Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny

22.07.12, 19:29
Zainspirowana dyskusją w wątku "Kosmetyk CUD" zakładam nowy wątek. Zgodnie z tytułem, chciałabym zrobić w nim spis kosmetyków, po których spodziewałyście się więcej i tych które uważacie za warte swojej ceny. Oczywiście ocena będzie subiektywna, ale może pozwoli na wyłonienie paru hitów i pozwoli uniknąć rozczarowań i zaoszczędzić parę złotych np. na staniki ;)
    • zawrotglowy Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 22.07.12, 21:00
      Micel Sensibio Biodermy - wart swojej ceny, chociaż i tak zawsze kupuję go w promocji. Nie obraziłabym się jednak, jakby był tańszy.
      Niewarte:
      -lakiery OPI - robi smugi, wymaga 2 warstw, kolor ładny tylko przez kilka godzin. I do tego te wielkie flaszki.
      -Hair Force, maska do włosów z olejem arganowym dostępna w sklepach fryzjerskich
      -krem do rąk Hand Salve Burt's Bees - okropny śmierdzący tłuszcz, który nic a nic nie nawilża i nie chroni
      -tusze Hypnose Drama Lancome i Faux Cills YSL
      -produkty Body Shopu
      • teresa104 Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 23.07.12, 10:58
        Ale gdyby lakiery OPI, produkty Body Shopu itd. były tańsze, to byś je kupowała, będąc świadomą ich wad?
        • zawrotglowy Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 23.07.12, 20:33
          Raczej nie, ale każdy z innych względów. Może na jakiś OPI bym się jeszcze szarpnęła, bo lubię ich kolory, ale Body Shop dla mnie za ostro pachnie.
      • veev Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 24.07.12, 09:56
        zawrotglowy napisała:

        > -lakiery OPI - robi smugi, wymaga 2 warstw, kolor ładny tylko przez kilka godzi
        > n. I do tego te wielkie flaszki.

        Tu się zgadzam z małą poprawką, wymagają 3 warstw (mam chyba z 5 czy 6 różnych i ze wszystkimi ten sam problem). Przy czym pewnie gdyby kosztowały 12 zł a nie prawie 50, to bym uznała, że ujdą.
        • kasica_k OPI 26.07.12, 17:34
          Czytam i oczom nie wierzę, owszem, mam parę sztuk kryjących dopiero po 3 warstwach (jakiś zielony, jakiś blady różyk), ale znakomita większość kryje po 2 i uważam to za normę jak na lakier. Kryjący w 1 warstwie lakier mam tylko jeden i jest to China Glaze z serii metalicznej, zresztą metaliki z reguły tak kryją. Nawet zachwalane Chanele u mnie potrzebują 2 warstw. Jestem bardzo wymagająca jeśli chodzi o krycie, bo moje końcówki paznokci są BIAŁE, a nie przezroczyste, jak to chyba niektórzy mają. Jedne z najlepiej kryjących w moich zbiorach są właśnie OPI (np. Suzi Says Feng Shui, Thanks a WindMillon, Atomic Orange, Barefoot Barcelona)
          • yaga7 Re: OPI 27.07.12, 09:04
            Eee, ja też mam białe końcówki paznokci. Przezroczyste są tylko po moczeniu w wannie ;)

            Z OPI mam małe doświadczenie, ale na pewno kryją lepiej niż China Glaze (z którymi też mam małe doświadczenie). Natomiast dla mnie chanele są jednak najlepsze, nie wiem, może to chodzi o konsystencję i o to, ile się tego nakłada na pazury? W takim sensie, ze są lakiery, których można nałożyć jedną grubszą warstwę i jest ok, a są takie, gdzie trzeba nałożyć dwie cieńsze warstwy, bo grubej się nie da.
            • kasica_k Re: OPI 28.07.12, 00:23
              yaga7 napisała:

              > Z OPI mam małe doświadczenie, ale na pewno kryją lepiej niż China Glaze (z któr
              > ymi też mam małe doświadczenie).

              Hehe, mam w pudełku OPI kryjący w warstwach czterech i China Glaze kryjący w jednej :) To jest loteria, bardzo podobnie jak w stanikach czasem.

              > Natomiast dla mnie chanele są jednak najlepsze
              > , nie wiem, może to chodzi o konsystencję i o to, ile się tego nakłada na pazur
              > y? W takim sensie, ze są lakiery, których można nałożyć jedną grubszą warstwę i
              > jest ok, a są takie, gdzie trzeba nałożyć dwie cieńsze warstwy, bo grubej się
              > nie da.

              Na razie mam tylko Paradoxal i muszę z przykrością powiedzieć, że jego podróba zrobiona przez Douglasa jest lepszej jakości. Od pędzla po konsystencję i krycie. Nie skreślam Chanela całkiem, bo odcienie jednak ma wybitne i pewnie nie każdy, który mnie oczaruje, doczeka się odpowiednio szybko zadowalającej podróby :) Ale od szukania podróby zacznę zawsze, bo jednak z reguły są tańsze przynajmniej o połowę, i jak pokazuje doświadczenie, wcale nie muszą być gorsze.
              • yaga7 Re: OPI 28.07.12, 09:23
                Akurat u mnie Paradoxal też potrzebuje dwóch warstw ;) Ale powiedziałabym, że to raczej wyjątek spośród moich kilkunastu chanelkowych lakierów, a nie norma.
                Wszystkie ciemne chanele są u mnie jednowarstwowcami, ale na pewno mają ciut inną konsystencję niż Paradoxal, więc może to o to chodzi?
          • zawrotglowy Re: OPI 27.07.12, 11:00
            To u mnie stanem pożądanym jest jedna warstwa. Ale faktem jest, że mało który lakier mi to daje. Najlepiej spisały się pod tym względem Essie i Herome W.I.C. Opi niestety zaliczam do moich lakierowych porażek, chociaż kolory są świetne i często mnie kusi, że może by tak jakiś...;)
          • veev Re: OPI 27.07.12, 12:11
            No ja wiem, że u Ciebie się OPI sprawdza, nie rozumiem, czemu u mnie nie. Nie mogę wykluczyć, że miałam jakiegoś wyjątkowego pecha i wszystkie trafiłam jakieś trefne. Mam w sumie pięć (Austin-tatious Turquoise, Do You Think I'm Texy, Suzy Loves Cowboys, Lincoln Park After Dark i jakiś jasnoróżowy jeszcze) i każdy wymaga trzeciej warstwy do idealnego pokrycia...
            Przy czym przy każdym lakierze nakładam bazę i dwie warstwy plus często topcoat, więc to nie jest tak, że mam jakieś absurdalne oczekiwania w stylu "jedna warstwa pokryje doskonale i będzie się trzymać 10 dni".
            Właśnie wczoraj pomalowałam się Lincoln Parkiem i dziś już mam pościerane końcówki w prawej ręce (działałam trochę w kuchni i w obejściu, ale nie aż tak chyba, żeby się zaraz pazury zniszczyły).
            A turkusu raz nieopatrznie użyłam bez bazy i potem musiałam szlifować płytkę, bo się zrobiły strasznie żółte. Ale dobra, moja wina, kto używa ciemnych kolorów bez bazy ;)

            Przy czym to nie jest tak, że uważam je za strasznie złe, tylko za za drogie w stosunku do jakości.
            • kasica_k Re: OPI 28.07.12, 00:16
              Ale u mnie wcale nie każdy OPI się sprawdził równie dobrze (z tych Twoich nie mam żadnego). Zresztą ostatnio wolę ChG czy Nubar od OPI i wcale nie jestem wielką fanką tej marki. Mam w tej chwili taki zwyczaj, że zanim kupię jakikolwiek lakier, szukam słoczy i recenzji w sieci - a jest ich multum, w tym kilka naprawdę rzetelnie prowadzonych blogów. Zakupy w realu wyglądają u mnie tak: biorę z półki, czytam nazwę odcienia, wklepuję w Google, czytam i oglądam. Dzięki temu myślę, że uniknęłam wielu zbyt-wielo-warstwowców i innych bubli. Wspomniany wyżej China Glaze też ma bardzo różne lakiery - mam taki wymagający 4 warstw, taki, w którym druga jest niemal zbędna oraz taki, w którym po prostu jest zbędna :) To nie zależy tylko od marki, ale od formuły, odcienia itp. Czasem też pewnie od konkretnej partii tudzież fazy księżyca. A także warto wiedzieć, że dobry lakier może kosztować zarówno 5, jak i 50 zł.
    • ciociazlarada Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 23.07.12, 12:36
      Idea wątku bardzo mi się podoba - ale to trochę jak z testami konsumenckimi, do których podchodzę bardzo ostrożnie. Ocena działania kosmetyku jest ostatecznie subiektywna i przewinęły się już przez moją łazienkę totalne buble wychwalane na Wizazu i z nalepką "Sechr Gut". A aktywne substancje, które faktycznie działają można znaleźć w prasie naukowej.

      Więc co to znaczy warte?
      Nerwus ze mnie, więc badziewny krem za 4 euro wkurza mnie tak samo, jak badziewny krem za 40 euro, bo w obu wypadkach zmarnowałam pieniądze.

      Oczywiście, są substancje które po prostu działają i wtedy np. uważam, że retinoidy z apteki za 50 PLN są warte swojej ceny, a retinoidy ĄĘ za 500 PLN z perfumerii nie są. Czy o takie przykłady chodzi?
      • milstar Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 23.07.12, 16:15
        > Więc co to znaczy warte?
        > Nerwus ze mnie, więc badziewny krem za 4 euro wkurza mnie tak samo, jak badziew
        > ny krem za 40 euro, bo w obu wypadkach zmarnowałam pieniądze.
        >
        > Oczywiście, są substancje które po prostu działają i wtedy np. uważam, że retin
        > oidy z apteki za 50 PLN są warte swojej ceny, a retinoidy ĄĘ za 500 PLN z perfu
        > merii nie są. Czy o takie przykłady chodzi?

        Dokładnie. Np. płynowi micelarnemu z Biedronki jestem w stanie wybaczyć średnią "zmywalność", temu z Avene już niekoniecznie, czyli po co przepłacać skoro tę samą jakość mogę mieć taniej.
        • kis-moho Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 23.07.12, 16:23
          > Dokładnie. Np. płynowi micelarnemu z Biedronki jestem w stanie wybaczyć średnią
          > "zmywalność", temu z Avene już niekoniecznie, czyli po co przepłacać skoro tę
          > samą jakość mogę mieć taniej.

          Mnie wkurza nawet płyn za 2 złote, skoro zmywa średnio. Za dwa złote mogę sobie pójść na lody :o)
          Czyli w takim razie chodzi o kosmetyki, ktore działają (na nas), a nie mają tańszych odpowiedników, tak? Bo już kwestia tego, ile chcemy wydać na produkt XY zależy od naszego parcia na oczekiwany efekt, i jest sprawą jeszcze chyba bardziej indywidualną niż to, jak skuteczny jest dany produkt. Ja spokojnie wydam sporo kasy na stanik, a na rozświetlacz niekoniecznie (choćby był jedyny w swoim rodzaju i najlepszy na świecie), tu pewnie ile osób, tyle poglądów.
          • milstar Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 23.07.12, 20:53
            Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że pomysł wątku okaże się tak mało jasny - ale cóż, ja jestem umysł typowo ścisły i tłumaczenie to nie jest moja mocna strona.
            Może napiszę, skąd pomysł: w sąsiednim wątku dziewczyny zachwycają się meteorytami - kosmetykiem drogim, ale dobrym i wydajnym - czyli czymś, w co warto zainwestować. Z kolei w tym samym wątku pojawiła się dyskusja o kosmetykach drogich, ale niekoniecznie dobrze działających - chciałabym wiedzieć, co to za kosmetyki i dlaczego okazały się rozczarowaniem.
            • kis-moho Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 23.07.12, 21:03
              > Może napiszę, skąd pomysł: w sąsiednim wątku dziewczyny zachwycają się meteoryt
              > ami - kosmetykiem drogim, ale dobrym i wydajnym - czyli czymś, w co warto zainw
              > estować. Z kolei w tym samym wątku pojawiła się dyskusja o kosmetykach drogich,
              > ale niekoniecznie dobrze działających - chciałabym wiedzieć, co to za kosmetyk
              > i i dlaczego okazały się rozczarowaniem.

              Czyli "szarpnęłam się i było warto/szarpnęłam się i czuję się zrobiona w balona". Rozumiem i chyba odpadam, rzadko się szarpię na kosmetyki.
            • pierwszalitera Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 23.07.12, 21:34
              milstar napisała:

              Z kolei w tym samym wątku pojawiła się dyskusja o kosmetykach drogich,
              > ale niekoniecznie dobrze działających - chciałabym wiedzieć, co to za kosmetyk
              > i i dlaczego okazały się rozczarowaniem.

              To ja pisałam o wielu rozczarowniach. Od czasu do czasu kupuję co nieco w perfumeriach, zwykle dostaję wtedy próbki przeróżnych specyfików. I to nie tylko takie jednorazówki, tylko małe tubki z zawartością 5ml, starczają na kilka dni testu. Zwykle te drogie kremy były straszną porażką. Nawet ostatnio przy zakupie tuszu do rzęs Diora (Diorshow Iconic 32 euro, jestem zadowolona) dostałam próbę kremu Ultra Correction Lift Crème de Jour Chanel. 50ml tego kremu kosztuje w niemieckim Douglasie 108 euro. W sumie jestem targetem kremu, bo mam dojrzałą, raczej suchą cerę i trochę anti-aging jej nie zaszkodzi. Zwykle otwieram te próbki, by sprawdzić, czy nadają się chociaż jako krem SOS do torebki, na przykład do rąk, czy coś, ale przyzwyczaiłam się, że wiele nie mogę oczekiwać. A ten Chanel to jest po prostu wstrętny. Zalega na skórze jak klej, śmierdzi na perfumowanego pudla i jakoś nie chce mi się wierzyć, że tajemnicza substancja czynna Elemi PFA poprawi mi owal twarzy w ciągu 4 tygodni. Lista składników za to kilometrowa. Tu chyba działa tylko wiara, że te wydane 108 euro jakoś podziałają. Ja po jednej próbie mam dosyć. Ostatnio przy remoncie łazienki wyrzuciłam cały koszyk takich próbek drogich kosemtyków do śmieci, zgromadzonych przez lata.
              Jedynym pozytywnym doświadczeniem takich próbek był krem na noc L'occitane Immortelle, 50 ml, 70 euro. Nawet się zastanawiałam, czy go sobie nie kupić, ale na rynku ekologicznym istnieją na pewno jeszcze inne kremy, równie dobre, ale nieco tańsze, dlatego postanowiłam przetestować jeszcze inne marki i w ten sposób odkryłam Laverę (krem w okolicach 10-15 euro), nie dosyć, że o wiele, wiele tańsza od L'occitane, to wcale nie taka zła.
              • ananke666 Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 24.07.12, 02:27
                > Lista składników za to
                > Kilometrowa. Tu chyba działa tylko wiara, że te wydane 108 euro jakoś podziałają.

                No właśnie, to mnie od jakiegoś czasu zastanawiało. Jeśli jest tego tak dużo, to znaczy, że są to minimalne ilości, zwłaszcza w dalszej części składu. Czy tak małe ilości jakoś działają w ogóle? Te, które działają silnie, pewnie tak, ale w kosmetyce nie ma ich tak znów wiele. A reszta?...

                Trochę mi to przypomina super duper kremy pod oczy - kupuje się słabszy, gorszy kosmetyk w malutkim opakowaniu i sporej cenie...
                • pinupgirl_dg Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 26.07.12, 16:38
                  > > Lista składników za to
                  > > Kilometrowa. Tu chyba działa tylko wiara, że te wydane 108 euro jakoś pod
                  > ziałają.
                  >
                  > No właśnie, to mnie od jakiegoś czasu zastanawiało. Jeśli jest tego tak dużo, t
                  > o znaczy, że są to minimalne ilości, zwłaszcza w dalszej części składu. Czy tak
                  > małe ilości jakoś działają w ogóle? Te, które działają silnie, pewnie tak, ale
                  > w kosmetyce nie ma ich tak znów wiele. A reszta?...


                  Dla mnie długa lista składników oznacza tylko jedno - będę musiała siedzieć trochę dłużej w necie i trochę bardziej się napocić, żeby ją rozszyfrować ;).
                  Nic poza tym.
                  Więc teraz trochę mniej się obawiam długiej listy składników, bo i tak niewiele to mówi o proporcjach, a czasami naprawdę małe dodatki potrafią znacząco wpłynąć na stosowanie kosmetyków. Ostatecznym testem i tak jest nałożenie konkretnego kremu na konkretną skórę.
          • madzioreck Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 24.07.12, 00:10
            > Mnie wkurza nawet płyn za 2 złote, skoro zmywa średnio. Za dwa złote mogę sobie
            > pójść na lody :o)
            > Czyli w takim razie chodzi o kosmetyki, ktore działają (na nas), a nie mają tań
            > szych odpowiedników, tak?

            Myślę, że to może tak: przypuśćmy, że jakiś kosmetyk, na przykład ten płyn micelarny, po prostu ma taką, a nie inną skuteczność zmywania. Ale bardzo Ci zależy, żeby akurat tym się zmywać. No i wtedy nie warto płacić za niego pińcet, skoro ten za 2 zeta działa tak samo :)
      • pinupgirl_dg Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 26.07.12, 16:54
        > Idea wątku bardzo mi się podoba - ale to trochę jak z testami konsumenckimi, do
        > których podchodzę bardzo ostrożnie. Ocena działania kosmetyku jest ostatecznie
        > subiektywna i przewinęły się już przez moją łazienkę totalne buble wychwalane
        > na Wizazu i z nalepką "Sechr Gut". A aktywne substancje, które faktycznie dział
        > ają można znaleźć w prasie naukowej.
        >
        > Więc co to znaczy warte?
        > Nerwus ze mnie, więc badziewny krem za 4 euro wkurza mnie tak samo, jak badziew
        > ny krem za 40 euro, bo w obu wypadkach zmarnowałam pieniądze.
        >
        > Oczywiście, są substancje które po prostu działają i wtedy np. uważam, że retin
        > oidy z apteki za 50 PLN są warte swojej ceny, a retinoidy ĄĘ za 500 PLN z perfu
        > merii nie są. Czy o takie przykłady chodzi?

        Pytanie, co to znaczy "faktycznie działają". Na mnie działają wszystkie moje kosmetyki, innych nie używam :). No może poza olejem na włosy, kremem do skórek (działa, ale wcale nie lepiej, niż uczciwie stosowany krem do rąk, a babrania więcej, ale lubię stosować, to mam). Okres fascynacji kosmetykami chwilowo mnie nie dotyczy, w dodatku wolę energię pożytkować np. na szlifowanie mięśni ramion, więc staram się nie tracić czasu na coś, co nic nie zmienia.
    • anne_stesia Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 23.07.12, 13:17
      Ja chętnie bym dodała takie produkty, ale nie wiem co znaczy "wart swojej ceny". Czy mówimy zatem o kosmetykach luksusowych czy przynajmniej z wyższej półki niż średnia?
      • milstar Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 23.07.12, 16:17
        anne_stesia napisała:

        > Ja chętnie bym dodała takie produkty, ale nie wiem co znaczy "wart swojej ceny"
        > . Czy mówimy zatem o kosmetykach luksusowych czy przynajmniej z wyższej półki n
        > iż średnia?

        Pozostawiam to Twojej decyzji :)
    • lonely.stoner Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 25.07.12, 15:23
      trudno powiedziec- teraz mieszkam w PL i np. bardzo sobie chwale wiekszosc produktow Ziaja ( masla do ciala moim zdaniem lepsze niz te z Body Shop), krem Ziaja Ulga (ujedrniajacy na noc, redukujacy podraznienia) - ma genilany sklad i swietnie nawilza skore. A kosztuje chyba z 10zl. W UK za takie cudo pewnie conajmniej z £20 by trzeba zaplacic. Podobnie Ziaja Sopot Spa plyn micelarny, maska do wlosow z ceramidami, bloker i maslo do ciala kakaowe - genialne produkty za smieszna kase. Tak samo polecana na blogach odzywka Isana (rozowa) z babassu. W Polsce w ogole jest mnostwo swietnych komsetykow i bardzo tanich.
      Z takich drozszych to mysle glownie o Aromatherapy Associates- www.aromatherapyassociates.com/, drogie ale warte swojej ceny, zwlaszcza kremy i balsamy do ciala. Swietne sklady i swietne dzialanie, chociaz jak ktos mieszka w PL i ma Ziaje czy milion innych polskich marek to po co placic tyle kasy? Z Polskich firm jeszcze lubie kolorowke Joko i Bell. I zachwycam sie tez mascia z witamina A :)
      • pierwszalitera Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 25.07.12, 17:37
        lonely.stoner napisała:

        > . W Polsce w ogole jest mnostwo swietnych komsetykow i bardzo tanich.

        Narodowość kosmetyków w ogóle nie gra roli. Ja mam w niemieckich sieciówkach też do dyspozycji tanie niezłe kosmetyki, takie jak na przykład Alverde, czy jeszcze tańsza Balea. To jednak lokalne marki, nie sprzedawane za granicą. W każdym kraju jest na pewno podobny odpowiednik i moim zdaniem warto wypróbować zanim ulegnie się czarowi wielkich międzynarodowych koncernów kreujących sobie bardziej luksusowy wizerunek. ;-)
        • anne_stesia Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 25.07.12, 20:55
          pierwszalitera napisała:

          > Narodowość kosmetyków w ogóle nie gra roli.

