Wątek dla świeżynek

22.02.12, 16:02
czyli wszystko co chciałybyście wiedzieć o kosmetykach ale boicie się zapytać.

Nie do końca zdawałam sobie sprawę, że z kosmetykami może być jak z pierwszym dobrze dobranym stanikiem. Ta cała wiedza, obwody, miseczki, zaniżanie, niezaniżanie, różne firmy i modele, i specyficzny język jaki wokół tego powstaje. Ta cała wiedza o składach, kremach, olejach szamponach i specyficzny język wokół tego.

Tak więc inauguruje watek "dziś pytanie, dziś odpowiedź" dla tych wszystkich, które zaglądają i się nie ujawniają bo nie wiedzą o jaki stanik, tfu, o jaki krem zapytać.
    • teresa104 Spanie w makijażu 22.02.12, 17:43
      Czy makijaż w nocy szkodzi? Czy szkodzi bardziej niż w dzień?
      Tyle słyszę o konieczności zmywania makijażu przed snem, bo coś tam (właśnie, co?). A jeśli jak dzień długi chodzę bez makijażu, a wieczorem się pomaluję i pójdę spać, to będzie gorzej dla mojej skóry, niż gdybym dzień długi chodziła w tapecie, a wieczorem poszła spać rozmalowana?
      • izas55 Re: Spanie w makijażu 22.02.12, 19:43
        Nie nie szkodzi i nie zrobi ci krzywdy sam jako taki. Ja swój zmywam bo po prostu nie lubię być brudna, mam przetłuszczającą się skórę i gdybym nie zmyła z siebie tego całodziennego pyłu który przykleił mi się do świecącej twarzy to źle bym się czuła. A od pożywki dla bakterii z warstwy podkładu zmieszanego z sebum wywaliłoby mi pryszcze jak u nastolatka
        Sam makijaż nie szkodzi, to po prostu przylepiony do niego brud, który po tych kilkunastu godzinach trzeba zmyć. Ot czynność taka sama jak mycie zębów.
        I nie wpadałabym w przesadę z myciem twarzy, dwa razy dziennie zupełnie wystarczy. Częstsze mycie i odtłuszczanie robi więcej szkody niż pożytku.
        • teresa104 Fajne te porady:) 22.02.12, 19:57
          Jak ciotki z "Claudii":)

          Czyli normalnie maluję się o 21, idę na koncert do klubu, gdzie lekko zanieczyszczę organizm ginem, i gdzie nie da się już zanieczyścić dymem, wracam do domu o pierwszej i idę spać z malunkiem, proceder powtarzam co tydzień i nie wyglądam gorzej po czasie t od grupy kontrolnej. Rano wyglądam wręcz lepiej, ciągle mam wytuszowane rzęsy.
          • izas55 Re: Fajne te porady:) 22.02.12, 20:41
            Jeżeli utrzymujesz odpowiedni poziom ginu w wydychanym powietrzu to i bakterie na skórze ci niegroźne, można nie myć ;-). A rozmazany tusz wystarczy tylko lekko wytrzeć lub udawać, że ma się artystyczny makijaż ;-).
            • adwarp Re: Fajne te porady:) 22.02.12, 23:12
              a ja się nie zgodzę, że przebywanie kilka godzin z makijażem w klubowym pomieszczeniu i nie zmycie go po powrocie, jest dla skóry obojętne. W pomieszczeniu, gdzie wiruje tłum ludzi jest jednak sporo zanieczyszczeń, podczas snu nasza skóra musi się zregenerować.
              polecam artykuł
              www.poradnikzdrowie.pl/uroda/twarz/regeneracja-skory-noca_35558.html
              • teresa104 Wirujący seks 23.02.12, 06:56
                Ale ja nie chodzę do klubu, gdzie wirują ludzie, chodzę do klubu, gdzie wirują jedynie fale dźwiękowe, a wszyscy ą i ę, sweterki i koszulinki.
            • tfu.tfu Re: Fajne te porady:) 23.02.12, 12:44
              :-D
              Iza, uratowałaś moje morale! dzięki wielkie!
          • pinupgirl_dg Re: Fajne te porady:) 22.02.12, 21:44
            > Czyli normalnie maluję się o 21, idę na koncert do klubu, gdzie lekko zanieczys
            > zczę organizm ginem, i gdzie nie da się już zanieczyścić dymem, wracam do domu
            > o pierwszej i idę spać z malunkiem, proceder powtarzam co tydzień i nie wygląda
            > m gorzej po czasie t od grupy kontrolnej. Rano wyglądam wręcz lepiej, ciągle ma
            > m wytuszowane rzęsy

            Praktykuje od czasu do czasu, gdy mi się naprawdę nie chce zmyć makijażu. Bywa, że po powrocie z imprezy udaje mi się zmobilizować jedynie tyle siły woli, żeby umyć zęby, wiertarka dentystyczna jednak jest lepszym motywatorem, niż ewentualny pryszcz. Z tym, że mi się udaje zanieczyścić dymem, bo zwykle nie mogę się powstrzymać, więc rano jakiś syfek mam jak murowany.
            A co do wyglądu rano - szalona noc zwykle sprawia, że mój makijaż "po" wygląda lepiej, niż przed, tyle razu próbowałam zrobić takie tajemnicze, przydymione oko, ale mi nie wychodzi.
        • kasica_k Częstość mycia twarzy 23.02.12, 00:44
          Zgadzam się, ze częste mycie szkodzi - w ogóle zauważyłam, ze moja twarz najlepiej reaguje na mycie raz dziennie rano :) Ale to raczej wtedy, gdy dużo siedzę w domu, więc się nie maluję i mało brudzę oraz nie mam ambicji, żeby oprócz kremu na dzień używać też kremu na noc (nie ma sensu kremować skóry nie umytej).
          • pinupgirl_dg Re: Częstość mycia twarzy 23.02.12, 00:53
            > Zgadzam się, ze częste mycie szkodzi - w ogóle zauważyłam, ze moja twarz najlep
            > iej reaguje na mycie raz dziennie rano :) Ale to raczej wtedy, gdy dużo siedzę
            > w domu, więc się nie maluję i mało brudzę oraz nie mam ambicji, żeby oprócz kre
            > mu na dzień używać też kremu na noc (nie ma sensu kremować skóry nie umytej).

            Ja też myję twarz raz dziennie, ale robię to na noc. Rano, jeśli się maluję, tylko przecieram tonikiem, jeśli zostaje w domu, to często nawet nic z nią nie robię, nawet, jeśli się świeci. Jeśli o mnie chodzi, wolałabym myć ją rano, ale na noc wydawało mi się lepiej.
      • red_boots Re: Spanie w makijażu 23.02.12, 00:05
        > Tyle słyszę o konieczności zmywania makijażu przed snem, bo coś tam (właśnie, c
        > o?)

        Z tym demakijażem to chyba chodzi o to, żeby skóra sobie pooddychała w nocy, a z powłoką w postaci niezmytego makijażu wymieszanego z sebum i zanieczyszczeniami z zewnątrz może być to utrudnione, nie wspominając o zatkanych porach i potencjalnych niespodziankach. Druga sprawa to lepsze przyswajanie przez oczyszczoną skórę składników z kremów na noc. Z resztą nie wyobrażam sobie nakładania kremu na twarz z pozostałościami po makijażu, blee.
        • izas55 Re: Spanie w makijażu 23.02.12, 06:45
          red_boots napisała:

          > Z tym demakijażem to chyba chodzi o to, żeby skóra sobie pooddychała w nocy, a
          > z powłoką w postaci niezmytego makijażu wymieszanego z sebum i zanieczyszczenia
          > mi z zewnątrz może być to utrudnione,

          Tylko człowiek NIE oddycha przez skórę. Tlen dla organizmu pobierany jest przez płuca. Makijaż nie ma więc w czym przeszkadzać. Może gdybysmy były rybami albo płazami to by przeszkadzało, ale dla ludzi to nie ma znaczenia.

          nie wspominając o zatkanych porach i pote
          > ncjalnych niespodziankach.

          Tu tak, ale niezmycie makijażu i nie umycie twarzy po całym dniu na mieście to dokłądnie to samo. Samo sebum z potem i tym co osiada na twarzy może powodować wypryski, niezmyty makijaż nie zrobi ci od razu ciężkiej krzywdy. Jeżeli robi i powoduje wypryski, to najprawdopodobniej jest w ogóle źle dobrany.
          • red_boots Re: Spanie w makijażu 23.02.12, 23:46
            > Tylko człowiek NIE oddycha przez skórę. Tlen dla organizmu pobierany jest przez
            > płuca. Makijaż nie ma więc w czym przeszkadzać. Może gdybysmy były rybami albo
            > płazami to by przeszkadzało, ale dla ludzi to nie ma znaczenia.

            Ale mnie w ogóle nie o to chodziło. Pisząc, żeby dać skórze „pooddychać” miałam na myśli oczyszczenie jej z powłoki, jaką tworzy mieszanka sebum, makijażu i zanieczyszczeń, bo taka „papka” może ograniczać dopływ tlenu i powodować namnażanie się bakcylów na powierzchni skóry.

            niezmycie makijażu i nie umycie twarzy po całym dniu na mieście to
            > dokłądnie to samo. Samo sebum z potem i tym co osiada na twarzy może powodować
            > wypryski, niezmyty makijaż nie zrobi ci od razu ciężkiej krzywdy. Jeżeli robi i
            > powoduje wypryski, to najprawdopodobniej jest w ogóle źle dobrany.

            Nie do końca się z tym zgodzę. W przypadku nieumycia twarzy masz tylko sebum, pot + zanieczyszczenia, w przypadku niezmycia makijażu masz powyższe + dodatkowo kilka warstw kosmetyków, więc ilość substancji, które mogą potencjalnie zapchać jest zwiększona.
            • pierwszalitera Re: Spanie w makijażu 25.02.12, 13:04
              red_boots napisała:

              > Ale mnie w ogóle nie o to chodziło. Pisząc, żeby dać skórze „pooddychać&#
              > 8221; miałam na myśli oczyszczenie jej z powłoki, jaką tworzy mieszanka sebum,
              > makijażu i zanieczyszczeń, bo taka „papka” może ograniczać dopływ t
              > lenu i powodować namnażanie się bakcylów na powierzchni skóry.

              Już prędzej połamiesz sobie wytuszowane rzęsy na poduszce, albo szminka wlezie ci do oczu powodując podrażnienia, niż zabraknie ci tlenu przez makijaż. ;-) Ale istnieje taki mit, patrz scena z Jamesa Bonda, gdzie laska dusi się pomalowana na całym ciele złotą farbą. Wszystko tylko filmowa fantazja, niestety. A bakterie na skórze lubią wiele rzeczy, uwielbiają na przykład wodę z kremów i częste mycie niekoniecznie chroni też przed wypryskami, co wiedzą osoby gnębione trądzikiem. Jasne, że pozostawiając makijaż na twarzy przez wiele, wiele godzin dajesz bakteriom pole do popisu, ale czy w tym momencie śpisz, grasz w brydża, czy tańczysz do białego rana, nie gra roli. Tylko erotyczne baraszkowanie w łóżku w pełnym malunku byłoby mniejszym złem, bo seks podkręca system immunologiczny i trzyma bakterie na skórze w szachu. ;-)
              • anne_stesia Re: Spanie w makijażu 25.02.12, 13:22
                Dodałabym do tego jeszcze tyko zdanie, że bakterie w trądziku nie grają najważniejszej roli. Trądzik i wypryski nie powstają dlatego, że na skórze są bakterie, a dlatego, że sama skóra nie funkcjonuje prawidłowo, a bakterie są tyko czynnikiem prozapalnym. Wyeliminowanie bakterii nie leczy zatem trądziku, więc jednorazowe ich dokarmienie makijażem dłużej trzymanym nie sprawi, że zrobimy sobie trwałą szkodę.
      • kasica_k Re: Spanie w makijażu 23.02.12, 00:36
        Spalam w makijażu wiele razy i nic mi się nie działo (ech, grzeszna młodość ;), ale ten mój makijaż składał się przeważnie z tuszu do rzęs i odrobiny pudru. Tapetę zmyłabym, żeby nie wiem co - z tych samych powodów, o których pisała izas55 - tłusta cera, która po prostu czuje się brudna, jeśli jest na niej zakurzona warstwa czegoś.
        • ananke666 Re: Spanie w makijażu 23.02.12, 01:34
          Spanie w makijażu szkodzi. Przede wszystkim poduszce. Mnie dopiero w drugiej kolejności, kręcę się w nocy i sypiam na brzuchu, więc spanie w makijażu to w praktyce tarzanie się w resztkach kolorówki.
          • zenobia44 Re: Spanie w makijażu 24.02.12, 00:53
            Moim zdaniem że it o tym, że spanie w makijażu szkodzi, powstało ze względu na szkodliwe okoliczności - makijażu nie zmywa się zwykle jak się zasypia na stojąco z powodu zmęczenia lub z powodu szalonej nocy połączonej z zażywaniem toksyn. Nawet bez spania w makijażu po takiej nocy wygląda się mało zachęcająco. Na dodatek zwykle makijaż ten nie jest jak u Teresy makijażem jedynie wieczornym, ale opcją lub mutacją dziennego.
            Echs, ostatnio w ogóle stwierdziłam, że najlepiej wyglądam bez makijażu, nic mnie nie uczula przynajmniej:/ A bruzdy czołowe i tak widać ze szpachlą czy bez.
            • zenobia44 ślepnę 24.02.12, 00:54
              >Moim zdaniem że it o tym,
              = Moim zdaniem MIT o tym, ŻE
    • tfu.tfu ciemne okulary i kurze łapki 23.02.12, 14:43
      zauważyłam zdecydowany przyrost tych ostatnich wraz ze wzrostem nasłonecznienia i sklerozy. patrzą na mnie jak na ufoka, ale nauczyłam się nosić ciemne okulary w plecaku, bo od marszczenia kurzych łap mi przybywa w zastraszającym tempie. też tak macie?
      • pinupgirl_dg Re: ciemne okulary i kurze łapki 23.02.12, 16:51
        > zauważyłam zdecydowany przyrost tych ostatnich wraz ze wzrostem nasłonecznienia
        > i sklerozy. patrzą na mnie jak na ufoka, ale nauczyłam się nosić ciemne okular
        > y w plecaku, bo od marszczenia kurzych łap mi przybywa w zastraszającym tempie.
        > też tak macie?

        Ja też jestem fanką okularów z filtrem :). Pomijając zmarszczki - trzeba dbać o oczy, w jasny, zimowy dzień naprawdę można je nadwyrężyć. Planuję kupić jeszcze jedne, jaśniejsze, na takie dziwnie oślepiające, zachmurzone niebo.
      • teresa104 Znienawidzone piksy 23.02.12, 18:43
        Mnie się nie robią kurze łapki, tylko takie dwie zmarchy między brwiami. Ale nie lubię nosić niczego na nosie, nie zmuszam się nawet do korekcyjnych, wolę nie widzieć, niż mieć to na twarzy. Mam liczne pary okularów, ale to dla mnie mordęga, nieustanny taniec z zakładaniem i zdejmowaniem. Dlatego na prawdziwe słońce wolę kapelutki i chodzenie po zacienionej stronie ulicy.
        • tfu.tfu Re: Znienawidzone piksy 23.02.12, 18:45
          ja tam swoje lubię, ale wyglądam w nich poważniej i w ogóle +10 do intelektu mi dodają ;-)
          • pinupgirl_dg Re: Znienawidzone piksy 23.02.12, 18:57
            Hah, ja zawsze tak chciałam nosić okulary :). Nawet parę lat temu jeden lekarz mi wymierzył małe minusy, ale mi się stłukły :(. Potem poszłam do optometry i okazało się, że żadnych minusów nie mam, raczej lekką tendencję plusową, ale na razie wzrok sokoli, tylko przemęczony komputerem. Ale nic to, pewnie się doczekam prędzej czy później i jeszcze mi zbrzydnie.
          • teresa104 To ja już wolę mieć wygląd lichy i drunowaty 23.02.12, 18:58
            niż pilnować jeszcze jednego akcesorium, jego stanu, czystości, obecności. A z wiekiem akcesoriów coraz więcej.
            • teresa104 drun = durn 23.02.12, 19:01
              • tfu.tfu Re: drun = durn 23.02.12, 19:03
                drun mi się podobuje i niniejszym go zaadoptowałam :-D
          • kocio-kocio Re: Znienawidzone piksy 23.02.12, 22:05
            Ja bez okularów wyglądam wystarczająco intelektualnie, a w wieku jestem taki, że wybieram okulary, które dają +20 do lansu i -8 wieku ;o)
            Męskie w dodatku: www.twojesoczewki.com/754-1705-large/ray-ban-4057-kolor-601.jpg
            • besame.mucho Re: Znienawidzone piksy 23.02.12, 22:34
              Ja też noszę męskie! Tylko ja jestem uzależniona od pilotek, mam ich chyba z kilkanaście par, wszystkie w sumie identyczne, ale czasem kupuję, bo słońce wali po oczach, a ja zapomniałam wziąć okularów, a czasem się po prostu nie mogę powstrzymać, bo ładne ;).
              Mam jakąś małą głowę i wszystkie te okulary są na mnie za luźne i za wielkie, ale i tak je uwielbiam.
              • kocio-kocio Re: Znienawidzone piksy 24.02.12, 16:00
                Ja coś czuję, besame, że my byśmy się mogły zakolegować.
                • besame.mucho Re: Znienawidzone piksy 25.02.12, 14:50
                  Też masz małą głowę ;-) ?
                  • kocio-kocio Re: Znienawidzone piksy 25.02.12, 19:18
                    Żebyś wiedziała.
                    Gorzej: u nas to rodzinne: mój brat ma małą głowę, stryj, babcia miała. Mój syn też chyba będzie miał.
                    Tragedia normalnie ;o)
            • tfu.tfu Re: Znienawidzone piksy 23.02.12, 23:02
              aaaa :-D to ja się muszę z Tobą do optyka umówić, też chcę +20 do lansu :-D
              • kocio-kocio Re: Znienawidzone piksy 24.02.12, 15:59
                No to koniecznie!
        • kry0 Re: Znienawidzone piksy 23.02.12, 21:26
          Hmm, ja bez korekycjnych nie wychodzę z domu. Na ulicy nie widziałabym ciężarówki.
          • anne_stesia Re: Znienawidzone piksy 23.02.12, 22:11
            Mam tak samo, ale swoje okulary kocham :) Jeszcze jak zmieniłam oprawki na takie w wystrzałowym kolorze to już w ogóle jest metmorfoza i +50 do atrakcyjności :D Planuję sobie kupić jeszcze ze dwie pary kolorowych, wyrazistych, żeby móc je dobierać do humoru :)
            Tylko wygodniejsze by mogły być - plastiki są dość trudne do dopasowania, a dodatkowo szkła minusowe je lekko deformują i są za luźne potem.
            • kry0 Re: Znienawidzone piksy 23.02.12, 22:25
              Ostanio zmieniałam i też mam fajny kolor, ale zazdroszczę wielu kolorów :-)
              Noszę szkła progresywne i nie mogę sobie ich sprawić w kilku odmianach - bankructwo gotowe.
    • godiva1 Kremy z SPF-em 24.02.12, 19:24
      Mozna uzywac na noc czy nie? jesli mozna, to czemu wogole robia bez SPFu, a jesli nie to co mi sie stanie? jak jade na wakacje to najczesciej biore ze soba tylko jeden krem, zeby nie obciazac plecaka i ten krem sila rzeczy musi byc na dzien... wiec jest OK jak sie nim posmaruje w nocy czy nie?
      • pinupgirl_dg Re: Kremy z SPF-em 24.02.12, 20:08
        Ja używałam, bo trafiłam świetny krem na dzień, który bardzo mi służył, w przeciwieństwie do jego brata na noc. Generalnie lubię mieć dwóch osobnych kremów na dzień i na noc, wolę mieć dwa kremy - lżejszy i bardziej treściwy, używam w zależności od stanu cery, pogody.
        Filtry raczej specjalnie nie zaszkodzą, pojawiły się jakieś mrożące krew w żyłach historie o przenikaniu przez skórę i działaniu estrogennym niektórych filtrów, ale chyba niepotwierdzone, ponadto niektórzy martwią się skutki codziennego filtrowania i braku słońca, ale w nocy ten problem odpada :). Przyznam szczerze, że ja unikam kremów z SPFem w ogóle, przez część roku ochrona UVB nie jest mi wcale potrzeba, w miesiącach letnich taki filtr w kremie i tak mi nie wystarcza. Bardziej interesująca byłaby dla mnie ochrona przed UVA, jeśli już.
    • teresa104 Czy siwe włosy rosną szybciej? 25.02.12, 10:58
      We wtorek rano paćkałam odrost szamponem kolor., dziś mam 8 mm siwych. Reszty nie da się zmierzyć, bo nie widać różnicy między paćkanymi i niepaćkanymi. Jakoś nie wierzę, że w 4 dni tyle urosły mi włosy. Obserwuję to zjawisko od jakiegoś czasu, ale nie było aż tak nasilone, paćkanie mogło się odbywać co dwa tygodnie, a odrost ośmiomilometrowy nadaje się właściwie do kolejnego zabiegu. W takim tempie to życie mi upłynie na paćkaniu.
      • izas55 Re: Czy siwe włosy rosną szybciej? 25.02.12, 11:10
        Droga Tereso,

        Siwe włosy nie rosną szybciej. Tak się tylko wydaje ze względu na kolor. Zmienia się natomiast struktura włosa, stają się sztywniejsze, często mniej kręcone, zaczynają odważniej wystawać wśród tych które jeszcze kolr mają. Z siwych poza tym kolor spłukuje się szybciej, zwłaszcza taki z szamponu koloryzującego. Pewnie część koloru zmyła ci się z siwych, została na ciemnych i stąd ten kontrast.
        Tak więc to złudzenie optyczne, lub jesteś mutantem. 8 mm w tydzień to około 4cm miesięcznie. 2 cm miesięcznie to już wyczyn, o 4 jeszce nigdy nie słyszałam.

        Ciotka Claudia
        • teresa104 Re: Czy siwe włosy rosną szybciej? 25.02.12, 11:29
          Ciotko,

          niestety nie da się wykluczyć, że jestem mutantem. Wyrwałam jeden siwy włos z przedziałka, jeden z tych najkrótszych i sterczących, zmierzyłam biały odcinek linijką, ma długość 9,5 mm, część pewno siedziała w skórze. Nad odcinkiem białym jest odcinek zabrązowiony, czyli tknięty farbą. Takie są dane.

          Być może szampon koloryzujący zbyt szybko się zmywa, w takim razie muszę prosić Lobbystki o poradę, na co się przerzucić, na jaką farbę, szukam zimnych brązów, bo lubię się łudzić, że moje włosy właśnie taki mają kolor. Dobrze by było, by opakowanie było podzielne, żebym nie musiała zużywać 4 opakowań miesięcznie;) Od razu zastrzegam, że nie chcę farb roślinnych, nie przyjmują się na moich nieporowatych włosach, mam zresztą pod zlewem jeszcze 1,5 opakowania takiej kuli w płot.
          • izas55 Re: Czy siwe włosy rosną szybciej? 25.02.12, 11:52
            Tereso,

            To pewnie przez ten olej rycynowy wszystko. Ja mam wrażenie że moje włosy w związku z tym też dostały kopa jakiegoś. Pomyślę nad farbą.

            Ciotka Claudia
            • pinupgirl_dg Re: Czy siwe włosy rosną szybciej? 16.06.12, 20:15
              > To pewnie przez ten olej rycynowy wszystko. Ja mam wrażenie że moje włosy w zwi
              > ązku z tym też dostały kopa jakiegoś.

              Może to olej, tylko nie o kopa chodzi? Niektórym olejowanie szybko "spiera" kolor.
            • black_halo Re: Czy siwe włosy rosną szybciej? 18.06.13, 09:21
              > To pewnie przez ten olej rycynowy wszystko. Ja mam wrażenie że moje włosy w zwi
              > ązku z tym też dostały kopa jakiegoś. Pomyślę nad farbą.

              Podpisze sie, po kuracji olejem rycynowym moje wlosy rosna jak wsciekle. Nie da sie ukryc, ze troche tez zmienilam odzywianie ale i tak 3-3.5 cm miesiecznie to jest u mnie norma.
          • kry0 Re: Czy siwe włosy rosną szybciej? 25.02.12, 11:55
            Ja popieram stanowisko, że siwe włosy rosną szybciej!!
            I mam na to swoją spiskową teorię :-)
            Producenci celowo dodają "coś" do farby, żeby rosły szybciej. Wtedy musimy ją częsciej kupować a im zyski rosną.
            :-)
          • izas55 podzielna farba 25.02.12, 19:15
            Nie da się ukryć, że na moich włosach najlepsze efekty daje profesjonalna farba. Od czasu do czasu jak nie mam kiedy dotrzeć do fryzjera, popełniam drogeryjną. Ale nigdy nie uda mi się uzyskać odcienia jaki chcę a farby szybko się wymywają. Poza tym 90% farb drogeryjnych jest właśnie niepodzielna, bo woda utleniona jest już w buteleczce.
            Może byś więc spróbowała profesjonalnej farby. Oddzielnie da się kupić farbę w tubce i utleniacz w oddzielnej butelce. Mieszasz 1:1 w szklanej lub plastikowej miseczce tyle ile ci potrzeba i nakładasz tylko na odrosty (ja to robię starą szczoteczką do zębów).
            Moja fryzjerka używa Goldwell, z której jestem bardzo zadowolona, w tym samym sklepie jest też zestaw, oraz duży wybór farb innych firm. Może ci podejdzie, farbowanie nie różni się niczym od używania farby z drogerii, oprócz tego że musisz mieć miseczkę i zmieszać farbę sama.
            Ja mam w tej chwili 5BN i to jest kolor chłodniejszy od twojego, tak samo ciemny, jeżeli nie odrobinę ciemniejszy.
            • teresa104 Dziękuję! 25.02.12, 20:41
              Przeanalizuję sprawę koloru, kiedy siądę do większego monitora. Nie jest droga ta farba.

              Wiem, że u fryzjera byłoby lepiej, ale nie chcę chodzić 3 razy w miesiącu, no dobra, 2 razy w miesiącu do fryzjera, bo przyznam, że trochę nie lubię gmerania przy głowie, szarpania, czesania, suszenia, tych peleryn, tych ręczników, mycia głowy w zlewie z dybami na szyję, choćby najelegantszym (oczyma wyobraźni widzę moje włosy nurzające się w syfonie, a parę syfonów w życiu odkręciłam i zawsze kończy się to pawiem). Dlatego też preferuję samodział. Nie bez znaczenia jest też cena, moja dusza roztropnej panny się skręca na widok fryzjerskiego cennika za farbowanie.
              • izas55 Re: Dziękuję! 25.02.12, 20:52
                jak będzie jakieś dzienne światło to ci pyknę fotkę koloru.
                TU jest cała paleta, obrazek się powiększa jak klikniesz
                • teresa104 Eee, bycza ta paleta! 25.02.12, 20:58
                  W ogóle to bardzo mam ostatnio chęć na te krótkie włosy, co to się na nie odważyć nie umiem. Gorzej jeszcze, że na imieniny ojciec kupił mi lokówkę, sama mu tak doradziłam, kiedy mnie spytał, czy mi czego nie brak. Okrutnie jestem rozdarta. No bo na kogo ja wyjdę? Na flądrę.
                  • izas55 Re: Eee, bycza ta paleta! 25.02.12, 21:12
                    Wiesz, jak ci rosną 4 cm miesięcznie to w trymiga odrosną ;-).
                    Z krótkimi jest więcej pracy bo je trzeba często podcinać, a długie wystarczy spiąć i już. Ale za to jak nosze krótkie to dużo częściej zmieniam kolory, dość drastycznie, np. od pomarańczu do czerni.
                    Ale w takim asymetrycznym bobie z grzywką do brody byłoby ci bardzo ładnie. I nawet można by go było też podkręcać lokówką
                    • teresa104 Re: Eee, bycza ta paleta! 25.02.12, 21:36
                      No, wychodzi na to, że za rok mogłabym na włosach siadać;)

                      Na razie muszę się wyrychtować w te loki na ojcowskie urodziny w marcu, potem skończy się okres czapkowy i nadejdzie czas na drastyczne decyzje. Ja i tak ciągle noszę włosy spięte, dla proporcji sylwetki, dla twarzy nie będzie różnicy. Peniam się jednak. Że właśnie trzeba będzie ciągle chodzić się strzyc, że jakiś sztywnik nakładać, żeby nie wyglądać jak mokry kot, i że takie tam. I myślałam raczej o włosach po prostu krótkich, powołałabym się na jakąś celebrytkę, ale nikt mi nie przychodzi do głowy.

                      [po kwerendzie internetowej]
                      Cięcie, o którym myślę, w necie zwane jest pixie cut, Beckhamowa takie miała na przykład. Ona też ma chyba te włosy rzadkie jak ja, a wyglądało to chyba dobrze.

                      • izas55 pixie cut 25.02.12, 21:40
                        pixie cut to niestety co trzy tygodnie u fryzjera.
                        • teresa104 A przerośnięty pixie cut, 25.02.12, 21:50
                          kiedy ktoś już nie chce pixie cut, albo zabagnił terminy fryzjerskie, zdaje się ludności bardzo ohydny?
                          • izas55 Re: A przerośnięty pixie cut, 25.02.12, 21:56
                            no to zależy od osoby ;-)
                    • aadrianka Re: Eee, bycza ta paleta! 26.02.12, 16:06
                      > Ale w takim asymetrycznym bobie z grzywką do brody byłoby ci bardzo ładnie

                      Oczami wyobraźni ujrzałam tę grzywkę do brody i o mało nie popędziłam ścinać własnej. Ale się pomęczę, bo chcę ją zlikwidować. Droga Redakcjo, jak w miarę bezboleśnie zapuścić i zlikwidować grzywkę, unikając przy tym zaczesu na boczek?
                      • kocio-kocio Re: Eee, bycza ta paleta! 26.02.12, 18:23
                        Moje doświadczenie mówi, że dobrze ją ściąć bardzo krótko, tak na 10 mm ;o)
            • winter76 Re: podzielna farba 25.02.12, 20:58
              Ja tez od 2 lat kupuję tylko profesjonalne farby w sklepie fryzjerskim. Aktualnie Renee Blanche i jestem zadowolona i z jakości i z tego, że kolor wychodzi dokładnie taki jaki ma być :) a do tego zmywa się w miarę łagodnie i odrosty nie są mocno widoczne.
              • teresa104 Re: podzielna farba 25.02.12, 21:07
                Ja bym chciała farbę w kolorze moich włosów, która się NIE zmywa, bo wtedy wyłazi mi siwizna, a ja włosy farbuję, nie żeby kolor zmienić (to mało możliwe w moim przypadku), ale żeby siwiznę jeszcze przed światem ukrywać, póki twarz nie zrobi mi się odpowiednio stara. Taki mam problem właśnie.
            • teresa104 Izkas55, jaki lotion? 08.04.12, 14:12
              Niby są zastawy, ale stężenie lotionu jest w tym sklepie wybieralne. 3, 6, 12 procent. Zdecydowałam się na ten ciemny nefrytowy brąz, czyli 5MB, nie chcę czerwonawych refleksów, ale nie wiem, czym to utleniać.
              • izas55 Re: Izkas55, jaki lotion? 08.04.12, 18:41
                Jeżeli nie rozjaśniasz włosów tylko przyciemniasz lub farbujesz ton w ton 3%. Jeżeli rozjaśniasz do 1-1,5 stopnia to 6%. Pewnie wystarczy ci 3%. Proporcja 1:1 z farbą
                • teresa104 Dziękuję. Druga sprawa 08.04.12, 19:55
                  chciałabym mamie też taką farbę kupić. Włosy ma zupełnie białe, farbuje na blond. Siwe słabo łapią kolor. Szóstka?

                  Jeżeli tam na tej stronie są takie porady to przepraszam, że Cię napadam. Tak się skupiłam na kolorach, że wcale tej strony nie oglądałam. Po prostu mi napisz, żebym spadała na stronę, choć z drugiej strony cenię sobie Twoje wskazówki jako praktyczki.
                  • teresa104 Uzupełnienie 08.04.12, 19:57
                    Mama farbuje na blond i taką farbę mam zamiar mamie kupić, nie taką jak sobie:)
                    • izas55 Re: Uzupełnienie 08.04.12, 21:03
                      Do bardzo jasnych blondów jest właściwie 12% i to mieszana w proporcji 1 część farby do 2 części utleniacza. Tylko zwykle taki mocny utleniacz stosuje sie przy dodatkowym rozjaśnianiu o ponad 2 tony. Siwe nie potrzebuja rozjaśniacza, ale jednocześnie ciężko się farbują. Ja bym chyba zaczęła od 6% na jednym pasemku, a jeżeli nie będzie chwytac to spróbowała z 9% lub więcej.
                  • izas55 Re: Dziękuję. Druga sprawa 08.04.12, 21:04
                    Nie nie ma tam napisanego jaki utleniacz. Bo to bardzo zależy od wyjściowego koloru, czasu trzymania, stanu włosów itd.
            • teresa104 Czy uwierzysz 16.06.12, 19:52
              że mi ta Goldwell siwków nie pokryła? Lekko przyszarzyła (wzięłam 5MB, ciemny nefrytowy brąz), srebrem nie błyskam, najwyżej oksydowanym, nic poza tym. Może jednak utleniacz 6% muszę wziąć. Kolor ok, ale nie wiem, czy mogę mówić o kolorze, skoro istnieje prawdopodobieństwo, że on u mnie po prostu nie załapał. Mam grube włókno włosa, włosy gładkie, może to jest przyczyna.

              Farba faktycznie doskonale podzielna, tuba jest duża, jedna starczy mi na dwa razy, chcę farbować tylko włosy od skóry.
              • izas55 Re: Czy uwierzysz 16.06.12, 20:10
                no jak mówisz to wierzę ;-). 6% powinno pomóc i możesz spróbować ją nieco dłużej potrzymać.
        • kasiamat00 Re: Czy siwe włosy rosną szybciej? 25.02.12, 20:04
          > 2 cm miesięcznie to już wyczyn, o 4 jeszce nigdy nie słyszałam.

          Czy to oznacza, że z powodu maks. 1,5 cm muszę co 3 tygodnie łazić do fryzjera? Bo tak średnio po 3 tygodniach moje włosy przestają dobrze wyglądać (tak, mam krótką, asymetryczną fryzurę, u fryzjera spędzam ostatnio co najmniej 40 minut, a to tylko strzyżenie).
          • zenobia44 Re: Czy siwe włosy rosną szybciej? 25.02.12, 20:20
            Kulę w płot wypchnij na Allegro czy inszym bazarku lobbystycznym, póki ma jeszcze termin przydatności, po co ją trzymać:)
            Moje siwulce, grube niczym żyłka, stają się do tego kręcone, jest wobec tego nadzieja, że jeszcze parę lat i z prostych włosów zrobią mi się loki, tyle że na siwym łbie.
          • izas55 Re: Czy siwe włosy rosną szybciej? 25.02.12, 20:24
            Ja też jak miałam krótkie włosy to w kółko ganiałam do fryzjera.
            Zuważ że jak masz krótkie, tak 5 cm to jak ci urosną 1,5cm to praktycznie 1/3 ich długości.
      • zenobia44 Tereso, 29.02.12, 19:18
        Stawiam, że winne jest olejowanie. Po długim czasie nieolejowania, poolejowałam sobie włosy zafarbowane szamponem koloryzującym i też miałam to wrażenie, że nagle mam przy skórze mam kopę siwych włosów. Myślę, że olej wymywa farbę. Tam gdzie miałam kilka warstw ona się trzyma, ale tam gdzie odrost, wymywa się i to głównie z siwych.
        • teresa104 Tak, to jest fakt, 03.03.12, 17:58
          ale w badanym okresie nie olejowałam, byłam poza domem.

          Muszę jakiś test do zbadania szybkości wzrostu zrobić. Wygolę sobie placek na ciemieniu i będę mierzyć jeża suwmiarką.

          Na długich włosach to tak nie widać, skracam je sama, staram się trzymać długość do brodawek (wiem, głupi przymiar, poza tym w ten sposób będę nosić coraz dłuższe włosy;) i ostatnio ciągle je obcinam i ciągle są za długie. Czary-mary.
          • kis-moho Re: Tak, to jest fakt, 03.03.12, 18:10
            > Na długich włosach to tak nie widać, skracam je sama, staram się trzymać długoś
            > ć do brodawek (wiem, głupi przymiar, poza tym w ten sposób będę nosić coraz dłu
            > ższe włosy;) i ostatnio ciągle je obcinam i ciągle są za długie. Czary-mary.

