Dodaj do ulubionych

Sroczka uratowana!

20.06.04, 21:28

Hura! Uratowałam dzis srokę. A było tak.
Siedziałysmy sobie w trzy kobity na tarasie Gemini, gdy nagle
zobaczyłam, że vis a vis ptak - sroka próbuje bezskutecznie wydostac sie z
pułapki. Tą pułapką była reklamowa wieża z metalowej
siatki, zamknieta z wszystkich stron. Jak ten patszyna sie dostał,
cholera wie.
W kazdym razie, zadzowniłam do strazy pożarnej i przyjechali za kilka chwil.
Znaleźli sposób: wczołgali sie od dołu, weszli po drabince z
torbą pod pachą (we dwóch). Sroka okropnie się bała, latała, furczała,
ale oni byli zdeterminowani. Złapali ja i do torby wsadzili. Ludziska gapili
sie na to, a kiedy strażacy wyszli i wypuścili ptaka, to publika klaskała.
Dzielni strazacy. Ulżyło mi. Nie mogłabym dziś zasnąć na wspomnienie, że
nic nie zrobiłam, żeby ptaszora uratować.
Zresztą jakżę inaczej mogłoby być w mieście w którym mamy konkurs "Zapraszamy
ptaki do Gdyni"
Obserwuj wątek
    • vitalia Re: Sroczka uratowana! 21.06.04, 10:31
      Nienawidzę srok...I być moze naraże się tu ,ale te rozpanoszone ptaszyska
      całkowicie zawładnęły ptasim rajem jakim były Działki Leśne/Od paru lat nie ma
      tu wróbelków i innych mniejszych ptaszków.Co roku na kasztanie w moim ogrodzie
      wije sobie gniazdko ta sama para synogarlic i co roku te wstrętne ptaszyska
      pożerają im jajka.Raz kiedy udało mi się jakimś cudem ochronić to gniazdo z
      jajami i wykluły się w końcu młode, to nastąpiła tragedia na oczach mojej
      córeczki..sroka porwała pisklę z gniazda i rozszrpała w sąsiednim
      ogrodzie.Potem zleciały się inne i dokończyły dzieła..Co wyprawiały te piękne
      synogarlice to nawet pisać nie będę ,bo jeszcze dziś chce mi się ryczeć....nie
      nawidzę srok.
      • windyga Re: Sroczka uratowana! 21.06.04, 11:56
        Och, ja wiem, że sroki, to drapeiżniki. Alk nie mogłabym spokojnie jeść lodów,
        a potem spokojnie póść do domu i spokojnie połozyć sie spać wiedząc, że ptaszor
        zginął z pragnienia, głodu i strachu bez pomocy. Mogłabyś patrzeć na powolna
        śmierć, choćby i sroki?
        • les1 Re: Sroczka uratowana! 21.06.04, 12:25
          Wiele znajomych pan ma kota...
          A koty jedza ptaki....nawet sroki zjadaja.
          Zamiast marnowac pieniadze podatnikow na paliwo dla strazakow, wystarczylo
          wpuscic tam kici-kici... tez im sie nalezy odrobina rozrywki i swiezego
          mieska... (mowie o kotkach a nie o paniach lub strazakach)...;-)

          les1
          • windyga Re: Sroczka uratowana! 21.06.04, 13:05
            les1 napisał:

            > Wiele znajomych pan ma kota...
            > A koty jedza ptaki....nawet sroki zjadaja.
            > Zamiast marnowac pieniadze podatnikow na paliwo dla strazakow, wystarczylo
            > wpuscic tam kici-kici... tez im sie nalezy odrobina rozrywki i swiezego
            > mieska... (mowie o kotkach a nie o paniach lub strazakach)...;-)
            >
            Jesli chodzi o paliwo, to nie przesadzajmy - baza strażaków jest ok. 200 m od
            teg nieszczęsnego miejsca. A strażacy ( przynajmniejw Gdyni) reaguja na podobne
            sygnały, np. w sprawie kotów, które władowały sie gdzies wysoko. No i dobrze.
            Mógłbys narzekać, gdyby to było kosztem jakiegos pożaru.
            A w ogóle, rozumiem,lubisz krwawe żarty;))
            > les1
    • 18kwie2004 metalowa wieża 21.06.04, 12:23
      czy ta metalowa wieża to element architektoniczny Gemini, czy jakiś dostawiony
      potem dodatek? Pytam, bo nie wiem czy poskarżyć się projektantowi tego budynku.
      • windyga Re: metalowa wieża 21.06.04, 13:02
        18kwie2004 napisała:

