gumpel
06.08.19, 11:44
Lex Paulson, współautor kampanii wyborczych Obamy i Macrona:
"(...) kampanie wyborcze wygrywa się ciężką pracą ruchów obywatelskich w społecznościach lokalnych, a kluczową rolę odgrywają w nich wolontariusze.
(...)
W Stanach Zjednoczonych w 2008 r., stosując specjalną strategię rozwoju wolontariatu, udało nam się stworzyć największą organizację polityczną w dziejach USA. Dzięki tej strategii udało nam się zgromadzić zespół 2 mln wolontariuszy. Dotarliśmy do ponad 100 mln gospodarstw domowych. Dosłownie pukaliśmy do 100 mln drzwi. Co trzeci obywatel Stanów Zjednoczonych spotkał się z przedstawicielem naszej kampanii. Tę strategię, z pewnymi zmianami, zastosowaliśmy we Francji, aby pomóc Emmanuelowi Macronowi stworzyć nową partię polityczną w 2017 r."
warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,25062527,odsuniecie-pis-to-cel-na-krotka-mete-lex-paulson-wspolautor.html#S.main_topic-K.C-B.1-L.1.duzy
Do mnie w ciągu 30 lat demokracji "zapukał" raz kandydat na radnego. Wolontariuszy nie było nigdy. I owszem, widywałem ich na ulicy, ale albo zbierali podpisy, albo wręczali ulotki. Nie spotkałem się z przypadkiem, żeby któryś chciał ze mną pogadać.
Ciekawe jakie są Wasze doświadczenia.