            Nie ma cudów, biust Ci idzie w górę.
            • teresa104 A kiedy brodawki dojdą do ramion 03.03.12, 18:57
              to przeskoczą mi potem na plecy. A zanim przeskoczą, będę miała, za przeproszeniem, boba.

              A poza tematem - oglądałam przed chwilą "Trinny i Susannah ubierają Australię". Staniczarska makabra. Ciekawe, czy one do tej Australii pojechały po Polsce, czy przed? Bo jeśli po, to mało od nas przyswoiły.
              • mszn Re: A kiedy brodawki dojdą do ramion 03.03.12, 22:28
                A ktoś im coś tłumaczył w tej kwestii? Nie wiem, czy tym paniom ktokolwiek ośmiela się dawać rady i porady.
                • teresa104 Nie byłam uważnym widzem 04.03.12, 07:41
                  bo choć doceniam efekt psychologiczny odstawienia kogoś tak, że ten ktoś nagle (na chwilę?) wierzy, że może świetnie wyglądać i to może zmienić coś w jego stosunku do siebie, to nijak nie dowierzam owej metamorfozie, o której tyle gadają, ale w odcinkach o Polsce nie gadały tyle o stanikach i widziałam tam tę kobietę, taką kasztanową, w gorsetach się pokazuje, nie wiem, skąd ona, z Li Parie?, tę, która ciągle opowiada, że stanikiem trzeba stworzyć "napięcie" w dekolcie, i która, z tego co widziałam, dobrze dobiera.
                  I kiedy się jest bystrym i się człowiek zajmuje poprawianiem wizerunku kobiet, to nawet bez instrukcji wprost można sporo pojąć z obserwacji.
    • 100krotna Parabeny? 01.03.12, 15:16
      Przewijają mi się czasami informacje, że kosmetyk "nie zawiera szkodliwych parabenów".
      Przeglądając, na szybko internet, znalazłam kilka różnych opinii:
      - "nie są szkodliwe, są dobre, konserwują kosmetyki i zapobiegają namnażaniu się bakterii"
      - "powodują alergię i trądzik różowaty"
      - "wpływają na gospodarkę estrogenów, przez co powodują raka piersi" (tak ze skóry wnikają?)

      I może któraś z Was, wie, które z tych stwierdzeń jest prawdziwe i komu ufać? Panikować, bo mój szampon zawiera metyloparaben, czy spokojnie dokończyć butelkę?
      • mszn Re: Parabeny? 01.03.12, 15:22
        Spokojnie dokończyć butelkę, jeśli szampon Ci pasuje. W dużych ilościach parabeny mogą niektóre osoby faktycznie uczulać, ale nie wszystkich i nie zawsze.
      • izas55 Re: Parabeny? 01.03.12, 16:35
        W dawkach stosowanych w kosmetykach nie powodują efektów o których piszesz.
        To jakiś rodzaj histerii, której szczerze mówiąc nie rozumiem. Na równi z tą, że antyperspiranty powodują raka piersi. Używaj spokojnie jeżeli ci ten szampon odpowiada.

        www.kosmopedia.org/fakty_i_mity/#Parabeny
        • 100krotna Re: Parabeny? 01.03.12, 19:02
          Dziękuję dziewczyny, za odpowiedź :)
          Tak na mój własny, zdrowy rozum, wydawało mi się, że to raczej panika i alarmujące informacje, które zdarzało mi się wyczytać, to raczej chwyt marketingowy albo jakaś forma obsesji...

          Swoją drogą, wiedziałyście? Właśnie znalazłam w galerii własnego telefonu, zrobiłam to zdjęcie jakiś czas temu, w Krakowie ;) Pomyślałam, że muszę się podzielić.
          Szczególnie podoba mi się dychawica, poziom cholesterolu, rak jelita i łysienie ;)
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/qi/ma/3ldu/rtjaBfhpOQNi1TSVpX.jpg
          • pinupgirl_dg Solarium 01.03.12, 20:21
            O solarium trochę już było w wątku o kosmetykach luksusowych :).
            Po części to podobno prawda, witamina D podnosi odporność i ma chronić przed wieloma schorzeniami. Po części niekoniecznie, bo większość solariów emituje tylko promieniowanie UVA, które dość szybko opala (za to podobno mało trwale), nie powoduje oparzeń, za to może się przyczynić do procesów nowotworowych w skórze i szybszego starzenia.
            Nie wiem, na ile można ufać tym zapewnieniom, obawiam się, że solaria widzą, że moda na szybki brązik się kończy i chcą sprzedać ten sam produkt w nowym opakowaniu.
            Mnie bardzo intryguje collarium, czyli takie "solarium" na promieniowanie widzialne, które podobno ma wspomagać produkcję kolagenu w skórze. O tej porze roku desperacko potrzebuję światła, do tego stopnia, że nawet wylegiwanie się pod lampą dentystyczną jest dla mnie miłe, gdyby jeszcze dało się połączyć przyjemne z pożytecznym...

            A co do parabenów - ja używam, pewnie mi trochę lżej na sercu, jeśli kosmetyk ich nie ma, ale nigdy nie zrobiły mi krzywdy i nie widzę powodu, żeby rezygnować z dobrego kosmetyku tylko dlatego, że ma parabeny. Parabeny są używane też do konserwowania żywności niezbitych dowodów na temat szkodliwości parabenów (w określonych dawkach) brak, natomiast pleść jest zdaje się szkodliwa bezsprzecznie. Kosmetyki muszą być czymś konserwowane, parabeny na tym tle wypadają chyba i tak nie najgorzej. Bardziej się już boję tych antyperspirantów, chociaż wydaje mi się, że to zabobonny, niczym nieuzasadniony lęk.
            • izas55 antyperspiranty 01.03.12, 21:51
              Jeżeli ktoś jest uczulony na metale, istnieje prawdopodobieństwo że może być uczulon na sole glinu (aluminium) które są w antyperspirantach.
              Związek pomiędzy parabenami i aluminium a rakem lub chorobą alzheimera jest niepotwierdzony. Jeżeli chodzi o antyperspiranty to właściwie były dwie analizy statystyczne związku pomiędzy używaniem antyperspirantów a rakiem piersi. W jednej wyszło, że nie ma związku, w drugiej że jest. W żadnym z badań nie brano pod uwagę dodatkowych czynników ryzyka o których wiadomo, że mają wpływ na jego rozwój.

              Znalazłam specjakne wydanie czasopisma Breast Cancer Research gdzie są artykuły o różnych czynnikach ryzyka raka piersi i artykuł podsumowujący w miarę nowe (do 2009r) publikacje na ten temat

              • pinupgirl_dg Re: antyperspiranty 02.03.12, 22:40
                Dziękuję, poczytam :).

                Zastanawiam się nad dezodorantami opartymi na ałunie, chociaż nie wiem, czy jest rzeczywiście zdrowszy. Na razie używam Alterry i jestem z niej całkiem zadowolona.
                Generalnie antyperspiranty znoszę dobrze, ale mam wrażenie, że słabo na mnie działają, nadal się pocę. Skoro więc nie widzę specjalnych skutków, a składnik jest kontrowersyjny, to nie widzę powodu, żeby się go trzymać.
                • anne_stesia Re: antyperspiranty 02.03.12, 22:51
                  Ałun to sól aluminium ;)
                  • pinupgirl_dg Re: antyperspiranty 03.03.12, 11:19
                    > Ałun to sól aluminium ;)

                    Też tak coś mi się obiło o oczy, ale jestem noga z chemii, niestety :). W każdym razie podobno ałun nie ma blokować wydzielania potu, tylko powstawanie nieprzyjemnego zapachu, tak jak dezodorant. Nie wiem, czy to prawda, na razie kupiłam tylko chusteczkę Crystal, ale u mnie antyperspiranty też niespecjalnie hamują pocenie, więc jestem niezbyt dobrym testerem.
                    • izas55 Re: antyperspiranty 03.03.12, 11:53
                      pinupgirl_dg napisała:

                      W każdy
                      > m razie podobno ałun nie ma blokować wydzielania potu, tylko powstawanie nieprz
                      > yjemnego zapachu, tak jak dezodorant.

                      Ałun to uwodniony siarczan glinowo-potasowy. Większość jonów metali (miedź, srebro, złoto) ma działanie bakteriostatyczne czyli ograniczające wzrost bakterii. Ponieważ zapach pochodzi nie od samego potu tylko od bakterii które go rozkładają, ograniczenie wzrostu bakterii ogranicza nieprzyjemny zapach. Pamiętam również jak lata świetlne temu kiedy mój tata golił się zwykłą maszynką, zawsze miał ałun w sztyfcie do tamowania krwawienia gd się zaciął.
                      Ałun w przeciwieństwie do chorków glinu rzeczywiście nie blokuje wydzielania potu, tzn nie tworzy tej żelowej zatyczki blokującej wypływanie potu. Natomiast same jony glinu (aluminium), o które jest ten cały raban z rakiem piersi, zawiera jak najbardziej.
          • pinupgirl_dg Re: Parabeny? 03.03.12, 20:47
            Ktoś na wizażu mi podrzucił ciekawy link:
            vitamind3blog.com/
    • teresa104 Jedzenie a stan skóry 03.03.12, 17:47
      Pytanie nie dotyczy oczywistego przełożenia jakości paliwa na jakość odżywianych nim tkanek, w tym skóry. Chodzi mi o zestaw potocznych stwierdzeń, że jak coś się zje, to to coś nazajutrz się na pysku odzwierciedli. Wezmę pierwsze z brzegu, które teraz mi się przypomniały:
      - "po czekoladzie wyskoczą mi syfy" (liczne koleżanki)
      - "tłuszcz z jedzenia wychodzi mi na twarz" (dziwny kolega, który okrutnie zabiegał o urodę, też matowość cery, odmawiał sobie więc masła, oleju, widocznie tłustych potraw)
      Do kanonu dodałabym ciocię, która daje codziennie psu jedno surowe jajo, bo od surowego jaja Pusi się futerko błyszczy, jak Pusia jaja nie dostanie, sierść jej się nie układa i Pusia jest markotną.

      Pytam z pozycji człowieka, który nigdy specjalnych korelacji spożywczych się nie doszukiwał (poza plackami alergicznymi), jak ma pryszcz, to nie bada, co zjadł wczoraj, jak ma tłustą twarz, to się cieszy, że nie suchą.

      A może znacie inne zasady tego typu? Chodzi mi o kosmetyczne, bo ściśle spożywczych też jest masa. Mnie teściowa poucza, żebym nie stosowała tyle ostrych przypraw, bo od przypraw się nerki psują. Z mięsa jest siła. Z marchewki dobra krew. Likier z cukierka bardziej upija, niż likier z kieliszka - to akurat nie jest mówione wprost, ale mamunia nie widzi przeszkód, żeby mnie poić wermutem, a potem wysyłać autem do domu, natomiast za Chiny nie pozwoli prowadzić, jeśli wcześniej wmusiła mi cukierek. A ja nie cierpię ani wermutu, ani cukierków, poświęcam się dla miru domowego.
      • izas55 Re: Jedzenie a stan skóry 03.03.12, 19:35
        Powiedz mi co jesz a powiem ci kim jesteś ;-)

        > - "po czekoladzie wyskoczą mi syfy" (liczne koleżanki)

        nie wyskoczą jak zjesz czekoladę od czasu do czasu. Ale, wysokocukrowa dieta, potrawy o wysokim indeksie gikemicznym i duża ilość nabiału może zaostrzyć objawy. Znalazłam kilka artykułów przedstawiających badania dermatologiczne na ten temat, ale nieststy nie mam w domu do nich dostępu. Jak ktoś będzie zaineresowany to poszukam w pracy i podeślę pdfa mailem. Trochę informacji można znaleźć tutaj. www.skintherapyletter.com/2010/15.3/1.html

        > - "tłuszcz z jedzenia wychodzi mi na twarz" (dziwny kolega, który okrutnie zabi
        > egał o urodę, też matowość cery, odmawiał sobie więc masła, oleju, widocznie tł
        > ustych potraw)

        no musze przyznać, że to pierwsze słyszę ;-). Ludzki organizm nie działa w ten sposób, że jakimiś kanalikami tłuszcz z układu pokarmowego dostaje się do porów skóry. Nie da się. Jedyne na co ten tłuszcz może mieć wpływ to waga i przyswajanie witamin rozpuszczalnych w tłuszczach. Jeżeli dieta jest generalnie tłusta i wysokocukrowa to może to zaostrzać objawy trądziku

        > Do kanonu dodałabym ciocię, która daje codziennie psu jedno surowe jajo, bo od
        > surowego jaja Pusi się futerko błyszczy, jak Pusia jaja nie dostanie, sierść je
        > j się nie układa i Pusia jest markotną.

        Tu nic chyba nie powiem, oprócz tego że tłuszcze i białka i ewentualnie witaminy w każdej diecie powinny dobrze wpływać na włosy, zarówno Pusi jak i człowiekowi. Nie znam żadnego powodu dlaczego surowe miałoby działąć lepiej. Może Pusi po prostu smakuje. Słyszałam o wielu psach uwielbiających smak surowych jajek.

        Mnie teściowa poucza, żebym nie stosowała tyle ostrych przy
        > praw, bo od przypraw się nerki psują.
        To by 3/4 mieszkańców takich Indii i całej Tajlandii miało strasznie zepsute nerki, i pryszcze. Bo to kolejny mit że od ostrych przypraw dostaje się pryszczy.

        >Z mięsa jest siła.
        Jak z każdego białka pewnie

        >Z marchewki dobra krew
        A ja myślałam, że tylko udawana opalenizna ;-). Krew nie ma za bardzo nic wspólnego z karotenem w marchewce

        > . Likier z cukierka bardziej upija, niż likier z kieliszka - to akurat nie jest
        > mówione wprost, ale mamunia nie widzi przeszkód, żeby mnie poić wermutem, a po
        > tem wysyłać autem do domu, natomiast za Chiny nie pozwoli prowadzić, jeśli wcze
        > śniej wmusiła mi cukierek. A ja nie cierpię ani wermutu, ani cukierków, poświęc
        > am się dla miru domowego.

        To też dla mnie zupełnie nowe, ciekawe te teorie ;-)
        • mszn Re: Jedzenie a stan skóry 03.03.12, 22:02
          > >Z mięsa jest siła.
          > Jak z każdego białka pewnie

          No przecież właśnie nie :) Siła w mięśniach jest przede wszystkim od węgli, biegacze przed zawodami pompują w siebie makaron aż miło. Zresztą chyba nawet dukanowcom odradza się ćwiczenia w tej początkowej, masakrycznej fazie diety.
          Ale oczywiście z białka jest samo dobro i tak :)
          • izas55 Re: Jedzenie a stan skóry 03.03.12, 23:02
            Ja trochę co innego miałam na myśli. Energia do pracy mięśni bierze się z węglowodanów i wszystko co piszesz o treningach jest oczywście prawdą, tylko to jest szybko dostępna energia która ten mięsień ma napędzać. Węglowodany tak samo dostarczą energii wytrenowanemu kulturyście jak i leniwemu "couch potato". Ale przyrost masy mięśnia, a co za tym idzie praca jaką ten mięsień może wykonać jest zależny w dłuższe perspektywie od ilości białka, aminokwasy które pochodzą ze zjadanych białek są po prostu "cegiełkami" do budowy białek mięśni.
            • pierwszalitera Re: Jedzenie a stan skóry 04.03.12, 13:09
              zas55 napisała:

              > Ja trochę co innego miałam na myśli. Energia do pracy mięśni bierze się z węglo
              > wodanów i wszystko co piszesz o treningach jest oczywście prawdą, tylko to jest
              > szybko dostępna energia która ten mięsień ma napędzać.

              Do tego nasze organizmy mają zdolność przewarzania białka na glukozę, jest to tylko nieco bardziej skomplikowany proces od spalania łatwych węglowodanów, co nie znaczy, że organizm z niego nie korzysta. Dlatego na przykład ludzie na Dukanie, albo innych czysto białkowych dietach, nie padają po krótkim czasie trupem, a mózg przecież odżywia się glukozą i to wcale nie jest ża taka mała porcja. I dlatego też przy głodówkach organizm "trawi" często własną masę mięśniową, w ten sposób uzupełnia brakującą energię z własnego białka. No i nie zapominjamy o ludach odżywiających się tradycyjnie niskowęglowodanowo, jak na przykład oklepani już Eskimosi. Tym też jakoś nie brakuje energii.
              A jeżeli nie zaleca się na pierwszej fazie Dukana sportu, to przede wszystkim dlatego, że jest to dieta dla otyłych, a u ludzi z otyłością mamy do czynienia zwykle z hyperinsulinemią, a ten wysoki poziom inusliny może spowodować na początku mocne wahania poziomu cukru, sport mógłby to tylko zaostrzyć. Wiadomo jednak, że u ludzi z prawidłowym metabolizmem i do tego dobrze wytrenowanym do fizycznego wysiłku, organizm przy krótkotrwałym deficycie energii przełącza na silniejsze spalanie tłuszczu, więc tłuszcz też może być zużyty jako energia.
        • kocio-kocio Re: Jedzenie a stan skóry 03.03.12, 22:31
          > > - "tłuszcz z jedzenia wychodzi mi na twarz"

          To jest daleki potomek teorii, że karmiąca matka powinna pić dużo mleka. Bo jak wiadomo mleko w piersiach bierze się z mleka w żołądku.
          Tak samo zresztą, jak u krowy ;o)
          • teresa104 Co do krowy 04.03.12, 07:51
            to mojej mamie czasem przypominają się takie fajne rzeczy z wiejskiego dzieciństwa. O krowie było, że jak krowa mleko traci, to tę odrobinkę, którą się da udoić, przelewa się przez wianek z kwiatami popłochu i daje się krowie do wypicia. I krowa mleko odzyskuje.
            Taki wianek to w ogóle w domu musiał być, bo jak był, to niemowlęta się płaczem po nocach nie zanosiły. A jak się zanosiły, mimo obecności wianka, to operacja z przelewaniem mleka przez popłoch działała. A jak nie działała, to znaczy, że dziecko jest opętane, a przynajmniej dzikie, i rodzice pociechy nie będą mieli z tego czarciego pomiotu.
            • kocio-kocio Re: Co do krowy 04.03.12, 23:14
              Musiałam sobie popłoch w googla wrzucić.
              Kurde, fajnie takie opowieści zbierać.
              Ja warszawianka z baby prababy, u nas tylko duchy i mezalianse. Nuda.
              Babcia wiejska tylko patent smoczka ze szmatki, cukru i maku próbowała sprzedać, ale nie kupiłam ;o)
        • anna-pia Re: Jedzenie a stan skóry 04.03.12, 16:26
          izas55 napisała:

          > Powiedz mi co jesz a powiem ci kim jesteś ;-)

          Czekolady nie jem, bo mi wyskakuje coś na skórze, innych słodyczy zresztą też unikam, bo mój żołądek cukierków nie lubi. Kawałek ciasta co najwyżej zjem na śniadanie, wieczorem węgli nie jem, bo wtedy następnego dnia rano jestem zmulona. Za to lody zjem :) Ostrych przypraw nie używam, bo nie dość, że żołądek protestuje, to skóra też nie lubi i wyskakują jakieś paskudy. Sprawdzałam wielokrotnie, testy w zależności od diety, fazy księżyca i pory roku i wyszło właśnie tak.
          Jestem dzika, pewnie dlatego, że nie piłam mleka przelewanego przez zielsko ;p
          • teresa104 Ja popłochu też nie piłam 04.03.12, 20:01
            ale byłam oseskiem wybitnie pokojowym, więc tylko dlatego.

            Co do przypraw, to mogą pewno pobudzać czynność wydzielniczą skóry, skoro rozgrzewają i rozszerzają naczynia krwionośne, to i pryszcze mogą się robić.

            Cukierków też szczerze nie znoszę, ulepów, bez, kremów, tortów, pomadek, owoców kandyzowanych, rodzynek, lukru, ble. Za to rano faktycznie lubię zjeść kawałek drożdżowca. Tyle że chłop nie lubi drożdżowca, a on robi zaopatrzenie i drożdżowce w zakupach pomija, więc muszę zjeść po prostu kanapkę.
      • zenobia44 A propos tłuszczu 04.03.12, 18:32
        > - "tłuszcz z jedzenia wychodzi mi na twarz" (dziwny kolega, który okrutnie zabi
        > egał o urodę, też matowość cery, odmawiał sobie więc masła, oleju, widocznie tł
        > ustych potraw)

        Niestety mam jak ów kolega. Jak zjem coś tłustego to mam poczucie podobne do siedzenia w pomieszczeniu klimatyzowanym - nagle mam atak tłuszczu na skórze. Nie wiem czy tak się męczę trawiąc, czy jakaś psychosoma (wyrzuty sumienia pobudzają nerwową reakcję;)) czy inszy zabobon. Wiele lat nie jadłam masła, margaryny, potraw smażonych, itepe.
        • pierwszalitera Re: A propos tłuszczu 04.03.12, 22:35
          zenobia44 napisała:

          Wiele lat nie jadłam masła, margaryny,
          > potraw smażonych, itepe.

          To nie znaczy, że nie jadłaś tłuszczu. Tłuszcz i to sporo jest w wielu produktach uznawanych za węglowodany, jak wypieki, ciasta, słodycze ,a także w wędlinach, serach, produktach mlecznych. Największa porcja tłuszczu, który jemy, to właśnie tłuszcze ukryte. Ta odrobina masła nie gra więc większej roli. ;-) Ale wysokokaloryczny posiłek powoduje tzw. postprandialną termogenezę, czyli podwyższenie metabolizmu i uczucie ciepła nas skórze. To może pobudzać pracę komórek łojowych.
          • izas55 Re: A propos tłuszczu 04.03.12, 23:51
            Ale wys
            > okokaloryczny posiłek powoduje tzw. postprandialną termogenezę, czyli podwyższe
            > nie metabolizmu i uczucie ciepła nas skórze. To może pobudzać pracę komórek łoj
            > owych.

            A to ciekawe co piszesz, nie wiedziałam, że to się jakoś nazywa. U mnie jak tylko robi mi się za gorąco to na 100% wiadomo, że mi cukier szybuje pod niebiosa. A myślałam, że to tylko ja taka unikalna jestem ;-). To by się w sumie zgadzało z tymi badaniami, które znalazłam, że wysokokaloryczna dieta i wysoki indeks glikemiczny nasila objawy trądziku.
            • pierwszalitera Re: A propos tłuszczu 05.03.12, 00:04
              izas55 napisała:

              > A to ciekawe co piszesz, nie wiedziałam, że to się jakoś nazywa. U mnie jak tyl
              > ko robi mi się za gorąco to na 100% wiadomo, że mi cukier szybuje pod niebiosa.
              > A myślałam, że to tylko ja taka unikalna jestem ;-).

              O nie, to jest zjawisko dawno znane i ma nawet stary odpowiednik w naszym języku - rozbieranie się do rosołu. Dobry rosół ma być tak tłusty (i gorący), że zmusza biesiadników do wyskoczenia z szat. :-)
              • 100krotna Ale ta do golasa? 05.03.12, 11:16
                Już sobie zwizualizowałam, taką nagą rodzinkę, siorbiącą rosół, a nad nimi opary pary, buchającej zarówno z nich, jak i z talerzy ;)
                Mam zbyt bogatą wyobraźnię, bo obrazek okazał się obleśny.
          • zenobia44 Re: A propos tłuszczu 05.03.12, 15:54
            Moje niejedzenie tłuszczu raczej miało podłoże psychologiczne, po prostu ta tłusta twarz obrzydzała mi wszystko co tłuste:D
            A przy rosole zawsze się rozbieram (ale nie do rosołu, nie ma obawy, tylko do krótkiego rękawka). To, że mi szybuje cukier wyczuwam raczej przez narastającą nerwowość niż ciepło.
    • teresa104 Czy pędzel do pudru powinien drapać? 06.03.12, 17:24
      I czy wklepywanie pudru w skórę poprzez ustawienie włosia prostopadle do skóry jest błędem techniki puderniczej?
      • izas55 Re: Czy pędzel do pudru powinien drapać? 06.03.12, 17:40
        Raczej nie powinien. Ja tego strasznie nie lubie i zwykle dużo czasu mi zajmuje znalezienie takiego który nie drapie. Po drapiącym pędzlu natychmiast wyglądam jak mały czerwonoskóry, wolę się więc nie umalować niż użyć drapiącego pędzla.
        Jeżeli chodzi o techniki pudernicze, ja używam takiego typu płaskiego pędzla właśnie po to żeby małymi kółkami wcierać puder, a właściwie podkład w skórę. Pędzle do pudru i różu tez mam bardzo miękkie i używam ich bardziej prostopadle.
        • teresa104 Sztuczne / naturalne włosie 06.03.12, 17:44
          Czy są pędzle do makijażu z naturalnym włosiem?

          Pytam, bo mnie naturalne brzydzi.
          • izas55 Re: Sztuczne / naturalne włosie 06.03.12, 17:51
            są, mnie nie brzydzi akurat, ale te do pudru wolę sztuczne, zwykle nylonowe, są bardziej miękkie
      • kasica_k Re: Czy pędzel do pudru powinien drapać? 06.03.12, 18:47
        Ja się właśnie dzięki Izie dowiedziałam, że istnieją absolutnie niedrapiące pędzle, są to właśnie pędzle do sypkich podkładów mineralnych. No przynajmniej ten Pixie, którego dzięki jej poleceniu kupiłam, jest mięciutki jak koci podszerstek. A na przykład wypasiony pędzel Guerlaina do pudru mnie drapie. Więc odkąd poznałam Pixie, drapakom mówię stanowcze nie.

        To tak jeszcze a propos poglądu, że tłuste cery są niewrażliwe i nic im krzywdy nie robi. Bulszit.
      • teresa104 Czy pędzel należy czesać? 17.03.12, 22:52
        No więc mam taki pędzel, co drapie, ale dopiero od niedawna go mam, rzadko używam, niedrapiącego szybko nie kupię, to dla mnie zbyteczny zbytek.
        Pędzel myję po każdym użyciu w mydle do rąk lub płynie do zmywania (pędzel nieumyty drapie przy kolejnym użyciu jeszcze bardziej i żre puder jak smok), żeby go odtłuścić i okrutnie mnie drażni, kiedy jest potem lekko poczochrany. A jestem bardzo delikatna przy myciu, włókna jednak zaczynają się krzyżować i zaczepiać o siebie.
        Darować mu czesanie? Bo biedak ciężko to znosi. Gdyby mnie ktoś tak czesał, to ugryzłabym w rękę.
        • izas55 Re: Czy pędzel należy czesać? 18.03.12, 00:03
          Ja swoich nigdy w życiu nie czesałam, nawet tyc gryzących. Po prostu nie przyszło mi to do głowy ;-). Może spróbuj myć szamponem i potraktować odrobiną odżywki i nie odciskać ich zbyt mocno? Nawet jeżeli jest ze sztucznego włosia to powino się mniej plątać.
          Ja swoje sztuczne piorę w szamponie z odżywką (akurat taki mam pod ręką), nalewam szampon w zagłębienie dłoni i jakby wcieram okrężnymi ruchami w pędzel, potem spłukuję pod kranem z kierunkem włosa i powtarzam jeżeli rzeba.
    • teresa104 Dlaczego wolimy mieć matową twarz? 06.03.12, 17:26
      Skoro nasza skóra dwoi się troi, żeby nas łojem wybłyszczać, to czemu?
      • izas55 Re: Dlaczego wolimy mieć matową twarz? 06.03.12, 17:32
        Bo ja się czuję jakbym się posmarowała smalcem. Nie muszę być kompletnie matowa, ale świecąca jak latarnia morska też nie.
        • teresa104 Na matowej mniej widać problemy 06.03.12, 17:41
          ale ja, kiedy mam któryś z tych pojedynczych dni latem, kiedy mam idealną skórę i nastrój niezwykły, lubię się błyszczeć. Podoba mi się, jak ten blask wydobywa kształt twarzy, ze wszystkimi jej zaletami i wadami, zwanymi przeze mnie wtedy cechami. Włosy gładko do tyłu, trochę złotawych drobinek (olejek Nuxe) na ramiona, dekolt, i czuję się jak bożyca.
          • izas55 Re: Na matowej mniej widać problemy 06.03.12, 17:52
            Ja takich dni właściwie nie mam ;-).
            Ale zauważ, że blask łoju jest jednak inny niż złotego rozświetlacza.
            • teresa104 Łój 06.03.12, 18:34
              się na całej twarzy równomiernie nie ściele. No chyba że się komuś ściele.
              I tego naturalnego łoju nie matujesz, tylko dotłuszczasz jeszcze czymś.
              Akurat złotych drobinek na twarzy nie lubię, to nie nakładam.
              • kasica_k Re: Łój 06.03.12, 18:43
                Mnie się ściele po calaku, łącznie z powiekami, bokami policzków aż do uszu i te pe. To się nazywa cera tłusta. Tylko na wargach go nie ma, i te muszę smarować jakimś tłuścidłem zawsze :)
                • teresa104 I matowisz 06.03.12, 19:11
                  czy dobłyszczasz? A skoro nie dobłyszczasz, no bo prawdopodobnie błysk uważasz za niepożądany, to czy jałowość tego ustawicznego matowienia dla samego matowienia Cię nie mierzi?
                  • izas55 Ja matowię 06.03.12, 19:21
                    w końcu tyle innych czynności wykonuję w zasadze bez sensu. Na przykład jem choć wem że i tak znowu będę głodna ;-).
                    A tak serio to bez dodatkowego matowienia przy odpowiednio zrobionm makijażu wytrzymuję ok 5h, potem muszę poprawiać.
                    • teresa104 A ja jestem Jaś Prostaczek 06.03.12, 19:46
                      Moja matka chyba nigdy w życiu nie użyła żadnego fluidu. Podobnie jest z pudrem. Maluje usta, rzęsy, robi hennę. Oto cały makijaż.
                      Zawsze była to bardzo elegancka kobieta, szykowna, fryzjer co tydzień, pazury, szpile, przy jej stylu mój to szmaciarstwo, abnegacja. W ostatnich latach zmieniła sposób ubierania, bo i pracę ma inną i musi być gibka, szybka i nie bać się pomiąć i pobrudzić.

                      Dlatego wiem, że można życie przeżywać i nigdy nie matowić i o matowieniu nie myśleć.
                      • izas55 Re: A ja jestem Jaś Prostaczek 06.03.12, 20:09
                        Moja mama też nie, ale ja się niestety nie nadaję do pokazania bez makijażu ;-)
                        • kocio-kocio Re: A ja jestem Jaś Prostaczek 07.03.12, 10:06
                          I moja mama nigdy never.
                          Ale może się standardy zmieniły albo coś?
                          Jej tłustej twarzy wystarczało przetarcie chusteczką.
                          Mnie błysk smalcu irytuje.
                      • pierwszalitera Re: A ja jestem Jaś Prostaczek 07.03.12, 11:03
                        teresa104 napisała:

                        > Zawsze była to bardzo elegancka kobieta, szykowna, fryzjer co tydzień, pazury,
                        > szpile, przy jej stylu mój to szmaciarstwo, abnegacja.

                        Teresa, ty się nie gniewaj, ale co ma fryjer co tydzień, pazury i szpile do szykowności? Akurat takich (przepraszam za uogólnienie, bo nie znam twojej mamy i jej to może nie dotyczyć) paniuś jest zatrzęsienie na ulicach i nie jest to estetyka de luxe. Częsty fryzjer nie gwarantuje jeszcze zdrowych włosów, pazury zadbanych rąk, a szpile gładkich stóp i eleganckiego kroku. To już lepiej zero lakieru na paznokciach, płaskie sandałki i sportowe spodnie niż świecąca twarz z jaskrawą szminką. A widuję nawet kobiety, które kolorowe cienie do powiek nakładają na niepokrytą, plamistą i niezdrową cerę.
                        A moja mama też nigdy nie matowała twarzy, ale nic dziwnego, całe życie miała suchą cerę, więc nie było potrzeby.
                        • teresa104 Paniuś zatrzęsienie 07.03.12, 11:18
                          No cóż, mogłabym się rozwodzić nad aspektami szykowności mojej matki, ale do tego założę osobny wątek o mojej matce, zdrowiu jej włosów, gładkości pięt i, co kluczowe, o jej kroku.
                          • pierwszalitera Re: Paniuś zatrzęsienie 07.03.12, 18:50
                            teresa104 napisała:

                            > No cóż, mogłabym się rozwodzić nad aspektami szykowności mojej matki, ale do te
                            > go założę osobny wątek o mojej matce, zdrowiu jej włosów, gładkości pięt i, co
                            > kluczowe, o jej kroku.

                            Będzie na pewno interesujące.
                        • izas55 Re: A ja jestem Jaś Prostaczek 07.03.12, 11:53
                          pierwszalitera napisała:

                          > Teresa, ty się nie gniewaj, ale co ma fryjer co tydzień, pazury i szpile do szy
                          > kowności?

                          Do szykowności pewnie nic nie ma, ale kobieta która chodzi do fryzjera, maluje paznokcie i nosi buty na których wybór zwraca uwagę zwykle dba bardziej o siebie niż ta która nie chodzi do fryzjera, nosi połamane szpony i walonki.
                          I dlaczego kobieta która chodzi do fryzjera co tydzień musi być paniusią? Gdybym miała czas to też bym chodziła co tydzień do fryzjera myć i układać włosy. Tylko jako lakieroholiczka nie zrezygnowałabym z samodzielnego malowania paznokci ;-)
                          • pierwszalitera Re: A ja jestem Jaś Prostaczek 07.03.12, 18:49
                            izas55 napisała:

                            > I dlaczego kobieta która chodzi do fryzjera co tydzień musi być paniusią?

                            Nie kobieta, która chodzi co tydzień do fryzjera jest paniusią, tylko kobieta, która uważa, że pomalowane paznokcie do niestarannego makijażu dodają jej uroku. A świecąca się cera na pewno oznaką elegancji nie jest. Ani wyszukana fryzura, ani szpilki tego nie uratują, wręcz przeciwnie, będą na zasadzie kontrastu podkreślać zaniedbania. Moim osobistym zdaniem, ale może jestem jakaś dziwna, najpierw dba się o bazę, a to według moich standardów jest czysty, schludny i zdrowy wygląd, a dopiero potem o ekstrawagancję. I nieprawdą jest, że kobiety są zawsze takie konsekwente i jak malują paznokcie itp. , to automatycznie dbają bardziej o siebie. Czasem panznokcie u rąk są jak na wystawę kreatywnego manikuru, a te u stóp wołają o pomstę do nieba. I tu w ogóle nie chodzi o brak warstwy lakieru. Latem można niejednokrotnie sią o tym przekonać.
                            • izas55 Re: A ja jestem Jaś Prostaczek 07.03.12, 19:34
                              > Nie kobieta, która chodzi co tydzień do fryzjera jest paniusią, tylko kobieta,
                              > która uważa, że pomalowane paznokcie do niestarannego makijażu dodają jej urok
                              > u.

                              Ale przecież nikt oprócz ciebie nie mówi, że paznokcie mamy Teresy są niestarannie pomalowane albo ekstrawaganckie a paznokciami u stóp rysuje chodniki i ma do tego niestaranny makijaż. Czy masz jakiś skrzywiony pogląd na temat wyglądu pokolenia naszych mam, czy tylko na temat mamy Teresy, której nie widziałaś na oczy? Czy dla ciebie wszystkie kobiety po 60tce, bo o nich rozmawiamy, mają niestaranny makjaż, niestarannie pomalowane paznokcie na zmianę z paznokciami na wystawe kreatywnego manicure i stopy wołające o pomstę do nieba?
                              Sama mówisz że twoja mama podkładu nie używa, też się nieelegancko świeci? A, ma suchą skórę, może mama Teresy też? Na prawdę kobiety z twojego otoczenia nie są zadbane? A jeżeli są czyste, zadbane i eleganckie to dlaczego zakładasz, że mama Teresy taka nie może być?
                              Na prawdę, kompletnie nie rozumiem co chcesz nam powiedzieć. Czy to, że zdarzają się zaniedbane kobiety czy to że chodzenie do fryzjera świadczy o niedbaniu o siebie. A może potrzebujesz po prostu z kimś podyskutować i szukasz ciekawego tematu do rozmowy. Juz kompletnie skołowana jestem.....

                              Mam więc propozycję żebyś założła oddzielny wątek dotyczący elegancji pań po 60tce, bo ten wątek zaczyna zdecydowanie odbiegać od tematu porad kosmetycznych dla świeżynek
                              • pierwszalitera Re: A ja jestem Jaś Prostaczek 07.03.12, 19:56
                                izas55 napisała:

                                > Ale przecież nikt oprócz ciebie nie mówi, że paznokcie mamy Teresy są niestaran
                                > nie pomalowane albo ekstrawaganckie a paznokciami u stóp rysuje chodniki i ma d
                                > o tego niestaranny makijaż. Czy masz jakiś skrzywiony pogląd na temat wyglądu
                                > pokolenia naszych mam, czy tylko na temat mamy Teresy, której nie widziałaś na
                                > oczy?

                                Nie zastrzegłam, że moja wypowiedź może nie mieć nic wspólnego z mamą teresy? Czytasz więc moje wypowiedzi wybiórczo na nadzieją na możliwość konfabulacji na temat moich poglądów, czy jak? Nie chce mi się już teraz nawet wyjaśniać, co miałam na myśli, bo nie sądzę byś miała ochotę ochłonąć z oburzenia. Przypominam ci też, że nie ja zaczęłam tu temat "elegancji pań po 60 tce", więc swoje rady zakładania odpowiednio posegregowanych wątków skieruj w prawidłowym kierunku.



                                • izas55 Re: A ja jestem Jaś Prostaczek 07.03.12, 20:28
                                  Ależ ja się nie oburzam, pytam tylko ;-). Jeżeli zabrzmiało jak oburzanie się, to zaręczam, że wcale tak nie miało zabrzmieć. Wbrew pozorom ja świetnie rozumiem co chciałaś powiedzieć. Tak, ja też widzę takie kobiety o jakich piszesz, nazwijmy je umownie "paniusiami", i przyznam, że byłabym ciekawa co na ten temat sądzą inni. Tylko nie wiem dlaczego musisz o nich pisać w kontekście poruszonym w tym wątku? Nawet zaznaczając, że to nie dotyczy mamy Teresy, ja widziałam wymianę wypowiedzi w stylu:
                                  - moja mama jest elegancka, często chodzi do fryzjera, ma ładne paznokcie a do tego ma fajne buty
                                  - wiesz, no nie tyczy to się oczywiście twojej mamy, ale kobiety które często chodzą do fryzjera i malują paznokcie to nie dbają o siebie. I jeszcze się nieestetycznie świecą.

                                  Oczywiście jest to wyłącznie moja dowolna interpretacja tej wymiany zdań. I ja również chciałabym zakończyć ten offtop i udać się do innych zajęć.
                  • kasica_k Re: I matowisz 15.03.12, 10:06
                    Mierzi. Matowię więc nieregularnie i od niechcenia, bo trwale i tak się nie da, a mnie szkoda życia na posypywanie się czymś co chwila. Na co dzień wystarcza mi niekiedy przyłożyć do twarzy chłonny materiał, jak bibułka matująca lub ręcznik papierowy (często skuteczniejsze od bibułek). "Nabłyszczam" czasem pudrem rozświetlającym, ale daje on zupełnie inny efekt wizualny niż warstwa łoju.
    • anne_stesia Pytanie o kremy 14.03.12, 19:56
      Przeczytałam dzisiaj, że w swojej książce Bobbi Brown napisała, jak odróżnić krem nawilżający i odpowiedni dla naszej skóry, od zbyt ciężkiego.Była mowa zdaje się o cerze mieszanej, ale nie wiem, czy ma to znaczenie. Otóż krem za ciężki po nałożeniu zostawia uczucie ciepła, a nawilżający chłodzi skórę.
      Spotkałyście się już z taką teorią? Jestem akurat na etapie wątpliwości, czy mój krem odpowiada moim potrzebom i ta teoria wydaje się interesująca, zwłaszcza, że nie mam uczucia chłodzenia, a skóra pod wpływem kremu się znacznie polepsza, zwłaszcza widać to po nocy i po umyciu jej.
      • izas55 Re: Pytanie o kremy 14.03.12, 20:37
        Jak mam być szczera to ta teoria jest moim zdaniem trochę bez sensu. Ciężki krem ma cię grzać w tą skórę? A to, że nawilżający chłodzi to nie dziwne pewnie, bo odparowująca z powierzchni woda będzie chłodzić skórę.
        I nie jest powiedziane, że krem nawilżający musi być zawsze super, nawet dla tłustej skóry. Mojej tłustej absolutnie najlepiej robią co poniektóre bardzo tłuste kremy (jak będę miała chwilę to opiszę moje ostatnie zakupy tłustych kremów).
        • anne_stesia Re: Pytanie o kremy 14.03.12, 20:43
          Z tej teorii wynikałoby, że żaden tłusty krem nie byłby odpowiedni, skoro ogranicza parowanie wody.
          Chętnie poczytam o tłuściochach, bo muszę sobie kupić jakiś ciut lżejszy na dzień, może półtłusty po prostu, ale nie mam pomysłu. Zachwycona jestem tłustym kremem Celii, ale w ciagu dnia się błyszczę, bo już minął etap największego łuszczenia.
          • izas55 Re: Pytanie o kremy 14.03.12, 21:07
            Na dzień mam teraz ten www.kremiki.pl/krem_nawilzajacy_tradycyjny/ i nie należy się zwieść temu że na nim jest napisane, że nawilżający. Konsystencję ma kompletnie inną niż nawilżające kremy z dużą ilością wody, ale wchłania się całkowicie i nie przetłuszcza mi się po nim skóra, choć wcale nie matuje.
            A na noc ten www.fitomed.pl/moj-krem-nr-2-50-ml/sklep_p/?idp=99&idk=36 który ma konsystencję jak chłodne masło i choć jest bardzo tłusty wchłania się całkowicie
    • zooba Częstotliwość pedicure 15.03.12, 09:03
      Czy robienie pedicure częściej niż 2-3 razy w roku powoduje szybsze narastanie skóry na piętach tak, że trzeba robić go coraz częściej i częściej? Nie zauważyłam tego efektu u siebie, ale moja koleżanka była bardzo zdziwiona, że zimą robię pedi.
      • kis-moho Re: Częstotliwość pedicure 15.03.12, 09:17
        > Czy robienie pedicure częściej niż 2-3 razy w roku powoduje szybsze narastanie
        > skóry na piętach tak, że trzeba robić go coraz częściej i częściej? Nie zauważy
        > łam tego efektu u siebie, ale moja koleżanka była bardzo zdziwiona, że zimą rob
        > ię pedi.

        Zawsze mnie dziwią stwierdzenia, że dbać o siebie należy tylko latem, bo zimą nie widać ;o)
        • anne_stesia Re: Częstotliwość pedicure 15.03.12, 09:23
          Ja zimą pięty mam gładkie i miękkie ;) Wcale nie potrzebuję z nich niczego ścierać. Stąd też muszę o nie dbać dodatkowo wyłącznie latem, kiedy chodzę w sandałkach i się skóra mocno wysusza.
          • kis-moho Re: Częstotliwość pedicure 15.03.12, 10:14
            > Ja zimą pięty mam gładkie i miękkie ;) Wcale nie potrzebuję z nich niczego ście
            > rać. Stąd też muszę o nie dbać dodatkowo wyłącznie latem, kiedy chodzę w sandał
            > kach i się skóra mocno wysusza.

            Fakt, nie pomyślałam :o) Zrozumiałam, że koleżance chodziło o to, że zimą się nóg nie pokazuje, to po co z nimi coś robić - słyszałam to wielokrotnie. Ale oczywiście masz rację.
      • maggianna Re: Częstotliwość pedicure 15.03.12, 10:42
        Pedicure robie regularnie caly rok zazwyczaj co 4-5 tyg (u kosmetyczki), zima zdarza sie ze nie zawsze maluje paznokcie - musze przyznac ze odkad robie to regularnie to nigdy nie mialam tak gladkich stop, mam wrazenie ze jest odwrotnie - im czesciej robie tym mniej jest do scierania, zdarza sie ze zamiast pelnego pedicuru robie tylko "manicure" stóp.
      • izas55 Re: Częstotliwość pedicure 15.03.12, 10:59
        zooba napisała:

        > Czy robienie pedicure częściej niż 2-3 razy w roku powoduje szybsze narastanie
        > skóry na piętach tak, że trzeba robić go coraz częściej i częściej?

        To chyba taki sam mit jak to że obcinane włosy rosną szybciej. Bardziej zależy od indywidualnych cech niż czegokolwiek innego.
        Ja jak jestem systematyczna z wcieraniem kremu w stopy i ścieraniem pięt pod prysznicem to właściwie nawet nie potrzebuję klasycznego pedikiuru. Lubię za to jak ktoś mi robi paznokcie u stóp, więc po to właściwie chodzę do pedikiurzytki. Siłą rzeczy częściej latem niż zimą, ale nie dlatego że zimą nie widać, tylko dlatego, że zwykle nie chce mi się zimą czekać żeby lakier był zupełnie suchy przed założeniem rajstop i butów, robię więc zwykle w domu kiedy mogę pobiegać boso.
        • zooba Re: Częstotliwość pedicure 15.03.12, 11:09
          To chyba zależy, co kto rozumie pod nazwą pedicure. Dla mnie to robienie paznokci, skóry do usunięcia mam mało, a dodatkowo lubię masaż stóp.

          Z drugiej strony w moi przypadku mogę uznać za mit, że depilowane włosy na nogach osłabiają się i jest ich stopniowo coraz mniej. Depiluję elektrycznym depilatorem nogi od lat (chyba z 10 już) i nadal jest ich dużo i są wrednie mocne.
          • kis-moho Re: Częstotliwość pedicure 15.03.12, 11:16
            > Z drugiej strony w moi przypadku mogę uznać za mit, że depilowane włosy na noga
            > ch osłabiają się i jest ich stopniowo coraz mniej. Depiluję elektrycznym depila
            > torem nogi od lat (chyba z 10 już) i nadal jest ich dużo i są wrednie mocne.

            Ja mam wrażenie, że moje są z czasem słabsze, ale podobno to też dzieje się po prostu z wiekiem, więc niekoniecznie jest dziełem depilatora. Natomiast zdecydowanie potwierdzam, że golenie żadnych włosów nie wzmacnia.
            A mit wziął się chyba stąd, że po goleniu włosy odrastają hurtem i to od razu grubszą, odciętą częścią. A po depilacji jedne rosną szybciej, bo się tylko złamały, drugie wolniej, i odrastają od cienkiej końcówki, która wydaje się delikatniejsza i cieńsza. Pewnie gdyby odczekać dłużej, byłyby takie same jak po goleniu.
            • zooba Re: Częstotliwość pedicure 15.03.12, 11:59
              To chyba zacznę golić. Nie dość, że boli to wyrywanie, to jedna noga zajmuje mi pół godziny.
              Może przeniosę się do wątku o obalaniu mitów z ta depilacją?
              • kis-moho Re: Częstotliwość pedicure 15.03.12, 12:06
                > To chyba zacznę golić. Nie dość, że boli to wyrywanie, to jedna noga zajmuje mi
                > pół godziny.

                Ale za to nie musisz się tym tak często zajmować. Ja nienawidzę golenia, bo szybko zaczynam drapać. I mam bardzo jasną skórę i ciemne włoski, więc nawet bardzo krótkie od razu widać.
                Za to potwierdzam, że skóra się przyzwyczaja do depilacji - kiedyś umierałam z bólu, teraz mogę czytać książkę i machać maszynką (OK, nie wszędzie oczywiście).
                • pinupgirl_dg Re: Częstotliwość pedicure 15.03.12, 12:56
                  > Za to potwierdzam, że skóra się przyzwyczaja do depilacji - kiedyś umierałam z
                  > bólu, teraz mogę czytać książkę i machać maszynką (OK, nie wszędzie oczywiście)

                  Moja się nie przyzwyczaiła. Tzn nigdy nie umierałam z bólu przy depilacji nóg, ale też nie doszłam do etapu, żeby to była przyjemność ;). Przy depilacji pach i bikini rzeczywiście umierałam, pociłam się na całym ciele... Generalnie depilacja to zawsze był trudny obowiązek, golenie dla mnie jest czasami wręcz przyjemne, lubię te chwilę z pianką i golarką pod prysznice, albo gimnastykę na fotelu :). Poza tym takiej gładkości, jak po ogoleniu, depilator mi nie zapewnia.
      • pinupgirl_dg Re: Częstotliwość pedicure 15.03.12, 13:02
        > Czy robienie pedicure częściej niż 2-3 razy w roku powoduje szybsze narastanie
        > skóry na piętach tak, że trzeba robić go coraz częściej i częściej? Nie zauważy
        > łam tego efektu u siebie, ale moja koleżanka była bardzo zdziwiona, że zimą rob
        > ię pedi.

        Wydaje mi się, że to bzdura. Owszem, jeśli ktoś 2 razy do roku ściera skórę prawie do krwi, to za pewne zaobserwuje taki efekt, skóra broni się rogowaceniem przed czynnikami zewnętrznymi, w tym przed zbytnią ingerencją tarki czy pumeksu. Moim zdaniem ważne, żeby to robić regularnie i _nie_za_mocno_.
        Ja robię pedicure raz w tygodniu, tzn opiłowuje/obcinam paznokcie, przejadę pięty, czasami pięty robię niezależnie, ostatnio zawsze na sucho, jeśli robię to często, to nie używam tarki, tylko pilnika.
        BTW wygodne buty to podstawa, żaden pedicure nie da rady, jeśli buty są niedopasowane.
    • lavaenn Pomocy, skóra mi wariuje 19.03.12, 16:25
      ... czyli jak nauczyć się pielęgnacji "nowej" cery?

      Zawsze miałam trądzik+łojotok+wrażliwość i metodą prób i błędów doszłam do punktu "im mniej tym lepiej", czyli płyn micelarny i okazjonalnie (raz na tydzień) Humektan, od wielkiego dzwonu maseczka nawilżająca. Po niefortunnej zmianie tabletek twarz zmieniła mi się w suchą skorupę, pękającą bez grubej warstwy tłustej Nivei aplikowanej trzy razy dziennie. Teraz jestem w punkcie pomiędzy - trądzik odpuszcza, natłuszczenie się normuje, za to przesuszenia się nie umiem pozbyć dotychczasowym arsenałem (Humektan, Nivea Soft i Nivea). Te trzy nie podrażniają, ale już widzę że użycie czegokolwiek tłustszego niż Humektan powoduje że budzę się rano z tłustym filmem na twarzy i zapchanymi porami.
      Pomocy, co z tym zrobić?
      • kis-moho Re: Pomocy, skóra mi wariuje 19.03.12, 16:46
        Teraz jestem w punkcie pomiędzy - trądz
        > ik odpuszcza, natłuszczenie się normuje, za to przesuszenia się nie umiem pozby
        > ć dotychczasowym arsenałem (Humektan, Nivea Soft i Nivea). Te trzy nie podrażni
        > ają, ale już widzę że użycie czegokolwiek tłustszego niż Humektan powoduje że b
        > udzę się rano z tłustym filmem na twarzy i zapchanymi porami.
        > Pomocy, co z tym zrobić?

        Czyli ta Nivea Cię zapycha, tak? To może w takim razie coś bez parafiny, np. z masłem shea? Albo olejki?
        Dodatkowo bym poradziła dbanie (w miarę możliwości) o wilgotność powietrza w miejscach, gdzie długo przebywasz i picie odpowiednich ilości wody - to samo w sobie oczywiście nie pomoże, ale razem z odpowiednim kremem powinno skórze dobrze zrobić.
        • lavaenn Re: Pomocy, skóra mi wariuje 19.03.12, 17:35
          Nawilżacz powietrza mam, piję minimum 3 litry dziennie. Chodzi raczej o sensowny lekki, niezapychający (ale jednak trochę natłuszczający) krem a totalnie nie mam doświadczenia - bo najzwyczajniej w świecie nigdy nie musiałam go używać, a nieliczne próby zawsze kończyły się porannym zbieraniem z twarzy warstwy oleju ;)
          • kis-moho Re: Pomocy, skóra mi wariuje 19.03.12, 17:40
            Chodzi raczej o sensown
            > y lekki, niezapychający (ale jednak trochę natłuszczający) krem a totalnie nie
            > mam doświadczenia - bo najzwyczajniej w świecie nigdy nie musiałam go używać, a
            > nieliczne próby zawsze kończyły się porannym zbieraniem z twarzy warstwy oleju
            > ;)

            To w takim razie rzuć okiem do tych wątków, może coś Ci podejdzie:
            raz
            dwa
            trzy
    • teresa104 Pudrowanie uszu? 21.04.12, 07:33
      Pytanie wzięło się stąd, że postanowiłam się przełamać i poprosiłam ekspedientkę o pomoc w doborze pudru sypkiego. No i tak mi pomogła, że ten puder jest za ciemny. Efekt nie jest jakoś bardzo zły, może i rację miało dziewczę, ale ja chciałam kosmetyk na teraz, nie na lipiec. No i teraz, gdybym chciała chodzić w tym pudrze, muszę osypywać nim nie tylko szyję, czego nigdy nie robiłam, staram się paćkać jak najmniej, poza tym brzydzę się pomarańczem na kołnierzykach, ale też blade uszy.
      Czy pudrujecie uszy?
      • izas55 Re: Pudrowanie uszu? 21.04.12, 09:50
        Nie pudruję. Sypkie pudry staram sie kupować w wersji na tyle transparentnej żeby się nie przejmować za bardzo ich kolorem. Bardzo kryjący jest ten twój puder? Napisz może jaka to marka i odcień. Pokaż na mecie, albo przyślij mi może na maila zdjęcie boku twarzy bez pudru i z pudrem (bez upudrowanego ucha ;-).
        Z pudrami problem jest często taki, że zmieniają nieco odcień na skórze, często ciemnieją, to bardzo indywidualna cecha. Sprawia to, że ciężko go dobrać, bo zmienia się w trakcie noszenia. Wtedy nawet pudrowanie uszu nic nie da ;-).
        Jeżeli ci przeszkadza, ale wiesz, że będzie pasował jak się trochę opalisz, to kup może ton jaśniejszy, a ten zostaw na lato.
        • teresa104 Re: Pudrowanie uszu? 21.04.12, 10:12
          Ten puder to Puder Sypki (wielkie litery sugerują nazwę własną;) Inglot, odcień 15. Jest dość kryjący, choć dużo zależy od podłoża. Olbrzymi słój, starczy mi do emerytury.

          Paninka w sklepie popudrowała mi żuchwę kolorem jaśniejszym i tym. Sęk w tym, że poliki mam pokryte białym meszkiem i ten jasny na meszku wyglądał na jeszcze jaśniejszy. Paninka kategorycznie uznała, że ten ciemniejszy lepiej się zlewa.
          Nigdy nie pudruję się tak gruntownie, żeby aż żuchwę pędzlować, zazwyczaj obsypuję tylko środek twarzy, nos, poliki po bokach nosa, brodę. Czoła nie pudruję, bo popudrowane zmarchy wyglądają na głębsze. No i ten kolor mi to uniemożliwia, żeby nie mieć łat muszę tapetować się po całości. Nie jestem zadowolona.

          Póki co wymyśliłam, żeby go mieszać na kartce pół na pół z białym pudrem (mam taki do ciała, nie bieli skóry, tylko lekko rozświetla).
          • izas55 Re: Pudrowanie uszu? 21.04.12, 10:24
            teresa104 napisała:

            > Póki co wymyśliłam, żeby go mieszać na kartce pół na pół z białym pudrem (mam t
            > aki do ciała, nie bieli skóry, tylko lekko rozświetla).

            To jest bardzo dobry pomysł! Tylko nie na kartce a w jakimś słoiczku, albo na wieczku od pudełka może, będzie ci wygodniej.
            • teresa104 O, Poradnio Uniwersalna, 21.04.12, 12:58
              zaprawdę wiesz wszystko!

              Na kartce mi wygodnie. Pacykuję się siedząc przy biurku, a mam na nim liczne kartki. Odsypuję sobie, ile chcę, ogranicza to zarówno uświnienie powierzchni, jak i zanieczyszczanie produktów.
        • kasiamat00 Pudry nie-transparentne i transport sypkich 21.04.12, 10:18
          Czy istnieje jakaś przewaga pudrów kolorowych nad transparentnymi jak ktoś się i tak czymś tam wcześniej maże (krem tonujący, podkład, korektor), więc koloryt ogólnie ma wyrównany, a większe rzeczy zamazane korektorem? I czy istnieją jakieś magiczne pojemniczki do przewożenia pudru sypkiego? Tego jeszcze nie opanowałam, więc na każdym wyjeździe klnę przy otwieraniu puderniczki, bo puder jest wszędzie. Nie chcę pudru w kamieniu, sypki jest fajniejszy :D
          • izas55 Re: Pudry nie-transparentne i transport sypkich 21.04.12, 10:41
            Ja zawsze kupuję transparentny. Teraz mam biały wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=37191, który nie nadaje koloru. Ale ja używam podkładów tak jak ty i nie potrzebuje kolorowego pudru. Kolorowy sypki jest raczej dla osób które nie używaja podkładu/korektora, lub chcą ten kolor dodatkowo podkreślić. Mocniej kryjący sypki puder, nakładany gąbką/puszkiem może być używany jako odpowiednik podkładu.
            Ja sypki puder i sypkie podkłady wożę w takiej specjalnej puderniczce z bare esscentuals z dodatkowym wieczkiem. Albo używam prostego triku, na czas transportu zaklejam taśmą klejącą dziurki przez które wysypuje się puder. Teraz niektóre pudry i podkłady sypkie mają coś w rodzaju przekręcanego wieczka, które zabezpiecza przed wysypywaniem.
          • pinupgirl_dg Re: Pudry nie-transparentne i transport sypkich 21.04.12, 14:26
            > Czy istnieje jakaś przewaga pudrów kolorowych nad transparentnymi jak ktoś się
            > i tak czymś tam wcześniej maże (krem tonujący, podkład, korektor), więc koloryt
            > ogólnie ma wyrównany, a większe rzeczy zamazane korektorem? I czy istnieją jak
            > ieś magiczne pojemniczki do przewożenia pudru sypkiego? Tego jeszcze nie opanow
            > ałam, więc na każdym wyjeździe klnę przy otwieraniu puderniczki, bo puder jest
            > wszędzie. Nie chcę pudru w kamieniu, sypki jest fajniejszy :D

            Jeśli chodzi o pierwsze pytanie, to plus jest właśnie taki, że pudry kryjące pozwalają wyeliminować wcześniejsze maziania. Ja mam w tej chwili puder półtransparentny (w kamieniu), więc coś tam lekko wyrównuje, na poważniejsze problemy kładę wcześniej korektor. Ale chyba muszę kupić puder rozświetlający zamiast matującego, bo mam po matującym lekki efekt maski, a mi bardziej lekkiego ujednolicenia i rozświetlenia brakuje, nie takiego śmiertelnego matu.
            Wcześniej kładłam podkład, a na to skrobie, ale mnie właśnie to rozsypywanie po całej okolicy i ubraniach strasznie denerwowało, normalnie nie wiadomo, czy się malowałam, czy przyrządzałam domowe wypieki. W dodatku puderniczkę mogę mieć nawet w kieszeni dżinsów, a opakowanie sypkiego pudru + pędzel już wymagają torebki. Wszystko ma swoje plusy i minusy.

            BTW skoro mówimy o pudrach, to podrzucam przepis Ciocizłejrady:
            forum.gazeta.pl/forum/w,103682,127672282,127935230,Puder_matujacy_do_zrobienia_w_domu.html
            Ja znam jeszcze jeden - skrobia (może być zwykła mąka ziemniaczana) i cynamon. Cynamon może podrażniać (uwaga naczynkowcy), ale już się takim pudrem ratowałam w kryzysowych sytuacjach, całkiem fajnie się sprawdzał latem :). Dla mnie minusem jest zapach cynamonu, na początku super, ale na dłuższą metę uciążliwy. Podejrzewam, że glinka z pierwszego przepisy jako barwnik też byłaby fajna. Zimą używałam bez żadnych dodatków.
            • teresa104 Puder ze skrobi 21.04.12, 17:28
              U mnie się nie sprawdza. Brałm skrobię kukurydzianą miałką jak woda, jedwab w proszku i nieco mineralnego pudru dla koloru. Matuje do matu całkowitego, nie ma dwóch zdań. Ale tak gorliwie absorbuje tłuszcz ze skóry, że ja czym prędzej biegłam to zmyć i posmarować się kremem. Niemiłe i niebezpieczne dla wrażliwych skór. Wolę się błyszczeć, niż leczyć strupy.
              • pinupgirl_dg Re: Puder ze skrobi 21.04.12, 17:42
                > U mnie się nie sprawdza. Brałm skrobię kukurydzianą miałką jak woda, jedwab w p
                > roszku i nieco mineralnego pudru dla koloru. Matuje do matu całkowitego, nie ma
                > dwóch zdań. Ale tak gorliwie absorbuje tłuszcz ze skóry, że ja czym prędzej bi
                > egłam to zmyć i posmarować się kremem. Niemiłe i niebezpieczne dla wrażliwych s
                > kór. Wolę się błyszczeć, niż leczyć strupy.

                Hmm, ja mam zupełnie inne wrażenia, ale z czystą skrobią (zwykłą mąką ziemniaczaną i jakąś ekstra do kosmetyków, nie wiem dokładnie, co to, bo to odsypka od koleżanki). U mnie nie matuje tak na mur beton (ale to dobrze, bo w takim płaskim macie wyglądam słabo), nie wysusza. Jedyny minus to to, że wyglądam potem jak pracownik piekarni, może ja jakoś mało zgrabna jestem. No i teraz jest już chyba na mnie za jasna, poza tym trochę koloru dla ujednolicenia się przydaje.
                • teresa104 Re: Puder ze skrobi 21.04.12, 17:50
                  Skrobia kukurydziana jest inna od ziemniaczanej, dosłownie zachowuje się jak woda.

                  Ja tę kukurydziankę ostatecznie do czyszczenia zamszu używam. Tam jej zdolności absorbcyjne bardzo się przydają.

                  W płaskim macie chyba każdy wygląda słabo, to wydobywa każdą zmarszczonkę najmniejszą. No i nie wygląda naturalnie i rześko.
    • caroline.1 Codzienne mycie (i układanie) włosów 03.06.12, 15:52
      Co jakiś czas w wątkach poświęconych włosom (szampony, oleje, wypadanie, etc.) pojawiają się wypowiedzi, w których z kolei pojawiają się hasła "ja myję włosy codziennie"/"nie chcę myć włosów codziennie". Tak mnie to trochę frapuje, bo ja po prostu nie mam czasu na codzienne mycie włosów. Żeby móc pokazać ludziom fryzurę, potrzebuję minimum dwóch godzin - na umycie, samowyschnięcie z lekkim podsuszeniem czubka-tyłu głowy i godzinne zawinięcie na wałki. Włosy mam do łopatek, raczej cienkie, lekkie, delikatne. Suszenie całości suszarką nie wchodzi w grę - gorący nawiew bardzo niszczy mi włosy, testowałam suszarkę jonizującą - włosy wyglądały, jakby nie zostały domyte. Jak idę do pracy na 8, to przy założeniu, że najpóźniej 7.15 wychodzę z domu, wstać musiałabym o jakiejś 5, żeby włosy miały czas wyschnąć i się ułożyć. Część z Was nie ma żadnego problemu z codziennym myciem głowy - więc gdzie ja robię błąd?
      • anne_stesia Re: Codzienne mycie (i układanie) włosów 03.06.12, 15:58
        Kluczowe jest chyba to, że suszenie niszczy Ci włosy i że są one długie. Ja myję codziennie, codziennie suszę i nakładam potem odrobinę odżywki z silikonami w sprayu, czasem utrwalam włosy lakierem, żeby były bardziej puszyste. Zajmuje mi to jakieś 5 minut po myciu dla włosów do brody.
        Nie do końca wiem, czemu włosy od suszenia się niszczą - chyba, że znaczenie ma to, że suszysz w złą stronę i otwierasz łuski włosów, tak jak pisała pierwszalitera nie raz.
        • caroline.1 Re: Codzienne mycie (i układanie) włosów 03.06.12, 16:22
          Wydaje mi się, że suszę dobrze - z włosem, nie pod włos :/ I pomimo używania serum/a czasem oleju/ na końcówki, niszczą się. Kiedy jestem na wakacjach i przez powiedzmy 2 tygodnie suszę włosy suszarką, to po powrocie muszę obciąć minimum 5cm, chociaż w ruch idą specjalnie kosmetyki chroniące przed gorącym powietrzem. A u samej nasady włosy zaczynają się nadmiernie przetłuszczać.

          To 5 minut na ułożenie z wysuszeniem mnie zachwyciło! Zazdroszczę niesamowicie :)
          • anne_stesia Re: Codzienne mycie (i układanie) włosów 03.06.12, 16:32
            Tylko weź poprawkę, że moją ulubioną fryzurą jest artystyczn nieład i roztrzepanie - nie ma ona nic wspólnego z ułożonymi i ujarzmionymi włosami. Nie raz coś mi sterczy na bok, bo akurat tak zechciały one się skręcić, ale uznałam, że taki już mój urok, że noszę się odrobinę niedbale na głowie ;)
          • bathilda Re: Codzienne mycie (i układanie) włosów 17.06.13, 17:16
            caroline.1 napisała:

            > To 5 minut na ułożenie z wysuszeniem mnie zachwyciło! Zazdroszczę niesamowicie
            > :)

            Mam włosy do ucha, myje codziennie, suszę 2 minuty. Ale są obciete tak, że nie potrzebują układania. A przynajmniej ja się dobrze czuję nawet jak nie są ułożone na szczotce. Z układaniem na szczotce zajmuje mi to 7 minut.
      • mszn Re: Codzienne mycie (i układanie) włosów 03.06.12, 16:31
        Ja wychodzę z domu z mokrymi włosami, schną po drodze (jeżdżę na rowerze, więc prawie jak suszarka ;)), w żadne zawijanie na wałki nigdy nie chciałoby mi się bawić. Jak włosy klapną i nie wyglądają za dobrze, to zwijam w supełek na czubku i cześć. Całe zajmowanie się włosami - mycie, odżywka, "układanie" po zdjęciu ręcznika - zajmuje mi pewnie z 15 minut rano.
        Jeśli temperatura spada poniżej 10-12 stopni, to z mokrymi włosami już raczej nie wychodzę, wtedy trochę suszarki - ale wtedy też myję włosy co drugi dzień. Zaraz po umyciu zawijam głowę w ręcznik z mikrofibry, jem tak śniadanie etc., więc po tych 20+ minutach w turbanie włosy nie są już specjalnie mokre.
        Włosy mam długie, ale bardzo cienkie, więc też szybciej schną.
      • kasica_k Re: Codzienne mycie (i układanie) włosów 03.06.12, 17:08
        Szczerze - moim zdaniem fryzura. która wymaga dwugodzinnej pracy, w ogóle nie nadaje sie na co dzień. No chyba ze ktoś ma dużo czasu i bardzo kocha te zabiegi ;) Ja tez nie cierpię suszarki, włosów (krótkie) nie ukladam, tylko wycieram po myciu recznikiem. Mam też cienkie i delikatne wlosy i uwazam, ze najlepsze dla takich jest właśnie krótkie strzyżenie. Ale jeśli Ty nie musisz i nie masz ochoty myć włosów codziennie, bo dobrze wyglądają bez tego, to po co to zmieniać?
        • caroline.1 Re: Codzienne mycie (i układanie) włosów 05.06.12, 19:30
          Hah, trochę nie mam wyjścia z tą fryzurą. Po prostu najlepiej wyglądam w delikatnie falowanych włosach minimum do ramion, rozpuszczonych. Trzy razy w życiu obcięłam włosy dość drastycznie, raz w wieku lat 15 "na chłopaka", pozostałe dwa razy to był bob do linii brody z grzywką oraz dziwacznie wypazurowane coś, co nijak się ułożyć nie dało, ale dość szybko zarosło. O dziwo, układanie tego boba też mi zajmowało dużo czasu, a o tym, jak wyglądałam we fryzurze chłopięcej, lepiej nie wspominać :>
      • teresa104 Bo to sprawa wielce skomplikowana i wielowątkowa:) 03.06.12, 18:42
        Skoro Twój system pielęgnacji Cię satysfakcjonuje, to nie ma się czym dręczyć, nie robisz błędów.
        Mnie mycie włosów czasu nie zabiera, nie uważam, że lepiej byłoby go przespać. No ale nie muszę chodzić godzinę w wałkach. Włosy schną mi właściwie same, a ja jem wtedy śniadanie. Przypuszczam, że więcej zachodu i czasu kosztowałoby mnie trefienie wczorajszych włosów, przyklapniętych z jednej strony, nastroszonych z drugiej.
        • caroline.1 Re: Bo to sprawa wielce skomplikowana i wielowątk 05.06.12, 19:37
          Satysfakcjonuje mnie :) może i wolałabym poświęcić ten czas na coś innego, ale nie wiem, jak wyglądałby mój dzień bez dobrze ułożonych włosów :D

          Ale i tak się poczułam trochę jak brudaska, co to dla niej jest wielki problem z codziennym myciem włosów, ech.
          • kasica_k Re: Bo to sprawa wielce skomplikowana i wielowątk 06.06.12, 16:14
            caroline.1 napisała:

            > Ale i tak się poczułam trochę jak brudaska, co to dla niej jest wielki problem
            > z codziennym myciem włosów, ech.

            No bez przesady. Jeśli nie pracujesz na budowie ani włosy ci się nie przetłuszczają, to brak codziennego mycia nie robi z ciebie brudaski, bo włosy masz po prostu czyste. Ja się dobrze czuję i wyglądam tylko myjąc włosy codziennie rano, ale moje włosy przetłuszczają się w ciągu jednego dnia, więc nie ma w ogóle porównania. Chodzi tylko o to, że codzienne mycie nie jest dramatem ani czymś niezdrowym, w razie zaistnienia takiej potrzeby jest spokojnie do zaakceptowania i robią to miliony ludzi. I nie powoduje większego przetłuszczania włosów, a taki mit niestety gdzie niegdzie pokutuje i biedne kobiety się męczą z tłustymi strąkami po kilka dni, żeby tylko nie myć codziennie...
      • pinupgirl_dg Re: Codzienne mycie (i układanie) włosów 03.06.12, 19:58
        > Część z Was nie ma żadnego problemu z codz
        > iennym myciem głowy - więc gdzie ja robię błąd?

        Nigdzie :).
        Ja mam tak, że NIENAWIDZĘ moim włosów po myciu. Dociera do mnie, że to mój prywatny schiz, po prostu nie mogę na nie patrzeć. Mam wtedy wieeeeelką szopę, która nijak nie pasuje do mojej twarzy, w dodatku paskudnie spuszoną. Podejrzewam, że też musiałabym poświęcić 2h na to, żeby to wyglądało inaczej. Do tego schną niesamowicie długo, kilka godzin naturalnie, z suszarką nie wiem, ile, bo cierpliwość mi się kończy gdzieś w połowie suszenia. Za to następnego dnia są super, niespuszone, lejące, miękkie. Dlatego, jak mam wyjście, to staram się myć głowę dzień przed.
        Sama sobie jestem trochę winna, bo dużo eksperymentuję, boczę się na silikony, które ewidentnie mi służą, oleluję, a to mi niezbyt służy, pewnie też trochę histeryzuję. Moje włosy w latach 70 czy 80 pewnie zrobiłyby furorę, ale nic na to nie poradzę, że się za późno urodziłam i muszę kombinować.
        Dziś eksperymentowałam z myciem odżywką, ale to chyba nie dla mnie - włosy niby ok, ładnie się umyły, z tyłu tłuste gniazdko, którego przed myciem nie było (źle spłukałam, a bardzo się starałam), ale puszą się tak samo, jak po normalnym szamponie.
        • caroline.1 Re: Codzienne mycie (i układanie) włosów 05.06.12, 19:40
          A wiesz, gdybym ja nie nawinęła włosów na wałki, miałabym tak samo. To może dziwne, ale właśnie plastikowe wałki oraz wałki-rzepy (mam zmieszane kilka kompletów, biorę, co mi pod rękę wejdzie) o średnicy ok. 4cm świetnie wygładzają mi włosy.
          • pinupgirl_dg Re: Codzienne mycie (i układanie) włosów 05.06.12, 20:07
            > A wiesz, gdybym ja nie nawinęła włosów na wałki, miałabym tak samo. To może dzi
            > wne, ale właśnie plastikowe wałki oraz wałki-rzepy (mam zmieszane kilka komplet
            > ów, biorę, co mi pod rękę wejdzie) o średnicy ok. 4cm świetnie wygładzają mi wł
            > osy.

            Serio, serio :)? Kurcze, to chyba się skuszę, nawet mogę te 2h przeboleć :). Myślałam o porządnej suszarce, ale coś czuję, że mi ręka odpadnie, założenie wałków chyba mi szybciej pójdzie.
            • caroline.1 Re: Codzienne mycie (i układanie) włosów 06.06.12, 11:51
              Spróbuj, ale weź pod uwagę, że z wałkami też trzeba sobie dać trochę czasu na nabranie wprawy, więc nie ma co się zrażać na początku :) Ja przy tym nieszczęsnym bobie próbowałam opanować suszenie i jednoczesne układanie włosów na szczotce, ale to był dramat. Raz, że układały się źle, dwa, że oczywiście się niszczyły, trzy, że ręce chciały mi poodpadać. Zawinięcie włosów na jakieś 20 wałków zajmuje mi parę minut (na same rzepy to wogóle jeszcze szybciej, bo do plastikowych dochodzi szpilka), po godzinie zdejmuję i tutaj są dwie opcje: albo wygładzam całość szczotką albo przeczesuję palcami i pozwalam samodzielnie opaść. Wogóle, chwilę po zdjęciu wałków to tych włosów jest jakaś nienormalna ilość, ale zrezygnowałam z wszelkich środków typu pianka, więc włosy po chwili opadają i wyglądają zupełnie normalnie.
      • magdalaena1977 Re: Codzienne mycie (i układanie) włosów 04.06.12, 19:22
        caroline.1 napisała:

        > Część z Was nie ma żadnego problemu z codziennym myciem
        > głowy - więc gdzie ja robię błąd?

        Mylisz mycie z układaniem ;-)

        Mycie głowy trwa u mnie 2 - 3 minuty, więc to żaden problem. Jeśli myję tuż przed spaniem, to suszę, ale robię to mimochodem w łóżku przed zaśnięciem czytając książkę.
        Przez wiele lat nie akceptowałam swojej fryzury po umyciu, ale wtedy kręciłam włosy wieczorem (5 minut?) albo rano przed śniadaniem zakręcałam je na termoloki (5 minut kręcenia, 1 minuta rozkręcania).
        Po dwóch dniach bez mycia moje włosy robią się tłuste, ciężkie, a skóra głowy zaczyna swędzieć.

        Więc może Ty też myj i kręć włosy wieczorem. Wtedy rano będą już gotowe, a jednocześnie dość świeże.
        • caroline.1 Re: Codzienne mycie (i układanie) włosów 05.06.12, 19:24
          Nie nie, nie mylę, ja po prostu myję i układam, na drugi dzień po myciu dokładnie włosy rozczesuję, chwila szczotkowania i wyglądają jak po myciu, na trzeci dzień już nie jest tak idealnie, więc związuję w koński ogon/zaplatam w warkocz/jakoś upinam :)

          A czasami tak właśnie robię - myję wieczorem, rano lekko zwilżam i zawijam na wałki. Jednak najlepszy efekt jest przy tych dwugodzinnych, porannych zabiegach.
          • teresa104 Dzień trzeci 05.06.12, 20:55
            No a tego trzeciego dnia, kiedy i tak idziesz w kitce bo włosy wyglądają źle, nie masz ochoty tak umyć, umyć po prostu i pójść w tej kitce po myciu?:)
            • pinupgirl_dg Re: Dzień trzeci 05.06.12, 21:13
              > No a tego trzeciego dnia, kiedy i tak idziesz w kitce bo włosy wyglądają źle, n
              > ie masz ochoty tak umyć, umyć po prostu i pójść w tej kitce po myciu?:)

              Nie wiem, jak to jest u Caroline, ale powiem, jak jest u mnie - u mnie kitka tworzy taki dziwny twór z tyłu, który schodzi dopiero z następnym myciem. Nie wiem, dlaczego przy moich staraniach włosy są tak oporne na układanie, a parę godzin w kitce jest w stanie je tak skutecznie odkształcić. Wiele osób po myciu woli się pocieszyć trochę rozpuszczonymi, świeżymi włosami :).
              (To jednak pikuś, gorsze jest to, że moja skóra głowy buntuje się przeciw wszelkim upięciom, po paru godzinach muszę zdjąć wszystkie gumki, a szkoda, bo w kitkach i kokach wyglądam lepiej, niż w rozpuszczonych włosach)
              • teresa104 Re: Dzień trzeci 05.06.12, 21:51
                No tak. Zapomniałam, że po tym dniu kitkowym mają nastąpić kolejne dni bez mycia, co, jeśli wziąć pod uwagę "dziwny twór z tyłu", oznaczałoby trzy dni kitkowe.

                Ja po niemal trzech dekadach z codziennym myciem chyba już nawet nie umiałabym się umyć bez zamoczenia głowy. Kiedy wieczorem biorę prysznic przed snem i tak mam prawie cały łeb mokry i pokryty kretyńskimi loczkami.
                • pinupgirl_dg Re: Dzień trzeci 05.06.12, 22:09
                  > Ja po niemal trzech dekadach z codziennym myciem chyba już nawet nie umiałabym
                  > się umyć bez zamoczenia głowy. Kiedy wieczorem biorę prysznic przed snem i tak
                  > mam prawie cały łeb mokry i pokryty kretyńskimi loczkami.

                  Powiem szczerze, że trochę zazdroszczę. Odkąd metodą prób i błędów opanowałam w miarę dobry sposób mycia dla mnie, też mnie nachodzi ochota na codzienne mycie, bardzo lubię to uczucie świeżości. Ale chodzenie w fryzurze Kopernika mnie przerasta (z całym szacunkiem dla Kopernika, mam nawet podobne rysy do niego, pociągłą twarz i duży nos). Pozostaje zapuścić, żeby trochę klapły pod własnym ciężarem, ale wtedy przerasta mnie suszenie (naturalnie nawet pół dnia może im to zająć). To też utrudnia mycie na noc, po kilku nocach na mokrej poduszce się poddałam. Pozostaje jeszcze szukać fryzjera-artystę, które mi zrobi coś takiego, co będzie się samo układało i łatwo schło, ale mogę tego nie dożyć, więc na razie zostaję przy myciu co 2-3 dni, co dla mnie i tak jest sporym postępem. Ale nie poddaję się w kwestii fryzury.
                  Poza tym gdy farbowałam włosy to częściej je myłam, raz, że się bardziej przetłuszczały, więc nie miałam wyjścia, dwa - miałam bardziej zniszczone włosy, które faktycznie szybko wysychały, trzy - włosy po farbie mi się prawie całkiem prostują. Minus był taki, że traciły resztki połysku, ale kto wie, może na jesień coś położę.
                  • mniickhiateal Re: Dzień trzeci 06.06.12, 15:14
                    Hmm. Jak mi dacie po uszach i wyjaśnicie coś bardziej, to zaakceptuję z pokorą, że mam dobre włosy i brak problemów i przez to nie rozumiem nieszczęścia innych, ale "na dzień dzisiejszy" kompletnie nie widzę, w czym rzecz. Jakie czekanie, aż włosy będą dobre? Jakie mokre poduszki? Wstaję rano, myję głowę (5 min). Jeśli chce mi się układać: wyciskam ręcznikiem, nakładam nieco pianki pro-objętościowej, suszę do sucha, sru towarzystwo na wałki, ponownie traktuję przez moment suszarką, żeby się ułożyły (najpierw na ciepło, potem na zimno; minął kolejny kwadrans), psik lakierem i idę zjeść śniadanie, pomalować się i ubrać. Po godzinie ściągam wałki i jestem przecudnej urody w ułożonej fryzurze. Jeśli nie chce mi się układać: po umyciu suszę na powietrzu lub suszarką w zależności od aury i ilości dostępnego czasu, spinam mniej lub bardziej luźny kok, i jestem przecudnej urody w spiętych włosach. No naprawdę, o co biega? Tzn. u osoby, która się nie bawi w olejowanie&co, bo tego nie ogarniam zanadto. Jeśli żyje się używając standardowej pielęgnacji, no to naprawdę nie jarzę tych rozpaczliwych relacji. To teraz czekam na natarcie uszków ;)
                    • kasica_k Re: Dzień trzeci 06.06.12, 16:06
                      Nic ci nie będę nacierać, ale w czasach, gdy byłam zmuszona wychodzić z domu wcześnie rano, robiłam to w ciągu pół godziny od obudzenia się. I NIC na świecie nie zmusiłoby mnie do wcześniejszego wstania celem zrobienia sobie jakichś wałków na głowie :)
                      • mniickhiateal Re: Dzień trzeci 06.06.12, 16:26
                        kasica_k napisała:

                        > Nic ci nie będę nacierać, ale w czasach, gdy byłam zmuszona wychodzić z domu wc
                        > ześnie rano, robiłam to w ciągu pół godziny od obudzenia się. I NIC na świecie
                        > nie zmusiłoby mnie do wcześniejszego wstania celem zrobienia sobie jakichś wałk
                        > ów na głowie :)
                        >

                        A, to uwzględniłam w pkcie 2. Wstaję, myję suszę, spinam, już.
                        • pinupgirl_dg Re: Dzień trzeci 06.06.12, 20:07

                          > A, to uwzględniłam w pkcie 2. Wstaję, myję suszę, spinam, już.

                          Ja wymiękam po 15- 20 minutach suszenia, zwyczajnie bolą mnie ręce od trzymania w górze, albo kręgosłup od schylania :). Fakt, że suszarkę mam trochę cherlawą. No i przypominam - efekt Kopernika, a włosy nie za bardzo lubią spinanie (zresztą teraz nie mam czego specjalnie spinać). Poza tym ja też wolę pospać i wyjść wcześniej z domu, dojechać na miejsce i tam dopiero zjeść śniadanie, bez stresu, że mi autobus ucieknie, jak mi się wałek zaplączę ;). Dlatego zdecydowanie wolę myć włosy wieczorem, ale wtedy też muszę mieć parę godzin na spokojnie.
                          Zresztą nie rozumiem, dlaczego niektórym osobom tak przeszkadza świadomość, że inni myją głowę co 2-3 dni. Nikt się ode mnie w autobusie nie odsuwa, włosy i skóra głowy mają się nieźle (chyba, że zaszaleję z "pielęgnacją")...
                          • mniickhiateal Re: Dzień trzeci 06.06.12, 21:45
                            pinupgirl_dg napisała:

                            > Ja wymiękam po 15- 20 minutach suszenia, zwyczajnie bolą mnie ręce od trzymania
                            > w górze, albo kręgosłup od schylania :). Fakt, że suszarkę mam trochę cherlawą

                            No faktycznie musi być cherlawa, kwadransa też bym nie zniosła. Moja jest nowoczesna ;) i suszy błyskiem.

                            > Zresztą nie rozumiem, dlaczego niektórym osobom tak przeszkadza świadomość, że
                            > inni myją głowę co 2-3 dni. Nikt się ode mnie w autobusie nie odsuwa, włosy i s
                            > kóra głowy mają się nieźle (chyba, że zaszaleję z "pielęgnacją")...

                            A w życiu, nigdy przenigdy. Jak ktoś do mnie nie śmierdzi, niech sobie żyje jak lubi. Wypowiadam się tylko, bo odniosłam wrażenie, że dla zainteresowanych jest to źródłem nieszczęścia.
                            • pinupgirl_dg Re: Dzień trzeci 06.06.12, 22:19
                              Nie no, żeby nieszczęściem, to nie :). Raczej dyskutujemy nad tym, jak połączyć częste mycie z normalnym życiem i przyzwoitym wyglądem. Wnioski są takie, że muszę zainwestować w lepszą suszarkę i wałki :).
            • caroline.1 Re: Dzień trzeci 06.06.12, 11:55
              Czasem myję, ale wtedy nie ma mowy o kitce, bo tak właśnie - powstaje dziwny twór z tyłu i musiałyby nastąpić kolejne dni kitkowe, chyba nawet więcej, niż trzy, bo włosy spięte to jeszcze mniej mi się brudzą! Moje życie jest strasznie skomplikowane :P

              A te włosy z trzeciego dnia nie są brudne, są po prostu bardziej przyklapnięte, stąd potrzeba spięcia :)
    • black_halo Re: Wątek dla świeżynek 03.06.12, 21:47
      Czy Eveline Cosmetics to polska marka?
      • tfu.tfu Re: Wątek dla świeżynek 03.06.12, 21:54
        owszem, polska :-)
    • the_pipeline różne zabiegi a okres 13.06.12, 15:37
      Kiedyś sporadycznie farbowałam włosy, potem przestałam (na jakieś 5 lat), a ostatnio znowu mnie jakoś naszło. Wczoraj zabrałam się za farbowanie w domu. Oprócz mnie były jeszcze 3 moje koleżanki i w rozmowie od słowa do słowa wyszło że ja właśnie rano dostałam okresu. Na co one zgodnie: no jak to, przecież W OKRES NIE MOŻNA farbować włosów!
      Ja na to, że to jakieś zabobony w stylu, że mleko kwaśnieje w kontakcie z kobietą miesiączkującą i w ogóle pierwsze słysze:)

      A jakie są wasze opinie i doświadczenia w tym temacie? czy to może prawda? czy planujecie też może inne zabiegi kosmetyczne pod kątem okresu?

      Ja oczywiście zdaje sobie sprawę że ciałem kobiety żądzą hormony i zmiany poziomu poszczególnych hormonów w kolejnych fazach cyklu mają wpływ na wiele rzeczy. W tym na pewno też na podatność na różne odczynniki chemiczne i bodźce itd.
      Ale akurat w przypadku włosów logiczne mi się wydało że włos po wyjsciu z cebulki jest strukturą niejako martwą, krew w nim nie krąży i hormony tym bardziej i okres wpływu mieć nie może. Ale może się myle i ciekawi mnie to.

      Włosy w każdym razie zostały ufarbowane, kolor chyba dobry wyszedł
      • teresa104 Majonez się też nie udaje 13.06.12, 17:04
        Jeśli mam do szarpnięcia wąs lub brew, to zostawiam to do okresu, włosy wtedy same wychodzą od samego groźnego spojrzenia i zupełnie bezboleśnie. Ale już się tu zorientowałam, że nie wszystkie kobiety to potwierdzają.

        Porządki w szafie zaś zupełnie nie wychodzą mi tuż przed. Najchętniej wywaliłabym całą zawartość, we wszystkim przecież wyglądam jak bania na krzywych nogach. Jakoś dziwnie dzień później znów jestem boska. I z wyregulowanym wąsem.

        Lata nauczyły mnie też, by nie tykać i nie wygniatać żadnych zmian skórnych powstałych kilka dni przed krwawieniem. Te pryszcze znikają same. A wygniatane, pocierane, dezynfekowane zamieniają się w kilkudniowe kratery. Kiedy indziej wygniatanie uchodzi mi na sucho, przyspiesza powrót do gładkiej skóry.

        W ogóle mało zabiegów chyba robię, niewiele zatem prawidłowości zdołam zaobserwować. Co zaobserwowałam - napisałam.
        • marikooo Re: Majonez się też nie udaje 13.06.12, 20:42
          teresa104 napisała:

          > Jeśli mam do szarpnięcia wąs lub brew, to zostawiam to do okresu, włosy wtedy s
          > ame wychodzą od samego groźnego spojrzenia i zupełnie bezboleśnie. Ale już się
          > tu zorientowałam, że nie wszystkie kobiety to potwierdzają.


          Ja zauważyłam tylko, że przez kilka dni przed okresem nie wyrwę sobie ani jednego włoska bez rzęsistych łez bólu. Ani w brwi, ani na łydce, nigdzie. W każdym innym momencie cyklu - bez problemu.
      • izas55 Re: różne zabiegi a okres 13.06.12, 20:44
        Ja słyszałam, że się trwała nie zakręci. Innych "okresowych" przesądów chyba nie słyszałam ;-)
      • ochanomizu Re: różne zabiegi a okres 13.06.12, 21:17
        Ja z kolei słyszałam, że nie należy wtedy ścinać włosów ;)
        • izas55 Re: różne zabiegi a okres 13.06.12, 21:44
          A to ładne ;-) Może jak się splunie i rzuci solą przez lewe ramię to pomaga.
        • the_pipeline Re: różne zabiegi a okres 14.06.12, 11:31
          Czyli jeszcze nie zwariowałam, ufff :) Bo przez chwile miałam wrażenie że tylko ja jedyna o niczym nie wiem. Może mama mnie zaniedbywała i nie wprowadziła w tajemną wiedze o menstruacji czy coś ;)
          A to że majonez się waży to mistrzostwo dla mnie. I przepraszam za ortografie w pierwszym poście. Ja dyslekyjna:/
      • azymut17 Re: różne zabiegi a okres 20.06.12, 21:55
        Wy się śmiejecie, a ja u siebie obserwuję podobne prawidłowości. Zrobiłam kiedyś trwałą w trakcie okresu - rozkręciła się następnego dnia. To mógł być przypadek, bo akcja jednorazowa, ale od ponad 10 lat regularnie depiluję się kremami Veet - zawsze jak posmaruję się w te dni, to kremy nie działają.
    • genepi sól morska do włosów 24.06.12, 18:16
      przyznaję, że nie rozumiem po co by mi to było, dlaczego miałabym chcieć. Skoro po wyjściu z morza naturalnie błyszczące włosy tracą połysk, stają się matowe i szorstkie. Ba, nawet psia sierść wizualnie traci na urodzie po morskiej kąpieli. więc dlaczego takie specyfiki są teraz coraz bardziej poppularne? Czy są jakieś powody pozamarketingowe?
      • pinupgirl_dg Re: sól morska do włosów 24.06.12, 18:25
        Głowy nie dam, ale mi się obiło o oczy kiedyś, że fryzjerzy używają soli do stylizacji (morskiej, chociaż podejrzewam, że ta ze spożywczaka też by dała radę). Ma nadawać takie fale, jak po wyjściu z morza. Owszem, włosy są usztywnione, matowe, pofalowane i lekko pozlepiane, o taki efekt "właśnie wyszłam z kąpieli" chodzi. Chyba, że to nie o to chodzi, o tym triku czytałam kilka lat temu.
        A soli jest całkiem sporo prawie w każdym używanym przeze mnie szamponie, zdaje się dla konsystencji.
    • mszn Eko golenie 15.07.12, 10:12
      Moja mama, w ramach zemsty za to, że nie pozwoliłam jej wziąć kąpieli w mojej wannie ;), zwróciła mi uwagę, że skoro chcę być tak bardzo przyjazna środowisku, to dlaczego nie używam elektrycznej golarki, tylko plastiki. Problem jest dla mnie prawie tak złożony jak to, czy bardziej eko są ręczniki papierowe w publicznych toaletach, czy elektryczne suszarki (póki co wygrywają chyba takie zwijane na rolce bawełniane ręczniki?) - więc może Wy mi pomożecie rozwiązać zagadkę?

      Co jest najmniej nie-eko: golarka elektryczna, "jednorazowe" plastiki wymieniane co miesiąc (moje obecne rozwiązanie), czy plastiki z wymienianymi wkładami/główkami? Argument mojej mamy: golarka nie generuje plastikowych śmieci co chwilę. Ale ja maszynom elektrycznym nie do końca ufam - wyprodukowanie ich nie jest takie łatwe, a energia na ich zasilanie też nie bierze się z powietrza (tzn. czasem może się bierze i wtedy jest okej ;)).

      Wiem, że najmniej śmieci generuje pasta cukrowa w domu, ale nigdy przenigdy nie wrócę do wyrywania sobie włosów na nogach, mam już wystarczająco dużo blizn na łydkach.

      Uwaga natury ogólnej: męczy mnie to, że w wielu takich sytuacjach codziennych tego typu decyzje musimy podejmować tak bardzo na czuja i w dużej mierze arbitralnie, bo trudno o rzetelne informacje, no i same problemy są złożone - mniej śmieci vs. więcej zużytej energii, takie surowce czy inne, etc. A przecież te codzienne, małe decyzje, to prawie że jedyna rzecz, na jaką mamy wpływ w środowiskowych sprawach.
      • pinupgirl_dg Re: Eko golenie 15.07.12, 19:33
        To chyba Ci zostaje brzytwa ;). Względnie rezygnacja z golenia, zawsze żałuję, że nie urodziłam się parę lat wcześniej.
        Ekologia ekologią, ale żyć jakoś trzeba. Sama mam elektryczną golarkę na akumulatorki. A na wyjazdy żyletkę. Przy czym główną rolę grają tu względy wygody. Bardziej się obawiam tego, co ląduje w odpływie i podejrzliwie patrzę na pianki do golenia, może niesłusznie. Ale przesiadując pół dnia przed komputerem, z czego nie zawsze w imię wyższych celów, nie będę sobie żałowała tego ogolenia nóg ;).
        A w publicznych toaletach zwykle nie suszę rąk wcale i otwieram sobie drzwi łokciem, ręczników mi szkoda, a suszyć mi się nie chce.
        • mszn Re: Eko golenie 15.07.12, 20:04
          O, brzytwa :) Mój były miał taką vintage, ponad stuletnią, to by było coś. Trzeba mu było podprowadzić :)
          • pinupgirl_dg Re: Eko golenie 15.07.12, 22:08
            Ja odziedziczyłam po dziadku kilka, ale uczciwie przyznam, że nie miałam pojęcia nawet, jak to chwycić, więc nie odważyłam się na testy na własnej skórze ;). Poległam też na próbie naostrzenia :).
            Drugi dziadek używał golarki na żyletki, też chyba ekologicznie :), ale teraz już takich nie ma.
            A elektryczna golarka ma u mnie dużo plusów, m.in. taki, że włosy odrastają mniej ostre i "jeżyk" w dotyku pojawia się później, a i podrażnień mam mniej po niej.
          • magdalaena1977 Re: Eko golenie 15.07.12, 22:11
            Możesz mieć po prostu maszynkę do golenia na żyletki www.razors.pl/popup_image/pID/9 (właśnie niedawno wyrzuciłyśmy taką po moim dziadku). Wtedy będziesz generowała śmieci tylko w postaci kawałków metalu.
    • zawsze_zielona Wycinanie skorek 23.07.13, 14:03
      Czy faktycznie wycinanie skorek stymuluje je do rosniecia? Wydaje mi sie to tak samo nieprawdziwe, jak przekonanie ze obcinanie wlosow stymuluje je do rosniecia, ale moze sie myle:)
      • pinupgirl_dg Re: Wycinanie skorek 23.07.13, 15:44
        > Czy faktycznie wycinanie skorek stymuluje je do rosniecia? Wydaje mi sie to tak
        > samo nieprawdziwe, jak przekonanie ze obcinanie wlosow stymuluje je do
        > rosniecia, ale moze sie myle:)

        Samo wycięcie tej martwej części nie powinno być problemem, ale łatwo się zagalopować i wtedy faktycznie skórki narastają szybciej, tak jak często maltretowana skóra na piętach. Jestem zdania, żeby wycinać tylko to, co odstaje, ale też nie jestem wrogiem ciążek w ogóle. Nieumiejętnym odpychaniem też można sobie narobić szkody.
        Z włosami zresztą to też po części prawda, podobno powyżej pewnej długości zaczynają wolniej rosnąć :).
        • izas55 Re: Wycinanie skorek 23.07.13, 16:54
          No ale to, że włosy powyżej pewnej długości rosną wolniej, nie znaczy wcale, że ich obcinanie jest czynnikiem wpływającym na tempo wzrostu włosa
          • pinupgirl_dg Re: Wycinanie skorek 23.07.13, 18:39
            > No ale to, że włosy powyżej pewnej długości rosną wolniej, nie znaczy wcale, że
            > ich obcinanie jest czynnikiem wpływającym na tempo wzrostu włosa

            To zależy, jaki jest mechanizm tego wolniejszego tempa. Być może chodzi o to, że powyżej kilkudziesięciu centymetrów są to już dość stare włosy, w końcowej fazie życia, i dlatego wzrost jest wolniejszy. Wtedy obcięcie samego tempa nie zmieni, będzie to raczej wrażenie. Tak samo w przypadku włosów zniszczonych i łamiących się na końcach. Ale jeśli w grę wchodzi np. różnica ciężaru włosów długich i krótkich (i np. zmiana krążenia krwi w skórze), to można powiedzieć, że długość włosów ma tu znaczenie. Niestety, nie pamiętam dokładnie, gdzie o tym czytałam, była to jakaś książka o włosach, którą przeglądałam u fryzjera wiele lat temu.
            Nie potrafię też napisać, czy u mnie to się sprawdza, powyżej pewnej długości (gdzieś za połowę pleców i dalej) może faktycznie rosną bardziej opornie, ale trudno mi powiedzieć, czy to kwestia tempa wzrostu wszystkich włosów, czy czegoś innego. Kiedy farbowałam włosy, byłam zadeklarowaną włosomaniaczką, codziennie coś wcierałam, suplementowałam, więc też nie wiem, na ile tempo wzrostu to było dzieło natury, na ile moich starań.
            • izas55 Re: Wycinanie skorek 24.07.13, 08:58
              Tak, długość włosów może mieś znaczenie, ale to nie sam fakt ich obcięcia wpływa na tempo ich wzrostu.
              Jeżeli fakt obcinania włosów miałby wpływ na tempo ich wzrostu to niezależnie od tego czy obcinałoby się długie czy krótkie włosy sam fakt obcięcia powinien spowodować przyspieszenie ich wzrostu, nieprawdaż? Jest tak jak mówisz, że istnieje cały szereg czynników które sprawiają, że wydaje się nam, że włosy zaraz po obcięciu rosną lub wydają się rosnąć szybciej. Nie powoduje tego jednak czynność obcinania włosów.
      • izas55 Re: Wycinanie skorek 24.07.13, 09:07
        Jak tak się nad tym zastanawiam, to właściwie nie powinno za bardzo. Na pewno przy "zrobionych" skórkach szybciej widać jak rosną nowe. Z drugiej strony mechaniczny ucisk na skórę powoduje jej szybsze rogowacenie. Ja np. przy paznokciu środkowego palca prawej ręki mam bardzo mocno zgrubiałą i zrogowaciałą skórę i wał obok paznokcia. Niezależnie od rodzaju manicure, czy sposobu dbania o dłonie, skóra na tym palcu jest bardzo gruba w porównaniu z innymi palcami. I jest to efekt mocnego trzymania długopisu i przyciskania go do tej części palca i paznokcia. I dokładnie tak samo jest ze skórą na piętach. Samo jej usuwania nie powoduje narastania, tylko mechaniczny ucisk na cienką skórę po pedicure powoduje jej rogowacenie jako zabezpieczenie przed uciskiem, a jeżeli ktoś ma grubą warstwę skóry to ona w widoczny sposób nie narasta bo nic jej nie uciska i nie drażni mechanicznie skóry.
        -
        Klub Nieanonimowych Lakieroholiczek
        Klub Nieanonimowych Lakieroholiczek na Facebooku
        • zawsze_zielona Re: Wycinanie skorek 30.07.13, 15:43
          Kurcze, tylko czemu teraz na niektorych palcach skorki odrastaja wolniej a na innych szybciej? Moze sobie na tych niektorych "kuku" zrobilam zbytnia gorliwoscia przy wycinaniu skorek:( Moge to jeszcze naprawic?
          • pinupgirl_dg Re: Wycinanie skorek 30.07.13, 16:34
            > Kurcze, tylko czemu teraz na niektorych palcach skorki odrastaja wolniej a na i
            > nnych szybciej? Moze sobie na tych niektorych "kuku" zrobilam zbytnia gorliwosc
            > ia przy wycinaniu skorek:( Moge to jeszcze naprawic?

            Skórki mają za zadanie chronić wrażliwą macierz paznokci, może niektóre palce bardziej obciążasz (jak pisałam Iza z tym długopisem, mam dokładnie to samo). Albo po prostu taka uroda, nikt z nas nie jest idealnie symetryczny :).
            Czy da się coś z tym zrobić? Sama nie wiem, kiedy zaprzestałam maltretować pięty to dość długo jeszcze miały skłonność do większego rogowacenia, ale teraz jest pod tym względem zupełnie przyzwoicie, ale tu mogą grać rolę też inne czynniki, wyregulowałam hormony, przestałam trenować sztuki walki (boso na parkiecie), wybieram jak najwygodniejsze buty. Generalnie teoretycznie powinno wrócić do normy. Trwałe uszkodzenia po wycinaniu mogą się objawiać w postaci bruzd na paznokciach (podłużnych). Mam takich parę, chyba jednak od wycinania, chociaż nie pamiętam, bo wycinałam od dziecka praktycznie.
          • izas55 Re: Wycinanie skorek 31.07.13, 09:51
            Ja bym obstawiała że jest to nierówne odrastanie spowodowane mocniejszym wycięciem. I nie jest nieodwracalne, pomoże krem i niewycinanie.
            A może przestawisz się po prostu na niewycinanie? Na początku wymaga to trochę pracy, ale potem jest mniej roboty. Ja cążkami czasem odcinam tylko zadarte skórki (zwykle po bokach), a całość skórek po prostu odsuwam. Już mi weszło w nawyk, że po porannym prysznicu przejeżdżam po paznokciu przy skórkach patyczkiem i wmasowuję w skórki Lemony Flutter Lusha, który akurat u mnie najlepiej się sprawdza, ale dobre jest też zwykłe masło shea, lub dowolny inny w miarę tłusty krem. Mniej więcej raz w tygodniu używam płynu do odsuwania skórek. Najlepszy jaki się u mnie sprawdził to płyn z NfuOh. Smaruję skórki preparatem, odsuwam patyczkiem, potem myję ręce i smaruję kremem. Skórki (jak się nie zapuszczę i dbam o nie systematycznie) wyglądają tak jak na zdjęciach na blogu, czyli chyba nie tak źle.
            • zawsze_zielona Re: Wycinanie skorek 31.07.13, 09:58
              Hmm, chyba musze sprobowac z tym odsuwaniem. A za takie skorki jak twoje, dalabym sie pokroic;)
              • pinupgirl_dg Re: Wycinanie skorek 31.07.13, 14:53
                Też polecam odsuwanie. Na początku cążki jeszcze się od czasu do czasu przydarzą żeby wyciąć jakieś większe farfocle, ale z czasem coraz mniej takiej ingerencji potrzeba. Wg mnie najlepiej się odsuwa skórki po kąpieli (może też być dłuższy prysznic, np. połączony z myciem glowy), nie spotkałam jeszcze preparatu, który by dawał równie dobry efekt, co stare, dobre moczenie. Później skórki są coraz łatwiejsze do ogarnięcia. Nadal czasami używam cążków właśnie to tej stwardniałej skóry od trzymania długopisów i czasami do stóp (przymałe baleriny), albo do zadziorków.
                Aha, uważaj, żeby nie odpychać nic na siłę. Czasami na początku mimo moczenia czy zmiękczacza niektóre skórki nie chcą odpuścić, ale nie ma sensu się z nimi siłować, lepiej dać im czas.
    • zireael00 Ziołowe płukanki do włosów 27.07.13, 00:09
      Należę do włosowej sekty i staram się pielęgnować włosy w miarę "naturalnie". Dobrze się w to wpisuje płukanie włosów naparami ziołowymi. Mam jednakowoż pewne wątpliwości i będę dozgonnie wdzięczna, jeśli ktoś je rozwieje.
      1. Jak często stosować płukanki? Po każdym myciu? Zmieniać zioła czy trzymać się jednego? Jestem niefarbowaną blondynką (odcień starego złota : o) z tłustym skalpem i suchą resztą. Moje włosy lubią pokrzywę, czuję po tej płukance przyjemną świeżość, włosie jest miłe w dotyku i nieźle się rozczesuje. Boję się, że przy dłuższym stosowaniu mogę dorobić się zielonego odcienia włosów. Stosowałam też rumianek, ale szału nie robi, włosy są po nim jakieś takie nieprzyjemne. Na oku mam jeszcze nagietek i lipę.
      2. Jak długo stosować, żeby zauważyć większe zmiany (podbicie odcienia na przykład)?
      3. Jako posiadaczka tłustego skalpu muszę być włosy codziennie. Jeśli wskazane jest codzienne płukankowanie, to musiałabym codziennie posiadać garnuszek naparu. Myję włosy rano, a zioła mają tę kłopotliwą właściwość, że trzeba je zaparzać wrzątkiem, niektóre również gotować. Potem taki napar musi ostygnąć, żeby nadawał się do lania na głowę. Pewnym półśrodkiem jest zalanie wrzątkiem do połowy, a potem rozcieńczenie zimną, jednak najchętniej przygotowywałabym płukankę dzień wcześniej wieczorem. Czytałam jednak, że po kilkunastu godzinach zaprzone zioła tracą swoje właściwości. Prawda li to?

      Z góry i z dołu dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
      • 100krotna Odpowiedź lajkonika, który się sparzył 30.07.13, 22:28
        Na szczęście nie gorącą płukanką, ale w przenośni :)

        Uczepię się jednego, tzn podbijania koloru rumiankiem: otóż na moich włosach ciemnoblond, płukanka z rumianku (tudzież wystarczy rumiankowa odżywka) powoduje żółtość jajeczną na głowie, już po kilkukrotnym zastosowaniu.
        Nie gwarantuję, że u Ciebie też, nie mówię również, że żółtość jajeczna jest zła. Ot, mi nie do twarzy, bo jestem różowa.
        Aha, rumianek przestany dłużej niż dwa dni zaczyna cuchnąć.
        Dziękuję za uwagę.
        • pinupgirl_dg Re: Odpowiedź lajkonika, który się sparzył 30.07.13, 22:45
          > Na szczęście nie gorącą płukanką, ale w przenośni :)
          >
          > Uczepię się jednego, tzn podbijania koloru rumiankiem: otóż na moich włosach ci
          > emnoblond, płukanka z rumianku (tudzież wystarczy rumiankowa odżywka) powoduje
          > żółtość jajeczną na głowie, już po kilkukrotnym zastosowaniu.
          > Nie gwarantuję, że u Ciebie też, nie mówię również, że żółtość jajeczna jest zł
          > a. Ot, mi nie do twarzy, bo jestem różowa.
          > Aha, rumianek przestany dłużej niż dwa dni zaczyna cuchnąć.
          > Dziękuję za uwagę.

          Też próbowałam podbijać kolor rumiankiem. Efekty w sumie były takie sobie (a może nawet żadne, tylko ja bardzo chciałam zobaczyć różnicę ;) ). Do pokrzywy nie miałam cierpliwości, więc i o wynikach nie mogę wiele powiedzieć.
          W kwestii podbijania koloru (a konkretnie rozjaśniania) bezkonkurencyjny był zestaw sok z cytryny + słońce. Wysuszyło mi to włosy nie gorzej, jak rozjaśniacz, ale kolor był piękny, zero jajecznicy, piękny blond. Rozjaśniaczem w domowych warunkach mi się takiego nie udało nigdy uzyskać, ani nawet niczego podobnego.
          • zireael00 Modyfikacja koloru płukanką 30.07.13, 23:03
            Ja w sumie nie chcę rozjaśniać. Zależy mi na wydobyciu złotych refleksów. Zmiana koloru nie jest dla mnie priorytetem, tylko ewentualnym miłym skutkiem ubocznym. Skupiam się na walorach pielęgnacyjnych ziół.
            • izas55 Re: Modyfikacja koloru płukanką 31.07.13, 06:42
              A może do złotych refleksów dobra będzie cassia? Ale to nie płukanka
              • zireael00 Re: Modyfikacja koloru płukanką 31.07.13, 11:13
                Zamierzam się obłożyć senesem, zgodnie z instrukcjami Czarownicującej.
                czarownicujaco.blogspot.com/2013/06/casia-vs-senes.html
                • pinupgirl_dg Re: Modyfikacja koloru płukanką 31.07.13, 14:17
                  Ciekawy pomysł, może też wypróbuję :).
                  Jeszcze co do miedzianych refleksów, można spróbować z łuskami cebuli
                  hinata29295.blogspot.com/2012/10/naturalne-metody-ozywienia-koloru-wosy.html
                  nie próbowałam, ale mam zamiar kiedyś przetestować.
                  Albo gloss hennowy:
                  forum.gazeta.pl/forum/w,103682,128376884,132953853,Re_Henna_na_wlosy.html
                  I jeszcze trochę o naturalnym podkręcaniu koloru:
                  forum.gazeta.pl/forum/w,103682,128376884,132953853,Re_Henna_na_wlosy.html
                  www.alinarose.pl/2013/01/pukanki-wzmacniajace-kolor-wosow-blond.html
      • turzyca Re: Ziołowe płukanki do włosów 01.08.13, 10:52
        Pewnym półśrodkiem jest zalanie wrzątkiem do połowy
        > , a potem rozcieńczenie zimną, jednak najchętniej przygotowywałabym płukankę dz
        > ień wcześniej wieczorem.

        Prawdopodobne o tyle, ze czesc wlasciwosci to olejki eteryczne, ktore sie ulatniaja. Ale nie wiadomo w sumie, o ktore wlasciwosci Ci chodzi, wiec chyba zostaje sprawdzanie empiryczne.

        Co do zalewania polowa wody, to ja tak robie z poranna herbata, bo nie umiem pic goracej. Przy tych temperaturach to w ogole nalewam tylko 1/4-1/3 kubka i uzupelniam woda. Moim zdaniem smakuje normalnie, jak herbata zalana wrzatkiem w calosci pita po 40 minutach.

        Albo zalewaj w plaskim rondelku z cienkim dnem i ustawiaj na kratce, zeby styglo takze od spodu.
Pełna wersja