ZSK, BU i tym podobne a przebadanie kosmetykow

13.06.13, 17:21
Zastanawialam sie ostatnio nad bezpieczenstwem uzywania kosmetykow z BU czy ZSK. Cos mi sie kolacze w glowie, ze polprodukty nie sa kosmetykami i dlatego nie musza byc przebadane jak inne. Czy te kosmetyki sa w ogole badane pod katem chocby mikrobiologicznym czy toksykologicznym? Czy sprawdzane sa warunki przechowywania i produkcji polproduktow? Teoretycznie wiekszosc rzeczy da sie wyprodukowac w piwnicy w kociej kuwecie...
    • izas55 Re: ZSK, BU i tym podobne a przebadanie kosmetyko 14.06.13, 12:55
      Te firmy sprzedają właściwie konfekcjonowane odczynniki chemiczne, a każdy odczynnik jak sama pewnie wiesz powinien mieć MSDS (material safety data sheet), który jest dołączany przy sprzedaży odczynników chemicznych, lub dostępny na żądanie. Podejrzewam, że można też sprzedającego zapytać o numer katalogowy i producenta danego związku. Toksyczność samych związków będzie na MSDS. Pod względem mikrobiologicznym - to zależy. Niektóre rzeczy sprzedawane w tego typu miejscach maja konserwanty np hydrolaty. Inne - nie za bardzo są pożywką dla bakterii, bo choć bakterie potrafią rosnąć w stężonym NaOH, to jest to raczej rzadkość. Na wszystkich rzeczach kupowanych przeze mnie była zawsze wyraźna data przydatności do użycia. Zwykle bardzo krótka. Przy większości mieszanek zaznaczone jest, żeby trzymać je w lodówce i zużyć na przykład w tydzień. Z drugiej strony oliwa, którą kupujesz w sklepie nie jest sterylna, a też nikt ci nie broni używać jej jako kosmetyku

      Tylko od uczciwości sprzedawcy zależy czy nie miesza ich w kociej kuwecie, nie wiem czy ktoś to sprawdza. Z drugiej strony, nie mam również specjalnego zaufania do kosmetyków kupowanych np. w różnych małych sklepikach i na bazarkach, bo nie wiem w jakich warunkach były przechowywane.

      Nie wiem czy dystrybucja odczynników chemicznych podlega jakimś regulacjom, wiele odczynników w fabrycznych opakowaniach można kupić np. na allegro. W Warszawie możesz zrobić zakupy w sklepie PoCH (Polskie odczynniki chemiczne). Czasem tak robię i mieszam sobie litry zmywacza do paznokci.....
      • zawsze_zielona Re: ZSK, BU i tym podobne a przebadanie kosmetyko 14.06.13, 15:39
        Zdaje sobie z tego wszystkiego sprawe i tak jak Ty nie kupuje na bazarkach, wlasnie ze wzgledu na warunki przechowywania. Chyba najbardziej ta uczciwosc sprzedajacego mnie meczy. Jak kupuje w sklepie stacjonarnym olej to widze gdzie stoi i takiego stojacego zaraz przy oknie nie kupie (BTW czesto i gesto sie to zdarza w sklepach ze zdrowa zywnoscia). Akurat w tym wypadku kupowanie przez siec to troche kupowanie kota w worku.
        W sumie chyba o najwiekszy bol glowy przyprawiaja mnie hydrolaty i oleje.
        • izas55 Re: ZSK, BU i tym podobne a przebadanie kosmetyko 14.06.13, 16:35
          Hydrolaty maja zwykle konserwanty, a olej jak zjełczały to zwykle zmienia zapach i konsystencję.
          Ja sobie kupiłam jednak konserwant oddzielnie i dodaję do mieszanek, a wszystko i tak trzymam w lodówce.
    • the_pipeline Re: ZSK, BU i tym podobne a przebadanie kosmetyko 15.06.13, 14:19
      W sąsiednim wątku został zalinkowany ciekawy blog (i wywiązała się nawet dyskusja z autorem;P), w którym w jednym poście autor też zahaczył ten temat.
      Pisze on coś takiego i wg mnie brzmi to rozsądnie:

      "Jaką gwarancję ma konsument, że otrzymuje produkt czysty mikrobiologicznie i toksykologicznie? Taką samą, kiedy kupuje mojito w klubie lub serek wiejski w markecie. Albo makrelę w rybnym. Zapewne dany sklep sieciowy sprowadzając np. od naszych zachodnich sąsiadów (niemiecka chemia jest fantastyczna) dany ingredient otrzymuje atest, który stanowi podstawę ich działania. A teraz załóżmy mroczne sci-fi: nawet gdyby czystość produktu była tajemnicza, to i tak konsumenci by to zweryfikowali - każdy taki sklep posiada otwarty system komentowania, dodatkowo w sieci istnieje nieskończona liczba blogowych recenzji konkretnych produktów np. z BU czy ZSK. Nie słyszałem o infekcjach i toksycznych reakcjach skórnych. Od kiedy powstały takie sklepy, oddziały dermatologiczne i ostre dyżury toksykologicznie nie notują większej liczby przypadków wskazujących na negatywne efekty stosowania DIY kosmetyków. Nikt wąglika nam nie podrzuca, zapewniam."
      • zawsze_zielona Re: ZSK, BU i tym podobne a przebadanie kosmetyko 17.06.13, 12:10
        Ok, zgadzam sie i o waglika za bardzo sie nie martwie;)
        Chodzi mi raczej o to, ze kosmetyki wprowadzane na rynek jakis atest i badania miec musza a polprodukty/odczynniki chemiczne nie. Czy atest/badania to sciema, bo konsument i tak zweryfikuje? Po co w takim razie gros producentow je robi, skoro moglby nie robic? Czysto teoretcznie zastanawiam sie;)
        • the_pipeline Re: ZSK, BU i tym podobne a przebadanie kosmetyko 17.06.13, 12:43
          Ale z tego co się orientuję to wszystkie odczynniki chemiczne/półprodukty itd mają jakieś atesty i badania. Bo cały ich proces produkcji i oczyszcaania odbywa się pod kontrolą, są wytyczne, normy, GMP itd. I chyba nie może być mowy o żadnych skażeniach mikrobiologicznych, bo to wyklucza taki odczynnik z uzycia. W każdym celu do którego może być uzyty. Na końcu jest jakiś papier który określa ostateczne przeznaczenie, typu: dla ludzi , dla zwierząt, do diagnostyki, do badań naukowych, ale jest to w dużym stopniu biurokratyczna papierkologia, która gdzieś tam na początku miała na celu ochronę ludzi:)
          To że odczynnik chemiczny nie jest zaatestowany jako kosmetyk, nie znaczy w cale że jest gorszej jakości, mniej czysty czy coś.
          A to że sprzedający go pośrednik (czyli sklep internetowy), może go jakoś zepsuć, np źle przechowywać, dodać wody żeby było więcej;) to już chyba zweryfikowąć musi konsument. Ale to samo dotyczy innych działek, chociażby żywności.
        • pierwszalitera Re: ZSK, BU i tym podobne a przebadanie kosmetyko 17.06.13, 12:58
          zawsze_zielona napisała:

          Czy atest/badania to sciema,
          > bo konsument i tak zweryfikuje?

          A jak niby zweryfikuje? Naprawdę wystarczy, że nie obsypie mnie natychmiastowo parszydłem, że staję się kandydatką na ostry dyżur dermatologiczny? A przecież w ostatnich 30-40 latach wycofano całą masę skladników, które istniały wcześniej w kosmetykach i ludzie używali. Czy ktoś wcześniej umarł natchmiastowo od konserwowanych formaldehydem pachnideł? Nie, ale nikt tego dziś do kosmetyków nie pakuje i z nie bez powodu. Jasne, że jak wypiję herbatkę skażoną szczurzym kałem, to się pewnie zaraz nie otruję, ale po to się gotowe produkty sprawdza, by takie przypadki się nie zdarzały (zbyt często). I by było wiadomo, że kupuję olej wyprodukowany i przechowywany w uczciwy sposób, a nie taki przewożony w kanistrach po rozpuszczalnikach na przykład. Ja półproduktom nie dowierzam i wolę dopłacić do gotowego produktu, wytwarzanego przez imienną markę, muszącą liczyć się z fachową kontrolą. Nie mówię tu o olejach ze spożywczych półek, bo żywność jest też sprawdzana, więc już prędzej posmarowałybm się oliwką z supermarketu niż olejkiem arganowym zakupionym na ebayu.
Pełna wersja