Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity

08.01.12, 02:45
Czy znacie jakieś kosmetyczne mity i może czasem zastanawiacie się czy mają jakikolwiek sens?

Jak na razie na pierwsze miejsce w moim prywatnym rankingu bzdur wysuwa się mit o rozszerzaniu i zaciskaniu porów.

Dlaczego mit? Bo pory skóry nie mają mięśni które miałyby je otwierać i zaciskać. To że wydają się być "otwarte wynika z tego że są wypełnione łojem i często jest on zrogowaciały przy ujściu. Wrażenie że pory np wydają się zmniejszać wynika z ujędrnienia i napięcia skóry.

Przychodzi wam coś mitycznego do głowy?
    • anne_stesia Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 08.01.12, 09:48
      Temat porów niejako dotyka mnie samą, bo moim największym marzeniem jest mieć skórę gładką i delikatną. Niestety - jedynym sposobem na niewielkie ich zwężenie jest ograniczanie łojotoku, a i tak nie sprawi to, że nie będą widoczne.
      Z tego powodu mocno bolą mnie reklamy kosmetyków i produktow do pielęgnacji, ktore obiecują wyraźne zmniejszenie porów, czy ich likwidacją.
      • izas55 zaciskanie i przepłukiwanie porów skóry 08.01.12, 10:06
        Dokładnie tak, jedynym sposobem na zmniejszenie widoczności porów jest albo zmniejszenie łojotoku albo sprawienie, że będzie łatwiej usuwany.
        A tak swoją droga to wydaje mi się, że reklamy wszystkiego co "dociera do środka porów" też jest nie do końca prawdą. Chyba jakieś drobnocząsteczkowe związki chemiczne jak nadtlenek benzoilu są w stanie wnikać w łój, ale żaden olej ani nic innego nie wleje się do środka porów i nie wypłucze nic ze środka (co tak ślicznie pokazywane jest na reklamach). Czy któraś z was wie coś na temat innych związków, które rzeczywiście są w stanie wniknąć głęboko w pory, bo się na tym po prostu nie znam.
        • anne_stesia Re: zaciskanie i przepłukiwanie porów skóry 08.01.12, 11:23
          Skoro pory są ujściami mieszków włosowych to nie są one znowu jakoś mikroskopijnie małe. Skoro retinoidy niszczą gruczoły łojowe to i one pewnie się wchłaniają do środka.
          Ale ja w sumie nie wiem, czemu by myśleć, że tam nic nie wnika. Wiadomo, że nie są to kratery, które trzeba plukać, ale i jakieś specjalnie szczelne i ciasne nie są.
        • mszn Re: zaciskanie i przepłukiwanie porów skóry 08.01.12, 12:45
          Ostatnio oglądałam filmik Lisy Eldridge o jej pielęgnacji i powiedziała coś w ten deseń, że kwas salicylowy jest jedynym kwasem, który właśnie włazi do środka porów. Ale to, co ona mówi na temat składników, to najczęściej mieszanina rzetelnie brzmiących informacji i bełkotu z opakowań, więc nie wiem, jak to z tym kwasem jest.
          • ananke666 Re: zaciskanie i przepłukiwanie porów skóry 15.03.12, 15:59
            Bełkot z opakowań. Mszn - chapeau bas, właśnie wynalazłaś cudowne, nad wyraz trafne określenie.
    • magdalaena1977 Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 08.01.12, 10:44
      A czy nie jest mitem jakakolwiek możliwość kosmetycznego (a nie operacyjnego) usunięcia czy zmniejszenia zmarszczek?
      • izas55 Zmarszczki 08.01.12, 10:53
        Zależy na jak długo i jakie zmarszczki. Posmarowanie mocno nawilżającym i ujędrniającym kremem spłyci zmarszczki przez ten czas jak będzie napinał skórę. Czyli takich dających tymczasowy efekt po nawilżeniu jest sporo/
        A z tego co wiem, co oczywiście nie musi być prawdą, wydaje mi się, że jedynie retinoidy mają udowodnione działanie spłycacza zmarszczek ze względu na stymulację produkcji kolagenu. Ale to bynajmniej nie jest tak że pomarszczona skóra będzie wyglądała jak wyprasowana przy stosowaniu takiego kremu.
        Nic nie wiem na temat innych związków których producenci twierdzą, że stymuluja produkcję kolagenu np. krótkie peptydy
        • pinupgirl_dg Re: Zmarszczki 08.01.12, 13:05
          > A z tego co wiem, co oczywiście nie musi być prawdą, wydaje mi się, że jedynie
          > retinoidy mają udowodnione działanie spłycacza zmarszczek ze względu na stymula
          > cję produkcji kolagenu.

          Chociaż, jeśli wierzyć wątkom zwątpieniowym na wizażu, nieumiejętne zastosowanie retinoidów może przynieść więcej szkody niż pożytku.

          Mnie interesuje, czy jest prawdą czy mitem działanie przeciwzmarszczkowe filtrów przeciwsłonecznych. Istnieją jakieś badania na ten temat? Czy dowiemy się tego za 20 lat, kiedy pokolenie dzisiejszych filtromaniaczek wejdzie w wiek "zmarszczkowy"?
          • mszn Re: Zmarszczki 08.01.12, 13:14
            Myślę, że wpływ słońca na starzenie skóry jest dość (nomen omen) jasny - większa ekspozycja = szybsze/mocniejsze starzenie skóry. Ponoć na "głębokim" poziomie też, czyli nie tylko poprzez wysuszanie skóry. Ale jaką namiętne filtrowanie da różnicę wobec "zdroworozsądkowego" unikania słońca? Pewnie mało spektakularną.

            Myślę, że mamy "na stanie" filtromaniaczki w zmarszczonym wieku, może nie na wizażu, ale na labolatorium urody i femineusie na pewno. Tylko że one chyba oprócz filtrów to jeszcze się i kwasują, i nawilżają mocno, i pewnie jeszcze jakieś sera z witaminami z BU i nie wiadomo, co jeszcze - weź tu wskaż, od czego ta piękna cera.
            • pinupgirl_dg Re: Zmarszczki 08.01.12, 13:21
              > Myślę, że wpływ słońca na starzenie skóry jest dość (nomen omen) jasny - większ
              > a ekspozycja = szybsze/mocniejsze starzenie skóry. Ponoć na "głębokim" poziomie
              > też, czyli nie tylko poprzez wysuszanie skóry. Ale jaką namiętne filtrowanie d
              > a różnicę wobec "zdroworozsądkowego" unikania słońca? Pewnie mało spektakularną
              > .

              No ciekawa jestem :). Ja też unikam słońca, nie tylko ze względu na zmarszczki. Marzy mi się taka parasolka, jaką noszą azjatki. Ale do filtrów na dłuższą metę się nie przekonałam, filtrowałam się kilka miesięcy i odpuściłam. Związek między _nadmierną_ ekspozycją na słońce a szybszym starzeniem jest oczywisty, ale czy można z tego wysnuć wniosek, że ograniczanie normalnej dawki UV = opóźnienie efektu starzenia?
              • turzyca Re: Zmarszczki 12.01.12, 19:18
                > Marzy mi się taka parasolka, jaką noszą azjatki.

                To se kup. Na ebayu takie widzialam, w calkiem ludzkiej cenie. W ogole w dobie internetu kupienie czegos takiego to zaden wyczyn, trzeba tylko uwazac na porto. :)
                • pinupgirl_dg Re: Zmarszczki 12.01.12, 19:24
                  > To se kup. Na ebayu takie widzialam, w calkiem ludzkiej cenie. W ogole w dobie
                  > internetu kupienie czegos takiego to zaden wyczyn, trzeba tylko uwazac na porto
                  > . :)

                  Ja jestem kompletnie nie ebayowa, wstyd się przyznać, ale zakupy za granicą to dla mnie bariera nie do przejścia :D. Cieszę się, że przynajmniej w polskich sklepach się nauczyłam. Po drugie, jeśli mam być szczera, obawiam się, że stanę się obiektem głośnych komentarzy. I tak czasami jestem, nie chcę dawać kolejnego pretekstu. Z drugiej strony, jeśli wszyscy będą tak tchórzyć, to ta fajna moda nigdy się u nas nie przyjmie... Chociaż chyba prędzej czy później się skuszę. Jeśli nie taką oryginalną (z dodatkową warstwą odbijającą promieniowanie), to chociaż zwykłą jasną sobie kupię.
                  • kocio-kocio Re: Zmarszczki 15.03.12, 23:43
                    Ludzie potrafią komentować wachlarz w autobusie bez klimatyzacji przy 40 stopniach w cieniu.
                    W dupie miej i kup parasolkę.
                    Ja wachlarza nie porzucę!
                    • kasica_k Re: Zmarszczki 16.03.12, 03:11
                      Poważnie ktoś potrafi złośliwie skomentować wachlarz czy parasolkę w upał? O rany...
                      • anna-pia Re: Zmarszczki 16.03.12, 09:55
                        Ludzie potrafią złośliwie skomentować wszystko, dlatego bardzo polecam pilną pracę nad rozwijaniem tumiwisizmu.
                        • 100krotna Re: Zmarszczki 17.03.12, 13:30
                          anna-pia napisała:

                          > Ludzie potrafią złośliwie skomentować wszystko, dlatego bardzo polecam p
                          > ilną pracę nad rozwijaniem tumiwisizmu.

                          Serio? Bo mi się zdarza wyglądać... no jeśli nie ekscentrycznie, to przynajmniej odbiegać nieco od normy (chociaż w wieku 18-23 lat zdarzało mi się częściej) a komentarz usłyszałam dwa razy i to obydwa miłe - raz w czapce z uszami: "popatrz idzie myszka miki" a raz w różowej spódnicy w kwiatki i z falbankami, od trzylatki: "mamusiu, jaką ta pani ma ładną spódnicę" (fakt, spódnica bardziej pasowałaby do przedszkolaka, ale ją kocham i nie oddam). Więcej nie pamiętam, ale być może ich po prostu nie usłyszałam :)
                          A parasolki są super :)
                          Na allegro znalazłam jedną: allegro.pl/parasol-sloneczny-6-kolorow-feng-shui-i2204524182.html
                          • anna-pia Re: Zmarszczki 17.03.12, 14:09
                            100krotna napisała:

                            > anna-pia napisała:
                            >
                            > > Ludzie potrafią złośliwie skomentować wszystko, dlatego bardzo pol
                            > ecam p
                            > > ilną pracę nad rozwijaniem tumiwisizmu.
                            >
                            > Serio? Bo mi się zdarza wyglądać... no jeśli nie ekscentrycznie, to przynajmnie
                            > j odbiegać nieco od normy (chociaż w wieku 18-23 lat zdarzało mi się częściej)

                            Bo pewnie ich nie słyszysz, albo nie trafiłaś na bezczelnych komentujących :) "Potrafią" nie oznacza wcale, że komentują wszystko, to loteria.
                          • pinupgirl_dg Re: Zmarszczki 18.03.12, 17:18
                            > A parasolki są super :)
                            > Na allegro znalazłam jedną: rel="nofollow">allegro.pl/parasol-sloneczny-6-kolorow-feng-shui-i2204524182.html

                            Rzeczywiście śliczna parasolka, nie wiem, jak będzie się komponować z moim stylem, ale sama w sobie fajna, szczególnie czerwona :).
                            Tylko ciekawe, czy będzie można odpuścić przy niej filtr. Te parasolki sprzedawane w Azji mają dodatkowo warstwę nie przepuszczającą UV. Chociaż z drugiej strony nosząc kapelusz i ubrania jeszcze mi się nie zdarzyło poparzyć ani nawet opalić, więc może da radę.
                        • stukostrach-jeden Re: Zmarszczki 17.03.12, 14:24
                          "Ta pani jest trochę nienormalna, albo ma jakieś blizny..."
                          O mnie, na plaży, dlatego ze miałam kapelusz z duzym rondem, maxi dress i rozebrałam sie dopiero jak chciałam wejść do wody. A zamiast pływać w bikini miałam koszulkę do pływania.
                          Unikanie nadmiernej ekspozycji na słońce jest nadal czymś dziwnym i niezrozumiałym.
                          • pierwszalitera Re: Zmarszczki 17.03.12, 14:43
                            stukostrach-jeden napisała:

                            > "Ta pani jest trochę nienormalna, albo ma jakieś blizny..."
                            > O mnie, na plaży, dlatego ze miałam kapelusz z duzym rondem, maxi dress i rozeb
                            > rałam sie dopiero jak chciałam wejść do wody. A zamiast pływać w bikini miałam
                            > koszulkę do pływania.

                            Pojęcie normalna pochodzi od słowa norma. Norma to jednak też niewygodne dopasowanie, przeciętność, nuda, brak indywidualności, szarość, byle jakość, brak odwagi do wychylenia nosa z masy. Normalni nie wpadają w oko, łatwo się więc co nich zapomina, pomija i lekceważy. Normalni się nie wybijają, nic nie zmieniają, z ich zdaniem mało kto się liczy i nie mają wpływu ani na swoje życie, ani na to innych. Moim zdaniem dobrze być odrobinę nienormalnym, przynajmniej w jakiejś tam dziedzinie. ;-)
                            • kryklu Re: Zmarszczki 17.03.12, 15:09
                              Próbujesz upiększyć ponurą rzeczywistość :)
                              • pierwszalitera Re: Zmarszczki 17.03.12, 21:50
                                kryklu napisała:

                                > Próbujesz upiększyć ponurą rzeczywistość :)

                                Rzeczywistość jest zawsze interpretacją, dlatego dla każdego świat wygląda trochę inaczej.
                            • stukostrach-jeden Re: Zmarszczki 17.03.12, 19:40
                              Według tego co napisałaś to jednak jestem nienormalna :)
                            • pinupgirl_dg Re: Zmarszczki 18.03.12, 11:50
                              Sęk nie w tym, czy coś jest normalne, czy nie, ale w tym, że słowo "nienormalny" ma znaczenie pejoratywne. Czasami łączy się z sugestią niepełnosprawności intelektualnej i jest używane wymiennie z idiotą, debilem, downem itd żeby zamanifestować swój brak poważania, sama się na tym łapię. Nie chodzi o to, czy występowanie w pełnym stroju na plaży jest normalne, czy nie, normą na plaży jest jednak bikini. Chodzi raczej o to, czy z powodu takiego, a nie innego ubiory, realnego czy wymyślonego opóźnienia, czy innego odbiegania od naszej definicji normy mamy prawo kogoś obrażać.
                          • pinupgirl_dg Re: Zmarszczki 18.03.12, 17:05
                            > "Ta pani jest trochę nienormalna, albo ma jakieś blizny..."
                            > O mnie, na plaży, dlatego ze miałam kapelusz z duzym rondem, maxi dress i rozeb
                            > rałam sie dopiero jak chciałam wejść do wody. A zamiast pływać w bikini miałam
                            > koszulkę do pływania.
                            > Unikanie nadmiernej ekspozycji na słońce jest nadal czymś dziwnym i niezrozumia
                            > łym.

                            Kiedy byłam na obozie sportowym, nasz ratownik nie wpuszczał nas do wody bez T-shirtów. Opalać się mogliśmy do woli, ale w wodzie musiała być osłona ramion. Praktykuję do dziś przy ostrym słońcu, nie raz poparzyłam sobie ramiona pływając, mimo filtrów, w wodzie działania słońca nie czuć. Ludzie może trochę dziwnie patrzą, ale jeszcze nikt złośliwie nie komentował.
                    • pinupgirl_dg Re: Zmarszczki 18.03.12, 17:07
                      > Ludzie potrafią komentować wachlarz w autobusie bez klimatyzacji przy 40 stopni
                      > ach w cieniu.
                      > W dupie miej i kup parasolkę.
                      > Ja wachlarza nie porzucę!

                      To jest myśl :). Ja się wachluję jakimś zeszytem albo co mam akurat pod ręką, składany wachlarz w komunikacji miejskiej latem by się przydał...
                  • turzyca Re: Zmarszczki 22.03.12, 19:23
                    Po drugie, jeśli mam być szczera, obawiam się, że stanę s
                    > ię obiektem głośnych komentarzy.

                    W Warszawie komentarzy nie uslyszalam. A chadzam czasem z parasolka lub w kapeluszu z duzym rondem, bo wlasna przenosna strefe cienia sobie cenie. Mam wrazenie, ze jak asfalt sie rozplywa tak, ze obcasy sie zapadaja, to ludzie sa tak znekani upalem, ze raczej tylko zazdroszcza pomyslu.
                    Komentarze na temat wachlarza mnie dobiegly, ale byly raczej wlasnie zazdrostne ("o, ona ma dobrze, fajny pomysl, tez musze sobie kupic") niz pogardliwe.
    • mszn Zamykanie i otwieranie łusek włosa 08.01.12, 12:53
      O ile się orientuję, popularny obraz: ciepło otwiera łuski, więc załóż czapkę na maskę, zimno zamyka, spłucz zimną wodą, dodaj cytryny etc. - też jest mocno uproszczony, z tego samego zresztą powodu, co te pory - co by miało te łuski zamykać i otwierać.
      Coś takiego jak porowatość włosa oczywiście istnieje i można ją np. zwiększyć poprzez zniszczenie włosów rozjaśnianiem. Tutaj więcej.
      • kocio-kocio Re: Zamykanie i otwieranie łusek włosa 15.03.12, 23:44
        A szyszkę sosnową mokrą i schnącą widziałaś?
        Nie ma mięśni, a się rusza!
    • zooba Depilacja i golenie nóg 15.03.12, 12:05
      Czy mitem jest, że włosy golone odrastają szybciej/są mocniejsze/jest ich więcej?
      Czy jeśli muszę się depilować maszynką elektryczną najrzadziej raz na 3 tygodnie (odrost 1 cm), jak często musiałabym się golić?
      • kis-moho Re: Depilacja i golenie nóg 15.03.12, 12:09
        > Czy jeśli muszę się depilować maszynką elektryczną najrzadziej raz na 3 tygodni
        > e (odrost 1 cm), jak często musiałabym się golić?

        Mi się wydaje, że to nie jest tylko kwestia szybkości odrastania, ale też tego, jak twarde są włoski (efekt jeża) i jak dużą różnicę między kolorem skóry a kolorem włosków. Ja mam bladą skórę i ciemne włoski, widać je bardzo szybko po goleniu, nawet mimo tego, że są krótkie. Mam znajomą blondynkę, która ma tak jasne włoski, że nawet dłuższych nie widać, ona na pewno musiałaby się golić rzadziej.
      • pinupgirl_dg Re: Depilacja i golenie nóg 15.03.12, 12:46
        > Czy mitem jest, że włosy golone odrastają szybciej/są mocniejsze/jest ich więce
        > j?
        > Czy jeśli muszę się depilować maszynką elektryczną najrzadziej raz na 3 tygodni
        > e (odrost 1 cm), jak często musiałabym się golić?

        Wydaje mi się, że to mit. Maszynka elektryczna ucina włosy u nasady, w miejscu, gdzie są grubsze, poza tym klasyczna maszynka obcina włosy równo, elektryczna trochę je "szarpie" (podobno), dzięki temu efekt jeżyka po elektrycznej jest trochę łagodniejszy, chyba coś w tym jest.
        Ja depilowałam się przez lata (nawet nie potrafię powiedzieć dokładnie, ile, ale z 10 lat pewnie będzie), od roku się tylko golę i jak na razie nie widzę, żeby mi się mi coś wzmocniło czy zgęstniało, ale zniknęły mi krostki i wrastające włoski. To może być też efekt ewentualnego wzmocnienia, podobno po depilatorze włosy są coraz cieńsze, słabsze, w rezultacie nie mają siły przepić się przez skórę i wrastają. Bardziej podejrzewam, że ucinając włosy już nad skórą nie przyczyniam się do wrastania.

        Depilować się musiałam co około 2 tyg (o ile byłam w stanie się zmusić, mimo lat przyzwyczajania przyjemne to nie było). Golę się średnio co 3 dni, generalnie jak mi się przypomni albo jak zauważę, że zarastam, ale nawet taki tygodniowy odrost u mnie jest mało widoczny (około 3-5mm na oko), chociaż ja się z nim źle czuję.
        • szarsz Re: Depilacja i golenie nóg 17.03.12, 22:05
          pinupgirl_dg napisała:
          > od roku się tylko golę i jak na razie nie widzę, żeby mi się mi coś wzmocniło czy zgęstniało, ale
          > zniknęły mi krostki i wrastające włoski.

          Ja się też golę z powodu braku wrastających włosków. Od lat co najmniej dziesięciu. Nic mi się włosy nie zmieniły, nie wzmocniły, aniani.
          Ba! na głowie też lat wiele miałam włosy króciutkie i nic im to nie pomogło, jak w końcu zapuściłam :(

          • kis-moho Jeszcze o depilacji 21.03.12, 09:53
            > Ja się też golę z powodu braku wrastających włosków.

            Tak się zastanawiam, mit czy nie mit. Z jednej strony przy depilacji woskiem czy depilatorem zdarzają mi się wrastające włoski, przy goleniu raczej nie. Ale - nigdy w życiu nie zdarzył mi się ani jeden wrastający włosek na rękach, a tu depilatora używam od lat (maszynki nigdy). Czy te wrastające włoski to problem depilatora, czy raczej grubszej skóry? Mam wrażenie, że problem mi się bardzo zmniejszył przy regularnym stosowaniu balsamów, może to wcale nie jest kwestia depilacji samej w sobie, tylko suchej, grubszej skóry?
            • pinupgirl_dg Re: Jeszcze o depilacji 21.03.12, 10:31
              > Tak się zastanawiam, mit czy nie mit. Z jednej strony przy depilacji woskiem cz
              > y depilatorem zdarzają mi się wrastające włoski, przy goleniu raczej nie. Ale -
              > nigdy w życiu nie zdarzył mi się ani jeden wrastający włosek na rękach, a tu d
              > epilatora używam od lat (maszynki nigdy). Czy te wrastające włoski to problem d
              > epilatora, czy raczej grubszej skóry? Mam wrażenie, że problem mi się bardzo zm
              > niejszył przy regularnym stosowaniu balsamów, może to wcale nie jest kwestia de
              > pilacji samej w sobie, tylko suchej, grubszej skóry?

              Depilatora na rękach użyłam raz czy dwa, nie pamiętam, z jakim skutkiem. Co do nóg - w czasach, gdy się depilowałam, używałam balsamów, teraz się smaruje może raz na miesiąc, więc też chyba nie to, chociaż moja skóra ma skłonności do szybkiego rogowacenia, reaguje w ten sposób na wiele czynników, może na depilator też, chociaż depilator nie narusza bezpośrednio naskórka, w przeciwieństwie do żyletki. Albo regularne golenie działa trochę ja peeling.
              Z drugiej strony wrastały mi też włosy w okolicy bikini, które są przecież dość sztywne i mocne, a skóra cienka i delikatna, więc trudno powiedzieć, skąd ten problem.
              • kis-moho Re: Jeszcze o depilacji 21.03.12, 10:50
                > Z drugiej strony wrastały mi też włosy w okolicy bikini, które są przecież dość
                > sztywne i mocne, a skóra cienka i delikatna, więc trudno powiedzieć, skąd ten
                > problem.

                Też racja. Też miewam ten problem, a w te okolice z depilatorem się raczej nie zbliżam.
      • inez69 Re: Depilacja i golenie nóg 15.03.12, 14:47
        Taaaak, ja tez często to słyszę, że po goleniu, wlosy stają się gęstsze. Mam bardzo deliktane i jasne wlosy na nogach i czy je golę codziennie (latem), czy raz w miesiącu, sa jednakoao jasne i rzadkie. Taka moja uroda 2:)
    • inez69 Przetłuszczanie zależy od częstego mycia włosów 15.03.12, 14:45
      Zawsze mnie drażni, jak ktos mówi-włosy ci się przetłuszczaja bo je czesto myjesz. Wiadomo, że sucha skóra głowy wydziela więcej łoju, ale czy odżywki nie zapobiegają wysuszaniu? Nawet jak myję włosy rzadziej, bo np. nie wychodzę kilka dni z domu, albo uzywam tylko szamponu dla dzieci, włosy jednakowo codziennie sa tłuste. Taka moja uroda.
      • mszn Re: Przetłuszczanie zależy od częstego mycia włos 15.03.12, 14:52
        Rzecz w tym, że większość osób używa szamponów z dość mocnymi detergentami, które co wrażliwszą skórę mogą wysuszać = zwiększone przetłuszczanie. Tylko że rozwiązaniem tego problemu nie jest rzadsze mycie (tzn. jak ktoś ma ochotę, to proszę), tylko łagodniejsze szampony/bardziej rozcieńczone.
      • pinupgirl_dg Re: Przetłuszczanie zależy od częstego mycia włos 15.03.12, 16:16
        > Zawsze mnie drażni, jak ktos mówi-włosy ci się przetłuszczaja bo je czesto myje
        > sz. Wiadomo, że sucha skóra głowy wydziela więcej łoju, ale czy odżywki nie zap
        > obiegają wysuszaniu?

        Nie wiem, bo odżywki aplikuję raczej na same włosy, a nie na skórę (zwykle). Jedynymi odżywkami, którą z premedytacją wcieram w skórę, są oleje, rzadko kupuję jakąś maskę również z myślą o skórze głowy. Stąd może niektóre osoby zauważają zmniejszenie przetłuszczania po olejowaniu. Takie rzeczy, jak i łagodniejsze detergenty, mają szansę zadziałać wtedy, jeśli przetłuszczanie jest reakcją obronną skóry, na osoby z taką urodą pewnie nie zadziała.
      • kocio-kocio Re: Przetłuszczanie zależy od częstego mycia włos 15.03.12, 23:48
        To jest teoria mojej mamy, która jest taką samą "córką króla smalcu", jak ja.
        Nigdy nie myje włosów codziennie, bo jej się będą bardziej tłuścić, więc co drugi dzień chodzi ze smętnym naleśnikiem :o/
        • kasica_k Re: Przetłuszczanie zależy od częstego mycia włos 16.03.12, 03:21
          Jako dziecię padałam ofiarą tego poglądu mam i babć. Od niepamiętnych czasów myję włosy codziennie i w ciągu doby po myciu moje włosy wyglądają zawsze tak samo, nie lepiej i nie gorzej niż wtedy, gdy myłam je rzadziej. Spróbuj przekonać mamę, trudno mi sobie nawet wyobrazić, jak musi się męczyć ze "smętnym naleśnikiem" - spędzanie połowy życia z tłustą głową nie likwiduje przetłuszczania włosów, za to uprzykrza życie.
          • kocio-kocio Re: Przetłuszczanie zależy od częstego mycia włos 16.03.12, 10:13
            Moja mama ma w tym miejscu ewidentną wadę ;o)
            Bo nic na nią nie działa, nawet oglądanie mnie jako żywego przykładu.
            No nie działa i już. Jest przekonana, że jak będzie myła częściej, to jej się będą przetłuszczać jeszcze bardziej i nie da sobie nic powiedzieć.
          • pinupgirl_dg Re: Przetłuszczanie zależy od częstego mycia włos 17.03.12, 15:26
            > Spróbuj przekonać
            > mamę, trudno mi sobie nawet wyobrazić, jak musi się męczyć ze "smętnym naleśnik
            > iem" - spędzanie połowy życia z tłustą głową nie likwiduje przetłuszczania włos
            > ów, za to uprzykrza życie.

            Niestety, chyba łatwiej kogoś namówić na zmianę przekonań religijnych czy politycznych, niż na zmianę wizji pielęgnacji ;). Ja nie mogę zrozumieć, jak można chodzić całe życie z tłustym filtrem na twarzy, łuszcząc się co jakiś czas po kwasach i retinoidach, a inne dziewczyny pewnie nie mogą zrozumieć, jak mi mogą nie spędzać snu z powiek wągry i wizja pomarszczonej skóry. Grunt, żeby najbardziej zainteresowany był zadowolony, jeśli mamie tak pasuje, to chyba nie ma co uszczęśliwiać na siłę.
    • kocio-kocio Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 15.03.12, 23:51
      Dla mnie najbardziej bolesnym mitem okołokosmetycznym jest mijanie różnych przypadłości typu pryszcze czy tłuste włosy po czymś: jak mi się unormują miesiączki, jak przestanę rosnąć, jak "wyjdę za mąż", jak urodzę dziecko... Teraz słyszę, że po menopauzie, ale patrzę na moją mamę i widzę, że najpewniej w grobie :o)
      • zooba Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 16.03.12, 08:47
        Ja takie coś słyszałam od dermatologów - niemożebnie mnie wkurzało - najpierw azs miał się osłabić z zakończeniem dojrzewania, później po rozpoczęciu współżycia (? nie miałam śmiałości zapytać), potem po ciąży (G... prawda, wylądowałam w szpitalu z maksymalnym zaostrzeniem), po karmieniu, teraz twierdzą, że menopauza pomoże - po prostu nie maja na to rady a coś powiedzieć pacjentowi trzeba.
        • ciociazlarada Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 16.03.12, 12:57
          To "rozpoczęcie współżycia" zawsze mnie rozwala. Dla mnie ewidentnie pozostałość po plemiennej wierze w magiczną moc rytuałów inicjacyjnych:)
          Mam znajomą lekarkę, ale nie wciska takich kitów pacjentom, więc pewnie mi nie wytłumaczy czy to ma jakieś podstawy naukowe - naukowe w sensie przyrodnicze, bo antropologiczno-kultorowe są dla mnie jasne:)
          • kis-moho Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 16.03.12, 13:23
            > Mam znajomą lekarkę, ale nie wciska takich kitów pacjentom, więc pewnie mi nie
            > wytłumaczy czy to ma jakieś podstawy naukowe - naukowe w sensie przyrodnicze, b
            > o antropologiczno-kultorowe są dla mnie jasne:)

            Przestaniesz sie spinac, zeby chlopa znalezc, tudziez rozluznia Ci sie miesnie miednicy, a to, jak wiadomo, pozytywnie wplywa na stan skory.
            Aczkolwiek lepsza chyba jest dekapitacja koguta o polnocy, to dziala na pewno.
          • izas55 Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 16.03.12, 13:25
            Jedyne naukowe które mogą się sprawdzać u części osób to związek z produkcją hormonów. Zwykle, ale oczywiście nie zawsze, regularny okres i ciąża to wysokie pozomy żeńskich hormonów. Łojotok często wiąże się u kobiet z nadmierną produkcja testosteronu. Ten mit ma więc jakieś naukowe podstawy, ale wyłącznie u części kobiet u których łojotok a co z tym często trądzik spowodowany jest nadmierną aktywnością gruczołów łojowych.
            Związek poziomu hormonów na skórę widać częściej, wielu kobietom często coś po prostu wyskakuje w określonych momentach cyklu. A wiele kobiet w ciąży ma na przkład ładniejszą cerę.

            Mnie zawsze pocieszano, że jak wyjdę za mąż to mi zniknie trądzik ;-). Co pewnie wiąże się wlaśnie z określonym wiekiem, wyrównaną produkcją hormonów i ewentualną ciążą.
            • kis-moho Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 16.03.12, 14:15
              > Związek poziomu hormonów na skórę widać częściej, wielu kobietom często coś po
              > prostu wyskakuje w określonych momentach cyklu. A wiele kobiet w ciąży ma na pr
              > zkład ładniejszą cerę.

              Tak, jesli ich problemy ze skora maja podloze hormonalne. Ale czy wedlug niektorych lekarzy jezeli ktos ma problem z hormonami, to ma czekac, az zajdzie w ciaze? :o)
              Natomiast jesli problemy maja podloze immunologiczne, jak AZS, to niestety w czasie ciazy moga sie zaostrzyc. Dlatego lekarka Zooby wygrywa moj prywatny konkurs na dermatologa-idiote (a konkurencje ma spora).
              • izas55 Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 16.03.12, 14:17
                No napisałam przecież że wtedy kiedy ma podłoże hormonalne ;-)
              • izas55 Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 16.03.12, 14:19
                Bo zooba pisała pod postem kocio-kocio, a ten był o przetłuszczaniu, dlatego pisałam o hormonach a nie np AZS.

                "Dla mnie najbardziej bolesnym mitem okołokosmetycznym jest mijanie różnych przypadłości typu pryszcze czy tłuste włosy po czymś: jak mi się unormują miesiączki, jak przestanę rosnąć, jak "wyjdę za mąż", jak urodzę dziecko... Teraz słyszę, że po menopauzie, ale patrzę na moją mamę i widzę, że najpewniej w grobie :o) "
                • kis-moho Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 16.03.12, 14:23
                  > Bo zooba pisała pod postem kocio-kocio, a ten był o przetłuszczaniu, dlatego pi
                  > sałam o hormonach a nie np AZS.

                  A ja przeczytalam tylko post Zooby i sie zastanawiam, co Wy tak piszecie o tradziku i hormonach...
                  Ostatnio w ogole strasznie wybiorczo czytam, mam wrazenie, ze ciagle mi sie zdarza cos palnac bez sensu. Moze te hormony mi z opoznieniem szaleja ;o)
            • ciociazlarada Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 16.03.12, 14:17
              No tak, ale:

              - rozpoczęcie współżycia w dzisiejszych czasach nie równa się ciąży (mówi to 34-latka aktualnie starająca się o pierwsze dziecko)
              - rozumiem pięknienie od zakochania (hormony szaleją), ale: (1) nie trzeba być zakochanym by rozpocząć współżycie, w każdym gimnazjum to nam powiedzą;); (2) nie trzeba rozpoczynać współżycia, by być zakochanym, przynajmniej za dawnych czasów tak bywało:)

              Stąd jedyne wyjaśnienie, które wydaje mi się sensowne, to wiara w rytuał przejścia - bardzo silna i obecna w wielu kulturach (vide gnębienie "kotów" w szkole, fala w wojsku, oczepiny na weselu, czy (z innej beczki) konfirmacja nastoletnich wierzących).
              • izas55 Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 16.03.12, 14:26
                Ale mity to mity i biorą się raczej z doświadczeń babć i prababć, które o hormonach nie miały pojęcia a dzieci rodziły dość szybko. Te 100 lat temu dziewczyny też na pewno miały trądzik, a gdy rodziły dzieci w wieku jak dla nas np gimnazjalnm czy licealnym, to nastepowała czasowa korelacja między burzą hormonalną w ciąży a zmniejszeniem się objawów trądziku spowodowanego ewentualnymi zmianami hormonalnymi.
              • kis-moho Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 16.03.12, 14:27
                > Stąd jedyne wyjaśnienie, które wydaje mi się sensowne, to wiara w rytuał przejś
                > cia - bardzo silna i obecna w wielu kulturach (vide gnębienie "kotów" w szkole,
                > fala w wojsku, oczepiny na weselu, czy (z innej beczki) konfirmacja nastoletni
                > ch wierzących).

                U lekarzy? Mam wrazenie, ze powody sa prostsze - nie umieja sensownie pomoc (czy z braku wiedzy czy faktycznych mozliwosci), i odsuwaja problem. Dziewczyna nie wspolzyje, ma trzy-cztery lata zanim zacznie, a jak porzadna to i wiecej, to cierpliwie problem przeczeka. Moze sam zniknie, a jak nie zniknie, to pojdzie juz do innego lekarza.
                Nie wiem, jak czesto zdarzaja sie lekarze uczciwie mowiacy "nie wiem, jak pani pomoc".
          • magdalaena1977 Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 16.03.12, 13:32
            Słyszałam bardzo sensowny opis tego, jak urodzenie dziecka pomaga na niektóre bolesne miesiączki. Chyba szyjka macicy się rozluźnia, czy coś w tym stylu. Więc może współżycie też?
            • izas55 Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 16.03.12, 13:41
              rozluźnienie szyjki macicy na trądzik albo przetłuszczanie się włosów? ;-).
            • pierwszalitera Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 16.03.12, 13:52
              magdalaena1977 napisała:

              > Słyszałam bardzo sensowny opis tego, jak urodzenie dziecka pomaga na niektóre b
              > olesne miesiączki. Chyba szyjka macicy się rozluźnia, czy coś w tym stylu. Więc
              > może współżycie też?

              Nie u wszystkich kobiet bolesne miesiączki znikają po ciąży. U niektórych może tak, ale przyczyn bolesnych miesiączek jest sporo, więc nie można być pewnym, że ciąża zlikwiduje bóle akurat u nas. A współżycie ma wpływ na stan hormonalny kobiety i może upiękniać, szczególnie gdy kobieta jest przy tym ostro zakochana i często szczytuje. Ale tylko aktywna obecność jakiegoś tam faceta w łóżku jeszcze nie wystarczy. ;-)
              • kis-moho Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 16.03.12, 14:11
                A współżycie ma wpływ na stan hormonalny
                > kobiety i może upiękniać, szczególnie gdy kobieta jest przy tym ostro zakochana
                > i często szczytuje. Ale tylko aktywna obecność jakiegoś tam faceta w łóżku je
                > szcze nie wystarczy. ;-)

                Ale co innego blysk w oku i rumieniec na policzkach, a co innego AZS, no sorry. Nie wiem, co tak durnej lekarce bym odpowiedziala, pewnie bym zyczyla, zeby jej tez skora pozlazila, moze wtedy z mezem potrenowac. To jest jednak dosc powazy problem dermatologiczny, i od paru orgazmow i dobrego samopoczucia nie mija, niestety. Zycie byloby o tyle prostsze.
                Prawda jest taka, ze kiedy lekarze sobie z czyms nie radza (a z AZSem nie radza sobie kompletnie) to czesto zamiast to przyznac, wymyslaja dyrdymaly, zeby pacjent trzymal sie jakiejs nadziei i dal spokoj.
                • pinupgirl_dg Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 17.03.12, 10:43
                  > Ale co innego blysk w oku i rumieniec na policzkach, a co innego AZS, no sorry.
                  > Nie wiem, co tak durnej lekarce bym odpowiedziala, pewnie bym zyczyla, zeby je
                  > j tez skora pozlazila, moze wtedy z mezem potrenowac. To jest jednak dosc powaz
                  > y problem dermatologiczny, i od paru orgazmow i dobrego samopoczucia nie mija,
                  > niestety. Zycie byloby o tyle prostsze.

                  Nie mam AZS, więc się specjalnie nie znam, jedynie przejrzałam parę stron internetowych. Niektórzy zaliczają AZS do chorób psychosomatycznych, ponadto wymienia się hormony jako istotny czynnik, więc kto wie.
                  Poza tym nie nazywałam bym lekarza idiotą na podstawie jednej jego opinii przeczytanej w internecie z drugiej ręki, być może wyrwanej z kontekstu.
                  • kis-moho Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 17.03.12, 12:25
                    > Nie mam AZS, więc się specjalnie nie znam, jedynie przejrzałam parę stron inter
                    > netowych. Niektórzy zaliczają AZS do chorób psychosomatycznych, ponadto wymieni
                    > a się hormony jako istotny czynnik, więc kto wie.

                    AZS bierze sie z defektu w budowie skory, potem na zaostrzenie objawow wplywa m.in. psychika (stres), hormony (ciaza) oraz miliard innych rzeczy.

                    > Poza tym nie nazywałam bym lekarza idiotą na podstawie jednej jego opinii przec
                    > zytanej w internecie z drugiej ręki, być może wyrwanej z kontekstu.

                    Jezeli lekarz mowi dziewczynie, ze taka choroba skory przejdzie jej, jak zacznie sie bzykac, to tak, jest idiota. Jestem w pelni swiadoma tego, co mowie.
                    • pinupgirl_dg Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 17.03.12, 13:42
                      Skorzystałam z szybkiej konsultacji najlepszego zespołu medycznego, jakim jest dr Google i siostra Wikipedia i nadal nie widzę tych miliardów innych rzeczy, chyba, że będziemy wymieniać każdy alergen po kole.
                      I nie, nie przeszła mi alergia, odkąd zaczęłam się bzykać, jak to ładnie określiłaś, ale psychika jest ważna, a seks jest ważny dla psychiki :). Idiotyzm też jest chorobą, chyba trochę poważniejszą, niż AZS.
                      • kis-moho Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 17.03.12, 14:12
                        > Skorzystałam z szybkiej konsultacji najlepszego zespołu medycznego, jakim jest
                        > dr Google i siostra Wikipedia i nadal nie widzę tych miliardów innych rzeczy, c
                        > hyba, że będziemy wymieniać każdy alergen po kole.

                        A ja mam AZS od wielu lat, wiec pewnie sila rzeczy wiem o nim nieco wiecej niz o tym problemie, niz Ty po konsultacji z googlem i wiki. Nic w tym zlego, ze sie na tym nie znasz, bo po co Ci ta wiedza - natomiast lekarz, ktory sie tym zajmuje, juz powinien.

                        > I nie, nie przeszła mi alergia, odkąd zaczęłam się bzykać, jak to ładnie określ
                        > iłaś, ale psychika jest ważna, a seks jest ważny dla psychiki :)

                        Tak, dobry seks poprawia samopoczucie, ale to nie jest tak, ze masz dola, masz AZS. Tu problemy zaostrzaja sie przy silnym stresie, na to seks pomaga w ograniczonym stopni. W ogole jest bardzo wiele sposobow lagodzenia objawow, techniki relaksacyjne sa jednym z nich, ale sorry, nie sprowadzajmy tego do powiedzenia "jak sie pani z kims przespi, to przejdzie". Nie, nie przejdzie. To jest trudna choroba, ktorej nie wyleczysz, mozesz tylko lagodzic objawy, co jest trudne dla lekarzy i dla pacjentow. Jednak nic nie usprawiedliwia w moich oczach tak nieprofesjonalnych stwierdzen, jak to cytowane przez Zoobe.

                        > Idiotyzm też jest chorobą, chyba trochę poważniejszą, niż AZS.

                        Nie wiem, czy to bylo tutaj potrzebne. Nie gramy chyba w "kto komu bardziej przylozy" tylko prowadzimy sensowna dyskusje. Ja w kazdym razie jestem zainteresowana tylko tym drugim.
                        • pinupgirl_dg Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 17.03.12, 15:20
                          > Tak, dobry seks poprawia samopoczucie, ale to nie jest tak, ze masz dola, masz
                          > AZS. Tu problemy zaostrzaja sie przy silnym stresie, na to seks pomaga w ograni
                          > czonym stopni. W ogole jest bardzo wiele sposobow lagodzenia objawow, techniki
                          > relaksacyjne sa jednym z nich, ale sorry, nie sprowadzajmy tego do powiedzenia
                          > "jak sie pani z kims przespi, to przejdzie".

                          A skąd wiesz, że ten lekarz do tego sprowadził leczenie Zooby? Nie twierdzę, że zaraz był wielkim specjalistą, ale dobrze coś więcej wiedzieć nie tylko na temat choroby, ale i samego lekarza, zanim się wyda tak radykalną opinię.
                          Bardzo możliwe, że w tym relaksującym działaniu seksu jest pies pogrzebany, mnie osobiście seks niesamowicie relaksuje, w przeciwieństwie do długotrwałego odstawienia od rozkoszy łoża. Co nie znaczy, że jak mi pryszczy wyskoczy albo alergia twarz obsypie, to łapię pierwszego lepszego faceta w ciemnym zaułku :).
                          • kis-moho Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 17.03.12, 15:38
                            > A skąd wiesz, że ten lekarz do tego sprowadził leczenie Zooby? Nie twierdzę, że
                            > zaraz był wielkim specjalistą, ale dobrze coś więcej wiedzieć nie tylko na tem
                            > at choroby, ale i samego lekarza, zanim się wyda tak radykalną opinię.

                            Powiedzial, ze jej przejdzie, jak rozpocznie wspolzycie, co ma zerowe poparcie w faktach. Dla mnie to wystarczy do wydania opinii, ale to jest moja prywatna opinia, kazdy moze miec inna.

                            > Bardzo możliwe, że w tym relaksującym działaniu seksu jest pies pogrzebany, mni
                            > e osobiście seks niesamowicie relaksuje, w przeciwieństwie do długotrwałego ods
                            > tawienia od rozkoszy łoża.

                            Gdyby zycie bylo takie proste, byloby super. Od lat nie narzekam ani na ilosc ani na jakosc, a AZS jak byl tak jest. W moim przypadku nie tu jest pies pogrzebany. Ale jak uslysze o kims, kogo seks uzdrowil, dam znac :o)
                            • pinupgirl_dg Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 17.03.12, 17:45
                              > Gdyby zycie bylo takie proste, byloby super. Od lat nie narzekam ani na ilosc a
                              > ni na jakosc, a AZS jak byl tak jest. W moim przypadku nie tu jest pies pogrzeb
                              > any. Ale jak uslysze o kims, kogo seks uzdrowil, dam znac :o)

                              Odchodzimy chyba mocno od tematu, ale nadal nie rozumiem, dlaczego techniki relaksacyjne są ok, a stary, dobry seks to musi być zabobon :).
                              Techniki relaksacyjne też chyba nikogo z AZS nie uleczyły, ale jeśli jest jakaś szansa, że poprawią komfort życia chorego i zminimalizują objawy, dlaczego nie próbować (przynajmniej podnosić na duchu, optymizm chorego jest też ważnym czynnikiem). Zakładam, że lekarz nie nie miał na myśli magicznej, leczniczej mocy inicjacji seksualnej. Chodzenia do łóżka z poczucia obowiązku zamiast tabletki czy maści też sobie nie wyobrażam.
                              • kis-moho Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 17.03.12, 19:45
                                > Odchodzimy chyba mocno od tematu, ale nadal nie rozumiem, dlaczego techniki rel
                                > aksacyjne są ok, a stary, dobry seks to musi być zabobon :).
                                > Techniki relaksacyjne też chyba nikogo z AZS nie uleczyły, ale jeśli jest jakaś
                                > szansa, że poprawią komfort życia chorego i zminimalizują objawy, dlaczego nie
                                > próbować (przynajmniej podnosić na duchu, optymizm chorego jest też ważnym czy
                                > nnikiem).

                                Nie rozumiesz, bo nie wiesz chyba za bardzo czym jest AZS. To nie jest tak, że jestem spokojna, wszystko jest OK, stresuję się, to wyskakuje mi coś na skórze. Wtedy skoczę sobie do łóżka z chłopcem, zrelaksuję się i mi przejdzie. To jest tak, że stres może zaostrzać objawy, w związku z czym w ramach ograniczania problemów ze skórą trzeba minimalizować stres (tu można sobie baraszkować w łóżku albo ćwiczyć jogę), ale obok tego dbać o skórę, o nawilżenie powietrza, odpowiednie ciuchy, czystość w domu, dietę, i sto innych rzeczy. Można być zrelaksowanym i super spokojnym i nadal mieć poważne objawy. Ja widzę różnicę między seksem dającym dobre samopoczucie a stwierdzeniem "zacznie pani współżyć to pani przejdzie".
                                Poza tym, nie wiem, czy jak rozumiem nastolatka jest tak zestresowana faktem, że jeszcze nie współżyje, że pierwsze kontakty seksualne mają ją ozdrowić? Dlaczego nie zaproponował jej chociażby innych odpowienich do wieku metod relaksacji, jeżeli to miał na myśli? Moim zdaniem po prostu rozłożył ręce, powiedział "kiedyś pani przejdzie" i przepisał do tego maść ze sterydami.
                                • pinupgirl_dg Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 17.03.12, 20:02
                                  > Nie rozumiesz, bo nie wiesz chyba za bardzo czym jest AZS.

                                  Nie wiem z autopsji, ale potrafię czytać i mam wyobraźnie. Nigdzie nie napisałam, że od seksu i braku stresu przechodzi, albo że nie trzeba dbać o inne elementy. Dyskutujemy tu o mitach, rozważając "za" i "przeciw", dopatrując się ich ewentualnych źródeł.
                                  Ja tylko podejrzliwie patrzę na ocenę danego lekarza na podstawie jednego stwierdzenia przeczytanego w internecie. Być może Ty masz większe doświadczenie z lekarzami i możesz tak uogólniać (jak ten lekarz wiążąc seks z ustąpieniem objawów), masz prawo do swojej opinii, ale widzę, że Ty już dorobiłaś do tego całą historię.
                                  • kis-moho Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 17.03.12, 20:30
                                    Być może Ty masz większe doświadczenie z le
                                    > karzami i możesz tak uogólniać (jak ten lekarz wiążąc seks z ustąpieniem objawó
                                    > w), masz prawo do swojej opinii, ale widzę, że Ty już dorobiłaś do tego całą hi
                                    > storię.

                                    Nie dorabiam do tego historii, wyłącznie na podstawie tego, co napisała Zooba uważam lekarza za idiotę. Ale możemy chyba ten offtop zakończyć, bo nie wnosimy nic nowego do tematu mitów, poza tym, że się ze sobą nie zgadzamy.
                                    • zooba Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 19.03.12, 09:12
                                      Skoro o moim lekarzu mowa - tak, był idiotą - wiadomo, że nie miał wiele do zaoferowania (sterydy, kąpiel w krochmalu, diphergan), ale ten tekst, że metaforycznie 'chłopa mi trzeba' to zupełnie nie wiem, po co puścił. Bo był starym dziadem, lekko się śliniącym widząc moje zażenowanie? Po prostu nigdy więcej do pana nie poszłam.
                                      Niestety strategia 'nie umiem pomóc więc walne jakiś głupi tekst' nie raz się przewijała w mojej dermatologicznej historii. Trudno, takie życie.
                                      Co do wpływu seksu na AZS, ech, żeby to było takie proste. Wystarczyłoby w chwilach zaostrzenia złapać jakiegoś wygłodzonego na seks desperata (bo normalny z czerwonym mięsem nie będzie się chciał kochać) i ciach, AZS z głowy...
                                      • kis-moho Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 19.03.12, 16:04
                                        > Skoro o moim lekarzu mowa - tak, był idiotą - wiadomo, że nie miał wiele do zao
                                        > ferowania (sterydy, kąpiel w krochmalu, diphergan), ale ten tekst, że metaforyc
                                        > znie 'chłopa mi trzeba' to zupełnie nie wiem, po co puścił. Bo był starym dziad
                                        > em, lekko się śliniącym widząc moje zażenowanie? Po prostu nigdy więcej do pana
                                        > nie poszłam.

                                        No, dokładnie tak to sobie wyobrażałam. Takie bzury to niestety przykry standard. Czasem się zastanawiam skąd to się bierze, że wśród dermatologów jest tylu niekompetentnych lekarzy? Tak jak w innych dziedzinach zawsze miałam mniejsze lub większe szczęście, tak dermatolodzy których miałam okazję poznać to w większej części wybitnie niekompetentne jednostki.

                                        > Co do wpływu seksu na AZS, ech, żeby to było takie proste. Wystarczyłoby w chwi
                                        > lach zaostrzenia złapać jakiegoś wygłodzonego na seks desperata

                                        A dla chętnych godzinka z panem lub panią na receptę? :o)
                                        • kocio-kocio Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 19.03.12, 18:56
                                          Zawsze można by organizować na facebooku grupy zdesperowanych AZSowców, trądzikowców i innych potrzebujących i się wymieniać w razie "wyrzutu" przypadłości ;o)
                                        • pierwszalitera Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 21.03.12, 10:41
                                          kis-moho napisała:

                                          Czasem się zastanawiam skąd to się bierze, że wśród dermatologów jest tylu n
                                          > iekompetentnych lekarzy? Tak jak w innych dziedzinach zawsze miałam mniejsze lu
                                          > b większe szczęście, tak dermatolodzy których miałam okazję poznać to w większe
                                          > j części wybitnie niekompetentne jednostki.

                                          To nie wina lekarzy, tylko dermatologii jako takiej. Ja zawsze się zastanawiałam, dlaczego tak jest, że do innych specjalistów wolny termin dostaję natychmiastowo, a do dermatologa muszę czekać miesiącami, albo poświęcić cały dzień w przepełnionej poczekalni. Ktoś mi wyjaśnił, że choroby skóry mają to do siebie, że większość jest na dzisiejszy stan medycyny nieuleczalna, to znaczy większość trądzików, wysypek, alergii, męczy ludzi latami i jak przechodzi, to w bardzo niewielu przypadkach ma to coś wspólnego z lekarską terapią. Nie ma bowiem żadnej pewności, że coś co pomogło jednemu pacjentowi pomoże drugiemu, a jak pomoże, to nie wiadomo na jak długo. Czyli jak raz stajesz się dermatologicznym pacjentem, to istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że nie była to jednorazowa wizyta. Większość pacjentów w takich gabinetach, to pacjenci stali. Taka niemoc jest dla lekarzy też frustrująca. Możliwe więc, że próbują sobie radzić wymyślając alternatywne teksty, by nie odbierać nadziei sobie i pacjentom. A że niektórzy są przy tym mało kreatywni, to inna sprawa. ;-)
                                          • kis-moho Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 21.03.12, 10:48
                                            > Większość pacjentów w takich gabinetach, to pacjenci stali. Taka niemoc jest
                                            > dla lekarzy też frustrująca. Możliwe więc, że próbują sobie radzić wymyślając
                                            > alternatywne teksty, by nie odbierać nadziei sobie i pacjentom. A że niektórzy
                                            > są przy tym mało kreatywni, to inna sprawa. ;-)

                                            To jest prawda, ale zastanawiam się, dlaczego lekarze są zawsze nastawieni tylko na wyleczenie (w wielu wypadkach niemożliwe albo długotrwałe), a nie na poprawę jakości życia. Tak sobie myślę, jak byłoby mi kiedyś łatwiej, gdyby lekarze mi opowiedzieli o tym jak ważne jest w moim wypadku nawilżenie powietrza w mieszkaniu, noszenie odpowiednich tkanin, bardzo częste pranie pościeli, bardzo regularne używanie balsamów i olejków itp. Zywkle ograniczali się do maści sterydowej i leków antyhistaminowych. To są wszystko drobiazgi, na pewno nie wyleczą, ale dają taką poprawę jakości życia, że warto o nich pacjentom mówić. Ja się dowiedziałam o wielu rzeczach z internetu, wielu ludzi na takie strony pewnie nie trafi.
                                          • pinupgirl_dg Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 21.03.12, 10:49
                                            Miałam się już nie odzywać, ale muszę się zgodzić. Wypowiedzi tutaj sugerują, że istnieje jakiś magiczny sposób na AZS, którego lekarze z premedytacją albo z głupoty nie stosują. Tymczasem ja przynajmniej nie wiem o niczym takim, poza szeroko zjechanymi w necie sterydami, które, jak to większość leków, mają swoje skutki uboczne. Reszta rzeczy może trochę pomóc, ale wcale nie musi.
                                            • kis-moho Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 21.03.12, 10:54
                                              > Miałam się już nie odzywać, ale muszę się zgodzić. Wypowiedzi tutaj sugerują, ż
                                              > e istnieje jakiś magiczny sposób na AZS, którego lekarze z premedytacją albo z
                                              > głupoty nie stosują. Tymczasem ja przynajmniej nie wiem o niczym takim, poza sz
                                              > eroko zjechanymi w necie sterydami, które, jak to większość leków, mają swoje s
                                              > kutki uboczne. Reszta rzeczy może trochę pomóc, ale wcale nie musi.

                                              Nie, na AZS nie istnieje sposób, a sterydy często trzeba stosować, bo nie ma innego wyjścia, mimo skutków ubocznych. Jak pisałam, jest wiele innych spraw o które można dbać i które łagodzą objawy, często bardzo skutecznie. Nie są to zamienniki sterydów, tylko rzeczy dodatkowe. Bez dbania o nie można się całe życie smarować maścią sterydową, bo wysypka będzie łatwiej powracać. O nich niestety nigdy od lekarzy nie słyszałam - wątpię, że jest to objaw złej woli, raczej niewiedzy czy braku doświadczenia.
                                              • pinupgirl_dg Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 21.03.12, 11:05
                                                BTW - lekarz też człowiek, można z nim rozmawiać (no dobra, może nie ze wszystkimi się da). Jeśli czegoś nie wiecie albo nie rozumiecie, to warto pytać, jeśli jesteście przekonane, że coś wam pomogło, to też warto o tym mówić, może jednostkową opinię zignoruje, ale jeśli spotka więcej takich opinii w swojej praktyce, bardzo prawdopodobne, że będzie polecał te metody kolejnym pacjentom.
                                                • kis-moho Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 21.03.12, 11:15
                                                  > BTW - lekarz też człowiek, można z nim rozmawiać (no dobra, może nie ze wszystk
                                                  > imi się da). Jeśli czegoś nie wiecie albo nie rozumiecie, to warto pytać, jeśli
                                                  > jesteście przekonane, że coś wam pomogło, to też warto o tym mówić, może jedno
                                                  > stkową opinię zignoruje, ale jeśli spotka więcej takich opinii w swojej praktyc
                                                  > e, bardzo prawdopodobne, że będzie polecał te metody kolejnym pacjentom.

                                                  Z jednej strony się z Tobą zgadzam, zwykle lekarze z którymi mam kontakt to sensowni specjaliści, zainteresowani pacjentem, z którymi można pogadać. Mam też kilku lekarzy wśród znajomych i widzę, jak ważni są dla nich pacjenci. To nie jest tak, że uważam każdego lekarza za idiotę, wręcz przeciwnie.
                                                  A w przypadku dermatologów winię nie tyle lekarzy, co wykształcenie, które (tak przypuszczam) musi kłaść nacisk na wyleczenie, nie na poprawienie jakości życia. Jak mówię, tylko raz spotkałam się z jakimikolwiek zaleceniami wykraczającymi poza maść sterydową i leki antyhistaminowe. A dermatologów spotkałam w życiu wielu, w trzech różnych krajach. I to nie jest tak, że ja z nimi nie rozmawiam, wielokrotnie dopytywałam się np. o maści dodatkowe, natłuszczające (np. cholesterolowe). Zwykle odpowiedzią jest machnięcie ręką i propozycja "dam pani drugi, słabszy steryd". Po takich zaleceniach pozbywałam się wysypki, ale razem ze skórą. Rozumiesz chyba, że jestem nieco zniechęcona tym, że największą pomoc przyniosły mi metody, o których dowiedziałam się w internecie (są np. strony organizacji ludzi z podobnymi problemami). A pacjent, który leczy się na własną rękę to naprawdę nie jest najlepsze wyjście, zwykle kompletnie tego nie popieram.
                                                  • pierwszalitera Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 21.03.12, 23:25
                                                    kis-moho napisała:

                                                    > A w przypadku dermatologów winię nie tyle lekarzy, co wykształcenie, które (tak
                                                    > przypuszczam) musi kłaść nacisk na wyleczenie, nie na poprawienie jakości życi
                                                    > a. Jak mówię, tylko raz spotkałam się z jakimikolwiek zaleceniami wykraczającym
                                                    > i poza maść sterydową i leki antyhistaminowe.

                                                    Być może wymagasz zbyt dużo od lekarzy. Zadaniem lekarza jest bowiem wyleczenie choroby, a nie poprawianie jakości życia pacjenta. Tego drugiego nie uczy się na żadnych studiach medycznych. Podobno temat rozmowy z pacjentem traktowany jest po macoszemu podczas studiów i nawet studenci nie uważają go za specjalnie ważny. A tutaj wymagana jest wyższa sztuka rozpoznania, czego indywidualny pacjent potrzebuje. Ludzie są przecież różni. Jeden pacjent będzie zadowolony z alternatywnych wskazówek na temat nawilżania powietrza, dla innego będzie to autorytarne mieszanie się do życia albo nawet przyznanie się lekarza do braku kompetencji i przyśpieszy decyzję o szukaniu nowego, tego który ma cudowny środek uwalniający od schorzenia. Naprawdę nie wszyscy ludzie cierpiący na AZS zdają sobie sprawę, że to jest choroba nieuleczalna i często nie chcą przyjąć tego do wiadomości. O tym, że ludzie wierzą w cuda i zachowują się irracjonalnie świadczą na przykład wątki w stylu " jakiem zabiegiem kosmetycznym zlikwiduję sobie cellulit?" ;-) Natomiast grupy pomocy i fora tematyczne nie przeczą lekarskiej terapii. Wielu specjalistów nawet je swoim pacjentom zaleca, nawet tym z poważnymi schorzeniami, jak nowotwory i podobne. Samodzielne myślenie nie jest zabronione, a kto oprócz nas może wiedzieć, co jest dla nas najlepsze?

                                                  • kasica_k Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 22.03.12, 03:20
                                                    Masz dużo racji w tym, co piszesz o różnych niemożliwych oczekiwaniach pacjentów, ale nie zgadzam się z twierdzeniem, że zadaniem lekarza jest wyleczenie, a poprawa jakości życia pacjenta to już nie jego sprawa. Co bowiem z chorobami nieuleczalnymi? Istnieje ich sporo, nie tylko dermatologicznych. Choćby alergia, której wyleczyć sie nie da, stosuje się natomiast leczenie objawowe, bez którego jakość życia wielu chorych byłaby fatalna. Pogorszenie jakości życia pośrednio wpływa też i na stan zdrowia, choćby psychicznego, co może z kolei prowadzić zarówno do zaostrzeń głównej choroby, jak i powstawania innych schorzeń. Dlatego uważam, że jeśli lekarze dermatolodzy leczący osoby z AZS nie udzielają im tych wszystkich wskazówek, których przestrzeganie może złagodzić objawy (np. dotyczących wilgotności w pomieszczeniach), to jest to błąd w sztuce i tyle. Nie znam się na dermatologii, ale dla mnie to tak, jakby laryngolog nie wiedział, że wilgotność powietrza wpływa na stan błon śluzowych - wygląda mi to na dość oczywistą wiedzę. Przecież każda z nas chyba doświadczyła wpływu, jaki suche powietrze ma na stan naszej skóry. Jasne, że to, co zadziała u jednego, nie musi zadziałać u innego, ale pewne prawidłowości jednak zachodzą i warto pacjentowi zasugerować działania, które mają szansę mu pomóc opanować objawy.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 22.03.12, 10:57
                                                    Mi się wydaje, że to nie do końca tak. Rzadko jestem pacjentem, ale wydaje mi się, że na przestrzeni lat podejście medycyny ewoluowało i podnoszenie jakości życia jest bardzo ważne. Ale mam też wrażenie, że nie wszyscy lekarze i pacjenci są przygotowani na pewne rzeczy. Nawilżanie powietrza pół biedy, ale np. na sugestię technik relaksacyjnych przy AZS wielu pacjentów mogłoby zareagować, jak na teorię o pierwszym razie, zwłaszcza, że lekarze nie chcą (i nie mogą z braku czasu czasami) zanudzać nas wykładami, a są to metody na dwoje babka wróżyła - może pomoże, może nie, raczej nie zaszkodzi. Wydaje mi się, że wbrew pozorom pacjenci lepiej przyjmują takie rzeczy z różnych podziemnych źródeł, niż od lekarza, do lekarza wciąż chodzimy głównie po receptę. W sumie może słusznie, o nawilżaniu powietrza możemy przeczytać w internecie, ale sterydów sami sobie nie dobierzemy.

                                                    Co do nawilżania powietrza i zdrowia - mam pecha w tej kwestii, wcześniej mieszkałam w domu, gdzie zimą kaloryfera nie dało się dotknąć (ani przykręcić), powietrze było suchutkie i byłam co chwila chora. Przeprowadziłam się do domu z grzybem na ścianie - i jestem chora. Ale nie oczekuję, że lekarz mi wyliczy optymalną wilgotność, sama się domyślam, że jedno i drugie ekstremum nie jest zbyt zdrowe i próbuję w jednym i drugim wypadku jakoś to optymalizować.
                                                  • kis-moho Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 22.03.12, 11:32
                                                    Nawilżanie powietrza pół biedy, ale np. na su
                                                    > gestię technik relaksacyjnych przy AZS wielu pacjentów mogłoby zareagować, jak
                                                    > na teorię o pierwszym razie, zwłaszcza, że lekarze nie chcą (i nie mogą z braku
                                                    > czasu czasami) zanudzać nas wykładami, a są to metody na dwoje babka wróżyła -
                                                    > może pomoże, może nie, raczej nie zaszkodzi.

                                                    Wielu pacjentów z AZS widzi, że w sytuacjach stresowych choroba się pogarsza, więc jeżeli to jest problemem, nie wydaje mi się, żeby mieli coś przeciwko. Zawsze mogą z oferty nie skorzystać. Ja widzę problem gdzie indziej - taki lekarz musiałby wyjaśnić, jak się za ten relaks zabrać (a jest dermatologiem, nie musi się na takich sprawach znać), albo wysłać do innego fachowca, którego zwykle nie ma.

                                                    > Co do nawilżania powietrza i zdrowia - mam pecha w tej kwestii, wcześniej miesz
                                                    > kałam w domu, gdzie zimą kaloryfera nie dało się dotknąć (ani przykręcić), powi
                                                    > etrze było suchutkie i byłam co chwila chora. Przeprowadziłam się do domu z grz
                                                    > ybem na ścianie - i jestem chora.

                                                    Nie sądzisz, że grzyb na ścianie to dość ekstremalne warunki i chyba nie potrzebujesz lekarza, żeby Ci powiedział jak bardzo jest to szkodliwe? Nie wiem, czy to ma być argument przeciwko podwyższaniu wilgotności powietrza w domu?
                                                  • pinupgirl_dg Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 22.03.12, 11:52
                                                    > Nie sądzisz, że grzyb na ścianie to dość ekstremalne warunki i chyba nie potrze
                                                    > bujesz lekarza, żeby Ci powiedział jak bardzo jest to szkodliwe? Nie wiem, czy
                                                    > to ma być argument przeciwko podwyższaniu wilgotności powietrza w domu?


                                                    Warunki w poprzednim mieszkaniu były równie ekstremalne, tylko w drugą stronę, odchorowałam jedno i drugie, niestety. Odpowiednia wilgotność jest ważna, nie tylko przy AZS, ale trudno w ciemno zgadywać, czy w danym wypadku powinna być większa czy mniejsza, chyba, że to wizyta domowa.
                                                    Żeby nie było - nie jestem przeciwna temu, żeby lekarze podawali te sposoby, wręcz przeciwnie.
                                                    PS. Grzyba już nie mam, ale to była długa walka.
                                                  • kasica_k Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 22.03.12, 14:13
                                                    Słusznie się domyślasz. Lekarz nie musi nic wyliczać, bo wiadomo, że optymalna wilgotność w pomieszczeniach mieszkalnych to zakres 40-60%. Poniżej jest za sucho, powyżej rozwijają się grzyby i pleśnie. Ja już przy 25% czuję się wyraźnie lepiej niż przy 19%. Żeby było zabawniej, to mnie tego nauczył właśnie lekarz internista :) Warto sobie nabyć wilgotnościomierz (higrometr).
                                                  • pierwszalitera Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 22.03.12, 14:53
                                                    kasica_k napisała:

                                                    kasica_k napisała:

                                                    > Masz dużo racji w tym, co piszesz o różnych niemożliwych oczekiwaniach pacjentó
                                                    > w, ale nie zgadzam się z twierdzeniem, że zadaniem lekarza jest wyleczenie, a p
                                                    > oprawa jakości życia pacjenta to już nie jego sprawa. Co bowiem z chorobami nie
                                                    > uleczalnymi?

                                                    Nie napisałam, że jedno wyklucza drugie, ale to drugie nie jest priorytetem na studiach medycznych i zostawiane jest często społecznym kompetencjom lekarza. Radź sobie sam człowieku. Dobry lekarz, pracujący w optymalnych warunkach, mający wystarczająco dużo czasu dla pacjenta, może swoją wiedzą, także tą wykraczającą poza typowo medyczną terapię, zastosować, ale często musi decydować o priorytetach i wypisuje po prostu kolejną receptę. Pomyśl o swoim zawodzie, czy nie musisz często wybierać pomiędzy ujdzie i ujdzie, bo dobrze według twoich osobistych standardów jest mało osiągalne? Perfekcja szczególnie w zawodach z dużym czynnikiem niewiadomym (drugi człowiek) jest nieosiągalna i lepiej do niej nawet nie dążyć, bo prowadzi do wypalenia. Według zasady, jeszcze się taki nie urodził, który każdemu by dogodził. Wiem, bo sama pracuję w poradnictwie w medycznym sektorze. I takich świadomych pacjentów jak kis-moho nie ma wcale aż tak wielu. Ja też czasem proponuję pacjentom proste wyjścia w przytoczonym tu typie "nawliżanie powietrza", rzeczy, które nie rozwiązują danego problemu, ale polepszają standard życia i wpyłwają korzytsnie na przebieg terapii. W moim przypadku są to na przykład wskazówki dotyczące płynów pitych pomiędzy posiłkami. Spotykam się z odpowiedziami i to wcale nie tak rzadko, które każą mi wątpić w inteligencję człowieka, kiedy na przykład mocno otyła osoba mówi, że nie lubi wody, dlatego musi pić pomiędzy posiłkami słodkie napoje, a napoje ze słodzikami smakują źle, więc musi to być cukier. Na początku pracy myślałam, że to żart, bo wydawało mi się, że ludzie przychodzą do mnie po pomoc i będę wdzięczni za profesjonalne wskazówki. Teraz jestem przekonana, że nie każdy pacjent chce by było mu lepiej, wielu chce być tylko potwierdzonym w swojej roli ofiary i przekonać lekarza, że się nie da - Ty jesteś profesjonalistą, więc daj mi cudowną pigułką, chętnię ją łyknę, ale od siebie nie mam zamiaru nic dawać. ;-) Ale to tylko taki OT z drugiej strony barykady i jestem pewna, że lekarze mieliby jeszcze więcej do opowiedzenia. Nie bez powodu w tym zawodzie jest jedna z najwyższych liczb samobójców. ;-)
                                                  • kasica_k Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 22.03.12, 16:35
                                                    Perfekcja jest nieosiągalna, ale czy warto w związku z tym poprzestawać na "byle jak"? Jakiś złoty środek byłby wskazany moim zdaniem. Nie jestem związana z medycyną, ale na twoim miejscu nie rezygnowałabym z mówienia odchudzajacym się o piciu wody i tym podobnych i ty też zapewne nie rezygnujesz. Ryzykujesz oczywiście, że taki pacjent cię zlekceważy i więcej nie przyjdzie po poradę do osoby, która namawia go do takich wyrzeczeń, ale taka osoba chyba w ogóle nie rokuje sukcesu? A jeśli jednak posłucha i dobrze na tym wyjdzie - czyż nie o to ci właśnie chodzi?

                                                    Swoją drogą, dla mnie to nie do wiary, jak bardzo ludzie są przyzwyczajeni, że płyny niesłodkie są niepijalne, znam takich i nie mogę tego zrozumieć :)
                                                  • magdalaena1977 Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 23.03.12, 06:47
                                                    pierwszalitera napisała:

                                                    > W moim przypadku są to na przykład wskazówki dotyczące płynów pitych pom
                                                    > iędzy posiłkami. Spotykam się z odpowiedziami i to wcale nie tak rzadko, które
                                                    > każą mi wątpić w inteligencję człowieka, kiedy na przykład mocno otyła osoba mó
                                                    > wi, że nie lubi wody, dlatego musi pić pomiędzy posiłkami słodkie napoje, a nap
                                                    > oje ze słodzikami smakują źle, więc musi to być cukier.

                                                    Ale co ma inteligencja do upodobań smakowych?
                                                  • sbarazzina Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 23.03.12, 11:12
                                                    magdalaena1977 napisała:

                                                    > pierwszalitera napisała:
                                                    >
                                                    > > W moim przypadku są to na przykład wskazówki dotyczące płynów pitych pom
                                                    > > iędzy posiłkami. Spotykam się z odpowiedziami i to wcale nie tak rzadko,
                                                    > które
                                                    > > każą mi wątpić w inteligencję człowieka, kiedy na przykład mocno otyła os
                                                    > oba mó
                                                    > > wi, że nie lubi wody, dlatego musi pić pomiędzy posiłkami słodkie napoje,
                                                    > a nap
                                                    > > oje ze słodzikami smakują źle, więc musi to być cukier.
                                                    >
                                                    > Ale co ma inteligencja do upodobań smakowych?

                                                    Magdalaena, chcesz rozpoczac kolejna, do niczego prowadzaca dyskusje o tym czy nasze upodobania smakowe warunkuja to co jemy, i czy mozna/trzeba je zmieniac?

                                                    Poza tym upodobania nie maja nic wspolnego z inteligencja, ale juz stwierdzenie:
                                                    'że nie lubi wody, dlatego musi pić pomiędzy posiłkami słodkie napoje' ma bardzo duzo wspolnego z inteligencja.
                                                    Nikt nic nie musi. Nie musi tez schudnac. Nie musi tez nawet chciec schudnac. Ale po co w takim razie przychodzi do Pierwszejlitery?
                                                  • pierwszalitera Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 23.03.12, 11:59
                                                    magdalaena1977 napisała:

                                                    > Ale co ma inteligencja do upodobań smakowych?

                                                    Inteligencja pozwala na rozpoznanie prostych łańcuchów przyczynowo- skutkowych. Jeżeli więc picie płynów z cukrem pomiędzy posiłkami jest niekorzystne dla procesu odchudzania, to chcąc schudnąć, przeciętnie inteligentny człowiek będzie się od tego powstrzymywał. Bo aż tak wielkie wyrzeczenie to nie jest. Ani nie będzie przez to głodny, ani spragniony. Aż tak wiele nie musi poświęcić. Jak mu przy tym źle, to może pomyśleć solidarnie o ludziach w krajach tej planety, gdzie już czysta woda jest luksusem. To czasem pomaga.
                                                  • kis-moho Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 22.03.12, 11:28
                                                    > Być może wymagasz zbyt dużo od lekarzy. Zadaniem lekarza jest bowiem wyleczenie
                                                    > choroby, a nie poprawianie jakości życia pacjenta. Tego drugiego nie uczy się
                                                    > na żadnych studiach medycznych. Podobno temat rozmowy z pacjentem traktowany je
                                                    > st po macoszemu podczas studiów i nawet studenci nie uważają go za specjalnie
                                                    > ważny.

                                                    Myślę, że dokładnie tu leży problem. To jest jednak dość przykre, bo w sumie specjalista od konkretnej choroby zdaje sobie doskonale sprawę, że jest ona niewyleczalna - czy jest to niedoczynność tarczycy, AZS, alergia czy nowotwór. I powinien mieć wiedzę, jak pacjentowi pomóc, nawet jeśli nie można go wyleczyć. A że niektórzy ludzie nie są w stanie tego zaakceptować - to chyba nie powinno mieć wpływu na zalecenia lekarza, prawda?

                                                    Natomiast grupy pomocy i fora tematyczne nie przeczą lekarskiej tera
                                                    > pii. Wielu specjalistów nawet je swoim pacjentom zaleca, nawet tym z poważnymi
                                                    > schorzeniami, jak nowotwory i podobne. Samodzielne myślenie nie jest zabronione
                                                    > , a kto oprócz nas może wiedzieć, co jest dla nas najlepsze?

                                                    Mi to zupełnie nie przeszkadza, natomiast wiele osób jednak do internetu nie trafi. Trzeba ten internet mieć, umieć się nim posługiwać, i często dla weryfikacji informacji znać obce języki. Leczenie nie powinno być tylko dla uprzywilejowanych.
                                                  • kasica_k Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 22.03.12, 14:18
                                                    kis-moho napisała:
                                                    > I pow
                                                    > inien mieć wiedzę, jak pacjentowi pomóc, nawet jeśli nie można go wyleczyć. A ż
                                                    > e niektórzy ludzie nie są w stanie tego zaakceptować - to chyba nie powinno mie
                                                    > ć wpływu na zalecenia lekarza, prawda?

                                                    Otóż to, dla mnie zadaniem lekarza jest pomoc pacjentowi, a nie mówienie pacjentowi tego, co lekarzowi się wydaje, że pacjent chce usłyszeć. Lekarz nie siedzi w mojej głowie i nie wie, które z jego zaleceń puszczę mimo uszu, a do którego się zastosuję, dlatego nie życzę sobie, żeby sobie wybierał, które mi przekazać, a którego nie :)
                                                  • pierwszalitera Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 22.03.12, 15:06
                                                    kasica_k napisała:


                                                    > Otóż to, dla mnie zadaniem lekarza jest pomoc pacjentowi, a nie mówienie pacjen
                                                    > towi tego, co lekarzowi się wydaje, że pacjent chce usłyszeć. Lekarz nie siedzi
                                                    > w mojej głowie i nie wie, które z jego zaleceń puszczę mimo uszu, a do którego
                                                    > się zastosuję, dlatego nie życzę sobie, żeby sobie wybierał, które mi przekaza
                                                    > ć, a którego nie :)
                                                    >


                                                    To co tu proponujesz to utopia. Żaden lekarz nie udostępni ci w krótkim czasie wizyty pełnej wiedzy na temat twojego schorzenia i wszystkich możliwości terapii. Po to idziesz do lekarza, by to on wykorzystując swoją akademicką wiedzę i kliniczne doświadczenie, wybrał, które z interwencji są dla ciebie dobre, a które nie. Inaczej mogłabyś po takim wykładzie leczyć się sama i przychodzić do lekarza tylko po podpisanie wystawionej przez siebie samą recepty. Poza tym terapia, to zawsze praca pomiędzy pacjentem i lekarzem, więc on też będzie wdzięczny, gdy dasz mu wskazówkę jakiego typu sprawy są ci ważne i co chcesz od niego usłyszeć. A jak masz tylko rozczeniową i wyczekującą postawę, to on będzie wtedy strzelał w ciemno i istnieje spore prawdopodobieństwo, że wyjdziesz od niego niezadowolona, bo nie trafi w twoje potrzeby.
                                                  • kasica_k Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 22.03.12, 16:17
                                                    Pełnego wykładu nikt mi dać nie może - z tego zdaję sobie sprawę i nie wymagam od lekarza pójścia w drugą skrajność, ale nie życzę sobie też być na wejściu klasyfikowana jako osoba, której nie warto niczego zalecać ani wyjaśniać, bo i tak to oleje :) Nie jestem taką osobą i owszem, staram się dać to lekarzowi do zrozumienia, na ogół z niezłym skutkiem - ale ja mam dobrego lekarza, który słucha, co się do niego mówi, niestety nie wszyscy tacy są.

                                                    A propos - nie powstrzymam się przed pewną dygresją, bo bardzo przypomina mi ta dyskusja sytuację, jaka jeszcze do niedawna miała miejsce na rynku usług weterynaryjnych w Polsce. Dość nagminne było podejście następujące: nie zalecamy na początku żadnych badań, bo właściciel uzna, że go naciągamy na koszta, nawet jeśli będzie to oznaczało leczenie mniej lub bardziej w ciemno. To co prawda będzie trwało dłużej, kosztowało w sumie drożej i narazi zwierzę na większe cierpienie albo i w ogóle nie przyniesie żadnych pozytywnych skutków, ale właściciel będzie zadowolony, bo dla niego ważne jest, żeby było "tanio". W pewnym momencie miałam nawet podejrzenie, że takiej strategii ich uczą na studiach. W końcu nauczyłam się przy każdej wizycie dobitnie i kilka razy powtarzać, że chętnie zgodzę się na dodatkowe badania, jeśli mogą coś wnieść do diagnozy i że koszta nie mają dla mnie znaczenia, bo co prawda krezuską nie jestem i na wielu rzeczach oszczędzam, ale na zdrowiu swoich pupili akurat nie. Szczęśliwie wyrosło już nowe pokolenie wetów, którzy nie leczą już domniemanego stanu konta tudzież nastroju właściciela, tylko zwierzę, z którym przyszedł i uczciwie informują o różnych opcjach, zarówno tańszych, jak i droższych. Z dużą ulgą powitałam sytuację, w której nie muszę po każdej wizycie spędzać długich godzin na internetowym dokształcie celem dowiedzenia się, czego znowu pan wet nie zlecił, żeby nie narazić pańci na koszta.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 22.03.12, 16:25
                                                    > A propos - nie powstrzymam się przed pewną dygresją, bo bardzo przypomina mi ta
                                                    > dyskusja sytuację, jaka jeszcze do niedawna miała miejsce na rynku usług weter
                                                    > ynaryjnych w Polsce. Dość nagminne było podejście następujące: nie zalecamy na
                                                    > początku żadnych badań, bo właściciel uzna, że go naciągamy na koszta, nawet je
                                                    > śli będzie to oznaczało leczenie mniej lub bardziej w ciemno. To co prawda będz
                                                    > ie trwało dłużej, kosztowało w sumie drożej i narazi zwierzę na większe cierpie
                                                    > nie albo i w ogóle nie przyniesie żadnych pozytywnych skutków, ale właściciel b
                                                    > ędzie zadowolony, bo dla niego ważne jest, żeby było "tanio".

                                                    To już offtop do offtopa, ale hę? Ja wiem, że bardzo często tak to wygląda, ale nie dlatego, żeby nie narażać pańci na koszta, ale żeby nie narażać zwierzęcia na cierpienia. Mój kot nie wie, że pobiera mu się krew w dobrej wierze, w jego mniemaniu ktoś robi mu krzywdę, a ja go nie bronię. Zrobienie głupiego zdjęcia rtg u człowieka jest banalne, u zwierzęcia to już przeprawa i trzeba się zdecydować, czy warto, czy lepiej postawić diagnozę na podstawie tego, co się widzi i śledzić postępy terapii.
                                                  • kasica_k Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 22.03.12, 16:49
                                                    Piszesz o tych dylematach, które przyzwoici weci i właściciele mają obecnie - i ja niekiedy staję przed wyborem, czy stresować zwierzę kolejnym badaniem czy nie. Badać należy wtedy, gdy wynik ma szansę wnieść do terapii więcej niż sama tylko obserwacja objawów. Należy też wziąć pod uwagę, że zwierzę w odróżnieniu od człowieka nie zwierzy :) ci się ze swoich dolegliwości, nie powie, że coś je boli, czuje się słabo albo nieswojo i bez badań profilaktycznych wiele chorób można zwyczajnie przeoczyć. Pewnie też nie pamiętasz, jak było 15 lat temu, gdy czymś normalnym było usłyszeć w gabinecie, że "kotom nie da się pobierać krwi" jeszcze częściej "ale to by kosztowało, proszę pani", a najczęściej w ogóle nie usłyszeć o żadnych badaniach. A problem stresu u zwierzęcia był w ogóle na dziesiątym planie. Inne czasy, inna optyka. Zmieniły się też umiejętności lekarzy - moja wetka jakimś cudem była w stanie spokojnie i bezstresowo pobrać krew zwierzakowi, któremu wcześniej u kogo innego "się nie dało".
                                                  • pinupgirl_dg Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 22.03.12, 17:07
                                                    > Badać należy wtedy, gdy wynik ma szansę wnieść do terapii więcej niż sama tylko obserwacja objawów.

                                                    Zwykle tak jest, ale zwykle też dodatkowe badania to dodatkowy stres dla zwierzęcia. Lekarz musi decydować, kiedy warto, a kiedy nie.
                                                    I nie kojarzę żadnych takich tekstów, widać mam szczęście do weterynarzy, a chodzę z psami i kotami od dziecka.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 22.03.12, 15:54
                                                    > Mi to zupełnie nie przeszkadza, natomiast wiele osób jednak do internetu nie tr
                                                    > afi. Trzeba ten internet mieć, umieć się nim posługiwać, i często dla weryfikac
                                                    > ji informacji znać obce języki. Leczenie nie powinno być tylko dla uprzywilejow
                                                    > anych.

                                                    Ale życie się nie kończy na internecie :). Samopomoc pacjentów to zjawisko znane na długo przed tym, zanim powstał internet, poczekalnia u lekarza, imieniny cioci itd. Dodatkowo jest kilka różnych, ogólnodostępnych czasopism poświęconej tematyce medycznej, nawet darmowych, np. w aptekach. Nie znajdziesz w nich fachowej wiedzy, ale takie właśnie codzienne porady dla ludzi cierpiących na różne schorzenia - jak najbardziej. Nawet mój osiemdziesięcioletni dziadek, który nie miał pojęcia, czym jest internet, potrafił wyszperać naprawdę szczegółowe informacje.
                                                    A do weryfikacji pewnych informacji brakuje ludziom nie tylko znajomości języka, ale też po prostu wiedzy medycznej, dlatego zawód lekarza wciąż funkcjonuje.
                      • anna-pia Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 17.03.12, 14:14
                        pinupgirl_dg napisała:

                        > Skorzystałam z szybkiej konsultacji najlepszego zespołu medycznego, jakim jest
                        > dr Google i siostra Wikipedia i nadal nie widzę tych miliardów innych rzeczy, c
                        > hyba, że będziemy wymieniać każdy alergen po kole.

                        Akurat Wikipedia nie jest wiarygodnym źródłem wiedzy, więcej bzdur niż na Wiki to chyba widziałam tylko na forum CiP.
                        • pinupgirl_dg Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 17.03.12, 14:20
                          > > Skorzystałam z szybkiej konsultacji najlepszego zespołu medycznego, jakim
                          > jest
                          > > dr Google i siostra Wikipedia i nadal nie widzę tych miliardów inn
                          > ych rzeczy, c
                          > > hyba, że będziemy wymieniać każdy alergen po kole.
                          >
                          > Akurat Wikipedia nie jest wiarygodnym źródłem wiedzy, więcej bzdur niż na Wiki
                          > to chyba widziałam tylko na forum CiP.

                          To takie sformułowanie, dotyczące tego, że dla wielu osób internet jest znacznie lepszym źródłem pomocy medycznej, niż lekarze. Do pewnego stopnia to rozumiem, chociaż mamy XXI wiek medycyna nie ze wszystkim sobie radzi, w dodatku lekarze potrafią być bardzo obcesowi, patrzeć tylko na swój wycinek (akurat lekarza Zooby należy pochwalić za podejście holistyczne ;) ), ale internet jest pełen niezadowolonych pacjentów, którzy uważają, że lekarze nic nie wiedzą.
                          • ko_kartka Re: Obalamy (lub nie) kosmetyczne mity 24.03.12, 19:51
                            pinupgirl_dg napisała:

                            > ale internet jest pełen ni
                            > ezadowolonych pacjentów, którzy uważają, że lekarze nic nie wiedzą.

                            No, może internet jest pełen takich "pacjentów" jak ja, która płacę prywatne ubezpieczenie zdrowotne w znanej sieci przychodni/klinik/szpitali, idę do dermatologa z tego tytułu właśnie no i nigdy więcej nie wracam, bo: po pierwsze primo mówię pani "doktor", że jestem chora na to i to i chcę uzyskać receptę na taki i owaki lek. Receptę dostaję po minucie (ach, te źle odbijające się pieczątki...) z jedynym zapytaniem: ile opakowań? Oczywista, że lekarkę widzę pierwszy raz na oczy i ona mnie takoż. Po drugie primo, wyłuszczam drugi problem i słyszę, prawie dosłownie: łoo, pani, to jest taka a taka choroba, strasznie ciężka do wyleczenia, ja pani przepiszę antybiotyk, a resztę se pani poczyta w internecie. No jaaaaacie... Rozumiem, że klient nasz pan, ale to po co pani doktor tam siedzi? Do przybijania pieczątek na receptach? No mam szczerą nadzieję, że dostanie od tego cieśni nadgarstka w końcu.
    • pinupgirl_dg Depilacja włosów wokół sutków 21.03.15, 19:07
      Aż się zastanawiałam, czy nie iść z tym na Lobby Biuściastych, ale chyba to jednak lepsze miejsce. Generalnie wyrywam te włosy całe dorosłe życie i dziś przypadkiem natknęłam się na informację, że absolutnie nie wolno! No więc czy naprawdę nie wolno a jeśli tak, to dlaczego?
      Chcę zrezygnować z tych praktyk swoją drogą, bo włosy jednak bardzo wrastają (rozważam rozjaśnianie, laser lub elektrolizę), ale ciekawi mnie, czy to prawda.
      • mniickhiateal Re: Depilacja włosów wokół sutków 21.03.15, 21:12
        A czy to nie jest nius z tej samej kategorii, co że od fiszbin w stanikach się raka dostaje?
        • pinupgirl_dg Re: Depilacja włosów wokół sutków 21.03.15, 21:31
          Też tak mi się wydaje, ale podobno nawet niektórzy ginekolodzy tak twierdzą. Ale nikt nie wie, dlaczego, podejrzewania są przeróżne, a że powoduje raka (??), a że włosy się wzmacniają...
          • mniickhiateal Re: Depilacja włosów wokół sutków 22.03.15, 07:28
            O tych fiszbinach to też niektórzy ginekolodzy ;) a co do wzmacniania depilacją, no to o nogach i goleniu też to od czasów "Nastolatki pielęgnują urodę" słyszę i jakoś g-prawda. Wracając do pytania, w sumie może zależy, jak depilujesz. Gorący wosk, ostre żylety czy jakiś trujący krem faktycznie jakoś mi się nie kojarzy korzystnie z b delikatną skórą na biuście, ale delikatne skubanie pęsetką, czemu nie..
            • pinupgirl_dg Re: Depilacja włosów wokół sutków 22.03.15, 14:18
              > O tych fiszbinach to też niektórzy ginekolodzy ;) a co do wzmacniania
              > depilacją, no to o nogach i goleniu też to od czasów "Nastolatki pielęgnują
              > urodę" słyszę i jakoś g-prawda.

              U mnie to też się nie sprawdza, bez względu na metodę. Generalnie z wiekiem włosy na ciele mi się wzmacniają i ich przybywa, ale dotyczy to również miejsc, których nie poddaję depilacji.
              Niestety, również teoria, że regularna depilacja włosy osłabia, u mnie nie działa. Niedawno przerzuciłam się na wosk na gorąco, który ma najlepszą sławę w tej kwestii, zobaczymy...


              > Wracając do pytania, w sumie może zależy, jak depilujesz. Gorący wosk,
              > ostre żylety czy jakiś trujący krem faktycznie jakoś mi się nie kojarzy
              > korzystnie z b delikatną skórą na biuście, ale delikatne skubanie pęsetką,
              > czemu nie..

              Jak pisałam, ja skubię (nie tak znów delikatnie) od dłuższego czasu i jak dotąd nie widzę żadnych skutków ubocznych, ani poważnych stanów zapalnych, ani nic, odpukać.
Pełna wersja