Dodaj do ulubionych

cyklogdynia, czyli kogoś mocno pogięło

05.09.16, 09:40
w ostatatnią niedzielę, 4. września, w Gdyni i okolicach odbyły się zawody rowerowe pod nazwą Cyklogdynia. W zawodach tych wzięło udział 606 osób, z których 357 wybrało tzw. małą pętlę, a 249 tzw. dużą pętlę. Obie prowadziły głównie przez pogóry na wschód od miasta, aczkolwiek również niekótymi jego ulicami. Pogoda była fatalna, może nie zimno, ale padało łamane przez lało. Grupa 600 zapaleńców zmagała się więc chyba bardziej z własnymi słabościami niż między sobą nawzajem.

W tym samym czasie około 250 tysięcy mieszkańców miasta oraz trudna do określenia liczba wakacyjnych gości, również tych jadących tranzytem przez Gdynię, zmagała się ze słabością umysłową władz miasta, które w ostatnią niedzielę wakacji zamknęły kilka kluczowych przelotowych ulic miasta. Nawet w dzielnicach gdzie o korkach czytają najwyżej w gazetach, jak na Wzgórzu, przed południem zablokowało się kilka ulic.

Fenomen biegaczy i rowerzystów, którzy blokują centra wielusettysięcznych miast, to oczywiście temat na badania z zakresu psychologii (czy może psychiatrii) społecznej. Być może chodzi o zwykłą i trywialną potrzebę lansu, być może o coś więcej, co demonstrowała swego czasu replika jednego z biegaczy oskarżonego o arogancję wobec setek tysięcy zablokowanych: „no jak to, a katolicy to mogą mieć swoje boże ciała i tak dalej?”. Natomiast fenomen władz miasta to już nie jest temat na badania. To jest temat do przypomnienia w następnych wyborach samorządowych. Zwłaszcza, że kiedy wczoraj około południa patrzyłem na wynik internetowej sondy na witrynie Dziennika Bałtyckiego, 51% respondentów nie było zachwyconych rolą zakładników kilkuset rowerzystów.
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka