Już 10 lat temu podobało mi się to, co teraz...

09.12.13, 18:40
... proponuje Gowin, czyli przyznanie rodzicom głosów ich dzieci.
forum.gazeta.pl/forum/w,13,9617524,9617524,Prawa_wyborcze_dla_dzieci.html
Myślę, że przyczyniłoby się to do bardziej odpowiedzialnej i dalekowzrocznej polityki, a nie tak jak teraz, gdy państwo się zadłuża, a długi te będą spłacać nasze dzieci i wnuki.
Jura
    • maria421 Re: Już 10 lat temu podobało mi się to, co teraz. 09.12.13, 19:19
      Jureek, Ty jestes marzyciel-idealista jezeli myslisz ze cokolwiek spowoduje ze politycy beda patrzec dalej w przyszlosc niz do kolejnych wyborow.

      Poza tym taki system powodowalby ze glos wielodzietnego analfabety liczy sie wielokrotnie wiecej niz glos bezdzietnego profesora.
      • jureek Re: Już 10 lat temu podobało mi się to, co teraz. 09.12.13, 19:34
        maria421 napisała:

        > Poza tym taki system powodowalby ze glos wielodzietnego analfabety liczy sie wi
        > elokrotnie wiecej niz glos bezdzietnego profesora.

        Myślisz, że analfabeta nie troszczy się o przyszłość swoich dzieci?
        Tymczasem profesor nie ma żadnego interesu w tym, żeby kosztami utrzymania poziomu życia teraz nie obarczyć przyszłych pokoleń.
        Jura
        • maria421 Re: Już 10 lat temu podobało mi się to, co teraz. 09.12.13, 19:46
          jureek napisał:

          > Myślisz, że analfabeta nie troszczy się o przyszłość swoich dzieci?
          > Tymczasem profesor nie ma żadnego interesu w tym, żeby kosztami utrzymania pozi
          > omu życia teraz nie obarczyć przyszłych pokoleń.
          > Jura

          W kazdym rzadzie jest kilkanascie ministerstw, a Ty sprowadzasz rzadzenie krajem tylko do zarzadzaniem jego budzetem?

          Troska o przyszlosc dzieci nie ogranicza sie tylko do troski o budzet panstwa. Co komu po wzorowym budzecie panstwa kiedy panuje bezrobocie?
          • gumpel Gerontokeacja 11.12.13, 20:22
            Polecam Ci Mario ten artykuł, sprawa jest naprawdę poważna:
            www.polityka.pl/swiat/analizy/1551213,1,czy-warto-obnizac-wiek-wyborczy.read

            Mały skrót:
            Brytyjski publicysta i polityk David Willetts, (...) w swojej bestsellerowej książce „The Pinch” (Uszczypnięcie) pisze jednak, że bez reformy systemów wyborczych „w ciągu najbliższych 20, 30 lat kilka demokracji wyleci w powietrze” z powodu międzypokoleniowych konfliktów

            – To tylko zapowiedź problemów, które czekają nas już niedługo – mówi austriacki socjolog Kurt Pucher. – Coraz liczniejszy w Europie elektorat seniorów będzie miał coraz większy wpływ na sprawy, które w ogóle go nie dotyczą. Albo postawią na swoim, gdy mają inne interesy niż młodzi.

            W niedawnym sondażu dziennika „Nikkei” ponad 70 proc. Japończyków, którzy skończyli 60 lat, uznało, że najważniejszym zadaniem państwa jest opieka nad seniorami, a polityka prorodzinna jako państwowy priorytet zanika niemal zupełnie jako przedmiot zainteresowania Japończyków, którzy skończyli lat 40. Politycy umieją czytać sondaże – np. w 2009 r. obniżyli wkład własny chorego seniora w zakup większości leków z 20 do 10 proc. ich realnej wartości. Tymczasowo, ale sprawa jest politycznie nieodwracalna. Seniorzy pochłaniają dziś niemal 50 proc. budżetowych wydatków na zdrowie, natomiast na szeroko pojęty socjal (w tym emerytury i renty) idzie już ponad połowa całego budżetu Japonii.

            Dwa lata temu Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) obliczył, że przeciętny Amerykanin urodzony w 1945 r. do końca życia dostanie od państwa (czyli od młodszych Amerykanów) w sumie 2,2 mln dol. w różnych świadczeniach – eksperci nazywają to transferem międzypokoleniowym. Na wszystkich obywateli z tego rocznika Ameryka wyda jeszcze 333 mld dol., czyli – jak prognozuje MFW – 17 razy więcej niż na obywateli z rocznika 1985.

            David Willetts w „Uszczypnięciu” pisze, że na naszych oczach odbywa się właśnie miękki zamach stanu, bo przecież kontrolowane przez starszych wyborców państwa zaciągają zobowiązania w imieniu obywateli, którzy jeszcze się nie narodzili, a będą musieli łożyć na emerytury dzisiejszych 40- i 50-latków. Do kosza trafiła więc inna podstawowa zasada demokracji – no taxation without representation (nie ma opodatkowania bez reprezentacji).

            Propozycja Demeny jest banalnie prosta – żeby zrównoważyć rosnące wpływy seniorów, trzeba dać prawa wyborcze dzieciom, już nie tylko 16- i 17-latkom, ale wszystkim – czyli obniżyć minimalny wiek wyborczy do zera. W imieniu dzieci będą głosować rodzice, którzy najlepiej znają ich potrzeby – po pół głosu dodatkowo dla matki i ojca za każde dziecko. Nad podobnym rozwiązaniem w latach 70. i 80. debatowali Francuzi i Niemcy.




            G.
            • stephen_s Re: Gerontokeacja 11.12.13, 21:31
              Przypomniała mi się taka książka Bruce'a Sterlinga "Święty płomień". Tam też było o społeczeństwie zdominowanym przez seniorów, choć bardziej w sensie kulturowym.
              • gumpel Re: Gerontokeacja 11.12.13, 21:42
                Wiesz Steph, problem polega na tym, że to przestała być s-f. Starzenie się społeczeństwa jest faktem, a podlinkowany artykuł uświadamia, że skutki tego procesu przeorają nasz świat wcale nie mniej niż rewolucja przemysłowa w XIX w. i rewolucja seksualna w XX.



                G.
            • maria421 Re: Gerontokeacja 12.12.13, 09:08
              Jezeli seniorzy, ktorych jest coraz wiecej w starzejacych sie spoleczenstwach maja zbyt duzy procentowy wplyw na polityke, to moze nalezaloby ograniczyc gorny wiek prawa wyborczego?
Pełna wersja