bathilda
04.12.14, 09:54
Chciałam się wpisać do wątku dla świeżynek, ale zobaczyłam że nie ruszany prawie półtora roku więc postanowiłam jednak założyć nowy. Choć pytanie mam z gatunku "dla początkujących" :).
Tytułem wstępu - mam naturalnie bardzo jasną cerę. W połączeniu z ciemnobrązowymi włosami oraz oczami i ich oprawą, kiedy zimą schodzi mi opalenizna wyglądam jak królewna Śnieżka. Oznacza to że regularnie wysłuchuję od bliższych i dalszych znajomych że jestem chorobliwie blada a każdy lekarz na dzień dobry pisze mi zlecenie na morfologię. Trochę mnie to już nuży, więc postanowiłam kupić pierwszy raz w życiu róż żeby nabrać kolorów. Pani w inglocie pomogła mi wybrać taki różowo-pomarańczowy odcień sypkiego różu, trochę z połyskiem, wydawał się dość naturalny.
No i zaczęły się schody kiedy przyszło do użycia go w domu. Wzięłam pędzel i pociągnęłam nieduża ilością kości policzkowe. Tyle że ja mam twarz raczej pyzatą, kości policzkowe nie są szczególnie widoczne. No i po tym naróżowaniu miałam poczucie że jednak wygląda to nienaturalnie bardzo, taka plama ni z tego ni z owego na środku policzka. Przy kolejnym podejściu postanowiłam pójść dalej. Nałożyłam puder (którego na co dzień nie używam) i na to róż. Wyszło takoż dziwnie. Za trzecim podejściem nałożyłam najpierw róż a potem puder. I to już było najlepsze, choć jakoś wydało mi się to rozwiązaniem nieintuicyjnym. W dodatku miałam nadzieję, że jednak będę mogła używać różu samego, bez pudru.
I tutaj moje pytanie do kosmetycznych ekspertek. Jak ten róż nakładać żeby było dobrze? A może po prostu muszę się przyzwyczaić do tego jak wygląda moja twarz z różem i tyle? W sensie że to co ja odbieram jako efekt "dziwny" jest po prostu normalne bo przecież o to chodzi żeby twarz wyglądała inaczej? A może wreszcie powinnam sobie kupić inny róż lub w ogóle inny kosmetyk żeby z tym efektem królewny Śnieżki walczyć?