Dodaj do ulubionych

a ja chcę prawdziwej miłości-chętnie marynarskiej

27.02.06, 14:20
widzialam juz pare takich watkow, ale nie wiem czy sa powazne. moze te panie
pisza jakies artykuly do gazet? albo biora udzial w jakims socjologicznym
eksperymencie?
ja znam takie pary i zawsze sa szczesliwe. przynajmniej jak dotychczas...
chetnie spotkam taka milosc. moze znajde jakiegos wolnego marynarza ok. 30-stki?
Obserwuj wątek
        • vivkyviki Re: a ja chcę prawdziwej miłości-chętnie marynars 03.03.06, 12:06
          > dla niektórych może to być atut, są różne potrzeby;

          no wlasnie, na tym polega cale piekno tego zwiazku- czekanie, tesknota, a
          pozniej ten powrot i znow wybuch uczuc. tak to mniej wiecej wyglada. i mnie to
          odpowiada(loby)


          > tylko z tego, co słyszałam, kiedy marynarz na emeryturze wraca na ląd,
          > zaczynają się problemy często;

          do emerytury jeszcze duzo czasu :)

          > ale skoro ona sama chce....

          no chce che, tylko jak Go znalezc?...

            • windyga Re: a ja chcę prawdziwej miłości-chętnie marynars 03.03.06, 12:43
              Pamiętaj,że zona marynarza sama musi rozwiązywać problemy, sama wychowuje
              dzieci, sama pilnuje rzemieślników a potem wysłuchuje pretensji męża, że zle
              wychowała, zle wyremontiowała, żle zbudowała. On kiedy wraca jako ten świety
              Mikołaj uwaza, że wszsyscy zawdzięczaja mu wszystko i nalezy mu sie
              wszyustko... Przez wielomiesieczne, ba wieloletnie nieobecności w kraju, nie
              zna realiów, nie wie jak sie załatwia sprawy w urzedach. Nie wie co to
              wywiadówka. Wkurza sie na zonę, bo po dłuższym pobycie nudzi mu sie. Wylicza
              jej forse, bo on pracuje a ona siedzi w domu i nic nie ma do roboty (he,he)
              Kiedy ona lub dzieci sa chore, a on daleko od ojczynzy, oczywiscie trzeba mu
              oszczędzić nerwów i on nic nie wie.
              Tak, to ta druga strona medalu romantycznych powitań i pożegnań, cudownyuch
              listów o miłosci i tesknocie. Którym towarzyszy zżerajaca GO zazdroąść,
              podkecana przez nudzxacych sie monotonnym zyciemna statku, kolegów.
              Uff. Ja to znam nie z własnego zycia lae z opowieści moich przyjaciółek, matek
              moich kolezanek.
              No i kiedy wreszcie taki mąz wraca na dłuzej, to zaczyna sie piekło. Piekło
              wzajemnych załów, pretensji. I zona i mąż czuja sie niedocenieni przez
              partnera. Częściej niz w innych grupach zawodowych, malłżeństwa marynarskie po
              przejściu Jego na emeryture - rozwodza sie...
              Chyab, że facet oprócz swojego pływania ma jakąs pasje, hobby, choćby działke,
              samochód, albo pisanie.
              Zycze zatem wszystkiego najlepszego, ale po rozważeniu wszystkich za i przeciw.
              Bys sie nie rozczarowała...
              • dalenne Re: a ja chcę prawdziwej miłości-chętnie marynars 03.03.06, 13:44
                Święta prawda.
                Marynarz przyjeżdza i wymaga, między innymi wdzięcznosci, przestawia słoiki w
                szafkach tak jak mu wygodnie i tak jak mu wygodnie ustawia życie domownikom.
                Nie daj Boziu, że praca się odwleka, marynarz zaczyna się wtedy męczyć w
                czterech ścianach, zamęczając tym samym rodzinę. A rodzina zaczyna modlić się o
                jego szybkie wypłynięcie w następny rejs...
                • vitalia Re: a ja chcę prawdziwej miłości-chętnie marynars 04.03.06, 08:46
                  dalenne napisała:

                  > Święta prawda.
                  > Marynarz przyjeżdza i wymaga, między innymi wdzięcznosci, przestawia słoiki w
                  > szafkach tak jak mu wygodnie i tak jak mu wygodnie ustawia życie domownikom.
                  > Nie daj Boziu, że praca się odwleka, marynarz zaczyna się wtedy męczyć w
                  > czterech ścianach, zamęczając tym samym rodzinę. A rodzina zaczyna modlić się
                  o
                  >
                  > jego szybkie wypłynięcie w następny rejs...

                  HEhhhhh.... śwęte słowa,,,mówię to jako wieloletnia żona.....
              • vivkyviki Re: a ja chcę prawdziwej miłości-chętnie marynars 05.03.06, 22:06
                > Pamiętaj,że zona marynarza sama musi rozwiązywać problemy, sama wychowuje
                > dzieci, sama pilnuje rzemieślników

                zdaje sobie z tego sprawe. jestem samodzielna i skoro tyle dziewczyn sobie
                poradzilo , to i ja tez gotowa jestem sprobowac

                Którym towarzyszy zżerajaca GO zazdroąść,
                > podkecana przez nudzxacych sie monotonnym zyciemna statku, kolegów.
                > Uff. Ja to znam nie z własnego zycia lae z opowieści

                mysle, ze trzeba to podzielic przez 2. opowiesci, zawsze nasycone sa emocjami...

                > No i kiedy wreszcie taki mąz wraca na dłuzej, to zaczyna sie piekło. Piekło
                > wzajemnych załów, pretensji. I zona i mąż czuja sie niedocenieni przez
                > partnera. Częściej niz w innych grupach zawodowych, malłżeństwa marynarskie po
                > przejściu Jego na emeryture - rozwodza sie...

                czy sa prowadzone w tej dziedzinie jakies badania? nie sadze, zeby te rozwody
                zdarzaly sie czesciej, niz w innych grupach zawodowych.nie w kazdym zwiazku
                partnerzy czuja sie niedoceniani, nie ma co uogolniac. mozna sie tak samo zle
                lub dobrze dobrac w kazdym innym, niemarynarskim zwiazku.

                > Zycze zatem wszystkiego najlepszego, ale po rozważeniu wszystkich za i przeciw.
                >
                > Bys sie nie rozczarowała...

                dziekuje za zyczenia.
                ja oczywiscie rozwazylam i wciaz rozwazam wszystkie argumenty "przeciw" (nawet
                bardziej niz "za"). to nie jest tak, ze ja sobie to pieknie wymyslilam i nie
                widze zadnych niedogodnosci takiego zwiazku. przeciwnie-w pelni zdaje sobie z
                nich sprawe.
                i mimo tego CHCE SPROBOWAC!

            • vivkyviki Re: a ja chcę prawdziwej miłości-chętnie marynars 05.03.06, 22:11
              LATWO?!!
              trudno jest dzis znalesc milosc w ogole, a co dopiero, jesli ktos ma okreslone
              preferencje co do zawodu.
              a jak Ty bys sie do tego zabrala? przeciez nie napisze sobie na czole, ze szukam
              kogos z tej grupy zawodowej? i nie zamieszkam w namiocie przed WSM-ka...
              gdzie ich szukac?
              no a poza tym- co zrobic jesli nie jestem z Trojmiasta...:(?
      • czesia-z-butiku Re: a ja chcę prawdziwej miłości-chętnie marynars 03.03.06, 15:44
        Jestem z marynarskiej rodziny,trochę racji w tym jest co piszecie.Ale na
        szczęscie nie mam aż takich zlych doświadczeń.Moj tata wlaśnie przeszedl na
        emeryturę,ma pasję i pożegnal się z morzem.Teraz żyje życiem lądowym.
        Bardzo często się zdarza,że marynarzami zostają ludzie z przyoadku,nie mający
        powolania ani wyksztalcenia w tym kierunku.I tacy są najgorsi.
                • anna_pi Re: a ja chcę prawdziwej miłości-chętnie marynars 04.03.06, 00:50
                  hmmmmm ...... ale od czego tu zacząć?
                  nie da się tak w jednym zdaniu, czy nawet w jednostronicowej opowieści, chyba
                  mozna napisać o tym książkę :)
                  generalnie nieznosimy (my Marynarki) jak ktoś na mówi, ze taka miłośc nie ma
                  sensu, ze "w każdym porcie .......", albo jak nam współczują, albo jak
                  zazdroszczą (nie ma sensu zazdrościć takiej miłości). "Takiej miłości" czyli
                  miłości trudnej, odważnej. Kobieta musi byc bardzo dzielna, a facet musi
                  zrozumieć w tym wszystkim kobietę i na odwrót. Prawdą jest co napisała Windyga,
                  ze jak M wraca do domu to czuje się Panem i Władcą, ale ja już się temu nie
                  dziwie, potrafimy z tym żyć, choć spięcia czasem sa ostre :)
                  Tylko, ze nasze życie to czekanie, czekanie, wieczne czekanie, ból tęsknoty,
                  radość z powracającego M do domu i ta niepewność, czy aby i tym razem wróci. To
                  ostatnie jest nie do zniesienia. Za każdym razem, gdy wydarzy się jakaś
                  katastrofa na statku to zamieram, poki nie doczekam się inf, ze to nie był
                  statek M, wtedy jest ulga, ale zarazem smutek, bo jakies kobiety przeżywają
                  dramat życia.
                  POza tym wychowywanie dzieci (to jeszcze przed nami), ale dzieci z małżeństw
                  marynarskich, ośmielę się powiedzieć, ze to "półsieroty", im tez jest niezwykle
                  trudno, ale takie będzie ich życie! Tata ma taką PRACĘ! Nie mozna zabronić
                  miłości, zakochiwania się, zakładania rodzin marynarzom, więc trzeba z tym
                  umieć żyć. Tylko należy mieć w tym temacie doświadczenie, aby móc się
                  wypowiadać, nieznoszę jak wypowiadają się "eksperci" i mnie
                  próbują "sporowadzic na ziemię". Myslę, ze mity o marynarzach zawsze będą i to
                  jest smutne.
                  Powiem Wam, ze my jesteśmy ze sobą szcześliwi od ponad pięciu lat, zaraz
                  będziemy małżeństwem i ja doskonale wiem na co się decyduję, bo już nie raz
                  przezywałam wielomiesięczne kontrakty i doświadczałam bólu tęsknoty za M.
                  Natomiast jeśli można by było to odradzałabym taka miłość :)) ale "serce nie
                  sługa" :) trzeba pokochać człowieka, a poźniej jego pracę, aby go zrozumieć i
                  móc z tym zyc, a jeśli to prawdziwa miłość to zaręczam, ze każdy marynarz
                  prędzej zrezygnuje z pracy (nawet ten przesiąknięty marynarskim życiem) niż
                  miałby dlatego stracić kobietę życia, a i odwrotnie tak samo, zadna Marynarka
                  nie zabroni pływać M, gdy prawdziwie kocha :)

                  nie wiem, czy nie zakręciłam trochę (pewnie tak inaczej nie umiem), ale to tak
                  po krótce moje życie :)
                  • anna_pi Re: a ja chcę prawdziwej miłości-chętnie marynars 04.03.06, 01:00
                    nie napisałam jeszcze o tych najwspanialszych momentach, a pzrecież wbrew
                    pozorom :P takie też są :)
                    uwierzcie mi, ale nikt tak nie potrafi cieszyć się z otrzymanego smsa, od
                    rozmowy telefonicznej, choćby 10cio minutowej, od otrzymanego maila jak kobieta
                    Marynarza :) nikt! takie drobne rzeczy, niedostrzegalne dla innych ludzi w
                    sposob w jaki my to odczuwamy, sa piękne! A jak M wraca do domu .... ech ....
                    nikt tak nie umie się cieszyć chwilami spędzonymi razem, tak bardzo doceniac
                    każdą minutę spędzoną razem. Kłocimy się i owszem, jak każdy, ale zaraz się
                    godzimy, bo nie ma sensu tracić czasu na kłotnie, gdy mamy go dla siebie tak
                    mało.
                    Mój podpis to chyba moje zyciowe motto :) Odnosi się jak najbardziej do życia z
                    M :)
                      • calmee Re: a ja chcę prawdziwej miłości-chętnie marynars 06.03.06, 10:45
                        Pozwole sobie i ja cosik wtracic ;)

                        Poznalismy sie na imprezie :), w zyciu nie powiedzialabym ze tak sie tam
                        zakocham i ze On bedzie plywal ;).
                        Jestesmy razem prawie 6 lat... planujemy slub...

                        I racja - te wszystkie cudne smsy, maile, telefony na minute lub godzine...
                        Cudne powroty, wieczne zakochanie ;) az mi czasem dziwnie, ze wygladamy jak
                        para licealistow na wiosne ;) hehe.
                        Nie zgodze sie jednak, ze jak Luby wraca, to zaczyna sie przestawianie w
                        szafkach i pretensje ze cos tam zle... Nie, on nie przestawia ;), bo i po
                        co ;). Nie ma pretensji, bo staram sie wciagac go w zycie naszej 'prawie
                        podstawowej komorki spolecznej' nawet, gdy On daleko. A i On wie, ze jesli cos
                        mam zalatwic sama, to zalatwie to najlepiej jak bede umiala.

                        Ale choc jest cudownie, nie jest latwo... No - ale nikt nie mowil, ze bedzie ;)

                        Pozdrawiam.
                        K.
          • windyga Re: ja chcę... - taka uwaga psychologiczna 06.03.06, 09:30
            Otóż sa badania socjologiczne rodzin marynarskich. Prowadzi je np. Akademia
            Morska w Szczecinie. Kiedys zawodowo sie tym interesowałam. I doprawdy -
            rozwody "emerytalne", to niestety częstsze w marynarskich rodzinach niz
            pozostałych - zjawisko... Wynika to własnie z badań.
            Dlatego trzeba szukac takiego marynarza, który nie tylko mysli o pracy i
            forsie , ale ma tez inne pasje ... Zreszta, zawsze lepiej takiego miec meża niz
            nudziarza w kapciach, którego jedyna pasja jest oglądanie meczy w tv i picie
            piwa z kumplami, he,he.
            • vivkyviki Re: ja chcę... - taka uwaga psychologiczna 06.03.06, 12:18
              windyga napisała:

              > Otóż sa badania socjologiczne rodzin marynarskich. Prowadzi je np. Akademia
              > Morska w Szczecinie. Kiedys zawodowo sie tym interesowałam. I doprawdy -
              > rozwody "emerytalne", to niestety częstsze w marynarskich rodzinach niz
              > pozostałych - zjawisko... Wynika to własnie z badań.

              hmm to ciekawe, chetnie poczytalabym zanim sie w cos wpakuje :) ale z drugirj
              strony, czy warto sie w ten sposob do zwiazku zabierac? przeciez tak wiele
              zalezy po prostu od odpowiedniego czlowieka.

              > Dlatego trzeba szukac takiego marynarza, który nie tylko mysli o pracy i
              > forsie , ale ma tez inne pasje ... Zreszta, zawsze lepiej takiego miec meża niz
              >
              > nudziarza w kapciach, którego jedyna pasja jest oglądanie meczy w tv i picie
              > piwa z kumplami, he,he.

              Dziekuje za rade. Mysle, ze przyda sie kazdej kobiecie :)
          • vivkyviki Re: ja chcę... - taka uwaga psychologiczna 06.03.06, 12:13
            taaak, to lubie... prawdziwie polska dyskusja...jak cos nie po mojej mysli ,to
            od razu przechodzmy do ataku i wysylamy ludzi do psychologa lub -co gorsza do-
            psychiatry...
            tak, tylko tak wyobrazam sobie ten zwiazek- chce nieustannie cierpiec czekajac i
            czekac cierpiac. oto moj ideal .jestem zawodowa masochistka.
            doprawdy uproscilas to bardzo. ja po prostu znam takie zwiazki z bliska, WIEM i
            ZDAJE SOBIE SPRAWE z tzw. drugiej strony medalu. Ale ta pierwsza, czyli lepsza
            strona, jest godna pozazdroszczenia. Ja po prostu mysle, ze bylabym w stanie
            poniesc cene (jaka jest owo cierpienie) w zamian za tak zywy, intensywny
            emocjonalnie i jak napisalas romantyczny zwiazek. to wszystko.
            • narysuj.mi.baranka Re: ja chcę... - taka uwaga psychologiczna 06.03.06, 12:45
              Psycholog to NORMALNY lekarz, tak jak ginekolog lub pulmonolog. Jesli przed
              czlowiekiem stawiasz oczekiwane doznania to nie jest to wlasciwa kolejnosc. To
              tak jakbym ja powiedziala, ze chce poznac zydowskiego pisarza, bo on mi
              zagwarantuje cos tam.
              A jesli zakochasz sie w dostawcy pizzy?
              O to mi chodzilo.
              • vivkyviki Re: ja chcę... - taka uwaga psychologiczna 06.03.06, 17:31
                narysuj.mi.baranka napisała:

                > Psycholog to NORMALNY lekarz, tak jak ginekolog lub pulmonolog.

                alez oczywiscie ,ze normalny. do ginekologa tez chadzam.ja tego nie kwestionuje,
                nie zauwazylas?
                kwestionuje jedynie to,ze uwazasz, iz powinnam takiego odwiedzic.

                Jesli przed
                > czlowiekiem stawiasz oczekiwane doznania to nie jest to wlasciwa kolejnosc.

                nie stawiam "oczekiwanych doznan" .Po prostu zauwazylam, jak to jest w takich
                zwiazkach(w tych znanych mnie) i podoba mi sie ,jak funkcjonuja,jak intensywne
                uczucia wciaz pomiedzy tymi ludzmi sa! POMIMO tych wyrzeczen,jakie te dziewczyny
                ponosza. to mialam na mysli


                >To tak jakbym ja powiedziala, ze chce poznac zydowskiego pisarza, bo on mi
                > zagwarantuje cos tam.
                > A jesli zakochasz sie w dostawcy pizzy?
                > O to mi chodzilo.

                dlatego tez temat postu brzmi "chce milosci, CHETNIE marynarskiej".
                nie WYLACZNIE marynarskiej. ok?
                >
    • slodinil Re: a ja chcę prawdziwej miłości-chętnie marynars 06.03.06, 13:54
      Mysle ze powinnas sie blizej okreslic jakiego "marynarza" szukasz, nie chodzi
      tylko o wiek. Jak w kazdej pracy sa pewne hierarchie. Jest szeregowy Marynarz i
      jest takze Oficer. Jest Nawigator i jest Mechanik itd. Powiem Ci z
      doswiadczenia ze sa pomiedzy nimi dosc istotne roznice jak chociazby
      wyksztalcenie, ambicje a takze to ze nie kazdy lubi sie "meczyc" na statku i
      nie kazdy tam przebywa bo jest kasa!!!
      • binka viky 06.03.06, 16:36
        ja rozumiem "baranka", bo faktycznie ogólnie to człowiek szuka drugiej osoby,
        miłości, tak ogólnie i raczej nie precyzuje, jaki ma mieć zawód:-)

        • vitalia Re: viky 06.03.06, 17:02
          Pozwolę sobie wtrącić trzy grosze i dość krótko !!!!
          Gdybym miała teraz wybierać między marynarzem a pracownikiem lądowym....NIGDY
          nie wyszła bym za marynarza... NEVER......
          • vivkyviki Re: viky 06.03.06, 17:36
            vitalia napisała:

            > Pozwolę sobie wtrącić trzy grosze i dość krótko !!!!
            > Gdybym miała teraz wybierać między marynarzem a pracownikiem lądowym....NIGDY
            > nie wyszła bym za marynarza... NEVER......


            vitalia, napisz troche wiecej niz trzy grosze. chetnie sie czegos blizej dowiem,
            jesli pozwolisz?:)
            >
            >
            • vitalia Re: viky 06.03.06, 18:08
              vivkyviki napisała:

              > vitalia napisała:
              >
              > > Pozwolę sobie wtrącić trzy grosze i dość krótko !!!!
              > > Gdybym miała teraz wybierać między marynarzem a pracownikiem lądowym....N
              > IGDY
              > > nie wyszła bym za marynarza... NEVER......
              >
              >
              > vitalia, napisz troche wiecej niz trzy grosze. chetnie sie czegos blizej
              dowiem
              > ,
              > jesli pozwolisz?:)
              > >
              > >
              Proszę uprzejmie,,ale nie będę się za bardzo wywnętrzniać,,,
              Powód ?? Moje dzieci wychowały się praktycznie bez ojca.
              Raz ! jeden tylko raz był ze mną gdy rodziłam jedno z czworga dzieci.
              Syna ,,tata zobaczył gdy mały,,,, miał 8 miesięcy, i to że syn rósł i lepiej
              znał moich braci niż ojca własnego,,,a gdy ten wracał dziecko wołało
              WUJKU !!!!!!!!
              Nie widzę poeodu dla którego tzw,,marynarz miałby kochać bardziej niż
              ktokolwiek inny....Owszem są i cudowne chwile ,ale tylko CHWILE....
              Teraz jest częściej w domu ,bo inne układy są,,ale zasadniczo nie zmienia się
              to,że wciąć jestem sama,jestem matką i ojcem,żoną i hydraulikiem kiedy trzeba a
              także samotną kobietą....dlatego powtarzam jeszcze raz ,,a mówię za siebie
              NEVER...
              • hayworth Re: viky 07.03.06, 23:27
                vitalia napisała:

                > vivkyviki napisała:
                >
                > > vitalia napisała:
                > >
                > > > Pozwolę sobie wtrącić trzy grosze i dość krótko !!!!
                > > > Gdybym miała teraz wybierać między marynarzem a pracownikiem lądowy
                > m....N
                > > IGDY
                > > > nie wyszła bym za marynarza... NEVER......
                > >
                > >
                > > vitalia, napisz troche wiecej niz trzy grosze. chetnie sie czegos blizej
                > dowiem
                > > ,
                > > jesli pozwolisz?:)
                > > >
                > > >
                > Proszę uprzejmie,,ale nie będę się za bardzo wywnętrzniać,,,
                > Powód ?? Moje dzieci wychowały się praktycznie bez ojca.
                > Raz ! jeden tylko raz był ze mną gdy rodziłam jedno z czworga dzieci.
                > Syna ,,tata zobaczył gdy mały,,,, miał 8 miesięcy, i to że syn rósł i lepiej
                > znał moich braci niż ojca własnego,,,a gdy ten wracał dziecko wołało
                > WUJKU !!!!!!!!
                > Nie widzę poeodu dla którego tzw,,marynarz miałby kochać bardziej niż
                > ktokolwiek inny....Owszem są i cudowne chwile ,ale tylko CHWILE....
                > Teraz jest częściej w domu ,bo inne układy są,,ale zasadniczo nie zmienia się
                > to,że wciąć jestem sama,jestem matką i ojcem,żoną i hydraulikiem kiedy trzeba a
                >
                > także samotną kobietą....dlatego powtarzam jeszcze raz ,,a mówię za siebie
                > NEVER...



                tak tak, wlasnie chyba to jest najwiekszy problem-dzieci...
                ja moge sobie wytlumaczyc nieobecnosc, moge probowac sie z nia pogodzic, moge ja
                jakos zagluszyc. ale dzieciom trudno to chyba wytlumaczyc...to jest bardzo
                powazny argument na "nie"...
                ciekawa jestem ,jak radza sobie Marynarzowe z dziecmi? moze napisze jeszcze
                jakas Pani?
                a co do radzenia sobie samej -jestem przyzwyczajona i wlasnie to mi odpowiada.

        • vivkyviki Re: viky 06.03.06, 17:34
          binka napisała:

          > ja rozumiem "baranka", bo faktycznie ogólnie to człowiek szuka drugiej osoby,
          > miłości, tak ogólnie i raczej nie precyzuje, jaki ma mieć zawód:-)
          >
          binka, odpisalam juz "barankowi" wyjasniajac to :)
      • vivkyviki Re: a ja chcę prawdziwej miłości-chętnie marynars 06.03.06, 17:17
        slodinil napisał:

        > Mysle ze powinnas sie blizej okreslic jakiego "marynarza" szukasz, nie chodzi
        > tylko o wiek. Jak w kazdej pracy sa pewne hierarchie. Jest szeregowy Marynarz i
        >
        > jest takze Oficer. Jest Nawigator i jest Mechanik itd. Powiem Ci z
        > doswiadczenia ze sa pomiedzy nimi dosc istotne roznice jak chociazby
        > wyksztalcenie,

        oczywiscie. mowiac "marynarz" mialam na mysli ogolnie kogos, kto pracuje "na
        morzu". oczywiscie wiem, ze sa miedzy nimi roznice, ze np. ci, ktorzy sa
        oficerami niechetnie mowia o sobie ,ze sa "marynarzami" itp.
        odpowiem w ten sposob -ja mam wyzsze wyksztalcenie, mysle, ze dobrze byloby,
        gdyby i On takie posiadal...:)
        a co do jeszcze blizszego okreslenia...to juz chetnie porozmawiam, jak sie jakis
        pojawi:)

        ambicje a takze to ze nie kazdy lubi sie "meczyc" na statku i
        > nie kazdy tam przebywa bo jest kasa!!!

        jesli maja kogos kochajacego na ladzie, to prawie nigdy nie lubia sie tak
        "meczyc" -to zrozumiale...
        a co do kasy -to juz nie te czasy, kiedy zawod ten przynosil duze finansowe
        korzysci. i nie te czasy, kiedy dziewczyny potrafily sie kierowac wlasnie tym
        przy wyborze partnera...
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka