anne_stesia
26.01.15, 23:10
Dostałam na urodziny zestaw cieni w słoiczkach Maybelline Color Tattoo :45 Infinite White, 15 Endless Purple i 20 Turquoise forever. Do samych kolorów nie byłam przekonana z początku, najbardziej podobał mi się fiolet, ale odłożyłam je na bok, bo nie było okazji do szalonych makijaży. Aż przyszedł sylwester w stylu lat 80-90 i postanowiłam zrobić niebiesko-fioletowy makijaż. Ku mojemu zaskoczeniu - cienie są hitem! Ja, która nie umiem się malować wyczarowałam na powiekach coś, co znajomi komplementowali wielokrotnie tej nocy :)
Konkrety:
-nakładają się nierówno, bo fiolet (i biały w sumie też) jest kapryśny, roluje się, ale wklepując pędzlem da się go nałożyć tak, żeby był intensywny, niebieski za to jest idealny
-trwałość obłędna, bez problemu wytrzymały całą noc bez osypywania się, bez rozmazania, coś niesamowitego
Dokupiłam sobie kolejne dwa cienie - 40 Permanent taupe i 35 On and bronze, które są najczęściej komentowane na blogach. Permanent taupe używam do brwi, bo konsystencję ma tępą, a kartoflany matowy kolor trudno mi jakoś ładnie zestawić. On and bronze za to rzucam na całą powiekę i pracuje się z nim niesamowicie przyjemnie, kryje od razu, doskonale się rozciera.
Czekam teraz na przesyłkę z czernią, ciemnym grafitem i dwoma nudziakowymi cieniami z kolekcji amerykańskiej.
Używałyście?