pralnie, szewcy, skup butelek, bar mleczny, farby

16.02.10, 11:09
prezydent Szczurek w Bałtyku zabiera głos w związku z narastającą
krytyką tego, co dzieje się ze Świętojańską. Mówi wiele sensownych
rzeczy, m.in. to, że nasza pamięć potrafi upiększyć nawet najgorszą
przeszłość. W związku z tym "dawną" Świętojańską (czyt. tą z lat 70.
i 80.) opisuje tak:

"ale fakty w przypadku naszej głównej ulicy są takie, że kiedyś były
tu trzy lokale, które nie miały konkurencji i robiły furorę,
były "salony pralnicze", warsztaty szewskie, skup butelek, bar
mleczny czy opisany pachnący nitro - Farbolak".

Nie mam nic do Szczurka, gdybym mieszkał w Gdyni, to bym dalej na
niego głosował. Co nie zmienia faktu, że w powyższym cytacie chyba
mocno się zagalopował. Świętojańska jako zapyziała uliczka? Hm...
Czy nie była to raczej najbardziej seksowna arteria handlowa w całej
Polsce?

gdynia.naszemiasto.pl/serwisy/historia_swietojanskiej/315056,s
wietojanska-wygladala-znacznie-gorzej-niebawem-nabierze,id,t.html
    • windyga Re: pralnie, szewcy, skup butelek, bar mleczny, f 23.02.10, 15:37
      Ja tez pamietam Swietojańska sprzed lat i ów Farbolak i salony
      pralnicze i komisy i rzeźnika pod 100-tka, gdzie ostatnio przez
      blisko 20 lat był Rosenthal iale sie wyprowadził i sa lampy.
      W porównaniu z dzisiejszą Swietojańska , która co by nie mówic jest
      eleganckim pasazem spacerowo-kawiarniano-handlowo - bankowym -
      niegdys pełniła ona role JEDYNEGO w miescie wzglednie
      zaopatrzonego - przez prywatnych importerów - marynarzy - domu
      towarowego!
      Kiedy wycieto podczas modernizacji stare drzewa przy Swietojańskiej -
      wyszło na jaw, jak zapuszczone sa elewacje, jaka ona jest szaro-
      bura. Ale własciciele zabrali sie ambitnie do roboty i jest juz
      znaaacznie lepiej. A nowe drzewka tez juz nabrały "ciała":))
      Absolutnmie sie nie zgadzam z tymi, którzy biadola, że ta ulica
      umiera. Ona sie zwyczajnie zmienia. Kto tkwi w przeszłości, ten
      oczywiscie ma jej to za złe.
      • dwanasciei zapyziała uliczka 03.03.10, 10:55
        oto jak różne potrafią być wizje przeszłości.

        Ja pamiętam Świętojańską z lat 70. i 80. jako sznyt i błysk. Fakt,
        że taki peerelowski, ale wedle stawu grobla. Takiej ulicy jak
        Świętojańska nie miało chyba żadne miasto w Polsce, nawet
        osławiona "ściana wschodnia" w Warszawie to nie było to. No, może
        Świętojańską przebijały czasem Monciak czy Krupówki, ale tylko w
        sezonie letnim.

        Prezydent Szczurek i Pani pamiętacie Świętojańską jako zapyziałą
        ulicę. Zazdroszczę Państwu tego otrzaskania w świecie, skoro w
        latach 70. i 80. Świętojańska wydawała się Państwu zapyziała. Mogę
        zapytać, w porównaniu z jakimi to ulicami z owych lat Świętojańska
        tak marnie wypadła? Bond Street? Ku'damm? Vaci Utca?

        Oczywiście powyższe to taka złośliwość, za którą z góry przepraszam.
        Jak przypuszczam, podobnie jak ja paszporty dostawaliście Państwo na
        10 dni po 2 miesiącach zapiegów, aby wyjechać góra do
        Czechosłowacji, a o Bond Street mogliście tak jak co najwyżej
        usłyszeć kąsliwy felieton w "Tu Jedynka". Przez tą złośliwość
        chciałem powiedzieć, że Świętojańska nigdy nie była zapyziała, a
        chęć przedstawienia jej w ten sposób przypomina dowcipy o Gomułce,
        który porównywał ilość telewizorów w latach 60-tych i w czasach
        sanacji.
        • windyga Re: zapyziała uliczka 03.03.10, 14:09
          alez chodzi o to, że dziennik Bałtycki zainicjował cykl tekstów -
          własnych i czytelników, w tym głos prezydenta - stawiając na
          poczatku teze do udowodnienia, że Swietojańska umiera! pojawił sie
          reportaz młokosa , który własnie z taką teza ruszył do boju.
          Ja choc pamietam takze i to juz jako osoba dorosła czasy, gdy
          Swietojańska była ulica komisów, skupu butelek, Farbolaku,
          restauracji Sródmiejskiej, delikatesów Adamskiego, kolonialnego
          sklepiku państwa Wituckich, mleczarni Kosakowo itd - to sentymenty
          młodości sentymentami, ale mnie sie podoba dzisiejsza Swietojańska
          bardziej!
          Czy to, ze sie zmienia jest wada, czy zaleta tej ulicy? Czy zmiany
          oznaczaja smierc, czy przeciwnie - zycie, ruch, aktywność,
          przedsiebiorczość? Pytania moim zdaniem - retoryczne.
          Mysle, ze mocno starszym osobom ( do których jeszcze sie nie
          zaliczam hehehe), dawna Świętojańska jawi sie we wspomnieniach jako
          coś wspaniałego, ale przeciez truidno sobie wyobrazcic, by dzisiaj
          mogły tu z powodzeniem egzystowac owe - chocby wymienione dla
          przykładu - sklepy, skupy, salony pralnicze itp.
          Jakos nikt z tych krytykujacych współczesna Swietojańska nie chce
          pamietac jak wygladały chodniki, śmietniki, lampy. Jak wąski był
          chodnik, jak sliska jezdnia z bazaltowej kostki.Jak mizerne towary w
          owych sklepach, jak upokarzająca była ich oferta - schowana za
          wymyslnymi dekoracjami w witrynach, zastepujacych towary, które były
          albo spod lady, albo na kartki.
          Takie jest moje zdanie. I juz.
          • dwanasciei Re: zapyziała uliczka 04.03.10, 10:17
            aż trudno byłoby wyliczyć te wszystkie rzeczy, które mi się w Pani
            poście nie spodobały. ale spróbuję:

            1.
            „chodzi o to, że dziennik [...] zainicjował cykl tekstów” – jako
            inicjator tego wątku poczuwam się w prawie do wyjaśnienia, o co mi
            chodziło. A chodziło mi nie o to, że Dziennik zainicjował cykl,
            tylko o to, że pan prezydent Szczurek nazwał dawną Świętojańską
            ulicą „zapyziałą”, co uważam za przykry symptom wody sodowej,
            mentalność „przed nami nic tu nie było” i wyjątkowo niesympatyczny
            objaw lekceważenia historii własnego miasta, nie mówiąc już o tym,
            że to po prostu wielka bujda na resorach

            2.
            „stawiajac na początku tezę do udowodnienia” – nie zauważyłem.
            Dziennik zainicjował debatę o ulicy, publikuje różne głosy, od
            fanatycznych za do fanatycznych przeciw, a redakcyjne są na ogół
            wyważone i trzymające się faktów. Debata zmierza w stronę, która się
            Pani nie podoba, więc imputuje Pani, ze „stawia tezę do udowodnienia”

            3.
            „reportaż młokosa” – brzydki i poniżej pasa atak ad personam,
            niestety trzymający się obecnych standardów debaty publicznej

            4.
            „trudno by sobie wyobrazić, by dzisiaj mogły tu z powodzeniem
            egzystować owe [...] sklepy” – ależ wręcz przeciwnie, łatwo! tego
            właśnie chcemy! Żeby tak jak dawniej, na Świętojańskiej były sklepy,
            do których chodzi się robić zakupy, a nie żeby po zakupy trzeba było
            jechać na obwodnicę!

            5.
            „czy to, że się zmienia jest wadą czy zaletą tej ulicy” – Sama
            zmiana nic nie znaczy. Jest wadą, jeśli zmienia się na gorsze,
            zaletą, jeśli zmienia się na lepsze.

            6.
            „czy zmiany oznaczają śmierć, czy przeciwnie, życie, ruch,
            aktywność” – łatwo odpowiedzieć sobie na to pytanie, przechodząc po
            południu Świętojańską. Pustą ulicą hula wiatr, a latem co najwyżej
            jacyś obcokrajowcy. Miejscowych tu nie ma. To się właśnie nazywa
            śmierć ulicy.

