz. Próbowałam. Jestem gojką, poganką z którą kontakt daje
                                      > żydowi nieczystość...
                                      > Głową muru nie przebijesz.

                                      Ja sie nie musze z nimi przyjaznic, ale uwazam ze fakt ze oni przetrwali i trwaja pomimo wielu niesprzyjajacych im okolicznosci jest wola Boga.

                                      > nie mówiłam, że to jest jedyny kłopot. Ale fanatyczne podejście tych ortodoksów
                                      > do wymogów nałożonych przez Talmud na Żydów jest problemem i dla władz i dla
                                      > większości mieszkańców.

                                      Ortodoksi zyja glownie w jednej dzielnicy Jerozolimy ktora sie nazywa Mea Shearim, sa tam miedzy soba, nikomu w droge nie wchodza, zadnych kryminalnych problemow nie robia.

                                      > Ci fanatycy w rożny sposób okazują dezaprobatę wobec zachodniego stylu życia...

                                      Dlatego mieszkaja w Mea Shearim a nie w Tel Avivie :)

                                      > .plują na chrześcijan w ich religijnych strojach,

                                      czasami

                                      > wygrażają żydom jeżdżącym sam
                                      > ochodem w szabas... i co takiemu zrobisz?

                                      Do Mea Shearim wjechalismy autobusem w szabat. Nic nam nie zrobili.

                                      Nie pracują tylko studiują Torę, dzie
                                      > ci mają mnóstwo - wszystko na koszt podatnika.

                                      Czesc nie pracuje, czesc pracuje i utrzymuje sie glownie z handlu i rzemiosla.

                                      > Do wojska oczywiście nie idą!!!

                                      Teraz beda musieli.

                                      > Prawa świeckiego nie uznają.

                                      Ale go nie lamia. Nie sprawiaja klopotow przestepczoscia.

                                      > Jeśli w danym kraju jest grupa wyraźnie odcinająca się od całości - jest to pro
                                      > blem.

                                      Jest taka grupa w Izraelu i sa to muzulmanie stanowiacy 20% obywateli Izraela.
                      • zawszekacperek Re: Medytacje 21.03.13, 22:04
                        Moim zdaniem przytoczone przez Ciebie przykłady to czysta egzemplifikacja spekulacji a nie medytacji.

                        Kacperek
                        • kqsh Re: Medytacje 21.03.13, 23:09
                          zawszekacperek napisał:

                          > Moim zdaniem przytoczone przez Ciebie przykłady to czysta egzemplifikacja speku
                          > lacji a nie medytacji.
                          >
                          > Kacperek

                          Spekulacja pojawia się tam, gdzie nie ma pewności, a człowiek głęboko wierzący wBoga, którego poznał i pokochał, ma pewność, bez względu na to, co na ten temat sądzą „postronni“ ateiści. Oczywiście mają oni prawo uznać go za świra, schizofrenika, spekulanta czy fantastę, ale czy podważy to w jakiś sposób jego pewność? Zmąci jego intymne relacje z Bogiem? Poza tym czy w gruncie rzeczy taka krytyczna ocena nie jest w naczystsztej formie subjektywna? A jeśli tak, to niby z jakiego powodu miałby ją uważać za słuszną? Dla kogoś, kto naprawdę na codzień i dogłębnie obcuje z Bogiem, kwestia jego postrzegania przez niewierzące osoby „postronne“ i ocena form wyrazu tego obcowania nie ma absolutnie żadnego znaczenia.

                          Podobnie ludzie zakochani lub zżerani tęsknotą – i tu wracam do moich przykładów – też czasem innym wydają się irracjonalni i dziwaczni, ale czy ich to w ogóle obchodzi? Czy skłonni są „tłumaczyć się“ z tego powodu, wyjaśniać charkter i przyczyny ich uczuć? Dla nich ważny jest objekt ich miłości czy tęsknoty, a nie zdanie innych. Dla ukochanej osoby czy osób gotowi są ponieść największe ofiary, przy których „ośmieszanie się“ i uchodzenie za „spekulanta“, to zwykłe błahostki.

                          • zawszekacperek Re: Medytacje 22.03.13, 00:08
                            Spekulacja pojawia się tam, gdzie nie ma pewności, a człowiek głęboko wierzący
                            wBoga, którego poznał i pokochał, ma pewność, bez względu na to, co na t
                            en temat sądzą „postronni“ ateiści.


                            Czy te słowa to nie są przypadkiem blasfemią? Czy najgłębsza wiara gwarantuje poznanie Boga (Absolutu)? Toż to moim zdaniem herezja w najczystszej postaci. Jak ułomny (czytaj : marny) człowiek może poznać swoim ułomnym (czytaj: marnym) rozumem Boga?
                            A tak w ogóle? Co to znaczy wg Ciebie poznać Boga?

                            Kacperek
                            • kqsh Re: Medytacje 22.03.13, 06:44
                              zawszekacperek napisał:

                              > Czy te słowa to nie są przypadkiem blasfemią? Czy najgłębsza wiara gwarantuje p
                              > oznanie Boga (Absolutu)? Toż to moim zdaniem herezja w najczystszej postaci. Ja
                              > k ułomny (czytaj : marny) człowiek może poznać swoim ułomnym (czytaj: marnym) r
                              > ozumem Boga?

                              Po pierwsze to co napisałem, nie odnoszę do siebie. Okazuje się, że nie tylko Pismo św. czytasz z dużym ładunkiem złej woli, żeby nie użyć mocniejszego określenia (vide kilka wpisów powyżej). Jeśli dokładnie przeanalizujesz to co napisałem, będziesz musiał przyznać, że zasugerowałem jedynie, iż w odróżnieniu od Stephen’a potrafię sobie wyobrazić możliwość całkowitej, odpornej na kpiny i „racjonalne“ osądy ateistów symbiozy z Bogiem, która z medytacji, także takich w pozycji leżącej czy podczas zmawiania różańca, czyni coś bardzo wzniosłego, a jednocześnie intymnego, niewytłumaczalnego. Podane przeze mnie przykłady rzeczywiście są marne, bo nawet największa miłość między ludźmi w porównaniu do wzajemnej miłości Boga i człowieka, to zwykła woda z mlekiem.

                              > A tak w ogóle? Co to znaczy wg Ciebie poznać Boga?


                              Po drugie nie zamierzam rozmawiać o sposobach poznania i pokochania Boga z żadnym z ateistycznych „teologów“, a zwłaszcza z takimi, którzy karty Księgi zawierającej Jego słowa traktują jak papier toaletowy. Tak po prawdzie robić mi tego nawet nie wolno.

                              • zawszekacperek Re: Medytacje 22.03.13, 08:27
                                Smutne i przykre jest to, co napisałeś. Czy te Twoje poniższe słowa nie podpadają pod definicję pychy? Twój Chrystus dyskutował z faryzeuszami.
                                Jeżeli miałbym dojść poprzez medytacje do takich wniosków jak Ty , to udałbym się do lekarza o odpowiedniej specjalizacji, żeby ten w jakiś sposób przywrócił mi zachwianą harmonię ciała i ducha.

                                Kacperek
                                P.S.
                                Tak na marginesie. Czy Księga rzeczywiście zabrania Tobie rozmawiania z myślącymi inaczej?


                                kqsh napisał:

                                > Po drugie nie zamierzam rozmawiać o sposobach poznania i pokochania Boga z żadn
                                > ym z ateistycznych „teologów“, a zwłaszcza z takimi, którzy karty K
                                > sięgi zawierającej Jego słowa traktują jak papier toaletowy. Tak po prawdzie ro
                                > bić mi tego nawet nie wolno.
                                >
                                • ja.nusz Re: Medytacje 22.03.13, 08:38
                                  zawszekacperek napisał:

                                  > Tak na marginesie. Czy Księga rzeczywiście zabrania Tobie rozmawiania z myślący
                                  > mi inaczej?

                                  Księga nie - regulamin firmy.

                                • maria421 Re: Medytacje 22.03.13, 08:44
                                  zawszekacperek napisał:
                                  .
                                  > Tak na marginesie. Czy Księga rzeczywiście zabrania Tobie rozmawiania z myślący
                                  > mi inaczej?

                                  No przeciez rozmawia z myslacymi inaczej.
                                  Ale nie spodziewaj sie odpowiedzi na kwestie ktorych nie da sie wytlumaczyc.
                                  Czy Ty potrafilbys odpowiedziec dlaczego zakochales sie akurat w tej a nie innej kobiecie? Dlaczego akurat przy tej, a nie przy innej czules motyle w brzuchu?

                                  Uczucia nie sa wytlumaczalne, wiec nie spodziewaj sie ze ktos Ci je racjonalnie wylozy.
                                • kqsh Re: Medytacje 22.03.13, 09:08
                                  zawszekacperek napisał:

                                  > Smutne i przykre jest to, co napisałeś.

                                  „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.“ (Mt 5,37)

                                  > Czy te Twoje poniższe słowa nie podpadają pod definicję pychy?

                                  Czy „mój“ Chrystus grzeszył pychą mówiąc do złego ducha: „Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz.“ (Mt 4,10)? Albo do upominającego Go św. Piotra: „Zejdź mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym co ludzkie“ (Mk 8,33)?

                                  > Twój Chrystus dyskutował z faryzeuszami.

                                  Którzy z całą pewnością nie byli ateistami.

                                  > Jeżeli miałbym dojść poprzez medytacje do takich wniosków jak Ty , to udałbym s
                                  > ię do lekarza o odpowiedniej specjalizacji, żeby ten w jakiś sposób przywrócił
                                  > mi zachwianą harmonię ciała i ducha.

                                  Na szczęście Ty to Ty, a ja to ja. Nie masz zielonego pojęcia o stanie mojego ciała i ducha, bo jedynym człowiekiem, którego naprawdę znasz, jesteś tylko Ty sam. Reszta, to czyste spekulacje.

                                  > P.S.
                                  > Tak na marginesie. Czy Księga rzeczywiście zabrania Tobie rozmawiania z myślącymi inaczej?

                                  No tak, haomoseksualiści, to teraz „kochający inaczej“, onanizujące się małolaty, to „medytujący inaczej“, a nie liczący się ze świętościami innych, bluźnierczy ateiści, to „myślący inaczej“. ;)

                                  Jako doskonały i oczytany „teolog“, przy wyrywaniu kartek z Księgi w określonym celu, z całą pewnością natknąłeś się na zalecenie Pana Jezusa nie rzucania pereł przed przyszłe kotlety schabowe. O strzepywaniu kurzu z sandałów też na pewno słyszałeś.
                                  • maria421 Re: Medytacje 22.03.13, 09:40
                                    kqsh napisał:

                                    > Czy „mój“ Chrystus grzeszył pychą mówiąc do złego ducha: „
                                    > Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał p
                                    > okłon i Jemu samemu służyć będziesz.“
                                    (Mt 4,10)? Albo do upominająceg
                                    > o Go św. Piotra: „Zejdź mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co
                                    > Boże, ale o tym co ludzkie“
                                    (Mk 8,33)?

                                    Jurku, Chrystus to Chrystus, szatan to szatan, a tu na forum wszyscy jestesmy tylko zwyklymi ludzmi- ja , Ty , Kacperek i inni.

                                    > Jako doskonały i oczytany „teolog“, przy wyrywaniu kartek z Księgi
                                    > w określonym celu, z całą pewnością natknąłeś się na zalecenie Pana Jezusa nie
                                    > rzucania pereł przed przyszłe kotlety schabowe. O strzepywaniu kurzu z sandałów
                                    > też na pewno słyszałeś.

                                    Jurku, to "rzucanie perel przed wieprze" oznacza ze nie nalezy DAWAC tego, co nam najcenniejsze komus, kto tego nie potrafi docenic i kto to zniszczy. To nie oznacza ze nalezy probowac NAWRACAC bezboznika.

                                    A strzepywanie kurzu z sandalow dotyczy sytuacji kiedy ktos nie chce wcale sluchac, nie sytuacji kiedy ktos chce rozmawiac:

                                    Mt 10,7-15

                                    7 Idźcie i głoście, mówiąc: "Już blisko jest królestwo niebieskie". 8 Uzdrawiajcie ogarniętych niemocą, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, usuwajcie demony. Za darmo otrzymaliście, darmo dajcie. 9 Nie bierzcie złota, ani srebra, ani miedzi w swych pasach, 10 ani torby na drogę, ani dwóch ubrań, ani sandałów, ani laski, bo wart jest robotnik swojego pożywienia. 11 Gdy wejdziecie do jakiegoś miasta lub wsi, dowiedzcie się, kto w nich jest godny, i tam mieszkajcie aż do odejścia. 12 Wchodząc do domu, pozdrówcie go. 13 Jeśli ten dom będzie godny, niech wasze "pokój" zstąpi na niego; a jeśli nie będzie godny, niech wasze "pokój" powróci do was. 14 A jeśli ktoś was nie przyjmie i nie będzie chciał słuchać słów waszych, wychodząc z tego domu lub miasta, strząśnijcie proch ze swoich stóp. 15 Tak, zapewniam was, w dniu sądu lżej będzie ziemi sodomskiej i gomorejskiej niż temu miastu.
                                    • kqsh Re: Medytacje 22.03.13, 13:43
                                      maria421 napisała:

                                      > Jurku, Chrystus to Chrystus, szatan to szatan, a tu na forum wszyscy jestesmy tylko
                                      > zwyklymi ludzmi- ja , Ty , Kacperek i inni.

                                      Dzięki za przypomnienie, że czarne jest czarne, a białe jest białe. Ale jeśli spojrzeć na to z pozycji człowieka wierzącego, to oprócz bycia ludźmi, jesteśmy też podatni na nieustanny wpływ sił nadprzyrodzonych. Chyba mnie jednak nie przekonasz, że sposób w jaki mój adwersarz pisze o Bogu, Jezusie, Maryi i Piśmie świętym, podsuwa mu Duch Święty. Szymon Piotr też nie był szatanem, ba, był rozkochanym w Jezusie uczniem, a Ten zwraca się do niego słowami: „odejdź szatanie“. Ciekawe dlaczego? No i dlaczego nie odezwała się po tej wypowiedzi Maria Magdalena i nie przypomniała Jezusowi; że Piotr, to przeciez człowiek, a szatan to szatan? Otoż, wydaje mi się, że stało się tak, bo Jezus nie miał na myśli Piotra-człowieka, ale prawdziwego inspiratora jego „namawiania“, a wszyscy świadkowie tej sceny jakoś to zrozumieli. Mi też nie o osobę Kacperka tutaj chodziło, ale o kwestię, czy radykalne ucięcie rozmowy, w której ewidentnie uczestniczy Zły, jest obiawem zarzucanej mi pychy.

                                      > Jurku, to "rzucanie perel przed wieprze" oznacza ze nie nalezy DAWAC tego, co nam
                                      > najcenniejsze komus, kto tego nie potrafi docenic i kto to zniszczy. To nie oznacza ze
                                      > nalezy probowac NAWRACAC bezboznika.

                                      Trzeba by wpierw zapytać Kacperka, czy on w ogóle CHCE być nawrócony, ba, czy w ogóle uważa się za „grzesznika“. Bo ja mam nieodparte wrażenie, że nasz szanowny kolega, z inspiracji Złego, każdą dyskusję o Sakrum wykorzystuje jedynie do kpin i bluźnierstw. Dlaczego więc miałbym się do tego przykładać?

                                      Wskaż mi chociaż jeden fragment Ewangelii, w którym Jezus rozmawia z przekonanymi (nawet nie bluźnierczymi, jak nasz kolega!) ateistami. On rozmawiał conajwyżej z poganami, czyli nie-żydami, a to jest wielka różnica. Nawet o Piłacie możemy jedynie powiedzieć, że był poganinem w znaczeniu żydowskim, ale wcale nie musiał i prawdopodobnie nawet nie był ateistą. Do byłego żyda, ześwietczonego rozpustnika Heroda, wchowanego jak wiesz w Rzymie, Jezus juz się jakoś nie odezwał. A z opętanych bluźnierców wyrzucał złe duchy.

                                      Ponieważ nie jestem egzorcystą ;) , wolę jednak unikać niebezpiecznych, prowadzących do opluwania Sakrum dyskusji.

                                      Tak przy okazji, właśnie ta krótka rozmowa Jezusa z Piłatem jest dla nas wierzących ostrzeżeniem, do czego prowadzą rozmowy z ludźmi, którym wydaje się, że w sprawach światopoglądowych pozjadali wszystkie rozumy (np. „wiedzą“, że absolutna „prawda“ nie istnieje), a przy okazji w sposób ostętacyjny po prostu nami pogardzają. Piłat nie tylko się nie „nawrócił“, ale jeszcze kazał Jezusa wychłostać, a następnie ukrzyżować. Zlekceważył nawet ostrzeżenia własnej żony. Dokładnie tyle „skorzystał“ ten przemądrzały intelektualista na tej rozmowie.

                                      > A strzepywanie kurzu z sandalow dotyczy sytuacji kiedy ktos nie chce wcale sluchac,
                                      > nie sytuacji kiedy ktos chce rozmawiac.

                                      Dosłowne rozumienie określenia „nie będzie chciał was słuchać“ jest naiwne, bo – jak w przypadku Piłata, czy wręcz samego szatana na pustyni – z samej gotowości słuchania NIC jeszcze nie wynika, nie mówiąc już o tym, że można przecież słuchać przychylnie i otwartym sercem, ale też można kusić kogoś do szatańskiej rozmowy i proponować mu nieograniczoną wolność i wszystkie kurestwa, o przepraszam, królestwa tego świata w zamian za wyrzeczenie się własnych poglądów. Można przygotować sobie teren, wręczając adwersarzowi wcześniej wyrwane z Pisma św., zabrudzone odchodami kartki, proponując mu, aby zamienił je w chleb. Można proponować mu skok w przepaść ateistycznej nowomowy i śmiać się, że Bóg jakoś nie przychodzi mu z pomocą. Z całą pewnością także o takim „niesłuchaniu“ mówił Jezus, kiedy nakazywał strzepywanie kurzu z sandałów.
                                      • maria421 Re: Medytacje 22.03.13, 14:01
                                        kqsh napisał:


                                        > Dzięki za przypomnienie, że czarne jest czarne, a białe jest białe. Ale jeśli s
                                        > pojrzeć na to z pozycji człowieka wierzącego, to oprócz bycia ludźmi, jesteśmy
                                        > też podatni na nieustanny wpływ sił nadprzyrodzonych. Chyba mnie jednak nie prz
                                        > ekonasz, że sposób w jaki mój adwersarz pisze o Bogu, Jezusie, Maryi i Piśmie ś
                                        > więtym, podsuwa mu Duch Święty. Szymon Piotr też nie był szatanem, ba, był rozk
                                        > ochanym w Jezusie uczniem, a Ten zwraca się do niego słowami: „odejdź sza
                                        > tanie“. Ciekawe dlaczego? No i dlaczego nie odezwała się po tej wypowied
                                        > zi Maria Magdalena i nie przypomniała Jezusowi; że Piotr, to przeciez człowiek,
                                        > a szatan to szatan? Otoż, wydaje mi się, że stało się tak, bo Jezus nie miał n
                                        > a myśli Piotra-człowieka, ale prawdziwego inspiratora jego „namawiania
                                        > 220;, a wszyscy świadkowie tej sceny jakoś to zrozumieli. Mi też nie o osobę Ka
                                        > cperka tutaj chodziło, ale o kwestię, czy radykalne ucięcie rozmowy, w której e
                                        > widentnie uczestniczy Zły, jest obiawem zarzucanej mi pychy.

                                        Jurku, ale przeciez Jezus nie odrzucil Piotra na zawsze, prawda? Mial do niego cierpliwosc, zrozumial jego ludzka slabosc. A Ty do Kacperka nie masz cierpliwosci.

                                        > Trzeba by wpierw zapytać Kacperka, czy on w ogóle CHCE być nawrócony, ba, czy w
                                        > ogóle uważa się za „grzesznika“.

                                        Przepraszam, ale czy misjonarze w Afryce czy w Amazonii pytali "przepraszam, czy Ty sie uznajesz za grzesznika i chcesz sie nawrocic"? Oni po prostu nauczali o Bogu Stworcy ktorego oni, tak misjonarze jak i "dzicy" sa dziecmi.

                                        Bo ja mam nieodparte wrażenie, że
                                        > nasz szanowny kolega, z inspiracji Złego, każdą dyskusję o Sakrum wykorzystuje
                                        > jedynie do kpin i bluźnierstw. Dlaczego więc miałbym się do tego przykładać?

                                        Przykladalbys sie do tego, gdybys porzucil wlasne przekonania.

                                        > Wskaż mi chociaż jeden fragment Ewangelii, w którym Jezus rozmawia z przekonany
                                        > mi (nawet nie bluźnierczymi, jak nasz kolega!) ateistami. On rozmawiał conajwyż
                                        > ej z poganami, czyli nie-żydami, a to jest wielka różnica. Nawet o Piłacie może
                                        > my jedynie powiedzieć, że był poganinem w znaczeniu żydowskim, ale wcale nie mu
                                        > siał i prawdopodobnie nawet nie był ateistą. Do byłego żyda, ześwietczonego roz
                                        > pustnika Heroda, wchowanego jak wiesz w Rzymie, Jezus juz się jakoś nie odezwał
                                        > . A z opętanych bluźnierców wyrzucał złe duchy.

                                        Przeciez wtedy nie bylo ateistow, wiec Jezus nie mogl rozmawiac z ateistami.
                                        A papiez Franciszek wlasnie oznajmil, ze bedzie prowadzil dialog rowniez z niewierzacymi.

                                        > Ponieważ nie jestem egzorcystą ;) , wolę jednak unikać niebezpiecznych, prowadz
                                        > ących do opluwania Sakrum dyskusji.

                                        Kacperek to nie Jajco, z nim da sie pogadac. Sprobuj.

                                        > Tak przy okazji, właśnie ta krótka rozmowa Jezusa z Piłatem jest dla nas wierzą
                                        > cych ostrzeżeniem, do czego prowadzą rozmowy z ludźmi, którym wydaje się, że w
                                        > sprawach światopoglądowych pozjadali wszystkie rozumy (np. „wiedzą“
                                        > , że absolutna „prawda“ nie istnieje), a przy okazji w sposób ostęt
                                        > acyjny po prostu nami pogardzają. Piłat nie tylko się nie „nawrócił“
                                        > ;, ale jeszcze kazał Jezusa wychłostać, a następnie ukrzyżować. Zlekceważył naw
                                        > et ostrzeżenia własnej żony. Dokładnie tyle „skorzystał“ ten przemą
                                        > drzały intelektualista na tej rozmowie.

                                        Za wczesnie sie poddajesz.

                                        > Dosłowne rozumienie określenia „nie będzie chciał was słuchać“ jest
                                        > naiwne, bo – jak w przypadku Piłata, czy wręcz samego szatana na pustyni
                                        > – z samej gotowości słuchania NIC jeszcze nie wynika, nie mówiąc już o t
                                        > ym, że można przecież słuchać przychylnie i otwartym sercem, ale też można kusi
                                        > ć kogoś do szatańskiej rozmowy i proponować mu nieograniczoną wolność i wszystk
                                        > ie kurestwa, o przepraszam, królestwa tego świata w zamian za wyrzeczeni
                                        > e się własnych poglądów. Można przygotować sobie teren, wręczając adwersarzowi
                                        > wcześniej wyrwane z Pisma św., zabrudzone odchodami kartki, proponując mu, aby
                                        > zamienił je w chleb. Można proponować mu skok w przepaść ateistycznej nowomowy
                                        > i śmiać się, że Bóg jakoś nie przychodzi mu z pomocą. Z całą pewnością także o
                                        > takim „niesłuchaniu“ mówił Jezus, kiedy nakazywał strzepywanie kurz
                                        > u z sandałów.

                                        Ty mylisz "sluchac" z "posluchac". Ty pewnie chcesz, zeby ktos, kto Ciebie czyta, Cie posluchal, czyli przyznal Ci racje.
                                      • zawszekacperek Re: Medytacje 22.03.13, 15:44
                                        Szanowny Kolego,
                                        nasz problem (tzn. Twój i mój) zdaje mi się wynikać z faktu, że przystąpiwszy do dyskursu nie określiliśmy wcześniej jego zasad, tzn. nie uzgodniliśmy pewnych definicji, które pozwoliłyby uniknąć nam polemicznego zacietrzewienia a tym samym przypinania sobie nawzajem etykietek. No cóż . Mleko jak to mówią, wylało się. Ale ad rem. Nic straconego jak mawiali starożytni Rosjanie:)
                                        Wróćmy do punktu wyjściowego.
                                        Postawiłem problem:Gdzie i czy w ogóle jest granica pomiędzy medytacją a spekulacją?
                                        Nasza Koleżanka Azerka zwięźle, jak typowy generał:), orzekła, że spekulacja przynależy do profanum a medytacja do sacrum. Aczkolwiek jej sąd mnie nie przekonuje, to szanuję go i ją (Widzisz Azerciu:)) także.
                                        Natomiast Ty (wybaczysz mi chyba formę - zdaje mi się, że jesteśmy mniej więcej w tym samym wieku ) wytoczyłeś najcięższą armatę i rozpocząłeś (w moim odczuciu) ostrzał na oślep. Mniejsza o zarzucanie mi ateizmu, z którym się w ogóle nie identyfikuję. Jestem bowiem rygorystycznym sceptykiem (albo tak mi się wydaje). Dlatego Twoje sądy, że kpię, bluźnię, drwię etc. etc. z Pisma Św. przyjmuję jako nieprawdziwe i podyktowane emocjami zrodzonymi w czasie polemiki. Ale nie to jest najistotniejsze.
                                        Unikanie dyskusji jest w moim odczuciu przyznaniem się do swoiście pojmowanej słabości.
                                        Do odtrącenia "Nie lękajcie się.". Ale to jest moje zdanie.
                                        Ponieważ nie dostałem od ciebie wyrazistej odpowiedzi na pytanie, czy jest w ogóle możliwe rozumowe ogarnięcie zamiarów Boga wobec species jakim jest człowiek ponawiam je i poszerzam o następne: Po co Bogu w ogóle potrzebny jest człowiek? Rozważałeś kiedykolwiek ten problem postawiony w taki sposób?
                                        Jeszcze raz. Po co Bogu potrzebni są Azerka, maria421, Kacperek, kqsh...

                                        Kacperek
                                        • maria421 Re: Medytacje 22.03.13, 16:30
                                          Kacperku, spekulacja to rozwazanie strat i zyskow to jest pojecie odnoszoce sie do sfery matarialnej zycia, medytacja jest pojeciem odnoszacym sie do sfery duchowej czlowieka.

                                          Po co Pan Bog stworzyl Czlowieka i jeszcze do tego obdarzyl go intelektem?
                                          Moze po to zeby sie teraz Kacperek pytal po co Panu Bogu Czlowiek?
                                          • zawszekacperek Re: Medytacje 22.03.13, 17:06
                                            Carissima,
                                            wykluczasz a tym samym ograniczasz bezzasadnie znaczenia terminów.
                                            medytować - dumać, kontemplować, rozmyślać, rozważać
                                            spekulować - dociekać, domyślać się, gdybać, głowić się, przeczuwać, przewidywać, przypuszczać, snuć domysły, strzelać, zachodzić w głowę, zgadywać

                                            Czy spekulacje odnoszą się tylko do materialnej strony życia? A Zakład Pascala?
                                            pl.wikipedia.org/wiki/Zak%C5%82ad_Pascala

                                            Moze po to zeby sie teraz Kacperek pytal po co Panu Bogu Czlowiek?

                                            A widzisz? Spekulujesz!:) I Twoje spekulacje nie odnoszą się do materialnej strony życia! Ot, co!

                                            Kacperek


                                            maria421 napisała:

                                            > Kacperku, spekulacja to rozwazanie strat i zyskow to jest pojecie odnoszoce sie
                                            > do sfery matarialnej zycia, medytacja jest pojeciem odnoszacym sie do sfery du
                                            > chowej czlowieka.
                                            >
                                            > Po co Pan Bog stworzyl Czlowieka i jeszcze do tego obdarzyl go intelektem?
                                            > Moze po to zeby sie teraz Kacperek pytal po co Panu Bogu Czlowiek?
                                            • maria421 Re: Medytacje 22.03.13, 17:17
                                              Kacperku, pozostane przy swoim.

                                              Medytacja dotyczy sfery duchowej bo jej przedmiotem jest sfera uczuc- np. relacja z Bogiem.

                                              Spekulacja dotyczy sfery materialnej, czyli np. w zakladzie Pascala dotyczy rozwazenia ewentualnych strat i zyskow dla czlowieka.

                                              W mojej spekulacji po co Bogu Czlowiek przedmiotem jest materialny czlowiek, nie jego uczucia, nie jego relacja z Bogiem.
                                              • rek888 Re: Medytacje 22.03.13, 18:03
                                                Kacperku ,nie pytaj co Bog zrobil dla Ciebie.Pytaj co Ty zrobiles dla Boga. ! Ps moj wklad w talmudystyczne dyskusje na forum :)
                                                • a000000 Re: Medytacje 22.03.13, 18:20
                                                  Kacperek zadał niezwykłe pytanie: po co Bogu człowiek.

                                                  Nie wiem. Może nie chciał być samotny więc postanowił stworzyć co stworzył? Może chciał się podzielić swoim bogactwem dobra?
                                                  • zawszekacperek Re: Medytacje 22.03.13, 19:36
                                                    Tym wpisem rozwaliłaś Kacperka.:):):)
                                                    Czy Bóg może w ogóle być samotnym?
                                                    A może to człowiek jest potrzebny, żeby istniał Bóg? Gdyby nie było człowieka, nie byłoby Boga. Niby logiczne. A jednak...
                                                    W tym miejscu wracamy do sławnego pytania Leibniza: Dlaczego raczej istnieje coś niż nic?

                                                    Kacperek
                                                  • a000000 Re: Medytacje 22.03.13, 19:51
                                                    zawszekacperek napisał:


                                                    > Czy Bóg może w ogóle być samotnym?

                                                    a może nie być?

                                                    > A może to człowiek jest potrzebny, żeby istniał Bóg?

                                                    praprzyczyną jest Bóg.... człowiek jest pochodną... nie prowadź rozmowy w kierunku lubianym przez ateistów, że to człowiek Boga wymyślił.

                                                    >Dlaczego raczej istnieje coś niż nic?

                                                    NIC też istnieje. To tak jakby powiedzieć, że zero nie istnieje no bo to jest nic.

                                                    (1) Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. (2) Ono było na początku u Boga. (3) Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało.

                                        • kqsh Do szanownego Kacperka :) 1 23.03.13, 20:40
                                          Szanowny Kolego,
                                          nasz problem (tzn. Twój i mój) zdaje mi się wynikać z faktu, że przystąpiwszy do dyskursu nie określiliśmy wcześniej jego zasad, tzn. nie uzgodniliśmy pewnych definicji, które pozwoliłyby uniknąć nam polemicznego zacietrzewienia a tym samym przypinania sobie nawzajem etykietek. No cóż . Mleko jak to mówią, wylało się. Ale ad rem. Nic straconego jak mawiali starożytni Rosjanie:)

                                          Natomiast Ty (wybaczysz mi chyba formę - zdaje mi się, że jesteśmy mniej więcej w tym samym wieku ) wytoczyłeś najcięższą armatę i rozpocząłeś (w moim odczuciu) ostrzał na oślep. Mniejsza o zarzucanie mi ateizmu, z którym się w ogóle nie identyfikuję. Jestem bowiem rygorystycznym sceptykiem (albo tak mi się wydaje). Dlatego Twoje sądy, że kpię, bluźnię, drwię etc. etc. z Pisma Św. przyjmuję jako nieprawdziwe i podyktowane emocjami zrodzonymi w czasie polemiki. Ale nie to jest najistotniejsze.

                                          Unikanie dyskusji jest w moim odczuciu przyznaniem się do swoiście pojmowanej słabości.
                                          Do odtrącenia "Nie lękajcie się.". Ale to jest moje zdanie.


                                          Grzeczność wymaga odpowiedzi, więc odpowiadam, ale co do dalszej dyskusji z Tobą na temat Boga i spraw z Nim związanych, ciągle jeszcze uważam ją za niemożliwą i postaram obszerniej (niestety, inaczej nie potrafię) :( uzasadnić ten mój sceptycyzm.

                                          Trzeba chyba zacząć od tego, że mnie osobiście o wiele łatwiej rozmawia się Z BOGIEM, a nie O NIM, a już w ogóle nie w konwencji, którą od początku proponujesz, która nieustannie i wszędzie wyziera z Twoich wpisów. Chodzi mi mianowicie o taką postawę stawiania się ponad Bogiem, i, mimo iż zaprzeczasz, relatywizowania nie tylko Jego istnienia, ale wręcz uporczywych prób rozstrzygania kwestii, czy jest On nam w ogóle potrzebny. Zdaję sobie sprawę, że Tobie takie dywagacje przychodzą z łatwością (choć mnie to autentycznie przerażają!), ale problem w tym, że mi taka „dyskusja“ kojarzy się z roztrząsaniem kwestii, czy potrzebne jest nam powietrze, którym oddychamy... Nie widzę po prostu absolutnie ŻADNEGO sensu w rozmowie, która skończyłaby się absurdalną konkluzją, że tak właściwie powietrza nie potrzebujemy, że kwestię zaopatrzenia naszego organizmu w potrzebny tlen można rozwiązać inaczej, skoro dalej poruszamy się przecież w tym „zrealtywizowanym“ powietrzu, oddychamy i aż do naszej śmierci oddychać nie przestaniemy, a ten fakt zawsze był i dalej będzie podstawowym warunkiem możliwości nie tylko naszej naszej egzystencji, ale i w ogóle możliwości dyskutowania na ten temat. Podobnie – w/g mnie – ma się sprawa z Bogiem. Od zarania dziejów obiawił się nam jako TEN, KTÓRY JEST , więc dla mnie ten fakt stoi POZA wszelką dyskusją; to jemu zawdzięczamy absolutnie wszystko, to On, żeby tak paradoksalnie rzec, umożliwia nam (zezwala) nawet na zupełnie absurdalne dyskutowanie o sprawie czy jest On nam potrzebny czy nie.

                                          Dla mnie dyskusja nad tą elementarną prawdą jest po prostu nie do przyjęcia, jest niegodna nas jako Jego stworzeń, po prostu obraża naszego Stwórcę, a przy okazji wydaje się mi zupełnie jałowa, zabierająca czas i uniemożliwająca spożytkowanie go w innych, bardziej sensownych celach. Ten ostatni argument jest dla mnie, 64-latka szczególnie ważny, bo jedną z wielu rzeczy, których nie mogę sobie wybaczyć, to idiotyczne marnowanie czasu w przeszłości BEZ BOGA.

                                          W sumie więc, ja się chyba po prostu nie nadaję do dyskusji ze światopoglądowymi sceptykami, wiem, że niektórym ludziom wierzącym to jakoś tam wychodzi i szczerze ich za to podziwiam – mnie niestety nie. Nigdy nie zaakceptuję „punktu zerowego“, bo jest on dla mnie równoznaczny z moją osobistą zdradą samego Boga, którego w końcu bezgranicznie pokochałem. Może brzmi to zbyt sentymentalnie i „obciachowo“, ale musisz wyobrazić sobie mnie jako kogoś zakochanego po uszy, któremu proponujesz dyskusję o sensie Miłości i o tym, czy Obiekt jego miłości jest mu naprawdę potrzebny lub wręcz czy w ogóle istnieje. Takie stawianie kwestii jest dla mnie nie do przyjęcia, jest absurdalne, ba, z ogromną trudnością przychodzi mi akceptacja samego faktu stawiania podobnych pytań.

                                          Przy okazji zdradzę Ci, że do tego stanu nie doprowadziło mnie ani religijne wychowanie, ani, jak to zwykle imputują nam ateiści, „indoktrynacja“ Kościoła, ani żadne inne czynniki zewnętrzne. Nie jest on efektem jakiegoś „wdrukowania“, lektur filozofów katolickich czy intensywnych rozmyślań na argumentami za i przeciw, ale jest wynikiem długoletnich prób życia BEZ BOGA, bezskutecznych poszukiwań, które uświadomiły mi moje własne bankructwo, moją własną niemoc ułożenia sobie znośnego i godziwego życia wewnętrznego czy później już – w ramach wewnętrznego kompromisu – z jakimś „własnym“, panteistycznym Bogiem, który gdzieś sobie tam istnieje jako pierwotna, nie zainteresowana człowiekiem siła sprawcza, albo z Bogiem „ugładzonym“, takim poczciwym staruszkiem, którego można poklepać po pleckach i który widzi, jak bardzo się staramy i w końcu MUSI przecież docenić te nasze wysiłki. Najdziwniejsze jest przy tym to, że dopiero wtedy zrozumiałem, iż ten prawdziwy Bóg, którego poszukiwałem i w końcu odnalazlem, zawsze i nieustannie był przy mnie, ba, dochodzę do wniosku, że wszystko stało się właśnie TYLKO dlatego, że BYŁ i CZEKAŁ, aż przyjdę i złożę Mu u stóp ten cały pogmatwany kram moich głupich wysiłków i starań, drobnych upadków i prawdziwych klęsk z gorącą prośbą, aby wywalił to wszytko na złom, zabrał moją nieporadną wolność i dał mi w zamian SIEBIE. Był wynikiem mojej KAPITULACJI. Grónolotnie nazywa się to chyba „łaską nawrócenia“, ale dla mnie nie nazwa jest istotna, ale jej efekt. Zrozumiałem, że ten wielki, wszechmogący Bóg, Stwórca wszystkiego, dobrowolnie związał sobie ręce, obdarzając nas wolnością, że traktuje ją do tego stopnia poważnie, iż nie może nam pomóc tak długo, jak długo pozostanie w nas choćby cień tego śmiesznego, egocentrycznego samozadowolenia i polegania na własnych siłach. Nie pomoże nam także wtedy, kiedy trwać będziemy w tym, niby to „pokornym“ traktowaniu Go szczątkowo i instrumentalnie, na zasadzie: „tu mi, proszę, pomóż, ale już tam spróbuję SAM dam sobie radę, a Ty conajwyżej ciesz się z tego, żem taki dzielny“... Zrozumiałem, że paradoksalnie Bóg daje nam wolność tylko po to, abyśmy dobrowolnie oddali Mu ją z powrotem z prośbą uczynienia jej częścią Jego wolności, bo tylko taka, którą natychmiast zwraca nam ponowinie, daje gwarancje prawdziwych i właściwych wyborów. Autentycznie zmienia nas i czyni prawdziwie wolnymi.

                                          Tak więc jedynie, co mogę Ci zaproponować, to danie świadectwa własnej wiary, nawet bez nadziei, że je zrozumiesz. Wiele razy na tym forum tą moją spontaniczną „obronę“ Boga nazywano pychą, doktrynerstwem, megalomanią; nawet Ty sam nazwałeś go ostatnio blasfemią... Trudno, muszę z tym żyć, bo inaczej po prostu nie potrafię. Patrząc na własne życie, postawą najbardziej przypominam chyba św. Piotra, który już wypowiedział swoje „Quo vadis Domine“, ale jeszcze zbyt często, zupełnie odruchowo sięga do pustej pochwy po mieczu, a potem boli go, że inni widzą we nim jakiegoś fanatycznego inkwizytora.

                                          cdn.
                                          • kqsh Do szanownego Kacperka :) 2 23.03.13, 20:41
                                            Ponieważ nie dostałem od ciebie wyrazistej odpowiedzi na pytanie, czy jest w ogóle możliwe rozumowe ogarnięcie zamiarów Boga wobec species jakim jest człowiek ponawiam je i poszerzam o następne: Po co Bogu w ogóle potrzebny jest człowiek? Rozważałeś kiedykolwiek ten problem postawiony w taki sposób?

                                            Jeszcze raz. Po co Bogu potrzebni są Azerka, maria421, Kacperek, kqsh...


                                            Zwróć uwagę na PODMIOT pytania. Otóż nawet w tym na pozór „uprzejmym“ wobec Boga pytaniu jest nim CZŁOWIEK, a nie Bóg! Pytasz „po co Bogu“, ale tak naprawdę (czemu zresztą już otwarcie dałeś wyraz w odpowiedzi Azerce) chodzi Ci o to, czy to CZŁOWIEK musi zawracać sobie głowę pytaniem o jakieś tam „potrzeby“ Boga. To człowiek stoi dla Ciebie w centrum, Bóg jest tylko „ewentualnością“, którą coś tam może i „potrzebuje“ lub nie potrzebuje (jeśli w ogóle istnieje), ale której problemy – w zależności od tego czy są one CZŁOWIEKOWI przydatne czy nie – można ewentualnie rozważyć, pospekulować sobie na ich temat lub bez poczucia jakiejkolwiek straty odrzucić. Otóż ze mną w takiej konwencji nie pogadasz i nie masz się co spodziewać odpowiedzi. Po pierwsze dla mnie samo pytanie o suwerenne decyzje Boga w stosunku do stworzonego na własny obraz człowieka jest największą bezczelnością z możliwych, a po drugie mi wystarczy po prostu sam fakt, że Bóg mnie kocha i pragnie, abym stał się Jego synem, że zaprasza mnie po śmierci do współistnienia w Nim i z Nim przez całą wieczność, że najwyraźniej całym sobą chce, aby uczestniczył w Jego życiu, był razem z Nim niejako Współbogiem, Współtwórcą, Panem Wszechświata. Nie obchodzi mnie, dlaczego tego chce, ale ŻE CHCE. Cała moja religijność obraca się wokół kwestii w jaki sposób, przy wszystkich moich ułomnościach i ograniczeniach, tą gotowość do całkowitej symbiozy z Bogiem osiągnąć, choćby szczątkowo już nawet tu na ziemi, a ponieważ żadna inna religia nie odpowiada mi na to pytanie tak prosto i doskonale jak chrześcijaństwo, czyli wiara w posłannictwo Jego Syna, który jako doskonały i całkowicie uległy Bogu Ojcu Syn-Człowiek, spłacił mój dług wobec Stwórcy, ubóstwiając moje człowieczeństwo i nieustannie umożliwa mi osiągnięcie celu ostatecznego, nie interesuje mnie nic poza tym! Wielu ludzi, nawet bardzo wierzących, często też kapłanów, nie rozumie, że na tym i tylko na tym polega chrześcijaństwo, że ono nie proponuje dosłownie niczego innego jak tylko doprowadzenie swoich wyznawców poprzez Syna do Ojca, i że wszystko inne, czym się ponadto zajmuje MUSI być podporządkowane tylko i wyłącznie temu celowi, inaczej nie ma najmniejszego sensu.
                                            • kqsh Do szanownego Kacperka :) 3 23.03.13, 20:43
                                              Wróćmy do punktu wyjściowego.
                                              Postawiłem problem:Gdzie i czy w ogóle jest granica pomiędzy medytacją a spekulacją?
                                              Nasza Koleżanka Azerka zwięźle, jak typowy generał:), orzekła, że spekulacja przynależy do profanum a medytacja do sacrum. Aczkolwiek jej sąd mnie nie przekonuje, to szanuję go i ją (Widzisz Azerciu:)) także.


                                              Nie zaglądałem do Wikipedii czy innych leksykonów, ale zupełnie żywiołowo mogę stwierdzić, że w/g mnie spekulacja – jak już zresztą napisałem – zawsze zakłada niepewność. Spekulant giełdowy np. to ktoś lokujący pieniądze w spółkę „na wyczucie“, czyli bez pewności rezultatu lokaty, z możliwością wysokiego zysku, ale i z ryzykiem poniesienia dużej straty. W konsekwencji spekujacja jest zatem zawsze podejmowaniem decyzji bez uprzedniego przekonania o ich słuszności. Oczywiście jest ona też możliwa w sferze światopoglądowej, ale jeśli tylko spekulujesz (zakładasz) istnienie Boga, bez względu na motywacje (np. strach, wyrachowanie) i potem nawet zachowujesz się tak, jakby On rzeczywiście istniał (pomijając już fakt, że nawet wtedy to On, a nie Ty jest stroiną inicjującą, to On obdarza łaską wiary), to chociaż do złudzenia przypominasz człowieka wierzącego, tak właściwie nim wcale nie jesteś. Twoje szanse „zysku“ są dokładnie takie same jak w przypadku spekulacji finansowych, ale i ryzyko ostatecznego rozczarowania i ostatecznej klęski nie do wykluczenia.

                                              Zachodzi jednak zasadnicze pytanie, co to wszystko ma wspólnego z chrześcijańską (bo to o TAKĄ pyta autor wątku) medytacją? Jeśli miałaby ona polegać na jakimś bliżej nieokreślonym spekulacyjnym kombinowaniu, czyli rozstrząsaniu kwestii czy Bóg, jakim Go głosi cherześcijaństwo w ogóle istnieje i czy jest nam potrzebny, a my Jemu, to taka „medytacja“ nie ma nic wspólnego z medytacją cheścijańską.

                                              Myślę, że całe nieporozumienie dotychczasowej dyskusji polega na tym, że nie istnieje jakaś ogólna definicja medytacji, ale wiele jej różniących się od siebie odmian. Wspólne mogą być tylko objawy zwenętrzne, np. potrzeba wstępnego wyciszenia, odpowiednia postawa, miejsce medytacji, minimalny czas jej trwania itd. Natomiast w sferze wewnętrznej, duchowej medytacje różnią się od siebie tak radykalnie, że są po prostu nieporównywalne. Jedne zakładają , że medytacja to stan nie-umysłu, czyli stan czystej świadomości bez żadnej zawartości (medytacje zen), inne proponują rozważania pozytywne, kojąco wpływające na „zaśmieconą“ zmartwieniami i troskami podświadomość, czyli coś w rodzaju autodydaktycznego oczyszczania tejże podświadomości, jeszcz inne akcentują całkowite zrelaksowanie ciała, skupienie się na funkcjonowaniu jego poszczególnych organów, np. „medytowanie“ i świadome regulowanie oddechu, pracy przepony, pracy mięśni, stawów itd. (Qi gong, tai chi, joga).

                                              Pytanie Stephena dotyczyło jednak tylko i wyłącznie medytacji chrześcijańskej, a ta, tak jak ja ją rozumiem, nie ma z powyższymi formami medytacji nic wspólnego, bo obraca się tylko i wyłącznie wokół OBECNOŚCI BOGA, którego istnienia nie tylko nie kwestionuje (co byłoby absurdem!), ale bez którego nie byłaby wcale możliwa. Medytujący chrześcijanin „wchodzi“ wewnętrznie w bardzo intensywny, niezwykle bliski, mistyczny kontak z Bogiem, całym sobą (wyciszonym umysłem i odprężonym ciałem) otwierając się tylko i wyłącznie na Jego obecność, która zawsze najintensywniej oddziałowywuje na nas w absolutnym wyciszeniu. Medytacja nie jest więc „myśleniem o sprawach boskich“, ale dopuszczeniem czystej, niezmąconej niczym obecności Boga, który oczywiście ZAWSZE towarzyszy człowiekowi, ale z którego obecności, zaganiani i rozgadani, często zupełnie nie zadajemy sobie wcale sprawy. Chrześcijańskiej medytacji nie należy mylić z chrześcijańskim rozważaniem (jak przy zmawianiu różańca czy przeżywaniu drogi krzyżowej), czy adoracją (np. Najświętszego Sakramentu), bo chociaż skupione rozważanie może być jej „grą wstępną“ lub jej zakończeniem, nigdy nie jest samą medytacją.

                                              Wracam ciągle do porównań z dziedziny miłości międzyludzkiej, ale w zasadzie tylko ona może w jakimś nieporadnym, przyznam, przybliżeniu wyjaśnić istotę takiego medytacyjnego obcowania z Bogiem, Na pewno przeżywałeś takie chwile, kiedy miałeś przy sobie bliską, kochaną osobę, obejmowałeś ją, albo też byłeś obejmowany i przez dłuższą chwilę nie działo się NIC POZA TYM. Czyste trwanie, kontemplowanie tej błogości i szczęścia samego BYCIA RAZEM. Nic nie było ważne, wszystko schodziło na plan dalszy, a Ty chciałbyś tak trwać bez końca. Nie trzeba było żadnych słów i gestów, żadnych dodatkowych czułości czy wyznań. Czyste tu i teraz w obliczu obecności. Kochałeś i czułeś się kochany, bezwarunkowo i bezinteresownie. To na czymś takim w/g mnie, ale o wiele pełniejszym i głębszym polega właśnie chrześcijańska medytacja. Warto ją praktykować jak najczęściej.

                                              Na koniec mała prośba.
                                              Od jutra, a właściwie od dzisiejszych nieszporów, rozpoczyna się Wielki Tydzień, który dla nas chrześcijan jest czasem szczególnym. Każdy przeżywa go na swój sposób, ja odsuwam wszystko inne na bok, więc proszę się nie obrazić, że nie będę też, przynajmniej do Zmartwychwstania, reagował na ewentualne odpowiedzi.

                                              Pozdrawiam.
                                              • ja.nusz Re: Do szanownego Kacperka :) 3 23.03.13, 21:11
                                                Przeczytałem tylko pierwszą część kazania i muszę przyznać, że to poszukiwanie i odlalezienie Boga zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Pozostałych części już nie czytałem, bo są w jakiejś tam formie z pewnością powielaniem tej pierwszej - ot taka pobożna katarynka.
                                                Pomimo tego pełen szacun.
                                                I na koniec jedno pytanie: czy Twoja głęboka wiara odbywa się przy współudziale jakiegoś konkretnego odłamu chrześcijaństwa instytucjonalnego? Jeżeli tak, to nie były to do końca całkiem samodzielne podchody.

                                                PS.
                                                Uważam za zbędne i wysoce pretensjonalne pisanie wszystkich zaimków dotyczących Boga z dużej litery. Jestem święcie przekonany, że Pan tego od Ciebie nie oczekuje - wręcz przeciwnie - możesz zostać posądzony o lizusostwo.
                                                • kqsh Re: Do szanownego Kacperka :) 3 01.04.13, 09:19
                                                  Przeczytałem tylko pierwszą część

                                                  Cieszy mnie to niezmiernie, bo to w tej części napisałem o tm, co jest dla mnie najważniejsze. Być może umożliwi to jakąś formę rozmowy w przyszłości.

                                                  kazania

                                                  Raczej wyznania. Nigdy nie nie było moim celem nakazywać komuś cokolwiek. Czasem mi się takie zapędy imputuje, zarzucając zybt protekcjonalny ton, ale to raczej chroniczny brak precyzji i zapewne jakaś taka „nadgorliwość“ moich wypowiedzi. Wierz mi, staram się przedstawiać jedynie moje własne poglądy lub opisywać wymagane doktryny, bez prób przypisywania sobie ich wykonywania lub narzucania ich innym.


                                                  i muszę przyznać, że to poszukiwanie i odlalezienie Boga zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

                                                  Cieszę się.

                                                  Pozostałych części już nie czytałem, bo są w jakiejś tam formie z pewnością powielaniem tej pierwszej - ot taka pobożna katarynka.

                                                  Dwie pozostałe części są w zasadzie odpowiedziami skierowanymi bezpośrednio do Kacperka.

                                                  Pomimo tego pełen szacun.

                                                  Dziękuję.

                                                  I na koniec jedno pytanie: czy Twoja głęboka wiara odbywa się przy współudziale jakiegoś konkretnego odłamu chrześcijaństwa instytucjonalnego? Jeżeli tak, to nie były to do końca całkiem samodzielne podchody.

                                                  Tak, oczywiście, obecnie jestem aktywnym członkiem Kościoła Katolickiego, ale ta przynależność, a zwłaszcza coraz większa aktywność wcale nie są wynikiem uprzedniej „indoktrynacji“, po której bardzo szybko nie pozostało ani śladu, ale samodzielnego, głęboko przemyślanego, wolnego wyboru po wielu latach całkowitego oddalenia od Boga. Przez długi okres mojego życia byłem bowiem praktycznie ateistą i dopiero już jako mąż i ojciec własnej rodziny, powróciłem do poszukiwań, zmuszony powiększającą się „ideową“ pustką, która stała się przyczyną wielu błędnych, wręcz fatalnych decyzji życiowych.

                                                  Już jako czterdziestoparoletni mężczyzna, dobrowolnie i powiedziałbym „przychylnie“ zabrałem się też za czytanie i porównywanie ze sobą różnych tłumaczeń Biblii, oczywiście wiele rzeczy nie rozumiejąc, a z wieloma zupełnie się nie zgadzając. Pozorne „absurdy“ Pisma św. nie zniechęciły mnie jednak, ale spowodowały zainteresowanie egzegezą i teologiczną wykładnią i to nie tylko katolicką, ale – żeby tak rzec – ogólno chrześciajńską. W rezultacie doznałem łaski pełnego nawrócenia i dopiero wtedy powróciłem do porzuconego wcześniej Kościoła.

                                                  Krótko mówiąc, mój ponowny związek z Kościołem Katolickim i obecne, coraz większe zaangażowanie, były końcowym wynikiem dobrowlonej decyzji powrotu do Boga, czyli mojego nawrócenia, a nie orwrotnie.

                                                  PS.
                                                  Uważam za zbędne i wysoce pretensjonalne pisanie wszystkich zaimków dotyczących Boga z dużej litery. Jestem święcie przekonany, że Pan tego od Ciebie nie oczekuje - wręcz przeciwnie - możesz zostać posądzony o lizusostwo.


                                                  Widzisz, Pana Boga, tak jak ja Go rozumiem, nie można oszukać, On zna nas lepiej, niż my siebie samych. Wie, kiedy jesteśmy szczerzy, a kiedy traktujemy Go niepoważnie.

                                                  On zna też wszystkie nasze ograniczenia i możliwości.
                                                  Myślę, że wielu z nas doświadczy niemałego zaskoczenia, kiedy staniemy po śmierci przed Panem, bo może się okazać, że wiele wspaniałych cech i przykładnych zachowań, z których tacy byliśmy dumni, i które w naszej pysze i zaślepieniu oczywiście tylko sobie przypisywaliśmy, nie miały aż takiego znacznia, bo były wynikiem jakichś zewnętrznych, korzystnych czynników czy okoliczności, albo naszego dobrego charakteru czy usposobienia, które przecież także były Jego darem. I odpowiednio, wiele naszych kolejnych upadków, różnych podłości i rzeczy wstydliwych może okazać się niezbyt ważnymi, a nasze dręczące nas latami wyrzuty sumienia i poczucie winy mało uzasadnione, bo czyny te mogły być wynikiem niezależnych od nas zbiegów różnych niekorzystnych okoliczności lub naszych, niezależnych od nas wrodzonych charakterologicznych uwarunkowań.

                                                  Świadomy tego wszytkiego gorliwy chrześcijanin wie, że największą głupotą byłyby więc próby „podlizywania“ się do Niego, tak jakby był jakimś łasym na pochlebstwa durniem, którego nie tylko „dużymi literami“, ale i mnóstwem dobrych uczyneczków, wyrachowaną modlitewną nadgorliwością i nieszczerą „pobożną“ czołobitnością można „omotać“ i usposobić do siebie przychylnie. Wszystko to oczywiście dobrze jest robić, ale nie w oczekiwaniu „uznania“ czy „nagrody“, ale z miłości do Stwórcy, żeby tak „obciachowo“ się wyrazić, z potrzeby serca. Moje pisanie o Nim z szacunkiem, za pomocą dużych liter, tak właśnie jest umotywowane.

                                                  Tak przy okazji, także zalecana przez Kościół tzw. bojaźń Boża dojrzałego chrześcijaninia nie powinna polegać na strachu przed karą, piekłem itd., ale na obawie ewentualnej obrazy Osoby ukochanej. Fakt, do tego trzeba dorosnąć, trzeba to zrozumieć, ale to jest w/g mnie jedyna właściwa forma kontaktu z chrześcijańskim Bogiem osobowym, wszystkie inne pobudki świadczą o naszej religijnej niedojrzałości.
                                              • rek888 Re: Do szanownego Kacperka :) 3 23.03.13, 21:17
                                                Niesamowite ! Oczywiscie nie mam pojecia ,kto kryje sie pod ksywa kqsh. Moge tylko stwierdzic,ze najwieksze tuzy forumowe siedza cicho ! Oniesmiela was ten potok slow ? ze wszystkim sie zgadzacie? Czekacie na odpowiedz Kacperka -Ktos tu sie nurza w tym potoku jak Kleopatra w oslim mleku i az jeczy zapewne z rozkoszy. :))))
                                                • rek888 Re: Do szanownego Kacperka :) 3 23.03.13, 21:21
                                                  Sorry ja.nusz ,uprzedziles moj wpis :)
                                                • a000000 Re: Do szanownego Kacperka :) 3 23.03.13, 21:34
                                                  rek888 napisał:

                                                  >ze wszystkim sie zgadzacie?

                                                  a czy my jesteśmy robotami jednakowo zaprogramowanymi??? każdy wierzący inaczej przezywa swoje spotkania z Bogiem. Nie każdy chce o tym mówić, szczególnie gdy zna interlokutorów i wie, że jedyne co potrafią (przy pełnym niezrozumieniu tematu) to wyszydzić..

                                                  jeśli chodzi o wypowiedź kqsh to życzyłabym i sobie i Wam takiej umiejętności przelewania na papier swoich myśli i co do formy i co do treści. Nawet, jeśli mam inne doświadczenia - z wielka przyjemnością czytałam.

                                                  • ja.nusz Re: Do szanownego Kacperka :) 3 23.03.13, 23:08
                                                    a000000 napisała:

                                                    > jeśli chodzi o wypowiedź kqsh to życzyłabym i sobie i Wam takiej umiejętności p
                                                    > rzelewania na papier swoich myśli i co do formy i co do treści. Nawet, jeśli ma
                                                    > m inne doświadczenia - z wielka przyjemnością czytałam.

                                                    Ja również czytałem z przyjemnością, bo jest w rzeczy samej ładnie napisane - stylistycznie.
                                                    Zawarość jest jednak wykładem o czysto subiektywnych przeżyciach i przemyśleniach - subiektywnych, ale jak najbardziej przekładalnych nawet na życie ateisty.
                                                    Jedyne co można koledze zarzucić, to to, że jego wywody są mało odkrywcze - bardzo podobne rozważania pamiętam dokładnie ze zbiórek ministranckich sprzed .... 40 laty.
                                                • maria421 Re: Do szanownego Kacperka :) 3 24.03.13, 09:00
                                                  rek888 napisał:

                                                  > Niesamowite ! Oczywiscie nie mam pojecia ,kto kryje sie pod ksywa kqsh. Moge ty
                                                  > lko stwierdzic,ze najwieksze tuzy forumowe siedza cicho ! Oniesmiela was ten p
                                                  > otok slow ? ze wszystkim sie zgadzacie? Czekacie na odpowiedz Kacperka -Ktos t
                                                  > u sie nurza w tym potoku jak Kleopatra w oslim mleku i az jeczy zapewne z rozk
                                                  > oszy. :))))

                                                  Nie, nie oniesmiela, przyjmuje te 3 wpisy jako osobiste wyznanie Kqsh ktore nie daje wlasciwie zadnych punktow zaczepienia do dyskusji czy komentarza.
                                                  • rek888 Re: Do kogos 24.03.13, 09:37
                                                    Czyzby nikt nie odpowiedzial na moje pytanie:kto zacz ten Kqsh ? Tajemnica?
                                                    Ps zima sie nie poddaje.Poranny spacer odebral ochote na zycie ! Depresja i nawet sniadanie nie smakowalo.
                                                  • maria421 Re: Do kogos 24.03.13, 09:46
                                                    rek888 napisał:

                                                    > Czyzby nikt nie odpowiedzial na moje pytanie:kto zacz ten Kqsh ? Tajemnica?

                                                    Dawniej pisywal tu jako Lotak1.

                                                  • zbyfauch Re: Do kogos 24.03.13, 09:52
                                                    maria421 napisała:
                                                    > Dawniej pisywal tu jako Lotak1.

                                                    No tak, nick jako program, misja.
                                                  • a000000 Re: Do kogos 24.03.13, 09:54
                                                    zbyfauch napisał:

                                                    > No tak, nick jako program, misja.

                                                    raczej jako odpowiedź na niewybredne zaczepki i upokorzenia ze strony ateistów, na innym forum.
                                                  • a000000 Re: Do kogos 24.03.13, 09:52
                                                    maria421 napisała:


                                                    > Dawniej pisywal tu jako Lotak1.

                                                    też odniosłam takie wrażenie i bardzo mnie to ucieszyło.
                                                  • maria421 Re: Do kogos 24.03.13, 09:57
                                                    a000000 napisała:

                                                    > też odniosłam takie wrażenie i bardzo mnie to ucieszyło.


                                                    Mnie tez ucieszylo ze Jurek nie obrazil sie na mnie na wieki wiekow:)
                                                  • rek888 Re: Do kogos 24.03.13, 09:56

                                                    > Dawniej pisywal tu jako Lotak1.
                                                    :))))) No i wszystko jasne ! Tylko po cholere zmieniac ksywe ? Pamietam.pamietam...
                                                    Tylko wzglad na nasza wieloletnia znajomosc Mario,powstrzymuje mnie by nie wyladowac frustracji na w/w osobniku.Uwaga Katol 1 w natarciu :)
                                                  • maria421 Re: Do kogos 24.03.13, 10:08
                                                    rek888 napisał:


                                                    > :))))) No i wszystko jasne ! Tylko po cholere zmieniac ksywe ? Pamietam.pamiet
                                                    > am...
                                                    > Tylko wzglad na nasza wieloletnia znajomosc Mario,powstrzymuje mnie by nie wyl
                                                    > adowac frustracji na w/w osobniku.Uwaga Katol 1 w natarciu :)

                                                    Doceniam Twoja wstrzemiezliwosc i prosze zebys dalej ja utrzymywal:)
                                                  • fan.club Jam to czuł! 24.03.13, 10:35
                                                    Ta obfitość wypowiedzi...
                                                  • a000000 Re: Jam to czuł! 24.03.13, 10:58
                                                    fan.club napisał:

                                                    > Ta obfitość wypowiedzi...

                                                    tu nie chodzi o obfitość, która jest właściwa i wielu innym nickom... tu chodzi o FORMĘ wypowiedzi... doskonała polszczyzna! w necie niezwykle rzadkie zjawisko.
                                                  • fan.club Tak, coś w tym jest... 24.03.13, 11:33
                                                    mianowicie przerost formy nad treścią.
                                                  • a000000 Re: Tak, coś w tym jest... 24.03.13, 11:38
                                                    fan.club napisał:

                                                    > mianowicie przerost formy nad treścią.

                                                    tak mówisz, bo z wiadomych powodów, treści nie rozumiesz. Ale ten który rozumie co co chodzi o przeroście nawet nie pomyśli.
                                                  • fan.club Skoro wiesz więcej ode mnie... 24.03.13, 11:49
                                                    to może się podzielisz tą wiedzą? Tą o "wiadomych powodach".
                                                    Z góry dziękuję!
                                                  • a000000 Re: Skoro wiesz więcej ode mnie... 24.03.13, 11:55
                                                    fan.club napisał:

                                                    >Tą o "wiadomych powodach".

                                                    chodzi o Twoje zdanie o ludziach bardzo religijnych.
                                                  • fan.club Przecież ja takiego zdania... 24.03.13, 12:40
                                                    jak dotąd nie wyrażałem. Wręcz przeciwnie - nie udzielam się zbytnio w dyskusjach na te tematy. Wiara jest wiarą - o czym tu gadać i to w dodatku bez końca?
                                                  • ja.nusz Re: Skoro wiesz więcej ode mnie... 24.03.13, 12:44
                                                    Z tym przerostem formy nad treścią zgadzam się bezwarunkowo.
                                                    Samej treści nie można jednak nic zarzucić - no może poza tym, o czym już pisałem wcześniej - są to w gruncie rzeczy oklepane religijne frazesy nasycone niemałą porcją wazeliniarstwa w stosunku do Ojca i Syna i Ducha Swiętego - ament

                                                    PS.
                                                    Samo krasomówstwo jeszcze nie załatwia sprawy - Glemp dochrapał się stanowiska Prymasa Polski, pomimo, że nie potrafił sklecić jednego sensownego zdania podrzędnie złożonego.
                                                  • fan.club Ten rodzaj wazeliniarstwa... 24.03.13, 12:59
                                                    ma swoją nazwę: dewocja.
                                                  • rek888 Re: Ten rodzaj wazeliniarstwa... 24.03.13, 13:13
                                                    Na koniec mała prośba.
                                                    Od jutra, a właściwie od dzisiejszych nieszporów, rozpoczyna się Wielki Tydzień, który dla nas chrześcijan jest czasem szczególnym. Każdy przeżywa go na swój sposób, ja odsuwam wszystko inne na bok, więc proszę się nie obrazić, że nie będę też, przynajmniej do Zmartwychwstania, reagował na ewentualne odpowiedzi.

                                                    Spelniam Twoja prosbe (taki ludzki jestem) Co sie odwlecze to nie uciecze -ludowe,okolice Malkini.
                                                  • astra18 Re: Do kogos 24.03.13, 10:05
                                                    rek888 napisał:

                                                    > Czyzby nikt nie odpowiedzial na moje pytanie:kto zacz ten Kqsh ? Tajemnica?
                                                    > Ps zima sie nie poddaje.Poranny spacer odebral ochote na zycie ! Depresja i n
                                                    > awet sniadanie nie smakowalo.

                                                    Jesteś specjalistą od odgrzewania starych kotletów? Nie polecam z rana.
                                                    Nie musisz bawić się w Sherloka, wszak dawno cię tu nie było.
                                                  • maria421 Re: Do kogos 24.03.13, 10:09
                                                    astra18 napisała:

                                                    > Jesteś specjalistą od odgrzewania starych kotletów? Nie polecam z rana.
                                                    > Nie musisz bawić się w Sherloka, wszak dawno cię tu nie było.

                                                    Gdyby sie bawil w Sherlocka to sam by doszedl do tego kim jest Kqsh.
                                                  • astra18 Re: Do kogos 24.03.13, 10:13
                                                    maria421 napisała:

                                                    > astra18 napisała:
                                                    >
                                                    > > Jesteś specjalistą od odgrzewania starych kotletów? Nie polecam z rana.
                                                    > > Nie musisz bawić się w Sherloka, wszak dawno cię tu nie było.
                                                    >
                                                    > Gdyby sie bawil w Sherlocka to sam by doszedl do tego kim jest Kqsh.

                                                    Z takiego zacierania rączek wynikało,że my głuptasy nie wiemy o kogo chodzi - to tak w kontekście tego mleka i Kleopatry:)
                                                  • rek888 Re: Do kogos 24.03.13, 10:13
                                                    Jesteś specjalistą od odgrzewania starych kotletów? Nie polecam z rana.
                                                    Nie musisz bawić się w Sherloka, wszak dawno cię tu nie było.

