Psychologia zakupów kosmetycznych

04.01.12, 11:17
W wątku o wyimaginowanych defektach urody pojawił się pewien psychologiczny podwątek :-).
Zainspirowało mnie to, żeby z wami porozmawiać na temat motywacji zakupowych. Nie mam nic wspólnego z marketingiem, ale oczywiście obiło mi się wielokrotnie, że to cała sztuka manipulacji, która ma w nas wywołać palącą potrzebę posiadania określonego kosmetyku.

Nie uważam się za kompulsywną zakupoholiczkę, ale nikt mi przecież nie powie, że potrzebuję 100 lakierów do paznokci i 50 odcieni burego cienia do oczu (co pisze do was po odbiorze paczki z nową szminką, pudrem i baza pod cienie).

Czy widzicie jakieś zmieniające się trendy i mody kosmetykowe, czy wasza lodówka przypomina skład kosmetyków, a w łazience już nie ma miejsca, żeby się obrócić, i czy koniecznie musicie mieć wszystko co nowe na rynku. Co was motywuje do zakupów? Czy potraficie sobie powiedzieć nie?
    • yaga7 Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 04.01.12, 11:29
      Ja byłam / jestem gadżeciarą kolorówkowa - kupuję oczami, swego czasu bardzo mocno śledziłam trendy, czytałam x blogów mejkapowych itp. Na pielęgnację nie miałam takiej fazy, ale na kolorówkę jak najbardziej. Był taki okres, że paletek do cieni miałam na pewno kilkadziesiąt ;) Nie mieściły się nigdzie. Z czasem stwierdzilam, że jednak nie muszę tyle kupować, nie mam gdzie tego przechowywać, więc częsci zapasów pozbyłam się na wizażu czy na allegro.

      Teraz kupuję już znacznie rzadziej niż kiedyś, ale pewnie nadal kupuję za dużo względem potrzeb. Natomiast na pewno teraz już potrafię sobie powiedzieć nie dużo częściej niż kiedyś.

      Było parę produktów, które wg wizażu były must-have, kupiłam i okazało się, że jednak nie dla mnie - dlatego teraz z wieeeeelką dozą nieufności podchodzę do wszelkich wizażowych trendów i manii.

      Przez perfumomanię też przechodziłam - tu jestem bardzo zadowolona, bo mam teraz kilka, kilkanaście zapachów, które wielbię i kocham, a których bez wizażu na pewno bym nie poznała.

      Aha, po lakieromanii widzę, że jednak dużo szybciej się wysycam teraz niż kiedyś - w sumie chwilowo nie mam ochoty na żadne zakupy lakierowe :)
    • pinupgirl_dg Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 04.01.12, 14:52
      Mnie bardzo interesują nowości, jak przeczytam pełne entuzjazmu opinie o nowym kosmetyku/sposobie pielęgnacji, to przez dwie doby nie mogę myśleć o niczym innym ;). Ale rzadko przeradza się to w zakup, po chwili refleksji dochodzę zwykle do wniosku, że w sumie tego nie potrzebuję. W rezultacie kupuję nowe kosmetyki wtedy, gdy stare się skończą, chyba nie robię kosmetycznych zakupów częściej, niż raz w miesiącu. Za to dość chętnie testuję różne kosmetyki "prosto z kuchni". Okres manii mam już za sobą, największą moją słabością zawsze były kosmetyki do paznokci, dłoni i stóp, teraz też przy tych półkach w sklepie spędzam najwięcej czasu, ale zwykle na oglądaniu się kończy.
    • mariareis Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 04.01.12, 15:10
      Ja mam fazy na dane produkty, wtedy inne rzeczy przestają istnieć. Zasadniczo jestem łagodną zakupoholiczką, tak całkiem bez zakupów to mi źle;)
      Mnie bardzo na zakupy nakręca internet i fora. Naczytam się, naoglądam zdjęć i potem też chcę. Teraz np. lecą do mnie lakieru china glaze i mój pierwszy top coat (ciekawe, czyja to zasługa;), zanim nie poczytałam odpowiedniego wątku, nawet nie wiedziałam, że taki preparat istnieje;)
      Wolę kosmetyki pielęgnacyjne, kolorówkę jestem sobie w stanie w miarę łatwo odpuścić (doszedłszy do pewnej zadowalającej mnie bazy, rzecz jasna). Nie kupuję specjalnie wielkich zapasów, a już na pewno nie otwieram nowych opakowań, jesli stare nie zostały rozcięte i wręcz "wylizane" do czysta - ot, takie natręctwo, które na starość może zmieni się w patologiczne skąpstwo;)
      • yaga7 Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 04.01.12, 15:13
        Z pielęgnacji potrafię mieć otwartych kilka kremów na raz, do tego jeszcze jakieś próbki. Misz masz kompletny.

        W związku z tym wydaje mi się, że Twoje podejście jest jednak bardziej rozsądne niż moje ;)
        • izas55 Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 04.01.12, 15:22
          Ja mam otwarte kilka kremów na raz, które krążą miedzy łazienką a lodówką w zależności od nastroju. Ciągle się usprawiedliwiam, ze to w ramach testowania rynku ;-)
          • yaga7 Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 04.01.12, 15:24
            Ooo, dobrze, że nie jestem jedyna :D
    • lonely.stoner Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 04.01.12, 16:54
      odkad wnikliwie czytam etykiety i sklady kosmetykow jestem BARDZO odporna na wszelkie reklamy, zachety i nawet jesli produkt zbiera mnostwo pozytywnych opini na wizazu czy makeupalley, to po przeczytaniu skladu wiem czy to bujda i dobry chwyt marketingowy czy faktycznie dziala. I poniewaz juz wiem co jest dobre dla mojej skory a co nie to wiem ze nie kazdy skladnik bedzie dobry :) kremow narazie mam 1. Kolorowki tyle ile potrzeba, nie wiecej :)
      • pinupgirl_dg Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 04.01.12, 19:30
        > odkad wnikliwie czytam etykiety i sklady kosmetykow jestem BARDZO odporna na ws
        > zelkie reklamy, zachety i nawet jesli produkt zbiera mnostwo pozytywnych opini
        > na wizazu czy makeupalley, to po przeczytaniu skladu wiem czy to bujda i dobry
        > chwyt marketingowy czy faktycznie dziala. I poniewaz juz wiem co jest dobre dla
        > mojej skory a co nie to wiem ze nie kazdy skladnik bedzie dobry :)

        Też mi się tak wydawało. Na 99% wiem, na jaki składnik jestem uczulona i jego rzeczywiście unikam, unikam też formaldehydu, takie są moje wnioski po jakichś 2 latach czytania składów :P. Wniosków bylo więcej, ale z czasem część upadła, reszty jestem pewna na jakieś 50%. Dla mnie czytanie składów to jednej z wielu koników, którym zaraziłam się na wizażu. Składy czytam nadal, ale z większym dystansem, bo trudno jednoznacznie powiedzieć, że to zmniejsza u mnie ryzyko nietrafienia, wpadek kosmetykowych wciąż zaliczam sporo. Ostatnio jednak bardziej kieruję się recenzjami.
    • anne_stesia Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 04.01.12, 18:54
      Kremów chciałabym mieć kilka, bo różne potrzeby ma moja skóra i wkrótce dokupię sobię wszystko co mi potrzebne i nic więcej - ta dziedzina mnie jakoś nie kręci, do nowości podchodzę nieufnie i nie lubię kupować kosmetyków pielęgnacyjnych, bo ciężko mi się zdecydować.

      Natomiast z kolorówką popłynęłam... :D
      Aktualnie mam fazę na lakiery China Glaze - mogłabym mieć ich duuuużo, na chciej-liście mam jeszcze z 10, kolekcja liczy póki co 6. Aczkolwiek staram się hamować, bo potem szkoda mi tych wszystkich nieużywanych i tego, że mam tylko 20 paznokci :D
      Lubię też kredki żelowe z Avonu - mam 4 kolory, niedługo muszę kupić nową brązową, bo się kończy, ponadto kolekcjonuję też eyelinery - w końcu kreska to podstawa mojego codziennego makijażu, bo efektowna, ale dość dyskretna za okularami.
      Szminek nie lubię i mam jedną, której i tak nie używam. Idealna kolorem się złamała, a wcześniej irytowała mnie tym, że włazi w suche skórki i tam się zbiera.
      Puder mam jeden, już go nie zmienię, bo jest idealny. Podkładów też nie testuję (chyba, że w próbkach), bo kocham mój jeden jedyny z Sephory i jest mi z nim idealnie.
      Uwielbiam za to pędzelki - mogłabym ich mieć jak najwięcej, w różnym kształcie :)

      Chyba jednak nie jest ze mną tak źle :)
    • ciociazlarada Świetny wątek:) 04.01.12, 19:28
      Ale ciężko mi cokolwiek w nim napisać. Na pewno kupuję sporo rzeczy, ale chyba relatywnie mało kosmetyków i zdaję sobie sprawę, że moje motywacje są raczej hedonistyczne - ot, nuda, "coś w nagrodę", "zimno dziś", "ale zarządziłaś, kup sobie lakier" - a więc typowe polepszacze nastroju.

      Z drugiej strony nie rzucam się na nowości. Stosuję od kilku lat te same kremy i oleje do twarzy. Z trzeciej strony, testuję sporo minerałów, kupuję sporo perfum i inwestuję w półprodukty, bo sama robię swoją kolorówkę. Jednak w drogerii nie rzucam się na półki i najczęściej wychodzę z pustymi rękami...

      Z czwartej strony 95% rzeczy (nie do jedzenia i picia) kupuję przez sieć, a wiadomo jak to jest - przez internet kupujemy dwa razy - raz jak płacimy, drugi raz jak przychodzi paczka:) Dla mnie to niezła spirala, bo "kara" (czyli koszt) i "nagroda" (czyli dobra nabyte) są tak od siebie oddalone i fizycznie, i w czasie, że nie faktyczny kac pozakupowy nie występuje.
    • mszn Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 04.01.12, 22:06
      Bardzo uważam, żeby nie kupować więcej, niż potrzebuję - choć potrzeby definiuję liberalnie, z marginesem na to, że przedmioty mają nie tylko użytkową wartość, ale też są źródłem przyjemności. Mogę jednak liczyć na czerwoną lampkę w głowie i na to, że zapala się w odpowiednim momencie, np. przy dziesięciu lakierach w szufladzie, a nie stu. W święta odkryłam podkłady minealne i pierwszy raz zobaczyłam, jak fajne mogą być porządne pędzle do makijażu, już-już miałam zamawiać więcej, ale lampka się zapaliła - skoro mam tyle pędzli, że mogę bez problemu wykonać pełny makijaż, to po co mi więcej?

      Nie umiem mieć więcej niż 1-2 kosmetyki pełniące tę samą funkcję. Jedyne, na czym potrafiłam popłynąć z zakupami, to swego czasu odżywki do włosów, potrafiłam mieć i z dziesięć-dwanaście różnych, teraz mam 3-4 i jest okej. Bardzo rzadko ulegam w drogerii impulsom typu: ooo, jaki fajny krem do rąk, kupię, przecież na pewno się zużyje. Kupuję, jak coś zużyję do końca, a ponieważ w wielu pielęgnacyjnych kategoriach odkryłam ideały, nie ciągnie mnie do zmian.

      Gromadzenie przedmiotów ponad potrzebę postrzegam mocno negatywnie, także u innych ludzi (nie strzelam nikomu gadek umoralniających, ale robi mi się tak samo przykro, jak kiedy widzę ludzi wrzucających jedno ubranie do pralki na cały cykl albo właścicieli domów z ogrodem kupujących elektryczną suszarkę do ubrań).
      Okej, lubię bieliznę, więc mam staników kilkanaście, a nie powiedzmy minimalne 3-4. Ale jeśli miałabym tych staników tyle, że zaczęłabym zapominać, co gdzie leży i czy już taki sam mam, to byłoby źle. To samo z kupowaniem tylu książek, że nie byłabym w stanie ich przez rok przeczytać, albo takiej ilości kolorówki, że musiałabym się przez 10 lat codziennie malować, żeby to zużyć (zapadł mi w pamięć jeden z postów na mineralnym blogu Cathy, który nota bene chyba już nie działa, w którym pisała, że ma ponad 20 pełnowymiarowych podkładów mineralnych).
      • izas55 Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 05.01.12, 14:26
        mszn napisała:

        > Gromadzenie przedmiotów ponad potrzebę postrzegam mocno negatywnie, także u inn
        > ych ludzi (nie strzelam nikomu gadek umoralniających, ale robi mi się tak samo
        > przykro, jak kiedy widzę ludzi wrzucających jedno ubranie do pralki na cały cyk
        > l albo właścicieli domów z ogrodem kupujących elektryczną suszarkę do ubrań).
        > Okej, lubię bieliznę, więc mam staników kilkanaście, a nie powiedzmy minimalne
        > 3-4.

        Staników nie mam 3-4, żeby mi się uskładało prania w odpowiednim kolorze na całą pralkę i żebym nie musiała prać jednej sztuki ;-).
        Czy ci też smutno z powodu moich lakierów? No to jak a jest różnica między moimi lakierami albo cieniami do oczu a twoimi stanikami, czy jest ci przykro z powodu ich posiadania? ;-). Gdzie biegnie granica w sam raz-za dużo? W panowaniu nad ilością? Ja świetnie wiem jakie mam odcienie lakierów i w których pudełkach są posegregowane. Lubię wieczorem pomyśleć sobie co na siebie założę następnego dnia i jaki lakier mi będzie do tego pasował. Kiedyś jak bardziej się pasjonowałam kosmetykami potrafiłam wyrecytować z pamięci numery i nazwy odcieni wszystkich moich szminek, a było ich z 50. Teraz i tak kupuje już brudne różobeże, więc mam ich tylko kilka. Cóż wiek już nie ten, żeby paradować we wściekłej fuksji od rana do nocy ;-).
        I pytam zupełnie serio. Bo ja nie odczuwam, że mam za dużo, swobodnie jestem w stanie zrezygnować z kupienia czegoś, ciągle używam odżywki do włosów kupionej półtora roku temu w 1,5L butelce. Kremów mam kilka bo w trakcie cyklu tak strasznie zmienia mi się nawilżenie i natłuszczenie cery, że z jednym nie dałabym rady.
        Ironicznie mówię o sobie kosmetyczna zakupoholiczka, ale to dlatego, że sprawia mi to przyjemność, zupełnie tak jak kupowanie książek. Zapach świeżo otwartej wydrukowanej książki - bezcenny. Gdybym miała większą powierzchnię ścian, natychmiast zastawiłabym ją regałami :-).
        • pinupgirl_dg Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 05.01.12, 17:08
          "Gdzie biegnie granica w sam raz-za dużo?"

          U mnie za dużo zaczyna się wtedy, gdy nie nadążam z wykańczaniem kosmetyków, zanim upłynie termin ważności albo się zepsują. Z lakierów mam ze 2-3 czerwienie, jakieś dwa beże, trochę różów, kilka bezbarwnych. W sumie jakieś 10-15 sztuk, to niedobitki znacznie większej kolekcji, która w większości jest już w koszu. Dla mnie to już jest za dużo, bo lakieruję raz na tydzień, najczęściej ciągle tym samym odcieniem, więc co chwilę wyrzucam pełne buteleczki lakierów, które miałam na sobie może ze dwa razy. Gdybym lakierowa częściej i rzeczywiście szalała z kolorami, to pewnie byłoby akurat, a może nawet za mało.
          • izas55 Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 05.01.12, 18:26
            To ja muszę powiedzieć że mam w swojej kolekcji lakiery ponad 10 letnie, które są w znakomitym stanie, trzymam je w lodówce, rozcieńczam gdy zgęstnieją. No i maluję paznokcie codziennie albo co drugi dzień więc mi szybciej schodzą ;-)
            • pinupgirl_dg Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 06.01.12, 12:36
              > To ja muszę powiedzieć że mam w swojej kolekcji lakiery ponad 10 letnie, które
              > są w znakomitym stanie, trzymam je w lodówce, rozcieńczam gdy zgęstnieją. No i
              > maluję paznokcie codziennie albo co drugi dzień więc mi szybciej schodzą ;-)


              Ja niestety nie dbam tak o lakiery :|. Jeden lakier jestem w stanie zużyć prawie do końca, ale teraz mam ich za dużo. Za to mogę mieć spokojnie kilka różnych kremów do rąk i balsamów do ust, mam je w kieszeniach kurtek, torebkach, przy łóżku, na biurkach, w łazience itd itd, tego akurat chyba nigdy nie mam dość, bo używam ich kilkanaście razy w ciągu dnia i wszystkie elegancko wykańczam. Mogłabym też mieć większą kolekcję cieni, przymierzam się do rozszerzenia, bo chociaż nie maluję się codziennie, to cienie, zaraz po podkładzie, są najczęściej używanymi przezemnie kosmetykami kolorowymi, często używam ich nawet bez tuszu, poza tym w tej kwestii akurat lubię eksperymentować z kolorami. Lubię też kupować mydełka, to tania rzecz, która praktycznie się nie psuje i na pewno się zużyje, kupuję w ramach poprawiania sobie nastroju.
              • izas55 Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 06.01.12, 12:40
                pinupgirl_dg napisała:

                Za to mogę mieć spokojnie kilka różnych
                > kremów do rąk i balsamów do ust, mam je w kieszeniach kurtek, torebkach, przy ł
                > óżku, na biurkach, w łazience itd itd, tego akurat chyba nigdy nie mam dość, bo
                > używam ich kilkanaście razy w ciągu dnia i wszystkie elegancko wykańczam.

                To zupełnie tak jak ja ;-)
                Ja muszę mieć krem do rąk w zasięgu wzroku, żeby go używać. A w każdym ciuchu wierzchnim i w większości marynarek lub żakietów z kieszeniami znajdzie się zawsze jakiś byszczyk. Muszę mieć ten komfort, że zawsze będę się miała czym posmarować
        • mszn Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 05.01.12, 22:48
          Nie no, dlatego pisałam, że w moim pojęciu "nic ponad potrzebę" w owej potrzebie zawiera się też ten aspekt hobbystyczno-przyjemnościowy, i granicę każda z nas musi sobie wyznaczyć sama. Ja wszystkie moje obecne staniki jestem w stanie regularnie nosić (minus te zostawione na wypadek zmian rozmiaru, wiadomo), kilkudziesięciu już bym nie dała rady i zaczęłabym się gubić. Przy moich dziesięciu lakierach ciągle mam wyrzuty, że ich nie używam, Ty malujesz paznokcie tak często, że i sto jest w ciągłym ruchu. No i fajnie. Ale chyba przyznasz, że są osoby, które w niektórych sprawach nie potrafią sobie powiedzieć dość.

          W przypadku dóbr psujących się łatwo o definiowalną granicę - tak jak wspomniała Pinupgirl, jeśli nie jesteśmy w stanie zużyć naszych zapasów i z góry skazani jesteśmy na wyrzucanie, to można mówić, że coś jest nie tak. Z ciuchami sprawa jest już trudniejsza, ale da się znaleźć wyraziste przykłady typu: wracam z zakupów z nową czarną bluzką, a tydzień później znajduję na dnie szafy identyczną, jeszcze z metkami. I tak dalej. A jeśli chodzi o książkowe zbieractwo, to dobrze, że forum jest kosmetyczne ;), bo na ten temat można długo dyskutować, i sama jeszcze nie wiem, czego się trzymać.

          Być może odbieram sobie część radości z życia wiecznym martwieniem się o niemarnowanie żywności, surowców i energii, ale tak już mam. No i przy takim sposobie patrzenia na rzeczy nie da się uniknąć dylematów: własna przyjemność czy powstrzymanie się przed zbieractwem.
      • veev Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 16.04.12, 11:56
        > Gromadzenie przedmiotów ponad potrzebę postrzegam mocno negatywnie, także u inn
        > ych ludzi (nie strzelam nikomu gadek umoralniających, ale robi mi się tak samo
        > przykro, jak kiedy widzę ludzi wrzucających jedno ubranie do pralki na cały cyk
        > l albo właścicieli domów z ogrodem kupujących elektryczną suszarkę do ubrań).

        Ja mam dom z ogrodem i marzę o elektrycznej suszarce do ubrań :) W naszym klimacie sezon na suszenie prania na dworze to jakieś góra 7 miesięcy, a przez pozostałe - cóż, najczęściej stawiamy przy kominku w salonie rozkładaną suszarkę z ikei ;) A ponieważ pranie wychodzi nam 3-4 razy w tygodniu, to ta suszarka całą zimę mieszka z nami. I już naprawdę nie mogę się doczekać chwili, kiedy w końcu przestanie ;)
    • slotna Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 05.01.12, 13:38
      Kupuje, kiedy czegos potrzebuje, czyli podklad, puder, roz, kredke, tusz, kiedy mi sie koncza. Mam z 10 roznych opakowan cieni, kupionych na przestrzeni wielu lat, wiecej nie kupuje, bo i tak uzywam tylko Diora, a te sa tak wydajne, ze nadal mam swoja pierwsza paletke. Nie uzywam szminek, lakierow. Nie czytam blogow o makijazu i pielegnacji. Zdarza mi sie czasem kupic spontanicznie jakas maseczke, krem, kredke, takie drobne rzeczy, ale rzadko, bo ja w ogole rzadko chodze na zakupy.
    • ciociazlarada A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych"? 05.01.12, 19:10
      Rozmawiamy o gromadzeniu ilościowym, ciekawa jestem czy macie również górny pułap na jednorazowy wydatek?

      Na zachętę powiem, że ja owszem. Cała idea kosmetyków luksusowych (oraz ubrań od tzw. "znanych projektantów"), oprócz perfum, na które nie mam limitu:), jest skierowana zupełnie nie do mnie - mam węża w kieszeni i uważam, że powyżej pewnego pułapu cena kosmetyku działa głównie na sztucznie kreowane poczucie wyjątkowości i elitarności, z jego faktycznym działaniem na skórę ma niewiele wspólnego.

      Po drugie, jak znajdę jakiś sprawdzony kosmetyk, to jestem mu wierna. Zużyłam już X butelek płynu micelarnego Biodermy i żadna reklama ani recenzja nie zmusi mnie do nabycia jego super-luksusowego odpowiednika, to samo jest z Triacnealem, który jest moim ukochanym specyfikiem przeciwzmarszczkowo-wygładzającym.

      Górnego pułapu jako takiego nie mam, nie otrząsam się z obrzydzeniem na widok kolorówki np. Diora, ale kremów La Prairie nie kupię:-)
      • kis-moho Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 05.01.12, 19:32
        > Rozmawiamy o gromadzeniu ilościowym, ciekawa jestem czy macie również górny puł
        > ap na jednorazowy wydatek?
        > Na zachętę powiem, że ja owszem. Cała idea kosmetyków luksusowych (oraz ubrań o
        > d tzw. "znanych projektantów")

        Ja teoretycznie też, przynajmniej w przypadku kosmetyków. Są rzeczy, na które jestem w stanie wydać więcej, ale cena dla mnie nie przekłada się prosto na jakość. Z drugiej strony, mój budżet nie jest nieograniczony, nie wiem, czy nie pisałabym inaczej, gdybym mogła wydać więcej - ale chyba nie. Na pewno jestem w stanie wydać więcej na kolorówkę niż na kremy. Kremy stosuję jak najprostsze, one nie są zwykle szaleńczo drogie. Kolorówkę natomiast lubię niebanalną, nie lubię wszechobecnych w tańszych wersjach błyszczących drobinek, cenię fajne kolory. Ale ceny zdecydowanie nie wiążę z jakością.
        Co do ubrań, to już bym nie była taka pewna. Budżet mam ograniczony, więc mnie nie ponosi, ale mogę sobie wyobrazić wydanie sporej sumy na ciuchy. Tu widzę większy związek cena-jakość, nie tylko pod względem materiału, ale też designu.
        • ciociazlarada Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 05.01.12, 19:52
          kis-moho napisała:

          > Co do ubrań, to już bym nie była taka pewna. Budżet mam ograniczony, więc mnie
          > nie ponosi, ale mogę sobie wyobrazić wydanie sporej sumy na ciuchy. Tu widzę wi
          > ększy związek cena-jakość, nie tylko pod względem materiału, ale też designu.

          Z kolorówką mam podobnie, a właściwie to z tuszem do rzęs - kupuję raczej te z wyższej (ale nie bardzo wysokiej) półki (i niestety zawsze jestem rozczarowana).

          Z ciuchami to zależy. Łatwo usprawiedliwiam wydanie kasy na porządny ciuch, ale w pewnych granicach. Kupuję jedynie dobre buty, bo to wydatek na lata, a po drugie stopy mam tylko dwie:-). Podobnie mam z rzeczami użytkowymi - kurtka na snowboard musi być z Goretexu, który kosztuje, podobnie spodnie, bo mam częsty kontakt z Matką Ziemią:-) Staram się również, w miarę możliwości, kupować rzeczy produkowane lokalnie i w Europie - co ostatecznie sprowadza się obecnie do inwestowania w Biubiu:-)

          Z drugiej strony, przy okazji służbowej "froterowaliśmy się" z kolegą po quadrilatero della moda w Milanie. Zauważyłam naprawdę rewelacyjną torebkę i mówię mu: jest taka świetna, że spokojnie dałabym za nią 400 euro. Kosztowała 1300, bo nie była ze skóry, ale masz odpowiedź co do moich prywatnych wyobrażeń na temat tego, ile maksymalnie warte są designerskie rzeczy:-) Torebka (nieskórzana) była według mnie "wykonana" za 200, a pozostałe 200 byłabym w stanie dopłacić za ideę i marketing...
          • kis-moho Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 05.01.12, 20:04
            > Z drugiej strony, przy okazji służbowej "froterowaliśmy się" z kolegą po quadri
            > latero della moda w Milanie. Zauważyłam naprawdę rewelacyjną torebkę i mówię mu
            > : jest taka świetna, że spokojnie dałabym za nią 400 euro. Kosztowała 1300, bo
            > nie była ze skóry, ale masz odpowiedź co do moich prywatnych wyobrażeń na temat
            > tego, ile maksymalnie warte są designerskie rzeczy:-) Torebka (nieskórzana) by
            > ła według mnie "wykonana" za 200, a pozostałe 200 byłabym w stanie dopłacić za
            > ideę i marketing...

            No właśnie... Sama nie wiem. Mnie szczerze zachwycają rzeczy prosto z wybiegów (po ewentualnym dostosowaniu do noszenia przez zwykłych śmiertelników), i widzę, że jest to coś więcej niż ciuch nawet dobrej jakości z masowej produkcji (inaczej, niż w przypadku wielu kosmetyków). Ale nawet nie zbliżam się do środków, które by mi pozwoliły coś takiego kupić (ani nie miałabym gdzie takich rzeczy nosić), więc moje rozważania są czysto teoretyczne. Nie wiem, czy mogłabym wydać 1300 euro na sukienkę (bo na torebkę na pewno nie), ale może? Zresztą, to już są rozważania bardzo abstrakcyjne w mojej sytuacji :o)
            • ciociazlarada Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 05.01.12, 20:13
              kis-moho napisała:

              > No właśnie... Sama nie wiem. Mnie szczerze zachwycają rzeczy prosto z wybiegów
              > (po ewentualnym dostosowaniu do noszenia przez zwykłych śmiertelników), i widzę
              > , że jest to coś więcej niż ciuch nawet dobrej jakości z masowej produkcji (ina
              > czej, niż w przypadku wielu kosmetyków).

              To coś innego, bo na mnie ten czar jest stracony. Ubieram się praktycznie podobnie od miliona lat i nigdy nie wiem co jest modne, staram się tylko podkreślać atuty i maskować defekty. Pokazów mody nie oglądam, bo od razu zaczynam się odchudzać; z prasy kolorowej czytałam ostatnio duński Motor, Twój Styl mojej mamy i HiFi News; jestem naprawdę modoodporna;-)
              • kis-moho Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 05.01.12, 22:59
                > To coś innego, bo na mnie ten czar jest stracony. Ubieram się praktycznie podob
                > nie od miliona lat i nigdy nie wiem co jest modne, staram się tylko podkreślać
                > atuty i maskować defekty.

                A, to jeszcze inna rzecz. Bo zachwyty to jedno, a moja wygodna i praktyczna dusza to drugie. Ja lubię oglądać dobre zdjęcia mody ze względów estetycznych, nie przekłada się to specjalnie na mój wygląd codzienny. Polar bywa nadal moim najlepszym przyjacielem :o)

                > Pokazów mody nie oglądam, bo od razu zaczynam się odchudzać

                Pokazy mody to dla mnie szczyt nudy. Mam w google readerze parę blogów modowych, które czasem jak mam wolną chwilę przeglądam. I tyle, aż tak bardzo na bieżąco nie jestem. Mogę się zachwycać kolekcją jesień/zima 2008, nieaktualność mnie nie rusza :o)
          • yaga7 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 05.01.12, 20:22
            Wiesz co, ja myślę, że te górne pułapy u Ciebie, a tutaj w Polsce to będzie niebo a ziemia ;)

            Dla mnie torebka za 400 euro to jest jednak abstrakcja i na pewno tyle bym za torebkę nie dała. Ale to pewnie dlatego, ze ja po prostu nie lubię wydawać na torebki. Buty to co innego ;) Z kolei inna osoba nie wyda tyle ani na torebkę, ani na buty, ani na ciucha.
            W sumie cena 400 euro dla Polki zarabiającej tyle na miesiąc to musi być już totalna abstrakcja. Nie mówiąc o cenie 1300 euro :P
            Dlatego też Dior jest u nas uznawany za górną półkę, a La Prairie to już jednak mega górna półka dla przeciętnego zjadacza chleba zarabiającego średnią krajową w Polsce.
            • ciociazlarada Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 05.01.12, 20:38
              Jak najbardziej biorę pod uwagę istnienie fizycznych pułapów, dlatego pytam o psychologiczne - dla mnie "luksusowe" kosmetyki są za drogie, bez względu na to czy stać mnie na nie czy nie. Nie kupię bo uważam, że nie są tego warte, zwłaszcza kremy i spółka:)

              Co do torebki, użyłam jej tylko jako przykładowej ilustracji tego, że zupełnie nieświadomie "wyceniłam" designerski gadżet na mniej niż 1/3 tego, co projektant;)
          • ochanomizu Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 05.01.12, 22:31
            >Staram się również, w miarę możliwości, kupować rzeczy produkowane lokalnie i w Europie - >co ostatecznie sprowadza się obecnie do inwestowania w Biubiu.
            Ciociu, czy my nie jesteśmy bliźniaczkami rozdzielonym w niemowlęctwie? Po raz kolejny czytając Twój post mam wrażenie, jakbym to ja przelała swoje myśli na papier ;)
            Też staram się głównie kupować produkty produkowane w Europie (wyjątek robię dla halfów Frei), i coraz częściej i znajomi, i sprzedawcy w sklepach patrzą na mnie jak na wariatkę, że nie chcę kupować wszechobecnej chińszczyzny.
            Mój małżonek myśli podobnie - no i gromadzimy plastikowe pojemniczki wyprodukowane w Szwajcarii, niemieckie blachy do ciasta, czy inne akcesoria - na zapas ;)
      • mszn Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 05.01.12, 23:00
        Różne limity siedzą mi w głowie, ale to chyba przypadłość każdej osoby, która patrzy na jakość i jakoś tam szanuje swoje pieniądze. Oczywiście za lepszą jakość dam więcej pieniędzy - to też oznacza, że za ciuchy z sieciówek w 90% nie zapłacę niewyprzedażowej ceny.

        "Prawdziwych" perfum jeszcze nie kupuję, powoli się zbieram do pierwszego flakonu, ale myślę, że 100 euro będzie mi siedziało w głowie jako limit. Droga pielęgnacja to dla mnie marki typu Avene, LRP i np. oleje do włosów, ale to są rzeczy, które kupuje się ze względu na wysoką jakość konkretnego w nich składnika (kwasy, olej, filtry etc), a i ceny nie zbijają tak z nóg. Za kolorówkę Diora czy Chanel mogę dać tyle, ile mają na metce (na lotnisku :) ), ale ze świadomością, że kupuję sobie za te pieniądze poczucie luksusu, a nie nie wiadomo jak wyśrubowaną jakość (faktycznie w przypadku kosmetyków pielęgnacyjnych poczucie luksusu jest mi bardziej niż obojętne). Więc jako prezent dla siebie raz na kilka lat może być. Na co dzień mam dużo tańsze i przyjemniejsze przyjemności.
      • izas55 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 06.01.12, 11:18
        Zwykle nie używam. Głównie dlatego, że w znakomitej większości przypadków nie oferują niczego co by mnie tak na prawdę kręciło jeżeli chodzi o kosmetyki. Te wysokopółkowe firmy zwykle i tak należą do kilku koncernów, tak samo jak firmy dostępne w drogeriach. Jest to robione żeby pokryć cały rynek, a w i jednych i drugich kosmetykach często jest to samo. W wysokopółkowych płaci się dodatkowo za luksus.

        Nie kupię sobie La Mer, Sisley czy LaPrairie czy też innych dostępnych tylko tych z grubym portfelem. I nie dla tego, że aż tak mnie nie stać, ale dlatego, że moim zdaniem nie oferują wcale nic tak działającego co by usprawiedliwiało ich cenę. Kiedyś gdy byłam biedną jak mysz studentką kochałam Lancome i ta miłość przeszła mi właściwie gdy zrozumiałam, że to i tak L'oreal, w droższych opakowaniach.

        To samo jest z kolorówką. WIele rzeczy bardzo mi się podoba, ale pozostaje w znakomitej większości wierna Inglotowi. Oczywiście idę od czasu do czasu pooglądać sobie MACa, czy śliczne piątki cieni DIora, ale i tak kończy się na Inglocie. Stosunek ceny do jakości i chęć wsparcia firmy własnym portfelem robi swoje. Ostatnio tylko raz kupiłam sobie Naked Palette UrbanDecay, który właściwie luskusową marką i tak nie jest. Głownie dlatego, że od lat bardzo ją chciałam mieć.

        Wyjątek robię dla perfum, w większości i tak używam raczej takich w średnich cenach, ale mam kilka ulubionch, które są dość niszowe i kosztują zaporowo, a na lotniskach ich po prostu nie ma. Spędzam wtedy dużo czasu, żeby je dorwać gdzieś taniej za granicą.

        A w ogóle, to to pytanie przypomniało mi jeszcze o jednym o co chciałam was zapytać. Czy kupujecie kosmetyki ze względu na obraz firmy? Na przykład The Body Shop, który był jedną z pierwszych ekologicznych firm w latach 70 tych, do której można było przyjść z własną butelką żeby kupić szampon. Czy dla was jest to ta sama firma odkąd jest częścią molocha L'oreal?
        • kis-moho Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 06.01.12, 11:34
          > A w ogóle, to to pytanie przypomniało mi jeszcze o jednym o co chciałam was zap
          > ytać. Czy kupujecie kosmetyki ze względu na obraz firmy? Na przykład The Body S
          > hop, który był jedną z pierwszych ekologicznych firm w latach 70 tych, do które
          > j można było przyjść z własną butelką żeby kupić szampon. Czy dla was jest to t
          > a sama firma odkąd jest częścią molocha L'oreal?

          Nie. Moje zakupy są w 100% wolne od ideologii. Nie jest dla mnie istotne, że firma jest 100% albo 99% organic, natural, fair trade, vegan czy cokolwiek innego. Kupuje lokalnie, jeżeli mi się podoba (albo smakuje), ale jeżeli nie, to może być made in China albo Bangladesh. Nie zwracam uwagi na carbon footprint. Nie kupuję produktów Bio tylko dlatego, że są bio (jak są smaczne, to i owszem), nie interesuje mnie certyfikat "wolne od GMO". Znaczek against animal testing nie skłoni mnie do kupna, aczkolwiek to jest jedyna rzecz, w której widzę potencjał, bo jest chyba najbardziej kontrolowanym znakiem. To wszystko nie dlatego, że mnie nic nie obchodzi, ale dlatego, że jestem cynikiem do szpiku kości i nie wierzę.
          A teraz pewnie mnie zjecie za to wyznanie :o)
          • magdalaena1977 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 06.01.12, 11:42
            kis-moho napisała:

            > Nie. Moje zakupy są w 100% wolne od ideologii. Nie jest dla mnie istotne, że fi
            > rma jest 100% albo 99% organic, natural, fair trade, vegan czy cokolwiek innego.

            Ja też tak mam. Tzn porównuję jakość (co do kosmetyków składy i opinie) + cenę i kupuję to, co wypada najkorzystniej.
            Zresztą zawsze mam poważne wątpliwości, na ile te wszystkie produkty faktycznie są organic czy bio.
            • kis-moho Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 06.01.12, 11:48
              > Zresztą zawsze mam poważne wątpliwości, na ile te wszystkie produkty faktycznie
              > są organic czy bio.

              Część pewnie jest zgodna z konkretną definicją "organic", bo są i organizacje wydające odpowiednie certyfikaty. Ale po pierwsze - nie zawsze wiem, co to ma dla mnie/dla świata dobrego zdziałać, po drugie, przepisy w przemyśle kosmetycznym i spożywczym są omijane dość kreatywnie, i ja stosuję zasadę ograniczonego zaufania. Tym bardziej do rzeczy "fair trade" - idea szczytna, zaufania nie mam za grosz. Czy lokalni producenci - fajnie jest wspierać rolnika zza miedzy, ale czy on sam faktycznie korzysta z lokalnych produktów? Czy tak jak w przypadku bawarskiego mleka pochodzi ono z dolnej saksonii, a jest tylko przelewane w poblizu alp?
              Może to smutne, ale z organizacji i firm mających poprawiać świat wierzę jedynie lekarzom bez granic i wośp, i też nie wiem, czy się kiedyś nie zawiodę.
          • mszn Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 06.01.12, 14:02
            Z tym testowaniem na zwierzętach sprawa też nie jest prosta i ja właśnie kierując się ograniczonym zaufaniem przestałam się tym znaczkiem przejmować. Ogólnie chodzi o to, że sam producent może nie testować, ale składniki, które kupuje, bardzo często testowane są (gdzieś kiedyś czytałam, że są takie składniki, od których prawo wymaga testowania na zwierzętach przed wpuszczeniem na rynek, ale chyba chodziło o USA). Nie mam zamiaru wnikać, czy pośrednicy pośredników też są sprawdzani itd.
        • pinupgirl_dg Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 06.01.12, 12:57
          > A w ogóle, to to pytanie przypomniało mi jeszcze o jednym o co chciałam was zap
          > ytać. Czy kupujecie kosmetyki ze względu na obraz firmy? Na przykład The Body S
          > hop, który był jedną z pierwszych ekologicznych firm w latach 70 tych, do które
          > j można było przyjść z własną butelką żeby kupić szampon. Czy dla was jest to t
          > a sama firma odkąd jest częścią molocha L'oreal?

          A jest? Nawet nie wiedziałam. Na bio, organic zwracam uwagę na etykietach, chociaż tak szczerze jest mi wszystko jedno, ile w tym prawdy ;). Za to zwracam uwagę na to, czy firma testuje na zwierzętach i staram się, według mojej wiedzy, unikać takich rzeczy. Podobnie lubię wspierać lokalnych producentów, czyli w moim przypadku w pierwszym rzędzie będzie to Pollena Malwa, potem Ziaja, a potem TBS czy coś. Niestety, chyba słabo wspieram, bo co chwila wycofują moje ukochane kosmetyki :(.

          A co do głównego pytania - mój budżet jest dość ograniczony, chociaż są rzeczy, na które mogłabym wydać nawet nieprzyzwoitą jak dla mnie cenę. Np. podkład, chociaż używam podkładu za 10zł i jak dla mnie jest idealny i lepszy od wielu ze średniej półki, to gdybym znalazła coś jeszcze lepszego na wyższej półce to pewnie bym się skusiła, gdybym miała za co. Na razie nawet na tę wyższą półkę nie zaglądam, bo po co się dołować ;).
        • mszn Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 06.01.12, 14:07
          Body Shop to dla mnie śmiech na sali. Nie umiem sobie wyobrazić produkcji na tę skalę, trzymającej się tych wszystkich cudownych standardów, zresztą oni też za wiele nie obiecują, krem z fair trade wanilią ma tej wanilii 1%, a reszta już jest standardowa, nawet nie udają, że derywaty np. oleju kokosowego pochodzą z kokosów, które nie rosną na ziemi wydartej tropikalnemu lasowi etc. (pewnie piszę teraz piramidalne głupoty, nie wiem, gdzie na świecie rosną kokosy ;), ale wiadomo, o co mi chodzi).
          Nie mówiąc już o tym, że trzymając się niemieckich i polskich marek za cenę TBS mam 3 razy więcej kosmetyków lepszej lub porównywalnej jakości.
          • pinupgirl_dg Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 06.01.12, 14:25
            > Body Shop to dla mnie śmiech na sali. Nie umiem sobie wyobrazić produkcji na tę
            > skalę, trzymającej się tych wszystkich cudownych standardów, zresztą oni też z
            > a wiele nie obiecują, krem z fair trade wanilią ma tej wanilii 1%, a reszta już
            > jest standardowa, nawet nie udają, że derywaty np. oleju kokosowego pochodzą z
            > kokosów, które nie rosną na ziemi wydartej tropikalnemu lasowi etc. (pewnie pi
            > szę teraz piramidalne głupoty, nie wiem, gdzie na świecie rosną kokosy ;), ale
            > wiadomo, o co mi chodzi).

            Ano właśnie, jeśli nie obiecują i nie udają, to trudno od nich tego wymagać. Tzn ja nawet nie wiem, co obiecują, bo zakupy w TBS robiłam może ze dwa razy i to dawno temu, dla mnie te kosmetyki są bardzo przeciętnie, ale przyjemne w używaniu, a dla mnie to ważniejsze, niż "wolne od GMO" :). Zdaję sobie sprawę, że jeśli chcę mieć prawdziwie ekologiczne kosmetyki, to muszę jeszcze trochę dołożyć albo kręcić je sama z półproduktów z certyfikatami. Moja ekologia polega więc tylko na tym, że staram się zużywać wszystko do końca i segregować opakowania itd.
          • ciociazlarada Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 06.01.12, 18:27
            TBS był molochem jeszcze przed chorobą Anity Roddick i sprzedażą L'Orealowi. Akurat miałam przyjemność obejrzeć go sobie od środka, bo koleżanka koleżanki mojej rodziny:) jest tam MD (czyli czegoś tam szefem). Składy kosmetyków nie odbiegają od tego, co można kupić w reszcie masówki, ale też, jak zauważyłyście, nie obiecują wiele, kto się nacina na "eko imydż" to jego sprawa. Ze swojej strony bardzo polecam krem konopny do rąk, starcza na lata, więc jest w miarę tani:)


            Co do tzw. "ekologii" to jak najbardziej wierzę w certyfikowane kosmetyki - tj. musiałam kiedyś przeczytać dyrektywę o ekologicznej uprawie, więc nie mam zbytnich złudzeń jak taka uprawa wygląda, jakie środki są dozwolone itd., więc oczekiwań nie mam wielkich i kupuję kosmetyki, które działają bez względu na to czy mają certyfikaty, czy nie.

            Bardziej od tzw. "ekologicznych" kosmetyków odrzuca mnie reklamowany brak konserwantów, zwłaszcza w kremach, bo spleśniałym szamponem od biedy mogę się umyć.
            Ostatnio nawet zaszłam do DM i kupiłam sobie krem Alverde - powiem szczerze, masakra: na opakowaniu jest napisane, że nie zawiera konserwantów, nie ma również (wymaganego w większości cywilizowanych krajów UE, np. w Polsce:)) informacji jak długo wolno przechowywać ten krem po otwarciu. Po dodaniu pierwszej okoliczności do drugiej, wynika że muszę go wyp. po dwóch tygodniach. 5 euro za krem na 2 tygodnie to dla mnie dość zaporowa cena:P

            Z drugiej strony, zwłaszcza amerykańskie koncerny takie jak Estee Lauder Companies, budzą we mnie grozę znaczkami "24 M" na swoich kremach i serach, także tych, które trzeba swobodnie odkręcić do użycia, jak np. Advanced Night Repair. Tak źle, i tak nie dobrze:)
            • pinupgirl_dg Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 06.01.12, 21:59
              > Bardziej od tzw. "ekologicznych" kosmetyków odrzuca mnie reklamowany brak konse
              > rwantów, zwłaszcza w kremach, bo spleśniałym szamponem od biedy mogę się umyć.

              Czyli słusznie podchodzę do tego z pewną rezerwą? Coś mi świta z zajęć, że podobno wynalezienie konserwantów obniżoło zachorowalność na raka, bo ludzie zaczęli jeść mniej nadpleśniałych rzeczy. Od tamtej pory łaskawszym okiem patrzę konserwanty i ogólnie całą "wstrętną chemię". Ufam, że grzybek w kremie od czasu do czasu nie będzie tak drastyczny w skutkach, ale jakoś wolę bez.
              • pierwszalitera Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 06.01.12, 22:21
                pinupgirl_dg napisała:

                > Czyli słusznie podchodzę do tego z pewną rezerwą? Coś mi świta z zajęć, że podo
                > bno wynalezienie konserwantów obniżoło zachorowalność na raka, bo ludzie zaczęl
                > i jeść mniej nadpleśniałych rzeczy. Od tamtej pory łaskawszym okiem patrzę kons
                > erwanty i ogólnie całą "wstrętną chemię". Ufam, że grzybek w kremie od czasu do
                > czasu nie będzie tak drastyczny w skutkach, ale jakoś wolę bez.

                Ja nie wiem, skąd się wzięła bajka, że kremy ekologiczne są bez konserwantów. Naturalnie są z konserwantami, tylko biologicznymi. Używa się w tym celu alkoholu, kwasów cytrynowego i mlecznego, witaminy C i E, farnesolu, czy olejków eterycznych o dzałaniu bakteriostatycznym. Pewnie jeszcze czegoś tam. Te substancje działają również dobrze, nie gwarantują jednak wymaganego kiedyś dla kosmetyków terminu do użycia wynoszącego około 3 lata. Dlatego kremy ekologiczne zwykle mają krótszą przydatność podaną na opakowaniu. Nie wiem po komu krem z przydatnością do trzech lat? Na tym zyskuje tylko przemysł kosmetyczny, bo może sobie zapełnić magazyny na zapas. A dzisiaj przy popularności lodówek i lepszej higienie chemiczne konserwanty w żywności nikomu też nie są potrzebne.
            • pierwszalitera Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 06.01.12, 22:07
              ciociazlarada napisała:

              > Bardziej od tzw. "ekologicznych" kosmetyków odrzuca mnie reklamowany brak konse
              > rwantów, zwłaszcza w kremach, bo spleśniałym szamponem od biedy mogę się umyć.
              > Ostatnio nawet zaszłam do DM i kupiłam sobie krem Alverde - powiem szczerze, ma
              > sakra: na opakowaniu jest napisane, że nie zawiera konserwantów, nie ma również
              > (wymaganego w większości cywilizowanych krajów UE, np. w Polsce:)) informacji
              > jak długo wolno przechowywać ten krem po otwarciu. Po dodaniu pierwszej okolicz
              > ności do drugiej, wynika że muszę go wyp. po dwóch tygodniach. 5 euro za krem n
              > a 2 tygodnie to dla mnie dość zaporowa cena:P

              To być może spowodowne było twoją słabą znajmością niemieckiego, ale Alverde nie reklamuje swoich kosmetyków, jako bez konserwantów, tylko bez sztucznych konserwantów, czyli parabenów, a to jest różnica. Na pewne nie są to też kosmetyki, które wyrzuca się po dwóch tygodniach. Według europejskiej regulacji dotyczącej kosmetyków z przydatnością do użycia mniejszą niż 30 miesięcy, posiadają one nadruk: Mindestens haltbar bis/ Ch. -Nr., co oznacza: Przydatny do użycia przynajmniej do (miesiąc i rok) oraz numer serii produkcji. Ta data jest wiążąca także po otwarciu kosmetyku. Producenci ekologii starają się o najwyższe standardy higieniczne więc nie traktuje się ich produków jak kremy domowe. Konserwowane są one naturalnymi konserwantami i zachowują zwykle dosyć długo świeżość, szczególnie w tubach.
              To o czym piszesz, czyli data przydatności do użycia po otwarciu, obowiązuje tylko kosmetyki, które można przechowywać w szafie dłużej niż 30 miesięcy, znaczy mocno konserwowanych. Ekologiczne do nich nie należą, więc symbolu z otwartą tubą na nich nie znajdziesz. Zresztą czas na zużycie tych z symbolem tuby jest też zwykle bardzo długi w okolicach 12-24 miesięcy.

              Ja od lat używam Alverde, aktualnie ich szamponu, odżywki do włosów, pianki i mleczka do zmywania makijażu, żelu do mycia ciała, masła do ciała w trzech wersjach, kremu do rąk, kremu do stóp z kwasem mlecznym, pomadki pielęgnującej do ust i kolorówki. Bywało, że miałam więcej, bo jakość w porównaniu do ceny jest doskonała i często próbuję nowości. Jeszcze nic mi się nie zepsuło, nie straciło konsystencji, nie zmieniło zapachu na nieprzyjemny, czy uczuliło. A 5 euro za 50ml ekologicznego kremu, to nie jest wysoka cena. Więkoszość kremów Alverde jest i tak tańsza. Lekki krem na dzień z tłoczonym na zimo olejem z oliwy i słonecznikowym, konserwowany witaminą E, kwaskiem cytrynowym i alkoholem kosztuje za 50 ml tylko 2,95 euro.
              • mszn Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 06.01.12, 22:18
                Ooo, dzięki za wyjaśnienie tych dat i obrazków, od dłuższego czasu, oglądając butelki w łazience, szukałam na to jakiejś reguły, ale oczywiście zapominałam poguglować.

                Od siebie mogę dodać, że balsam Alverde miałam na półce w ciepłej łazience przez 4 miesiące i nic mu się nie stało, jedynym kosmetykiem, który mi kiedykolwiek skisł, był żel Babydream, który wygrzebałam w te święta u rodziców, zostawiony tam przeze mnie chyba latem 2010 roku :)
              • izas55 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 06.01.12, 23:05
                No to wytłumacz mi proszę czym się różni konserwant od konserwantu naturalnego? Bo za nic nie rozumiem. Funkcja ta sama, i jedno i drugie związek chemiczny. Dla mnie to tylko semantyka.
                • pierwszalitera Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 06.01.12, 23:27
                  izas55 napisała:

                  > No to wytłumacz mi proszę czym się różni konserwant od konserwantu naturalnego?
                  > Bo za nic nie rozumiem. Funkcja ta sama, i jedno i drugie związek chemiczny. D
                  > la mnie to tylko semantyka.

                  To jest w swojej funkcji to samo. Nikt nie mówi, że konserwowanie jest złe. Kiszenie ogórków i gotowanie truskawek na zimę, to też konserwowanie. Większość konserwantów chemicznych ma jednak często niekorzystne działanie na skórę i organizm, na przykład wywołuje alergie, podrażnia, niszczy naturalną florę bakteryjną na skórze, ma działanie rakotwórcze itd. Lista jest długa. Akurat parabeny nie są jeszcze aż tak tragiczne, należą do bezpiecznych konserwantów, ale skoro nie ma potrzeby dodawania ich do kremów, bo można dać sobie radę inaczej, co skróci tyllko nieco przydatność kremu z trzech lat do jednego roku na przykład, to pod co dodawać parabeny do kremu? A ludzie, którzy kupują kosmetyki ekologiczne nie robią tego zwykle tylko z powodu konserwantów. Dla mnie przynajmniej nie jest to w ogóle najważniejsze kryterium. Kiedyś robiłam sobie nawet swoje kremy sama (w latach 90-tych była taka moda w Niemczech) i też konserwowałam je lekko parabenami. Krem z ilością pozwalającą na trzyletnie trzymanie go w cieplej łazience nie jest mi do niczego potrzebny. Więc o rodzaj i ilość konserwanta tu chodzi.
                  • magdalaena1977 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 06.01.12, 23:37
                    pierwszalitera napisała:

                    > Większość konserwantów chemicznych ma jednak często niekorzystne działanie (...)

                    A które konserwanty nie są chemiczne?
                    • pierwszalitera Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 00:00
                      magdalaena1977 napisała:

                      > A które konserwanty nie są chemiczne?

                      Tu nie chodzi o podział na chemiczne i naturalne, tylko na bardziej lub mniej szkodliwe. Kosmetyk z parabenen (chemiczny) szkody mi nie zrobi, z formaldehydem bym nie kupiła, bo to substancja kancerogenna. Z tego powodu nie ma już kosmetyków konserwowanych formaldehydem na rynku. Jeszcze 30 lat temu była to norma. Ekologia, to nie jest wojna przeciwko "chemii".
                      • magdalaena1977 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 00:16
                        pierwszalitera napisała:

                        > Tu nie chodzi o podział na chemiczne i naturalne, tylko na bardziej lub mniej s
                        > zkodliwe. Kosmetyk z parabenen (chemiczny) szkody mi nie zrobi, z formaldehydem
                        > bym nie kupiła, bo to substancja kancerogenna.

                        Nie kupiłabyś też pewnie szminki z naturalnym wyciągiem z wilczej jagody i owoców cisu ;-)

                        Właśnie dlatego dla mnie to całe rozróżnianie na naturalne i chemiczne wydaje się być takim wyjątkowo niesympatycznym chwytem marketingowym. Coś jak oferowanie lokaty w złoto na 12%. Wiadomo, że to szwindel, ale i tak niemiło, że ktoś chce mnie zrobić w konia.
                  • pinupgirl_dg Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 11:40
                    > Kiedyś robiłam sobie nawet swoje kremy
                    > sama (w latach 90-tych była taka moda w Niemczech) i też konserwowałam je le
                    > kko parabenami.

                    Ja też kiedyś kręciłam swoje kremy i konserwowałam je tylko naturalnie. Ale trzymałam je tylko w lodówce, nabierałam zdezynfekowaną szpatułką i zużywałam porcję w ciągu dwóch tygodni. Na wakacje pod namiotem raczej bym ich nie wzięła :).
                    Nie mam nic przeciwko kosmetykom ekologicznym, gdyby mnie było stać, pewnie bym takie kupowała. Chociaż "brak parabenów" trochę mnie mrozi, bo wiem, jak w moim wykonaniu wygląda korzystanie ze standardowego kremu.
                    Tak samo wolę konserwować przetwory, nie dlatego, że mi się nie chce, ale "chemii" bardziej ufam, niż moim umiejętnościom, wolę takie podwójne zabezpieczenie.
                  • izas55 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 12:10
                    Ale ja bynajmniej świetnie rozumiem, co to jest kiszenie. Aczkolwiek kiszonego kremu niechętnie bym używała ;-). Jeżeli chodzi o florę bakteryjną to jak mam być szczera nie jestem w stanie nigdzie znaleźć jakiejś w miarę godnej zaufania informacji że jest tak jak piszesz że naturalne konserwanty nie niszczą np flory bakteryjnej. Cały pic z alkoholem polega właśnie na tym, że jest bakteriobójczy. Ale nie o tm chciałam pisać, bo nie jest moją intencja przekonywać cię jeżeli nie chcesz w żaden sposób być przekonaną.
                    Nie przestanę natomiast twierdzić, że owi super producenci, dokładnie tak samo jak producenci "zwyklych" kosmetyów manipulują klientami.

                    Mój szczątkowy niemiecki pozwala mi na odczytanie napisu wielkimi wołami z przodu opakowania i na tubce, że jest to krem do bardzo wrażliwej cery bez konserwantów. Dopiero z boku kartonowego opakowania widać, że krem ma w składzie spora dawkę alkoholu i jeszcze niżej napisane jest, uwaga, że to chodzi przecież o syntetyczne konserwanty.
                    Zakładając, że tylko niewielka część konsumentów wczytuje się w składy, kupi ten krem skuszona jego brakiem konserwantów. I to jest dla mnie manipulacja. I żeby znowu nie było, że jadę po tych świetnych naturalnych kosmetykach, ja wredna i nieekologiczna, krem jest mój własny, jak widać używany. Co więcej, uważam że krem jako krem jest bardzo dobry (to że akurat nie na co dzień dla mnie to już zupełnie inna sprawa) a kupienie go wymaga ode mnie zdecydowanie więcej wysiłku i planowania niz np. od ciebie czy niemieckich lub austriackich forumek (sądząc po napisach na pudełku węgierskich chyba też)


                    https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/zf/de/okmd/2Vbv2BSAimD97AiuWB.jpg
                    • kis-moho Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 12:27
                      kupienie go wymaga ode mnie zdecydowanie więcej wysił
                      > ku i planowania niz np. od ciebie czy niemieckich lub austriackich forumek (sąd
                      > ząc po napisach na pudełku węgierskich chyba też)

                      Tak, węgierskich też.
                      OT: Izas, ja będę za ok. 10 dni na chwilę w Warszawie. Jeżeli masz jakieś potrzeby kosmetyczno-lakierowe, mogę Ci coś podrzucić. Jakby co, pisz na priv.
                    • mszn Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 13:07
                      O, mój krem :)
                    • pierwszalitera Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 14:39
                      izas55 napisała:

                      > Zakładając, że tylko niewielka część konsumentów wczytuje się w składy, kupi te
                      > n krem skuszona jego brakiem konserwantów. I to jest dla mnie manipulacja.

                      Tu jesteś już bardziej papieska od papieża. Zarzucasz akurat marce z wysokimi standardami manipulacje słowne, chociaż sama pisałaś, że to przecież tylko semantyka. Alkohol w tym kremie jest wykorzystywany wprawdzie jako konserwant, ale możliwe, że na listach kosmetycznych składników nie jest jako konserwant wyszczególniony. Firma nie popełnia więc błędu i nie można zarzucić jej manipulację, gdy trzyma się wytycznych. Nie bardzo wiem skąd bierze się u ciebie aż tyle nieufności i doszukiwania się u każdego ekologicznego producenta próby oszustwa? Skoro jesteś taka krytyczna, to może powinnaś się najpierw zaznajomić się ze standardami ekologicznych kosmetyków, bo możliwe, że wymagasz więcej niż przewiduje założenie.
                      • izas55 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 15:00
                        Więc tak, bardziej papieska od papieża i bardziej diabelska od diabła lub bardziej diabelska od papieża i bardziej papieska od diabła jak ktoś sobie życzy ;-).
                        Gdyby każda inna firma produkująca dowolne inne kosmetyki napisała na opakowaniu, że nie ma konserwantów w rzeczywistości je mając, tak samo bym się czepiała.
                        W trakcie wszystkich dyskusji gdzie pojawia się kwestia kosmetyków naturalnych/ekologicznych z założenia twierdzisz, że są lepsze, a ja tylko twierdzę że są takie same. Bo jednych uczuli konserwant, a innych uczuli ekstrakt roślinny z certyfikowanej uprawy. Firmy robiące nienaturalne/nieekologiczne kosmetyki nie trzymają wg. ciebie standardów? Jakich nie utrzymują? A przy okazji i jedne i drugie firmy używają takich samych manipulacji. O czym z resztą nie raz pisałam na tym forum. Uważam więc że nie masz racji twierdząc że ekologiczne jest lepsze, argumentując "bo jest lepsze". Tak samo jak uważam że nieekologiczne nie jest lepsze z założenia.
                        Linia podziału nie biegnie bynajmniej na granicy ekologiczne-nieekologiczne. A poza tym na wszystko jest miejsce na rynku, a my głosujemy swoimi portfelami. Ty będziesz wybierać ekologiczne bo uważasz je za lepsze a ja będę czytać uważnie etykiety, bez względu na markę i reklamę.
                        • pierwszalitera Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 16:10
                          izas55 napisała:

                          > W trakcie wszystkich dyskusji gdzie pojawia się kwestia kosmetyków naturalnych/
                          > ekologicznych z założenia twierdzisz, że są lepsze, a ja tylko twierdzę że są t
                          > akie same. Bo jednych uczuli konserwant, a innych uczuli ekstrakt roślinny z ce
                          > rtyfikowanej uprawy. Firmy robiące nienaturalne/nieekologiczne kosmetyki nie tr
                          > zymają wg. ciebie standardów? Jakich nie utrzymują?

                          Nie wiem skąd pomysł, że wybierając kosmetyki ekologiczne trzeba koniecznie być wrogo nastawionym do konwencjonalnych? Naturalnie, że kosmetyki konwencjonalne spełniają swoje standardy i te standardy wcale nie są aktualnie takie złe, ale są to inne standardy. I ciągle będą się upierać, ekologicznie nie oznacza też całkowicie bez konserwantów, jeżeli komuś na tym bardzo zależy, chociaż nie wiem z jakiego powodu, to musi robić sobie swoje kremy sam, przechowywać w lodówce i szybko zużywać. Firmy ekologiczne nie używają tylko substancji uznanych za watpliwe, dlatego nawet u konwencjonalnych istnieją na nie ograniczenia ilościowe. Ekologia idzie tu po prostu trochę dalej i rezygnuje z nich całkowicie. To nie jest każdemu potrzebne, oczywiście. Ja uważam to jednak za oznakę lepszej jakości. Nie jestem też chemikiem i lubię mieć krótki skład w moim kosmetyku, ze składnikami, które rozpoznaję i potrafię ocenić ich przydatność oraz zagrożenie alergenne. Długa lista składników w kremach konwencjonalnych mnie odstrasza, nie potrafię w sklepie odcyfrować, co to wszystko oznacza i po co to tam dano. Śmiem też wątpić, czy moja skóra to wszystko potrzebuje. A że mam skłonności do alergii wolę też nie ryzykować. Do niedawna trudno było mi też u konwecjonalnych znaleźć krem bez parafiny, która powodowała u mnie wypryski, a kremy całkiem bez tłuszczu były mi za lekkie. Mimo tego, mam parę konwencjonalnych kosmetyków, które nie robią mi krzywdy. I nie wiem dlaczego, ale moja Weleda naprawdę robi mi ładną cerę i polecam tylko to, co próbowałam. Ostatnio w pracy posmarowałm sobie za to ręce po umyciu jakimś medycznym balsamem, produkowanych specjalnie dla szpitali itp. Wysypało mi po tym nadgarstki na swędząco. Może pech, ale już dawno czegoś takiego nie miałam. Musiałabyś mi więc najpierw udowodnić, że ekologiczne nie oznacza lepsze, bo moje osobiste doświadczenie mówi mi coś innego. I porządnymi argumentami, a nie oszustwem producentów, bo przedstawiasz ekologię trochę tak, jakby mieszano tam zjełczałe oleje z wodą z rzeki i sprzedawano jako luksusowy produkt. ;-)
                          Podstawowe kryteria ekologicznych kosmetyków to:
                          - rezygnacja ze składników z genetycznie modyfikowanych roślin (nie każdemu jest ważne, dla mnie plus)
                          - rezygnacja z testów na zwierzętach
                          - Łagodne obchodzenie się z wysokiej jakości składnikami (z ekologicznych upraw) podczas produkcji (by zachować ich biologiczne działanie)
                          - brak wątpliwych zdrowotnie składników (nie dotyczy to alergii na naturalne substancje)
                          - w miarę możliwości ekologiczne opakowania z materiałów, które nie obciążają środwisko
                          - rezygnacja z syntetycznych emulgatorów, konserwantów, kolorantów i środków zapachowych (czyli nie chemicznych, a syntetycznych)
                          - pełna deklaracja składników na opakowaniu
                          • magdalaena1977 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 17:39
                            pierwszalitera napisała:

                            > Podstawowe kryteria ekologicznych kosmetyków to:

                            Tak z ciekawości - czy to jest Twoja prywatna lista, czy pochodzi z jakiegoś oficjalnego dokumentu?

                            > - rezygnacja ze składników z genetycznie modyfikowanych roślin (nie każdemu
                            > jest ważne, dla mnie plus)

                            > - rezygnacja z testów na zwierzętach

                            > - Łagodne obchodzenie się z wysokiej jakości składnikami (z ekologicznych
                            > upraw) podczas produkcji (by zachować ich biologiczne działanie)

                            > - brak wątpliwych zdrowotnie składników (nie dotyczy to alergii na naturalne
                            > substancje)

                            > - w miarę możliwości ekologiczne opakowania z materiałów, które nie obciążają
                            > środwisko

                            > - rezygnacja z syntetycznych emulgatorów, konserwantów, kolorantów i środków
                            > zapachowych (czyli nie chemicznych, a syntetycznych)

                            Nadal nie łapię, które konserwanty są syntetyczne a które nie? i czym się różnią od chemicznych, o których pisałaś wcześniej?

                            > - pełna deklaracja składników na opakowaniu

                            A co z kwestią oszukiwania klienta, o jakim pisała Iza? Być może są kobiety, które chcą być okłamywane, ale ja nie.
                            Na razie wybór na rynku nie jest duży i np. muszę używać żelu do biustu, który na tubce obiecuje powiększenie, bo żaden inny w tej klasie nie pisze, że tylko lekko ujędrnia skórę, nawilża + stanowi świetny środek do masażu.

                            Ad rem - IMHO ta lista (może poza opakowaniami i GMO) wydaje się być generalnym sensownym zaleceniem dla wszystkich producentów kosmetyków.
                            • pinupgirl_dg Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 18:08
                              > > - pełna deklaracja składników na opakowaniu
                              >
                              > A co z kwestią oszukiwania klienta, o jakim pisała Iza? Być może są kobiety, kt
                              > óre chcą być okłamywane, ale ja nie.

                              Ale co ma piernik do wiatraka, czyli do składu, który jest chyba najbardziej rzetelną informacją, jaką producenci mogą nas uraczyć?

                              Piszesz, że używasz perfum. Powiedz mi, ilu producentów reklamuje swoje perfumy podając konkret: nuta głowy, serca, trwałość, jakiekolwiek miarodajne dane, nie znam się na perfumach specjalnie. Wydaje mi się, że poza emocjami, skojarzeniami niewiele jest w tych reklamach. Wiem, że nie będę księżniczką na balu, femme fatale ani tajemniczą zjawą, jeśli się poperfumuję ;). Reklama to zawsze reklama.
                              • magdalaena1977 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 18:23
                                pinupgirl_dg napisała:

                                > Ale co ma piernik do wiatraka, czyli do składu, który jest chyba najbardziej
                                > rzetelną informacją, jaką producenci mogą nas uraczyć?

                                Dla mnie taka sytuacja (wielki napis "bez konserwantów" i małym druczkiem: "ibunocośtam, dwusterylocośtam") to takie samo reklamowe oszustwo jak obiecywanie lokat na 12 %.
                                appfunds.blogspot.com/2011/12/12-na-lokacie-w-lions-house-ale.html
                                > Piszesz, że używasz perfum. Powiedz mi, ilu producentów reklamuje swoje perfumy
                                > podając konkret: nuta głowy, serca, trwałość, jakiekolwiek miarodajne dane, ni
                                > e znam się na perfumach specjalnie. Wydaje mi się, że poza emocjami, skojarzeni
                                > ami niewiele jest w tych reklamach. Wiem, że nie będę księżniczką na balu, femm
                                > e fatale ani tajemniczą zjawą, jeśli się poperfumuję ;). Reklama to zawsze rekl
                                > ama.

                                Co perfum też bym wolała bardziej konkretną informację, ale samo odwoływanie się do emocji łatwej jest zignorować (przecież wybieram perfumy wąchając próbki, a nie oglądając klipy reklamowe) niż wyraźnie nieprawdziwe konkrety.
                                • pinupgirl_dg Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 20:28
                                  > Dla mnie taka sytuacja (wielki napis "bez konserwantów" i małym druczkiem: "ibu
                                  > nocośtam, dwusterylocośtam") to takie samo reklamowe oszustwo jak obiecywanie l
                                  > okat na 12 %.

                                  Na lokatach się nie znam, ale wydaje mi się, że takie przekręty nie zdarzają się w przemyśle kosmetycznym zbyt często. Owszem, roślinne wyciągi krzyczące z przodu opakowania, schowane wstydliwie przy końcu składu itd to częsta sprawa, ale typowe oszustwo raczej nie. Ten wymieniany tu alkohol w kosmetyku może pełnić wiele innych funkcji, może być rozpuszczalnikiem np, a jego działanie konserwujące potraktowano jako skutek "uboczny". Jest to naciąganie faktów, owszem, ale nie nazwałabym tego oszustwem. Chwyt marketingowy, ktoś się może da złapać, ktoś nie, ktoś uwierzy, że się nie dał - trudno odmówić firmom prowadzenie marketingu, a klientkom przyjemności wiary w cudowną moc roślinnych ekstraktów czy kremu inspirowanego nauką o genach :).

                                  > Co perfum też bym wolała bardziej konkretną informację, ale samo odwoływanie si
                                  > ę do emocji łatwej jest zignorować (przecież wybieram perfumy wąchając próbki,
                                  > a nie oglądając klipy reklamowe) niż wyraźnie nieprawdziwe konkrety.

                                  Nikt nam nie broni oceny kremu do biustu na podstawie składu, a nie obietnic producenta :). Chociaż uczciwie muszę przyznać, że mimo, iż składy czytam od dawna, to coraz bardziej czuję, że moja wiedza do tego nie wystarcza (tym bardziej, że z założenia jest niepełna, bo dokładne proporcje składników już nie są podawane). W takiej sytuacji moim wyborem kierują też inne rzeczy, w tym reklama.
                                  • magdalaena1977 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 20:45
                                    pinupgirl_dg napisała:

                                    > Nikt nam nie broni oceny kremu do biustu na podstawie składu, a nie obietnic pr
                                    > oducenta :).

                                    Ja opieram się raczej na opiniach innych użytkowniczek, bo sama nie jestem w stanie ocenić, czy konkretny składnik jest dobry czy nie. Np. kupuję kremy ze stabilnymi filtrami, ale w kwestii tego, które są stabilne, musiałam zaufać wizażankom.

                                    Być może moje przeczulenie na punkcie informacji o produktach wynika z doświadczeń z żywnością. Niby ostatnio polski rynek bezglutenowego jedzenia trochę się rozwinął, ale ciągle każda wizyta w sklepie to kwestia podejmowania bolesnych decyzji - np. czy jeśli producent pisze po prostu "skrobia modyfikowana", to ma na myśli skrobię bezglutenową i dlatego nie oznacza jej pochodzenia czy też jest to skrobia z glutenem, a producent nie zastanawia się co pisze?
                                    • pinupgirl_dg Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 22:59

                                      > Ja opieram się raczej na opiniach innych użytkowniczek, bo sama nie jestem w st
                                      > anie ocenić, czy konkretny składnik jest dobry czy nie. Np. kupuję kremy ze sta
                                      > bilnymi filtrami, ale w kwestii tego, które są stabilne, musiałam zaufać wizaża
                                      > nkom.

                                      Ten krem na biust miał dobre opinie :). Ja również jestem czytelniczką KWC i wizażowego forum. Sądzę, że wizaż (wraz Lobby Kosmetycznym w tej chwili) ma znaczny wpływ na moje obecne zakupowe decyzje. Swego czasu miał jeszcze większe, w tej chwili złapałam trochę dystansu, ale i tak uważam wizaż za świetne źródło ciekawych informacji, chociaż do niektórych wniosków i wizażowych manii podchodzę już baaardzo ostrożnie.
                                      Wydaje mi się, że wizażanki mają pewną tendencję do uogólniania, np. składnik x może zapychać pory -> każdy krem ze składnikiem x jest do bani -> a wręcz niebezpieczny. Poza tym obawiam się propagowania stosowanie silnych kwasów, retinoidów u osób ze zdrową skórą i ledwno przypadkowym pryszczem od czasu do czasu. Oczywiście, wszystkie te osoby piszą, że mają problematyczną skórę, ale gdy czytam o poważnych zmarszczkach u 20 latki, nabywam podejrzeń. Na filtromanię, mycie zębów mydłem itd patrzę już łaskawszym okiem, chociaż trudno mi uwierzyć, że to rzeczywiście pomaga, to przynajmniej nie wygląda na specjalnie szkodliwe.
                                      • mszn Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 23:09
                                        Ej, napisz coś o myciu zębów mydłem :) Pasta do zębów nas wszystkich kiedyś pozabija?
                                        • pinupgirl_dg Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 23:26
                                          Wyczytałam gdzieś w wątku o naturalnych mydełkach, nie chce mi się jeszcze raz przeszukiwać :). Dziewczyny tam wyjątkowo są cięte na chemię i znajdują coraz szersze zastosowania dla mydeł, oczywiście generalizuje, ale w tym wątku dominuje ten trend. Nie twierdzę, że powszechnie myją tymi mydłami zęby, ale sporo osób próbowało, znaczna część myje mydłami włosy, używa ich jako maseczek itd itd. Jeśli to komuś nie szkodzi - to jego sprawa. Chociaż co do tego też mam czasami wątpliwości, w wątku sporo postów jest poświęconych osławionemu oczyszczaniu - wysypowi, który ma przynieść oczyszczenie cery i w rezultacie jej lepszy wygląd. Do tego też podchodzę ostrożnie, chociaż przyznam, że się nie znam. Sama używam bardzo chętnie mydeł (zwykłych drogeryjnych), żadnego wysypu nie obserwowałam.
                                          • mszn Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 23:41
                                            Bardzo często mam wrażenie, że ta teoria z "oczyszczającym wysypem" to magiczne zaklinanie rzeczywistości, że specyfik jednak działa, a nie jest kolejnym niewypałem. Raz czy dwa może trafiłam na jakiś przekonujący opis, ale wyleczyłam się już z trzymania się kosmetyków, które ewidentnie mi nie służą, z nadzieją, że może to minie.
                                            • pinupgirl_dg Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 23:52
                                              Ja miałam nadzieję na to oczyszczanie przy mojej pierwszej, jedynej jak na razie próbie z minerałami. Próbowałam ze 2-3 razy, za pierwszym razem wytrzymałam chyba ze 2 tygodnie, ale było coraz gorzej, za drugim skóra zareagowała wysypem od pierwszego użycia. Odpuściłam. Gdybym miała skórę w złym stanie i musiała się chwytać brzytwy - kto wie, może bym próbowała dalej w nadziei na poprawę, ale moja cera jest w normie, więc nie widziałam sensu. Z OCM dałam sobie spokój po dwóch razach.
                                              • izas55 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 23:53
                                                OCM? Nie czytuję wizażu, to coś stamtąd?
                                                • pinupgirl_dg Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 08.01.12, 00:00
                                                  > OCM? Nie czytuję wizażu, to coś stamtąd?

                                                  Metoda oczyszczania olejem
                                                  wizaz.pl/forum/showthread.php?t=437723 - tutaj jest wątek.

                                                  Też już go śledzę. Tych metod jest trochę, od niewinnego zmywania makijażu przy użyciu wacika nasączonego olejkami po wersję hard, jaka jest opisana w pierwszym poście wątku.
                                                  • izas55 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 08.01.12, 00:45
                                                    No po tej wersji z postu nr 1 to bym chyba mogła sobie ściągnąć całą twarz ;-).
                                                    Ale olejami zmieszanymi z emulgatorem np lecytyną myłam twarz i bardzo to sobie chwalę.

                                                    A poza tym przyszedł mi pomysł na kolejny wątek czyli bzdury na tema otwierania i zamykania porów ;-)
                                                  • pinupgirl_dg Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 08.01.12, 00:52
                                                    > No po tej wersji z postu nr 1 to bym chyba mogła sobie ściągnąć całą twarz ;-).
                                                    > Ale olejami zmieszanymi z emulgatorem np lecytyną myłam twarz i bardzo to sobie
                                                    > chwalę.

                                                    Ja do teraz czasami używam czystego oleju na waciku do zmywania ciężkiego makijażu, którym sam żel nie podoła, potem normalnie myję twarz i jest ok. Ale pełna wersja też rozłożyła moją cerę na łopatki ;).


                                                    > A poza tym przyszedł mi pomysł na kolejny wątek czyli bzdury na tema otwierania
                                                    > i zamykania porów ;-)

                                                    Chętnie poczytam :). Do tej pory uważałam, że to fakt naukowy, ale skoro tak nie jest, to chętnie się dowiem :).
                                                  • ananke666 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 08.01.12, 10:32
                                                    A ja bardzo lubię OMC. Nie zawsze mi się chce, zwłaszcza teraz, kiedy mozolnie wyłażę z choroby, ale zwykle sobie chwalę. Robię to dwojako, bez zawracania sobie głowy teoriami.

                                                    - na zimno: na brudną twarz olej, krótki masaż, spłukanie ile się da, potem zwykle odrobina łagodnego żelu, spłukanie i drugi olej, spłukanie wodą, osuszenie i krem. Jako pierwszy olej występuje oliwa albo... salicylol z apteki, czyli olej rycynowy z kwasem salicylowym. Jako drugi oliwa.

                                                    - na gorąco: na brudną twarz olej, krótki masaż, zmycie chusteczkami moczonymi w gorącej wodzie. Resztki albo zmywam żelem i chłodną wodą, albo tylko spłukuję wodą i biorę drugi olej. Potem jak poprzednio, spłukanie, osuszenie i krem.

                                                    Trwa pewnie pół minuty dłużej niż zwykłe mycie, a działa lepiej.
                                                    Żadnego wysypu nie zaobserwowałam, w ogóle nie wiedziałam, że takowy ma czy może być. Za to skóra jest gładsza, zaskórniki na nosie o wiele bledsze, a krem na noc działa lepiej. Sprzedałam patent siostrze, źle tolerującej mycie twarzy detergentami, spróbowała i przestała kupować płyny micelarne. Też wysypu żadnego nie ma.
                                              • ciociazlarada W wysypy też nie wierzę 08.01.12, 13:29
                                                Używam już dość długo mineralnych podkładów i nigdy żadnego wysypu nie miałam.
                                                Zauważyłam za to inne zjawisko - po mniej więcej pół roku moja cera przestaje się dogadywać z danym produktem i muszę zmieniać producenta albo typ, bo w ogóle tapeta nie trzyma się na twarzy. Pamiętam jak np. w wątku o minerałach chwaliłam Lucy, teraz nie mogę ich używać, bo dosłownie sypią się ze mnie:(

                                                Używam też retinoidów i po nich również nie miałam nigdy żadnego wysypu. Te wysypy to dla mnie trochę coś jak cudowne efekty hydrokolonoterapii:-)
                                          • pierwszalitera Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 08.01.12, 01:25
                                            pinupgirl_dg napisała:

                                            Dziewczyny tam wyjątkowo są cięte na chemię i znajdują coraz s
                                            > zersze zastosowania dla mydeł, oczywiście generalizuje, ale w tym wątku dominuj
                                            > e ten trend. Nie twierdzę, że powszechnie myją tymi mydłami zęby, ale sporo osó
                                            > b próbowało, znaczna część myje mydłami włosy, używa ich jako maseczek itd itd.
                                            > Jeśli to komuś nie szkodzi - to jego sprawa. Chociaż co do tego też mam czasam
                                            > i wątpliwości, w wątku sporo postów jest poświęconych osławionemu oczyszczaniu
                                            > - wysypowi, który ma przynieść oczyszczenie cery i w rezultacie jej lepszy wygl
                                            > ąd.

                                            Mycie twarzy zasadowym mydłem sprzyja rozwojowi bakterii, więc pogarsza istniejący trądzik. Ja nie bardzo wiem, co oznacza być ciętym na chemię, ale sama zmywam twarz ekologicznie, znaczy mleczkiem albo detergentami na bazie cukru. I dbam o to, by były to specyfiki wystarczająco kwaśne, przynajmniej tak kwaśne, jak nasza skóra. Nie wiem, skąd pomysł, że mydło jest tu lepsze. W oczyszczający wysyp też nie wierzę.
                                            • izas55 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 08.01.12, 02:31
                                              pierwszalitera napisała:

                                              > Mycie twarzy zasadowym mydłem sprzyja rozwojowi bakterii, więc pogarsza istniej
                                              > ący trądzik.
                                              Zdecydowanie pogarsza sprawę, ale nie tylko przez rozwój bakterii. Wysokie pH powoduje zmniejszanie się liczby bakterii stanowiących naturalną flore bakteryjną i dodatkowo sprzyja nadmiernemu rozwojowi i selekcji bakterii, które lepiej tolerują te niefizjologiczne warunki. Co w końcowym efekcie tak jak mówisz bardzo często pogarsza sytuację. Dodatkowo taka zmiana pH powoduje mikrouszkodzenia naskórka i łatwiejsze zakażanie się ranek

                                              Ja nie bardzo wiem, co oznacza być ciętym na chemię, ale sama zmyw
                                              > am twarz ekologicznie, znaczy mleczkiem albo detergentami na bazie cukru.

                                              No dobra, wiem, że teraz z pewnością posądzisz mnie o złośliwe nękanie ;-), ale to w tym przypadku akurat czysta ciekawość. Co to są detergenty na bazie cukru? Detergent to detergent, syntetyczna cząsteczka z długą grupą hydrofilową i grupą hydrofobową. A cukier to cukier. Pod względem rodzaju cząsteczki są kompletnie różne. Natomiast w necie rzeczywiście spotyka się coś co określa się jako "sugar based detergent". Co jest dość mylące, bo żaden detergent to nie jest, ale specyficzny rodzaj wielocukru. Nie znam żadnego jak na razie kosmetyku który wykorzystywałby takie wielocukry. A może tym detergentem nazywasz betainę i jej różne pochodne, albo coś innego? Czy możesz podać nazwę tego związku który nazywasz detergentem na bazie cukru i nazwę preparatu którego używasz


                                              • pierwszalitera Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 08.01.12, 12:11
                                                izas55 napisała:

                                                > No dobra, wiem, że teraz z pewnością posądzisz mnie o złośliwe nękanie ;-), ale
                                                > to w tym przypadku akurat czysta ciekawość. Co to są detergenty na bazie cukru
                                                > ? Detergent to detergent, syntetyczna cząsteczka z długą grupą hydrofilową i g
                                                > rupą hydrofobową. A cukier to cukier. Pod względem rodzaju cząsteczki są komple
                                                > tnie różne. Natomiast w necie rzeczywiście spotyka się coś co określa się jako
                                                > "sugar based detergent"

                                                Te detergenty robi się z cukru. Nie pytaj mnie jak, bo nie jestem chemiczką. Niemiecka Wikipedia podaje pod hasłem Zuckertensid, że chodzi o tensydy, u których grupa hydrofilowa (hydrofilna?) zbudowana jest z węglowodanów. Do przemysłowej produkcji takich tensydów używa się biologicznego surowca, na przykład buraka albo trzciny cukrowej. Kwasy tłuszczowe jako grupa hydrofobowa pochodzą z tłuszczu kokosowego, albo palmowego. Cukrowe tensydy są delikatniejsze dla skóry od tych zwykle używanych w środkach myjących. I tu mogę potwierdzić, produkują słabą, kremową pianę, nie pieką w oczach (zmywam nimi nawet makijaż oczu) i nie wysuszają skóry. Na pewno nie chodzi o betainę.
                                                A cukrowe tensydy wykorzystuje Alverde. Na przykład w piance do czyszczenia twarzy dla cery wrażliwej. Najprawdopodobniej ten tensyd nazywa się tu Coco-Glucoside.
                                                Ingredients:
                                                Aqua, GlycineSoja Oil*, Glycerin, Alcohol*, Coco Glucoside, Caprylic/CapricTriglyceride, SodiumCoco Sulfate, SodiumLactate, SodiumCocoylGlutamate,
                                                DisodiumCocoylGlutamate, ArganiaSpinosaKernelOil*, SimmondsiaChinensisOil*, BambusaArundinaceaExtract*, Serica, ShoreaStenoptera
                                                Butter, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Citral**, Geraniol**
                                                *ingredients from certified organic agriculture ** from natural essential oils

                                                Albo w żelu do mycia twarzy (Morska Alga).
                                                Ingredients:
                                                Aqua, Alcohol*, Glycerin, Coco-Glucoside, Sodium Cocoyl Glutamate, Xanthan Gum, Fucus Vesiculosus Extract, Disodium Cocoyl Glutamate, Parfum**, Citric Acid, Alcohol, Algin, Limonene**
                                                *ingredients from certified organic agriculture
                                                **from natural essential oils

                                                Kokosowo-cukrowe tensydy znajdują się także w szamponach Alverde. Tutaj ten, która ja stosuję:
                                                Ingredients
                                                Aqua, Sodium Coco Sulfate, Lauryl Glucoside, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Lauroyl Sarcosine, Citrus Aurantifolia Extract*, Prunus Armeniaca Extract*, Avena Sativa Extract*, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Hydrolyzed Wheat Protein, Alcohol*, Parfum**, Citral**, Limonene**, Linalool**, Geraniol**, Eugenol**
                                                * ingredients from certified organic agriculture
                                                **natural essential oils

                                                I w moim rewelacyjnym kremie-żelu do mycia ciała (Sensitiv). Myję nim też twarz. Oczywiście też Alverde.
                                                Ingredients
                                                Aqua, Coco Glucoside, Alcohol*, Glycerin, Simmondsia Chinensis Seed Oil*, Xanthan Gum, Disodium Cocoyl Glutamate, Glyceryl Oleate, Citric Acid, Sodium Cocoyl Glutamate
                                                *ingredients from certified organic agriculture
                                                **from natural essential oils
                                                • izas55 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 08.01.12, 16:42
                                                  OK. To ten coco glucoside nie jest detergentem. Już myślałam, że coś przegapiłam.
                                                  Coco glucoside jest używany w kosmetykach najczęściej jako emulgator przy robieniu delikatnych emulsji. Akurat dzisiaj robiłam z nim olejek do mycia twarzy, żeby olej się łatwiej spłukiwał.
                                                  • izas55 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 08.01.12, 17:00
                                                    A nie, odszczekuję, do swojego olejku dodawałam co innego czyli gliceryn coccoate a nie coco glucoside. Czyli pochodnej alkoholowej a nie cukrowej, co nie zmienia faktu że i jedno i drugie nie jest detergentem.
                                                  • pierwszalitera Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 08.01.12, 23:38
                                                    izas55 napisała:

                                                    > A nie, odszczekuję, do swojego olejku dodawałam co innego czyli gliceryn coccoa
                                                    > te a nie coco glucoside. Czyli pochodnej alkoholowej a nie cukrowej, co nie zmi
                                                    > enia faktu że i jedno i drugie nie jest detergentem.

                                                    Nie wiem czym się różnią detergenty od tensydów (pewnie znowu jakaś semantyka), ale coco glucoside jest tensydem i ma właściwości myjące. Nie bardzo wiem co chcesz mi teraz przekazać. To, że nie spotkałaś się nigdy z kosmetykiem z coco glucoside, nie znaczy, ża taka substancja nie istnieje i nie jest wykorzystywana przez niektóre ekologiczne firmy zamiast detergentów. Zresztą, próbowałaś już kremów Alverde, spróbuj teraz ich żeli do mycia, chociażby tych pod prysznic. Kosztują grosze, jakieś 1,5 euro. Będziesz na pewno zadowolona. Są lepsze i delikatniejsze od środków myjących dla dzieci, których używałam wcześniej.
                                                  • felisdomestica Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 09.01.12, 11:05
                                                    coco-glucoside jest detergentem, tyle, że niejonowym. Detergent to raczej kategoria funkcjonalna, nie chemiczna.
                                            • pinupgirl_dg Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 08.01.12, 12:42
                                              > Mycie twarzy zasadowym mydłem sprzyja rozwojowi bakterii, więc pogarsza istniej
                                              > ący trądzik. Ja nie bardzo wiem, co oznacza być ciętym na chemię, ale sama zmyw
                                              > am twarz ekologicznie, znaczy mleczkiem albo detergentami na bazie cukru. I db
                                              > am o to, by były to specyfiki wystarczająco kwaśne, przynajmniej tak kwaśne, ja
                                              > k nasza skóra. Nie wiem, skąd pomysł, że mydło jest tu lepsze. W oczyszczający
                                              > wysyp też nie wierzę.

                                              Podobno dobrej jakości mydła mają odczyn neutralny. To też zależy od czasu, jaki mydło leżakuje po wyprodukowaniu. Ale nigdy nie będzie kwaśny. Dlatego ja po mydle używam zakwaszającego toniku do twarzy. Mydła mi generalnie służą (chociaż też nie wszystkie i nie zawsze).
                                              • izas55 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 08.01.12, 16:45
                                                Tak przetłuszczone mydło, które długo leżakuję może mieć obojętne pH.
                                                Można je w pewien sposób zakwasić, robiąc mydło podwójnym procesem, czyli jak jest już wstępnie przereagowane podczas robienia i zaczyna się zestalać to się je mocno ogrzewa żeby przereagowało w całości a potem dodaje czegoś kwaśnego i dopiero wtedy formuje.
                                                Ale z tym jest trochę babrania.
                            • pierwszalitera Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 18:32
                              magdalaena1977 napisała:

                              > Tak z ciekawości - czy to jest Twoja prywatna lista, czy pochodzi z jakiegoś of
                              > icjalnego dokumentu?

                              Za jakiejś pierwszej lepszej strony dotyczącej ekologicznych kosmetyków. A coś ci się w tej liście nie zgadza?

                              > Nadal nie łapię, które konserwanty są syntetyczne a które nie? i czym się różni
                              > ą od chemicznych, o których pisałaś wcześniej?

                              Niekiedy mam trudności z tłumaczeniem z języka niemieckiego na polski, dlatego podłapałam żargon używany na tym forum i pisałam o chemicznych konserwantach. Faktycznie chemią jest przecież wszystko, a w języku niemieckim używa się określenia syntetyczny. Znaczy taki, który wyprodukowano w laboratorium tylko i wyłącznie z myślą o konserwacji. Istnieje lista konserwantów dozwolonych w przemyśle kosmetycznym, ja nie znam jej na pamięć. Kosmetyki ekologiczne rezygnują z tych, które są wątpliwe, znaczy podejrzewa się je o jakieś tam działanie niekorzystne dla organizmu. Niekiedy to działanie jest naukowo udowodnione, dlatego istnieją na tą substancję także u konwencjonalnych ograniczenia, niekiedy stosuje się te ostre kryteria nieco na wszelki wypadek i dopuszcza dlatego tylko konserwanty "naturalne". Decyzja, które akurat są naturalne zależna jest prawdopodobnie od ustawodawcy. Wydaje mi się, że chodzi o konserwanty, który dopuszczone są także do konserwowania żywności i może ona ciągle być oznaczana jako żywność bez konserwantów. Na to istnieją ścisłe reguły i nie podlega to naszej osobistej interpretacji.


                              > A co z kwestią oszukiwania klienta, o jakim pisała Iza? Być może są kobiety, kt
                              > óre chcą być okłamywane, ale ja nie.

                              Deklaracje składników nie mogą kłamać. Czasem upiększa się nieco teksty reklamowe, ale na całe szczęście wszystko można sprawdzić. Dla niewtajemniczonych może być to odrobinę trudne, bo nikt nie ma na przykład obowiązku wiedzieć, że formaldehyd jest kancerogenny. A jednak dopuszcza się go jako konserwanta w konwecjonalnych kosmetykach, w szamponach w ilościach około 0,2 %, w środkach do pielęgnacji jamy ustnej 0,1%. W produktach ekologicznych jest to środek zabroniony i jeżeli komuś na tym zależy, to ma alternatywę i może formaldehydu unikać. Zauważ też, że wiele kosmetyków, często właśnie tych z luksusowej półki, w ogóle listy składników nie posiada i nie można w ogóle tego produktu wstępnie ocenić.
                              • magdalaena1977 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 19:51
                                pierwszalitera napisała:

                                > Za jakiejś pierwszej lepszej strony dotyczącej ekologicznych kosmetyków. A coś
                                > ci się w tej liście nie zgadza?

                                No właśnie wydaje mi się taka zdroworozsądkowa, a nie super eko ;-)
                                • pierwszalitera Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 21:19
                                  magdalaena1977 napisała:

                                  > No właśnie wydaje mi się taka zdroworozsądkowa, a nie super eko ;-)

                                  A co jest twoim zdaniem eko? ;-) Marki konwencjonalne trzymają się nieco innych standardów.
                                  • izas55 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 22:28
                                    A jakich standardów trzymają się marki konwencjonalne?
                                    • pierwszalitera Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 08.01.12, 01:14
                                      izas55 napisała:

                                      > A jakich standardów trzymają się marki konwencjonalne?

                                      Ty się znasz na tych konwencjonalnych, odpowiedz sobie więc sama. Ja wiem tylko, że nie trzymają się wymienionych przeze mnie standardów ekologicznych.
                                      • izas55 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 08.01.12, 02:35
                                        pierwszalitera napisała:

                                        >
                                        > Ty się znasz na tych konwencjonalnych, odpowiedz sobie więc sama. Ja wiem tylko
                                        > , że nie trzymają się wymienionych przeze mnie standardów ekologicznych.

                                        Ale jeżeli ty wiesz że się różnią to proszę, proszę, podziel się z innymi forumkami wiedzą w jaki sposób się różnią.
                                        Bo moim zdaniem jak mówisz że się różnią, to znasz standardy obowiązujące dla obydwu i możesz wtedy je porównać i wydać opinię że się różnią.
                                  • magdalaena1977 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 09.01.12, 13:08
                                    pierwszalitera napisała:

                                    > A co jest twoim zdaniem eko? ;-)

                                    Przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku, że IMHO eko to jest sytuacja, kiedy wybieramy rozwiązanie, które jest korzystne dla środowiska, ale może wiązać się z pewnymi niedogodnościami dla nas jako konsumentów.
                                    Np. kupuję jajka 0 albo 1 i płacę za nie więcej niż za 3 (mimo że nie czuję różnicy w smaku), bo chcę, żeby nioski żyły w lepszych warunkach.

                                    W tym kontekście postulaty
                                    - Łagodne obchodzenie się z wysokiej jakości składnikami (z ekologicznych upraw) podczas produkcji (by zachować ich biologiczne działanie)
                                    czy
                                    - pełna deklaracja składników na opakowaniu

                                    Wydają się być skierowane tylko na zysk konsumenta i jako takie powinny mieć zastosowanie do wszystkich DOBRYCH kosmetyków.

                                    Za ekologiczne mogłabym uznać:
                                    - rezygnacja ze składników z genetycznie modyfikowanych roślin (nie każdemu jest ważne, dla mnie plus)
                                    - rezygnacja z testów na zwierzętach
                                    - w miarę możliwości ekologiczne opakowania z materiałów, które nie obciążają środwisko


                                    Jeśli chodzi o
                                    - rezygnacja z syntetycznych emulgatorów, konserwantów, kolorantów i środków zapachowych (czyli nie chemicznych, a syntetycznych)
                                    to sprawdzałabym, czy dana metoda produkcji jest szkodliwa dla środowiska czy nie, a kwestię "naturalności".
                                    • pinupgirl_dg Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 09.01.12, 15:30
                                      Ekologia jest dziś tak szerokim pojęciem, że trudno nam będzie się dogadać. Ty rozumiesz ją jako połączenie ochrony środowiska z bronieniem praw zwierząt. Dla innych to nie tylko wpływ człowieka i jego działań na przyrodę, ale też wpływu tych działań na samego człowieka. Stąd postulat wyrzucenia z "ekologicznych" kosmetyków wszystkich podejrzanych substancji. Czy substancje pochodzenia naturalnego są mniej szkodliwe od tych z laboratorium - to już inna kwestia.
                                      Tak naprawdę to bardzo skomplikowana kwestia, i naukowo, i światopoglądowo.
                                      Ja się uważam za osobę, dla której ekologia jest bardzo ważna, ale np. GMO uważam za naszą cywilizacyjną szansę.

                                      > Przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku, że IMHO eko to jest sytuacja, kiedy w
                                      > ybieramy rozwiązanie, które jest korzystne dla środowiska, ale może wiązać się
                                      > z pewnymi niedogodnościami dla nas jako konsumentów.

                                      Życie się wiąże z niedogodnościami. Po prostu robimy to dla siebie. Ja nie chcę utonąć w śmieciach, oddychać spalinami i żyć w świecie, w którym zwierzęta traktuje się jak przedmiot, więc postępuję tak, a nie inaczej.
                    • pierwszalitera Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 14:45
                      izas55 napisała:

                      Co więcej, uważam ż
                      > e krem jako krem jest bardzo dobry (to że akurat nie na co dzień dla mnie to ju
                      > ż zupełnie inna sprawa) a kupienie go wymaga ode mnie zdecydowanie więcej wysił
                      > ku i planowania niz np. od ciebie czy niemieckich lub austriackich forumek (sąd
                      > ząc po napisach na pudełku węgierskich chyba też)

                      Alverde to produkt niemiecki na niemiecki i austriacki rynek, związany ściśle z siecią drogeryjną DM. W innych sklepach się go nie sprzedaje.
                      • izas55 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 15:02
                        Dlatego napisałam, że kupienie Alverde wymaga ode mnie więcej wysiłku bo nie mogę sobie po nie wyskoczyć do sklepu na rogu. Muszę liczyć na pomoc np. forumek (i wielkie dzięki im za to).
                    • pinupgirl_dg Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 15:07
                      > Jeżeli chodzi o florę bakteryjną to jak mam b
                      > yć szczera nie jestem w stanie nigdzie znaleźć jakiejś w miarę godnej zaufania
                      > informacji że jest tak jak piszesz że naturalne konserwanty nie niszczą np flor
                      > y bakteryjnej.

                      Ani ja :)

                      > Mój szczątkowy niemiecki pozwala mi na odczytanie napisu wielkimi wołami z przo
                      > du opakowania i na tubce, że jest to krem do bardzo wrażliwej cery bez konse
                      > rwantów
                      . Dopiero z boku kartonowego opakowania widać, że krem ma w składzi
                      > e spora dawkę alkoholu i jeszcze niżej napisane jest, uwaga, że to chodzi przec
                      > ież o syntetyczne konserwanty.
                      > Zakładając, że tylko niewielka część konsumentów wczytuje się w składy, kupi te
                      > n krem skuszona jego brakiem konserwantów. I to jest dla mnie manipulacja.

                      Z tego, co wiem, to alkohol, olejek herbaciany itd mogą też spełniać inne funkcje w kosmetykach, poza konserwowaniem, więc zawsze można powiedzieć, że to nie konserwant. Wedługo mnie to raczej nie jest manipulacja, naginanie może trochę ;). Ale wydaje mi się, że my do pewnego stopnia chcemy być trochę "oszukiwane", nikt nie będzie reklamował kremu pisząc, że tak naprawdę poza lekkim natłuszczeniem to on i tak niewiele zrobi, zmarszczek nie cofnie, trądziku nie wyleczy itd itd. Małe literki mają chyba wszystkie firmy, typu: poprawa jędrności: 84,6% (i małymi literkami: testowane na grupie 26 kobiet). Zawsze te procenty wyglądają bardziej naukowo niż to, że 22 z 26 kobiet uważa, że ten krem ujędrnił im skórę. Itd, itd.
                      • izas55 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 15:21
                        pinupgirl_dg napisała:

                        > nikt nie będzie reklamował kremu pisząc, że tak naprawdę poza lekkim natłuszcz
                        > eniem to on i tak niewiele zrobi, zmarszczek nie cofnie, trądziku nie wyleczy i
                        > td itd. Małe literki mają chyba wszystkie firmy, typu: poprawa jędrności: 84,6%
                        > (i małymi literkami: testowane na grupie 26 kobiet). Zawsze te procenty wygląd
                        > ają bardziej naukowo niż to, że 22 z 26 kobiet uważa, że ten krem ujędrnił im s
                        > kórę. Itd, itd.

                        O tak, masz rację! Ja już pisałam, że najbardziej kocham kremy inspirowane nauką o genach. I poprawia jędrność w testach in vitro jeszcze lubię. I wszystkie testy w kolorowych magazynach. Ja bym kurcze kiedyś zrobiła testy na chętnych dając im do testowania kremy w nieoznaczonych identycznych opakowaniach.
                        >
                    • ciociazlarada Niech mi ktoś proszę wytłumaczy prosto 08.01.12, 17:05
                      kto mię tutaj robi kole odwłoka...

                      Podpinam się pod post Izy, bo wydaje mi się najbardziej adekwatny do mojego pytania na tle całej dyskusji o konserwantach.

                      Wyobraźcie sobie proszę sytuację:

                      - mam filtr mineralny Avene, tradycyjny kosmetyk, zawiera jak najbardziej konserwanty i się z tym nie kryje. Data ważności: (EXP.) 02.2014, na opakowaniu oznaczenie otwartego słoiczka "6 M". Krem został kupiony 08.2011.

                      - mam krem Alverde, nieco inny niż ten Izy, ale na opakowaniu również widnieje informacja "ohne Konservierungsstoffe", co rozumiem jako "bez konserwantów". Data ważności: 12.2013. Krem został kupiony 10.2011.

                      - obu kremów zaczęłam używać 10.2011. Pierwszy, mimo że jest ważny dłużej niż drugi, muszę zużyć w ciągu kolejnych 6 miesięcy czyli do końca 03.2012. Drugi, reklamowany jako produkt bez konserwantów, muszę zużyć w ciągu 26 miesięcy, czyli do końca 12.2013.

                      Wnioski można zapewne wyciągać przeróżne, więc nie będę tutaj szafowała swoimi:-)
                      Jeśli producenci kosmetyków ważnych prawie, ale poniżej, 30 mcy mają jakiś pomysł jak ustrzec swoje klientki przed pleśnią i innymi drobnoustrojami, to warto byłoby, aby dzielili się nimi na opakowaniach , bo ja jestem nieco nieufna.

                      izas55 napisała:

                      > Mój szczątkowy niemiecki pozwala mi na odczytanie napisu wielkimi wołami z przo
                      > du opakowania i na tubce, że jest to krem do bardzo wrażliwej cery bez konse
                      > rwantów
                      . Dopiero z boku kartonowego opakowania widać, że krem ma w składzi
                      > e spora dawkę alkoholu i jeszcze niżej napisane jest, uwaga, że to chodzi przec
                      > ież o syntetyczne konserwanty.
                      > Zakładając, że tylko niewielka część konsumentów wczytuje się w składy, kupi te
                      > n krem skuszona jego brakiem konserwantów. I to jest dla mnie manipulacja. I że
                      > by znowu nie było, że jadę po tych świetnych naturalnych kosmetykach, ja wredna
                      > i nieekologiczna, krem jest mój własny, jak widać używany. Co więcej, uważam ż
                      > e krem jako krem jest bardzo dobry (to że akurat nie na co dzień dla mnie to ju
                      > ż zupełnie inna sprawa) a kupienie go wymaga ode mnie zdecydowanie więcej wysił
                      > ku i planowania niz np. od ciebie czy niemieckich lub austriackich forumek (sąd
                      > ząc po napisach na pudełku węgierskich chyba też)
                      >
                      >
                      > https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/zf/de/okmd/2Vbv2BSAimD97AiuWB.jpg
                • magdalaena1977 Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 06.01.12, 23:33
                  izas55 napisała:

                  > No to wytłumacz mi proszę czym się różni konserwant od konserwantu naturalnego?
                  > Bo za nic nie rozumiem. Funkcja ta sama, i jedno i drugie związek chemiczny.

                  Dla mnie jako prostego prawnika wyjątkowo mętne jest słowo "naturalny" - bo dlaczego alkohol ma być naturalnym konserwantem, jeśli trzeba go wytworzyć i wydestylować? W czym jest bardziej naturalny od parafiny wyrektyfikowanej z ropy naftowej?

                  BTW skąd się biorą parabeny? - wujek Google odmówił odpowiedzi.
                  • pierwszalitera Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 06.01.12, 23:45
                    magdalaena1977 napisała:

                    > Dla mnie jako prostego prawnika wyjątkowo mętne jest słowo "naturalny" - bo dla
                    > czego alkohol ma być naturalnym konserwantem, jeśli trzeba go wytworzyć i wydes
                    > tylować? W czym jest bardziej naturalny od parafiny wyrektyfikowanej z ropy naf
                    > towej?

                    Dlatego, że alkohol powstaje w naturze w sposób biologiczny, przez fermentację i jest do tego produktem organicznym i spożywczym, a parafina potrzebuje przemysłu chemicznego i ropy nafowej. Ropa naftowa jest wprawdzie także organicznego początku, jednak nie nadaje się zbytnio do jedzenia.
                • mszn Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 06.01.12, 23:52
                  Ciekawe, ile jeszcze razy ten temat wróci :)
              • ciociazlarada Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 01:14
                pierwszalitera napisała:
                >
                > To być może spowodowne było twoją słabą znajmością niemieckiego, ale Alverde ni
                > e reklamuje swoich kosmetyków, jako bez konserwantów, tylko bez sztucznych kons
                > erwantów, czyli parabenów, a to jest różnica. Na pewne nie są to też kosmetyki
                > , które wyrzuca się po dwóch tygodniach. Według europejskiej regulacji dotycząc
                > ej kosmetyków z przydatnością do użycia mniejszą niż 30 miesięcy, posiadają one
                > nadruk: Mindestens haltbar bis/ Ch. -Nr., co oznacza: Przydatny do użycia prz
                > ynajmniej do (miesiąc i rok) oraz numer serii produkcji. Ta data jest wiążąca t
                > akże po otwarciu kosmetyku.

                Mój niemiecki jest praktycznie nieistniejący, ale rozumiem, że oznacza to tzw. "shelf life", czyli okres, kiedy produkt nadaje się do sprzedaży. Krem który kupiłam ma "Mindestens haltbar bis..." 2014, gdyby nie odnosiło się to do daty sprzedaży, byłby trwalszy niż niejedne perfumy, więc chyba źle to interpretujesz.

                > To o czym piszesz, czyli data przydatności do użycia po otwarciu, obowiązuje ty
                > lko kosmetyki, które można przechowywać w szafie dłużej niż 30 miesięcy, znaczy
                > mocno konserwowanych. Ekologiczne do nich nie należą, więc symbolu z otwartą t
                > ubą na nich nie znajdziesz. Zresztą czas na zużycie tych z symbolem tuby jest
                > też zwykle bardzo długi w okolicach 12-24 miesięcy.

                Mam tradycyjne kosmetyki oznaczone "3 M". Mam również certyfikowane kosmetyki "ekologiczne", które takie oznaczenie posiadają, np. Burt's Bees czy Darcy's Botanicals, więc nie wiem, skąd wzięłaś te informacje, ale nie są prawdziwe.
                >
                > Ja od lat używam Alverde, aktualnie ich szamponu, odżywki do włosów, pianki i
                > mleczka do zmywania makijażu, żelu do mycia ciała, masła do ciała w trzech wer
                > sjach, kremu do rąk, kremu do stóp z kwasem mlecznym, pomadki pielęgnującej do
                > ust i kolorówki. Bywało, że miałam więcej, bo jakość w porównaniu do ceny jest
                > doskonała i często próbuję nowości. Jeszcze nic mi się nie zepsuło, nie stracił
                > o konsystencji, nie zmieniło zapachu na nieprzyjemny, czy uczuliło. A 5 euro
                > za 50ml ekologicznego kremu, to nie jest wysoka cena. Więkoszość kremów Alverd
                > e jest i tak tańsza. Lekki krem na dzień z tłoczonym na zimo olejem z oliwy i s
                > łonecznikowym, konserwowany witaminą E, kwaskiem cytrynowym i alkoholem kosztu
                > je za 50 ml tylko 2,95 euro.

                No i cieszę się, że Ci służy.
                Pleśni zazwyczaj nie widać, zwłaszcza w nieprzezroczystym pojemniku, więc wolę kupować produkty, które mają jasno określoną datę zużycia po otwarciu. Krem, który kupiłam ma w składzie alkohol jako konserwant - dla mnie OK, ale robione przeze mnie kosmetyki z alkoholem zużywam w ciągu 2 tygodni. Oczywiście producent "eko" ma wyższe standardy higieniczne niż domowa produkcja, niemniej 2014 jako data przydatności po otwarciu (co wydajesz się sugerować) to raczej science-fiction, którego wolę nie wypróbowywać na sobie, wystarczą mi cudze dowody anegdotyczne:-).
                • mszn Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 11:04
                  > Mam tradycyjne kosmetyki oznaczone "3 M". Mam również certyfikowane kosmetyki "
                  > ekologiczne", które takie oznaczenie posiadają, np. Burt's Bees czy Darcy's Bot
                  > anicals, więc nie wiem, skąd wzięłaś te informacje, ale nie są prawdziwe.

                  www.federacja-konsumentow.org.pl/story.php?story=620
                  Punkt 6.4
                  • mszn Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 11:07
                    Acha, oczywiście z tego, co wyżej, wynika jedynie, że Alverde nie ma obowiązku podawać oznaczenia z otwartą tubką. Jak widać z dyskusji, mogłoby im się ono przydać.
                  • ciociazlarada Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 11:45
                    Ano dzięki, faktycznie tego nie wiedziałam, więc biję się w piersi (byle nie za mocno:)). Taka informacja jest podana na np. półproduktach, które kupuję, ale ten okres nigdy nie wynosi ponad dwa lata.
                • pierwszalitera Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 14:20
                  ciociazlarada napisała:

                  > Mój niemiecki jest praktycznie nieistniejący, ale rozumiem, że oznacza to tzw.
                  > "shelf life", czyli okres, kiedy produkt nadaje się do sprzedaży. Krem który ku
                  > piłam ma "Mindestens haltbar bis..." 2014, gdyby nie odnosiło się to do daty sp
                  > rzedaży, byłby trwalszy niż niejedne perfumy, więc chyba źle to interpretujesz.

                  To ty mieszasz tutaj dwie rzeczy. Zarzuciłaś bowiem Alverde nieścisłość, ale Alverde nie robi niczego inaczej od innych firm ekologicznych. Kosmetyki ekologiczne, jako kosmetyki o ogólej żywotności mniejszej niż 30 miesięcy, muszą posiadać tylko jedno oznaczenie, termin przydatności do użycia. Zapoznaj się lepiej z tekstem tej europejskiej ustawy. A sztandarowa marka największej sieci drogeryjnej Niemiec na pewno jej nie łamie.
                  Burt's Bees i Darcy's Botanicals nie znam, nie wiem przez kogo one są produkowane i certyfikowane, i czy są to w ogóle marki ekologiczne. Ale jeżeli są na europejskim rynku, to symbol z otwartą tubą oznacza zawsze, że te kosmetyki mają ogólną żywotność powyżej 30 miesięcy. Czy coś takiego da się osiągnąć bez parabenów, to nie wiem. Możliwe, że dałaś się nabrać na szumne truly natural products, bo na stronie Burt's Bees nie znalazłam niczego o certyfikatach, ale może za mało szukałam.
                  I jeżeli nie podoba ci obwiązująca europejska ustawa, to powinnaś protesty wysłać na inny adres, a nie krytykować Alverde. Weleda też nie ma symbolu z otwartą tubą. L'OCCITANE robi dokładnie tak samo, jak powiedziała mi ich strona, tylko ta marka przyznaje się, że ma w asortymencie także produkty z przydatnością powyżej 30 miesięcy i te (i tylko te) posiadają symbol otwartej tuby z czasem przeznaczonym na zużycie. Jakie europejskie kosmetyki ekologiczne w ogóle używałaś, że oznaczenie na kremie Alverde jest taką niespodzianką?


                  > Pleśni zazwyczaj nie widać, zwłaszcza w nieprzezroczystym pojemniku, więc wolę
                  > kupować produkty, które mają jasno określoną datę zużycia po otwarciu. Krem, kt
                  > óry kupiłam ma w składzie alkohol jako konserwant - dla mnie OK, ale robione pr
                  > zeze mnie kosmetyki z alkoholem zużywam w ciągu 2 tygodni. Oczywiście producent
                  > "eko" ma wyższe standardy higieniczne niż domowa produkcja, niemniej 2014 jako
                  > data przydatności po otwarciu (co wydajesz się sugerować) to raczej science-fi
                  > ction, którego wolę nie wypróbowywać na sobie, wystarczą mi cudze dowody anegdo
                  > tyczne:-).

                  Ależ nic nie musisz próbować. Powoli robi się tu paranoja i kosmetyki ekologiczne wychodzą na złe i niebezpieczne. Ja nie prowadzę krucjaty przeciwko kosmetykom konwencjonalnym. Każdy może sobie smarować na twarz, co uzna za stosowne. Ja nie mam powodu, by nie ufać sprawdzonym i sprawdzanym ciągle przez niezależne organizacje konsumeckie produktom ekologicznym. Gdyby odkryto w którymś z nich grzyby, to już by o tym pisał Ökotest, czy inny Bild i Spiegel. Oni tylko czekają na ekologiczne skandale. Ja na mój własny użytek wykorzystuję te kosmetyki w miarę szybko. Po prostu zużywam je w jednym ciągu, aż do wyczerpania i nie zostawiam gdzieś na rok w łazience. I jak już napisałam, kosmetyki ekologiczne nie oznaczają zupełnej rezygnacji z konserwantów, wykorzystują tylko inne.
                  • ciociazlarada Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 15:51
                    pierwszalitera napisała:

                    > To ty mieszasz tutaj dwie rzeczy. Zarzuciłaś bowiem Alverde nieścisłość, ale Al
                    > verde nie robi niczego inaczej od innych firm ekologicznych. Kosmetyki ekologi
                    > czne, jako kosmetyki o ogólej żywotności mniejszej niż 30 miesięcy, muszą posia
                    > dać tylko jedno oznaczenie, termin przydatności do użycia. Zapoznaj się lepiej
                    > z tekstem tej europejskiej ustawy. A sztandarowa marka największej sieci droger
                    > yjnej Niemiec na pewno jej nie łamie.

                    Już mi to Mszn wyjaśniła, za co jej podziękowałam, więc myślę, że nie musisz sobie podnosić ciśnienia:-)


                    > Burt's Bees i Darcy's Botanicals nie znam, nie wiem przez kogo one są produkowa
                    > ne i certyfikowane, i czy są to w ogóle marki ekologiczne. Ale jeżeli są na e
                    > uropejskim rynku, to symbol z otwartą tubą oznacza zawsze, że te kosmetyki maj
                    > ą ogólną żywotność powyżej 30 miesięcy. Czy coś takiego da się osiągnąć bez par
                    > abenów, to nie wiem. Możliwe, że dałaś się nabrać na szumne truly natural pr
                    > oducts
                    , bo na stronie Burt's Bees nie znalazłam niczego o certyfikatach, al
                    > e może za mało szukałam.

                    Szczerze mówiąc, certyfikaty mnie mało obchodzą, zwracam uwagę na oznaczenia w stylu "*from organic source/farming/organically grown" itd, co jak wiesz oznacza, że dany składnik pochodzi z "ekologicznej" uprawy, która jest certyfikowana jako taka i mnie osobiście to wystarczy. Jeśli krem/kosmetyk ma 100% składników z organicznych upraw/hodowli, to dla mnie jest wystarczająco organiczny.

                    Certyfikowanie kosmetyku "w całości" uważam za doskonały marketing, ale ja wolę płacić za lepszą jakość surowca, a nie dokładać się do certyfikatu. Znam właściciela jednego bardzo dużego "ekologicznego" gospodarstwa i z jego słów wiem, że takie certyfikaty kosztują. Oczywiście mógł mnie wprowadzić celowo w błąd:-)

                    > I jeżeli nie podoba ci obwiązująca europejska ustawa, to powinnaś protesty wysł
                    > ać na inny adres, a nie krytykować Alverde.

                    Ale jaka ustawa? O kosmetykach (tej nie znam) czy o rolnictwie/uprawie "ekologicznym/nej"?
                    Wydawało mi się, że jest to otwarte forum i wymieniamy swoje opinie i spostrzeżenia, pisanie innej forumce co "powinna" trochę chyba nie przystaje do takiej formy owej platformy;-)

                    > Powoli robi się tu paranoja i kosmetyki ekologiczne
                    > ne wychodzą na złe i niebezpieczne.

                    Ja żadnej paranoi nigdzie nie widzę, ani tym bardziej krucjaty przeciwko "ekologicznym" kosmetykom. To, że nie uważam ich za lepsze od konwencjonalnych jedynie przez wzgląd na ich "ekologiczność", to raczej nie paranoja.
                    • pierwszalitera Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 16:24
                      ciociazlarada napisała:

                      > Szczerze mówiąc, certyfikaty mnie mało obchodzą, zwracam uwagę na oznaczenia w
                      > stylu "*from organic source/farming/organically grown" itd, co jak wiesz oznacz
                      > a, że dany składnik pochodzi z "ekologicznej" uprawy, która jest certyfikowana
                      > jako taka i mnie osobiście to wystarczy. Jeśli krem/kosmetyk ma 100% składników
                      > z organicznych upraw/hodowli, to dla mnie jest wystarczająco organiczny.

                      No ale w ten sposób możesz właśnie wpaść na puste obietnice producenta. Ja nie jestem aż tak łatwowierna i nie wierzę w każde słowo. Wolę kontrolę, a od tego są certyfikaty, których nie wymyślono tylko dla marketingu, a także dla bezpieczeństwa klienta. Teraz w ogóle się nie dziwę, że ekologia ma taką słabą opinię, skoro wiele z tego żadną ekologią nie jest.


                      > Ale jaka ustawa? O kosmetykach (tej nie znam) czy o rolnictwie/uprawie "ekologi
                      > cznym/nej"?

                      Przepraszam bardzo, ale przypomnę ci twoje słowa: "powiem szczerze, masakra: na opakowaniu jest napisane, że nie zawiera konserwantów, nie ma również (wymaganego w większości cywilizowanych krajów UE, np. w Polsce:)) informacji jak długo wolno przechowywać ten krem po otwarciu." To ty pisałaś bardzo oburzona o wymaganiach cywilizacyjnych krajów, które w ogóle nie były ci znane i co starałam się tutaj wyjaśnić, by nie zostały tu błędne informacje, więc nie zrobisz ze mnie teraz pieniaczki.
                      • ciociazlarada Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 08.01.12, 13:24
                        pierwszalitera napisała:

                        > Przepraszam bardzo, ale przypomnę ci twoje słowa: "powiem szczerze, masakra:
                        > na opakowaniu jest napisane, że nie zawiera konserwantów, nie ma również (wyma
                        > ganego w większości cywilizowanych krajów UE, np. w Polsce:)) informacji jak dł
                        > ugo wolno przechowywać ten krem po otwarciu."


                        Iza wkleiła Ci zdjęcie kremu, na którym jak byk jest napisane, że nie ma konserwantów. Wołami z przodu opakowania:-). W połączeniu z datą przydatności (zakup 10.2011, data do 03.2014 czyli licząc od października 28 mcy) ta informacja jest szokująca (stąd masakra:)) Najwyraźniej jestem chodzącym przykładem zmanipulowania przez producenta, który nie manipuluje (ale głupia baba ze mne).

                        To ty pisałaś bardzo oburzona
                        > o wymaganiach cywilizacyjnych krajów, które w ogóle nie były ci znane

                        Na szczęście Mszn była tak miła, że wkleiła mi odpowiedni przepis, więc już wiem.


                        i co sta
                        > rałam się tutaj wyjaśnić, by nie zostały tu błędne informacje, więc nie zrobisz
                        > ze mnie teraz pieniaczki.

                        Oj Pierwszalitero, robię z Ciebie pieniaczkę? Chyba nie piszesz swoich postów pod przymusem, więc to Ty odpowiadasz za ich treść, nie ja. Owszem, zastanawia mnie i ciekawi dlaczego reagujesz tak silną dawką emocji w luźnej i niezobowiązującej dyskusji, na dodatek pisanej na forum. Kule na mole się wykłada, a nie rzuca nimi w rzeczone zwierzątka;-)
                        • pierwszalitera Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 08.01.12, 23:26
                          ciociazlarada napisała:

                          > Oj Pierwszalitero, robię z Ciebie pieniaczkę? Chyba nie piszesz swoich postów p
                          > od przymusem, więc to Ty odpowiadasz za ich treść, nie ja. Owszem, zastanawia m
                          > nie i ciekawi dlaczego reagujesz tak silną dawką emocji w luźnej i niezobowiązu
                          > jącej dyskusji, na dodatek pisanej na forum. Kule na mole się wykłada, a nie rz
                          > uca nimi w rzeczone zwierzątka;-)
                          >

                          To chyba jakaś projekcja twoich własnych emocji na moją osobę, bo naprawdę nie wiem, o czym teraz piszesz.
                          • ciociazlarada Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 09.01.12, 11:05
                            Właśnie piszesz o tym, o czym mówię:) Ale miło mi, że zrozumiałaś.
      • pinupgirl_dg Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 16:10

      • pinupgirl_dg Re: A co sądzicie o tzw. "kosmetykach luksusowych 07.01.12, 16:18
        A tak BTW przypomniało mi się, dlaczego w tych "tłuściejszych" latach też rzadko udawało mi się kupić rzeczy z wyższej półki, chyba, że przez internet. Problem polega na tym, że zwykle takie rzeczy nie leżą na półce w markecie i trzeba zwrócić na siebie uwagę ekspedientek, a te zwykle tylko zerkały, czy nie kradnę, ignorując moje wystawanie za ladą i obsługując w tym czasie inne klientki. Nie wiem, czy chodziło o mój strój czy młody wygląd, rzadko też do lepszych sklepów zaglądałam, żeby stwierdzić, czy to reguła, ale mi się zdarzało podejrzanie często i nie nastrajało mnie wizją kolejnych zakupów.
    • magdalaena1977 Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 06.01.12, 11:10
      Zdecydowanie nie jestem zakupoholiczką - lubię kupować różne rzeczy, ale przyjemność daje mi świadomość dobrego wyboru i użytkowanie, a nie sam akt zakupu.
      Przez to zupełnie nie rozumiem, jak można kupić bluzkę i wrzucić ją z metką do szafy. Taka sytuacja zdarzyła mi się raz czy dwa (z powodu zmiany wagi) i zawsze była dla mnie ogromnym stresem - wydałam tyle kasy i poszło w błoto :-(
      Podobnie reaguję na niezużyte kosmetyki, które muszę wyrzucić, więc kupuję tyle, żeby starczało na moje potrzeby. Zdarza mi się kupić na zapas, bo jeśli znajdę coś dobrego, używam tego latami.
      Pozostaje jeszcze kwestia stosunku ceny do jakości - i tu zupełnie jestem odporna na jakiś "dodatkowy luksus", który miałyby mi oferować wielkie marki. Ostatnio oglądałyśmy z przyjaciółką w Sephorze cienie Diora, które w promocji kosztowały około 150 zł - no i ja zupełnie nie widziałam różnicy między powiedzmy Inglotem, a tym Diorem.
      Kiedyś na lotnisku kupiłam sobie puderniczkę EL. Wygląda ładniej, ale jakoś pudru nie jest IMHO kilkanaście razy lepsza od niższej półki.
      Widzę natomiast wyraźną różnicę między tanimi a droższymi perfumami i dlatego od lat kupuję te lepsze, ale szukam okazji i zawsze biorę największe butelki, bo wtedy zakup jest najbardziej ekonomiczny.
    • 100krotna Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 06.01.12, 17:56
      Motywacją do zakupów kosmetycznych jest dla mnie potrzeba :) Zwykle nie ciągnie mnie do kupowania ani kolorówki, ani kosmetyków pielęgnacyjnych - czasem zainteresuje mnie mnie jakiś produkt (pochlebne opinie, zwykle w internecie), rzadko kosmetyk kolorowy. Ale nawet, jeśli postanowię sobie coś takiego kupić, to wtedy, kiedy kończy mi się odpowiednik lub zdecyduję, że mi czegoś potrzeba (np podkład mineralny planuję kupić - ale mam jeszcze pół buteleczki mojego normalnego podkładu, jestem z niego zadowolona - więc ta chęć jeszcze trochę poczeka). W zasadzie wszystkiego, co kupuję, używam na bieżąco. Jedynym kosmetykiem, którego mam kilka rodzajów, jest tusz do rzęs (obecnie trzy sztuki, więc też nie szaleństwo) i pomadki ochronne i błyszczyki (pięć, może sześć sztuk) i lakier do paznokci.
      Przy tuszu - testuję, nie znalazłam jeszcze ideału, błyszczyki - potrzebne, po jednym do kieszeni kurtki i do torebki. Lakiery mam standardowo czerwony, mleczno-różowy i bezbarwną odżywkę, rzadko jakiś kolor "sezonowy" w mini-buteleczce.

      Mam za to dużo balsamów do ciała - ale wszystkie dostałam w prezencie - kupują mi je mama, prawie-teściowa i siostra - a ja zapominam używać, dopóki moja skóra nie zareaguje na niesprzyjające warunki (słońce w lecie, mróz i kaloryfery w zimie) łuszczeniem i swędzeniem.
      Chyba nie jestem dobrym celem dla marketingowców, jeśli chodzi o kosmetyki ;)
      Nowości i reklamy mnie nie ruszają, a jak już znajdę produkt, który mi odpowiada, kupuję go, dopóki nie wycofają z produkcji (lub zmienią skład).
      Gorzej z ciuchami, magicznie przyciąga mnie "promocja", "wyprzedaż", "obniżka" i "sale" ;) Często też moją uwagę przyciągnie jakaś sukienka, bo mam fioła na punkcie sukienek. A jeśli to jest sukienka i do tego "50% obniżki"... to już tylko pustka w portfelu może mnie otrzeźwić :) Niestety, ostatnio stosunkowo często jestem otrzeźwiona :)
    • teresa104 Moja psychologia jest taka 06.01.12, 23:53
      że kupiłam parę rzeczy, bo Wy o nich pisałyście. Ale w ramach mojej zachowawczości - do eksperymentów skutecznie zniechęca mnie stara wizja alergicznego parcha, którego udało mi się pozbyć lata temu i z powrotem nie chcę.
      Używam więc nadal starych sprawdzonych metod, tego samego fluidu, tego samego pudru, tego samego cienia (stalowy, brązowy, butelkowy), kredki (brązowej), lakieru (bezbarwnego).

      Kupiłam też parę dni temu kabuki i dziś rano w ostatniej chwili uratowałam go z konkubenckich łap, już-już przytykał nim do namydlonej, zarosniętej mordy, myślał, że kupiłam mu nowy pędzel do golenia.

      Umiem zatem powiedzieć "nie", bo 1) pokusy mam słabe; 2) antypokusy silne.
      • mszn Re: Moja psychologia jest taka 07.01.12, 00:03
        Dobrze, że piszesz, schowam na wszelki wypadek kabukiego, jak facet przyjedzie. Albo jeszcze lepiej: podbiorę mu przyrząd do suszenia pędzla głową w dół.
        • teresa104 No i stało się... 16.04.12, 08:42
          Zostawiłam wieczorem na blacie łazienkowym świeżo wyprany, wyczesany, pachnący pędzel. Chciałam, żeby końcowo dosechł, zanim zabiorę go do swojej szuflady. No i chłop dziś rano śpieszył się na pociąg i normalnie opędzlował gębę moim pędzlem do pudru. Po obudzeniu się znalazłam kabuki nieboraka, wygląda jak kret wytarmoszony przez wiejskie psy.

          Zadzwoniłam do chłopa, właściwie ocenia wydźwięk swojego czynu, jest więc dobry punkt wyjścia, by złe wydarzenie przekuć na dobre, jak każe psychologia. W ramach likwidacji szkody całkowitej zamierzam zażądać najlepszego pędzla, o jakim wiem, że da się kupić.
          • izas55 Re: No i stało się... 16.04.12, 09:39
            ;-)))))))

            kosmetyki-mineralne.com/pedzle-pixie-c3855.html
            kosmetyki-mineralne.com/pedzle-do-twarzy-c3825.html
            • teresa104 Sprawca szkody materialnej zmienił zdanie 16.04.12, 10:00
              Dojechawszy do stolicy zadzwonił i stwierdził, że pędzel da się wyczesać, bo użył go zbyt krótko, by zniszczenia były nieodwracalne, poza tym pędzel był za miękki i mydło się nie pieniło. Jestem zatem zmuszona sporządzić dokumentację fotograficzną i kategoryczniej dochodzić swoich praw.
              https://img813.imageshack.us/img813/6580/16206853.jpg
            • teresa104 Nie ma droższych? 16.04.12, 10:04
              Chcę, żeby sprawcy poszło w pięty.

              Chciałabym pędzel cały biały, albo przynajmniej o białym trzonku. Lubię kosmetyki i akcesoria białe i takie staram się mieć. Oczywiście wydziwiam, jak każdy dotknięty do żywego.
              • yaga7 Re: Nie ma droższych? 16.04.12, 10:07
                Pędzel XXL Sephory do pudru kosztuje stówę, ale chyba nie ma białych...

                Za to spokojnie mogę polecić, świetny jest.
                • teresa104 Miękki jest? 16.04.12, 10:15
                  Bo ten kret trochę mnie kłuł.
                  • yaga7 Re: Miękki jest? 16.04.12, 10:24
                    Mi pasuje, ale ja jestem trochę gruboskórna.
                  • izas55 Re: Miękki jest? 16.04.12, 11:59
                    ten na zdjęciu wygląda na kłujący.
                    Te Hakuro są zdecydowanie bardziej miękkie, a EDM droższe. Zażycz sobie zestaw
                    • teresa104 Re: Miękki jest? 16.04.12, 12:26
                      Ale wtedy resztę zestawu musiałabym chyba Ci dać albo wymienić na zestaw pędzli świńskich z marketu budowlanego. Zupełnie nie wiem, do czego są te wszystkie pędzle. Mam do pudru, miałam, mam dwustronny do cieni do oczu. Czuję się usatysfakcjonowana stanem liczbowym pędzli.

                      Sprawca bierze mnie pod włos. Zadzwonił w przerwie lanczowej i opowiedział mi, że w pociągu jechał z koleżanką. A koleżanka jest członkinią zarządu banku. I koleżance się przyznał, że konkubinie przybór stargał. No i koleżanka chyba go należycie uświadomiła o ciężarze szkody, bo wtedy zaczął się wić. "Jesteś taka ładniusia, po co ci te pudry?". On nie wie, że jestem ładniusia po pudrze, nie przed.

                      Te drewniane trzonki są ładne, wpisują mi się w białą kolorystykę przyborów. Ten Eco Botan Artisan coś tam, coś tam, Brush.
                • besame.mucho Re: Nie ma droższych? 16.04.12, 14:57
                  Ja też mam taki duży z sephory, chyba nie XL, ale i tak jest naprawdę duży, ja mam małą twarz, to mi prawie cały policzek to włosie zajmuje. Drogi był i prawie jak biały (w sensie że bardzo jasnoszary, włosie jaśniutkie, pasuje do białych rzeczy!). O taki:

                  www.sephora.pl/pl/cid5891/profesjonalne-pedzle.html
                  mój to chyba ten z numerem 8.
                  • teresa104 Ładny. 16.04.12, 19:23
                    Oglądałam raz w Sephorze pędzle i widziałam, że z każdego modelu był jeden pędzel próbny. Nastolatki głaskały się nimi po nastolatkowych twarzach, więc ja odstąpiłam nawet od wypróbowania ich na dłoni, taka ze mnie higienistka.
                    Jeśli jest miękki i odpowiednio drogi;), to byłby dobry, z takim trzonkiem przynajmniej więcej się nie pomyli. Chociaż akurat podoba mi się ta krótka forma przypominająca pędzel do golenia.
                    • besame.mucho Re: Ładny. 16.04.12, 20:30
                      Moim zdaniem bardzo miękki, ale też nie wiem co uznajesz za miękkie ;). Jak się w niego lekko dmuchnie to włosy się uginają i rozchodzą, a nie sterczą sztywno w górę, to chyba znaczy że miękki.
                      Też go kupiłam bez testowania i się nie zawiodłam, mam go już kilka lat, i jest w porządku.
                      Zdjęcia w necie mówią, że robią też krótkie grubasy:
                      rainyydays.onsugar.com/Haul-Sephora-Brushes-40-off-8472311
                      ale ten grubas sprawia wrażenie, jakby miał za krótkie włosy, żeby mógł być miękki. Ma zresztą napisane, że jest do bronzerów, nie do pudru.
                      • mszn Re: Ładny. 16.04.12, 21:13
                        Miękkość pędzla nie leży wcale w długości włosia, tylko w tym, jak są zakończone włosy, czy drapiąco, czy nie. To, że pędzel się rozchodzi przy dmuchaniu, dla mnie raczej oznacza, że ma niegęste włosie, niekoniecznie niedrapiące. W mojego miękkiego jak mały kot flat topa mogę dmuchać i dmuchać i nie drgnie :)
                        Wszystko oczywiście zależy od tego, do czego taki pędzel ma służyć, nie zawsze potrzeba naprawdę gęstego.
                      • teresa104 Miękkość 16.04.12, 21:51
                        Miękkie jest dla mnie to, co dla Was jest miękkie. Nie mam żadnego porównania, tylko Wasze opinie, na których, wielokrotnie się przekonałam, da się polegać.

                        Kret mnie trochę dziabał, skóra lekko mrowiła, co nie do końca zawsze było przyjemne.

                        Konkubent uparł się, że pędzel rozczesze. Siedzi teraz jak świstak i szarpie tę mierzwę. Używa do tego celu mojej szczotki do włosów i moim zdaniem oznacza to, że zaraz będę potrzebować także nowej szczotki.
              • mszn Re: Nie ma droższych? 16.04.12, 10:13
                Pooglądaj sobie pędzle Sigmy. Cena na pewno Cię zadowoli, a może gdzieś w czeluściach strony znajdą się i białe, mają mnóstwo kolorów, np. takie:
                www.sigmabeauty.com/Mrs_Bunny_Essential_Kit_p/bblu.htm
                Jeszcze mi mignęły gdzieś takie, w których skuwki były ze złota. I zestawy w srebrnym kolorze, też prawie jak biały.
                • teresa104 O. Skuwka ze złota! 16.04.12, 10:23
                  To jest to, czego mi potrzeba!
            • mszn Re: No i stało się... 16.04.12, 10:20
              Właśnie, a jak Pixiaki za tanie, to Everyday Minerals ponoć mają identyczne pędzle, że niby z tej samej fabryki czy coś.
    • ananke666 Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 09.01.12, 00:15
      Od dłuższego czasu w pierwszym rzędzie przy zakupie kosmetyku liczy się dla mnie korzyść: co dostaje traktowana kosmetykiem część ciała. Zrobiłam się znacznie odporniejsza na reklamy i dużo bardziej nieufna, nie mam już ochoty jak drzewiej rzucać się na nowinki.

      Pewnie, że część kosmetyków to czysta przyjemność używania, np. pięknie pachnące żele pod prysznic, ale już balsam do ciała ma mi przede wszystkim służyć. Wiele kosmetyków w ogóle dawno wykopsałam z półki i raczej tam nie wrócą. Płyn micelarny - won, nie dawał mi poczucia czystości i lepił się. Toniki - won, działania zero, utrudnione wchłanianie kremu, a na imaginacyjne efekty jestem odporna. Kremy do stóp - won, odkryłam bardzo dobry zamiennik. Mleczko do demakijażu - won, mam do wodoodpornego płyn Bielendy, resztę załatwiam olejami. Żele do golenia - won, golę na kiepskie odżywki do włosów. Peelingi - won, do twarzy wystarczy mikrofibra i oleje, co ciała rękawica albo domowy peeling.

      Chyba po prostu znacznie częściej się zastanawiam, za co do cholery płacę.
      • magdalaena1977 Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 09.01.12, 00:37
        ananke666 napisała:

        > Kremy do stóp - won, odkryłam bardzo dobry zamiennik.

        ????

        > Żele do golenia - won, golę na kiepskie odżywki do włosów.

        Ja od lat golę na peeling. Z domowym byłoby za dużo roboty i moim faworytem jest Bielenda, Bio Plantacja Algi, Ekologiczny peeling koralowy do ciała
        • ananke666 Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 09.01.12, 09:17
          magdalaena1977 napisała:

          > ananke666 napisała:
          >
          > > Kremy do stóp - won, odkryłam bardzo dobry zamiennik.
          >
          > ????

          Nie, to nie opryski ani okadzanie ;) Przypadkowo posmarowałam stopy mleczkiem do ciała Alterra, o ile pamiętam, to chyba tym z morelą i trawą cytrynową. I okazało się, że nawilża stopy lepiej niż większość kremów. Ale uprzedzam, nie mam specjalnych kłopotów ze stopami, jedynie skłonność do przesuszania skóry i tworzenia zadziorków na rogowaciejących powierzchniach.

          W ogóle to mleczko jest świetne, dobrze nawilża stopy, łokcie, łydki i całą resztę też, ma tylko jedną paskudną, wkurzającą wadę - zapach!
        • ananke666 Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 09.01.12, 09:21
          > Ja od lat golę na peeling. Z domowym byłoby za dużo roboty i moim faworytem jes
          > t Bielenda, Bio Plant
          > acja Algi, Ekologiczny peeling koralowy do ciała


          Tak, słyszałam że dobry, ale... szkoda mi wywalać 20 zł na peeling. Fusy z kawy mam za darmo, a rękawica do peelingu kosztuje grosze. Za dwie dychy mogę kupić fajniejsze rzeczy :)
          • magdalaena1977 Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 09.01.12, 09:33
            ananke666 napisała:

            > Tak, słyszałam że dobry, ale... szkoda mi wywalać 20 zł na peeling. Fusy z kawy
            > mam za darmo, a rękawica do peelingu kosztuje grosze. Za dwie dychy mogę kupić
            > fajniejsze rzeczy :)

            Niestety, ja używam ekspresu na kapsułki - generalnie polecam, ale do pilingu się nie nadaje ;-)
            • ciociazlarada Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 09.01.12, 11:01
              Można robić świeżą kawą zamiast fusami, polecam bo sama piję rozpuszczalną.
              • anna-pia Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 09.01.12, 14:20
                Do peelingu nabyłam mieloną kawę, przynajmniej jest równo zmielona, do picia mam ziarnistą, a mój młynek mieli niezbyt równo, i za mało piję, żeby starczało na peeling. A kawa do peelingu może kosztować grosze, testowałam, działa tak samo jak ta po 200 zł/kg ;p
                • mszn Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 09.01.12, 14:58
                  Tylko trzeba uważać z używaniem "świeżej" kawy zamiast fusów, kiedyś się nacięłam. Okazało się, że o ile po fusach jest fajnie, to piling z takiej nieprzepłukanej kawy kończył się u mnie burakiem i dość podrażnioną skórą - chodzi pewnie o stężenie kofeiny, która przecież przechodzi do naparu.
                  • ananke666 Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 09.01.12, 15:18
                    Wątpię, żeby akurat o kofeinę chodziło, chyba jest jej tam za mało, żeby aż taki efekt wywołać... ale rzeczywiście, zaparzone fusy są lepsze. Mniej intensywnie pachną kawą i po zaparzeniu wydziela się coś w rodzaju olejku, malutko, ale czuć, że skóra jest bardzo delikatnie czymś natłuszczona. Trudno to opisać. Zresztą niwelowałam ten efekt wlewając jak ostatni prostak mydło w płynie albo oliwkę do ciała.

                    Wadą jest to, że w trakcie zabiegu człowiek wygląda, jak wygrzebująca się z grobu świętej pamięci nieboszczka. I trzeba bardzo dokładnie płukać, żeby nie naciąć się potem na fusy w d... jakieś to potrafi być nadnaturalnie przyczepne, niby człowiek się potem umył, a tu nagle fusik-niespodzianka. Ale działa bardzo dobrze.
                    • mszn Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 09.01.12, 19:40
                      Działa, działa, ale odechciało mi się babrania. Rękawice szorują tak samo, a bieganie jest lepsze na stan tyłka od każdej ilości kofeiny i innych guaran od cellulitów.
                      • ananke666 Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 09.01.12, 20:27
                        mszn napisała:

                        > Działa, działa, ale odechciało mi się babrania. Rękawice szorują tak samo

                        Też mi się odechciało i też kupiłam rękawicę. Nieboszczkę robię parę razy w roku. Wiwat rękawica.
                      • magdalaena1977 Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 09.01.12, 22:00
                        mszn napisała:

                        > Działa, działa, ale odechciało mi się babrania. Rękawice szorują tak samo

                        Chodzi Ci o taką rękawicę?
                        Dla mnie ona jest za delikatna i sama z siebie w ogóle nie ściera naskórka.
                        • mszn Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 09.01.12, 22:07
                          Ooo, to Ty się lubisz nieźle poczochrać :) Mi wystarcza, dwa razy w tygodniu i jestem gładka. Chociaż faktycznie nie trę się do czerwoności.
                        • madzioreck Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 09.01.12, 22:29
                          Rękawice są różne, może być taka, a może być jakiś wynalazek z trawy morskiej czy innego sizalu - mnóstwo jest tego :)
                          • pinupgirl_dg Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 09.01.12, 23:22
                            Ja mam taką szczotkę, można używać na sucho, można na mokro. Ale chyba trochę za bardzo drze jak dla mnie, rozglądam się za taką rękawicą. Poza tym jest nieporęczna w podróży.
                            • pinupgirl_dg Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 09.01.12, 23:50
                              > Ja mam taką szczotkę, można używać na sucho, można na mokro. Ale chyba trochę z
                              > a bardzo drze jak dla mnie, rozglądam się za taką rękawicą. Poza tym jest niepo
                              > ręczna w podróży.

                              Skoro już jesteśmy w temacie - miałam też gąbkę słynną gąbkę Syrena. Czerwona strona - ok, ale tą żółtą próbowałam oswoić chyba z miesiąc i za każdym razem miałam wrażenie, że drapię skórę igłami, w delikatniejszych rejonach nie byłam w stanie jej użyć. Poszła do szorowania kafelków w kuchni. Polecam tylko miłośnikom mocnych wrażeń. Na co dzień używam myjki z takiej siateczki. Wydaje się, że wcale nie trze, więc spokojnie (i z przyjemnością, czego nie mogę powiedzieć o Syrenie) mogę używać na co dzień. Ale po dłuższym używaniu widzę, że moja skóra wcale nie domaga się peelingu, stosuję z poczucia obowiązku wyłącznie, czasami wcale zapominam.
                              • ananke666 Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 10.01.12, 00:05
                                > Skoro już jesteśmy w temacie - miałam też gąbkę słynną gąbkę Syrena. Czerwona s
                                > trona - ok, ale tą żółtą próbowałam oswoić chyba z miesiąc i za każdym razem mi
                                > ałam wrażenie, że drapię skórę igłami, w delikatniejszych rejonach nie byłam w
                                > stanie jej użyć. Poszła do szorowania kafelków w kuchni. Polecam tylko miłośnik
                                > om mocnych wrażeń.

                                Syrenę kupuję od wieeelu lat. W ogóle już nie używam innych gąbek. Żółtą stroną tylko w niektórych rejonach, czerwoną wszędzie. Zresztą ta żółta strona drapie, ale martwego naskórka jakoś szczególnie nie ściąga. Prędzej do podrapania się po komarach się nadaje.
                                Pewnie kupię szczotkę kiedyś, niestety zwykłymi gąbkami nie umiem się umyć. Jak się nie przeszoruję, nie czuję się czysto. Jakoś tak mam.

                                Działania przeciwcellulitowego nie odnotowałam.
                                • izas55 Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 10.01.12, 06:29
                                  A ja nic nie wiem o gąbce syrena. Co to za cudo?
                                  • pinupgirl_dg Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 10.01.12, 10:22
                                    Proszę :) :
                                    wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=27372&next=1
                                    W skrócie - bardzo twarda, szorstka gąbka. Ma dwie strony - bardziej miękką i taką naprawdę ostrą. Raczej nie wierzę w te -2cm w udzie i brak celluitu ;), ale ta miękka strona daje efekt dalikatnego peelingu. Ze stroną ostrą odpuściłam, zawsze uważałam, że jestem twarda i odporna na ból, ale ta gąbka to zweryfikowała ;). Chyba kupię taką mojemu M., który bardzo lubi się porządnie wydrapać pod prysznicem.
                                    • ananke666 Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 10.01.12, 12:58
                                      > Raczej nie wierzę w te -2cm w udzie i brak celluitu ;)

                                      Bo to bzdeeetyyyy! Od drapania się nie chudnie. Ale gąbka jest fajna, po pierwszych kilku użyciach lekko mięknie i ta łagodniejsza strona jest dla mnie akurat, twardsza niż twarda strona zwykłych gąbek, można się wyszorować bez uczucia, że przeżywam atak zdziczałych drapaków i bez uczucia niedomycia po zwykłej miękkiej.
            • ananke666 Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 09.01.12, 15:11
              > Niestety, ja używam ekspresu na kapsułki - generalnie polecam, ale do pilingu s
              > ię nie nadaje ;-)

              Rękawica do peelingu się nadaje. Mniej pieniędzy i zachodu, a efekt podobny.

              Lubię peelingi, zawsze lubiłam, ale po namyśle uznałam, że akurat na to szkoda mi pieniędzy. Zwłaszcza, że niestety, niestety - rzadko który gotowy zdziera równie skutecznie, jak kawa... Jak dotąd, miałam takie dwa, żeby było śmieszniej, jeden za grosze, a drugi za jakąś idiotycznie wysoką kwotę: dawno wycofany morelowy w słoiku z Rossmanna i peeling Jafra.
            • madzioreck Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 09.01.12, 20:54
              > Niestety, ja używam ekspresu na kapsułki - generalnie polecam, ale do pilingu s
              > ię nie nadaje ;-)

              Hahaha :D Dobre, choć wiesz, jakby te kapsułki tak młoteczkiem jakim potraktować... z czego one są? :-P

              A w temacie - ja kupuję kawę zwykłą do zaparzania właściwie tylko jako peeling, czasem, jak wpada do nas jeden kolega męża, to odżałowuję mojego "kosmetyku" i parzę mu tę kawę ;)
    • madzioreck Re: Psychologia zakupów kosmetycznych 09.01.12, 21:16
      Już-już miałam napisać, ze od jakiegoś czasu nie działają na mnie żadne takie tam, bo nowość, bo to, bo tamto. Ale przypomniałam sobie, jak się niedawno po lekturze wątku tu, na tym forum, napaliłam na podkład mineralny. No chyba, że na psychologiczne te tam jestem odporna, ale na Was, sektę ;) już nie ;) No więc napaliłam się na podkład mineralny. I już, dawaj, szukać, czytać, porównywać, i nagle... STOP. Myślę se:
      Czy z moim podkładem jest coś nie halo? Ano nie.
      Czy potrzebuję super-duper-hiper skutecznego krycia? Ano nie.
      Czy mam na buzi coś, z czym nie poradzi sobie zwykły podkład, od wielkiego dzwonu kawałek korektora? Nie.
      Czy może mi smarowana konsystencja nie odpowiada? Ano nie.
      A może, kurde, kolor nieodpowiedni?! Ano nie, kolor OK.
      Czy ja, przede wszystkim, używam w ogóle podkładów?! Ano nie bałdzo, raz na ruski rok, na wyjścia, imprezę - do pracy rzadko wstaję na tyle wcześnie, żeby zdążyć zrobić coś więcej, niż rzęsy machnąć i pacnąć się puszkiem od pudru.
      Na cholerę więc mnie ten podkład mineralny...? :)

      I tu się rozwiała moja wiara w to, ze wszystkie moje chętki to "potrzeby", choć w tej chwili nie mam kosmetyków jakoś specjalnie zbędnych, ale to raczej wynik tego, że jak już mi się oko zaświeci na ładne pudełeczko/buteleczkę/whatever, to czytam skład i mi się odechciewa.
      Ale sukces to fakt, że od dłuższego czasu jednak nie kupuję 99% rzeczy, na które w pierwszej chwili bym się radośnie rzuciła - zaleta dowiadywania się o takich nowinkach przez net, bo zanim się dowiem co to, po co i z czym się je, gdzie kupić, to zdążam przemyśleć temat. Co nie znaczy, że nie kupuję sobie czegoś czasem dla czystej przyjemności kupienia czegoś nowego - ale nie mam ton kosmetyków, w łazience jest jeszcze miejsce na nowe, tylko właśnie potrzebne to mi teraz właściwie nie jest nic.

      Raczej nie kupuję już "kompulsywnie" - jestem nadal mało odporna na kolorówkę i lakiery do paznokci, ale tu sprawa wygląda o tyle inaczej, ze rzadko zdarza mi się kupić kolorówkę, której bym potem nie używała. Mam więc tego dużo, ale wszystko używane, a nie kupione bo ładne, a później leży.


Pełna wersja