          Nikt z tym nie polemizuje ;) Lonely_stoner po prostu stwierdziła fakt, że w Polsce jest dużo świetnych i tanich kosmetyków ;) W czym problem? :D
      • ananke666 Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 25.07.12, 18:29
        Dla mnie dla odmiany prawie wszystkie produkty Ziaji to niewypały. Niski komfort użycia i w zasadzie żadne działanie. Nałogowo kupuję tylko płyn do higieny intymnej.
        • lonely.stoner Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 25.07.12, 19:10
          no bo Ziaja tez ma sporo bubli. Najlepiej czytac sklad INCI - wtedy jest naprawde latwo uniknac tego co nam szkodzi.
          • madzioreck Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 25.07.12, 20:38
            Ano ma, niestety... wszystko, co wezmę do ręki, co by mnie interesowało - jest na parafinie. Te cudnie pachnące masła do ciała, waniliowe i kakaowe, kokosowe, kozie mleka... także z ziajowych smarowideł musiałam zrezygnować.
            Ale szampony, mydła pod prysznic i takie tam mają fajne :)
            • fanaberia.fanaberia Ziajowe masła 25.07.12, 20:50
              Madziorku, a kiedy sprawdzałaś skład maseł? Czy to możliwe, żeby były różne wersje? Parę miesięcy temu używałam waniliowego i na 100% nie było w nim parafiny. Wizaż potwierdza. Świństwo by mi zrobili dodając parafinę, bo naprawdę mało jest na rynku fajnych kosmetyków o zapachu wanilii.
              • madzioreck Re: Ziajowe masła 26.07.12, 17:49
                O matuchno, no to jutro lecę do Rossmana! Miałam te kosmetyki jakieś 2 lata temu, ale oddałam, kiedy odkryłam, że parafina robi mi kuku. Jest szansa (choć niewielka, bo raczej nie wywaliłabym kosmetyku bez przeczytania składu...), że poleciały za ciosem, bo miałam też krem do twarzy masło kakaowe - może tam było to dziadostwo...?
                • pinupgirl_dg Re: Ziajowe masła 26.07.12, 18:13
                  > O matuchno, no to jutro lecę do Rossmana! Miałam te kosmetyki jakieś 2 lata tem
                  > u, ale oddałam, kiedy odkryłam, że parafina robi mi kuku. Jest szansa (choć nie
                  > wielka, bo raczej nie wywaliłabym kosmetyku bez przeczytania składu...), że pol
                  > eciały za ciosem, bo miałam też krem do twarzy masło kakaowe - może tam było to
                  > dziadostwo...?

                  Bardzo możliwe, ja też miałam ten krem i z tego, co pamiętam, był na parafinie (jak większość kremów Ziaji, przynajmniej do twarzy). Parafina mi nic nie robi złego, ale ten krem wspominam źle, lepił się, pachniał tak, że w głowie się kręciło i mimo tłustości bardzo słabo nawilżał. Zmęczyłam go do rąk. Ale ma grono fanek, mi nie podszedł.
                  • lonely.stoner Re: Ziajowe masła 26.07.12, 22:48
                    maslo kakaowe nie ma parafiny, ale juz chyba krem kakaowy lekka formula czy taki przyspieszacz opalania sa na parafinie - wiec najlepiej wlasnie sklad czytac!
                    • red_boots Re: Ziajowe masła 26.07.12, 22:56
                      masła Ziaji nie mają parafiny w składzie, przynajmniej te, których ja używałam (oliwkowe, pomaranczowe i kozie mleko). co innego kremy do twarzy. chociaż i tu by się znalazły takie bez parafiny.
                    • madzioreck Re: Ziajowe masła 26.07.12, 23:49
                      ale juz chyba krem kakaowy lekka formula

                      Si, właśnie ten :)
                      No właśnie czytam, i wydawało mi się, że dlatego się tamtych maseł pozbyłam - ale teraz polecę po nowe :D
      • pinupgirl_dg Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 26.07.12, 16:46
        > trudno powiedziec- teraz mieszkam w PL i np. bardzo sobie chwale wiekszosc prod
        > uktow Ziaja ( masla do ciala moim zdaniem lepsze niz te z Body Shop), krem Ziaj
        > a Ulga (ujedrniajacy na noc, redukujacy podraznienia) - ma genilany sklad i swi
        > etnie nawilza skore.

        Ja też sympatyzuję z Ziają. Nie za bardzo mi się spodobały ich kremy apteczne, nie były złe, ale też nic powalającego. Za to te drogeryjne bardzo lubię, chociaż zdarzają się wyjątki. Chwalę: żele do higieny intymnej, szampony i odżywki (odżywki naprawdę mi spasowały, można używać ze spłukiwaniem i bez i w obu wersjach się sprawdzają), kremów do twarzy (tu w zasadzie też się polubiliśmy, poza kremem kakaowym). Te masła widziałam w sklepach, ale po doświadczeniach z kakaowym kremem (który się bardzo lepił i miał okropnie ciężki zapach) jakoś się nie skusiłam, ale w sumie do ciała mogłoby być fajne :).
    • red_boots Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 26.07.12, 23:14
      zdecydowanie nie warte swojej ceny: cienie magnetyczne ArtDeco. jest tego malutko w opakowaniu, łatwo się kruszą, musiałam się nieźle namachać, żeby nie było prześwitów, ciężko się nakłada, podkreślają fałdy na powiece. niewarte 25 zł za 0,8 g, niewarte nawet 5 zł.
      podobnie było z rozświetlaczami, dostałam je w prezencie, więc nie musiałam płacić prawie 100 zł za kolejny bubel ArtDeco. rozświetlacz miał w sobie wielkie brokatowe drobiny, które były wszędzie: na ubraniu, na twarzy, we włosach. do twarzy się to nie nadawało, próbowałam zatrudnić go jako cień do powiek- nic z tego.
      • pierwszalitera Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 27.07.12, 00:46
        red_boots napisała:

        > zdecydowanie nie warte swojej ceny: cienie magnetyczne ArtDeco. jest tego malut
        > ko w opakowaniu, łatwo się kruszą, musiałam się nieźle namachać, żeby nie było
        > prześwitów, ciężko się nakłada, podkreślają fałdy na powiece. niewarte 25 zł za
        > 0,8 g, niewarte nawet 5 zł.

        No proszę, a ja zawsze byłam z nich zadowolona, moim zdaniem najlepsze z konwencjonalnych na rynku ( teraz używam ekologicznych) . ArtDeco kupowałam latami, w przeróżnych wersjach i kolorach. Dobrze się nanosiły, świetnie trzymały, nigdy nie kruszyły, a małe opakowania były dla mnie zaletą, bo nie musiałam wyrzucać niedokończonych wielkich drogich opakowań, jak u innych marek, a maluję oczy codziennie i codziennie używam cieni, ale przecież nie ciągle jednego koloru. A jedna kasetka z moimi indywidualnymi ulubionymi kolorami, to super praktyczna sprawa. Do tego nie podrażniały moich wrażliwych oczu. Do dzisiaj używam czasem ich koloru duochrome aubergine, żaden cień nie podkreśla tak pięknie mojego koloru oczu. A kolor matt black robi filmowe głębokie smokey eyes i nie potrzeba do niego już konturówki. Prześwitów nigdy też nie miałam, ale ja nakładam cienie zawsze na "zagruntowaną" podkładem powiekę.
        Z ArtDeco kocham też lakiery do paznokci. Uwielbiam ich ceramic mini edition, super jakość w małych buteleczkach. Ja maluję paznokcie tylko od czasu do czasu, lubię zaszaleć wtedy z kolorem i duże butelki są dla mnie zupełnie nieekonomiczne, chyba jeszcze nigdy nie zużyłam całej. Tego lata moim faworytem jest turquoise crush.
        • red_boots Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 27.07.12, 22:40
          pierwszalitera napisała:

          > No proszę, a ja zawsze byłam z nich zadowolona, moim zdaniem najlepsze z konwen
          > cjonalnych na rynku

          ja bym spokojnie znalazła kilka lepszych :)
          w miarę zadowolona jestem z ich pomadki. szału nie ma, trochę wysusza usta, ale ma ciekawy odcień, który ciężko mi znaleźć w ofercie innych marek.
        • madzioreck Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 28.07.12, 12:31
          Podejrzewam, że jak zwykle zależy to od koloru. W każdej firmie, z której miałam cienie, było tak samo: jedne kolory nakładają się super, inne do bani, są wszędzie, tylko nie na powiece.
          Na razie wypróbowałam jeden ArtDeco - cielisty ze sporą ilością złotych drobinek - takie cienie zawsze są problematyczne, bo ciężkie drobinki spadają z powiek, a za lekkie - fruwają. Kupiłam baz w charakterze kleju do cieni i jest OK.
          Ale też trudno mi powiedzieć, czy jest aż tak super, żeby malutki cień tyle kosztował...
          • pierwszalitera Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 28.07.12, 13:07
            madzioreck napisała:

            > Ale też trudno mi powiedzieć, czy jest aż tak super, żeby malutki cień tyle kos
            > ztował...

            Ale ta cena nie jest przecież wcale wysoka. Około 5 euro za cień. ArtDeco to marka średniopółkowa, jest mnóstwo o wiele droższych. U MAC`a cienie kosztują na przykład dwa razy tyle (w przeliczeniu na wagę produktu). Jasne, że znajdziesz i tańsze, ale tu trochę zależy od klientki, co chce kupować, znaczy ile chce wydać. Mnie w każdym razie irytują drogie kombinacje dwóch, albo i więcej kolorów, z których wykorzytuję tylko jeden. Wiele firm tak robi, że ma dosyć nudną bazówkę, a piękne sezonowe kolory wyrzuca w niepraktycznych kombinacjach po odpowiednio wysokiej cenie. To jest dla mnie zupełnie nieekonomiczny produkt i szeroki asortyment jedynek to super sprawa. A wiele firma ma do tego wielgachne opakowania z dużą ilością cienia, którego nie masz szans zużyć w ciągu roku, a do starszych napoczętych cieni podchodzę z ostrożnością, bo to w końcu kosmetyk do wrażliwego oka. Wolę więc małe ilości, nawet jak kosztuje to odrobinkę więcej. I nie wolno dać się zmylić wielkością opakowania, bo u ArtDeco są one malutkie, a niektóre marki mają tylko więcej plastiku wokół, co robi wrażenie większej ilości cienia. Cenę najlepiej przeliczać na gram produktu.
            • izas55 Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 28.07.12, 13:30
              Oczywiście, że można kupić droższe. Ale można kupić również Inglota, który jest w znakomitej większości przynajmniej tak dobry lub lepszy od MACa i kosztuje w Polsce ~3 euro za wkład 3x większy od ArtDeco, można też kupić mniesze wkłady. Cieniom przez pół roku nic się nie stanie, zwykle okres ich ważności to 24 lub 36 miesięcy.
              Dla mnie też akurat ArtDeco nie jest warte swojej ceny. Kedyś kupowałam je częściej. Ale nie cienie we wkładach, tylko te z serii art Desgner www.douglas.pl/douglas/productbrand_3000000169.html bo się wyróżniały jakością i długo się trzymały. Teraz cienie o lepszej jakości można kupić po prostu taniej
              • anne_stesia Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 28.07.12, 14:01
                Dokładnie, Inglot jest doskonałą marką, docenioną wielokrotnie. Mam w tej chwili kilka paletek, skomponowanych tak, żeby mi odpowiadały, niektóre kolory mam ponad rok, czy półtora i są nadal świetne. A śmiesznie tanie w przeliczeniu cena/jakość.
                • pierwszalitera Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 28.07.12, 14:14
                  anne_stesia napisała:

                  > Dokładnie, Inglot jest doskonałą marką, docenioną wielokrotnie.

                  O Inglocie nie mogą niczego powiedzieć, bo nigdy nie próbowałam tej marki. Nie bardzo wiem, gdzie to się poza Polską kupuje. Jak ich strona podaje, w całych Niemczech mają raptem dwa sklepy. To tak jakbym ja napisała, kupujcie cienie marki P2 z drogerii DM. Podobno są znakomite, mają olbrzymią kolekcję, a kosztują grosze. No i są u mnie na każdym rogu. ;-)
                  • madzioreck Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 28.07.12, 14:19
                    No ale bywasz w Polsce, wejdź kiedy i zobacz :)
                  • anne_stesia Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 28.07.12, 14:24
                    Nikt Ci nie broni tak napisać ;)
                    Inglot wszedł niedawno do Douglasa - jest wielkie stoisko u mnie, może to polityka ogólnopolska, a może niedługo zyskasz przyjemność wypróbowania tych wspaniałych kosmetyków ;)
                  • izas55 Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 28.07.12, 14:42
                    No ale zawsze polecasz nam np. Alverde, które w Polsce też jest nie do dostania normalnie w sklepie, na równi z p2. Jeżeli chcemy spróbować to robimy to podczas wyjazdów do krajów w których są, lub prosimy inne forumki o przysługę. Więc argment, że trudno je dostać w Niemczech tak średnio do mnie przemawia ;-). Inglot ma np. sklep internetowy w UK www.inglotuk.com/ i Holandii www.inglotnl.com/ z których chyba wysyła do Niemiec.
                    Ale chyba najprościej zajrzeć ci będzie do sklepu w Polsce i obejrzeć je za żywo. Sklepy Inglota są już w chyba każdym centrum handlowym, a oddzielne stoiska w Douglasach. Wybór cieni i szminek pod względem koloru i wykończenia jest oszałamający. I oczwście trafiają się lepsze i gorsze kolory, tak jak w każdej firmie. Ja np. nie polecam większości matowych cieni Inglota.
                    Dużo recenzj i słoczy znajdziesz tu - www.temptalia.com/category/brands/inglot
                    • pierwszalitera Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 29.07.12, 00:34
                      izas55 napisała:

                      > No ale zawsze polecasz nam np. Alverde, które w Polsce też jest nie do dostania normalnie w sklepie, na równi z p2.

                      Tak, ale ja polecam Alverde, bo to najtańsza znana mi na rynku europejskim marka ekologiczna, nie polecam lokalnych, trudno dostępnych w innych krajach kosmetyków konwencjonalych, dla których łatwo znaleźć zastępstwo na własnym podwórku, takich właśnie jak na przykład P2. Aż tak cudowny bowiem ten Inglot być nie może, bym sprowadzała go pocztą i płaciła za przesyłkę. U siebie w drogerii mam całą masę podobnych produktów, po równie niskiej cenie. A Alverde jest jedyna w swoim rodzaju i czegoś takiego w Polsce jeszcze nie ma, więc jeżeli kogoś interesują certyfikowane kosmetyki ekologiczne po niskiej cenie, to warto Alverde sobie kupić w przypadku wycieczki za zachodnią granicę.
                      • izas55 Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 29.07.12, 08:24
                        A Alverde jest jedyna
                        > w swoim rodzaju i czegoś takiego w Polsce jeszcze nie ma
                        Co przez to rozumiesz że nie ma? Certyfikowanych tanich drogeryjnych kometyków nie ma? Są. A z tanich marek jest dostępna w każdym Rossmanne Alterra. Co jest w kosmetykach Alverde takiego niezwykłego? Bo ja przetestowałam większość serii kremów i kolorówkę i tak jak w przypadku każdych kosmetyków widzę poprostu lepsze i gorsze produkty.

                        Nie, Inglot nie jest cudowny, ani być może cudowniejszy od czegokolwiek. Ale rozmawamy o stosunku ceny do jakości i tutaj Inglot bije konkurencję na głowę.
                        • pierwszalitera Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 29.07.12, 12:17
                          izas55 napisała:

                          > Co przez to rozumiesz że nie ma? Certyfikowanych tanich drogeryjnych kometyków
                          > nie ma? Są. A z tanich marek jest dostępna w każdym Rossmanne Alterra. Co jest
                          > w kosmetykach Alverde takiego niezwykłego? Bo ja przetestowałam większość seri
                          > i kremów i kolorówkę i tak jak w przypadku każdych kosmetyków widzę poprostu le
                          > psze i gorsze produkty.

                          Alterra ma bardzo ograniczony asortyment i nawet nie wiem czy ma kolorówkę, ale chyba nie ma. Niezwykłe w marce Alverde jest właśnie to, że ma praktycznie wszystko w niezwykle szerokim asortymencie po bardzo niskiej cenie, jak tania marka konwencjonalna. Nie każdemu każdy produkt musi odpowiadać, ale można wypróbować wszystko bez obawy przed spustoszeniem w portfelu, od produktów do mycia, poprzez kremy, balsamy i kosmetyki do zadań specjalnych, po bogatą kolorówkę i całą masę limitowanych produktów wyrzucanych co parę tygodni na rynek. I to wszystko w ekologicznej jakości. Która to twoim zdaniem marka dostępna w Polsce spełnia te warunki?
                          Acha, i to nie ja wprowadziłam Alverdę w tym wątku do dyskusji. Nie porównuję jej ani do ArtDeco, ani do Inglota, bo to inna działka. Dla mnie marka ekologiczna ma na starcie więcej punktów, ale nie narzucam nikomu mojego punktu widzenia, informuję o tej możliwości tylko tych, którzy mają podobne zdanie, a nie chcą, czy nie mogą pozwolić sobie na droższe ekologiczne produkty. A cienie od Alverde też są różne. Za najlepsze uważam te mineralne w proszku, niestety z serii limitowanej, tu mają u mnie minus, za szybko zmieniają niektóre produkty.


                          > Nie, Inglot nie jest cudowny, ani być może cudowniejszy od czegokolwiek. Ale ro
                          > zmawamy o stosunku ceny do jakości i tutaj Inglot bije konkurencję na głowę.


                          Nie jestem pewna czy tak jest. W każdym kraju są całkiem porządne marki po niskiej cenie. Jedna tylko drogeria DM proponuje w Niemczech całą ścianę z tanią kolorówką. Masz tam P2, Essence, Manhattan, Astor i jeszcze 2-3 inne marki, których nazw sobie nie przypominam, bo rzadko zwracam na nie uwagę. Więc każdy kraj ma swojego Inglota.
                          Chcę tylko dodać, że ja też nie widzę potrzeby wydawania niepotrzebnie pieniędzy, gdy podobny produkt można dostać gdzieś taniej, więc jestem pewna, że Inglot jest super alternatywą do ArtDeco, podobnie jak taką alternatywą jest marka P2, czy Essence. Jak trafisz tu na mniej pasujący ci produkt, to było przynajmniej tanio.


                          • izas55 Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 29.07.12, 14:29
                            Ściany z tanią kolorówką znajdziesz w Polsce w każdej drogerii, i Essence i Catrice i Astor i mnóstwo innych w tym polskich marek. Ale ja mówiłam zupełnie nie o tym.
                            Jako argument że np owo Artdeco jest świetne podałaś możliwość indywidualneo tworzenia zestawów w magnetycznych kasetkach, podałam ci więc przkład tańszej firmy, która oferuje to samo, w dodatku w lepszej jakości. Przecież cię nie zmuszam do kupowania Inglota, pokazuję tylko, że jest wybór. Dlatego jeżeli nawet miałabym brać pod uwagę tylko możliwość indywidualnych zestawów to dalej jestem zdania, że ArtDeco jest mniej warte swojej ceny od Inglota.
                          • mszn Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 29.07.12, 15:36
                            Alterra ma kolorówkę, chociaż szafy są w nielicznych Rossmannach. To, co widziałam, wyglądało porównywalnie do Alverde (czyli - moim zdaniem - badziew z szansą na nieliczne wyjątki).
                      • maggianna Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 29.07.12, 12:32
                        Nie tylko podczas wycieczki za zachodnia granice bo Alverde dostepne jest w wielu krajach - kupowalam i w Rumunii i na Wegrzech, niestety na opakowaniach nie ma podanego kraju produkcji.
                        Zachecona recenzjami przetestowalam wiekszosc ich produktow i przyznam ze niska cena jest ich glowna zaleta, wysoka jakosc juz niekoniecznie. Niezle sa zele pod prysznic, balsamy do ciala i olejki do ciala, reszta kosmetykow jest przecietna - kosmetyki kupowaly tez moje kolezanki i maja taka sama opinie. Kolorowka jest jak dla mnie slaba - kredki do oczu twarde (nie da sie nimi malowac), cienie malo napigmentowane i nie trzymajace sie na powiece, tusz podraznil mi oczy a blyszczyk i szminka wysuszaly usta - zal nawet tych paru euro.

                        A co do Inglota - uzywam cieni Lancome, Chanel, MAC, YSL i Inglot jest porownywalny jakosciowo tylko pare razy tanszy, do tego mozna samemu stworzyc palete, wiec warto sobie kupic w przypadku wycieczki za wschodnia granice.
                  • pinupgirl_dg Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 28.07.12, 16:19
                    Inglot jakoś nie podbił mojego serca, nie jest to moja marka nr 1 bo znam tańsze i bardziej mi pasujące, ale na pewno jest wart przetestowania. Wybór ogromny, można kupić kosmetyki do paletki magnetycznej (faktycznie świetny wynalazek, bo też nigdy nie zużywam zestawów, a kilka pojedynczych cieni trudno ogarnąć), generalnie kosmetyki nie są złe, chociaż mają lepsze i gorsze produkty, ceny znośne (jak na polskie realia średnia półka).
                    Mi bardzo się spodobał ich podkład (a czytałam, że akurat podkłady mają kiepskie), lubię też lakiery do paznokci. Reszta testowany taka sobie chociaż nie mam dużego doświadczenia, za buble uważam korektory.
                    Jedynie oświetlenie w salonach podejrzane, można się nieźle zdziwić po wyjściu na zewnątrz tym, co się kupiło ;). Ale wiadomo, że zawsze lepiej obejrzeć kosmetyk w różnym świetle, więc mój błąd.
            • madzioreck Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 28.07.12, 14:17
              Wiem, że są droższe, i za wypaśną jakość mogę zapłacić więcej. Tyle, że te cienie nie są lepsze od takiego Inglota na przykład, gdzie też każdy kolor kupisz we Freedom System - i za 5 większych cieni zapłacisz po 10 za sztukę. Ale już tenże Inglot nie nakłada się tak, jak Isadora - więc nie dałabym za niego tyle, co za Isadorę :)
          • red_boots Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 28.07.12, 23:18
            madzioreck napisała:

            > Podejrzewam, że jak zwykle zależy to od koloru. W każdej firmie, z której miała
            > m cienie, było tak samo: jedne kolory nakładają się super, inne do bani, są wsz
            > ędzie, tylko nie na powiece.

            Bardzo możliwe. ArtDeco ma kilka grup tych cieni: perłowe, opalizujące, matowe itd., i pewnie różnią się trochę między sobą, choćby konsystencją, a co za tym idzie, wygodą użytkowania. Te, które ja miałam były brokatowe, dosyć suche, nakładałam je bez bazy i był problem z równomiernym nałożeniem. Z pigmentacją też nie było najlepiej i niestety, ale kolor na powiece był bladą wersją tego w opakowaniu.
            • pierwszalitera Re: Kosmetyki warte i nie warte swojej ceny 29.07.12, 00:16
              red_boots napisała:

              > Bardzo możliwe. ArtDeco ma kilka grup tych cieni: perłowe, opalizujące, matowe
              > itd., i pewnie różnią się trochę między sobą, choćby konsystencją, a co za tym
              > idzie, wygodą użytkowania. Te, które ja miałam były brokatowe, dosyć suche, nak
              > ładałam je bez bazy i był problem z równomiernym nałożeniem. Z pigmentacją też
              > nie było najlepiej i niestety, ale kolor na powiece był bladą wersją tego w opa
              > kowaniu.

              A ja akurat testowałam wszystkie oprócz właśnie tych brokatowych, bo brokatu generalnie nie lubię, więc może być, że te są u ArtDeco do bani. ;-)
Pełna wersja