Żeby włosy się nie puszyły trzeba:

01.10.11, 13:34
1. Bardzo delikatnie suszyć je ręcznikiem, fajnie działa papierowy.
2. Suszyć całkiem do sucha zimnym strumieniem powietrza. Dobrą suszarką, co to wydmuchuje duuuużo niezbyt gorącego powietrza. Ja w każdym razie mam tak, że jak zostawię choćby tylko trochę niedosuszone włosy, to od razu wstają :(
3. Używać odżywek ;)

A co u Was się sprawdza? Może jakieś kosmetyki?
    • besame.mucho Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 01.10.11, 13:44
      U mnie działają tylko kosmetyki, z przyczyn takich:

      1. Ręcznikiem zwykłym owijam i czekam kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt minut przed suszeniem (w zależności od tego ile mam rano czasu). Inaczej suszyłabym potwornie długo, a o papierowym ręczniki nawet nie myślę, bo zużywałabym rolkę dziennie.
      2. Suszyć zimnym powietrzem i całkiem do sucha nie jestem w stanie z przyczyn czasowych (wysuszenie u mnie głowy zimnym powietrzem to zabawa na godzinę, ciepłym ale zupełnie do sucha - na pół).
      3. To robię. Zupełnie mi się nie puszą włosy po różanej masce Aesopa, która w ogóle ma same zalety poza ceną. Po większości odżywek trochę się puszą (aha, nie lubię mieć czegoś na włosach, więc używam tylko odżywek do spłukiwania), ale jakoś bardzo mnie to nie boli :).
      • turzyca Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 02.12.11, 15:06
        > 1. Ręcznikiem zwykłym owijam i czekam kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt minut prz
        > ed suszeniem (w zależności od tego ile mam rano czasu). Inaczej suszyłabym potw
        > ornie długo, a o papierowym ręczniki nawet nie myślę, bo zużywałabym rolkę dzie
        > nnie.


        A uzycie kilku normalnych recznikow? Bo tak teoretycznie to recznik ma jakas tam ograniczona chlonnosc, im jest bardziej mokry, tym mniej chlonny, wymiana go po paru minutach na suchy, a wiec wysokochlonny, powinna dawac efekt. Przynajmniej mnie sie wydaje, ze u mnie daje. ;)
      • milstar Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 04.12.11, 01:18
        U mnie ostatnio jako dobry osuszacz włosów służą pieluszki tetrowe (kupione w netto za 8 zł/4 szt). Szybko chłoną wilgoć, włosy bardziej suche niż po użyciu ręcznika.
    • magdalaena1977 Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 01.10.11, 13:54
      Może to kwestia włosów. Połowa moich problemów z włosami bierze się stąd, że zaraz po wysuszeniu / wyschnięciu leżą płasko na głowie.
      Marzę, żeby puszyły się same z siebie!
      • kis-moho Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 01.10.11, 14:12
        > Marzę, żeby puszyły się same z siebie!

        Wierz mi, nie marzysz :o) Puszace sie wlosy wygladaja zwykle, jakby wlasciciel wsadzil chwile wczesniej palce do kontaktu.
        U mnie najlepiej sprawdzaja sie odzywki, ktore zostawiam na wlosach (odrobine zwyklej odzywki, teoretycznie do splukiwania). Z tym, ze ja mam krecone wlosy, proste to moze troche za bardzo obciazac.
        U mnie sprawdzila sie tez rezygnacja z normalnego recznika - wlosy owijam bawelniana scierka kuchenna :o) Wchlania wode calkiem niezle, a wlosy sie wcale nie pusza. I nie tre wlosow, tylko owijam i czekam, az woda wsiaknie w material.
      • yaga7 Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 01.10.11, 14:13
        Niestety rozumiem.

        Ja mam tak, że na czubku mam przyklapnięte, a dołem są napuszone i każdy w inną stronę i wygląda to okropnie, niezaleznie od sposobu ścięcia. Żeby mieć rozpuszczone włosy w jako takim stanie muszę albo prostować, albo kręcić.
      • madzioreck Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 01.10.11, 20:39
        Nie marzysz o puszeniu, Madzia ;) Marzysz o tym, żeby odbijały od głowy, ale nie o puszeniu - szkoda, że kiedy miałam dłuuugie włosy, nie zrobiłam i nie wstawiłam foty w "napuszonym" stanie - a i jeszcze jedno - napuszenie wcale nie oznacza, że włosy same odbijają od skóry - często przy głowie sobie leżą, a poniżej jest siano. To nie jest fajny efekt, już wolę przylizane ;)
      • kasica_k Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 01.10.11, 23:11
        To samo chciałam napisać :) Połowa ludzkości ma napuszone i chce przylizać, a druga ma przylizane i chce puszyć. Znajduję to zabawnym :)
        • pierwszalitera Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 01.10.11, 23:24
          kasica_k napisała:

          > To samo chciałam napisać :) Połowa ludzkości ma napuszone i chce przylizać, a d
          > ruga ma przylizane i chce puszyć. Znajduję to zabawnym :)
          >

          Tu chodzi o takie małe natapirowane sianko wokół włosa właściwego i to wcale nie wygląda ładnie i nie oznacza jeszcze puszystych włosów. U mnie w momentach podbramkowych (wysoka wilogotność w powietrzu) pomaga przetarcie zewnętrznej części fryzury odrobiną jakiegokolwiek kremu roztartego w dłoniach. Tylko nie mogą wziąć tego kremu za dużo i przecierać bardzo delikatnie, bez nacisku, bo inaczej włosy klapną i będą wyglądały jak przylizane. A tego wcale nie chcę.
          • pierwszalitera Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 01.10.11, 23:27
            Acha i puszyć mogą się nawet włosy gładko zaczesane i zebrane w gumkę.
    • felisdomestica Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 01.10.11, 19:49
      A ja nie rozumiem, co wy z tym puszeniem...widzę na ulicy dziewczyny ulizane i z koszmarną zaczeską a la Łukaszenka i nie rozumiem tego świata...
      za moich młodych lat puszyste włosy to był skarb, a teraz wszystkie chcą wyglądać jak nabrylantynowane :-).
      • mszn Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 01.10.11, 21:04
        Puszyste a napuszone to dwie różne rzeczy. Puszyste włosy = objętość i takie trochę sypkie. Napuszone to to, co po angielsku nazywa się frizz - w wersji mało tragicznej to taka chmurka dookoła głowy z poskręcanych włosów. Mnie atakuje w deszczowe dni. Taki frizz potrafi zaatakować całe włosy i to naprawdę nie wygląda dobrze, a włosy są nieprzyjemne w dotyku. I naprawdę mało osób chciałoby mieć włosy w takim stanie.
        • besame.mucho Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 01.10.11, 21:32
          Dokładnie. Ja ogólnie jestem z frakcji anty-ulizanej. Mam dużo włosów, większość fryzjerów zaczyna od pytania "to co, trochę schodzimy z objętości?" na które ja odpowiadam "chyba pan sobie żartuje". Nie chodzi o objętość i "potarganie" bo oba te efekty uwielbiam. Ja przez to niechciane puszenie rozumiem właśnie fryzurę, która niekoniecznie jest pełna objętości (może być nawet przyklepana na czubku) ale sprawia wrażenie, że człowiek ma całą głowę rozdwojonych końcówek, bo odstają takie "nitki".
          • madzioreck Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 02.10.11, 14:48
            Ja przez to niechciane puszenie rozumiem właśnie fry
            > zurę, która niekoniecznie jest pełna objętości (może być nawet przyklepana na c
            > zubku) ale sprawia wrażenie, że człowiek ma całą głowę rozdwojonych końcówek, b
            > o odstają takie "nitki".

            Dokładnie, ja to nazywam aureolą. Nad właściwa fruzurą, nieważne, czy puszystą czy przylizaną, tworzy się taka 3-4cm aureolka z pojedynczych, mocno poskręcanych włosów - szczególnie śmiesznie to wygląda na wyprostowanych i dobrze utrwalonych włosach, jak człowieka zaatakuje wilgotne powietrze czy mżawka - a reszta długich włosów nie zdąży się jeszcze skręcić w spiralki - dziwny, dziwny efekt.
          • pinupgirl_dg Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 02.10.11, 19:21
            > Nie chodzi o objętość i "potarganie" bo oba te efekty uwielbiam.