        > czy ta metalowa wieża to element architektoniczny Gemini, czy jakiś
        dostawiony
        > potem dodatek? Pytam, bo nie wiem czy poskarżyć się projektantowi tego
        budynku.
        wg mnie to jest część Gemini - od poczatku pamietam stoi.
        Od ziemi do krawędzi siatki jest ok. 30 cm. Ptak pewnie chodził sobie obok,
        dziubał, az wlazł albo sie przstraszyl i wskoczył a potem nie umiał wydostac
        sie. Wieża ma w końcu ok. 10 m. Sroka instynktownie pchała sie w góre i
        pod "dachem" tejże wiezy trzepotała oszalała ze strachu.
        • 18kwie2004 no to jednak będę się skarżył 21.06.04, 14:06
          no to jednak będę się skarżył.

          a propos, chyba ze 3 tygodnie temu wyjmowałem z otworu wentylacyjnego w
          łazience (blok! 9 piętro!) jakiegoś ptaka. Byłem chyba bardziej przestraszony
          niż delikwent, pozwoliłem mu wlecieć do plastikowej siatki na odwirowanie
          sałaty, którą zabklokowałem otwór po zdjęciu kratki. Jedynym który się nie bał
          był mój syn, bardzo podekscytowany operacją.
                • germanus Dymówki 22.06.04, 04:11
                  uwiły sobie gniazdko na lampie. Oczywiście pod dachem, jak to dymówki, czyli na
                  lampie gankowej. U sąsiada. Mam znakomity widok na gniazdko przez dwa okienka i
                  drzwi wejściowe. U mnie jest podobna lampa, także pod gankowym dachem.
                  Urządziły sobie w tym miejscu toaletę. Gniazdo tam, a potrzeby u mnie. Ganek
                  wygląda ... tak sobie. Na razie nie sprzątam, obserwuję.

                  Dymóweczki lepiły to gniazdko kilka dni. Mokre błotko przynosiły z pobliskiej
                  sadzawki (zaraz jej nie będzie, bo po bywszej farmie roboty budowlane idą pełną
                  parą, i dobrze, bo zniknie ostatnie komarowo, zresztą pewnie każdy ma tu swoją
                  rację), gałązeczki i traweczki brały z mojego ogródka, bo kiepski ze mnie
                  sprzątacz, wyściółkę powyszarpywały plus pióreczka jakieś.

                  Po kilku dniach widzę, że siedzą. Chyba na zmianę, ale pewności nie mam.
                  Odróżniam je bowiem tylko, jak widzę je razem. Oswajały się z nami coraz
                  bardziej i po kilku dniach nie uciekały już na nasz widok. Można było podejść
                  na metr, a może i bliżej. Gdy siedziały na niskim dachu ganka lub na rynnie,
                  nie reagowały wcale, gdy na poręczy ganka, odfruwały z niechęcią po zbliżeniu
                  się na małą odległość.

                  Wreszcie są! Nie widać i nie słychać, ale jakieś inne siedzenie. A właściwie
                  nie siedzenie, tylko fruwanie. Co chwila podfruwa jedno, siada na brzeżku
                  gniada i jakoś dziwnie w to gniazdo "kłuje". Nieraz pokłuje trochę,
                  pozastanawia się chwilę i kłuje dalej. Jak drugi przyleci, to na poręczy czeka
                  na swoją kolej do pokłucia. Po kilku dniach pokazały się szczątkowe powody tego
                  kłucia, jakieć różowawe minimalne kształtki ponad szarym gniazdem. I jakby
                  doszło stereo, bardzo delikatne, cichusieńko-pliskliwe. Loty odbywały się na
                  okrągło, kłucie też.

                  Młode ptaszki były już, moim zdaniem, spore. Którego dnia minęliśmy się z
                  sąsiadem na gankach. Pokazałem mu te dymówki, pochwaliłem je i go,
                  pogratulowałem (jak to u nas). Zdziwił się wyraźnie: taaaaak, nie wiedziałem. I
                  zrobił jakąś głupią minę. Jeśli naprawdę nie wiedział nic o dymówkach, to nie
                  mam pojęcia, jak facet żyje, a jeśli wiedział, to po co zrobił głupię minę? Co
                  by nie było, pomyślałem, że nie powinienem mu ich pokazywać. W końcu jego
                  dymówki, jego gniazdo,...

