kqsh
18.05.13, 12:18
„Widzę Polskę w "grupie trzymającej w Europie władzę“ – stwierdził polski minister spraw zagranicznych w wywiadzie dla GW, używając znanego określenia z czasów afery Rywina. Podkreślam AFERY, czyli próby kryminalnego nadużywania władzy, za którą ludzie znaleźli się w więzieniu.
Czyli co, w UE istnieje jednak pewna nieformalna, na pewno niedemokratyczna, żeby nie użyć sformułowania „mafijna“, „grupa trzymająca władzę“ decydująca zakulisowo o losie innych, mniejszych państw, podejmująca „strategiczne decyzje w zaciszu gabinetów“(por. wypowiedź Jerzego Buzka), a ambicją pana ministra byłoby wepchnięcie Polski do tej właśnie grupy??? Czy ten facet, mieniący się POLSKIM ministrem spraw zagranicznych wie co w ogóle mówi i jak to zostanie odebrane w nie tylko w tych małych państwach SPOZA „grupy trzymającej władzę“, ale także wewnątrz tej „grupy“, której – podobno wcale NIE MA i która z całą pewnością nie życzy sobie, aby mniej znaczący członkowie UE mieli wrażenie, że ważkie dla nich decyzje podejmuje ktoś ponad ich głowami?
Czyżby tylko wpadka sematyczna, zresztą nie pierwsza u tego „ćwierkającego“ głupio i wyrywającego się ciągle przed szereg megalomana? Wolne żarty! Otóż w/g mnie ta wypowiedź raz jeszcze ewidentnie wskazuje na bardzo niebezpieczny sposób rozumowania nie tylko pana Sikorskiego, ale w ogóle obecnych władz Polski. Nieważne czy demokratycznie czy nie, formalnie czy nieformalnie, jawnie czy za kulisami, ważne, żeby być jak najbliżej wielkich w Europie i za wszelką cenę z nimi „trzymać władzę“, nawet podejmując durne czy wręcz szkodliwe decyzje... Dlaczego coś, co przez pięć lat funkcjonowało bezproblemowo w Polsce, dokóki nie nadepnięto na odcisk naderdaktorowi Michnikowi i do czego tych uwikłanych w różne inne mniejsze i większe afery, ale całkowicie bezkarnych ludzi, przez całe dziesięciolecia przyzwyczaiły spolegliwe media i lemingowate w większości społeczeństwo, nie miałoby funkcjonować na trochę większą skalę także w UE?
Horror!
Na koniec mam pytanie.
Wielu komentatorów życia politycznego w Polsce z nieukrywanym zachwytem odnosi się do plotek, jakoby na Donalda Tuska czekała już „zaklepana“ posada szefa Komisji Europejskiej, co niby to miałoby być strasznym wyróżnienie nie tylko dla niego osobiście, ale także uwypukleniem znaczenia Polski w Europie. Pytam więc (przyznam, że retorycznie), jeśli to taki wielki splendor i takie cholerne wyróznienie dla osoby i kraju, to czemu o ten chwalebny urząd nie stara się Merkel czy Hollande? Ze skromności przed sławą? Nie zależy im na dowartościowaniu własnych krajów, czy co? Czy może na to „prestiżowe“ stanowisko potrzebny jest sprawdzony w praktyce pachołek, który za poklepywanie po pleckach przez przedstawicieli „grupy trzymającej władzę“ dobrowolnie i samodzielnie posmaruje się wazeliną?