izas55
24.09.11, 11:05
Zainspirowana ostatnim OT w wątku o tłustych włosach pozwalam sobie założyć wątek o pewnych określeniach używanych (zwłaszcza na różnych blogach poświęconych modzie i urodzie), które mnie strasznie rażą. Na pierwszy plan wysuwają się trzy które u nas już padły i o których już mówiłyście:
1. proteiny zamiast białka
2. camelowy zamiast wielbłądzi jako opis koloru
3. skalp zamiast skóra głowy
Wszystko to bezpośrednie zapożyczenia z angielskiego. Ja nie mam nic przeciw zapożyczeniom z innych języków, ale wtedy kiedy nie ma odpowiedniego określenia w języku polskim. W związku z tym ten camelowy porusza mną najbardziej. Do tej pory nie mogę zapomnieć swojego opadu szczęki do samej podłogi, kiedy besame mi powiedziała, że taki kolor istnieje na szafiarskich blogach.
Czy wpadło wam jeszcze w oczy coś innego?