            To chyba wina reklam, gdzie biorą modelkę z idealnymi włosami, trochę podtapirują, trochę potargają i pokazują jako "puszące się włosy". Potem robią jej ten zaczes w stylu Łukaszenki, że niby tak jej wygładził włosy reklamowany kosmetyk. Ja też nigdy nie rozumiałam, o co z tym puszeniem chodzi, chociaż mnie puszenie (autentyczne) prześladuje, odkąd pamiętam. Poza tym, że wygląda to tak, jak opisujecie, to jeszcze zabiera moim włosom cały blask. U mnie w dużej mierze pomogło rozcieńczanie szamponu, po prostu mam gęste włosy, trudne do domycia i używałam go za dużo, równie trudno było go potem wypłukać i zawsze zostawały jakieś resztki. Ale i tak bezpośrednio po umyciu i wysuszeniu (bez suszarki) mam aureole. Następnego dnia już nie. Poza tym nie mam jej, jeśli się kładę z mokrymi, ot, ciekawostka.
            • madzioreck Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 02.10.11, 21:26
              Ale i tak bezpośrednio po umyciu i wysuszeniu (bez suszarki) mam aur
              > eole. Następnego dnia już nie. Poza tym nie mam jej, jeśli się kładę z mokrymi,
              > ot, ciekawostka.

              Mam tak samo :)
              • ko_kartka Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 16.01.12, 22:53
                Aha, też tak mam, jak Wy. Mam dużo włosów, ale cienkich i przy wilgoci się falują, każden w inną stronę, puszą i mnie wnerwiają. Nie umiem ich ułożyć, bo po ułożeniu są przyklepane na łbie i choinka dołem idzie. Z mokrymi się kładąc potrafię mieć nawet fale, ale że dużo tego, a mam wielką twarz, to mnie się nie podoba i usilnie próbuję uzyskać elegancką fryzurę, co mi nie wychodzi. Puszenie to czubek góry lodowej. Aha, odżywka tego nie likwiduje.
      • pinupgirl_dg Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 02.10.11, 18:59
        > A ja nie rozumiem, co wy z tym puszeniem...widzę na ulicy dziewczyny ulizane i
        > z koszmarną zaczeską a la Łukaszenka i nie rozumiem tego świata...
        > za moich młodych lat puszyste włosy to był skarb, a teraz wszystkie chcą wygląd
        > ać jak nabrylantynowane :-).

        Tak jak pisały dziewczyny, puszące się włosy to nie to samo, co puszyste ;). Jeśli masz na myśli coś takiego:
        www.art-portrets.ru/pict/5a.jpg
        - to nie o tym tu mówimy ;).
        • szarsz Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 02.10.11, 19:20
          Tak, antonimem puszystych są przylizane, a puszących się gładkie. Optymalnie dla mnie mieć gładkie i puszyste, a najgorsza opcja przylizane i napuszone.
        • felisdomestica Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 02.10.11, 19:21
          Te włosy nie są puszyste. Są nakręcone na wałki, nasmarowane niewiadomoczym, ufryzowane przez "styllistę" i wyglądaja jak tłuste. a trzymaja sie na piance jak sądzę.
          • pinupgirl_dg Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 02.10.11, 19:26
            > Te włosy nie są puszyste. Są nakręcone na wałki, nasmarowane niewiadomoczym, uf
            > ryzowane przez "styllistę" i wyglądaja jak tłuste. a trzymaja sie na piance ja
            > k sądzę.

            Więc chodzi Ci o taki efekt jak na pierwszym zdjęciu: anwena.blogspot.com/2011/04/moja-wosowa-historia-ewalucja.html ? Moje włosy w stanie puszącym wyglądają jak same końcówki włosów ten dziewczyny. Kiedy się nie puszą, to mniej więcej tak: krecamniekrecone.blogspot.com/2009/10/146_27.html . Ze skrętem różnie bywa, zależnie od ich humoru, środków do stylizacji nie używam, chociaż zaczynam rozważać taką opcje.
            • besame.mucho Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 02.10.11, 19:38
              To Ty jesteś na tej fotce? Jeśli tak, to masz super włosy :)

              Pstryknę moim włosom fotkę jak się napuszą żeby pokazać o co mi chodzi z różnicą między puszystymi a napuszonymi. Może sobie nawet dzisiaj wieczorem zrobię jakąś mega długą kąpiel, one się wtedy lubią napuszyć od wilgoci, to wkleję o co mi chodzi.
              • pinupgirl_dg Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 02.10.11, 19:49
                > To Ty jesteś na tej fotce? Jeśli tak, to masz super włosy :)