                  Następnego dnia, było to pewnie w poprzedni czwartek dymóweczki w jednej chwili
                  odstawiły niesamowicie dziki taniec, jakby atakowały się nawzajem, dzikie loty
                  do nikąd i z nikąd, w "małym" powietrzu, nad tym gankiem niemal, albo głównie
                  tam. Krzyku przy tym było co nie miara, wyglądało na większą awanturę. Jak Wam
                  powiem, co pomyślałem, to mnie zabijecie, więc nie powiem. W każdym razie w
                  życiu mi nie przyszło do głowy to, co się naprawdę stało. Uspokoiło się zaraz,
                  no po jakiejś chwili, dymóweczki pokręciły się koło siebie, jedno zasiadło na
                  gnieździe. Drugie, raczej samiec, spędza czas głównie siedząc na naszej lub
                  sąsiadowej poręczy, wyraźnie utrzymując kontakt wzrokowy z gniazdkowniczką. Co
                  jest grane???

                  Podpatruję przez zasłonkę drzwiową, siedzą. Gdzie te cholerne młode? Po co ona
                  je grzeje, podusi je. A może sama zaborcza chroni je przed zaborczym
                  samczykiem? Ale tak się kokosi, tak zakrywa, tak okrywa, tak usadawia, i tak
                  cierpliwie siedzi długimi chwilami bez ruchu, że pełen najgorszych przypuszczeń
                  postanowiłem sprawdzić. Ledwo wszedłem na sąsiadowy ganek, a tam trzy małe,
                  sporo już opierzone, nieruchome kształtki. Jeden wprost pod gniazdem (czyli tuż
                  koło wycieraczki, pół kroku od drzwi, między butami niemal - sąsiedzi, swoim
                  rodzinnym zwyczajem zostawiają buty na zewnątrz domu), dwa inne z drugiej
                  strony, bliżej rynny, też w zasięgu wzroku, wątpliwości być nie może.
                  Następnego dnia znalazlem jeszcze czwartego, nieco mniejszego jakby, na trawie,
                  poza gankiem, ale na sąsiedniej posesji jeszcze.

                  Dymówki siedzą ponownie na gnieździe. Byłe małe leżą wkoło, sąsiad tego nie
                  sprzątnął. Na razie jest spokój, wylęganie potrwa zapewne jeszcze z tydzień,
                  może dziesięć dni.

                  Jak sądzicie, co się stało? Jakaś tragedia z udziałem obcego ptaka, kota (tu
                  nie ma pół dzikich kotów na polską modłę) albo innego drapieżnika w biały
                  dzień? A może sąsiad zrobił "porządki"? To dlaczego udaje, że nic się nie
                  stało, i właściwie zamiast porządku ma na ganku potencjalny problem? Aż się
                  boję pytać, być może znów sprowokuję akję? Tak, czy owak, nie wiem, naprawdę...
                  • windyga Re: Dymówki 22.06.04, 11:00
                    Och, sliczna opowieść, chociaż smutna...
                    Ja tez kiedys miałam dymóweczki. Okno obkakane, ale to nic. Razu pewnego
                    straszna burza strąciła gniazdko wraz z nieopierzonymi maluchami. Juz nigdy
                    ptazki nie wróciły do nas.
                    Bardzo bym chciała...
            • windyga Re: architekt się nie przyznaje 04.07.04, 17:01
              18kwie2004 napisała:

              > twierdzi, że on żadnej kratowanej wieży nie zaprojektował i że to radosna
              > twórczość administratora lub właściciela obiektu.

              To nie jest żadna "okratowana wieża", tylko cos w rodzaju reklamowego słupa,
              otoczonego gęstą, metalową siatką. No, ale tak czy owak mamy juz prawie na
              widelcu adresata pretensji;)
              • astria1 Re: architekt się nie przyznaje 10.07.04, 23:36

                Wiecie co ? faktycznie dopiero po przeczytaniu tego co Vitalia napisala
                uprzytomniłam sobie dlaczego nie widzę od 2- 3 lat wróbli na moim podwórku -
                faktycznie sroki się rozpanoszyły ale to nie oznacza Vindy ze nie pochawalam
                tego co zrobiłaś :-)
                Dopiero dziś mam czas to przeczytać :-))

                pzdr
                Anna

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka