slotna
09.02.13, 01:29
Sa takie rzeczy, ktorych nie cierpie na siebie nakladac, ale robie to z bolem dla znakomitych efektow. I tak:
1. Smarowanie ciala. Wyprobowalam mase balsamow, niektore smierdza po chwili od nalozenia i zasmradzaja ubrania (rekordy bil brazujacy balsam Kolastyny z wyciagiem z orzechow wloskich, do dzis pamietam ten szok - co sie stalo z moja pizama?? :D). Inne zostawiaja wyjatkowo tlusta powloke. Jeszcze inne nie chca sie wchlaniac. Wszystkie zostawiaja slizgata warstewke pod biustem, zebym nie wiem jak nie wklepywala, a nawet wycierala. Nie znosze zakladac ubrania na wybalsamowane cialo, nawet pizamy. Poza tym jest u mnie zimno i przez to smarowanie jest dodatkowo nieprzyjemne (chociaz sama czynnosc mi nie przeszkadza jako taka). Niestety mam sucha skore, ostatnio z alergia, i musze to robic dosc regularnie. Bu :/
2. Olejki i tluste kremy do twarzy. Dzialaja na mnie swietnie, znacznie lepiej niz kremy nawilzajace, i stosuje je na noc prawie codziennie. Niestety potwornie brudza mi okulary i zaslimaczaja oczy, czytanie w lozku przestaje sprawiac przyjemnosc.
3. Kremy na dzien z wysokimi filtrami. Trafilam w swej karierze na jeden Iwostin, ktory nie zostawial bialego filmu, ale to bylo tak dawno, ze pewnie juz go nie produkuja. Wszystkie inne zostawiaja i czuje sie przez to niedomyta, a podklad warzy mi sie na nich bezustannie.
4. Smarowanie dloni. No, to robie zdecydowanie za rzadko, glownie niestety na noc. Nie wiem, jak mozna funkcjonowac z warstwa kremu na rekach, a chcialabym sie nauczyc, bo czesto mi sie przesuszaja od wiatru i zimna.
A wy jak macie?