                Niestety, to nie ja :). Ale tym włosa podobny. Z tym, że one nie zawsze tak wyglądają, czasami to jest totalnie napuszone, kręcone siano, czasami totalnie napuszone, proste siano, czasami takie, jak na zdjęciu, czasami włosy gładkie i tylko lekko falujące. Wolałabym, żeby się zdecydowały i wybrały jedną opcję (byle nie tę z sianem :P, ale niestety, one akurat chyba to preferują :) ).
                A fotki, oczywiście, wklej, ktoś, kto nie ma z puszeniem problemu faktycznie nie będzie wiedział, o co chodzi, nim nie zobaczy.
    • besame.mucho Puszące się włosy - fotka 02.10.11, 20:55
      Przez puszące się włosy rozumiem coś takiego. Góra jest względnie w normie, ale im niżej tym więcej takich skręcających się, odstających nitek. Na zdjęciu są lekko napuszone, siedziałam godzinę w wannie ale nie chciały napuszyć się bardziej.

      Dla porównania - moje włosy w normalnym stanie wyglądają tak. Zdjęcie sprzed jakiegoś roku czy półtora, teraz mam dłuższe, ale wygladają podobnie. Czyli nie chodzi o to, że zazwyczaj mam przyliza i denerwuje mnie objętość, tylko właśnie o te poskręcane odstające włoski.
      • zenobia44 Re: Puszące się włosy - 02.10.11, 23:16
        offtopowo
        o ludzie, jaka przystojna z ciebie babka i rozumiem dlaczego besame;), a włosy piękne.
        dawno nie widziałam tak pięknej kobiety!
    • po.rzeczka Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 02.10.11, 20:56
      Mnie pomagają trochę odżywki, czasem wsmarowane w już napuszone włosy cieniutką warstwą, jak ktoś wspomniał. Teraz zamierzam wypróbowac szampon dyscyplinujący z Avonu Beautifully Behaved, ma tworzyc wartwę ochronną przed wilgocią. Jest też odżywka i balsam z tej serii.
    • heliamphora Czy COKOLWIEK działa? :/ 02.10.11, 21:11
      Puszenie to mój najwiekszy obecnie problem z włosami. Po myciu zapodaję olej kokosowy albo jakąś dwufazową odżywkę bez spłukiwania (Gliss Kur albo Isana) i z samego rana są bardzo ładne, ale po paru godzinach już się puszą :( U mnie daje to żałosny efekt, bo wyglądają wyjątkowo zdechle.

      Czy to możliwe, że puszeniu sprzyja nieużywanie suszarki? Myslałam, że dobrze robię włosom, śpiąc z mokrymi. Nie znoszę suszenia suszarką...

      Kiedyś radziłam sobie z tym przy pomocy różnych pianek i żeli, ale już sie do nich trochę zniechęciłam, bo sklejają włosy. No i jestem w kropce...
      • madzioreck Re: Czy COKOLWIEK działa? :/ 02.10.11, 21:31
        > Czy to możliwe, że puszeniu sprzyja nieużywanie suszarki? Myslałam, że dobrze r
        > obię włosom, śpiąc z mokrymi. Nie znoszę suszenia suszarką...

        Zdaje się, że suszarka nie ma tu nic do rzeczy, przynajmniej u mnie. Ale spanie z mokrymi włosami to zuo, bo się niszczą bardziej, natomiast jak pójdę spać z mokrymi, to się nie puszą ;)
        • heliamphora Re: Czy COKOLWIEK działa? :/ 02.10.11, 21:40
          Czemu się niszczą??? Leżą sobie spokojnie na poduszce i schną...
          • madzioreck Re: Czy COKOLWIEK działa? :/ 02.10.11, 23:10
            No jeśli się kładziesz i śpisz bez ruchu, to może tak. Jeśli nie, to mokre (a więc bardziej podatne na uszkodzenie) włosy trą po poduszce. Może nie robi się jakaś masakra, no ale sprzyja niszczeniu włosów.
      • mszn Re: Czy COKOLWIEK działa? :/ 02.10.11, 21:34
        Do pewnego stopnia walka jest przegrana już na starcie i czasem trzeba pokochać chyba. Im mniej dotykania, zwłaszcza mokrych włosów, tym lepiej, no i nawilżanie. Oleje/silikony w produtach bez spłukiwania też jak najbardziej.

        Spanie z mokrymi włosami na pewno nie pomaga, bo oznacza ono, że podczas suszenia włosy są do pewnego stopnia targane, a ruszanie podczas suszenia to jednen ze sposobów na puch. Z drugiej strony, suszarka jest złym pomysłem długofalowo, więc jesteś trochę w kropce. Nie uda Ci się myć włosów wieczorem, ale wcześniej?

        Dobrze użyty żel nie skleja włosów, im bardziej mokre włosy, na które go położysz, tym mniejsze ryzyko posklejanych strąków. Po wyschnięciu włosów wystarczy delikatnie pognieść je dłońmi i tak jakby wykruszyć to sklejenie. Rewelacyjny jest ten kisiel z siemienia lnianego jako żel do włosów. Sam w sobie jest paskudnym, trudnym w obsłudze glutem, ja mieszam pół na pół z normalnym żelem do włosów, nie psuje się to miesiącami. Problem taki, że dwu-trzykrotnie przedłuża czas schnięcia włosów...

        No i są też sposoby dla zaawansowanych, typu obserwacja wilgotności powietrza i punktu rosy i dopasowywanie używanych kosmetyków. Np. gliceryna przy bardzo niskim i bardzo wysokim punkcie rosy = puch, a przy średnim = piękne włosy. Da się to ogarnąć, ale w sumie po co?
        • heliamphora Re: Czy COKOLWIEK działa? :/ 02.10.11, 21:44
          Mogę myć wieczorem wczesniej, ale nie wiem, czy to coś da, bo u mnie puszenie potęguje się, kiedy włosy schną same - czy to w czasie snu, czy tak po prostu. A czy może mieć na nie wpływ fakt, że nie czeszę i (prawie) nie wycieram?

          Najlepsze włosy mam przez jakiś tydzień po farbowaniu - może to jest dobry trop? Zamyka im się łuska czy jak? To może kwaśne płukanie by pomogło?
          • mszn Re: Czy COKOLWIEK działa? :/ 02.10.11, 22:17
            Nieczesanie i niewycieranie powinno raczej pomagać. Twoje włosy zdecydowanie lubią iść pod prąd ;)
            Kwaśnych płukanek zawsze warto spróbować, chociaż tej akcji z farbowaniem nie rozumiem. Może chodzi o to, że farba jakoś tam wypełnia ubytki we włosach (że tak powiem dentystycznie...), przyczepiając się do nich w miarę na stałe. Wtedy może coś bez spłukiwania z keratyną by pomogło? Na pewno są jakieś odżywki w spreju z hydrolizowanymi białkami, zawsze też można kupić keratynę osobno i dolewać albo mieszać z destylowaną wodą.

            Niech mnie ktoś pochwali, że napisałam białka a nie proteiny :)
        • pinupgirl_dg Re: Czy COKOLWIEK działa? :/ 03.10.11, 15:37
          > Spanie z mokrymi włosami na pewno nie pomaga, bo oznacza ono, że podczas suszen
          > ia włosy są do pewnego stopnia targane, a ruszanie podczas suszenia to jednen z
          > e sposobów na puch. Z drugiej strony, suszarka jest złym pomysłem długofalowo,
          > więc jesteś trochę w kropce. Nie uda Ci się myć włosów wieczorem, ale wcześniej
          > ?

          Ja śpię z mokrymi od dawna, ponieważ po umyciu włosów i wysuszeniu (naturalnie, nie używam suszarki, bo jestem za leniwa) nie nadaje się do pokazania ludziom na oczy nawet w spiętych włosach. Nie zauważyłam, żeby się bardziej niszczyły od tego, raczej jest im to obojętne, chociaż nie mam grubych, mocnych włosów, ale są dość gęste.
          Kiedyś sądziłam, że mam po prostu włosy zniszczone, chociaż fryzjerzy twierdzili, że jest wręcz przeciwnie. Teraz widzę, że pielęgnacja tego nie załatwi, bo moje włosy mają się dobrze, myję je niezbyt często, nie suszę suszarką, nie prostuje, nie farbuje, generalnie nie robię nic, co by usprawiedliwiało ten ich sianowaty, matowy wygląd, a one tak mi się odwdzięczają. I chyba faktycznie, kiedy je farbowałam, to aż tak nie sterczały. Spróbuję z tym żelem z dodatkiem siemienia.
    • yaga7 Prostowanie keratynowe 30.10.11, 11:15
      Już miesiąc po, więc mogę recenzować.

      Jakie miałam włosy przed: puszące. Ile razy chciałam wyglądać jak człowiek z rozpuszczonymi włosami, musiałam prostować, żeby się nie puszyły, albo ewentualnie kręcić, żeby były ładnie pofalowane. Nie było opcji umyć, nałożyć odżywkę, wysuszyć.

      Po prostowaniu keratynowym mam włosy proste, nie puszące się. Owszem, prosto po umyciu i wyschnięciu są przyklapnięte, bo ogólnie mam ich mało, ale po nałożeniu pianki, odżywki i wysuszeniu bez prostownicy są super.

      Moim zdaniem ten zabieg jest dobry dla osób, które codziennie używają prostownicy po to, żeby ich włosy jako tako wyglądały i żeby się nie puszyły.

      Wiadomo, zabieg ma swoje wady i zalety, na różnych stronach można o nich poczytać. Ja robiłam u fryzjera, nie wiem, czy będę powtarzać, ale na pewno jestem jak na razie zadowolona.
    • kekoa2 Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 25.11.11, 17:50
      Dobrym rozwiązaniem dla mnie jest mgiełka np.matrix biolage,po wysuszeniu włosów.zwykle to puszenie ujarzmia .olejowanie przed myciem przy odrobinie szczęścia też pomaga.
    • jul-kaa Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 25.11.11, 23:43
      A ja kupiłam suszarkę z jonizacją i mniej mi się włosy puszą. Znacznie mniej :)
    • mela1 Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 28.11.11, 11:27
      Działa trwale, ale kosztuje przynajmniej 350 zł. Trwałe prostowanie, nazywa się Global Keratin albo Suliss. Ja akurat chcę mieć proste włosy, więc dla mnie rewelacja. Co prawda proste to były ze 2 tygodnie, ale nawet po 3 miesiącach nie wróciły do stanu poprzedniego. Różnica taka, że wcześniej mylam, suszyłam, ukłaałam długo na szczotkę, a potem prostowałam prostownicą. Teraz element szczotki odrzuciłam, kilka pociągnięć prostownica i jest ok. A jak nie wyprostuję, tylko wysuszę spokojnie i czesząc, to też ujdą. Zdjęcia sprzed nie mam, ale efekt jak Besame plus kręcenie w każdym kierunku. Do tego mam cienkie włosy, więc czasem źle wysuszone odstawaly jak afro. Tylr, że afro ma jakiś charakter i skręt.
      • yaga7 Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 28.11.11, 11:34
        Mnie się trzyma już ponad 2 miesiąc i w ogóle nie muszę prostować.

        A wcześniej też szczotka, suszarka, prostownica, masakra.
        • mela1 Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 28.11.11, 16:45
          Idę za tydzień drugi raz, może będzie lepiej. Szamponu i odżywki używałam jak kazali. A może znasz inne szampony bez soli?
          • yaga7 Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 28.11.11, 16:47
            Używam tego szamponu:
            pl.strawberrynet.com/haircare/keratin-complex/keratin-color-care-shampoo/101117/#DETAIL
            ale różnych odżywek, bo fryzjerka mi powiedziała, że odżywki mogą być różne.

            Wiem, że jeszcze taki różowy szampon Loreala jest bez soli i ponoć też jest dobry.
            • mela1 Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 29.11.11, 10:32
              Jak pachnie? Bo ja płyny do płykania i szampony wybieram jak perfumy:) I trochę mi było źle, że mogłam używać tylko ejdnego.
              • yaga7 Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 01.12.11, 08:46
                Wiesz co, ja mam inaczej - nie zwracam uwagi na zapachy szamponów (zapach kremu to insza inszość). Ale powąchałam specjalnie i tak normalnie pachnie ;) Łagodnie.
      • pinupgirl_dg Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 28.11.11, 23:25
        Czy chodzi o coś takiego, jak w tym filmiku?
        www.youtube.com/user/nieesia25#p/u/9/e6POuaNDCJ8
        Ten formaldehyd mnie trochę przeraża, chociaż nie bardziej, niż cena ;). Chociaż wygląda na to, że to dla mnie stworzone.
        • yaga7 Re: Żeby włosy się nie puszyły trzeba: 29.11.11, 06:32
          Ja czułam formaldehyd w czasie zabiegu, ale nie jakoś bardzo. Ale o tym formaldehydzie wyczytałam dopiero po fakcie. Dlatego w sumie nie wiem, czy będę to powtarzać, a jeżeli tak, to jak często można robić bez większej szkody. Nie wiem, muszę poczytać.

          Co do ceny, mnie się udało dorwać kupon na jakimś gruperze czy gruponie i było ok, bo normalnie w tym salonie koszt był 650 ;)
Pełna wersja