            7.
            „jak mizerne były towary w owych sklepach, jak upokarzająca była ich
            oferta” – typowe gomułkowskie porównanie typu „dziś jest tyle
            telewizorów, a za sanacji nie było wcale”. Po pierwsze, Świętojańska
            była raczej próbą zaprzeczenia niż kwintesencją peerelu. Po drugie,
            nie było tak źle, a latach 60. i wczesnych 70. mama jak potrzebowała
            kupić mi buty, kurtkę czy książkę to brała mnie za rękę, szliśmy na
            Świętojańską i wracaliśmy z tym co trzeba. Po trzecie, a cóż to
            za „nie-mizerne” towary są dzisiaj? Te kilka butików z trzema
            wieszakami? Wszystkie sklepy pełną gębą wyniosły się do centrów
            handlowych.

            8.
            „jak wyglądały śmietniki, chodniki, lampy” – ja nie pamiętam, i
            myślę że nikt nie pamięta. Bo nikomu to nie przeszkadzało. W
            dyskusji o Świętojańskiej sednem sprawy nie są śmietniki, chodniki i
            lampy – sednem jest to, że przedtem ta ulica żyła i była sercem (no,
            powiedzmy kręgosłupem) miasta, a dziś – jest pustoszeje i martwieje.
            • windyga Re: zapyziała uliczka 04.03.10, 14:16
              dwanasciei napisał:

              > aż trudno byłoby wyliczyć te wszystkie rzeczy, które mi się w Pani
              > poście nie spodobały. ale spróbuję:
              nO TO I JA SIE ODNIOSE DO pANA UWAG
              >
              > 1.
              > „chodzi o to, że dziennik [...] zainicjował cykl tekstów” – j
              > ako
              > inicjator tego wątku poczuwam się w prawie do wyjaśnienia, o co mi
              > chodziło. A chodziło mi nie o to, że Dziennik zainicjował cykl,
              > tylko o to, że pan prezydent Szczurek nazwał dawną Świętojańską
              > ulicą „zapyziałą”, co uważam za przykry symptom wody sodowej,
              > mentalność „przed nami nic tu nie było” i wyjątkowo niesympatyczny
              > objaw lekceważenia historii własnego miasta, nie mówiąc już o tym,
              > że to po prostu wielka bujda na resorach
              > Oczywiscie - ma Pan prawo sie nie zgadzac z takim okresleniem i ja
              nie mam zamiaru z panem si e spierac w kwestii tego czy w porównaniu
              z dzisiejszym stanem ulicy, wtedy była czy nie była zapyziała.
              Chodniki, tak jak podłoga czy dywan w domu - niby sie ich nie widzi,
              a jednak lepiej, zeby były czyste,a moze nawet ładne?
              > 2.
              > „stawiajac na początku tezę do udowodnienia” – nie zauważyłem
              > .
              > Dziennik zainicjował debatę o ulicy, publikuje różne głosy, od
              > fanatycznych za do fanatycznych przeciw, a redakcyjne są na ogół
              > wyważone i trzymające się faktów. Debata zmierza w stronę, która
              się
              > Pani nie podoba, więc imputuje Pani, ze „stawia tezę do
              udowodnienia̶
              Otóz ja niczego nie imputuje. Jesli w dzienniku ukazuje sie fotka z
              ul. Swietojańskiej - współczesnej i jest pod nia podpis: ulica
              Swietojańska umiera - bez znaku zapytania, to znaczy, że gazeta
              uznaje za oczywisty pewnik, ze jest gorzej niz było.
              y> 1;
              >
              > 3.
              > „reportaż młokosa” – brzydki i poniżej pasa atak ad personam,
              >
              > niestety trzymający się obecnych standardów debaty publicznej
              Młokos nie jest obelga - jest epitetem, który - wiem, co pisze -
              oddaje w pełni rzeczywistośc. Zreszta ów bardzo młdy czlowiek juz
              nie pracuej w redakcji o czym dowiedziałam sie przy okazji. Bo
              pisał mówiąc oględnie - niezgodnie ze standardami
              >
              > 4.
              > „trudno by sobie wyobrazić, by dzisiaj mogły tu z powodzeniem
              > egzystować owe [...] sklepy” – ależ wręcz przeciwnie, łatwo! tego
              > właśnie chcemy! Żeby tak jak dawniej, na Świętojańskiej były
              sklepy,
              > do których chodzi się robić zakupy, a nie żeby po zakupy trzeba
              było
              > jechać na obwodnicę!
              Hmmm. Ja nie tesknie do komisów, salonów pralniczych, a nawet do
              rzeźnika na głownej ulicy miasta. Owszem - w osiedlach, tak.
              Poza tym w Gdyni nie trzeba jeździć za obwodnice by zrobić zakupy i
              na pewno znacznie lepsze nize te przed laty na naszej kochanej
              Swietojańskiej. Na upartego, tuz obok tej ulicy ma pan Aldka z
              pełnym wyborem dobra wszelakiego, delikatesy adamsiego tuz obok
              takze przy Obrońców Wybrzeza, sklep całodobowy vis a vis UM trzyma
              suie dzielnie i choc jego tradycje sa długie ( a właścicielke
              pamietam hohoho sprzed 20, moze 30 lat!). Nawet Real jest blisko. To
              oczywiscie moze Pan potraktowac jako zarzut wzorem niektórych
              kupców, nie umiejacych sobie radzic w warunkach wolnego rynku.
              Twierdza, ze nowe centra handlowe "zabiły" ich biznesy. Pewnie jest
              cos na rzeczy. Konkurencja ma to do siebie, ze wygrywaja silniejsi,
              a w handlu na filantropie raczej miejsca nie ma.
              Biadanie nad tym że ze swietojańskiej znikły dawne sklepy jest
              wołaniem kota na puszczy. To tak jakby Pan chciał zatrzymac czas i
              nie dac prawa własciwielom do samodzielnych decyzji. Bo to przeciez
              własciciele kamienic deczyduja o tym, komu wynajma lokal. To nie
              prezydent jak w systemie nakazowo rozdzielczym postanwai i egzekwuje
              czy tu ma byc rzeźnik i pasmanteria, a tam skup butelek, albo bar.
              To rynek decyduje. I ludzie, którzy chca lub nie chca robic zakupów
              w tym miejscu.
              >
              > 5.
              > „czy to, że się zmienia jest wadą czy zaletą tej ulicy” – Sam
              > a
              > zmiana nic nie znaczy. Jest wadą, jeśli zmienia się na gorsze,
              > zaletą, jeśli zmienia się na lepsze.
              > Własciwie wyzej na ten temat juz napisałam, ale dobitniej moze -
              Sweietojańska ulega metamorfocie jak wszystko. Byłoby dziwne i
              niepokojace, gdyby była jak dawniej. To tesknota naiwan i nawet moze
              wzruszajaca, ale przeciez kompletnie irracjonalna.
              Sadze, ze w sondzie DZiennika biora udzial głownie osoby starsz,
              które chca wyrazić swój ból z powodu radykalnych zmian. Młodzi maja
              zgoła inny pogląd, ale im sie nie chce brac udziału w tej dyskusji.
              Oni bawia sie na Skwerze, robia zakupy w centrach handlowych, albo w
              osiedlowych sklepikach i Swietojańska jest dla nich tylko jednym z
              miejsc.
              I to nic dziwnego i strasznego. To tak jak przed wojna - Gdynia była
              tym jedynym oknem na świat, a dzis jest portów wiecej w kraju i
              poniekad utraciła częśc swojej wyjatkowosci. Jest tez po prostu
              jednak innym miastem! Takze przykład stoczni która wielu skazało juz
              na smierc mozna równiez potraktowac jako przyczynek do dyskusji o
              Swietojańskiej - bo stocznia wcale nie umiera, tylko sie
              przekształca. Ale - co jest jakos zrozumiałe - zwłaszcza dla dawnych
              stoczniowców - nastapił koniec pewnej epoki i jest nostalgia za tym,
              co nie wróci w takiej postaci jak kiedys.
              Według mnie - wazne, by nie biadac nad rozlanym mlekiem, tylko robic
              wszystko, by było dobrze - w warunkach jakie mamy dzis.
              > 6.
              > „czy zmiany oznaczają śmierć, czy przeciwnie, życie, ruch,
              > aktywność” – łatwo odpowiedzieć sobie na to pytanie, przechodząc po
              >
              > południu Świętojańską. Pustą ulicą hula wiatr, a latem co najwyżej
              > jacyś obcokrajowcy. Miejscowych tu nie ma. To się właśnie nazywa
              > śmierć ulicy.
              > Wieczorem i w nocy tutaj ma prawo byc cicho. I zawsze tak było.
              Zreszta wizja opustoszałej ulicy po południu w godzinach pracy
              sklepów jest absolutnie nieprawdziwa. Jestem tu co dzień po pracy,
              wchodze do sklepów, a nie jestem, sama, przeciwnie - wokół mnóstwo
              ludzi. Chyba o innych miastach myslimy.
              > 7.
              > „jak mizerne były towary w owych sklepach, jak upokarzająca była
              ich
              > oferta” – typowe gomułkowskie porównanie typu „dziś jest tyle
              >
              > telewizorów, a za sanacji nie było wcale”. Po pierwsze,
              Świętojańska
              > była raczej próbą zaprzeczenia niż kwintesencją peerelu. Po
              drugie,
              > nie było tak źle, a latach 60. i wczesnych 70. mama jak
              potrzebowała
              > kupić mi buty, kurtkę czy książkę to brała mnie za rękę, szliśmy
              na
              > Świętojańską i wracaliśmy z tym co trzeba. Po trzecie, a cóż to
              > za „nie-mizerne” towary są dzisiaj? Te kilka butików z trzema
              > wieszakami? Wszystkie sklepy pełną gębą wyniosły się do centrów
              > handlowych.
              > Chce pan usilnie bronic "tamtej" nieistniejącej Swietojańskiej,
              która to jasne i bezdyskusyjne - była najlepiej zaopatrzona częścia
              naszego miastau. Owszem - moja mama tez mi tu kupowała potrzebne
              rzeczy. Najwieksza radoscia był zakup czegos z "odrzutu
              eksportowego" - moze z jakims defektem, ale w fajnym fasonie. Ale ja
              pamietam wcale nie tak dawne czasy lat 80-tych, kiedy to jedynymi
              sklepami, w których było cos innego poza towarami kartkowymi, były
              komisy. Tenm marynarski import. Tęskni Pan do takiego zaopatrzenia?
              Bo ja - nie.
              > 8.
              > „jak wyglądały śmietniki, chodniki, lampy” – ja nie pamiętam,
              > i
              > myślę że nikt nie pamięta. Bo nikomu to nie przeszkadzało. W
              > dyskusji o Świętojańskiej sednem sprawy nie są śmietniki, chodniki
              i
              > lampy – sednem jest to, że przedtem ta ulica żyła i była sercem
              (no,
              > powiedzmy kręgosłupem) miasta, a dziś – jest pustoszeje i
              • windyga Re: zapyziała uliczka 04.03.10, 14:23

                Przekroczyłam limit 8 tys. znaków i musze kontynuowac w nowym wpisie.
                Zatem:
                O chodnikach napisałam na poczatku. Ale po raz kolejny o tej
                wyjatkowosci Swietojańskiej mała uwaga - przecież to "oczywista
                oczywistość", ze wtedy Swietojańska była "kregosłupem" - no bo nie
                miała konkurencji.
                Własnie wolny brynek okazał sie testem dla tutejszych kupców.
                Przegrali ci, którzy potrafili funkcjonowac jedynie w czasach
                kartek, "załatwiania" i sprzedazy pod ladą. Mocno sie zdziwili, ze
                choć maja sklep przy głownej ulicy, to im "nie idzie" handel.
                Niektórzy nawet organizowali czarne pochody, lamentowali w prasie,
                ze straszne rzeczy sie dzieja, bo powstaje Batory, Geant, czy Macro -
                czemu miały byc winne lokalne władze. Co lepsi "mądrale" zwracali
                uwage, ze nowe centra dla ochrony kupców w Sródmiesciu - powinny być
                lokowane daleko, za obwodnica.
                Ha. Na szczęście takiego błędu w Gdyni władze nie popełniły ( a w
                Gdańsku - TAK!). Bo własnie wtedy, kiedy centra wynosza sie na
                kartofliska, wyludniaja sie centra miast. tak jest w gdańsku.
                Owszem - nowe centra sa swoistym zagrożeniem dla istniejących
                kupców, jesli oni nie maja ciekawej oferty - to z pewnoscia ludzie
                ich porzuca dla lepszych sklepów. Stało sie tak w wielu przypadkach
                z kupcami przy Swietojańskiej. Przecenili swoje mozliwosci a wine
                spychali na urzedników. Wyparli ich inni, którzy lepiej rozeznali
                rynek. Bo to ludzie wybieraja i od nich zalezało, czy szewc przy
                seietojańskiej pozostanie, czy nie, czy pan czapnik bedzie nadal czy
                nie, czy Farbolak bedzie czy nie. Itd.
Pełna wersja