Wyimaginowane defekty urody.

29.12.11, 13:08
Mogą być różne, piegi, krzywy ząb, zmarszczony łokieć, kwadratowe czoło, żyła pod kolanem...

Wczoraj spotkałam wieloletnią koleżankę i przy trzeciej kwaterce wyznała, że zawsze podobały jej się moje palce, takie proste. A ty jakie masz? - zdębiałam nie mogąc dostrzec defektu jej gotyckich dłoni. - No krzywe. Nie mogę ludziom pokazywać rozprostowanych dłoni, bo zobaczą, że małe palce mam łukowate.
Zademonstrowała mi swój sposób tuszowania feleru, który mnie przy trzeciej kwaterce skojarzył się z łapą krogulca. Chodzi o to, by paluchy zawsze trzymać podkurczone, przygięte. Faktycznie nie było widać łukowatych stawów, bo czy miał łukowate palce Klaus Kinski jako Nosferatu?

Sama mam wiele obserwacji, na przykład kiedyś ubrdałam sobie, że jakbym nie karczowała wąsów, zawsze mam ślad tego zarostu nad górną wargą. I jak ktoś patrzył mi w te okolice (na usta czy zęby, może na nos), byłam pewna, że intryguje go właśnie ten plebejski cień. Tarłam wodą utlenioną, pudrowałam, nic z tego, siuwaks pod nosem jak był, tak był.

Takie wymysły na szczęście człowieka opuszczają z czasem, choć jak widać po koleżance, nie wszystkie.

Przyznajcie się, jakie Wy macie defekty!:)
    • kasica_k A prawdziwe mogą być? ;) 29.12.11, 14:14
      Wielgachny i garbaty nos. I naprawdę taki mam - znaczy, spory i z garbikiem. Za to kompletnie przestał mi przeszkadzać gdzieś między dwudziestką a trzydziestką. A mówiła mamusia, że z wiekiem głupoty przechodzą, przynajmniej niektóre - i wiedziała co mówi, bo sama ma jeszcze większy.

      Do tego mam inne obiektywnie istniejące straszne wady, na które jakoś zawsze zwracałam mniejszą uwagę niż na nieszczęsny nos, więc nie będę ich tu opiewać :)
      • genepi Mam tylko prawdziwe 29.12.11, 14:41
        W zasadzie całą listę. Nie wiem czy wypisywać od góry czy od dołu. Bo od przodu idąc to biust sie pcha na główną pozycję.
        Tak zasadniczo to jestem nieproporcjonalna, mam za krótki tułów, za duży biust, za małą głowę, za długie i chude ręce i nogi...

        Ale wiecie co - lubię się bo jestem tylko jedna jedyna taka na ziemi :-)
      • teresa104 Nos... 29.12.11, 14:48
        Kiedy byłam egzaltowaną nastolatką, planowałam pierwsze zarobione pieniądze przeznaczyć na przerobienie kartofla na marchew. Potem zarabiałam te pieniądze i wszystko szło mi na czynsz, o nosie już nie pomyślałam ani razu. Potem byłoby mnie stać, ale naprawdę nie pamiętam, o co mi z tym nosem chodziło.

        Chciałabym jednak kiedyś zobaczyć jakąś przeróbkę komputerową mojej twarzy z innym nosem. Dla celów wyłącznie poznawczych. Po prostu nie wierzę, by coś innego pasowało do reszty, musiałabym całą gębę ociosać, a stąd niedaleko już do Michaela Jacksona, postaci tragicznej.
        • genepi Re: Nos... 29.12.11, 14:54
          Mam koleżankę, bardzo ładną niegdyś dziewczynę, która najpierw powiększyła biust, bo zawsze o tym myślała. Potem powiększyła usta, chyba żeby pasowały do biustu. Potem poszedł na stół nos. Potem coś z oczami robiła i botox na 29 urodziny.
          Nie podoba się sobie nadal, jej twarz wygląda dziwnie, sztucznie, ma blizny i dalsze pomysły na poprawę innych części. Zrobiła sobie jeszcze tipsy i pasuje do niej powiedzenie: "Dziewczyno, masz sztuczny biust, sztuczne paznokcie i opaleniznę. Czy na pewno nie zrobiono cię w Chinach?"
        • genepi Re: Nos... 29.12.11, 14:56
          Tereso - widziałam Twoje zdjęcia na metakobiecie. Doprawdy - uwierz mi - wszystkie twoje defekty mogą być WYŁĄCZNIE wyimaginowane.
          Jesteś po prostu śliczna.
          • teresa104 Re: Nos... 29.12.11, 16:00
            :) Za komplementy już dziękowałam. W realu tyle ich nie otrzymuję.

            Z powodu wydatnego nosa kiedyś ustaliłam, jakiś schyłek podstawówki być musiał, że lepiej się nie uśmiechać, bo nos widziany z przodu robi się jeszcze szerszy, a z boku jeszcze bardziej sterczący. Ciężko było wypracować jakiś mars, który wyglądałby jak uśmiech, a nosa na boki nie rozciągał. Jaki człowiek jest durny czasem... te próby przed lustrem... Na szczęście potem poczyniłam drugie ustalenie: jak człowiek odpowienio promiennie się rozjarzy to nikt nosa nie zauważa.

            Wiek jest rozumny. Dobrze, że rozum spada na człowieka jeszcze na tyle wcześnie, by zaletami swojej aparycji się zwyczajnie cieszyć.
            • marikooo Re: Nos... 29.12.11, 23:51
              Ja mam nos dość długi, ale jakby nie do przodu, ale w dół, jeśli możecie sobie wyimaginować, o co mi chodzi ;) I jak się uśmiecham, to mi się robi pozioma zmarszczka między nosem a ustami. Więc jak byłam młoda i przejmująca się takimi rzeczami, to przez czas jakiś starałam się nie uśmiechać, żeby się nie robiła. No i żeby żółtych zębów nie eksponować. Na szczęście generalnie wesoła jestem i nigdy nie pamiętałam o tym nieuśmiechaniu się dłużej niż przez pół godziny :)
              • berkano8 Re: Nos... 30.12.11, 00:06
                Cienie pod oczami-niezależnie od długości snu i tak rano muszę sobie namalować na twarzy, że jestem wyspana;)
                Nadwaga-cóż, raczej nie dodaje mi urody i czasami przeszkadza.Ale tylko czasami:)
                Z szerokim nosem i okrągłą twarzą da się żyć, pocieszam się teraz, że młodo wyglądam, a niegdyś było to moja zmorą.
        • 100krotna Re: Nos... 03.01.12, 00:14
          Tereso - to ja mogę ukraść twoje zdjęcia z metakobiety i przyprawić Ci mój nos (bo pisałaś, że fajny) Wrzucić je potem tutaj? ;););)
          A swoją drogą, mój nos też był dłuuugo moim kompleksem. Wydawał mi się zakrzywiony w dół, za chudy, za krótki, i z czołem był połączony bez wklęśnięcia i dziurki miał takie.. zbyt otwarte ;) Z przodu jeszcze wydawał mi się w miarę znośny, ale profil (oglądany za pomocą kombinacji lusterek) uważałam za koszmarny - starałam się do nikogo nie odwracać bokiem, żeby czasami nie zauważył - koszmarnie kłopotliwe, zwłaszcza w większym gronie ;) A w kościele, w tramwaju, w szkole..? :D
          Straszny kompleks pożegnałam tak w okolicach matury (znowu z pomocą kombinacji lusterek), a nos polubiłam jeszcze później. Teraz uważam, że jest idealny (mój facet za to twierdzi, że ja wcale nie mam nosa, tylko namiastkę tegoż. Fakt, duży nie jest (nos))
          • teresa104 Możesz mi przyprawić swój nos, 03.01.12, 13:02
            pod warunkiem jednak, że sobie przyprawisz moją żuchwę. :)
      • beniutka_bo Re: A prawdziwe mogą być? ;) 29.12.11, 14:59
        jak mawia moja rodzicielka:wydatne nosy są domeną ludzi inteligentnych ;)

        A co do mnie: iksowate kolana, grube uda, łydki radzieckiej baletnicy (przekleństwo z kupnem kozaków), rzadkie włosy po bokach czoła.
        Dziękuję za uwagę :]
        • kasica_k Re: A prawdziwe mogą być? ;) 29.12.11, 15:23
          beniutka_bo napisała:

          > jak mawia moja rodzicielka:wydatne nosy są domeną ludzi inteligentnych ;)

          Nie jesteś moją siostrą czasem?

          A Juliusz Cezar, ten to miał nos. Prawie taki jak moja matka :)
      • kocio-kocio Re: A prawdziwe mogą być? ;) 16.01.12, 23:08
        Kasico, widziałam Cię 2 razy i nosa nie zauważyłam.
        Może dlatego, że sama mam duży?
        • ananke666 Re: A prawdziwe mogą być? ;) 16.01.12, 23:47
          kocio-kocio napisała:

          > Kasico, widziałam Cię 2 razy i nosa nie zauważyłam.

          Wizualizuję sobie Kasicę bez nosa, odganiając natrętną wizję Voldemorta.
          • kasica_k Re: A prawdziwe mogą być? ;) 17.01.12, 13:35
            ananke666 napisała:

            > kocio-kocio napisała:
            >
            > > Kasico, widziałam Cię 2 razy i nosa nie zauważyłam.
            >
            > Wizualizuję sobie Kasicę bez nosa, odganiając natrętną wizję Voldemorta.

            Rany boskie, odejdzie człowiek na jeden dzień i już mu nos odbierają! :)
      • kulka_kulkowa Re: A prawdziwe mogą być? ;) 21.01.12, 11:47
        Mogłabym się podpisać pod tym, co napisała kasica. Z tym, że ja w sprawie nosa znalazłam sobie dosyć szybko argument pomocniczy w postaci "to pamiątka po tacie" (tata młodo zmarł).

        Czasem, ze względu na niektóre ubrania, "brakuje mi" z 1-2 rozmiary biustu ;) ale skończyłam się tym przejmować z końcem podstawówki.

        Potem jedyne wady, jakie w sobie znalazłam, nie miały nic wspólnego z wyglądem. No, może za wyjątkiem trądziku, który niestety istnieje obiektywnie i trwa z różnym nasileniem, ale staram się o nim za często nie rozmyślać.

        kasica_k napisała:

        > Wielgachny i garbaty nos. I naprawdę taki mam - znaczy, spory i z garbikiem. Za
        > to kompletnie przestał mi przeszkadzać gdzieś między dwudziestką a trzydziestk
        > ą. A mówiła mamusia, że z wiekiem głupoty przechodzą, przynajmniej niektóre
        >
        > Do tego mam inne obiektywnie istniejące straszne wady, na które jakoś zawsze zw
        > racałam mniejszą uwagę niż na nieszczęsny nos, więc nie będę ich tu opiewać :)
    • pierwszalitera Stopy! 29.12.11, 15:22
      Odkąd pamiętam wstydziłam się moich stóp, wszystkie dziewczęta miały małe, okrągłe stópki, a ja zawsze największe, długie i wychudzone, jak u egipskiej mumii. Do tego największy palec jest wyjątkowo długi i ma skłonność do haluksa. Mały pantofelek kopciuszka, to był mój osobisty horror, ja byłam już zawsze jedną ze złych sióstr, które musiały obciąć kawałek stopy, by wbić się w bajkowy standard. Dla małej dziewczynki dramat. A kiedyś jako podlotek na basenie latem nawet się o tego długiego palucha potknęłam! Jakoś mi ten wstyd został, chociaż noszę dziś rozmiar 39, który jest przecież zupełnie przeciętny i w zasadzie wąska stopa prezentuje się ładniej w butach. Noszę jednak tylko sandały z grubymi paskami, zasłaniającymi sporo palców i za nic w świecie nie założę japonek, albo flip flopów. Mam wtedy wrażenie, że cały świat patrzy wtedy na mojego palucha z haluksem, chociaż widziałam już sto razy gorszego (haluksa) na stopach młodych modelek i aktorek. Moja schiza każe mi bowiem przyglądać się stopom innych ludzi i porównywać z nimi moje. ;-)
      • teresa104 O! To samo! 29.12.11, 15:41
        "Teresa, pokaż nogi!" i dalej porównywać swoje pączuszki z paluszkami jak groszki w strąku z moimi patykowatymi, żylastymi stopami o długich paluchach. Tylko że ja najdłuższy mam drugi palec, trzeci niemal mu dorównuje, dwa ostatnie są od innego kompletu, krótsze jakby o cały paliczek.
        Mam 41, mam coś jakby haluks, choć ortopeda twierdzi, że układ jest prawidłowy, nie ma rotacji, że raczej jest to wydatny staw, wszystkie stawy takie mam, w palcach dłoni też. "Ale gdyby się powiększało, to... itd.".

        Lubię japonki i noszę je bez przerwy (poza zimową;), ale za ładne uznaję stopy, w których wszystkie palce są równo "ucięte" po skosie i znacznie mniejsze od moich.
        • zazulla stopy stópki 30.12.11, 12:05
          A jak jestem skrajną przeciwnością - mam krótkie stopy z palcami równo ciachniętymi, ale nie po skosie a w poziomie. Przez to pasują na mnie buty szerokie, okrągłe lub migdałowe noski. Jak chodzę w japonkach to mały paluszek zawsze ucieka z podeszwy, nie trzyma się pozostałych paluchów, dlatego nosze raczej sandały, żeby go przytrzymywały.

          Mąż ma nogę 43/44, drugi palec jest najdłuższy (wysokie osoby tak mają, zauważcie ile modelek tak ma). Ale oboje mamy "czarnobylskie" palce, potrafimy nieźle nimi wyginać, z męża się śmieję, że ma chwytne bo potrafi mnie uszczypnąć stopą :D
          • teresa104 Ależ! 30.12.11, 12:25
            Mnie również palce zsuwają się na zewnątrz i nie tylko małe. Japonki mają ten punkt, słupek łączenia wierzchu z podeszwą, gdzie ma się dosunąć stopa pomiędzy pierwszym a drugim palcem. I w większości butów moje palce sterczą wtedy duużo przed but. Mogę objąć podeszwę paluchami i trzymać. Już nie mówię o tym, że wszystkie niemal klapki są za szerokie i noga mi w nich lata dowolnie, to bywa bolesne. Dlatego bardzo lubię te drewniaki Buxa - można wyciągnąć te zszywki, obciąć przyszwę, przybić zszywki z powrotem. Można je też zwęzić poprzez zawiązanie supła niżej na słupku.
          • brykanty Re: stopy stópki 30.12.11, 15:27
            "drugi palec jest najdłuższy (wysokie osoby tak mają, zauważc ie ile modelek tak ma)."


            hihi, zawsze podejrzewałam, że jestem wyższa, niż wszystkim się zdaje. No bo jakoś nigdy nie czułam się za niska (no dobra, może wtedy, jak mam coś wyciągnąć z najwyższej półki w szafie, ale od czego są stołki i drabina), mam drugi palec u stopy dłuższy, więc wszystkie miarki pokazujące 158 cm muszą się mylić.
            Idę się przejrzeć w lustrze, może i mam urodę modelki?
        • turzyca O! To samo! - od drugiej strony... 06.01.12, 19:59
          "Teresa, pokaż nogi! i dalej porównywać swoje pączuszki z paluszkami jak grosz
          > ki w strąku z moimi patykowatymi, żylastymi stopami o długich paluchach.


          "Turzyca, pokaz nogi! No jak mozna miec takie male stopy?!" Ludziom to nigdy nie dogodzisz. Glupki.
    • mszn Re: Wyimaginowane defekty urody. 29.12.11, 15:25
      Jakoś się uchowałam bez takich pomysłów. Nie przypominam sobie, żebym miała gdzieś taki kawałek, który bym starała się schować przed ludźmi, żeby przypadkiem nie wyszło na jaw. Chociaż w ostatnich dwóch latach jakoś zaczęłam krytycznie patrzeć na swoje przedramiona, szukając w nich oznak starczych zwisów i nie wiem, czego jeszcze. No to zaczęłam ćwiczyć triceps ciężarkami i męczyć pompki. Teraz patrzę krytycznie, że jakieś te ramiona mam rozrośnięte ;) Ale to do śmiechu tylko, nie przejmuję się.
      • felisdomestica Re: Wyimaginowane defekty urody. 29.12.11, 18:18
        Starcze zwisy to chyba na ramionach, nie przedramionach :-)?
        • mszn Re: Wyimaginowane defekty urody. 29.12.11, 22:35
          Ja nigdy nie wiem, które jest które :) Po angielsku mogę powiedzieć lower arm, upper arm, a po polsku nie wiem, gdzie mam przed, a gdzie po. Albo za.
    • pinupgirl_dg Re: Wyimaginowane defekty urody. 29.12.11, 16:18

      • pinupgirl_dg Re: Wyimaginowane defekty urody. 29.12.11, 16:36
        Coś mi się za szybko wysłało :).
        Ja dzielę moje defekty na te rzeczywiste, (uroda wrastających paznokci czy cieni pod oczami jest dyskusyjna) i te wymyślone, które się co jakiś czas zmieniają (bo trudno mi sie doszukać jakiejś obiektywnej wyższości np. nosa Nicole Kidman nad nosem Lisy Edelstein). W tej drugiej kategorii był już nos, stopy, biust, teraz przyszła kolej na podbródek i kości policzkowe (moim zdaniem za słabo zarysowane), oraz na dłonie. Tymi wymyślonymi zwykle dużo bardziej się przejmuję, chociaż przez całe życie walczyłam z podkówkami pod oczami, to nigdy mi nie spędzały snu z powiek, jak ten nos czy stopy.
    • ciociazlarada Dołączam do klubu nosów:) 29.12.11, 20:53
      Również mi to przeszło, w podobnym okresie jak Kasicy:)

      Moja mama mówi, że dzięki temu się nam lepiej oddycha (nos mam po niej)!
    • izas55 O, jaki cudowny wątek :-) 29.12.11, 22:47
      Z "bo ja jestem gruba, głupia i brzydka", które było podsumowaniem moich defektów urodowych i umysłowych, całe szczęście już wyrosłam.
      Ale mam na przykład długi, wiedźmowaty nos
      • anulla1974 Re: O, jaki cudowny wątek :-) 16.01.12, 11:54
        Nie zauważyłam.
    • kaga9 Re: Wyimaginowane defekty urody. 30.12.11, 00:22
      Mam szeroką twarz o dziwnym kształcie. Bo ona nie jest okrągła. Jest szeroka. Nos z przodu wygląda jak-cię-mogę, ale profil mam strasznie szpetny. Jakiś taki...wyciągnięty do przodu. Duży. I wszyscy mówią, że jestem nienormalna, hipokryci. Albo niewidomi są.

      I nie lubię swoich stóp, mam szerokie i we wszystkich ślicznych sandałkach z paseczków wyglądam jak yeti. Ogolone yeti.

      Świecącą cerę i zęby w odcieniu kości słoniowej miłosiernie pomijam.
    • zenobia44 Re: Wyimaginowane defekty urody. 30.12.11, 00:33
      Właściwie większość mojego życia zajmowałam się zasłanianiem całego ciała z obawy przed tym, że ktoś je zobaczy i się przerazi. Wykluczony był basen, plaża, wakacje, czy nawet wspólne przymierzalnie i prysznice.
      Jak przytyłam aż do otyłości, stres i nieszczęścia zniszczyły mi włosy, zęby i cerę, poczułam się w pewnym sensie lepiej. Jestem brzydka, gruba i stara i nikt nie będzie mi mówił, że jest inaczej. Nie wiem tylko czy to się pod wyimaginowane defekty wpisuje.
      • pierwszalitera Uwaga - Defetyzm! ;-) 30.12.11, 01:47
        zenobia44 napisała:

        > Jak przytyłam aż do otyłości, stres i nieszczęścia zniszczyły mi włosy, zęby i
        > cerę, poczułam się w pewnym sensie lepiej. Jestem brzydka, gruba i stara i nik
        > t nie będzie mi mówił, że jest inaczej. Nie wiem tylko czy to się pod wyimagino
        > wane defekty wpisuje.