                                                    A Ciebie co to obchodzi ? Szukasz guza? Chcesz bym Cie obrazil? Nie wiesz ,ze jestem najwiekszym chamem na necie ?
                                                  • astra18 Re: Do kogos 24.03.13, 10:15
                                                    rek888 napisał:

                                                    > Jesteś specjalistą od odgrzewania starych kotletów? Nie polecam z rana.
                                                    > Nie musisz bawić się w Sherloka, wszak dawno cię tu nie było.
                                                    >
                                                    > A Ciebie co to obchodzi ? Szukasz guza? Chcesz bym Cie obrazil? Nie wiesz ,ze j
                                                    > estem najwiekszym chamem na necie ?

                                                    No to spróbuj.
                                                  • maria421 Re: Do kogos 24.03.13, 13:19
                                                    rek888 napisał:

                                                    > Nie wiesz ,ze jestem najwiekszym chamem na necie ?

                                                    Na tym forum to Ty jestes "bisbetico domato" :)
                                                  • rek888 Re: Do kogos 24.03.13, 13:38
                                                    Il Bisbetico Domato. Elia är en snygg, rik och ogift lantbruksägare, men han är så cynisk och arg att ingen kvinna lyckas stå ut med honom

                                                    Czesc sie zgadza tzn. faktycznie jestem Przystojny i bogaty.Reszta nie pasuje.Kobiety nie wytrzymywaly ze mna z powodu ,ze jestem cyniczny i zly (potwarz)prawdziwym powodem byl ich zmienny humor,kaprysy oraz mala odpornosc na brak snu :)
                                                  • maria421 Re: Do kogos 24.03.13, 13:43
                                                    rek888 napisał:

                                                    > Czesc sie zgadza tzn. faktycznie jestem Przystojny i bogaty.Reszta nie pasuje.K
                                                    > obiety nie wytrzymywaly ze mna z powodu ,ze jestem cyniczny i zly (potwarz)praw
                                                    > dziwym powodem byl ich zmienny humor,kaprysy oraz mala odpornosc na brak snu :)

                                                    Elia tez taki byl zanim stal sie " zlosnikiem poskromionym".
                                                    Widac ze Ty jeszcze na swa poskromczynie nie trafiles :)
                                              • zawszekacperek Re: Do szanownego kqsh - krótka odpowiedź 23.03.13, 21:32
                                                Wielkie dzięki za tę odpowiedź. Masz mój najgłębszy szacunek.
                                                Właśnie chodziło mi o taki kształt i taką formę dyskursu. Jasno zdefiniowane pojęcia przez interlokutora, jasno określone stanowisko w materii dyskutowanego problemu.
                                                Stosując się do Twojej prośby życzę Tobie i Twoim najbliższym radosnego Święta Zmartwychwstania Pańskiego.
                                                Wyrażam cichą nadzieję, że w stosownym czasie wrócimy do tego chwilowo przerwanego a tym samym w moim odczuciu niedokończonego dyskursu.

                                                Kacperek
                                          • zbyfauch Re: Do szanownego Kacperka :) 1 24.03.13, 13:17
                                            "ale jest wynikiem długoletnich prób życia BEZ BOGA, bezskutecznych poszukiwań, które uświadomiły mi moje własne bankructwo, moją własną niemoc ułożenia sobie znośnego i godziwego życia wewnętrznego czy później już – w ramach wewnętrznego kompromisu – z jakimś „własnym“, panteistycznym Bogiem, który gdzieś sobie tam istnieje jako pierwotna, nie zainteresowana człowiekiem siła sprawcza, albo z Bogiem „ugładzonym“, takim poczciwym staruszkiem, którego można poklepać po pleckach i który widzi, jak bardzo się staramy i w końcu MUSI przecież docenić te nasze wysiłki."

                                            Jakby się kolega intelektualnie nie sprężał, wierzy właśnie w tego samego dziadka, co podkarpacki, bezrolny pijaczyna. Dziadek pijaczyny jest tylko bardziej swojski, prosty w słowach i działaniu. "Ten, Który Jest", szacownego kolegi, jest tylko wykwintniej ubrany i słucha muzyki klasycznej, nie disco polo. Obaj zaspokajają, mnie osobiście obcą, potrzebę sensu egzystencji, objaśniają świat, tudzież stanowią ostatnią instancję, dla mnie kompletnie zbędną, do której się zwracają z potrzebą rady czy pociechy.
                                            • maria421 Re: Do szanownego Kacperka :) 1 24.03.13, 13:25
                                              zbyfauch napisał:

                                              > Jakby się kolega intelektualnie nie sprężał, wierzy właśnie w tego samego dziad
                                              > ka, co podkarpacki, bezrolny pijaczyna. Dziadek pijaczyny jest tylko bardziej s
                                              > wojski, prosty w słowach i działaniu. "Ten, Który Jest", szacownego kolegi, jes
                                              > t tylko wykwintniej ubrany i słucha muzyki klasycznej, nie disco polo. Obaj zas
                                              > pokajają, mnie osobiście obcą, potrzebę sensu egzystencji, objaśniają świat, tu
                                              > dzież stanowią ostatnią instancję, dla mnie kompletnie zbędną, do której się zw
                                              > racają z potrzebą rady czy pociechy.

                                              Zbychu, wierzaczy w "Tego Ktory Jest" juz od dawien dawna nie wyobrazaja go sobie jako starca z broda ktory wskrzesza Adama do zycia. I nawet nie wiadomo, czy w owych czasach tak go sobie wyobrazali. Proponuje maly update w tych sprawach, jezeli chcesz o ich pisac.

                                              https://www.wjakwczasy.pl/images/stories/kaplica-sykstynska-stworzen.jpg
                                              • zbyfauch Re: Do szanownego Kacperka :) 1 24.03.13, 13:31
                                                maria421 napisała: (...)
                                                Marysiu, nie czepiaj się szczegółów, "dziadek z brodą" jest tylko alegorią. Chodzi o o wyobrażenie "osoby", na której obraz i podobieństwo mielibyśmy być rzekomo stworzeni. Osoby kierującej się emocjami, ergo niejako prymitywnej, bo emocje kompletnie nie przystoją absolutowi. :)
                                                • maria421 Re: Do szanownego Kacperka :) 1 24.03.13, 13:40
                                                  zbyfauch napisał:

                                                  > maria421 napisała: (...)
                                                  > Marysiu, nie czepiaj się szczegółów, "dziadek z brodą" jest tylko alegorią. Cho
                                                  > dzi o o wyobrażenie "osoby", na której obraz i podobieństwo mielibyśmy być rzek
                                                  > omo stworzeni. Osoby kierującej się emocjami, ergo niejako prymitywnej, bo emoc
                                                  > je kompletnie nie przystoją absolutowi. :)
                                                  >

                                                  Zbychu, znasz te slowa?
                                                  (Jan 1 ) "Na początku było Słowo,a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo."

                                                  "Slowo" czyli greckie " LOGOS= rozum swiata".

                                                  Rozum, nie emocje.
                                                  • zbyfauch Re: Do szanownego Kacperka :) 1 24.03.13, 13:55
                                                    maria421 napisała:
                                                    > Zbychu, znasz te slowa? (...)

                                                    Znam, i co, to już wszystko?
                                                    A gdzie reszta gadaniny o "miłości", jakkolwiek nie definiowanej, to będącej emocją?
                                                  • maria421 Re: Do szanownego Kacperka :) 1 24.03.13, 14:11
                                                    zbyfauch napisał:

                                                    > Znam, i co, to już wszystko?
                                                    > A gdzie reszta gadaniny o "miłości", jakkolwiek nie definiowanej, to będącej em
                                                    > ocją?

                                                    Bez rozumu nie ma milosci ani zadnego innego uczucia.
                                                    Moga byc tylko instynkty.
    • zbyfauch Medytacja - masturbacja 22.03.13, 07:31
      I owszem.
      Młodzież męska potrafi intensywnie myśląc o seksie doprowadzić do ejakulacji.
      Takoż celowe wprowadzanie się w trans, przenoszenie świadomości w stadium duchowej błogości i zadowolenia jest psychoonanizmem.

      Powyższe napisałem głównie dlatego, coby odptaszyć powiadomiania o odpowiedziach w wątku. Bo mi skrzynkę zaśmiecaliście.
      • maria421 Zbychu 22.03.13, 08:37
        po przeczytaniu tytulu wpisu mialam chec go usunac, ale po przeczytaniu tekstu postanowilam go zostawic, bo porownanie medytacji jako takiej, roznych jej form (nie tylko rozanca czy medytacji religijnej) do psychoonanizmu czyli doprowadzania sie do duchowego szczytowania jest calkiem trafne.
        Przypuszczam jednak ze nirwana mnicha buddyjskiego trwa dluzej ....
      • a000000 Re: Medytacja - masturbacja 22.03.13, 10:04
        zbyfauch napisał:

        >Bo mi skrzynkę zaśmiecaliście.

        te pretensje zgłoś do portalu. U mnie też automatycznie powiadomienia przychodziły, trochę to trwało zanim doszłam co zrobić, aby to zlikwidować.
        Ale do nikogo pretensji nie wnoszę a tym bardziej do forumowiczów którzy są kompletnie niewinni, panie Zbychu.
        • zbyfauch Re: Medytacja - masturbacja 22.03.13, 10:52
          a000000 napisała:
          > Ale do nikogo pretensji nie wnoszę a tym bardziej do forumowiczów którzy są kom
          > pletnie niewinni, panie Zbychu.

          Wiem, w poprzedzającym wpisie przeoczyłem ptaszka, "pretensje" wyemitowałem retorycznie.
Pełna wersja