gumpel
27.06.19, 09:17
Takie info podał J. Żakowski w swoim felietonie:
"Agencja Harris Poll ogłosiła właśnie badanie, z którego wynika, że młodzi (19-34 lat) Amerykanie mają gwałtownie rosnący problem z akceptowaniem osób LGBT. Dwa lata temu nie miało z tym problemu 63 proc. osób tej grupy, a teraz już tylko 45 proc. Grupa młodych Amerykanów, którym sprawiłaby przykrość informacja, że członek rodziny należy do LGBT, wzrosła w tym czasie z 29 do 36 proc. Z 27 do 34 proc. urosła grupa, która źle by się czuła na wiadomość, że ich lekarz należy do LGBT, a z 30 do 39 proc grupa osób, które byłyby niezadowolone, gdyby ich dzieci miały w szkole lekcje o LGBT. To jest zmiana skokowa i bez wątpienia także jakościowa, pokazująca, że ludzie stają się inni w niespotykanym tempie".
wyborcza.pl/7,75968,24934707,precz-z-polskim-faszyzmem.html#s=BoxWyboImg2
Odszukałem źródło tej informacji:
theharrispoll.com/
Wbrew pozorom, ja nie o LGBT, tylko o języku debaty publicznej. Czytałem ten passus i miałem nieodparte wrażenie, że znam ten język, tylko używany w zupełnie innym kontekście. Po chwili przyszło olśnienie: tak się pisze o zmianach klimatycznych! Też to zauważyliście? O przemianach postaw społeczno-politycznych mówi się (i pisze) ostatnio takim samym językiem, jak o ekologii. Jakby frazę "falę populizmu" pozamieniać w felietonach politycznych na "globalne ocieplenie", to można by je spokojnie publikować w dziale ekologia. I vice versa, ekologiczne w dziale spraw społeczno-politycznych. Nawet wrogów nie trzeba by zmieniać, bo fronty podziałów politycznych idą po tych samych liniach, co klimatycznych. Intrygujące to ...
G.