        Nie gniewaj się, ale zauważyłam już, że masz bardzo defetystyczne podejście do życia. Pewnie w jakiś sposób uzasadnione, ale że czujesz się lepiej, gdy sytuacja jest twoim zdaniem beznadziejna i nie musisz robić sobie już żadnych iluzji, to już trochę hardcore. Moim zdaniem jesteśmy tymi ludźmi, za których się uważamy i przekonanie o naszej atrakcyjności, lubi jej braku jest tu decydujące. Korzystniej jest dostrzegać w sobie coś ładnego, pozytywnego i przyciągającego ludzi, to działa jak samosprawdzająca się przepowiednia. Wiesz, ja pewnie też nie jestem aż taka piękna i seksowna za jaką się uważam, ale kogo to obchodzi? Scarlett O'Hara też nie była piękna, jak wszystkim wiadomo. ;-) Najważniejsze, że taką się sprzedaję, a inni mi w to wierzą. Nie jesteśmy naprawdę ofiarami bezdusznego losu, to nie stres i nieszczęścia niszczą nam włosy, zęby i cerę, tylko nasza własna rezgynacja. Nigdy nie jest też za późno by coś zmienić, zarówno w wyglądzie, jak i w nastawieniu do siebie oraz świata, nie wierzę, że jesteś na to za stara. :-)
        • teresa104 Ale jeżeli 30.12.11, 09:19
          przyczyną zmian była depresja, to nie "własna rezygnacja" jest winna, tylko choroba, która zmienia także fizycznie. Leczenie farmakologiczne depresji też może negatywnie odbić się na wyglądzie. Nie wiem, czy Zenobia borykała się z depresją, ale jeśli tak, to jej akceptacja swojego obecnego wyglądu jest objawem zdrowienia po prostu. Spokojnego przyjęcia faktów.
          To dobry punkt wyjścia.
          • pierwszalitera Re: Ale jeżeli 30.12.11, 15:56
            teresa104 napisała:

            > przyczyną zmian była depresja, to nie "własna rezygnacja" jest winna, tylko cho
            > roba, która zmienia także fizycznie. Leczenie farmakologiczne depresji też może
            > negatywnie odbić się na wyglądzie. Nie wiem, czy Zenobia borykała się z depres
            > ją, ale jeśli tak, to jej akceptacja swojego obecnego wyglądu jest objawem zdro
            > wienia po prostu. Spokojnego przyjęcia faktów.
            > To dobry punkt wyjścia.

            Depresja, to też rezygnacja. Można się sprzeczać, czy własna i rozstrząsać skomplikowane przyczyny tej choroby, ale wiadome jest, że nie wszyscy ludzie reagują na te same niesprzyjające warunki i życiowe ciosy depresją. Więc od nas samych też coś zależy. Niektóre antydepresywa wywołują faktycznie tycie poprzez wzmożony apetyt na słodkie na przykład, ale raczej nie rujnują całej urody. Ludzie w depresji po prostu o siebie mniej dbają, co jest całkowicie zrozumiałe. I nie wydaje mi się, by wypowiedź Zenobi byłaby obajwem zdrowienia, chociaż chciałbym uniknąć tutaj patologizowania, bo pisałam tylko o jej postawie prezentowanej na forum, a nie stawiałam żadnych diagnoz. Jeżeli ktoś kokieteryjno-żartobliwie napisze jestem gruba, brzydka i nic mi nie pomoże, ale wykazuje gdzie indziej zadowolenie z życia i optymistyczną postawę, to nie ma powodów by się martwić i można przyjąc, że ten ktoś jest tylko realistą robiącym z faktów, to co najlepsze. Jeżeli jednak jest to kolejny punkt długiej negatywnej listy, to podejrzewam niekorzystne wyobrażenia o łańcuchach przycznowo-skutkowych, bo kto jest zadowolony z tego, że dzieje mu się źle? Taka postawa nie zawsze jest wynikiem choroby i nie zawsze trzeba do niej od razu terapii. Często wystarczy, gdy ktoś zwróci nam na nasz negatywizm uwagę i mamy odwagę poddać się uczciwej autorefleksji, by sprawdzić, czy sobie sami tym nie szkodzimy.
            • teresa104 Skoro zatem Zenobii zwrócono już uwagę, 30.12.11, 16:30
              jest na dobrej drodze:)

              Odwagę Zenobia ma, jej wypowiedź była odważna i szczera. Jeszcze tylko uczciwa autorefleksja i gitara.
        • zenobia44 Re: Uwaga - Defetyzm! ;-) 02.01.12, 19:15
          Trochę mnie zatkało. Jakby co daję znać, że się nie obraziłam:)
          Wydawało mi się, że jestem w całkiem przysiadalnym nastroju, a poza tym przed wysłaniem ocenzurowałam posta i bardzo negatywne rzeczy wycięłam:D
          Odnośnie związku wyglądu i depresji, to miałam na myśli takie rzeczy jak w przypadku zębów - bruksizm, który dosłownie potrafi zjeść zęby (choć apetyt na słodkie potrafi też wpłynąć na rozwój próchnicy), a w przypadku włosów - wypadanie i siwienie włosów. Na te rzeczy nie mamy wpływu, a i tak zabierają resztki małych radości. Trudno mi powiedzieć jak jest z wagą i depresją. Zawsze miałam skłonności do tycia, a z drugiej strony zawsze się odchudzałam. Potem wyłączyłam się z życia na jakiś czas, a jak nagle się obudziłam z otyłością, to tak się zmieniłam, że znajomi mnie na ulicy nie poznają (co nie jest miłe, ale trudno).
          I myślę, ze masz rację Litero, że nie każdy tak samo reaguje na przeciwności losu. Wokół akurat trudno mi znaleźć takie oczywiste przykłady (uważam, że jest za to dużo francuskich piesków), ale zawsze (co mi kiedyś wypomniałaś, jako mieszanie dużych spraw z małymi) nieustannie podziwiam ludzi, którzy przeżyli wojnę i Holokaust i potrafili potem normalnie żyć, funkcjonować, założyć rodzinę, pracować, uprawiać kwiaty i myć naczynia. Nie wiem skąd w nich tyle sił.
          Myślę, że też każdy z nas ma swój punkt odporności i wrażliwości, a ja jestem dumna, bo bez niczyjej pomocy od kilkunastu lat żyję sama, na własny rachunek, za własne pieniądze i wszystko co mam osiągnęłam tylko i wyłącznie pracą własnych rąk (podczas, gdy np. moi znajomi do tej pory naciągają swoich rodziców na różne sposoby).
          Tylko czasem efekty są rozczarowujące, bo nie mam żadnego marginesu ryzyka, a po latach wzmożonego wysiłku dotarłam do momentu, z którego moi rówieśnicy startowali po maturze, czyli mam co jeść i mniej więcej gdzie mieszkać (wiem, że dzieci w Afryce i tego nie mają), a do tego się wypaliłam i jestem bardzo zmęczona.
          • pierwszalitera Re: Uwaga - Defetyzm! ;-) 03.01.12, 12:02
            Zenobia, skoro się nie obrażasz, to pociągnę dalej moją interpretację, ok? Pamiętaj, że nie prowadzę poważnej analizy twojej osobowości, reaguję tylko na słowa, które napisałaś. :-)
            Otóż, bruksizm można leczyć. Jak tylko zmiany stają się widoczone, to każdy dentysta od razu rozpozna przyczynę i może zalecić wkładkę chroniącą na noc. Można stosować ćwiczenie relaksujące, może też szukać przyczyny w stanie psychicznych itd. W każdym razie trzeba być przekonanym, że jest się kimś ważnym, o kogo warto dbać i że cierpienie nie jest dobrem. Moim zdaniem bowiem, masz głęboko zakorzenione martyrologiczne podejście do życia. Wyraża się to w podziwie ludzi, których dotknęły ciosy życiowe (np. Holokaust) i "chętnie" zaliczysz się do ich grona, chociaż naturalnie chodzi o inny rodzaj doświadczeń. Mam wrażenie, że uważasz to nawet za jakąś formę odznaczenia, gdy komuś dzieje się źle, bo pomimo tego, że masz odczucie krzywdy, że los ci tych ciężkich doświadczeń nie poskąpił, to nieco pogaradliwie wyrażasz się o ludziach, którym jest lepiej. I którzy mają inne podjeście do życia, którzy uważają, że więcej im się dobrego należy, dbają egoistycznie o swoje interesy i czerpią pełnymi garściami. To są właśnie te francuskie pieski, które nie ma mają ochoty się poświęcać i zaciskać zębów, albo ci którzy wykorzystują bezwstydnie rodziców. Dążenie do osobistego szczęścia na najprostszej drodze jest dla ciebie czymś podejrzanym. Jesteś zdania, że ludzie, którzy nie przeszli niczego złego i nie włożyli całej masy widoczenego, ciężkiego wysiłku, na życiowy sukces sobie nie zasłużyli. Masz więc taki trochę zaburzony porządek świata. W twoim systemie wartości nie ma miejsca na hedonizm, uważasz to za coś nagannego, ale ponieważ nie zmienisz swojej ludzkiej natury, która szuka przyjemności i satysfakcji, nie jest ci z tym dobrze i masz poczucie oszukania. Starasz się szukać potwierdzenia i masz poczucie dumy z rzeczy, które wydają ci się dzielnie wyrąbane złemu losowi, żyjesz od lat samodzielnie. Zmartwię cię, w moich oczach, to nic wielkiego. Dla mnie osobiście rzecz, którą praktykuję od 21 roku życia i uważam ją za tak oczywistą, że nie wymaga podkreślenia. Piszesz, że efekty twoich starań są słabe. Wiesz, w psychologii istnieje taki fenomen polegający na tym, że ludzie z niekorzystnym przekonaniem o własnych możliwościach, uważających się za piłeczki losu z małą kontrolą nad swoich życiem, chętnie wyszukują sobie zadania, którym nie są w stanie sprostać. Podświadomie, ale jakby tak, by ciągle potwierdzać sobie, że są przegrani. Być może też wybrałaś sobie dziedzinę zawodową, w której osobiście nie masz większych szans na sukces, albo masz marne możliwości? Albo w poczuciu jakiejś prawie masochistycznej potrzeby trwania w mizerii i cieżkim obowiązku, za długo tkwisz w czymś, co cię do niczego nie prowadzi? Im większy wiatr w oczy, tym lepiej? Ale każdy by się na miejscu Syzyfa przecież wypalił. Po dobre rzeczy należy wyciągnąć rękę, bez wyrzutów sumienia i odrzucać to, co nie robi nam dobrze. Musisz przejść na jasną stronę życia. ;-)
            • izas55 Re: Uwaga - Defetyzm! ;-) 03.01.12, 13:53
              Czy mogłybyście przenieść swoją dyskusję gdzie indziej? To nie bardzo miejsce na taką tematykę, możecie udać się np na offtopy
              • teresa104 Potrzebne jest podforum wiwisekcyjne 03.01.12, 14:25
                "lobbystki psychologizują"
                • izas55 Re: Potrzebne jest podforum wiwisekcyjne 03.01.12, 14:34
                  :-)
                • genepi Re: Potrzebne jest podforum wiwisekcyjne 03.01.12, 14:57
                  Albo "Powiedz kotku co mam w środku"
                  • pierwszalitera Re: Potrzebne jest podforum wiwisekcyjne 03.01.12, 16:50
                    A co, nieodpowiedni temat? Nie o takich pierdołach się rozmawia i buduje z nich nawet kilometrowe wątki. ;-)
                    • izas55 Re: Potrzebne jest podforum wiwisekcyjne 03.01.12, 19:43
                      No ale tutaj jedynie ideologicznie słuszne są kilometrowe wątki dotyczące np lakierów do paznokci ;-)
              • zenobia44 Re: Uwaga - Defetyzm! ;-) 04.01.12, 10:43
                Dobra, sorry:)
                Ale dodam jeszcze na usprawiedliwienie, że to wszystko bardzo się odnosiło do defektów urody, więc póki co nie było offtopem kosmetykowego lobby, a tak w ogóle to... Teresa zaczęła:D Tereso, było podpuszczać ludzi w taki wątek? Wiadomo, że jak wątek o wyimaginowanych (lub nie) defektach to o lakierach nie będzie, prawda?
                • izas55 Re: Uwaga - Defetyzm! ;-) 04.01.12, 11:08
                  Znaczy o wyimaginowanych defektach proszę bardzo ;-). Watek o tym jak bardzo nasz własny odbiór różni się od otoczenia, tak. Ponieważ to kosmetyczne, to czy jakiekolwiek czynności i przedmioty magiczne w stylu szminki są w stanie to zmienić, też tak.
                  Ja bynajmniej nie jestem zwolenniczką rad w stylu "źle ci to kup sobie lakier", ani nie chciałam was cenzurować. Muszę szerze przyznać, że dla mnie takie wiwisekcyjne i szalenie osobiste wywody są ciężkie w odbiorze. Nie dla tego, ze nie są ważne, ale dlatego, że strasznie szybko wymykają się spod kontroli i niestety jak to na publicznym forum (patrz offtopy) przeradzają się w pyskówki i skakanie sobie do oczu. Tych offtopowych dyskusji po prostu nie czytam, a tutaj bym musiała ;-). Tak więc szalenie egoistycznie chciałabym prosić, żeby choć spróbować się w nie nie wdawać. I tak mam pełne ręce roboty wyłapując spam :-).

                  Jeżeli chodzi o psychologię to mnie zawsze szalenie interesowała psychologia zakupów.
                  No nikt mi przecież nie powie, że potrzebuję 100 lakierów do paznokci i 50 odcieni burego cienia do oczu ;-). Zaraz pobiegnę zakładać wątek ;-)

                  • pierwszalitera Re: Uwaga - Defetyzm! ;-) 04.01.12, 11:16
                    izas55 napisała:

                    Nie dla tego, ze nie
                    > są ważne, ale dlatego, że strasznie szybko wymykają się spod kontroli i nieste
                    > ty jak to na publicznym forum (patrz offtopy) przeradzają się w pyskówki i skak
                    > anie sobie do oczu.

                    Ach nie. My na początku ustaliłyśmy, że Zenobia się nie obraża, a ja się tylko bawię słowami. Jeżeli przez to doprowadzę ją przynajmniej trochę do śmiechu, to też coś tam w sprawie usuwania wyimaginowanych defektów uzyskałyśmy. ;-)
    • genepi Przyszłościowo offtopowo 30.12.11, 11:02
      No dobrze, my mamy takie czy inne wymyślone defekty. Ale mnie pojawia się pytanie: jak ustrzec przed tym dzieci? Czy niezależnie od tego co mówią rodzice córka i tak przejdzie taki etap? Czy bezgraniczny zachwyt rodzica będzie umacniał czy sprawi że konfrontacja ze światem, który pokaże że córka nie jest najpiękniejsza na ziemi będzie jeszcze mocniej przeżywana?

      Pytam bom matka i chciałabym żeby moje dzieci były ze sobą szczęśliwe. Na razie na jednorazowe pytanie mojego pięciolatka czy jest ładny odpowiedziałam konkretnie "Tak. I masz wyjątkowe oczy" - z reakcji odgadłam że odpowiedź była prawidłowa i zadawalająca :-) Ale widzę ze te tematy dopiero przede mną i nie wiem jak mam być kompetentną i umacniającą matką skoro jestem świadoma swoich braków.
      /Dżizas, to macierzyństwo z roku na rok trudniejsze ;-)/

      A jak było u was? Co mówili wam rodzice? Jak to wpłynęło na waszą ocenę siebie?
      • teresa104 Re: Przyszłościowo offtopowo 30.12.11, 11:30
        Chyba się nie da ustrzec przed wyszukiwaniem w sobie brzydoty, poza rodzicami są przecież też rówieśnicy wychowywani przez różnych rodziców i w różny sposób, często bardzo opresyjny, i to rówieśnicy zaczynają mieć w pewnym momencie większy wpływ na postrzeganie siebie.
        Ale wydaje mi się, że da się zbudować w wychowywanym człowieku taką dozę pewności siebie, mocnego stania na nogach, żeby mimo stwierdzenia, że te nogi ma koślawe, nie tracił dobrego humoru i adekwatnej samooceny. Tak samo jak dobrego humoru nie powinna odbierać dwója z wiersza czy rzutu piłką lekarską.

        Przyznam, że nie przypominam sobie, by rodzice komplementowali naszą urodę. Nasze działania i ich wytwory owszem.
        • teresa104 Aha. Jeszcze coś. Słowa a postępowanie. 30.12.11, 11:40
          Najważniejszy wszak jest wzór, nie gadanina. Jeśli dzieci widzą, że rodzice są zadowoleni z siebie, że matka przed wyjściem do teatru nie wpada w histerię z powodu falujących ramion, a ojciec nie robi afery, że z tyłu głowy włosy mu wyszły, za to z przodu zostały, to też, mimo faz wypatrywania lustrze rzekomych wad nosa, nie bedą się tym nosem zajmować więcej, niż trzeba.
      • mszn Re: Przyszłościowo offtopowo 30.12.11, 12:20
        Moja mama dała ciała na całej linii w tym temacie i ładnych parę lat mi zajęło dojście do tego, że jej zachowania wynikały z jej własnych problemów, a nie mojego faktycznego wyglądu. Cały okres nastoletni pamiętam jako zachwyty mamy nad moimi koleżankami i mówienie mi, że ja jak one nie wyglądam, że takich sukienek jak one, to nie powinnam nosić, bo źle bym wyglądała i tak dalej. Plus usilne wciskanie mnie w za duże, nieforemne i "garsonkowe" ciuchy - takie, w których sama czuła się bezpieczniej.

        Szczęście w nieszczęściu, że wskutek dość drastycznych wydarzeń (które skrzywdziły mnie dużo bardziej, bo nie o wizerunek chodziło, a o realną przemoc), które zafundowały mi przyspieszone dorastanie, nagle się usamodzielniłam po 18 urodzinach i przez tych kilka kluczowych lat wczesnej młodości byłam pod wpływem mamy mojej przyjaciółki, a nie mojej własnej. Przeszłam szkołę akceptacji i afirmacji kobiecości (jakkolwiek by to nie brzmiało).

        Teraz mam 25 lat i wiem, że świetnie wyglądam, bardzo siebie lubię i lubię na to pracować ćwiczeniami. Ale jak wczoraj przyszłedł do mnie biubiowy Portland i się mamie pokazałam, nie zadała sobie trudu ukrycia szczerego obrzydzenia na twarzy, które zresztą wyartykułowała też - wyglądam fatalnie, bo za bardzo widać mi biust. Na szczęście teraz już rozumiem, że mama nie umie spojrzeć na mnie moimi oczami, tylko wszędzie widzi swoje własne kompleksy.

        Mama czasem siada i się na głos zastanawia, jakim cudem ja i mój brat wyrośliśmy na ludzi mało wierzących w siebie i dlaczego tyle pracy nadal kosztuje mnie uczenie się takiej wiary...
        • teresa104 No właśnie. Antyszkoła. 30.12.11, 12:39
          Dobrze, że sobie poradziłaś, jesteś bardzo młoda, a taka mądra.

          Moja matka nie jest żadnym wzorem, ma wiele wad, uroczych i upierdliwych, ale nie wyobrażam sobie, żeby powiedziała do mnie, że wyglądam fatalnie, tylko że ten łach jest fatalny (a "fatalny" czyli nieforemny, robiący ze mnie kwadrat, stracha na wróble, zakrywający zbyt dużo). I takie komentarze słyszę tylko, kiedy pytam o zdanie na zakupach. Co więcej, jest autorką konstrukcji "obrzydliwe są te buty, co ci do głowy strzeliło, żeby w ogóle na takie szkarady spojrzeć, ale na tobie wyglądają świetnie".
          • pierwszalitera Re: No właśnie. Antyszkoła. 30.12.11, 16:13
            teresa104 napisała:

            Co więcej, jest autorką konstrukcji "obrzydliwe są
            > te buty, co ci do głowy strzeliło, żeby w ogóle na takie szkarady spojrzeć, ale
            > na tobie wyglądają świetnie".

            No właśnie, brak pozytywnego feedbacku, to też jest feedback. Uważam za strasznie smutne, że polscy rodzice skąpią swoim dzieciom komplementów. By im się w głowych nie poprzewracało przypuszczam. Ale to właśnie pewność swojej urody i pozytywnych cech daje nam siłę i chroni przed ciągłym poszukiwaniem potwierdzeń gdzie indziej, na przykład tam, gdzie można nakopać atrakcyjniejszej koleżance do tyłka i nieuczciwie skrytykować jej nową fryzurę, czy ciucha.
            • teresa104 Nie wiem, jak jest z polskimi rodzicami 30.12.11, 16:39
              ale moi są naprawdę klasa.
              • pierwszalitera Re: Nie wiem, jak jest z polskimi rodzicami 30.12.11, 17:25
                Napisałam polskimi, bo w Polsce ściagnie w dół w wychowaniu to norma. Nie tylko w domu rodzinnym, także w szkole. W Stanach występuje na przykład coś zupełnie przeciwnego, co budzi u nas już prawie podejrzenia o wychowanie do narcyzmu. Ale nawet w innych krajach europejskich jest lepiej. Pamiętam, że kiedy jako bardzo młoda osoba przyjechałam do Niemiec, to byłam zaszokowana ilością pochwał i komplementów dostawanych na każdym kroku. I nie mam na myśli szownistycznych, lekko obleśnych uwag na temat moich seksualnych walorów, które dostawałam już od panów w Polsce. Chwalono moje talenty, umiejętności, podziwiano odwagę, styl, doceniano osiągnięcia, nawet te małe. Nauczyłam się podchodzić do tego ostrożnie i wiem, że wiele z tego to prostu model komunikacji, ale nawet w tej formie działa jako autosugestia i poprawia samoocenę. Uczy, że należy koncentrować się na pozytywach, a nie na słabościach i błędach. A fałszywa skromność wcale nie jest cnotą.
                • izas55 Re: Nie wiem, jak jest z polskimi rodzicami 30.12.11, 17:34
                  To czy rodzice chwalą nie ma nic wspólnego z byciem Polakiem. Spotkałam świetnych wspierających rodziców w Polsce i dołujących psychopatów w Stanach.
                  • pierwszalitera Re: Nie wiem, jak jest z polskimi rodzicami 30.12.11, 19:51
                    izas55 napisała:

                    > To czy rodzice chwalą nie ma nic wspólnego z byciem Polakiem. Spotkałam świetny
                    > ch wspierających rodziców w Polsce i dołujących psychopatów w Stanach.


                    Wyjątki potwierdzają regułę. ;-)
                    • izas55 Re: Nie wiem, jak jest z polskimi rodzicami 30.12.11, 20:21
                      co do rodziców w stanach, jakby byli tacy fajni to z co drugiego amerykańskiego filmu i serialu musiałby zniknąć wątek matki psychicznej wampirzycy i córki, która walczy aby uwolnić się spod jej wpływu ;-).
                      • pierwszalitera Re: Nie wiem, jak jest z polskimi rodzicami 30.12.11, 21:38
                        izas55 napisała:

                        > co do rodziców w stanach, jakby byli tacy fajni to z co drugiego amerykańskiego
                        > filmu i serialu musiałby zniknąć wątek matki psychicznej wampirzycy i córki, k
                        > tóra walczy aby uwolnić się spod jej wpływu ;-).

                        A co mówią o Polsce polskie seriale i filmy? ;-)
    • kasiamat00 Re: Wyimaginowane defekty urody. 30.12.11, 11:26
      Mało wyimaginowane - brzydkie zęby (brzydki odcień + ściemniałe dziąsła przy zębach po leczeniu kanałowym) i resztki trądziku (tak, to u mnie są resztki). Równie mało wyimaginowane, ale na które nikt nie zwraca uwagi: krzywe palce u dłoni i brzydki kształt paznokci plus bardzo niesymetryczna twarz. Poza tym duży nos, małe oczka i usta, grube nogi i ramiona, ale to tylko jak mam naprawdę fatalny dzień ;)

      BTW, fazę "jestem gruba, głupia i brzydka" też oczywiście miałam ;)
    • zooba Re: Wyimaginowane defekty urody. 30.12.11, 12:43
      Z wyimaginowanych defektów pamiętam bardzo dobrze moje odstające uszy - zaczęły odstawać w początkach liceum, przyklapnęły w cudowny sposób około 18-stki. Nie wiem, co mnie wzięło na te uszy. Są normalne, klasyka małżowin usznych.
      Z prawdziwych - ciemne zęby połatane plombami, więc nie mogę ich wybielić, powinnam je wyrwać i wstawić sztuczne. Skóra poatopowa, zrypana sterydami, noszę chustki dokoła szyi praktycznie non-stop. I bryczesy - wielkie narośla na zewnętrznej stronie ud. Z dużym tyłkiem się pogodziłam, w dobrych chwilach darzę go sympatią, ale bryczesy.... byłam nawet u chirurga plastycznego ale boje się, że zejdę w czasie liposukcji i będzie to najgłupszy powód na przedwczesną śmierć.
    • anne_stesia Re: Wyimaginowane defekty urody. 30.12.11, 12:48
      Wyimaginowany mam problem z nosem - jest mały i zadarty, przez co profil wydaje mi się dziwny, bo nosek malutki, a policzki takie duże. No ale to jest tylko wyimaginowane, bo mały nos (uroczy i ładny ponoć) leży na małej, drobnej twarzy i zdecydowanie do niej pasuje. Po prostu nie oglądam już siebie z profilu :D
      Cała reszta uważam, że jest ok. Wady nauczyłam się maskować strojem/makijażem/fryzurą/dodatkami (a właściwie to eksponować to co ładne i przyciągać uwagę np. świetnymi oczami) i może tylko walczę jeszcze o akceptację swojej figury, która mi została po chorobie, z którą wciąż nie mogę się dogadać i ustawić na lekach.
    • zazulla Re: Wyimaginowane defekty urody. 30.12.11, 14:32
      Na tuszę nie będę marudzić, bo to kwestia diety i pracy nad sobą. Ale narzekać będę zawsze, że nie mam przewężenia w kostkach, przy kolanach, w nadgarstkach. Nadgarstki i kolana można chyba poprawić odchudzaniem i ćwiczeniami. Ale kostki? Mam taki proste, mogłabym się podejrzewać o słoniowatość nóg, takie są niefajne. Do tego te krótkie stópki. I już mamy normalnie kopytko-raciczki :( Nie mogę nosić balerinek, bo potęgują ten efekt. No chyba, że balerinki mają trapezowy czub, coś jak prawdziwe pointy, to trochę wydłuża i wysmukla stopę. No i ręce. Malutkie jak u dziecka, pulchniutkie, pączuszki. Po tacie. Kształt krótkich paznokci też po tacie, staram się zapuszczać, żeby optycznie wydłużyć palce. Przez to nie mogę nosić szerokich pierścionków, bo nie zegnę palców :(

      Nosa nigdy nie czepiałam się, bo od dziecka mówiono mi, że jest typowy prosty jaki mają wszyscy w rodzinie ojca. Dopiero później odkryłam, że mały garbik jest, ale olałam to. Na kolor zębów też nie mam wpływu, to geny, chociaż wolałabym bielsze (wiadomo). A i podbródek, też po ojcu i jego mamie, niestety na starość będę przeklinać luzy skóry pod brodą (która akcentuje się jako piękna podkówka).

      Mnie i siostrze nigdy nie mówiono, czy jesteśmy brzydkie czy ładne, mądre czy głupie. Trochę mi tego brakowało jak byłam nastolatką (oczywiście liczyłam na mądrą i ładną hehe).
    • maggianna Mały biust 30.12.11, 14:34
      Pomijając zupełnie realne defekty figury czyli wszedzie o 4 rozmiary za duzo, odkąd pamiętam zawsze martwił mnie mój mały biust, moim zdaniem zbyt mały do reszty figury - jakby parę lat temu była jakaś bezbolesna i bezproblemowa metoda powiększania biustu to chętnie bym skorzystała. Przez wiekszość życia nosiłam rozmiar 85B-90B i to B mi chyba mentalnie zostało. Jak zaczełam nosic uświadomione staniki to zastanawiałam co ja do takiej miski w rozmiarze 80FF-G wloze bo przecież ja nie mam biustu.
      Nawet fakt że miska z mojego biustonosza pasuje mi na głowe do końca mnie nie przekonuje co do rozmiaru ;-) no ale na szczęście z wiekiem przechodzi mi chęć powiększenia.
      • ciociazlarada Re: Mały biust 30.12.11, 18:50
        Mój stanik pasuje doskonale jedynie na głowę mojego kota, a mimo to zawsze uważałam i uważam, że mam duży biust:)
    • jul-kaa Re: Wyimaginowane defekty urody. 30.12.11, 19:25
      O, ja wiem, ktoś miał wyimaginowane starcze okolice oczu. Któż to mógł być, hmmmm...
      • izas55 Re: Wyimaginowane defekty urody. 30.12.11, 20:19
        te starcze okolice oczu stały się również pośrednią inspiracją tego forum ;-)
      • teresa104 A wiesz, że im dłużej się ze mnie natrząsasz, 30.12.11, 21:37
        tym mniej racji masz?:) Zdjęcia na Mecie pochodzą z lutego kończącego się roku, mają więc prawie rok. Przez ten czas wiele się mogło zmienić u kobiety w wieku balzakowskim. Zwłaszcza kiedy kobieta balzakowska wcale lepiej się ze sobą nie obchodzi, obchodzi się wręcz gorzej.
        • madzioreck Oświadczam, że Tereska jak zwykle ściemnia ;P 30.12.11, 23:06
          Ty nie mydl oczu fotami z Meta z lutego - ja Cie widziałam live z bliska i żadnych starczych okolic ni ma. Jest za to mój jad, bo nawet śladu żadnych mimików ni ma, a u mię są, choć żem jest przed 30 ;P
          • ananke666 Re: Oświadczam, że Tereska jak zwykle ściemnia ;P 30.12.11, 23:40
            Oj tam, oj tam. Wiesz Madzioreck jak to jest. Nie raz widziałam, jak laski jęczały, jakie mają ZMARSZCZKI. Pytasz jak kto normalny, gdzie niby? No jak to gdzie, tu i tu i TU. Wyrapiasz człowieku gały i z trudem odnajdujesz jakąś minikreseczkę.
            • izas55 Re: Oświadczam, że Tereska jak zwykle ściemnia ;P 30.12.11, 23:52
              Mi tak kiedyś Marisela pokazywała swoją zmarszczkę, a ja się wysilałam i wysilałam ;-)
    • ananke666 Re: Wyimaginowane defekty urody. 31.12.11, 00:16
      A znacie taki typ: Wmawiacze Wad Wyimaginowanych?
      Przypominam sobie takie dwie sztuki.

      Jedna stwierdziła, że jesteśmy z siostrą TAKIE podobne, bo tak samo nam w sposób widoczny odstaje bardziej prawe ucho. Wyznam, że mnie zamurowało. Nie muszę chyba dodawać, że i siostra, i ja mamy uszy normalne i każde do czaszki przylega w zasadzie jednakowo?
      (No dobra, przyznam się. Dobitność i wnikliwość oświadczenia sprawiła, że wyszłam od Wmawiaczki czując się jak wielkie odstające prawe ucho, rozrośnięte i wręcz promieniejące własnym światłem. Po zamknięciu za sobą drzwi ucho zmalało, ale wciąż było, urągliwie wychylone z czaszki. Kwadrans spędziłam przed lustrem w domu, porównując uszy. Gapiłam się ukradkiem na uszy siostry, starannie ustawiając się tak, żeby na pewno widzieć równo od przodu. I nic. Ucho znormalniało, a ja wróciłam do równowagi. Młoda byłam i głupia.)

      Druga czuje się w obowiązku poinformować o świeżo nabytych wadach rozmówcy. Przytyciu, schudnięciu, nowej zmarszczce, pryszczu, żyłce, łydce, przebarwieniu. Każda zostanie wywleczona.

      Siostra znała jeszcze i trzecią, która w sposób nieskrępowany z dobrego serca radziła, by siostrzyca z tak wielkimi, grubymi łydkami unikała spódnic. Właścicielka strasznych łydek to zgrabny drobiażdżek mierzący troszkę ponad półtora metra i ważący jakieś 42 kilo.

      Najgłupsze jest to, że nie umiałam zareagować i odwzajemnić się tym samym, choć materiał na równie szczere wyznania był, że tak powiem, doskonale widoczny. Paraliżowało mi szczęki.
      Fenomenu wmawiactwa nie rozumiem do dzisiaj. Jadowite uwagi wygłaszane do siebie w cichości ducha rozumiem, ale informowania o nich rozmówcy za nic.
      • kotwtrampkach Wmawiacze Wad Wyimaginowanych 25.01.12, 12:24
        o rany, ale koszmar!
        takich osób nie znam(na szczęście), ale pamiętam "dziewczyńskie" rozmowy o własnych "defektach" i potem oglądanie siebie i wpatrywanie się we własne ciało, czy przypadkiem nie jest tak samo "zniekształcone"
        :):):)
    • indigo-rose Re: Wyimaginowane defekty urody. 04.01.12, 17:43
      Mam kartoflasty nos. Trochę mi głupio, że mam taki nos, ale jakoś się tym nie przejmuję na co dzień.
      Mam blizny po trądziku na policzkach, powoli znikają przez różne mikrodermabrazje i inne takie tam.
      Mam wystający brzuch, który zaczyna się praktycznie zaraz pod biustem, ale ćwiczę dzielnie, może kiedyś schudnie. Mam też mały biust, który wygląda na jeszcze mniejszy przez ten fałd tłuszczowy zaraz poniżej. W zasadzie i tak go lubię, ten mój biust. No nie zmuszę do rośnięcia :)
      Co jeszcze mam? Aha, 158 cm, co może nie jest wadą samo w sobie, ale nie mogę przez to nosić połowy ciuchów, i stopę o długości 36.5-37 a tęgości nie-ma-na-to-tabelki, jakby się ktoś uparł, to E. Tylko że stopę uważam za ładną, a problem jest bardziej z gatunku "65H? Oszalała pani, kto by to nosił".
      • kis-moho Re: Wyimaginowane defekty urody. 04.01.12, 17:58
        > Co jeszcze mam? Aha, 158 cm, co może nie jest wadą samo w sobie, ale nie mogę p
        > rzez to nosić połowy ciuchów, i stopę o długości 36.5-37 a tęgości nie-ma-na-to
        > -tabelki, jakby się ktoś uparł, to E.

        Też mam małą wąską stopę i topię się w co drugich butach. Szczególnie w zimie mam problem - przy ostatnich poszukiwaniach odkryłam ostatnio firmę Syrena. Design mają delikatnie mówiąc różny, ale kozaki znalazłam u nich śliczne, i wreszcie mi w nich nic nie lata. Podobno szyją właśnie na węższe, mniejsze stopy - ale mierzyłam tylko dwa, trzy modele, nie wiem, czy to naprawdę uniwersalna zasada w ich butach.
        • indigo-rose Re: Wyimaginowane defekty urody. 04.01.12, 18:08
          A, to w zimie mam mały problem, bo noszę martensy. Ogólnie wiązane buty jeszcze nie są takie złe, przy sandałach trzeba starać się bardziej (jak się uda, można kupić 36, małego wystawania pięty nikt nie zauważy), a przy wszystkich elegantszych butach jest obraz nędzy i rozpaczy. Z tego powodu nie noszę czółenek i balerinek. (Z balerinkami to inna kwestia, bo przy moim wzroście to też by był dramat)
          • kis-moho Re: Wyimaginowane defekty urody. 04.01.12, 18:17
            To rzeczywiście - ja noszę kozaki, i zwykle mi się noga w nich majtała. Z elegantszych u mnie zwykle Ryłko daje radę, w innych też mam problem. Podobno włoskie buty są szyte na wąskie stopy - ale to jak się kiedyś może dorobię :o) Z takich pół-eleganckich w tym roku kupiłam takie (tylko brązowe), też mocno na styk (36), wtedy nie są za szerokie.
            Chyba powinnyśmy się przenieść na odzieżowe. Bardzo offtopogenny ten wątek :o)
            • 100krotna Re: Wyimaginowane defekty urody. 06.01.12, 14:20
              Przenieśmy się na odzieżowe, bo jest nas już trzy. Ryłkowe czółenka są na mnie zbyt luźne - mam wąską stopę i niskie podbicie. Rozmiar.. sama nie wiem, nosze 36-37-38 w zależności od firmy. W kozakach mi za to stopa nie lata - ale to zasługa grubaśnych skarpet :)
              • kis-moho Re: Wyimaginowane defekty urody. 06.01.12, 14:27
                > Przenieśmy się na odzieżowe, bo jest nas już trzy.

                Małobiuściaste i małostopiaste :o) Założę wątek żebyśmy się nie dublowały.
                • indigo-rose Re: Wyimaginowane defekty urody. 06.01.12, 14:49
                  O tak, jedyną rzeczą, która jest u mnie duża, jest brzuch :D
                  • 100krotna Re: Wyimaginowane defekty urody. 06.01.12, 18:28
                    Hihi, u mnie ostatnio wszystko oprócz dłoni i stóp zaczyna się robić... no jeśli nie duże, to przynajmniej większe, niż przez całe moje życie.
                    Biust dobija do 90tki, pupa do setki, w ramionach mam dawno rozmiar więcej niż wszędzie a brzuchem się nie będę chwalić, niech przynajmniej wasze wyobrażenie o moich proporcjach będzie pozytywne ;)
                    • indigo-rose Re: Wyimaginowane defekty urody. 06.01.12, 21:28
                      90 to ja mam już dawno i w biuście, i w tyłku. Swoją drogą zastanawia mnie, że mówiąc o "90-60-90" wyobraża się najczęściej kobieta o sporym biuście i obfitych biodrach, a przecież to tylko taka ja kawałek brzucha temu ;)
                      • mszn Re: Wyimaginowane defekty urody. 06.01.12, 21:47
                        Niektórym ludziom się wydaje, że każda trzycyfrowa liczba to na pewno wieloryb, tak samo jak 60-65 kg i więcej. Dlatego 90 oznacza ideę "bujnie, ale jeszcze dopuszczalnie", a nie faktyczne centymetry. Zero wyobraźni, nie mówiąc już o prostym zmierzeniu się i zrozumieniu, że 100 cm w biodrach, zwłaszcza na trochę wyższej osobie, to rzecz najzwyklejsza w świecie.
                        • teresa104 Krowa nie będzie sarenką 06.01.12, 23:43
                          Metr w biodrach miałam już jako dwunastolatka. No miednica jak hamak. Choćbym nie wiem jak się zabiedziła, z tego wymiaru dużo nie zejdę. 90 to jest dla mnie śledzik, nie baba:)

                          Pamiętam, jak miałam jakieś 16-17 lat i kolega szacował moją wagę. Taki koński zalot to był. Założył, że skoro jestem niegruba, ważę 50 kilogramów. Prawdziwa liczba, czyli 20 kilogramów więcej, w głowie mu się nie mieściła. Rzecz działa się na dzikim polu namiotowym na Kielecczyźnie, kolega znalazł chłopa z wagą odważnikową (chłop przy okazji handlował bimbrem, naszym gównym źródłem kalorii na owym eleganckim wywczasie). Wlazłam, 70 jak złoto. Był w ciężkim szoku, dziewczyny tyle nie ważą.

                          Kiedyś, bardzo krótko i niezdrowo, ważyłam mniej, jakieś 60 kg. Wyglądałam naprawdę licho, wielka głowa, szerokie siedzenie, z boku płaska jak liść. Normalnie trzymam jakieś 66-8. Przy 64 czuję się już za chuda, żebro rzekome zaczepia mi się o biodro (zwłaszcza że chudość i tak dotyka tylko górnych partii, rzyć trzyma się zdrowo). Krowa nie będzie sarenką.
                          • indigo-rose Re: Krowa nie będzie sarenką 06.01.12, 23:51
                            Ale ze śledzia też niełatwo zamienić się w coś konkretniejszego. Ja bym dla odmiany wolała mieć kobiecą figurę, ale nic z tego :P
                            • mszn Re: Krowa nie będzie sarenką 07.01.12, 00:01
                              Wiesz co, aż zajrzałam na Metakobietę, bo jakoś nie pamiętałam Cię jako faceta :P Ręce opadają: talia jak marzenie, reszta jak marzenie, a ta pisze, że by chciała mieć kobiecą figurę. :)
                              • indigo-rose Re: Krowa nie będzie sarenką 07.01.12, 00:30
                                Taki mam dzień :P Poza tym od tamtego czasu urósł mi brzuszek i wprawdzie ćwiczę dzielnie, ale to chyba też jakieś kłopoty trawienne (?) Na szczęście od frontu dalej wyglądam na 60 w talii i tym się pocieszam :)
                            • teresa104 No wiesz 07.01.12, 00:05
                              ja kiedyś chciałam być śledziem bardzo. Na przykład było raz tak w podstawówce: byłam dyżurną, przed matematyką tablica miała być starta bardzo dokładnie, bo nauczycielka proste linie rysowała ciskając o tablicę nakredowany sznurek. I ścieram, ścieram, wchodzi nauczycielka, widzi mnie tyłem i pyta "a pani jest mamą którego ucznia?". A to było w piątej klasie. Miałam bardzo wcześnie posturę dorosłej kobiety, z kobiecymi szerokimi biodrami. Nie był to mój kompleks, zresztą nic z opisywanych "defektów" nie psuło mi zbytnio humoru, ale trochę mi szkoda, że nie byłam ani chwili wiotką, patykowatą nastolatką.
                          • mszn Re: Krowa nie będzie sarenką 06.01.12, 23:57
                            Hah, doświadczenia mam te same, waga też :)
                          • kasica_k Metr w biodrach 07.01.12, 00:15
                            Omatkojedyna, pierwszy raz w życiu się dowiaduję, że metr w biodrach to jest dużo (?) Wydaje mi się, że mam tyle od urodzenia prawie że, a biodra, stety czy niestety, w mojej figurze nie dominują :)
                          • 100krotna Wcale nie uważam, że metr w biodrach to dużo ;) 08.01.12, 11:23
                            Tylko u mnie ten metr to trzeba oceniać przy dość wąskich biodrach i ogólnie drobnej budowie - to nie jest wymiar ze względu na kobiecość sylwetki a jedynie ze względu na otłuszczenie pośladów (i tak już wystających ;)) Kompleksów nie mam, tylko talia mi zanika w zastraszającym tempie...

                            PS. Chyba założę na odzieżowym wątek o spodniach głębokich na pupie - bo ostatnio, wszystkie kroje, nawet jeśli mają odpowiedni wymiar w biodrach, to jest on rozłożony równomiernie, z przodu i tyłu, przez co z przodu mam wór na pęto kiełbasy a nadmiar materiału układa się w siusiak, a z tyłu widać mi przedziałek, bo na pośladkach i tak są zbyt płytkie. Może jakieś piupiu? Potrzebuję 38pp...
                            • teresa104 Pęto kiełbasy z przodu? 08.01.12, 11:38
                              Mam jakieś okrutnie prymitywne skojarzenia dziś.

                              A na mnie przeciętne spodnie wyglądają tak, że na brzuchu ok, na samym tyłku ok, ale już za paskiem z tyłu mogłabym przenosić dwie flaszki siwuchy do Twojej kiełbasy, przy czym boki mam przecięte na pół, jak baleron sznurkiem. Jak spodnie mogą mieć pasek jednocześnie za luźny i za ciasny to tylko chińska szwaczka wie.
                              • 100krotna Re: Pęto kiełbasy z przodu? 25.01.12, 14:13
                                Rozszyfrowałam zagadkę i rozwiązanie przedstawiam na schematycznym obrazku.
                                Przekrój poziomy spodni, na wysokości kości biodrowych.


                                https://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/qi/ma/3ldu/BI2G4nij9o5bNG8hzX.jpg

                                opracowanie własne ;)
                                • indigo-rose Re: Pęto kiełbasy z przodu? 25.01.12, 22:04
                                  O, to chyba mnie bliżej do Ciebie - en face moje biodra nie są szerokie, ale tyłek z takich nieco sterczących dorabia im kilka cm :D

                                  W ogóle doszłam do wniosku, że moje oczekiwania względem spodni są chyba zbyt wygórowane - przecież jeśli materiał nie jest specjalnie elastyczny, to producent musiałby dla jednego obwodu talii i nogawki zrobić kilka różnych wersji pośladów, żeby każdy trafił. I jeszcze musiałyby na dobrej wysokości być te poślady. Dodajmy do tego fakt, że spodnie są w różnych długościach i wychodzi nam milion wersji dla jednego modelu, to se ne da.
                                • teresa104 Aleś mnie odwzorowała! 28.01.12, 12:16
                                  Ja bym swój przekrój przyrównała raczej do nerki lub fasoli. Oczywiście nie mam z przodu żadnej wklęsłości, ale też nie jest to zbytnia wypukłość. I portki chcą mi skrócić tylną linię o dwa boczki, dążą do tego, by opierać się tylko na twardym. Z grubsza jakoś tak:
                                  imageshack.us/photo/my-images/823/przekrju.jpg/
                                  • 100krotna Bo nosisz dżinsy szyte na trójkątne kobiety! 31.01.12, 14:18
                                    Kasica pisała o stanikach, my możemy napisać o spodniach. Widać typ kobiety trójkąta w przyrodzie istnieje, i ma się dobrze. Dziwne tylko jest że od góry ten trójkąt jest dziobem z frontu, a na dole, dziobem z... zadu, widać pokręcone istoty takie, picassowskie.

                                    A elastan? Elastan nie daje rady?
                                    PS. Fajnie wyglądasz jako nerka - ja tam jestem wszędzie obła, a w przekroju to nawet bliżej koła niż owalu ;)
                                    (zdjęcia z mety są kilka kilo młodsze, bo dopadła mnie otyłość pizzowa)
                            • indigo-rose Re: Wcale nie uważam, że metr w biodrach to dużo 08.01.12, 12:19
                              Na moim chudym tyłku wychodzi dokładnie to samo. Dżinsy nie przylegają mi w pasie (któremu i tak daleeeeko do talii, bo jest pod pępkiem) i odznaczają się pod bluzkami, za to tyłek się spłaszcza. Dodatkowo mam jakąś zabawną historię z udami, ale to chyba zasługuje na obrazek pomocniczy.

                              Biorąc pod uwagę, jakie mam problemy znaleźć idealnie pasujące ubrania, ktoś mógłby pomyśleć, że jestem jakimś groteskowym tworem z ogromnym tyłkiem, udami jak patyczki, 30 cm w talii i biustem jak szafa przy równoczesnym braku pleców. Projektanci ubrań, litości.
                            • mszn Re: Wcale nie uważam, że metr w biodrach to dużo 08.01.12, 12:26
                              Owo piupiu już ponoć istnieje, pod postacią spodni Levi's Curve ID czy jakoś tak. Mają trzy stopnie pupiastości i rzesze blogerek, które po obdarowaniu promocyjną parą spodni są oczywiście zach-wy-co-ne ;) Jakbym nosiła spodnie, to bym je obczaiła już dawno, ale nie ciągnie mnie.
                              • teresa104 :) Mam jedne bold curve 08.01.12, 13:00
                                Normalnie noszę z tej firmy 31/34. Zachęcona miejscem na biodra zamówiłam w sklepie int. spodnie z tym rozmiarze (oczywiście po wcześniejszym dokładnym się obmierzeniu i stwierdzeniu, że jestem z tych najkształtniejszych). Przyszły. W pasie jako tako, za to w dole tyłka i na udach hulał wiatr, a ja nie mogę sobie pozwolić, by te partie powiększać luźnymi spodniami. Ok, wymieniłam na 30/34. Przyszły, nie miałam czasu ich przymierzyć, bo wyjeżdżałam, założyłam, że większe były o tyle za duże, te więc będą ok. No i klapa. W tyłku i udach dobre, w pasie... z tyłu flaszka siwuchy, boki boleśnie przecięte. Leżą w szafie, a ja obmyślam, jak by im ten pasek odciąć, jakoś podszyć od spodu, żeby się nie rozlazły. Tylko wtedy będę miała łonówki, nie wiem, czy to się godzi.
                                Zupełnie nie dla mnie.
                                • anne_stesia Re: :) Mam jedne bold curve 08.01.12, 13:14
                                  Te spodnie to śmieszna sprawa. Poszłam z moim pupskiem do sklepu i wiedziona poczuciem, że będę pewnie potrzebowała bold poprosiłam o ten model. Jakież bylo moje zdziwienie, gdy leżały koszmarnie, a w miarę idealnie pasowaly dopiero te dla najbardzej płaskopupiastych. Ostatecznie uznałam, że podobnie leżą na mnie dowolne inne spodnie z siecówek i 250zł zostało w kieszeni. Nie mam pojęcia jaki trzeba mieć ksztalt, żeby się dopsować do boldów, bo w sumie wyglądam bardzo podobnie do modelki na zdjęciu ich. Tylek mam dość wystający, wysoko polożony. Przedziwna sprawa.
                                  • ciociazlarada Taki jak mój? 08.01.12, 15:05
                                    Mam jedne Boldy, teraz idzie do mnie druga para bo była wyprzedaż. Na mnie te spodnie leżą genialnie, efekt Kim Kardashian.
                                    • teresa104 Ta to siedzenie ma zacne, trzeba przyznać. 08.01.12, 17:40
                                      Z obserwacji moich spodni wynika, że dobre byłyby na pośladki wąskie u góry i gruszkowato rozszerzające się ku dołowi. I odpowiednio obfitsze uda.

                                      Chyba się powtarzam, ale najlepsze dżinsy, jakie w życiu miałam, pochodziły z chłopaka koleżanki. Nie, nie zdarłam ich z niego, zostały u niej po ich rozstaniu, chciała je zniszczyć, a ja mówię "chodź się pośmiejemy najpierw", zakładam i... zamarłam. Były to spodnie idealne. Nosiłam aż dosłownie się rozpadły.
                                      • mszn Re: Ta to siedzenie ma zacne, trzeba przyznać. 08.01.12, 17:57
                                        A nie kusiło Cię, żeby chłopaka też wypróbować, skoro spodnie takie dobre?
                                        • teresa104 Że w sensie "bliźniacze tyłki"? 08.01.12, 18:23
                                          Nie przyszło mi do głowy, jestem koleżanką poczciwą.
                                      • ciociazlarada Re: Ta to siedzenie ma zacne, trzeba przyznać. 08.01.12, 18:33
                                        Znam ten efekt, też tak miałam. Niestety z wiekiem musiałabym celować w coraz grubszych chłopaków;-)

                                        W Bold Curve mi się to podoba, że mają ewidentnie więcej miejsca na udźce "narciarki zjazdowej" niż normalne spodnie. Leżą jak odlew brązowy. Ktoś z dużym tyłkiem ale szczupłymi nogami będzie wyglądał raczej źle.
                                        • teresa104 Chłopaki z wiekiem też rzadko chudną, 08.01.12, 18:50
                                          tyle że im przybywa raczej nad spodniami.

                                          Obecny mój już od wielu lat chłopak nie ma i nie miał takich fajnych spodni. Poza tym byłyby na mnie i tak duużo za duże, gustuję w mężczyznach wielkich jak niedźwiedzie.

                                          Tak, najprawdziwsza prawda, bold curve levisa mają miejsce na uda. Na pewno jest wiele kobiet, na których te spodnie mają szansę leżeć dobrze.
                                          • mszn Re: Chłopaki z wiekiem też rzadko chudną, 08.01.12, 18:59
                                            Aj, waj, i po raz kolejny obudziłyście we mnie chęć na eksperymenty. Skończy się na tym, że pójdę z chłopcem poprzymierzać te boldy, co brzmią jak mój kształt, wiedząc, że chłopca wzrok wynagrodzi mi ten trud. Potem dam się przekonać, żeby je kupić. A potem i tak nie będę nosić. Muszę szybko znaleźć jakiś mniej kłopotliwy sposób na otrzymanie TEGO spojrzenia.
                                            • ciociazlarada Re: Chłopaki z wiekiem też rzadko chudną, 08.01.12, 19:10
                                              Na zakupy TYLKO z facetem. Odkąd zaczęłam z chłopcami chadzać po sklepach, to we wszystkim wyglądam cudownie, ekstra, uroczo i w ogóle... Wcześniej nic sobie nie mogłam kupić bo mam grubą dupę i miałam w związku z tym 3 ciuchy na krzyż.
                                              • teresa104 Terefere 08.01.12, 19:38
                                                Na zakupach mój chłop albo omdlewa na wszystkich ławkach po kolei, albo snuje się za mną jak cień. Wtedy mówię mu, żeby za mną nie łaził, tylko pomógł. No to idzie, wybiera naręcze jakichś spódnic mini, żółtych sweterków, lub przeciwnie - łachów zgrzebnych i brzydkich, jakich moja babka do krów by nie założyła, i wszystko obowiązkowo za duże. Ja to mierzę, wyglądam jak dupa z pokrzywy, on się zachwyca. Wszystkim zachwyca się równo, tylko rzeczy, które mi się podobają, w nim wywołują sprzeciw. I te biorę. Potem w domu przymierzam, a on nie przestaje wysmradzać, że w tym zmarzniesz, takie już masz, a taki spencerek do czego? itd.

                                                Naprawdę żadnej wyręki, tylko kula u nogi taki chłop w domu towarowym.
                                                • mszn Re: Terefere 08.01.12, 19:56
                                                  I dlatego właśnie dom towarowy nazywał się "Wszystko dla pań".

                                                  Mój chłopiec jest koneser, zostało mu jeszcze z tłustych czasów, które były zanim postanowił rzucić niezłą pracę i poświęcić życie akademii. Drań namawia mnie na rzeczy piękne i wysmakowane, ale w cenach, na których widok mdleje moja polska dusza. Ale gdyby nie on, nie miałabym np. mojej najfajniejszej letniej sukienki ("jak to tak, ja i falbanka?"). Na szczęście polską duszę systematycznie osłabia fundacja Humboldta :), więc i po Levisy się kiedyś wybierzemy, jak mnie weźmie ochota na spodnie.
                                              • sbarazzina Re: Chłopaki z wiekiem też rzadko chudną, 11.01.12, 22:07
                                                ciociazlarada napisała:

                                                > Na zakupy TYLKO z facetem. Odkąd zaczęłam z chłopcami chadzać po sklepach, to w
                                                > e wszystkim wyglądam cudownie, ekstra, uroczo i w ogóle... Wcześniej nic sobie
                                                > nie mogłam kupić bo mam grubą dupę i miałam w związku z tym 3 ciuchy na krzyż.

                                                Taa, po ostatniej wyprawie na zakupy z moim nowym chłopcem, na której to także wyglądałam uroczo i w ogóle, wróciłam do domu ze skórzaną mini i skórzanymi szortami...
                                                Gdzie ja to założę???
                                                • kis-moho Re: Chłopaki z wiekiem też rzadko chudną, 11.01.12, 22:55
                                                  > Taa, po ostatniej wyprawie na zakupy z moim nowym chłopcem, na której to także
                                                  > wyglądałam uroczo i w ogóle, wróciłam do domu ze skórzaną mini i skórzanymi szo
                                                  > rtami...
                                                  > Gdzie ja to założę???

                                                  anobanooo.blogspot.com/2011/06/inspiration-leather-shorts-and-skirts.html
                                                  • mszn Re: Chłopaki z wiekiem też rzadko chudną, 11.01.12, 23:30
                                                    Lobby: dziś pytanie, dziś odpowiedź :D
                                                • ciociazlarada Re: Chłopaki z wiekiem też rzadko chudną, 14.01.12, 12:31
                                                  No ale ofkors, co za problem? Założysz wszędzie, może oprócz pracy, bo wyglądasz w nich UROCZO. To tak działa:)
                                            • teresa104 A dlaczego nie miałabyś nosić? 08.01.12, 19:13
                                              Jakiś wyimaginowany defekcik?
                                              • mszn Re: A dlaczego nie miałabyś nosić? 08.01.12, 20:02
                                                O nie, akurat pupa to co najwyżej moja wyimaginowana zaleta :) Tylko że tak jakoś wyszło, że nie noszę spodni. A po wielu miesiącach takiego odwyku dżinsy są zwyczajnie niewygodne, sztywne to, ruchy krępuje, założę raz i mi się odechciewa, a poza tym wkręcają mi się w rower. W czerwcu raz założyłam, na prośbę chłopca właśnie (który do dzisiaj wspomina zresztą), współlokatorka mnie nie poznała.
                                                A w sumie czasem mi żal, bo te swoje w pocie wypracowane pośladki pokazuję światu tylko na siłowni, nawet dzianinowa sukienka to nie to samo, co fajne spodnie. Może mi przejdzie kiedyś.
                                                • turzyca Re: A dlaczego nie miałabyś nosić? 11.01.12, 21:37
                                                  Ojejku, jak fajnie, ze nie tylko ja tak mam! Bo normalnie to wszyscy sie na mnie patrza jak na raroga, ze mozna uwazac sukienke za wygodniejsza niz dzinsy. :)
                                                  • 100krotna Re: A dlaczego nie miałabyś nosić? 12.01.12, 17:22
                                                    Wg mnie sukienki są duużo wygodniejsze niż dżinsy. I praktyczniejsze. I nie trzeba się zastanawiać, jaką bluzkę i jaki sweter do nich założyć :)
                                                    I wygląda się w nich ładniej.
                                                  • teresa104 A ja mam problem z sukienkami 12.01.12, 17:57
                                                    Nie napisałaś jeszcze, że w sukienkach wygląda się szczuplej. Przewaga sukienki nad spodniami jest ewidentna.

                                                    Mój problem polega na tym, że nie wiem, jakie buty nosić do spódnic i sukienek. Zimą noszę kozak, kozak lubię zamszowy, cienki i bez futerka, tudzież glan.
                                                    Latem nie mam co nosić, kobiece buty, czółenuszka śliczne, to nie mój smak, poza tym wydaje mi się, że naprawdę byłabym zbyt kobieca i w sukience, i w czółenkach (w moim rozmiarze, to w czółnach raczej).
                                                    Tenisówki i baletki odpadają, wielka baba w baletkach?
                                                    Urlop to inna sprawa, zakładam japonki i idę. Ale do pracy z gołymi paluchami i łydkami jakiś mi niebałdzo.
                                                  • kis-moho Re: A ja mam problem z sukienkami 12.01.12, 18:15
                                                    A mokasyny?
                                                    te mi się podobają
                                                    albo spokojniejsze
                                                    Nie będzie za kobieco, nie masz obcasa, jeżeli sukienka nie będzie zbyt krótka, to efekt neutralny masz moim zdaniem jak w banku. Albo baletki, ale piszesz, że nie lubisz.
                                                  • teresa104 Re: A ja mam problem z sukienkami 12.01.12, 18:34
                                                    Możesz proponować mokasyny, bo jesteś szczuplutką i drobną dziewczyną.

                                                    Przy moim naprawdę rozłożystym tyłku potrzebuję jednak nieco dłuższej nogi, myślałam raczej o jakichś trepach, koturnach, sama nie wiem... I to jest ten problem właśnie. Że nie wiem:)

                                                    A takie mokasynki proszę trzymać ode mnie z dala, stałam ostatnio w kolejce na poczcie za Fajbusiewiczem, też galanty zad ma, nie ma co, i miał właśnie takie seledynowe.
                                                  • kis-moho Re: A ja mam problem z sukienkami 12.01.12, 18:39
                                                    Ja tam nie wiem, widziałam Cię na mecie, i rozłożystości nie widzę, ale skoro się upierasz... Czyli ma być podwyższenie, ale nie kobiecy obcas? W trepach się w lecie zagotujesz, może takie? W sklepach było w lecie tego od groma i ciut.
                                                  • teresa104 Kiedyś zrobię jakieś prawdziwe zdjęcie 12.01.12, 18:58
                                                    bez nawykowego skręcania miednicy do fotografii, to zobaczysz.

                                                    Zresztą nie uważam tego za żaden defekt, no chyba, że nie mieszczę się frontem w zwyczajowej alejce między ławkami, ale dobrze te biodra jakoś optycznie równoważyć na przykład poszerzaniem ramion (te na szczęście też urosły mi dostojnie) czy wydłużaniem nóg. Inaczej robi się pupiasta kaczka.
                                                    Nie dam głowy zresztą, że sobie czegoś nie ubrdałam. Tak już jest, że jak sobie człowiek ubrda, to ma ubrdane, ubrdanie obiektywnym się stanie.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Kiedyś zrobię jakieś prawdziwe zdjęcie 12.01.12, 19:01
                                                    > Zresztą nie uważam tego za żaden defekt, no chyba, że nie mieszczę się frontem
                                                    > w zwyczajowej alejce między ławkami, ale dobrze te biodra jakoś optycznie równo
                                                    > ważyć na przykład poszerzaniem ramion (te na szczęście też urosły mi dostojnie)
                                                    > czy wydłużaniem nóg. Inaczej robi się pupiasta kaczka.
                                                    > Nie dam głowy zresztą, że sobie czegoś nie ubrdałam. Tak już jest, że jak sobie
                                                    > człowiek ubrda, to ma ubrdane, ubrdanie obiektywnym się stanie.

                                                    Bardzo możliwe ;).
                                                    A na poszerzanie ramion dobre są wszelkie poziome linie dekoltów, czyli głębsze i płytsze łódki. Sama stosuję, bo z obcasami mi jakoś nie wychodzi, a tak ramiona świetnie równoważą moje doły (niestety, nie sprawiają przy tym wrażenia dłuższych nóg, jak szpilki, ale przynajmniej odwracają uwagę, bo ramiona i szyję mam ładne, w przeciwieństwie do niżej położonych partii).
                                                  • kis-moho Re: Kiedyś zrobię jakieś prawdziwe zdjęcie 12.01.12, 19:07
                                                    > Nie dam głowy zresztą, że sobie czegoś nie ubrdałam. Tak już jest, że jak sobie
                                                    > człowiek ubrda, to ma ubrdane, ubrdanie obiektywnym się stanie.

                                                    To fakt, ja przez lata nie nosiłam sukienek ani spódnic ze względu na krótkie nogi, gruby tyłek i szerokie niezgrabne kostki. Trochę to problemy wymyślone, trochę prawdziwe, ale wyszłam z założenia, że nie mam byc na ulicy wzorem greckich proporcji, tylko się dobrze czuć, i ma mi być wygodnie. Poza tym tyłek z perspektywy własnej głowy zawsze wydaje się szerszy niż z pozycji obserwatora z dystansem (dosłownym i w przenośni).
                                                    Więc weź te mokasyny pod rozwagę, chyba, że Cię odrzucają z powodów ideologicznych :o)
                                                  • teresa104 Mokasyny faktycznie są trochę ideologiczne 12.01.12, 19:36
                                                    Dotąd kojarzyły mi się z katechetkami. Teraz z Fajbusiewiczem.

                                                    Kiedyś miałam nawet fajne, były bardzo, bardzo czerwone, z miękkiej licowej skóry, ale chyba mój limit mokasynów w życiu na razie jest wypełniony.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Mokasyny faktycznie są trochę ideologiczne 13.01.12, 17:50
                                                    > Dotąd kojarzyły mi się z katechetkami. Teraz z Fajbusiewiczem.

                                                    Mi się od jakiegoś czasu kojarzą z Grace Kelly w Oknie na podwórze:

                                                    clothesonfilm.com/rear-window-grace-kelly-in-jeans/2360/
                                                  • pinupgirl_dg Re: Mokasyny faktycznie są trochę ideologiczne 13.01.12, 18:03
                                                    > > Dotąd kojarzyły mi się z katechetkami. Teraz z Fajbusiewiczem.
                                                    >
                                                    > Mi się od jakiegoś czasu kojarzą z Grace Kelly w Oknie na podwórze:
                                                    >
                                                    > rel="nofollow">clothesonfilm.com/rear-window-grace-kelly-in-jeans/2360/
                                                    >

                                                    Albo z Audrey Hepburn. Jest kojarzona z baletkami, ale w mokasynach moim zdaniem też świetnie wyglądała:
                                                    25.media.tumblr.com/tumblr_lgdct1h0Gr1qbilh4o1_500.jpg
                                                    www.thelovecollage.com/wp-content/uploads/2010/10/Funny-Face.jpg
                                                    media.tumblr.com/tumblr_liwobpQvaE1qcnfuk.jpg
                                                  • 100krotna Re: butydosukienkidlateresy 14.01.12, 00:39
                                                    teresa104 napisała:

                                                    > Możesz proponować mokasyny, bo jesteś szczuplutką i drobną dziewczyną.
                                                    >
                                                    > Przy moim naprawdę rozłożystym tyłku potrzebuję jednak nieco dłuższej nogi, myś
                                                    > lałam raczej o jakichś trepach, koturnach, sama nie wiem... I to jest ten probl
                                                    > em właśnie. Że nie wiem:)
                                                    >
                                                    > A takie mokasynki proszę trzymać ode mnie z dala, stałam ostatnio w kolejce na
                                                    > poczcie za Fajbusiewiczem, też galanty zad ma, nie ma co, i miał właśnie takie
                                                    > seledynowe.

                                                    Koturny. Koturny są super. A jak ktoś lubi, to i glany ujdą ;) A z tego, co widziałam na zdjęciach, to teresine* okrutnie szerokie biodra powinny spokojnie mokasynki wytrzymać wizualnie. Takoż wytrzymają pantofelki, z tym, że nie te całkiem płaskie, min 1-1,5 cm fleka pod piętą (ale w tych całkiem płaskich wygląda się IMO niezgrabnie przy prawie każdej figurze, jedyną osobą, która wygląda w nich w miarę jest moja rodzona siostra (nie chwalę się, stwierdzam fakt)).

                                                    *104
                                                  • teresa104 Re: butydosukienkidlateresy 14.01.12, 12:27
                                                    Do baletek trzeba być szczupłym i bardzo proporcjonalnym. Trochę nie rozumiem kariery tego obuwia, bo, tak jak piszesz, nikt, poza wyjątkami, nie wygląda w tym dobrze. Ulice są pełne krótkonogich, krępych kaczuch, które w innych butach wyglądałyby świetnie.
                                                    Jeśli połączyć modę na baletki z modą na obcisłe legginsy i goły tyłek, mamy pełny obraz "urody". Ja w nastolętstwie też chodziłam w getrach, ale do nich obowiązkowy był długi sweter tyłek zakrywający, albo krótkie szorty. No i do getrów nosiło się sznurowane osiołki, trapery. Nie da się nie wspomnieć o fakcie, że kiedy ja byłam nastolatką, dziewczyny były też szczuplejsze, niż teraz są.

                                                    Szukam tych koturn:)
                                                  • teresa104 Re: butydosukienkidlateresy 14.01.12, 13:27
                                                    teresa104 napisała:

                                                    > Szukam tych koturn:)

                                                    Czy tam koturnów, bo to zdaje się w rodzaju męskim jest.

                                                    Ale się zdupiłam...
                                                  • pinupgirl_dg Re: butydosukienkidlateresy 14.01.12, 15:13
                                                    > Do baletek trzeba być szczupłym i bardzo proporcjonalnym. Trochę nie rozumiem k
                                                    > ariery tego obuwia, bo, tak jak piszesz, nikt, poza wyjątkami, nie wygląda w ty
                                                    > m dobrze. Ulice są pełne krótkonogich, krępych kaczuch, które w innych butach w
                                                    > yglądałyby świetnie.
                                                    > Jeśli połączyć modę na baletki z modą na obcisłe legginsy i goły tyłek, mamy pe
                                                    > łny obraz "urody". Ja w nastolętstwie też chodziłam w getrach, ale do nich obow
                                                    > iązkowy był długi sweter tyłek zakrywający, albo krótkie szorty. No i do getrów
                                                    > nosiło się sznurowane osiołki, trapery. Nie da się nie wspomnieć o fakcie, że
                                                    > kiedy ja byłam nastolatką, dziewczyny były też szczuplejsze, niż teraz są.

                                                    To prawda, że płasko-wklęsłe balerinki są trudne, poza tym, że noga w nich nie wygląda zgrabnie, to jeszcze nie amortyzują jak należy. Moje baleriny mają prawie 2 cm "obcasa", a wciąż wyglądają jak płaskie buty.
                                                    Ale z drugiej strony: czy to jest jakiś obowiązek kobiety, że powinna na każdym kroku udowadniać, że ma długie, zgrabne nogi, wciętą talię i biust?? A jak nie ma, to może chociaż udawać, że tak jest, względnie spowić się w namiotowe ciuchy?
                                                  • pierwszalitera Re: butydosukienkidlateresy 14.01.12, 15:29
                                                    pinupgirl_dg napisała:

                                                    > To prawda, że płasko-wklęsłe balerinki są trudne, poza tym, że noga w nich nie
                                                    > wygląda zgrabnie, to jeszcze nie amortyzują jak należy.

                                                    To często nie jest wina płaskich baletek, tylko rozleniwionych stóp. Bo jak stopa ma zachować naturalne umiejętności radzenia sobie na płasko, gdy wciskamy ją latami w dziwaczne buty na obcasach? Ja też zawsze myślałam, że baletki są niewygodne, aż zaczęłam tańczyć taniec orientalny. Siłą rzeczy na boska, albo w zupełnie płaskich, autentycznych baletkach. Zmieniła mi się przy tym stopa i mam teraz o wiele więcej przyczepności w butach bez obcasów. W sumie w modę na baletki weszłam bardzo późno, na początku też byłam nią przerażona i nie mogłam pojąć, jak można coś takiego nosić.
                                                  • pinupgirl_dg Re: butydosukienkidlateresy 14.01.12, 15:36
                                                    > To często nie jest wina płaskich baletek, tylko rozleniwionych stóp. Bo jak sto
                                                    > pa ma zachować naturalne umiejętności radzenia sobie na płasko, gdy wciskamy ją
                                                    > latami w dziwaczne buty na obcasach?

                                                    Chodzi o to, że nasza stopa nie jest przystosowana do chodzenia po asfalcie, czy wręcz betonie. Moja noga na pewno nie jest rozleniwiona obcasami ;), ale zawsze dbam o amortyzującą podeszwę. Tutaj nawet nie o wysokość obcasa chodzi, bo często mierzę buty na obcasach, które nie amortyzują wcale. Ale te 1,5 - 2 cm porządnej, amortyzującej zelówki jest, według mnie, niezbędne. Niektóre baletki mają naprawdę kilka mm słabej jakości gumy i fundują moim stawom niepotrzebne wrażenia (poza tym czuć w nich każdy kamyk na drodze, co też jest średnio przyjemne, bo nie mam takiej warstwy rogowej na stopach, jaką bym mogła wyhodować w naturze).
                                                  • anne_stesia Re: butydosukienkidlateresy 14.01.12, 15:48
                                                    "Niektóre baletki m
                                                    > ają naprawdę kilka mm słabej jakości gumy i fundują moim stawom niepotrzebne wr
                                                    > ażenia "

                                                    O właśnie o tym napisałam :D To nie jest problem samych balerinek tylko większości produkowanego obecnie obuwia. Czółenek na takiej podeszwie nie kupiłabym również, a sporo z nich jest produkowanych tak, że pod śródstopiem mam twardy kawałek... plastiku? Tak smo sandały, tak samo spora część kozaków.
                                                    Można natomiast kupić balerinki o podeszwie grubszej albo bardziej miękkiej, dołożyć do nich wkładkę przeciwko poceniu czy jakąś miękką i wtedy ma się najwygodniejsze na świecie buty miejskie.
                                                    Moje stopy nie umieją z kolei chodzić na obcasach, nawet najniższych. Staram się czasem, podobają mi się takie masywne i ciężkie buty na obcasie (broń boże szpilki!), ale ból po kilku godzinach jest nie do zniesienia.
                                                  • pierwszalitera Re: butydosukienkidlateresy 15.01.12, 14:23
                                                    anne_stesia napisała:

                                                    > O właśnie o tym napisałam :D To nie jest problem samych balerinek tylko większo
                                                    > ści produkowanego obecnie obuwia. Czółenek na takiej podeszwie nie kupiłabym ró
                                                    > wnież, a sporo z nich jest produkowanych tak, że pod śródstopiem mam twardy kaw
                                                    > ałek... plastiku? Tak smo sandały, tak samo spora część kozaków.

                                                    Ja też takich nie noszę. Nie założę pierwszych z brzegu baletek, bo to baletki, tylko długo i strannnie wybieram but, chociażby dlatego, że mam wąską stopę i większość przypadkowych baletek (oraz innych butów) mi spada. Ale gdy znajdę pasujące, to nie ma wygodniejszych butów. Znaczy addidasy są zwykle jeszcze wygodniejsze, ale te niekoniecznie chcę zakładać do sukienek i spódnic.
                                                  • slotna Re: butydosukienkidlateresy 16.01.12, 16:34
                                                    >
                                                    > To często nie jest wina płaskich baletek, tylko rozleniwionych stóp. Bo jak sto
                                                    > pa ma zachować naturalne umiejętności radzenia sobie na płasko, gdy wciskamy ją
                                                    > latami w dziwaczne buty na obcasach? Ja też zawsze myślałam, że baletki są nie
                                                    > wygodne, aż zaczęłam tańczyć taniec orientalny. Siłą rzeczy na boska, albo w zu
                                                    > pełnie płaskich, autentycznych baletkach. Zmieniła mi się przy tym stopa i mam
                                                    > teraz o wiele więcej przyczepności w butach bez obcasów. W sumie w modę na bale
                                                    > tki weszłam bardzo późno, na początku też byłam nią przerażona i nie mogłam poj
                                                    > ąć, jak można coś takiego nosić.

                                                    W domu tez sobie tancze w autentycznych skorzanych baletkach, ktore mialam do treningow, miekkich calkiem, ale taniec to zupelnie co innego niz lazenie po ulicy. A na obcasach nie chodze, tylko w butach mniej lub bardziej sportowych.
                                                  • pinupgirl_dg Re: butydosukienkidlateresy 17.01.12, 12:45
                                                    A tak na marginesie - ja jestem w stanie w cienkich halówkach (na tyle grubych, że kamyki się nie wbijają, ale nie amortyzujących) biegać, ale nie potrafię w nich chodzić. Niektórzy twierdzą, że trucht na palcach jest naszym naturalnym sposobem poruszania się, a nie maszerowanie od pięty, chociaż nie wiem, ile w tym prawdy.
                                                  • anne_stesia Re: butydosukienkidlateresy 14.01.12, 15:44
                                                    Wiecie, że nie spodziewałam się, że taki zły odbiór mają balerinki :D A to jedyny typ obuwia, jaki wiosną i zimniejszym latem noszę. Dla mnie wygodny (pomijając to, że nie zakładam butów, które mają dwumilimetrową podeszwę, bo zwyczajnie nie cierpię kamyczków wbijających mi się boleśnie w stopy, więc także sandałków nie kupuję o twardej i cienkiej podeszwie). Nogi wyglądają... no nie wiem, dla mnie zupełnie normalnie. Może nie wyszczuplają lydek, ale też nie szpecą. Nogi mam długie w stosunku do tułowia, na pewno proste i zgrabne, choć z pewnością nie są szczupłe jak u modelki. Nie zauważyłam spadku ilości adoratorów, czy odwracania wzroku na mój widok. Zaskoczyłyście mnie :D Myślalam, że te olbrzymie ilości wielbicielek balerinek na ulicach też uważają, że są one wygodne, praktyczne i są kompromisem pomiędzy wygodą adidasów, a kobiecością czółenek.
                                                    W takich chwilach cieszę się, że w pracy noszę paskudne dla wielu ludzi Crocsy :D Z biedroneczką :D
                                                  • pierwszalitera Re: butydosukienkidlateresy 14.01.12, 15:19
                                                    teresa104 napisała:

                                                    > Do baletek trzeba być szczupłym i bardzo proporcjonalnym. Trochę nie rozumiem k
                                                    > ariery tego obuwia, bo, tak jak piszesz, nikt, poza wyjątkami, nie wygląda w ty
                                                    > m dobrze. Ulice są pełne krótkonogich, krępych kaczuch, które w innych butach w
                                                    > yglądałyby świetnie.

                                                    A ja rozumiem. Baletki to jedyna kobieca wersja wygodnego obuwia. Wszelkie szpilki, koturny, obcasicki itp, wymagają pewnego zamozaparcia w noszeniu i nie są zgodne z naturą ludzkiej stopy. Mężczyźni wiedzą co robią, dlatego rzadziej skarżą się na ból, otarcia, haluksy i nie muszą rozmasowywać zmaltretowanych stóp po tanecznej imprezie. Chcąc więc wygody musimy siągać po męskie buty. Mokasyny też są męskie. Jedyne, co zostało nam kobietom są właśnie te nieszczęsne baletki i ja je kocham. Mam wprawdzie szczęście, bo posiadam długie, szczupłe nogi, ale mokasynów, sznurowanych trzewików, glanów i koturnów do spódnicy w życiu bym nie włożyła, bo wyglądam wtedy tak, jakbym miała kopyta.
                                                  • izas55 Re: butydosukienkidlateresy 14.01.12, 16:01
                                                    pierwszalitera napisała:


                                                    > Baletki to jedyna kobieca wersja wygodnego obuwia. Wszelkie szpi
                                                    > lki, koturny, obcasicki itp, wymagają pewnego zamozaparcia w noszeniu

                                                    No najwyraźniej istnieją osoby takie jak np ja dla których baletki nie są jedyną wersją wygodnego obuwia. No może dlatego, że ja noszę obcasy a nie obcasicki. I jakoś nie wykazuję się samozaparciem.
                                                    Owszem, noszenie wielocentymetrowych obcasów jest szalenie niezdrowe, ale czy skazane jesteśmy tylko na baletki vs. buty a' la Carrie z Sex and the city? I świetnie rozumiem również, że ty i anne_stesia, i inne dziewczyny je nosicie i uważacie za wygodne, ale rozciąganie tego na całą populację?
                                                  • pierwszalitera Re: butydosukienkidlateresy 15.01.12, 14:17
                                                    izas55 napisała:

                                                    > Owszem, noszenie wielocentymetrowych obcasów jest szalenie niezdrowe, ale czy s
                                                    > kazane jesteśmy tylko na baletki vs. buty a' la Carrie z Sex and the city? I św
                                                    > ietnie rozumiem również, że ty i anne_stesia, i inne dziewczyny je nosicie i uw
                                                    > ażacie za wygodne, ale rozciąganie tego na całą populację?

                                                    Ja nie mam nic przeciwko obcasom. Są ładne. Sama biegałm w nich codziennie do 25 roku życia i uważałam, że są wygodne. Do momentu, gdy strzeliło mi kolano. Dopiero wtedy poczułam, co dla nóg oznacza chodzić na obcasch. Nie byłam w stanie miesiącami przejść w nich stu metrów bez bólu. Teraz moje kolana pozwalają już na obcasy, ale nikt mi nie wmówi, że to zdrowe. Ja miałam i tak szczęście, bo uprawiałam sport w adidasach, ale znam mnóstwo kobiet w moim wieku, które mają od obcasów skrócone mięśnie łydek. Wtedy chodzenie na płasko jest bardzo nieprzyjemne. Poza tym, ja nie napisałam, że tylko baletki są wygodne, wygodne są buty na płaskim obcasie, a jakie sobie kto wybierze, to jego sprawa.
                                                  • sbarazzina Re: butydosukienkidlateresy 14.01.12, 19:33
                                                    pierwszalitera napisała:

                                                    > A ja rozumiem. Baletki to jedyna kobieca wersja wygodnego obuwia.

                                                    Niech mi ktoś powie, gdzie się kupuje te wygodne baletki (to to samo co balerinki?).

                                                    Mam ich chyba z 5 par, żadne nie są wygodne. Za to dobrze wyglądają na mojej stopie;) Nie wiem, może ja mam jakieś dziwne stopy. Wszystkie skórzane, wszystkie na raczej grubszej podeszwie, żadne tam 2mm. Jedna para, ma tak twardą skórę, że po kilku godzinach bolą mnie od nich boczne kostki. Drugie, mięciutka skóra, widać szwy, więc bodajże ręcznie szyte mokasyny. I piją mnie od środka właśnie te szwy. Inne obcierają etc. Te wszystkie przygody oczywiście w ubranej stopie. Dawno temu miałam wygodne balerinki za 30zł z New Yorkera. Tylko, że były z plastiku i pociła się w nich stopa.

                                                    Teraz na wyprzedaży kupiłam czarne balerinki w Clarksie, mam nadzieję, że okażą sie chlubnym wyjątkiem :)

                                                    A marzą mi się balerinki które mogłabym nosić na golą stopę.
                                                  • anne_stesia Re: butydosukienkidlateresy 14.01.12, 21:11
                                                    Noszę Crocsy :) Wbrew pozorom da się znaleźc takie, które wyglądają normalnie, choć przyznaję, że kupuję je za granicą albo na allegro. Nawet niskie koturny mam od nich, pokryte zamszem czy tam welurem i ludzie nie mogą uwierzyć, że to crocsy.
                                                    Noszę na gołe stopy tylko i wyłącznie ;)
                                                  • izas55 Re: butydosukienkidlateresy 14.01.12, 21:16
                                                    Widziałam takie crocsy co wyglądały jak zamszowe czółenka, i takie jak balernki też. Gdybym gdzieś znalazła to bym się skusiła, bo wyglądały bardzo zachęcająco
                                                  • anna-pia Re: butydosukienkidlateresy 14.01.12, 22:09
                                                    Też takie widziałam :) Na jednym forum dziewczyny kupują przez net
                                                    www.crocs.eu/home/homepage,en_ES,pg.html
                                                  • pinupgirl_dg Re: butydosukienkidlateresy 14.01.12, 22:56
                                                    Dla mnie nie istnieje wygodny but, który nie jest adidasem ;). Wszystkie muszę okupić jakimś cierpieniem. Moje baleriny są na dodatek za krótkie (inaczej spadały, więc wybrałam mniejsze zło, chyba), na początku sezony obcierają, potem skóra twardnieje (moja, nie ich) i mogę chodzić nawet w miarę wygodnie. Mam buty z Deichmanna, marka chyba Easy Street, skóra bardzo miękka, szew mają w takim miejscu, że nie obciera bezpośrednio, obciera mnie sama skóra.
                                                    Crocsy, powiadacie... :)
                                                  • wodadobra Balerinki 15.01.12, 11:53
                                                    Widziałam ostatnio takie supermega mięciutkie z podeszwą lekutko podniesioną z tyłu i taką wkładką jakby z gąbeczki. Z miękkiej skóry. Ale niestety mojego rozmiaru, nie było a muszę mierzyć bo kopyto mam dość szerokie.
                                                    Producent to flexx i część butów ich produkcji to babcine klumpki. Ale baleriny też mają. I kozaki. I sandały.
                                                  • slotna Re: butydosukienkidlateresy 16.01.12, 16:29
                                                    > A ja rozumiem. Baletki to jedyna kobieca wersja wygodnego obuwia.

                                                    Przeciez to plaskie i cienkopodeszwowe, jak to moze byc wygodne? To chyba nawet zdrowe nie jest. Mam jedne pseudobaletki, pseudo, bo na mikrym obcasiku, a i tak w nich nie chodze, bo to boli. Czuje kazda nierownosc chodnika. Poza tym przez to, ze sa tak otwarte, ledwo sie trzymaja na stopach i trzeba sie dziwnie wyginac, zeby nie klapaly i nie spadly, mimo, ze moje maja taka jakby gumke, cos elastycznego w kazdym razie, w przedniej czesci.
                                                  • pinupgirl_dg Re: A ja mam problem z sukienkami 12.01.12, 18:52
                                                    > Mój problem polega na tym, że nie wiem, jakie buty nosić do spódnic i sukienek.
                                                    > Zimą noszę kozak, kozak lubię zamszowy, cienki i bez futerka, tudzież glan.
                                                    > Latem nie mam co nosić, kobiece buty, czółenuszka śliczne, to nie mój smak, poz
                                                    > a tym wydaje mi się, że naprawdę byłabym zbyt kobieca i w sukience, i w
                                                    > czółenkach (w moim rozmiarze, to w czółnach raczej).
                                                    > Tenisówki i baletki odpadają, wielka baba w baletkach?

                                                    Oj tam, ja też nie ułomek, a biega w kieckach i baletkach. Mokasyny to też dobry trop. Albo nawet takie wiązane buty w męskim stylu. Ja sama w sukience i obcasach czuję się jak przebieraniec, ale jak do tego dodam normalne buty to jest ok. Na nogi jakieś pończochy, jeśli gołe nogi odpadają w pracy i luz. Moim zdaniem bardziej od szerokości tyłka (ten akurat sukienki potrafią rzeczywiście zgrabnie zatuszować) ważniejsza jest łydka. Moja też specjalnie szczupła nie jest, ale da radę coś dobrać bez obcasów.
                                                  • mszn Re: A ja mam problem z sukienkami 12.01.12, 22:54
                                                    O właśnie, moje ulubione buty na wiosnę (a w spodniach, jako się rzekło, nie chodzę):
                                                    https://static.sarenza.net/_img/productsV4/0000012169/0000012169_57232_09.jpg

                                                    W tym roku będą takie: www.clarks.eu/find/department-is-women/colour-is-blue/product-is-20350235
                                                    i chyba je kurde kupię, jeśli mnie zaniesie do UK latem (na kontynencie jest 30% przebitki, nie będę kupować kopii butów, które już mam, za 30% więcej).

                                                    W ogóle to mokasyny przypomniały mi mój wyimaginowany defekt, przez który latem nie kupiłam pięknych fuksjowych butów na jakiejś szalonej przecenie. Otóż jak nie mam paska przez stopę albo wiązania, tylko taki rozklapany but całkiem otwarty, to to strasznie grubo wygląda. Wielka stopa.
                                                  • pierwszalitera Re: A ja mam problem z sukienkami 12.01.12, 20:25
                                                    teresa104 napisała:

                                                    > Nie napisałaś jeszcze, że w sukienkach wygląda się szczuplej. Przewaga sukienki
                                                    > nad spodniami jest ewidentna.

                                                    To dotyczy tylko pewnej części kobiecej populacji. Kobiety z długimi, szczupłymi nogami wyglądają w spodniach na szczuplejsze. A nawet kobiety z nadwagą, z otyłością brzuszną, ale ze zgrabnymi nogami, lepiej wyglądają w wąskich spodniach i krótkiej górze. Mam taką koleżanką, w sukience wygląda jak mała karuzela.
                                                  • teresa104 Są różne kroje sukienek 12.01.12, 21:15
                                                    Akurat mam na stanie siostrę, która nie dość, że ma 185 wzrostu, to ma szczupłe nogi, jędrny i mały tył oraz potężny tułów. Świetnie wygląda w krótkiej sukience opinającej uda i o zbluzowanej górze z szerokimi rękawami. Oczywiście podobny efekt mogłaby uzyskać wąskimi spodniami i odpowiednią górą, ale zakrywać takie nogi to po prostu grzech.
                                                    W sukience dobrej na mnie, czyli od pasa układającej się w łagodne A, wyglądałaby szkaradnie. W sukience jeszcze lepszej dla mnie, czyli opinającej biodra i zwężającej się ku kolanom, wyglądałaby jeszcze gorzej. Każdy może znaleźć swój krój sukni, który mu służy, nie zrobi mu karuzeli czy konia na biegunach.
                                                  • slotna Re: A ja mam problem z sukienkami 16.01.12, 16:08
                                                    > To dotyczy tylko pewnej części kobiecej populacji. Kobiety z długimi, szczupłym
                                                    > i nogami wyglądają w spodniach na szczuplejsze. A nawet kobiety z nadwagą, z ot
                                                    > yłością brzuszną, ale ze zgrabnymi nogami, lepiej wyglądają w wąskich spodniach
                                                    > i krótkiej górze. Mam taką koleżanką, w sukience wygląda jak mała karuzela.

                                                    A nawet niskie kobiety z niezgrabnymi nogami wygladaja lepiej w spodniach. Np. ja. Nie wiem, jakim cudem mialabym wygladac lepiej w sukience. W bluzce i spodniach mam zamaskowany linia paska i przyplaszczony ten kawalek brzucha ponizej pepka, ktory mi wystaje. Boot cut, dzwony czy bojowki zakrywaja moje potezne lydki i poprawiaja ksztalt tylka.

                                                    Poza tym do sukienki nie da sie nosic adidasow, a inne buty robia mi krzywde w stopy, ktore mam niewyimaginowanie szerokie, wysokie i zasadniczo duze.
                                                  • pierwszalitera Re: A ja mam problem z sukienkami 12.01.12, 23:44
                                                    teresa104 napisała:

                                                    > Tenisówki i baletki odpadają, wielka baba w baletkach?

                                                    No ale baletki też są różne. Ja noszę na przykład takie: https://csimg.shopwahl.de/srv/DE/00000088162585/T/340x340/C/FFFFFF/url/ballerina-gabor-gr-25-85.jpg
                                                  • kasica_k To się może spróbuj zdekobiecić 13.01.12, 01:11
                                                    jakimś dodatkiem, nie wiem, kataną skórzaną, łańcuchem, rzemieniem, paskiem, miną marsową :)

                                                    Kurczaki, kobieta drobna i wiotka, pewnie jeszcze wąską stópkę ma jako Kopciuszek, że jej każde pantofelki pasują, i oczywiście nie chce ich nosić, no!

                                                    I przy okazji się solidaryzuję, bo moim głównym problemem z noszeniem nie-spodni przez długie lata były właśnie buty. Po pierwsze, strasznie długotrwała moda na szpice i inne wydłużone twory, której nie mogłam znieść i długo nie kupowałam po prostu żadnych butów poza jakimiś cichobiegami na płaskim, a po drugie nieszczęsna "niewymiarowa" szeroka stopa. Ja butów nie kupuję, ja na nie poluję.
                                                  • kasiamat00 Re: A dlaczego nie miałabyś nosić? 16.01.12, 08:19
                                                    Wszystko jest wygodniejsze niż dżinsy, dlatego nie mam w szafie ani jednej pary ;)
                                                  • ananke666 Re: A dlaczego nie miałabyś nosić? 16.01.12, 10:26
                                                    Dżinsy kupuję wyłącznie elastyczne. Mam i takie, w których można się poskręcać w dowolny paragraf.
                                          • indigo-rose No i nie zawsze dobrze, że uda. 08.01.12, 23:07
                                            Mój problem (problem, serio? ...) polega na tym, że ja wcale nie chcę miejsca na uda. Ja mam szczupłe uda, poszukuję miejsca na mój równie szczupły, ale odrobinę zaledwie zaokrąglony w kształcie zadek. Miałam wstawić obrazek przedstawiający sprawę, oto on:
                                            https://img718.imageshack.us/img718/1935/dzinsya.jpg
                                            Krótko mówiąc, dzięki pewnej elastyczności materiału mogę często zniwelować odstawanie na plecach, biorąc rozmiar mniej niż idealny dla tyłka. Spłaszcza to nieco tyłek, ale pasek mi na plecach przylega. Nie znalazłam natomiast dżinsów (tudzież innych nieelastycznych spodni), które jednocześnie mieściłyby zadek i opinały uda. Nienawidzę tych worów podtyłkowych, niszczą mi figurę. Mogę co najwyżej szukać najmniej worowatych albo mocno elastycznych, ale to drugie nie zawsze jest pożądane...
                                            Gwoli ścisłości - 89 cm w najszerszym miejscu tyłka. Tyłek chyba typu gruszka (?) - gładka linia od pleców, nie tancerka samby, ale koniec końców odstaje ;)
                                            • kis-moho Re: No i nie zawsze dobrze, że uda. 11.01.12, 22:53
                                              > Mój problem (problem, serio? ...) polega na tym, że ja wcale nie chcę miejsca
                                              > na uda. Ja mam szczupłe uda, poszukuję miejsca na mój równie szczupły, ale odro
                                              > binę zaledwie zaokrąglony w kształcie zadek.

                                              Ooo. Ja też mam takie żagielki. W pasie mam zwykle trochę za dużo spodni, ale z tym radzi sobie pasek, pupa się mieści, na udach wieje wiatr. Nie wiem, jakie mam kształty, pupę trudno mi obserwować pod odpowiednim kątem :o) ale ogólnie nie za duże i nie za obfite, szczególnie od czasu kiedy zaczęłam chudnąć. Żadna tam okrągła zgrabna pupa tancerki samby, która by tłumaczyła dysproporcje.
                                              Problem i tak jest przejściowy, bo kupuję spodnie w najmniejszym rozmiarze, dwa dni wyglądam jak serdelek, dwa dni jak człowiek z żagielkiem, a potem muszę trzymać spodnie w garści albo zainwestować w pasek. Ale to już chyba temat do wątku o jakości materiału.
                                • 100krotna Re: :) Mam jedne bold curve 08.01.12, 20:44
                                  Nie stać mnie :) Dżinsy na moim tyłku, żyją 2 do 3 miesięcy. Później przeciera mi się materiał pod lewym pośladem. Widać krzywy mam, bo zawsze drą się właśnie pod lewym, w tym samym miejscu. Przeciera się na tyle blisko majtów, że nie wypada mi nosić ich z wystudiowaną nonszalancją, trzeba kupić nową parę.
                                  I tak wolę sukienki :) (w spódnicach, analogicznie do spodni, mam problem siusiakowy)
                                  BTW, znalazłam dzisiaj prawie piupiu - w Kiosku - o tym:Quiosque
                                  Wlazłam w 36, dupka się mieści, z przodu opinają - tylko krój nogawek nie mój, luźny wszędzie. Ale są wyprzedaże, po 49 zł można kupić :)
                          • ko_kartka Re: Krowa nie będzie sarenką 16.01.12, 22:10
                            teresa104 napisała:

                            > Metr w biodrach miałam już jako dwunastolatka. No miednica jak hamak. Choćbym n
                            > ie wiem jak się zabiedziła, z tego wymiaru dużo nie zejdę. 90 to jest dla mnie
                            > śledzik, nie baba:)

                            Dziewuchy, nieco ponad metr w biodrach to JA mam. A wyglądam jak beczka matjasów. Solonych. Także pojedynczy wymiar to możecie sobie o te bioderka porozbijać.
                          • helenka333 Re: Krowa nie będzie sarenką 17.01.12, 11:51
                            Tereso ile Ty masz wzrostu? Bo obczaiłam właśnie Twoje zdjęcia z metamorfoz i mi się w te 66-68 kg wierzyć nie chce. Kości może masz ciężkie?
                            • teresa104 Eheś, ciężkie kości;) 17.01.12, 12:32
                              Mam 170 z ogonem, 4 czy 6. Wolałabym 6, ale taki wynik mogę osiągnąć tylko na wakacjach.
                              • helenka333 Re: Eheś, ciężkie kości;) 17.01.12, 17:07
                                No jak 176 cm to by pasowało :)
    • eponak Re: Wyimaginowane defekty urody. 05.01.12, 01:37
      Ja do dziś się zastanawiam jak to się stało, że w podstawówce pozwoliłam sobie wmówić, że jestem otyłą osobą. A ważyłam 40 kg przy wzroście ok 1,5m. Czyli BMI w okolicach 18. Moją jedyną "wadą" było to, że miałam biust i byłam najwyższa w całej klasie. Odzywki i drobne przytyki ("ty chcesz to ZJEŚĆ? Jesteś pewna?") sprawiły, że w gimnazjum przeżyłam lekkie załamanie i zaczęłam się objadać chipsami, bo w końcu grubasem jestem ;) Ba, cała klasa widziała jaka to ja jestem potwornie gruba, jak to mi się spodnie opinają na obrzydliwym sadle wylewającym się górą i dołem. I wtedy faktycznie przytyłam, ale osiągnęłam max 78 kg przy ówczesnym 1,75m - oj, wtedy to czytałam każdy tekst w Przyjaciółce o leczeniu otyłości klinicznej.

      Potem się mi odwidziało (chwalmy bunt nastoletni - u mnie ukierunkowany na kolegów szkolnych), zaczęłam kompletnie olewać przytyki, a jak ktoś mi dziś próbuje wmówić, że powinnam ważyć około 50 kg, a nie 65, bo mam nadwagę, to śmieję się tej osobie w twarz.

      Innym kompleksem nabytym w okresie podstawówki był kompleks stopy-kajaka. Tak, nosiłam buty rozmiar 42 od 5 klasy podstawówki i teoretycznie miałam gdzieś dokuczanie, ale przeczytałam z uwagą artykuł w Popcośtam o Britney Spears, która zmniejszyła sobie operacyjnie stopy. Jeszcze niedawno nosiłam 42 i cierpiałam, bo moja stopa nie wygląda kobieco (uwielbiam sukienki, ale nie mam do nich prawie żadnych butów). I z jaką wielką ulgą przyjęłam to, że moja stopa chyba się skurczyła, bo wchodzę w 41 większości firm. Tylko niestety Ryłko przestał robić zgrabne i kolorowe buty na taki straaaaszny rozmiar jakim jest 41. Mimo, że wiem, że coraz więcej osób ma takie rozmiary, to jednak te "kajaki" siedzą w głowie. Jak z obsesji wagi się wyleczyłam, tak z obsesji kajaków nie potrafię tak na amen ;)

      Nie wiem jeszcze jak będę wychowywać własne dziecko, ale ponieważ mój partner ma rozmiar buta 48, to boję się że dziewczynki skażemy na katorgi szukania możliwie najbardziej kobiecych adidasów r. 46 :) Te dziewuchy to dopiero będą miały co pisać o kompleksach (wyimaginowanych oraz nie;)).
      • kis-moho Re: Wyimaginowane defekty urody. 05.01.12, 11:13
        > Nie wiem jeszcze jak będę wychowywać własne dziecko, ale ponieważ mój partner m
        > a rozmiar buta 48, to boję się że dziewczynki skażemy na katorgi szukania możli
        > wie najbardziej kobiecych adidasów r. 46 :) Te dziewuchy to dopiero będą miały
        > co pisać o kompleksach (wyimaginowanych oraz nie;)).

        Ojtam. Myślę, że jest większa szansa, że będą matkami-założycielkami Lobby obuwniczego ;o)
      • kocio-kocio Re: Wyimaginowane defekty urody. 16.01.12, 23:41
        > Nie wiem jeszcze jak będę wychowywać własne dziecko, ale ponieważ mój partner m
        > a rozmiar buta 48, to boję się że

        Miałam męża z taką stopą.
        Dawno. Za naszych czasów nie było gimnazjum. Jak szłam do liceum to wprowadzali religię, jedynki i szóstki.
        Wtedy znaleźć NIESPORTOWE buty w tym rozmiarze to było poszukiwanie Świętego Graala, Zaginionej Arki i Nessie w jednym.
        Kiedyś wchodzę do sklepu z męskim obuwiem (sama przy okazji):
        - Czy dostanę coś w rozmiarze 48?
        - A po co pani takie duże buty?!
        • ananke666 Re: Wyimaginowane defekty urody. 16.01.12, 23:53
          > - Czy dostanę coś w rozmiarze 48?
          > - A po co pani takie duże buty?!

          Żeby se, kurna, pooglądać.
          • kocio-kocio Re: Wyimaginowane defekty urody. 17.01.12, 00:13
            Ja miałam pomysł zawierający pelargonie. Ze 3 krzaczki ;o)
    • madzioreck Re: Wyimaginowane defekty urody. 08.01.12, 22:51
      Ponieważ wyimaginowane już mi minęły, to od czasu powstania tego wątku zastanawiałam się, co to takiego było ;) I przypomniałam sobie... a jest to coś, co powoli tracę i od dłuższego czasu uważam, że to atut, słodkie i śliczne. Otóż chodzi o pulchne dłonie i stopy. Takie jak u dziecka. Znaczy, pulchne paluszki, żadnych wystających kosteczek ani żyłek, a w miejscu tych kostek, na których się liczy miesiące czy tam mnożenie - dołeczki, i tak samo na palcach miejscu pierwszego stawu pod miejscem na pierścionek.
      Tymczasem na stopach teraz zaczyna wyłazić halluks, i kit tam z nim, kostki na dłoniach zaczynają być kostkami, a przestają dołeczkami, i zaczynają być widoczne żyły i kości dłoni.

      Chociaż jest jeszcze jedno, i wcale nie wyimaginowane, ale nie powiem co, bo chyba nikt, komu nie pokaże palcem, nie widzi, więc nie będę zwracać na to uwagi, o ;P
    • teresa104 Wymyśliłam sobie jeszcze jeden defekt. 14.01.12, 20:28
      Jednak czoło. Chodzi mi o kształt linii włosów. Siedzę teraz przy biurku, które stoi przed wielkim oknem, lampka oświetla mi facjatę i widzę w odbiciu w szybie swoje sercowate czoło z trójkątnym dziubkiem na środku. A mnie się zawsze wydawało, że eleganckie czoło powinno mieć linię włosów owalną. Jak myślicie, golić?;)

      W ogóle ktoś zastanawia się nad zagadnieniem kształtu czoła? Że w dawnych wiekach kobiety goliły włosy nad czołem, bo alla moda były czółska wysokie, to wiadomo, ale czy teraz nie ma jakiegoś kanonu, który czym prędzej aspirująca kobieta winna spełnić?
      • sbarazzina Re: Wymyśliłam sobie jeszcze jeden defekt. 14.01.12, 20:45
        Teresa, nie strasz ;) Jeszcze będe miała kolejną niedoskonałość. Dobrze, że lustro daleko, a zabij a nie wiem jaką linię tworzą moje włosy...
      • anne_stesia Re: Wymyśliłam sobie jeszcze jeden defekt. 14.01.12, 21:10
        Przypomniałaś mi, że mam zakola większe niż mój facet :D Co prawda ogólnie włosy są dość gęste i absolutnie tego nie widać, ale porównując z nim są większe, bo on ma linię owalną, a włosy krzaczaste wręcz. Smutek :D
        • marikooo Re: Wymyśliłam sobie jeszcze jeden defekt. 15.01.12, 12:57
          Anne_stesia, siostro! Ja też mam zakola większe niż mój mąż!
          Moja matka takowych nie posiada, ergo odziedziczyłam je po ojcu. A u niego powiększają się tak, że lada moment się zetkną pozostawiając kępkę włosów nad czołem :D Na szczęście mój fryzjer (cierpiący na tę samą przypadłość) pokazał mi, jak się to maskuje już na etapie ścinania włosów :)
          • anne_stesia Re: Wymyśliłam sobie jeszcze jeden defekt. 15.01.12, 23:42
            https://vader.joemonster.org/upload/qqh/71996888e18b5f20120115_233620.jpg

            Strasznie dramatycznie wyglądają te zakola i olbrzymie czoło :D Grzywki <3
      • izas55 Re: Wymyśliłam sobie jeszcze jeden defekt. 14.01.12, 21:18
        ;-), wyskubywać.
      • besame.mucho Re: Wymyśliłam sobie jeszcze jeden defekt. 14.01.12, 21:38
        Ja też mam dzióbek! Odkryłam to już w dzieciństwie, pilnie się przyglądałam innym i wyszło mi, że dziewczyny go raczej nie mają, za to chłopców masa. I wpadłam w kompleksy.
        • 100krotna Wampirki! 14.01.12, 23:22
          Zawsze strasznie, ale to strasznie mi się takie dziobki na czołach podobały, ba, marzyłam o takim u siebie. Ale u Ciebie Tereso tego prawie nie widać, czoło masz całkiem sympatyczne ;)

          Ja mam za to włosy bardzo cienkie i zakola (głębokie, starannie zaczesywane) i wicherek, który muszę zdyscyplinować natychmiast po umyciu włosów, bo jak tego nie zrobię, grzywka "otwiera" się na stercząco, w miejscu, w którym można zerknąć w zakole ;) I tak je lubię (włosy, wicherki, zakola najmniej).
          • teresa104 Jasne. Nie widać. 14.01.12, 23:41
            img46.imageshack.us/img46/331/004qp.jpg
            Chcesz się zmierzyć na zakola i wicherki? :)
            • anne_stesia Re: Jasne. Nie widać. 14.01.12, 23:52
              Mam głębsze :D Zrobię zdjęcie jutro, jak będę miała świeże włosy, bo teraz to mi wstyd :D
            • ananke666 Re: Jasne. Nie widać. 15.01.12, 02:19
              Was to chyba poyebao, za przeproszeniem. Przecież takie coś jest ładne. Sama takie mam, niezbyt widoczne tylko dlatego, że mam przedziałek na środku. Siostra ma większy dziób i też jej się podoba.
              • besame.mucho Re: Jasne. Nie widać. 15.01.12, 09:53
                Pocieszacie, zaczynam wierzyć, że nie tylko faceci to mają ;)
              • 100krotna Ananke... 15.01.12, 11:04
                ...jak wyimaginowane to wyimaginowane ;)

                Tereso, twoje czoło na tym zdjęciu jest tak piękne, że chętnie bym ucałowała.


                Swoją drogą, chciałam wam zrobić zdjęcie moich zakoli, zaczesałam tłustawe kłaczki do tyłu, nadziałam opaskę i... zdębiałam. Odrosły mi włosy! A jeszcze na zdjęciach z mety zakola istnieją! (chociaż starannie są zaczesywane ;)) Niniejszym pozdrawiam baardzo serdecznie olejek rycynowy i maskę Gloria Polleny-Malwy. O jaa.. od dzisiaj zapuszczam i likwiduję grzywkę! (a mam ją od 19-nastu lat) Jesteście cudowne z tym wątkiem!
                • teresa104 Teraz tym bardziej chce zdjęcie 15.01.12, 11:10
                  chcę zobaczyć zarośnięte zakola.

                  (rycynus zamówiłam w zeszłym tygodniu, w aptece pewno myślą, że pani ma galante zatwardzenie, dwie flaszki od razu wzięłam, co się będę obcyndalać)
              • teresa104 Poebao, poebao. 15.01.12, 11:06
                Właśnie o to chodzi w tym wątku, że ludzi, w tym nas, chyba poebao ze szczętem. I musimy sobie to poebanie unaocznić, następnie wykpić:)
                • 100krotna Dzięki poebanemu watkowi... 15.01.12, 11:13
                  ...odkryłam swoje piękne czoło przwie-bez-zakoli (co prawda włosy tam są rzadsze, ale są! Są, są, są!) Jestem w pozytywnym szoku, moja samoocena właśnie powędrowała aż pod górną granicę ludzkiego pojmowania samooceny. Tereso, nie myślałaś o karierze psychoterapeuty?

                  PS. Od dzisiaj jestem również zakochana w twoim czole, możesz mi codziennie wysyłać takie zdjęcia mailem? Otapetuję sobie garderobę...
                  • teresa104 Podstępnie chcesz 15.01.12, 11:24
                    żebym i ja swoje czoło pokochała! Jako psychoterapeuta na progu kariery od razu Cię rozszyfrowałam.
                    • 100krotna Ależ nie... 15.01.12, 11:43
                      nie musisz go lubić, to że mnie się coś podoba, to nie musi nic znaczyć, może mam dziwny gust, czy coś ;););)
                      Kiepski ze mnie psychoterapeuta tak naprawdę, nawet mój facet kiedyś stwierdził, że jakby przyszedł do mnie człowiek z problemami: "Miewam myśli samobójcze" to zapytałabym tylko, czy kupić mu mocny sznurek... :)

                      Aa.. psze bardzo: zarastające zakole
                      • teresa104 Śmiech mnie wziął okrutny:) 15.01.12, 12:08
                        Dorosłe kobiety siedzą i deliberują nad czołami, robią sobie zdjęcia wyimaginowanych zakoli.

                        Uważam, że powinna powstać galeria czół. Kto następny odważny?
                        • 100krotna Re: Śmiech mnie wziął okrutny:) 15.01.12, 12:11
                          W piżamie siedzą (przynajmniej jedna z nich). Po drugie, ja wcale nie jestem dorosła, obrażasz mnie... :D
                        • besame.mucho Re: Śmiech mnie wziął okrutny:) 15.01.12, 12:16
                          Bardzo proszę. Zakola nie są wielkie, ale wicherek i dzióbek jak siemasz!
                          img207.imageshack.us/img207/8610/img5770k.jpg
                          • 100krotna Yyy.. a gdzie? 15.01.12, 12:41
                            Swoją drogą, te oczyska masz nieco przerażające, załadowało mi się zdjęcie, jak sobie cycki układałam w staniku i aż mi się one prawie wymsknęły, kiedy twój wzrok powiedział: "ROBISZ TO ŹLE!"
                            • besame.mucho No jak gdzie jak tu! 15.01.12, 12:52
                              Fota z opisem, żeby nie było!

                              > i aż mi się one prawie wymsknęły, kiedy twój w
                              > zrok powiedział: "ROBISZ TO ŹLE!"

                              ZŁO HO HO HO HO!
                              • besame.mucho Re: No jak gdzie jak tu! 15.01.12, 12:56
                                P.S. To przez te brwi jak Breżniew, wydziabałam sobie kiedyś za bardzo i fota jest z momentu zapuszczania, pani Magda mi zabroniła dotykać dopóki odrastają, żebym nie popsuła ;). Już zapuszczanie zakończyłam, mogłam znów coś z nimi zrobić i patrzę nieco łagodniej.
                                • kocio-kocio Re: No jak gdzie jak tu! 16.01.12, 23:47
                                  Besame, jesteś absolutnie w moim typie.
                                  Zabiłabym za takie oczy i ogólnie wyrazistą urodę.
                                  O.
                              • ciociazlarada Ło kruchwa, zaraz zejdę ze śmiechu 15.01.12, 12:58
                                besame.mucho napisała:

                                > ZŁO HO HO HO HO!

                                Pracować mam, a nie bekę toczyć!
                            • sbarazzina Re: Yyy.. a gdzie? 15.01.12, 12:54
                              :))))))))))))))))

                              Ehh, ide obejrzeć swoje :P
                            • teresa104 Mówi, że ma, znaczy ma, nie czepiaj się. 15.01.12, 13:22
                              To jest właśnie moc imaginacji.

                              Zastanawiałam się moment, jak można mówić o zakolach przy tak małym czole. Ten dziubeczek też taki skromny. Ale fakt, jest!
                              • besame.mucho Re: Mówi, że ma, znaczy ma, nie czepiaj się. 15.01.12, 13:32
                                O to chodzi, przez to, że jest małe, nawet niewielkie wystawanie poza linię widać!
                                • teresa104 Zalety wielkiego czoła 15.01.12, 13:39
                                  Jak ma się wielkie, to pal sześć wystawanie, i tak widać przede wszystkim ten telewizor nad oczami;)
                                  • besame.mucho Re: Zalety wielkiego czoła 15.01.12, 13:46
                                    :D

                                    Moja przyjaciółka ma wielkie, leżąc kiedyś na słońcu wymyśliłyśmy jeszcze jedną zaletę - jakby poleżała tak jeszcze z godzinę, to można by usmażyć jajecznicę. Na moim co najwyżej serdelka, nędza.
                                  • teresa104 No ale jak temu felerowi zaradzić? 15.01.12, 13:49
                                    Jesteśmy przecież na forum kosmetycznym, poradniczym.

                                    Przypomniało mi się, co kiedyś zrobiliśmy z bratem. Ojciec (oryginalnie brunet, od 25-6 roku życia łysy jak Kojak) wrócił raz z pracy i zapadł w tradycyjną drzemkę, krótką lecz mocną. Drzemka ojca była święta, ojca wtedy ruszać nie wolno było, pytać, szturchać, zaczepiać. I z bratem nadpaliliśmy nad gazem korek od wina i zamalowaliśmy ojcu czaszkę na czarno. Zrobiliśmy mu pekaesy na pół polika, symulację grzywki. Małośmy się nie posikali ze śmiechu przy tej robocie. A ojciec nawet nie był wściekły, kiedy się obudził i zobaczył w lustrze. Domalował sobie jeszcze sumiasty wąs:)

                                    Ja sobie tym korkiem mogę linię włosów nadsztukować, to jest myśl. Nie wiem, co Ty mogłabyś zrobić, może jednak precyzyjna depilacja czoła?
                                    • besame.mucho Re: No ale jak temu felerowi zaradzić? 15.01.12, 13:55
                                      No, ja nie dorysuję, bo już mi w ogóle z czoła nic nie zostanie. Wyrwać by można, ale to też ryzykowne, bo przez to, że czoło małe, to czaszka nie idzie później lekkim łukiem (tak jak u osób, u ktorych trudno określić gdzie się kończy czoło, a zaczyna góra czachy), tylko dosyć raptownie zakręca, wygolenie by to mogło podkreślić.
                                      Lekko nie jest. Ale lubię wszelkie czapki, turbany, kapelusze, itd - więc zostaje opcja zakrywać do końca życia.
                                      • 100krotna Na kompleksy - Burka! 15.01.12, 14:15
                                        Zakrywać, wszystko co felerne zakrywać! :D
                                    • besame.mucho P.S. 15.01.12, 13:59
                                      Historia z ojcem znakomita :))
                          • marikooo Re: Śmiech mnie wziął okrutny:) 15.01.12, 13:03
                            Besame! Jakie Ty masz piękne tęczówki!!!
                            Ja CHCĘ takie!!!
                            • besame.mucho inny kompleks! 15.01.12, 13:44
                              Dziękuję, ale one tak naprawdę są trochę inne ;). Tzn. jak jest słabe światło, to wyglądają na trochę zielonkawe, jak na tej focie, ale jak jest jasno, to bliżej im do szaro-niebieskich, o jak tutaj.

                              Przez te żółte ciapki w środku i ciemną obwódkę chciałam sobie wpisać w dowodzie kolor oczu nieokreślony, ale mi pani w okienku zabroniła, spojrzała w oczyska, w środku ciemno było, więc oceniła że zielone i chodzę z zielonymi w dowodzie, co z prawdą ma niewiele wspólnego, ale pani protestowała jak powiedziałam, że zielonych nie mam, więc tak zostało.

                              A na fotce jest mój inny kompleks! Przez to, że mam mocno białe białka, to żyłki w oczach są okropnie czerwone, wyglądam jakbym sobie wstrzykiwała heroinę w gałki oczne, nie znoszę tego, brrrrrr.
                              • 100krotna Re: inny kompleks! 15.01.12, 14:13
                                Jak zaleczałam kiedyś uszkodzoną rogówkę, to dostałam krople do oczu, które sprawiły, że zniknęły absolutnie wszystkie żyłki i do tego białko oka zrobiło się tak białe, że prawie świeciło w ciemności ;) To było niesamowite :D
                              • marikooo Ogłaszam nabycie nowego kompleksu! 15.01.12, 14:44
                                Od dziś mam kompleks nieposiadania oczu jak Besame.
                                O.
                                • besame.mucho Re: Ogłaszam nabycie nowego kompleksu! 15.01.12, 15:05
                                  Zacznij wstrzykiwać heroinę w gałki oczne ;P
                        • izas55 co ja bym bez was zrobiła 15.01.12, 23:21
                          Do tej pory żyłam w błogiej nieświadomości, że też mam dzióbek

                          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/zf/de/okmd/ez4casLHRqJiCTCeDX.jpg
                          • kasica_k Nie mam dzióbka :(( 15.01.12, 23:55
                            Ale żeście mnie zakompleksiły, ja też chcę taki dzióbek, no!
                            • izas55 Re: Nie mam dzióbka :(( 16.01.12, 00:15
                              No to musisz sobie wyskubać zakola :-)))))
                • indigo-rose Re: Poebao, poebao. 15.01.12, 14:19
                  No przecież to jest o wyimaginowanych defektach, a nie jakichś prawdziwych, więc poebao, ewentualnie w rzyci nam się poprzewracało :P
                • ananke666 Re: Poebao, poebao. 15.01.12, 21:12
                  To rozumiem, natomiast procesu tworzenia z zalety wyimaginowanej wady już nie ogarniam. To jest wyższy stopień poyebania.
                  • pinupgirl_dg Re: Poebao, poebao. 16.01.12, 10:58
                    > To rozumiem, natomiast procesu tworzenia z zalety wyimaginowanej wady już nie o
                    > garniam. To jest wyższy stopień poyebania.

                    Bo ja wiem? A co jest prawdziwą/wyimaginowaną zaletą albo prawdziwą/wyimaginowaną wadą? Za czasów moich rodziców na błahostkę mówiło "A, to pryszcz", za moich panowały już reklamy, że pryszcz to jest powód, żeby nie wychodzić z domu. Mojej mamie, która ma usta jak Angelina Jolie, babcia, wychowana na przedwojennych ideałach piękności, kazała trzymać wargi ściśnięte razem.
                    Im bardziej przemyśliwuję, tym bardziej dochodzę do wniosku, że nie mam żadnych realnych wad czy zalet, wszystko może być i fajne, i niefajne, zależy, jak i komu pokazane.
                    • ananke666 Re: Poebao, poebao. 16.01.12, 12:00
                      Eee, tak to się można bawić w nieskończoność. Wiadomo, że dla Pigmeja będę za wysoka, dla Masaja za niska, a dla obu za biała; na rubensowską grację za chuda i za mało sfałdowana, a na towarzyszkę Twiggy za gruba.
                      • pinupgirl_dg Re: Poebao, poebao. 17.01.12, 12:06
                        Obiło mi się o uszy kilka teorii na temat tego, co uznajemy za ładne, a co nie. Pierwsza jest taka, że podoba nam się to, co jest zdrowe. Tutaj taka naprawdę ten wysoki nos, wada zgryzu czy cienie pod oczami mają swoje uzasadnienie, bo wskazują, że osoba jest podatna na jakieś choroby albo wręcz choruje = kiepskie geny. Ale to nie wyjaśnia fascynacji talią, którą można objąć dłońmi czy wyskubanym czołem.
                        • kasica_k Re: Poebao, poebao. 17.01.12, 13:34
                          A co to jest wysoki nos i do jakich chorób predystynuje? Znaczy duży nos? No tak, to dlatego mam katar sienny... ;)
                          • pinupgirl_dg Re: Poebao, poebao. 17.01.12, 13:47
                            Podobno wysoki nos, w połączeniu z wadą zgryzu i tzw. gotyckim podniebiem może świadczyć o tym, że dana osoba w czasie rozwoju często chorowała na choroby górnych dróg oddachowych. Demaskuje np. alergika, który przez zapchany nos sypiał z otwartymi ustami (podobno równowaga w pracy mięśni języka i policzków jest bardzo ważna w tej kwestii). Nie daję głowy za prawdziwość tej teorii, chociaż u mnie się sprawdza idealnie :).
                            • teresa104 Wysoki nos 17.01.12, 14:35
                              Jak mówią tu:
                              www.chirurgia.plastyczna.eu/modelowanie_nosa-37.html
                              wysoki nos to po prostu nos wystający do przodu.

                              No to mam "wysoki", dotąd myślałam, że wystający. Alergikiem jestem od zawsze, na szczęście szybko mnie zdiagnozowano i wdrożono leczenie i nigdy nie musiałam spać z zatkanym nosem. Mój nos jest jednak znacznie mniej wysoki od nosa mojego ojca, który żadnej alergii nigdy nie miał.

                              Wniosek jest taki, że wysadzona do przodu klucha może człowiekowi wyrosnąć także zupełnie bez powodu, poza zapatrzeniem się w przodków.

                              Akuratnie po raz kolejny się odczulam, co poniedziałek spotykam w klinice całe zastępy podobnych sobie nieszczęśników z nadgorliwym systemem immunologicznym. Przyjrzę się ich nosom, podniebieniom chyba nie zdołam, musiałabym z każdym chociaż chwilę zagadać.
                              • teresa104 Cytat ze strony: 17.01.12, 14:39
                                "Doktor Maciej Kuczyński od wielu lat przeprowadza mikroprzeszczepy własnego tłuszczu".

                                Przypomniał mi się Kunderowski ginekolog, który trudności kobiet w zajściu w ciążę leczył (z wielkim powodzeniem!) własną spermą.
                              • pinupgirl_dg Re: Wysoki nos 17.01.12, 15:01
                                > Jak mówią tu:
                                >
                                rel="nofollow">www.chirurgia.plastyczna.eu/modelowanie_nosa-37.html
                                > wysoki nos to po prostu nos wystający do przodu.

                                Chyba nie do końca, wydaje mi się raczej, że to taki wypchnięty przez podniebienie w górę bardziej, ale to już moje własne interpretacje, żaden ze mnie znawca. U mnie leczenia żadnego, gdy byłam dzieckiem, nie było, dopiero gdy w te wiecznie zababrane gardło czy zatoki wdało się coś poważniejszego, to antybiotyk i tak w kółko. Dzięki temu jeśli faktycznie mogą za tym stać jakieś wady rozwojowe, to u mnie miały eleganckie warunki ;). Chociaż możliwe, że niepotrzebnie podejrzewam alergię i po prostu tak mam po ojcu (który też jest alergikiem i znów nie wiadomo, czy to przypadek, czy jednak coś w tym jest).
                                • teresa104 A może jest odwrotnie: 17.01.12, 15:17
                                  to sklepienia gotyckie predystynuje do chorób zatok i gardła?
                                  • pinupgirl_dg Re: A może jest odwrotnie: 17.01.12, 15:24

                                    Może? Chociaż z drugiej strony - sklepienie powinno się obniżać z wiekiem, jeśli wszystko przebiega prawidłowo. A może jednak jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Teraz nawet nie potrafię znaleźć źródła, gdzie to wyszukałam. Kiedy zabierałam się za leczenie ortodontyczne, to co lekarz, to inna opinia, więc przekopałam pół internetu i między innymi to mi utkwiło w pamięci.
                              • teresa104 Przy okazji szukania "wysokiego nosa" 17.01.12, 15:48
                                znalazłam jakąś stronkę nazi, gdzie skrupulatnie opisany jest typowy nordyk, że skórę ma cienką, kończyny długie, słabo umięśnione, zęby długie i podatne na próchnicę, czaszkę taką a taką.

                                Że nordykiem nie jestem to wiem, nie aspiruję nawet, ale mam na czaszce różne wypustki i chciałabym kiedyś dorwać jakieś źródło, żeby mi wyjaśniło, do czego te wypustki i skąd. Wypustki te by mnie nie frapowały, gdyby nie to, że żaden z moich chłopaków ich nie miał, nie mają też przyjaciele, którzy dali się pomacać. Ma je mój ojciec, nie ma matka i brat.
                                Wypustki są następujące:
                                - kostny dziubek z tyłu czaski, na środku, na wysokości czterech palców od nasady włosów nad karkiem
                                - drugi wypustek to jakby migdał przyklejony do żuchwy, ostrym czubkiem do góry, na brodzie.
                                - no i za uszami symetryczne wypustki, to będzie mi trudno opisowo wyjaśnić... okalając kciukiem uszy od baków ku tyłowi czuje się najpierw płaszczyznę, potem robi się kant kostny (jego grzbiet jest skierowany promieniście od ucha skośnie ku tyłowi i górze), poniżej kantu jest dół, który ponownie łagodnie się wznosi, by opaść za płatkiem ucha.

                                Wypustki te nie są defektem urody:)
                                • agafka88 Re: Przy okazji szukania "wysokiego nosa" 23.01.12, 04:39
                                  teresa104 napisała:

                                  > znalazłam jakąś stronkę nazi, gdzie skrupulatnie opisany jest typowy nordyk, że
                                  > skórę ma cienką, kończyny długie, słabo umięśnione, zęby długie i podatne na p
                                  > róchnicę, czaszkę taką a taką.
                                  >
                                  > Że nordykiem nie jestem to wiem, nie aspiruję nawet, ale mam na czaszce różne w
                                  > ypustki i chciałabym kiedyś dorwać jakieś źródło, żeby mi wyjaśniło, do czego t
                                  > e wypustki i skąd. Wypustki te by mnie nie frapowały, gdyby nie to, że żaden z
                                  > moich chłopaków ich nie miał, nie mają też przyjaciele, którzy dali się pomacać
                                  > . Ma je mój ojciec, nie ma matka i brat.
                                  > Wypustki są następujące:
                                  > - kostny dziubek z tyłu czaski, na środku, na wysokości czterech palców od nasa
                                  > dy włosów nad karkiem

                                  O, ten wypustek nr 1 mam ja. Myślałam, że wszyscy tak mają.

                                  I ze 2 lata temu własny tata uświadomił mnie, że mam 2 wystające kostki po zewnętrznej części stopy, a wszyscy mają jedną.
                                  • the_mariska Re: Przy okazji szukania "wysokiego nosa" 23.01.12, 13:58
                                    agafka88 napisała:

                                    > teresa104 napisała:
                                    >
                                    > > Wypustki są następujące:
                                    > > - kostny dziubek z tyłu czaski, na środku, na wysokości czterech palców o
                                    > d nasa
                                    > > dy włosów nad karkiem
                                    >
                                    > O, ten wypustek nr 1 mam ja. Myślałam, że wszyscy tak mają.

                                    Baby, jesteście okropne... Właśnie dorzuciłyście mi kolejny wyimaginowany defekt do mojej listy. Gdyby nie wy, w życiu nie przyszłoby mi do głowy szukać u siebie jakichś dziubków (dzióbków?) na czaszce, a tak się znalazł ;)
                                    • teresa104 Dziobków:) 23.01.12, 15:15
                                      Ten "dziubek" to ja napisałam? Chyba pora na reedukację.

                                      A te za uszami i na brodzie ktoś ma?
                            • kocio-kocio Re: Poebao, poebao. 17.01.12, 15:24
                              No to najwyraźniej po mnie widać wszystkie alergie i astmę mojego męża (tego co to swojego nosa nie widzi, bo ma malutki kartofelek).
                              Ja mam nos (podobno) rasowy, po mamie, dziadku, siostrach dziadka i całym tłumie krewnych ze sztywnych fotografii.
                              Wszyscy chorowali na to samo?
                              I co z narodowościami o dużych nosach? Tych rasowych?
                              • pinupgirl_dg Re: Poebao, poebao. 17.01.12, 15:32
                                Nos rasowy a wysoki to niekoniecznie to samo :). Poza tym rzeczywiście, niektóre nacje mają wysokie nosy, np. Anglicy tak mi się kojarzą (chociaż nie wiem, czy słusznie, bo w Anglii byłam w sumie pół dnia). Nos mam spory po przodkach - to pewne, czy alergia miała coś wspólnego z jego wysokością - trudno powiedzieć. Raczej podejrzewam, że alergia i wada zgryzu mogą być powiązane, bo w mojej rodzinie raczej mało kto miał podobne problemy, chociaż ortodonci też nie dają konkretnej odpowiedzi.
                                • kocio-kocio Re: Poebao, poebao. 17.01.12, 15:50
                                  Jeszcze raz: nie mam alergii i nikt w mojej rodzinie.
                                  Za to wady zgryzu (tyłozgryz konkretnie) mam prawie wszyscy.
                                  Więc to nie zasada zdecydowanie.
                                  • pinupgirl_dg Re: Poebao, poebao. 17.01.12, 17:27
                                    > Jeszcze raz: nie mam alergii i nikt w mojej rodzinie.
                                    > Za to wady zgryzu (tyłozgryz konkretnie) mam prawie wszyscy.
                                    > Więc to nie zasada zdecydowanie.

                                    Niedoprecyzowałam, ale to zdaje się o zgryz otwarty głównie chodziło (przynajmniej taki posiadam i jest w kręgu moich zainteresowań, niestety nie szukałam ewentualnych przyczyn innych wad).
                    • teresa104 Wargi 16.01.12, 18:18
                      Chodziłam do podstawówki w latach 80. i była taka Ania, która miała grube wargi. No i były te wargi obiektem drwin i pogardy. Że są murzyńskie, wyuzdane, obrzydliwe. Minęło dwadzieścia lat i kobiety pompują sobie usta na potęgę.

                      Gwoli sprawiedliwości, osoba Ani nie była bez znaczenia, szybko dojrzała, okazywała publicznie względy chłopcom z "elektryka" (pobliskiej zawodówki) i to Anine libido dziecinnych rówieśników brzydziło.
                      • pinupgirl_dg Re: Wargi 16.01.12, 22:56
                        > Chodziłam do podstawówki w latach 80. i była taka Ania, która miała grube wargi
                        > . No i były te wargi obiektem drwin i pogardy. Że są murzyńskie, wyuzdane, obrz
                        > ydliwe. Minęło dwadzieścia lat i kobiety pompują sobie usta na potęgę.

                        Mam nadzieję, że za kolejne 20 będą modne duże, krzywe nosy. Albo chociaż wory pod oczami. Kto wie...
                        • kotwtrampkach nosy 25.01.12, 13:30
                          pinupgirl_dg napisała:


                          > Mam nadzieję, że za kolejne 20 będą modne duże, krzywe nosy. Albo chociaż wory
                          > pod oczami. Kto wie...

                          nie proszę, nie... Niech będą modne małe, zadarte kulfony... za 20 lat planuję moją drugą młodość, a strasznie boję się igieł, lekarzy, operacji.
                          :):):):):)
            • ananke666 Re: Jasne. Nie widać. 15.01.12, 21:16
              teresa104 napisała:

              > rel="nofollow">img46.imageshack.us/img46/331/004qp.jpg
              > Chcesz się zmierzyć na zakola i wicherki? :)

              Ee tam. Cienias jesteś przy mnie. Mam czoło jak kineskop od Rubina. A wicher z tyłu taki, że czasem wyglądam, jakbym łysiała, tak się włosy rozjeżdżają. Z przodu tyż niezły, nie da się zrobić po niewłaściwej stronie przedziałka, bo robi mi się coś w stylu okienka "wolego oczka", tak skubany sterczy.
              • besame.mucho Re: Jasne. Nie widać. 15.01.12, 21:22
                Bulszit! Widziałam Twoje zdjęcie, nic takiego na nim nie było!
                • ananke666 Re: Jasne. Nie widać. 15.01.12, 22:42
                  besame.mucho napisała:

                  > Bulszit! Widziałam Twoje zdjęcie, nic takiego na nim nie było!

                  To się nazywa zaczeska, Besame.
                  Aż se poszłam sprawdzić (matoł, nic innego). Jak się zaczeszę porządnie do góry, to linia czoła jest taka:
                  }
                  i oprócz dzioba mam takie małe łysawe rogi.
                  • besame.mucho Re: Jasne. Nie widać. 15.01.12, 22:48
                    https://www.movieposterdb.com/posters/07_12/1987/94332/l_94332_1b1e3673.jpg
                  • besame.mucho Re: Jasne. Nie widać. 15.01.12, 22:51
                    Dziób i rogi, mówisz
                    https://img694.imageshack.us/img694/3493/zrzutekranu20120115godz.png

                    (mam nadzieję, że tym razem zdjęcie działa...)
                    • ananke666 Re: Jasne. Nie widać. 16.01.12, 00:57
                      Tu są raczej galopujące zakola a nie dziób, a poza tym do tego pana brakuje mi zmarszczek i części, do której dziób zwyczajowo przynależy. Ptaka znaczy.
            • zenobia44 TereSophie 17.01.12, 10:01
              Ponieważ jestem wierną fanką Sophie Marceau naszego forum, więc powiem tylko, że na zdjęciu zwróciłam uwagę na włosów blask i ładny kolor - można wiedzieć czym w końcu zafarbowałaś włosy, Tereso?
              • teresa104 Blask pochodzi z wieczornego przetłuszczenia 17.01.12, 12:36
                Kolor nakładam zawsze ten sam, średni brąz szampon koloryzujący Palette. Nakładam go na prawie (chcę wierzyć, że nie po prostu) czarne naturalne usiane siwymi.

                Zobacz, jakie to zdjęcie jest żółte, nie jestem żółta.
      • 3_asiunia co Wy zrobiłyście... 16.01.12, 19:10
        dzisiaj, mimo zaledwie 4 godzin snu, śniła mi się teresa, którą spotkałam w szpitalu Barlickiego i którą dopadłam, żeby pocałować w czółko ;] O dziwo teresa miała wyraźnie zaznaczony wicherek besame...
        • teresa104 Byłam dziś w szpitalu 16.01.12, 19:54
          właściwie w klinice, ale nie w barlickim tylko na Pomorskiej. I nikt mnie nie gonił z pocałunkiem, tylko piguła ze szprycą.
    • besame.mucho Tereso! 14.01.12, 21:20
      Ale Ty wcale nie napisałaś jakie te sukienki nosisz!

      P.S. Przepraszam, że tu, a nie w środku drzewka, ale drzewko przestało być drzewkiem, zrobiło się jednym ciągiem i niewygodnie w takim czymś później szukać odpowiedzi na posty.
      • izas55 Re: Tereso! 14.01.12, 21:30
        Dziewczyny, ja się oczywiście cieszę że tu piszecie, posty stukają, za chwile będzie 5000 i impreza ;-). Ale zrobił się już taki offtop butowo-sukienkowy, że może by się tak przenieść na odzieżowe?
        Za to o wadach czoła teresy chętnie podyskutuję ;-)
        • besame.mucho Re: Tereso! 14.01.12, 21:34
          Kajam się ;).
          Nowy wątek o butach dla Teresy:
          forum.gazeta.pl/forum/w,58541,132387964,132387964,Buty_Teresy.html
        • teresa104 Jaka Ty jesteś zasadnicza 14.01.12, 22:08
          Lepiej sama powiedz, jakie masz czoło.
          • izas55 Re: Jaka Ty jesteś zasadnicza 14.01.12, 22:49
            Twardym trzeba być nie miętkim, inaczej wchodzą na głowę ;-).

            Moje czoło jest prawie satysfakcjonujące, bardziej od włosów przeszkadza mi coś co wygląda jak nadmiernie przerośnięty por skóry na jego środku, przypomina mały wuklan.
            Jeszcze mniej satysfakcjonujący jest kolor czoła i policzków, wyglądam jak stary alkoholik na mrozie
            • teresa104 W sensie 14.01.12, 22:57
              oberżyna?
              • izas55 Re: W sensie 14.01.12, 23:05
                Oberżyna lub burak w zależności od oświetlenia. Teraz zmieniłam oprawki od okularów na czerwone to się nawet nieźle komponuje
    • besame.mucho Re: Wyimaginowane defekty urody. 14.01.12, 21:42
      Ja się defektów umiem masy doszukać. Nos mam za duży, linię szczęki nieładną, grube ręce, paluchy, uda i tyłek. Z rzeczy mniej widocznych na pierwszy rzut oka mam dziwne żebra. Mogłabym przytyć jeszcze z 30 kilo i jak nic nadal by sterczały. One chyba rosną to przodu zamiast w dół ;). W dodatku lewe jest bardziej. Tzn. prawe idzie taką powiedzmy jeszcze w miarę gładką linią, ale lewe ma z przodu niemal kąt prosty, można by nim człowiekowi oko wyłupić!

      Dla równowagi stopy mam ładne i fantastyczny kolor oczu!
      • agusiazabrze Re: Wyimaginowane defekty urody. 15.01.12, 16:00
        hm...ja zawsze mialam kompleks wielkiegi biustu, ale po odkryciu dobrych staników, wykarmienia Młodego, pół biustu mi spadło i juz jest proporcjonalny Za to mam falujace ramiona, odstajacy tyłek, bryczesy na udach, grube łydki, dziwne kości policzkowe i takie wiszace fafle zamiast policzków, jakies dziwne dolki i linie na twarzy jak sie umiecham, stad staram sie nie usmiechac ( nawet kiedys moj ówczesny chlopak powiedzial mi, ze jak sie nie usmiecham to jestem ładna) jak chce na kims zrobic wrażenie Glupie, wiem Za to mam ładne oczy, stopy, paznokcie u dłoni, brzuch,
    • 100krotna Odkryłam nowy defekt - mam za długie paznokcie :) 16.01.12, 13:44
      Moja płytka paznokciowa ma kształt podłużny, przez co nawet jak mam krótkie paznokcie, wydaje się, jakbym miała długie ;) To przeszkadza, jeśli chcę pomalować paznokcie na ciemny, mocny kolor - krótko obcięte paznokcie, pomalowane na ciemno dają taki fajny, codzienny, bezpretensjonalny efekt, jak tutaj: www.zeberka.pl/img/z/348b.jpg
      U mnie nie da się tego uzyskać, nawet, jeśli spiłuje szpony bardzo krótko, będą się wydawać zapuszczone - i osiągam efekt "wypickowania", jak na wielką imprezę.
      Nosz koszmar ;););)

      Niniejszym, obrazuję, jak z własnej zalety zrobić wadę. Smutne jest, że zdarzało mi się tak, na serio pomyśleć (np przed chwilą, bo dorwałam świetny śliwkowy lakier - wymalowałam i pomyślałam: "no, do królowej angielskiej na herbatkę bym mogła" :)) Jak myślicie, wyhodować sobie na tej podstawie kompleks?
      • izas55 Re: Odkryłam nowy defekt - mam za długie paznokci 16.01.12, 14:09
        To może ogłosimy konkurs kto z zalety zrobi najlepszą wadę ;-)
        • kasica_k Re: Odkryłam nowy defekt - mam za długie paznokci 16.01.12, 15:02
          To paznokcie 100krotnej by się chyba wysoko w rankingu plasowały. Matko, jakbym ja chciała mieć takie paznokcie, które wyglądają na długie.
        • 100krotna Re: Odkryłam nowy defekt - mam za długie paznokci 16.01.12, 15:26
          Izas55 napisała:

          > To może ogłosimy konkurs kto z zalety zrobi najlepszą wadę ;-)

          Tylko wytłumaczenie, musi być logiczne. Nie ma to-tamto :):):)
      • besame.mucho Re: Odkryłam nowy defekt - mam za długie paznokci 16.01.12, 15:19
        > mogła" :)) Jak myślicie, wyhodować sobie na tej podstawie kompleks?

        Nie hoduj, bo ja mam odwrotnie (czyli szerokie paznokcie) i mam kompleks - czyli ta działka jest już zajęta :D
      • slotna Re: Odkryłam nowy defekt - mam za długie paznokci 16.01.12, 16:48
        > Moja płytka paznokciowa ma kształt podłużny, przez co nawet jak mam krótkie paznokcie,
        > wydaje się, jakbym miała długie ;)

        Ja z kolei mam paznokcie, ktore "zapuszczone" wygladaja jakby byly dlugie, a w rzeczywistosci nie wychodza poza palce - to dlatego, ze ta rozowa czesc, przyczepiona do skory, jest u mnie krotka, wiec ta biala automatycznie robi sie dluga i daje takie wrazenie. Jak je pomaluje, to wygladaja wlasnie tak, jak ty bys chciala, zeby wygladaly twoje ;)
      • kocio-kocio Re: Odkryłam nowy defekt - mam za długie paznokci 16.01.12, 23:54
        O dżizas!
        Marzę o takich paznokciach!
        Zamień się!
        Ja mam takie bezpretensjonalne właśnie.
      • 100krotna Połamały się. 25.01.12, 14:26
        A dokładniej, to pokruszyły i musiałam obdziabać, aż krew poszła*.
        Przyznać, która złośliwa czarownica rzuciła z zazdrości zły urok?

        *pisałam już gdzieś, że niezgrabna jestem i sama sobie krzywdę robię.
    • the_mariska Świetny wątek! :) 16.01.12, 20:18
      Uśmiałam się setnie czytając wasze posty, teraz dorzucę coś od siebie:

      - Wielki łeb z ogromnym czołem. Dramat. Nie idzie kupić żadnej czapki, bo mało która daje się na ten łeb naciągnąć. Do tego jeszcze jak się mocno złoszczę albo śmieję, to na tym wielkim czole wyskakuje żyłka. Koleżanki z podstawówki miały ubaw po pachy, do tej pory pamiętam karykatury jakie mi wtedy rysowały ;)

      - Nierówne uszy. Problem zauważyłam ze dwa lata temu robiąc sobie zdjęcia do paszportu biometrycznego, wcześniej nie istniał w ogóle. Jedno rośnie sobie radośnie z centymetr wyżej od drugiego. Rzecz totalnie z de wzięta, bo skoro sama nie zauważyłam tego przez ponad dwadzieścia lat swojego żywota, to jak ktokolwiek inny mógłby zwrócić uwagę? No ale odkąd to odkryłam, to pińćset razy się zastanowię zanim zaczeszę się na gładko (zwłaszcza, że wtedy eksponuję również to Wielkie Czoło).

      - Zmarszczki na szyi. W wieku mocno nastoletnim nosiłam non stop na tej szyi obrożę. Ze skóry czy też pseudoskóry, nabijaną ćwiekami. W momencie, kiedy wyrosłam z tej niewątpliwej ozdoby, odkryłam że dorobiłam się pod obrożą zmarszczek (a miałam wtedy może z 18 lat). Do tej pory nie dają mi spokoju, choć nikt oprócz mnie ich nie zauważa.

      Dla równowagi: Uwielbiam mój krzywy ząb, który matka od dziecka chciała mi naprostować. Przeszło jej, gdy usłyszała jakie są koszty odrutowania i że dla jednego głupiego zęba się nie opłaca. Od strony facetów zawsze słyszałam same komplementy odnośnie tego ząbka, co mnie nadal niepomiernie bawi. Ja dla odmiany uwielbiam u swojego chłopa szparę na żetony, której on wyjątkowo nie znosi.

      Tak samo uwielbiam te całe pięć piegów na krzyż, które pojawiają się u mnie pod wpływem słońca... jednocześnie nie znosząc słońca. Dlatego też, przyznam się w tajemnicy, zdarzało mi się domalowywać je sobie kredką do oczu ;)

      Z tego wątku dowiedziałam się również czym są bryczesy i czemu powinnam ich nie lubić. Ot, ciekawostka, całe życie myślałam, że to taka moja uroda, a tu okazuje się, że to coś wstydliwego. Niesamowite, może jeszcze się czegoś dowiem :)
      • ko_kartka Re: Świetny wątek! :) 16.01.12, 23:13
        the_mariska napisała:

        >
        > - Nierówne uszy. Problem zauważyłam ze dwa lata temu robiąc sobie zdjęcia do pa
        > szportu biometrycznego, wcześniej nie istniał w ogóle.

        Te zdjęcia, to w ogóle jest potworność. Na zdjęciu biometrycznym wyglądam jak to słoneczko w Teletubisiach, tylko się nie śmieję. Taką mam płaską jak naleśnik i idealnie okrągłą twarz. I mam takie włosy krótkie i żółte, jak moje szmaciane lalki z dzieciństwa, co im się oczy z guzików przyszywało. A miałam takie piękne zdjęcie, że się bałam, że mnie celnik nie przepuści, bo do rzeczywistości słabo przystawało. Teraz staram się podróżować jedynie w granicach strefy Schengen, żeby nie musieć oglądać siebie w paszporcie, blech.
        • 100krotna Re: Świetny wątek! :) 16.01.12, 23:20
          Ja wyglądam, jak na przesłuchaniu, po popełnieniu strasznej zbrodni - i od razu widać, że jestem winna - mam na nim tak zawziętą minę i taką nienawiść w oczach ;)
          • besame.mucho Re: Świetny wątek! :) 17.01.12, 00:00
            Ja tak jak Ty. Sama bym siebie zatrzymała za przemyt, morderstwo albo inne takie, jakbym zobaczyła ten paszport.

            Albo bym nie zatrzymała, bo bym się bała, że zarobię w papę.
        • turzyca Re: Świetny wątek! :) 18.01.12, 21:38
          > Te zdjęcia, to w ogóle jest potworność. Na zdjęciu biometrycznym wyglądam jak t
          > o słoneczko w Teletubisiach, tylko się nie śmieję.

          Ja wlasnie oplakuje fakt, ze pani Kwiatek przestala robic zdjecia. Musze sobie znalezc nowego fotografa, ale nie wiem, czy uda mi sie znalezc drugiego geniusza. Na zdjeciu biometrycznym od niej wygladam bowiem jak osoba szalenie interesujaca, z ktora od razu chce sie zaczac konwersacje. Wszystkie podejscia u innych fotografow konczyly sie efektem na poziomie teletubisiow, nadaja sie raczej jako czesc dokumentacji w Tworkach.

          Z ciekawostek - znam osobe, ktorej do takich zdjec trzeba napchac waty za uszy, bo nie odstaja od czaszki ani troche i na zdjeciach praktycznie ich nie widac. :D

          A miałam takie pię
          > kne zdjęcie, że się bałam, że mnie celnik nie przepuści, bo do rzeczywistości s
          > łabo przystawało.

          Moja kuzynka mieszkajaca w Stanach, gdzie te koszmarne zdjecia sa na porzadku dziennym, ma w ktorychs dokumentach zdjecie Latynoski - sniada cera, blyszczace ciemne loki. A w rzeczywistosci jest typowa polska pyza z blond kosa i niebieskimi oczami. Ze jej nikt do tej pory nie zatrzymal, jest powodem mojego nieustajacego zdumienia.
Pełna wersja